Nie pytajcie, dlaczego zabiłem - Isabel Guerra

Kup ebooka

14.05 zł
11.66 zł (11,66 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 3

W pokoju panowała kompletna cisza. Nie słychać było niczego, nawet najmniejszego, przytłumionego dźwięku. Wydawać by się mogło, że wszystko dookoła wymarło, pozostawiając po sobie pustkę i brak jakichkolwiek oznak życia. Pokój tonął w lekkim półmroku. Ostatnie promienie zachodzącego słońca zdołały jeszcze prześlizgnąć się przez białe, delikatne firanki zawieszone na dwóch, połączonych ze sobą karniszach. Czerwono-żółte światło padało na róg dużego, drewnianego stołu, przy którym nieruchomo siedziała jakaś postać.

Jej łokcie oparte były o blat w kolorze ciemnego orzecha, a dłonie chowały się pod prostymi, nachodzącymi na uszy włosami. Lekko pochylona do przodu sylwetka wydawała się kompletnie nieruchoma, jak gdyby przy stole, zamiast człowieka, siedział posąg. Dopiero po dłuższej chwili dał się słyszeć cichy, niewyraźny głos:

- Martwię się - powiedziała postać.

I znów zapadła cisza. Ta sama, irytująca cisza, która wypełniała pokój przez ostatnie kilka minut.

- Boję się - powiedziała znowu postać.

Zaraz potem lekko drgnęła i położyła lewą dłoń na stole. Opuszki palców delikatnie uderzały o powierzchnię blatu, a odgłos przesuwających się po podłodze kapci przerwał na dobre tę jakże niepokojącą ciszę. Postać wstała od stołu, podeszła do stojącej na komodzie lampy i w jednej chwili cały pokój przepełnił się światłem.

- Nie wiem już, co robić - kontynuował cichy, niewyraźny głos.

Postać nerwowo chodziła w tę i z powrotem, nie potrafiąc znaleźć sobie miejsca. W końcu stanęła przed dużym, oprawionym w grubą ramę lustrem i spojrzała na swoje odbicie. Po drugiej stronie stała szczupła, atrakcyjna kobieta ubrana w ciemnogranatową spódnicę i białą, elegancką bluzkę. Miała krótkie, proste włosy w kolorze blond, które wyraźnie kontrastowały z mocno opaloną cerą. Jej oczy były duże, niebieskie, a usta wąskie i lekko zaciśnięte. W długim, nieruchomym spojrzeniu kryło się coś, co wzbudzało czujność i niepokój jednocześnie. Twarz wyrażała niesamowitą pewność siebie, a każdy ruch dłoni, każdy najmniejszy nawet gest wydawał się być doskonale przemyślany.

Kobieta stała przed lustrem, obojętnie wpatrując się w swoje oblicze. Przy prawym uchu trzymała telefon i nieco poddenerwowana kontynuowała rozmowę:

- To może mieć fatalne konsekwencje, doktorze. Przecież ona nie jest do końca wyleczona.

I znów zapadła cisza. Kobieta odeszła od lustra i uważnie słuchała melodyjnego, męskiego głosu, który rozlegał się w słuchawce.

- Ja to wszystko wiem - przerwała po chwili. - Nie zamierzam ingerować w jej życie, ale widzę, że dzieje się coś niedobrego. Od kilku dni zachowuje się dziwnie. Dzisiaj, na przykład, dzwoni do mnie co godzinę i pyta czy jestem w domu. Jak gdyby chciała mnie kontrolować. Poza tym, ciągle drży jej głos. Moim zdaniem, ona się czegoś boi. Problem w tym, że ostatnio mało rozmawiamy. Zupełnie jakby nagle przestała mi ufać. Trzeba koniecznie coś z tym zrobić, doktorze. Czy dałby pan radę przyjechać i zbadać ją tu na miejscu?

W tej samej chwili z telefonu stojącego przy łóżku rozległa się głośna, latynoska muzyka. Trwała jakieś dziesięć-jedenaście sekund, po czym w całym pokoju dał się słyszeć stanowczy, kobiecy głos:

Tu Patricia Sullivan. Nie ma mnie teraz w domu. Zostaw wiadomość albo podaj swój numer. Jeżeli będę miała czas, oddzwonię.

- Patricia, jesteś tam? To ja, Judith - powiedział cichy, drżący głos. - Od pół godziny dzwonię na twoją komórkę, ale linia ciągle jest zajęta. Z kim tak długo rozmawiasz? Ja nadal jestem w księgarni i zostanę tu jeszcze trochę. Mam sporo pracy. Zadzwoń do mnie.

Patricia nie odezwała się ani słowem. Jednym uchem słuchała wiadomości od Judith, a drugim niczym gąbka chłonęła wskazówki doktora Cullena.

- Dobrze, tak właśnie zrobię. Mam tylko nadzieję, że będzie chciała wziąć te tabletki. W każdym razie, czekamy na pana w środę, doktorze. Bezpośredni kontakt jest w tym przypadku niezbędny. W razie problemów, będę dzwonić. Do widzenia - powiedziała Patricia i odłożyła telefon.

Zaraz potem podbiegła do łóżka i raz jeszcze odsłuchała wiadomość od Judith. Zegar na ścianie wskazywał dwudziestą trzydzieści pięć.

"Co ona tam jeszcze robi?", zastanawiała się Patricia. "I dlaczego wydzwania do mnie przez cały dzień? Boi się czy co?"

Wzięła do ręki telefon i zaczęła szukać numeru księgarni. W ostatniej chwili jednak powstrzymała się. Zaczęła myśleć bardzo intensywnie. Chwilę później jej telefon wylądował w torbie, a domowe kapcie przy łóżku. W ruch poszły buty na wysokim obcasie, szminka i butelka perfum. Po kilku minutach Patricia była gotowa. Zaraz potem siedziała za kierownicą swojego niebieskiego seicento i z zawrotną prędkością kierowała się na Seaside Road.

W tym samym czasie Judith była w księgarni. Nerwowo chodziła od jednej półki do drugiej i co jakiś czas spoglądała na zegarek. Dochodziła dwudziesta pierwsza, a ona nadal czekała. Większość sklepów na Seaside Road została zamknięta kilka godzin temu, więc jej księgarnia była prawdopodobnie jedynym otwartym lokalem o tej porze. Na zewnątrz kręcili się turyści i od czasu do czasu zaglądali do środka. Byli zapewne ciekawi, dlaczego w tym akurat miejscu paliło się światło i czy rzeczywiście ktoś jeszcze pracował.

Judith nie zwracała na nich uwagi. Miała na głowie zupełnie inne rzeczy, które całkowicie pochłaniały jej myśli. Oderwała się od nich dopiero wtedy, kiedy usłyszała delikatne stukanie do zewnętrznej strony witryny.

"Nareszcie", powiedziała w duchu.

Z powodu mocnego, rażącego światła wewnątrz lokalu nie potrafiła dostrzec, kim była osoba stojąca za drzwiami. Otworzyła je jednak bez zastanowienia i aż podskoczyła, kiedy jej oczom ukazała się Patricia. Przez chwilę pozostała w stanie lekkiego oszołomienia, ale w końcu odzyskała równowagę i zapytała najnaturalniej, jak tylko mogła:

- Ty tutaj?

- W rzeczy samej - odparła Patricia, wchodząc do księgarni. - Dlaczego nie jesteś w domu?

- Ja... - zaczęła Judith niepewnie -... Musiałam sprawdzić kilka faktur.

- O tej porze?

- Chciałam je sprawdzić dokładnie.

- I jak?

- Wszystko w porządku.

- Skończyłaś już?

- Tak. Przed chwilą.

- No to wychodzimy - powiedziała Patricia, szukając w torbie klucza.

Darmowy fragment