2
CALVIN
Postawiłem torby Grace obok dużego, dwuosobowego łóżka.
- To twój pokój - powiadomiłem ją, zataczając łuk ręką.
Grace weszła za mną do środka, trzymając papierową torbę na zakupy i swoją torebkę. Rozejrzała się po pokoju. Jej twarz niczego nie wyrażała, choć przyglądała się uważnie każdemu zakamarkowi. Nie sposób było określić, czy jest zawiedziona, czy też nie. Rozważałem remont, kiedy zacząłem wynajmować pokoje na Airbnb, ale jakoś nie mogłem się do tego zabrać. Do obecnego stanu doprowadziła je moja matka, korzystając z rzeczy, które sama zrobiła lub gdzieś znalazła. Po raz ostatni pokój został odświeżony w latach siedemdziesiątych, ale ten styl znów stał się modny. Tak przynajmniej powiedziała mi moja sąsiadka.
Grace położyła swoje rzeczy na łóżku i zawahała się przez chwilę, zanim się do mnie odwróciła. Wbiła spojrzenie gdzieś na wysokości mojego pasa i powoli uniosła wzrok. Pachniała mieszanką stokrotek i benzyny, co było dość dziwne, ale nie skomentowałem tego w żaden sposób. Nie byłoby to grzeczne. Była blondynką, a jej włosy sięgały połowy pleców. Jej oczy miały kolor jasnego błękitu - był to tak niesamowity odcień, że wydawały się nienaturalne. Ubrana była w ciasną, czarną spódniczkę, buty na wysokich obcasach i bluzkę z jakiegoś marszczonego materiału. Z pewnością tam, skąd pochodziła, był to modny strój, ale tutaj dziewczyny się tak nie ubierały. Jej łagodna twarz kontrastowała z czarnym strojem, a ja nie mogłem oderwać wzroku od jej pełnych warg, czekając, aż coś powie.
- Jest idealny. - Uśmiechnęła się, choć w jej głosie wyczułem lekką niepewność.
Odetchnąłem głośno, a ona się roześmiała i uniosła brew.
- Obawiałeś się, że mi się nie spodoba?
Przeniosłem ciężar ciała z nogi na nogę.
- Nie byłem pewien, czy dziewczynie z miasta spodoba się w takim miejscu.
- Jeśli potrafię poczuć się komfortowo w Nowym Jorku pośród szczurów i karaluchów, to poczuję się komfortowo w każdym innym miejscu. - Grace podniosła swoją walizkę i jednym ruchem zarzuciła ją na łóżko. Bez wątpienia była silna, bo to cholerstwo ważyło co najmniej dwadzieścia kilogramów.
- Pomóc ci? - zapytałem.
To był zawsze najbardziej kłopotliwy moment w procesie witania gości. Nigdy nie byłem pewien, czy chcą, żebym został, czy zostawił ich w spokoju. Grace z pewnością należała do tych drugich, ale ciągnęło mnie do niej jak ćmę do ognia lub jak przeklęte kojoty do moich kurczaków, więc jeśli mogłem w jakikolwiek sposób odwlec moment wyjścia, to byłem gotów do działania.
Pokręciła jednak głową.
- Dzięki, poradzę sobie - odparła stanowczo. Chwyciła swoją czarną torebkę ze skóry, pochyliła się i wsunęła ją pod łóżko.
- Tajne materiały? - zażartowałem, drapiąc się w kark.
Wyprostowała się i spojrzała na mnie uważnie.
- Po prostu służbowe rzeczy, na wszelki wypadek. Jeśli nie usunę sobie tego z pola widzenia, zacznę odpowiadać na maile i odbierać połączenia, a jestem tutaj po to, by odpocząć, a nie pracować. - Brzmiało to tak, jakby próbowała bardziej przekonać samą siebie niż mnie. Mieliśmy ze sobą więcej wspólnego, niż jej się wydawało. Musiałem się czymś zajmować. Nie znosiłem bezczynności.
- Mogę zamknąć ją w piwnicy, jeśli chcesz.
- Niezły pomysł, ale to nie będzie konieczne. - Grace rozpięła swoją dużą walizkę i ją otworzyła, ukazując kilka książek i idealnie ułożone rzeczy. Wiedziałem, że lubi czytać - znalazłem tę informację na jej profilu w Airbnb i uznałem, że przez większość czasu będzie odpoczywać z nosem w książce. Wszystko, co miała w walizce, poukładane było w indywidualnych przegródkach. Grace otworzyła jedną z nich i wyjęła na kwiecistą narzutę łóżka koronkowe staniki i jedwabne majtki. Zerknęła na mnie z ukosa, po czym wróciła do rozpakowywania się. Uznałem to za wskazówkę, że chciałaby zostać sama.
- Nie będę już przeszkadzał. - Wykonałem gest uchylania kapelusza i wycofałem się w stronę korytarza.
Odwróciła głowę w moją stronę i powoli rozchyliła usta.
- Właściwie to możesz mnie najpierw oprowadzić. Rozpakuję się później.
- Z miłą chęcią. Zaczniemy od lodówki, bo napiłbym się piwa. - Roześmiałem się.
Grace się uśmiechnęła.
- Ja też nie pogardzę - odparła.
Nie sprawiała wrażenia amatorki złotego trunku, więc również się uśmiechnąłem.
Przed opuszczeniem pokoju Grace zsunęła ze stóp szpilki, odetchnęła z ulgą i poruszała palcami u stóp. Zauważyłem, że jej paznokcie pomalowane były na ciemny, szkarłatny kolor, podobnie jak te u dłoni.
W kuchni wyjąłem z lodówki dwie butelki bud light i zerwałem kapsle, zahaczając nimi o ciężki, drewniany blat. Grace odebrała ode mnie jedną z butelek. Oparła wylot szyjki na swoich pełnych wargach i jęknęła z rozkoszy, kiedy upiła kilka łyków. Patrzyłem na nią jak urzeczony.
Grace uniosła butelkę i obróciła nią kilka razy w dłoniach, jakby zapoznawała się z etykietą. Upiłem spory łyk. Piwo załaskotało na języku i natychmiast rozgrzało mnie od środka.
- Tutaj mamy kuchnię. - Rozejrzałem się po pomieszczeniu.
- Zdążyłam się domyślić.
Kąciki moich ust wygięły się ku górze. Próbowałem ukryć entuzjazm, ale ciało nie słuchało mózgu. Policzki z pewnością również płonęły.
Grace popatrzyła dookoła.
Kuchnia pasowała do wyposażenia, które się w niej znajdowało. Drewniane szafki i komody z wyraźnie widocznymi sękami sprawiały, że można było się tu poczuć jak we wnętrzu drzewa. W związku z tym, że mieszkałem tutaj sam, ważniejsza była funkcjonalność, a nie forma. Żadnych zbędnych dekoracji czy niepotrzebnego wyposażenia, jak na przykład miedzianych garnków wiszących na haczykach. Zwykła, drewniana kuchnia z blokiem do noży, dzbankiem do kawy, zlewem i kilkoma urządzeniami. Uważałem ją za idealną, choć może była taka wyłącznie dla mnie.
- Prosta, minimalistyczna. Podoba mi się - stwierdziła Grace.
- Dzięki. Nie pasuje za bardzo do reszty domu, bo... - urwałem. Nie lubiłem o tym mówić i miałem nadzieję, że nie zapyta. Zaprowadziłem ją do salonu. - Urządziła go moja matka. Pasuje stylem do twojej sypialni.
Na drewnianej półeczce zalegały stare egzemplarze nieprzeczytanych czasopism od wydawców, którzy już dawno nie istnieli. Obok kominka leżał stos pledów, a na ścianach wisiały zdjęcia przedstawiające moich starych przyjaciół i chwile z przeszłości. Niektórych nie potrafiłbym już zidentyfikować, więc wolałem przypisać im swoją własną historię.
Grace podeszła do dużego regału i przeciągnęła palcami po grzbietach kilkunastu książek.
- Lubisz czytać? - spytała, zerkając w moją stronę.
- Tak - odparłem ze skinieniem głową.
- Ja też. - Uśmiechnęła się.
Prawie przyznałem, że o tym wiem, ale się powstrzymałem. Przeniosła wzrok na wypreparowane zwierzęta zawieszone na ścianach pokoju. Sam nie wiem, dlaczego je tutaj trzymałem. Mój ojciec się tym zajmował. Głowy jelenia, łosia, wilka, muflona i pumy. Niezależnie od tego, gdzie stanęło się w pokoju, ich czarne, marmurowe oczy zawsze patrzyły na człowieka. Od razu zauważyłem, że nie spodobały się Grace. Skrzywiła się, patrząc na każde ze zwierząt po kolei. Może uważała, że są gotowe zerwać się ze ściany i zaatakować.
- Nie gryzą - rzuciłem ze śmiechem.
- Wiem. - Zagryzła dolną wargę. - To po prostu odrobinę... dziwne.
- W tych okolicach wcale nie. Ale nie pochodzisz stąd. - Spojrzałem na nią i przyjrzałem się jej ponownie. Co taka dziewczyna robi w tym miejscu? - Mam je zdjąć? - zapytałem.
Grace wyglądała jak obcy, który właśnie wylądował na nowej planecie i przygląda się otoczeniu. Pokręciła głową.
- Nie, oczywiście, że nie.
- Na pewno?
- Tak.
- Przywykniesz do nich - odparłem zgodnie z prawdą. - Człowiek przyzwyczaja się praktycznie do wszystkiego.
Skinęła lekko głową, ale nie powiedziała już ani słowa.
Poszliśmy dalej korytarzem, a ja wskazałem jej łazienkę, trzecią sypialnię i drzwi do mojego pokoju. Pokazałem jej zrobioną z tkaniny szafkę, w której trzymałem ręczniki, dodatkowe koce i poduszki. Grace milczała, słuchała mnie i kiwała głową. Wróciliśmy na korytarz, gdzie się zatrzymała.
- Co to jest? - zapytała, wskazując drzwi zamknięte na kłódkę.
- Och, tędy schodzi się do piwnicy. To moje prywatne terytorium. Poza tym i tak nie chciałabyś tam schodzić. Jest niewykończona, więc znalazłabyś tam tylko pająki, stare rzeczy i silny zapach pleśni. - Machnąłem ręką. - Tędy.
Nie poruszyła się, więc się odwróciłem. Stała przed drzwiami i patrzyła na nie. Wiedziałem, że chciałaby zobaczyć, co jest po drugiej stronie. Kiedy powie się komuś, że nie powinien czegoś robić, zawsze przychodzi mu na to ochota. Ciekawość zwykle zwycięża, dlatego założyłem kłódkę. Grace musiała wyczuć moje spojrzenie, bo szarpnęła głową w moją stronę i się uśmiechnęła.
- Idziemy? - zapytała wysokim tonem.
Po powrocie do kuchni otworzyłem przesuwne drzwi wychodzące na duży, drewniany taras, który przygotowałem ubiegłego lata. Było to przyjemne miejsce do siedzenia, umeblowane kilkoma sofami, krzesłami i stolikami. Przy barierce stały dwa grille - gazowy i węglowy.
- Pięknie tutaj - powiedziała, chłonąc widoki.
Był to idealny przykład tego, co miało do zaoferowania Wyoming. Pastwisko z owcami i krowami, rzeka, która jednocześnie wyznaczała granicę posiadłości, gęsty, sosnowy las tuż za nią i góry w oddali, wznoszące się ponad tym krajobrazem. To w zasadzie wszystko, co lubiłem po powrocie do Wyoming. Niewiele jest tutaj do roboty, mało ludzi w moim wieku. Ale jest pięknie, to trzeba szczerze przyznać.
- To prawda - odparłem, patrząc na Grace. Spojrzała na mnie, znów się uśmiechnęła i dokończyła piwo jednym haustem. Właśnie chciałem ją zapytać, dlaczego wybrała Dubois w Wyoming, ale odezwała się pierwsza.
- Dokończę rozpakowywanie. - Obróciła się na pięcie i ruszyła w stronę rozsuwanych drzwi.
- Daj znać, gdybyś potrzebowała pomocy.
- Jestem dużą dziewczynką. Potrafię się sobą zająć - powiedziała takim głosem, że zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem ze mną nie flirtuje. Zniknęła w środku, nic więcej nie mówiąc. Poczułem, jak palą mnie policzki. Grace coś w sobie miała, coś innego. Nie byłem jednak gotów, żeby ganiać za kolejną dziewczyną. Było dla mnie na to zbyt wcześnie.