PRZEDMOWA
----
Przez większość życia zakładałem, że złe rzeczy po prostu mi się
przytrafiają. Miałem wrażenie, że nic mi się nie udaje. Kolejne lata
były serią rozstań, zdrad, rozczarowań i strat. I cały czas powtarzałem
sobie: "Takie właśnie jest moje życie".
Wprawdzie nikt nie rzucił mi w twarz, iż jestem królem dramy, ale Bóg
świadkiem, że wszyscy tak myśleli. I szczerze mówiąc, mieli rację.
Myślałem, że drama po prostu wie, gdzie mnie znaleźć. Żeby mieć choć
chwilę spokoju, musiałem się bardzo starać, intensywnie ćwiczyć i uważałem, że to całkowicie normalne. Tymczasem to ja sam przy każdej
okazji goniłem za silnymi emocjami, stwarzałem konflikty i nakręcałem
dramaty. Ktoś mógłby pomyśleć, że zachowywałem się tak, by zwrócić na
siebie uwagę, lecz prawda jest taka - jak później sobie uświadomiłem -
że dramatyzowanie było moim sposobem na przetrwanie.
Przyszedłem na świat z wielkim hukiem, uszkadzając mamie dwa kręgi i skazując ją na wiele miesięcy pobytu w szpitalu. Pokolenia
nadużywających alkoholu, narkotyków i uzależnionych od hazardu
przygotowały dla mnie grunt pod chaotyczne dzieciństwo, w którym bito
mnie równie często, jak przytulano. Niespójne, niekonsekwentne
środowisko oscylowało między czułością a chaosem, więc zacząłem się
spodziewać niespodziewanego. Miłość okazywano mi za pomocą przewrotnego
poczucia humoru. Aby kochać i być kochanym, należało być zabawnym i rozrywkowym, więc nauczyłem się w taki sposób odgrywać swoją rolę, by
wszyscy mnie zauważali. Spędziłem dzieciństwo odłączony od własnego
ciała - nazywam siebie z tamtych lat żywym trupem - goniąc za chwilami,
w których mogłem poczuć się dobrze ze sobą. A było ich bardzo niewiele.
W szkole byłem prześladowany zarówno przez uczniów, jak i nauczycieli.
Nikt nie tolerował młodego geja, który miał poważne problemy z nauką.
Koledzy zamykali mnie w szafie niczym nieudacznika w filmach o dorastaniu. Czułem się jak w pułapce, nie miałem dokąd uciec, a bardzo
chciałem się wydostać. W wieku trzynastu lat upozorowałem samobójstwo,
skrupulatnie przygotowując scenerię: rozrzuciłem tabletki, postawiłem
butelkę kilka centymetrów od swoich palców i napisałem list pożegnalny.
Chciałem ukarać rodziców, kolegów ze szkoły i nauczycielkę za ból, który
mi sprawili, za to, że mnie nie dostrzegali, nie chronili i nie chcieli
mi pomóc. Pragnąłem, żeby ktoś mnie uratował i wyrwał z matni chaosu i cierpienia. Poszukiwałem dogłębnego resetu, chciałem, żeby mnie
zrestartowano jak komputer.
Spędzałem dużo czasu w szpitalu, a za każdym razem, kiedy mnie
wypuszczali, wynajdywałem nowy sposób na to, żeby ponownie mnie
przyjęli. W szpitalu czułem, że mam grunt pod nogami. Tam mogłem być
wielki i pełen wyrazu. Podczas muzykoterapii grałem piosenki Tori Amos i mówiłem o tym, jak wpłynęły na moje życie, czasem wzbogacając opowieść
tańcem. To otworzyło nowy rozdział - odkryłem w sobie talent
dramatyczny.
Sztuka stała się moim życiem. Po ukończeniu szkoły średniej uczyniłem z niej nawet swoją profesję. Pracując jako aktor, reżyser i choreograf,
żyłem w ciągłym stresie, a moja praca była niewyczerpanym źródłem dramy.
W tamtym czasie miałem partnera, który wyzwolił pogrzebane głęboko w mojej duszy cierpienie, ból, dysfunkcje i wydobył je na powierzchnię.
Zawsze myślałem, że umiem radzić sobie ze stresem, ale nie zdawałem
sobie sprawy, że stres był mi potrzebny do przetrwania. Moja tolerancja
kryzysu i chaosu osiągnęła granice, więc wkrótce straciłem panowanie nad
nimi.
Na skutek wszechobecnego stresu zacząłem cierpieć na migreny i przemijające ataki niedokrwienne (mikroudary), traciłem nawet zdolności
koordynacyjne. Setki razy próbowałem zakończyć toksyczny związek, ale im
bardziej tego pragnąłem, tym większa siła pchała mnie z powrotem.
Owa siła - chociaż jej istnienie uświadomiłem sobie dużo później - była
moją żądzą posiadania niewyczerpanego źródła kryzysu.
Kiedy mój ówczesny partner zakończył w końcu naszą relację, całkowicie
się wycofałem - porzuciłem karierę i życie towarzyskie. Potem dopadły
mnie niewytłumaczalne bardzo poważne problemy ze zdrowiem (omdlenia,
utrata świadomości, lęki, depresja, ucisk w klatce piersiowej, kołatanie
serca i niedoczynność tarczycy).
Na początku myślałem, że mój organizm oczyszcza się w ten sposób z toksycznej relacji, ale wkrótce stało się jasne, iż wszystkie te
dotkliwe objawy były tak naprawdę oznakami odstawienia stresu.
Zauważyłem, że symptomy słabną na chwilę, gdy angażuję się w sytuacje
kryzysowe innych ludzi - słucham plotek, oglądam brutalne filmy akcji
albo wyładowuję się na byłym partnerze i innych ludziach, którzy mnie
skrzywdzili. I doprowadzałem do konfliktów z osobami, które mnie
otaczały.
Wywoływałem sytuacje, które teraz uważam za jeden z aspektów
uzależnienia od dramatu: szukałem doznań poprzez konflikty oraz
tworzyłem historie, które odpalały ładunki emocjonalne. Było to dziwnie
kojące ze względu na podobieństwo do tego, co już znałem. Kiedy byłem
dzieckiem, marzyłem, że przekazuję komuś straszliwe informacje, które
niekoniecznie są prawdziwe. Wyobrażanie sobie, że wciągam kogoś w jakiś
dramat, dawało mi osobliwą satysfakcję, znajdowałem w tym ukojenie.
Im było gorzej, tym bardziej odwoływałem się do dramy, aż w końcu moje
ciało nie było w stanie więcej znieść. Wreszcie, w szczytowym momencie
tego epizodu, doświadczyłem niewydolności układu krążenia, co skończyło
się tygodniowym pobytem w szpitalu.
Ten kryzys w końcu otworzył mi oczy i stwierdziłem, że muszę coś
zmienić. W kolejnych miesiącach po chorobie codziennie medytowałem i praktykowałem jogę, przeczytałem każdy poradnik, jaki wpadł mi w ręce,
rozpoznawałem swoje pragnienie dramy i przeżywałem ciężkie chwile,
próbując mu nie ulec. To było niezmiernie trudne. Wcześniej nie zdawałem
sobie sprawy, że jestem aż tak kreatywny w wynajdywaniu nieskończonych
sposobów dekoncentrowania się za pomocą dramy. Straciłem rachubę, ile
razy w ciągu dnia łapię się na tym, że próbuję podsycać negatywne
emocje, i ile razy muszę wybijać to sobie z głowy. Do tego diabelnie się
nudziłem. Czułem się, jakbym jadł pączka bez cukru albo popcorn bez
soli. Życie było mdłe, całkowicie pozbawione smaku. Kiedy zabrakło w nim
przyprawy, czyli dramy, wszystko inne wydawało się nieciekawe.
Po wielu miesiącach niebezpiecznej monotonii wewnętrznego spokoju i opanowania byłem w stanie wydobyć na światło dzienne dawną traumę
pozornie neutralizowaną wzorcem dramatyzowania, który nieustannie
tworzyłem i przeżywałem.
Kiedy oparłem się żądzy dramy i przepracowałem kryjącą się za nią
traumę, wszystko zaczęło się zmieniać. Otworzyłem się na bogatsze,
wielowymiarowe życie emocjonalne. Mogę to opisać jako powolne wybudzanie
się z głębokiego snu, dzięki czemu czułem się coraz bardziej przytomny,
obecny i zdolny do reakcji. Wreszcie poczułem, że żyję i że zdecydowanie
różni się to od jazdy na emocjonalnym rollercoasterze. Byłem zszokowany,
że emocje przepływają przeze mnie tak łagodnie i szybko, wcześniej
bowiem wzmacniałem każde uczucie, kurczowo trzymałem się emocji, a kiedy
zaczynały się nawarstwiać, nie pozwalałem im odejść. Nie czułem wtedy
jednak, że w moim życiu źle się dzieje, a jeśli coś się nie udawało, nie
była to dla mnie wielka sprawa. W tamtym czasie martwiłem się tylko o to, że przyjaciele uznają mnie za mało zabawnego (a terapeuta za
nudnego). Lecz prawda jest taka, że nawet gdyby rzeczywiście tak było,
nie miałoby to znaczenia, ponieważ właśnie wyłaniało się coś o wiele
zdrowszego.
W trakcie podróży do przeszłości i docierania do sposobów radzenia sobie
z życiem zyskałem dostęp do swojego głębszego ja. Rozwinąłem umiejętność
nawiązywania relacji z ludźmi bez konieczności wywoływania dramy.
Konflikty przestały być moją pasją, a kiedy wszystko dobrze się
układało, nie oznaczało to dla mnie, że za rogiem czai się coś złego.
Kiedy kurz opadł, a pragnienie, by znowu go wzniecić, pojawiało się
coraz rzadziej, zacząłem szukać książek i artykułów analizujących
uzależnienie od chaosu i kryzysu. Byłem zdumiony, jak często używany
jest termin "uzależnienie od dramatu", chociaż nie było na ten temat
żadnych naukowych opracowań, programów (dwunastu kroków lub innych),
żadnych książek, które mogłyby pomóc ludziom w zrozumieniu tego
uzależnienia, jego mechanizmów i metod leczenia zarówno uzależnionych,
jak i osób z ich otoczenia. Od razu postanowiłem, że poświęcę się
poszukiwaniu tych brakujących ogniw, badaniom i wypełnianiu luk między
osobistym doświadczeniem a nauką i psychologią.
Mam nadzieję, że dzięki tej książce lepiej zrozumiesz mechanizm
uzależnienia od dramatu i poznasz sposoby jego leczenia oraz metody
radzenia sobie z nim, które dedykuję wszystkim pozostającym w związku z osobą uzależnioną.
ROZDZIAŁ 1
----
Łowca burz i siewca burz: jak rozpoznać osobę uzależnioną od dramatu
Uzależnienie od dramatu jest o wiele bardziej skomplikowane,
wielowarstwowe i wszechogarniające niż zwykłe przesadne dopominanie się
o uwagę. To próba funkcjonowania w świecie, z którym nigdy nie jesteśmy
zsynchronizowani - gonimy za doznaniami, by poczuć, że żyjemy, oraz
poszukujemy kryzysów potwierdzających nieokreślony ustawiczny
dyskomfort. Uzależnienie od dramatu jest niczym jazda autostradą życia
do jakiegoś spokojnego miejsca, aczkolwiek w obecności niewidzialnej
siły, która przejmuje kontrolę nad kierownicą i nie pozwala wybrać
właściwego zjazdu. Zamiast prowadzić cię ku owemu azylowi, droga odciąga
cię od niego, a w tyle zostaje zniszczenie. Życie w dramacie jest jak
przebywanie w środku burzy, która szukając uziemienia, wciąga po drodze
wszystko w swój wir i niszczy ziemię, choć tak rozpaczliwie pragnie się
z nią połączyć. To pełne niuansów zjawisko, wciągające tak wielu z nas,
niczym się nie różni od narkotyków, które możemy połykać, wdychać czy
sobie wstrzykiwać. Z tym, że ten "narkotyk" nie jest materialny - możesz
tylko go poszukiwać lub samemu tworzyć.
Dramat to poruszenie, podniecenie, przesada, erupcja, niepokój i walka
o to, by czuć, że żyjemy, w odniesieniu do odrętwiałego świata
wewnętrznego i tego, który nas otacza.
W POGONI ZA BURZĄ
Historia obfituje w opowieści o ludziach, którzy znakomicie prosperowali
w ekstremalnych sytuacjach. Harry Houdini uwolnił się z pęt i wydostał z brzucha zabalsamowanego wieloryba. Amelia Earhart próbowała okrążyć kulę
ziemską w prymitywnym samolocie. Evel Knievel przeskoczył kanion rzeki
Snake na motocyklu z napędem rakietowym. Linoskoczkowie, słynni
sportowcy, kierowcy wyścigowi, żołnierze na polach bitwy - niektórzy
ludzie, bez względu na powody, mają większą skłonność do czynów
zapewniających im ekscytację i silne emocje.
David Hoadley w połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku po wyjątkowo
silnej i niszczycielskiej burzy w swoim rodzinnym Bismarck w Dakocie
Północnej został jednym z pierwszych na świecie łowców burz. Była to
kiedyś domena naukowców, którzy próbowali zrozumieć owo zjawisko
meteorologiczne, chociaż bez wątpienia pociągały ich również emocje
związane z jego nieprzewidywalnością. Łowienie burz wymaga wyostrzonych
zmysłów, intuicji i talentu do znajdywania epicentrów meteorologicznego
chaosu, a także gotowości do zrezygnowania z bezpieczniejszych i mniej
ciekawych aspektów życia. Od czasów Hoadleya łowienie burz zyskało na
popularności, chociaż ryzyko nadal ma przewagę nad korzyściami. Każdego
lata pojawiają się wzmianki o ludziach, którzy znaleźli się zbyt blisko
nieprzewidywalnej burzy, powodzi błyskawicznej lub tornada i zostali
poważnie ranni bądź stracili życie.
Nietrudno przedstawić sobie dramę jako swego rodzaju burzę. Zniszczenia,
jakie powoduje, mogą się znacznie różnić, a ofiary nie zawsze są znane i poznajemy je dopiero po fakcie. W środku burzy znajdujemy się zwykle
przez przypadek, lecz ludzie uzależnieni od dramatu często go poszukują
- podobnie jak Hoadley i mu współcześni łowcy burz - angażując się w to
i goniąc za tym. Może rozpadać się tam, gdzie jesteśmy, albo możemy udać
się tam, gdzie pada. Osoba uzależniona od dramatu zawsze znajdzie burzę
albo ją wywoła.
Wiele osób twierdzi, że podczas burzy z piorunami wreszcie żyje. W książce Adama Silvera Zostawiłeś mi tylko przeszłość jedna z postaci
mówi:
Burze są do bani, gdy odcinają prąd albo rozwalają domy, nie ma co do
tego wątpliwości. Z drugiej strony uderzenie pioruna może być ścieżką
dźwiękową do czegoś nieprzewidywalnego, czegoś, co przyprawia nas o szybsze bicie serca i wyrywa ze snu. Gdyby ktoś ostrzegł mnie przed
gwałtownymi zjawiskami pogodowymi, mógłbym stchórzyć i zostać w domu.
Ale nigdy tak nie zrobiłem.
Nie jest niespodzianką, że dzięki dramie ludzie "czują, że żyją". W danej chwili w porównaniu z nią bledną bowiem wszystkie inne troski. Kto
by się martwił jakimiś prozaicznymi sprawami, skoro nadciąga totalna
katastrofa? Dla niektórych ten rodzaj ucieczki może się sprowadzać do
oglądania burzy na ekranie (np. filmów dokumentalnych lub fabularnych
takich jak Twister); inni wolą bezpośrednie doświadczenia, więc
wyruszają w świat - jak Hoadley - by jej poszukać.
Podobnie jest z uzależnionymi od dramatu. "Musisz cały czas znajdować
się w stanie kryzysu, w przeciwnym wypadku staniesz się uległy", mówi
Marline, która rozpoznała u siebie to uzależnienie. "Kryzys tworzy
miejsce, w którym dzieje się akcja. Drama to wewnętrzna sprężyna, którą
stale trzeba nakręcać i utrzymywać w tym stanie, by mogła działać".
ROZPOZNAWANIE WZORCÓW DRAMATU I JEGO CECH CHARAKTERYSTYCZNYCH
"Czy ktoś z was zna kogoś, kto jest uzależniony od dramatu?"
Kiedy prowadzę wykład na temat rozpoznawania wzorców dramatyzowania,
zawsze zadaję publiczności to pytanie. Niemal wszyscy podnoszą ręce.
Niektórzy nawet obie.
"A ilu z was jest uzależnionych od dramatu?" Tu podnosi się niewiele
rąk, czasem nikt się nie zgłasza. Ten schemat dotyczy zarówno dużych
grup, jak i rozmów w cztery oczy. Prawie każdy mój rozmówca jest w stanie rozpoznać u innych uzależnienie od dramatu, a niewielu stwierdza
je u siebie. Dzieje się tak w przypadku większości uzależnień: sam
uzależniony jako ostatni dostrzega u siebie problem. Ludzie uzależnieni
od dramatu często nie są w stanie stwierdzić, że sami są źródłem
konfliktu i że sami nieświadomie go poszukują lub wywołują.
By ułatwić rozpoznawanie wzorców świadczących o uzależnieniu od dramatu,
zebrałem historie i obserwacje od dużej grupy osób i zacząłem szukać
wspólnego mianownika. Przykłady pochodzą od osób uzależnionych od
dramatu, ich bliskich oraz lekarzy, którzy z nimi pracują. Jako badacz,
psycholog kliniczny i koordynator warsztatów terapeutycznych mogłem
pracować z tysiącami ludzi i uczyć ich takiego samobadania. Ich
opowieści są wprawdzie subiektywne i nie przedstawiają pełnego obrazu
uzależnienia od dramatu - jest tutaj dużo niuansów, które trzeba wziąć
pod uwagę, a poza tym każdy przypadek jest inny - lecz zawarte w nich
informacje pomogły mi stworzyć profil osoby uzależnionej. Uzależnienie
od dramatu jest wielowarstwowym schematem z pętlami sprzężenia zwrotnego
odnoszącymi się do istoty doświadczeń wewnętrznych i często manifestuje
się:
poczuciem braku kontroli nad sobą i otoczeniem (nad tempem życia,
napięciami i wyzwaniami świata zewnętrznego);
postrzeganiem świata w skrajnych lub intensywnych kategoriach i angażowaniem się w ekstremalne działania;
życiem we wszechogarniającym poczuciu osamotnienia, zdrady,
opuszczenia i niepokoju;
utrzymującym się przez większość czasu poczuciem odrętwienia oraz
próbami znalezienia remedium w postaci sytuacji, dzięki którym
"czujesz, że żyjesz";
wrażeniem niepewności własnego ja, które często oscyluje wokół różnych
wartości, rozmywa się i pozostaje niezakotwiczone;
wyolbrzymianiem sytuacji;
obniżonym bądź przesadnie wysokim poczuciem własnej wartości;
problemami z zaangażowaniem się w relacje z innymi oraz z komunikacją
i wyrażaniem uczuć;
tendencjami do odczuwania wzburzenia i podniecenia, przeczuwaniem, że
wydarzy się coś "złego";
nadwrażliwością na czynniki wywołujące stres objawiającą się
impulsywnymi, gwałtownymi reakcjami;
zawężeniem postrzegania manifestującym się nadmierną koncentracją na
negatywnych stronach, sceptycyzmem, niewielką zdolnością do
przeniesienia uwagi na inne aspekty życia;
głębokim i niezaspokojonym pragnieniem, aby być widzianym i słyszanym;
nieumiejętnością doceniania związków międzyludzkich oraz oferowania i przyjmowania empatii;
poszukiwaniem kryzysu, tworzeniem go bądź prezentowaniem się jako jego
ofiara.
Człowiek, który zmaga się z uzależnieniem od dramatu, zamiast skupiać
się na własnych uczuciach czy niezaspokojonych pragnieniach, szuka
bodźców na zewnątrz (sytuacji, zdarzeń, ludzi). Kiedy panuje spokój,
często odczuwa niepokój lub nudę, a pod presją się ożywia, a nawet
rozkwita, wypełnia zatem swój kalendarz po brzegi, aż w końcu nadmiar
obowiązków zaczyna go przytłaczać. Nierzadko wciąga w tę zawieruchę
innych i w kółko odgrywa ten sam scenariusz bądź interakcję, dodając
różne wariacje pierwotnej sytuacji. Częściej żyje przeszłością i przyszłością niż chwilą obecną, co przejawia się nałogowym zamartwianiem
się, natrętnymi myślami, opowieściami, odtwarzaniem przeszłości lub
projektowaniem przyszłości, żywi urazy i ma trudności z wybaczaniem.
(Nawiasem mówiąc, skoro wydaje się, że zasadniczo dotyczy to większości
z nas, w rozdziale 9 omówiłem zjawisko, które można nazwać epidemią
dramatyzowania. W naszej żywiołowej kulturze, w świecie wszechobecnych
portali społecznościowych uzależnienie od dramatu jest bowiem dla wielu
po prostu codziennością).
Uzależniony od dramatu może być zaabsorbowany naprawianiem różnych
sytuacji, wyjaśnianiem spraw, może się wyłączać, błądzić myślami i tracić wątek w trakcie rozmowy. W trudnej sytuacji często miewa poczucie
sprawczości albo wydaje się "wysysać całe powietrze z pomieszczenia".
Czasem staje się też reaktywny, intensywnie reaguje na bodźce lub
odczuwa silne emocje bez wyraźnego powodu, ma wrażenie, że inni ludzie,
a nawet cały świat, knują przeciwko niemu, i zastanawia się, dlaczego
spotyka to właśnie jego. Uważa, że inni go nie rozumieją, więc staje się
coraz bardziej krytyczny, im bardziej ktoś się do niego zbliża. Często
opowiada od nowa tę samą emocjonalną historię przed kolejnym audytorium,
a ponieważ nieustannie krąży między ludźmi, może się stale od nowa
wyładowywać i nakręcać. Czasem pochłaniają go sprawy innych, ciągle
przegląda portale społecznościowe, poszukując wiadomości i informacji.
I wreszcie wyraża miłość lub inne uczucia bardzo intensywnie. Bliskość
często zastępują skrajności. Może się to przejawiać związkiem opartym na
kłótniach, dyskusjach, wielkich przygodach albo przelotnymi i szalonymi
romansami.
Niektóre z tych cech - silne reakcje, nadmiarowe emocje, niepokój,
wzburzenie, odrętwienie czy dysocjacja - są również związane z chronicznym stresem, co wskazuje na prawdziwy, choć ukryty koszt
uzależnienia od dramatu.
SPOJRZENIE NA POTWORA UKRYTEGO W SZAFIE
Drama to ukryty w szafie potwór, o którym wszyscy wiedzą, ale niewielu
potrafi wyjaśnić, czym dokładnie jest.
Badając osoby, które samodzielnie rozpoznały u siebie uzależnienie od
dramatu i które potrafią dostrzec u innych podobne tendencje, oraz
rozmawiając z psychologami klinicznymi pracującymi z takimi ludźmi,
zauważyłem podobne komentarze i motywy:
dramę można określić jako "zbędne" zamieszanie lub chaos w czyimś
życiu albo na świecie;
łatwiej rozpoznać dramatyczne zachowania, lecz trudniej
zdefiniować
dramę;
drama jest dysonansem między nowym bodźcem a reakcją, którą on
wywołuje; dysharmonią między okolicznościami zewnętrznymi a reakcjami
wewnętrznymi.
Dramat w znaczeniu przymiotnikowym (dramatyczny) to zawierucha -
wewnętrzna dla osoby uzależnionej, zewnętrzna dla jej otoczenia.
Człowiek, który zabiega o dramę albo sam ją kreuje, odczuwa silne emocje
i toczy wewnętrzną walkę. Ten wewnętrzny świat targany zawieruchą i zmaganiami wpływa na postrzeganie świata zewnętrznego. To wewnętrzne
pragnienie przeżywania ekstremalnych doświadczeń. Coś jest gorące albo
lodowate, czarne albo białe. Żadnych kompromisów.
Dramat/drama jako rzeczownik jest bardziej amorficzny, a w związku z tym trudniejszy do zdefiniowania. Określają go okoliczności zewnętrzne i interakcje interpersonalne oraz postrzeganie kombinacji okoliczności i interakcji, a także reakcje na te kombinacje. Jeden z uczestników mojego
badania zdefiniował dramę jako "zmieniające życie sprawy, z którymi
muszę radzić sobie sam". Dla innej osoby drama to "wielkie rzeczy, które
dzieją się w życiu, gdy wszyscy rzucają czym popadnie i krzyczą na
siebie".
Wszyscy reagujemy na stresujące lub trudne sytuacje, w jaki sposób więc
wyznaczyć granicę pomiędzy normalną odpowiedzią a reakcją dramatyczną,
która może świadczyć o uzależnieniu? Jako gatunek wykształciliśmy
umiejętność reagowania na bodźce wewnętrzne i zewnętrzne, ale jeśli
dramatyczna intensywność staje się bardziej nałogowa niż krótkoterminowa
bądź adaptacyjna, a życie zdominowują chaos i kryzys, można rozważyć
uzależnienie do dramatu.
GASZENIE ŚWIECZKI NA TORCIE URODZINOWYM BEZ UŻYCIA WĘŻA STRAŻACKIEGO
O dramie stanowi dysonans między tym, co się dzieje, a twoją reakcją.
Może to być również sposób na unikanie samego siebie. Przyjrzyjmy się
Shawnowi. Shawna życie na ogół przytłacza, jest wypełnione niekończącymi
się żądaniami, które są przyczyną różnych napięć przygniatających jego
barki jak ciężkie kłody. Jego kalendarz jest przeładowany: rozpoczyna
dzień pracy o ósmej, a kończy o osiemnastej lub dziewiętnastej, a potem
godzinami rozmawia przez telefon albo bierze udział w spotkaniach
towarzyskich. Nigdy nie siedzi bezczynnie: kiedy ma dzień wolny, w nieskończoność robi zakupy, oddaje się obowiązkom domowym, odwiedza
rodzinę i przyjaciół i załatwia sprawy służbowe, których nie dokończył w tygodniu - na horyzoncie zawsze pojawia się jakiś nowy projekt, zanim
poprzedni zostanie ukończony. Kiedy zdoła zrzucić z barków cały ciężar i chwilowo nic się nie dzieje, odczuwa spokój, ale prowadzi on w końcu do
nieprzyjemnej pustki. Wtedy Shawn zaczyna szybko zarzucać na plecy
kolejne ciężary, aż znowu czuje się przytłoczony. Potrzebuje solidnej
pożywki, by rozpalić w sobie ogień. Inaczej mówiąc, desperacko pragnie
przeciążenia, by uniknąć pustki, która czai się pod powierzchnią.
Ludzie skłonni do dramatyzowania wykazują zwiększoną podatność
emocjonalną, która na ogół przewyższa to, co nazywamy "normalną" bądź
oczekiwaną reakcją - na przykład nie chowamy się w schronie
przeciwburzowym podczas lekkiej mżawki ani nie gasimy świeczek na torcie
za pomocą węża strażackiego. Jen stała pewnego razu w kolejce w aptece,
a kiedy dotarła do okienka, farmaceuta ogłosił przerwę. Wtedy Jen
dosłownie "wybuchła". W kilka sekund doszła od zera do setki i zażądała
rozmowy z kierownikiem. Domagała się wyjaśnień, dlaczego nikt nie
szanuje jej czasu i dlaczego została zlekceważona.
Kiedy ktoś pożąda dramy, skłania się ku ekstremalnym myślom, słowom,
nawykom, zachowaniom, uczuciom, a nawet związkom. Wokół takiej osoby nic
nie jest nijakie, bezbarwne czy nudne. Jej życie emocjonalne jest
naznaczone nieustanną zmiennością kryjącą się za nagłymi woltami,
niespodziankami lub nieoczekiwanymi emocjami. (Niektórym na początku
wyda się to z pewnością atrakcyjne).
Dramatyzowanie nawykowe może być mechanizmem obronnym, który zabezpiecza
nas przed doświadczaniem emocji, formą poskramiania uczuć i samoleczenia. Z kolei Liz, chociaż w danym momencie nie zdaje sobie z tego sprawy, zawsze doszukuje się winy w innych, ponieważ to chroni ją
przed własnymi uczuciami, takimi jak smutek i poczucie odrzucenia.
Jednak w rzeczywistości zadaniem tej strategii jest wywołanie
odrętwienia jako przeciwwagi dla subtelnego, głębszego i bogatszego
przeżywania tego, co się dzieje w jej wnętrzu i w otaczającym ją
świecie.
A zatem kto jest uzależniony od dramatu? Zanim odpowiem na to pytanie,
chciałbym zadać je tobie. Czy takie osoby są w twoim życiu? To twoja
mama? Tata? Siostra? Brat? Partner? Obca osoba w sklepie spożywczym? A może ty sam?
Na końcu tego rozdziału znajdziesz test, który pomoże ci rozpoznać osobę
uzależnioną od dramatu i dowiedzieć się, czy jest nią ktoś z twojego
otoczenia, czy może ty.
I CO TERAZ?
Może czytasz tę książkę, ponieważ pozostajesz w bliskich relacjach z ludźmi uzależnionymi od dramatu. Czasem uznajesz, że obcowanie z nimi
jest ekscytujące i ciekawe. Jednak w końcu (jeśli nie automatycznie)
zaczynasz być tym zmęczony, jakby jakiś odkurzacz nieustannie wciągał
cię w sam środek cudzej emocjonalnej zawieruchy. Jeden kryzys następuje
po drugim i nic, co powiesz lub zrobisz, nie jest w stanie zmniejszyć
tej intensywności.
A może czytasz tę książkę, ponieważ ktoś doszedł do wniosku, że jesteś
uzależniony od dramatu, i kupił ją dla ciebie. W takim przypadku
zachęcam, by podejść do tematu z poczuciem humoru i otwartym umysłem.
Być może zdołasz coś wyciągnąć z tej lektury, nawet jeśli nigdy nie
zgodzisz się z osobą, która ci ją dała.
Może czytasz tę książkę, ponieważ zastanawiasz się, czy jesteś
uzależniony od dramatu. Stres zawsze cię dopada, wszystko wydaje się
groźniejsze i poważniejsze, niż jest w rzeczywistości, nieustannie
znajdujesz się w środku jakiegoś kryzysu, a w pewnym momencie
stwierdzasz nawet, że burzliwa atmosfera w domu lub w pracy cię napędza
- może zwrócili na to uwagę twoi przyjaciele lub bliscy. Niewykluczone,
że pragniesz spokoju lub wyciszenia, ale brak "hałasu" powoduje, że
czujesz niepokój lub podenerwowanie.
Cisza i spokój sprawiają, iż czujesz się niekomfortowo, nawet obco.
Kiedy się nad tym zastanawiasz, uświadamiasz sobie, że twoje życie toczy
się w napiętym, powtarzalnym rytmie emocjonalnych wzlotów i upadków,
które w końcu stają się punktem odniesienia twojego tempa. Kiedy nie
dostrajasz się do tego intensywnego rytmu, czujesz się samotny, jakbyś
nie znajdował wspólnego języka ze światem.
Zanim skończysz lekturę, być może rozpoznasz się we wszystkich trzech
powyższych kategoriach. Przeczytaj kwestionariusze, nawet jeśli wydaje
ci się, że już znasz odpowiedzi. Proponuję wykonać testy w trakcie
czytania, a potem co najmniej tydzień po skończeniu lektury, aby nauczyć
się rozpoznawać symptomy uzależnienia od dramatu i zwrócić uwagę na to,
czy są obecne w twoim życiu, u twoich przyjaciół czy krewnych. To, czego
się dowiesz, może cię zaskoczyć.
Jeśli poczujesz się zaniepokojony bądź zmartwiony wynikami testów, nie
trać otuchy - każdy może się zmienić i wyleczyć, a samoświadomość jest
pierwszym krokiem na drodze ku wolności. W ostatniej części książki
znajdziesz omówienie praktyk leczniczych, które pomogą ci bez względu na
to, w jakim punkcie spektrum dramy się znajdujesz.
CZY KTOŚ Z TWOJEGO OTOCZENIA JEST UZALEŻNIONY OD DRAMATU?
Znajdziesz tutaj dwa kwestionariusze. Pierwszy pomoże ci wykryć cechy
uzależnienia od dramatu u innej osoby, drugi pozwoli ocenić, czy sam
jesteś uzależniony.
Jeśli któreś z tych stwierdzeń wyda ci się znajome, podobne do twoich
doświadczeń lub do tego, co usłyszałeś od kogoś na swój temat (bez
względu na to, czy się z tym zgadzasz czy nie), lub przyjdzie ci do
głowy osoba z twojego otoczenia... to znaczy, że ta książka jest dla
ciebie.
Kwestionariusz nr 1:
Czy ktoś z twojego otoczenia jest uzależniony od dramatu?
Przeczytaj zamieszczone tu twierdzenia i oceń, w jaki sposób opisywane
przez nie zachowania odnoszą się do twoich doświadczeń z daną osobą:
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze.
Celem testu nie jest formalne zdiagnozowanie uzależnienia od dramatu,
lecz rzucenie światła na to, w jakim stopniu cechy i zachowania
świadczące o tym uzależnieniu są obecne w czyimś życiu. Powtarzam:
proponuję rozwiązanie testu w trakcie lektury i powrót do niego co
najmniej po tygodniu, kiedy już przeczytasz całą książkę i dostrzeżesz
cechy uzależnienia u bliskiej osoby. Na końcu podlicz poszczególne
odpowiedzi: czasem/często/zawsze. Jeśli którąś z nich zakreślisz
szesnaście razy lub więcej, oznacza to, że twój przyjaciel znalazł się w doborowym towarzystwie innych osób, które również mają skłonności do
dramy. Jeśli częściej pojawia się odpowiedź "czasem", skłonność jest
łagodniejsza, jeśli "często" lub "zawsze" bardziej zakorzeniona.
Jeśli wydaje ci się, że twój przyjaciel ma silną skłonność do dramy,
przypomnę delikatnie, że - jak się zresztą przekonasz w trakcie lektury
- z wielu powodów jest to sposób na przetrwanie dla naprawdę dużej
liczby ludzi.
Czuje się niespokojny lub znudzony, gdy w jego życiu panuje spokój.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Intensywność to dla niego język miłości.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Sprawia wrażenie, że potrzebuje bólu, rozkoszy lub innych silnych
doznań, by nawiązać kontakt ze swoim ciałem.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Nie umie przyjmować komplementów i/lub ocen.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Czuje się bardziej ożywiony lub lepiej funkcjonuje pod wpływem
stresu.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Wciąga innych ludzi w niespokojny wir, narzucając im swój sposób
bycia.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Jest ciągle zajęty rozwiązywaniem problemów i załatwianiem spraw.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Ciągle od nowa rozgrywa ten sam scenariusz lub wchodzi w takie same
interakcje, dodając różne wariacje do pierwotnej sytuacji.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Ma trudności z wybaczaniem.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Żywi urazę.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Wyłącza się lub dekoncentruje w trakcie rozmowy.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
W pełnych emocji sytuacjach ma poczucie sprawczości lub kontroli.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Żyje przeszłością i przyszłością, a nie teraźniejszością - dręczą go
zmartwienia, natrętne myśli, powtarza te same opowieści i projektuje
przyszłe problemy.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Ma wrażenie, że inni ludzie i świat spiskują przeciwko niemu, i zastanawia się, dlaczego spotyka to właśnie jego.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Uważa, że inni ludzie go nie rozumieją lub oceniają.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Czuje się nieswojo bądź staje nerwowy, kiedy w jego życiu panuje
spokój.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Wypełnia swój harmonogram po brzegi, a potem czuje się przytłoczony.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Zużywa energię na śledzenie życia innych ludzi i stale przegląda
portale społecznościowe, by zdobyć nowe informacje.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Lubi prowokować.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Sprawia wrażenie, że nie chce, by coś się udało, żeby później mieć
temat do rozmów.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Ciągle od nowa opowiada tę samą poruszającą historię przed kolejnym
audytorium, żeby znaleźć ujście dla swoich emocji.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Bez wyraźnej przyczyny staje okoniem lub targają nim przesadne
emocje.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
W stosunku do bliskich jest bardzo krytyczny.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Czuje się opuszczony.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Czuje, że ludzie stają się mu bliżsi, gdy wszystko wokół niego jest
ekscytujące i dynamiczne.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Kiedy wszystko dobrze się układa, koncentruje się na negatywach i znajduje coś, dzięki czemu może się poczuć poruszony i zdenerwowany.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Myśli o wydarzeniach z przeszłości i w kółko mówi o tym samym - na
nowo to przeżywa, chociaż mógłby powiedzieć lub zrobić coś innego.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Nie może usiedzieć w spokoju ani wziąć wolnego, gdyż wypoczynek
wprawia go w niepokój.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Jego obecność zdaje się wysysać całą energię z pomieszczenia; nie
zostawia przestrzeni dla innych, uniemożliwiając im zabranie głosu.
Usiłuje pozostawać w centrum zainteresowania.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Jego reakcja na daną sytuację jest przesadna i niewspółmierna do
okoliczności.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Nawet gdy wszystko układa się dobrze, koncentruje się na problemach.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Skacze od kryzysu do kryzysu - skupia się na kolejnych wyzwaniach i ciężkich doświadczeniach.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Kwestionariusz nr 2
Czy mam skłonności do dramy?
Przeczytaj zamieszczone tu twierdzenia i oceń, w jaki sposób opisywane
przez nie zachowania odnoszą się do twoich osobistych doświadczeń:
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze.
Celem testu nie jest formalne zdiagnozowanie uzależnienia od dramatu,
lecz rzucenie światła na to, w jakim stopniu cechy i zachowania
świadczące o tym uzależnieniu są obecne w twoim życiu. Być może
poczujesz pokusę, by odłożyć to na później albo całkowicie zrezygnować z samoanalizy, lecz proponuję, abyś rozwiązał test w trakcie lektury, a potem wrócił do niego co najmniej po tygodniu, kiedy już przeczytasz
całą książkę i dostrzeżesz u siebie cechy uzależnienia. Na końcu podlicz
poszczególne odpowiedzi: czasem/często/zawsze. Jeśli którąś z nich
zakreślisz szesnaście razy lub więcej, oznacza to, że znalazłeś się w doborowym towarzystwie innych osób, które również mają skłonności do
dramy. Jeśli częściej odpowiedziałeś "czasem", twoja skłonność jest
łagodniejsza, jeśli "często" lub "zawsze" bardziej zakorzeniona.
Jeśli okaże się, że masz silną skłonność do dramy, przypomnę delikatnie,
że - jak się zresztą przekonasz w trakcie lektury - z wielu powodów jest
to sposób na przetrwanie dla naprawdę dużej liczby ludzi.
Czuję się niespokojny lub znudzony, gdy w moim życiu panuje spokój.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Intensywność to dla mnie język miłości.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Potrzebuję bólu, rozkoszy lub innych silnych doznań, by nawiązać
kontakt ze swoim ciałem.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Nie umiem przyjmować komplementów i/lub ocen.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Pod wpływem stresu czuję, że żyję, lub lepiej funkcjonuję.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Wciągam innych ludzi w wir emocjonalny, narzucając im swój sposób
bycia.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Jestem ciągle zajęty rozwiązywaniem problemów i załatwianiem spraw.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Ciągle od nowa rozgrywam ten sam scenariusz lub wchodzę w takie same
interakcje, dodając różne wariacje do pierwotnej sytuacji.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Mam trudności z wybaczaniem.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Żywię urazę.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Wyłączam się lub dekoncentruję w trakcie rozmowy.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
W pełnych emocji sytuacjach mam poczucie sprawczości lub kontroli.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Żyję przeszłością i przyszłością, a nie teraźniejszością - dręczą
mnie zmartwienia, natrętne myśli, powtarzam te same opowieści i przewiduję przyszłe problemy.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Mam wrażenie, że inni ludzie i świat spiskują przeciwko mnie, i zastanawiam się, dlaczego spotyka to właśnie mnie.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Uważam, że inni ludzie mnie nie rozumieją lub oceniają.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Czuję się nieswojo bądź staję nerwowy, kiedy w moim życiu panuje
spokój.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Wypełniam swój harmonogram po brzegi, a potem czuję się
przytłoczony.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Wpadam w emocjonalny wir, a później czuję się, jakbym miał kaca.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Zużywam energię na śledzenie życia innych ludzi i stale przeglądam
portale społecznościowe, by zdobyć nowe informacje.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Lubię prowokować.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
W duchu nie chcę, by coś się udało, żeby później mieć temat do
rozmów.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Ciągle od nowa opowiadam tę samą poruszającą historię przed kolejnym
audytorium, żeby znaleźć ujście dla swoich emocji.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Bez wyraźnej przyczyny staję okoniem lub targają mną przesadne
emocje.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
W stosunku do bliskich jestem bardzo krytyczny.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Czuję się opuszczony.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Czuję, że ludzie stają się mi bliżsi, gdy wszystko wokół mnie jest
ekscytujące i dynamiczne.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Kiedy wszystko dobrze się układa, koncentruję się na negatywach i znajduję coś, dzięki czemu mogę się poczuć wzburzony i zdenerwowany.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Myślę o wydarzeniach z przeszłości i w kółko mówię o tym samym - na
nowo to przeżywam, chociaż mógłbym powiedzieć lub zrobić coś innego.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Nie mogę usiedzieć w spokoju ani wziąć wolnego, gdyż wypoczynek
wprawia mnie w niepokój.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
W sytuacjach towarzyskich chcę być w centrum zainteresowania.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Moja reakcja na daną sytuację jest przesadna i niewspółmierna do
okoliczności.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Nawet gdy wszystko układa się dobrze, koncentruję się na problemach
lub na tym, co idzie źle.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Skaczę od kryzysu do kryzysu - skupiam się na kolejnych wyzwaniach i ciężkich doświadczeniach.
nigdy/rzadko/czasem/często/zawsze
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki