Rozdział trzeci
Zabieram ze sobą kubek gorącej herbaty. Kiedy wchodzę do holu w drodze na górę do pokoju dziecinnego, ponownie zerkam na tajemniczy list na stoliku. Podnoszę go i próbuję sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek widziałam pismo Isabelli, ale jeśli tak, to go nie pamiętam. Chciałabym nie czuć tej niepewności, lecz kilka miesięcy temu Richard powiedział mi, że Isabella skontaktowała się z nim i powiedziała, że jej związek się nie sprawdził. Znów była wolna.
- Myślisz, że chce do ciebie wrócić? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Wcale nie. Po prostu byliśmy razem przez wiele lat. Myślę, że chce porozmawiać z kimś, kto ją dobrze zna. Żeby mogła wypłakać się mu na ramieniu.
Jeśli Richard chciał mnie pocieszyć, to nie zadziałało. W końcu to na moim ramieniu się wypłakał i wiemy, dokąd nas to zaprowadziło. Chociaż wtedy byłam szczupła i pełna energii, zajmowała mnie praca i miałam czyste włosy. A teraz? Teraz czuję się taka nudna, że mogę zasnąć, rozmawiając sama ze sobą.
Powinnam bardziej się postarać. To właśnie powinnam zrobić. Powinnam ugotować mu pyszny domowy obiad. Nie, niech to będzie kolacja przy świecach. Nie uprawialiśmy seksu od tygodni i to moja wina. Założę coś seksownego. Czy mam coś seksownego do ubrania? Coś, co wciąż na mnie pasuje? Coś, w czym nie będę wyglądać jak salami owinięte sznurkiem?
Już mam iść na górę, kiedy dzwoni telefon. Telefon stacjonarny. Mamy telefony w prawie każdym pokoju w tym domu, ponieważ zasięg telefonii komórkowej jest tu w najlepszym razie słaby, chociaż Richard twierdzi, że to po to, żebym nie musiała biegać w kółko, szukając mojej komórki na wypadek, gdybym akurat zajmowała się Evie. Z jakiegoś powodu wszyscy martwią się, że się przemęczam opieką nad dzieckiem.
- Joanne, kochanie. Jak ci mija dzień?
- Naprawdę dobrze! - mówię radośnie. - I cieszę się, że dzwonisz, bo myślałam, że ugotuję coś specjalnego dzisiaj na kolację. O której będziesz w domu? - I dodaję: - Mam niespodziankę.
Richard śmieje się.
- Jaką niespodziankę?
Obracam list w palcach.
- Cóż, jeśli ci powiem, to nie będzie niespodzianka. Ale nieważne. Skoro pytasz, pomyślałam, że zrobię romantyczną kolację dla dwojga... I może, no, wiesz... deser?
Świetnie. Teraz pewnie myśli o galaretce z kremem.
- Kochanie, przykro mi. To brzmi cudownie, ale dzwonię, bo będę pracował do późna. Musimy przygotować prospekt do poniedziałku. Geoff wezwał wszystkich do biura na dzisiejszy wieczór.
A niech szlag trafi Geoffa.
- W porządku. - Staram się powiedzieć to optymistycznie, ale nie udaje mi się. - Innym razem. - Słyszę, jak Evie rusza się na górze. - Powinnam już iść. Czas na karmienie Evie. Zadzwonisz do mnie później?
- Oczywiście, kochanie.
Wiem, że to przez te głupie hormony, ale i tak łzy mi lecą. I nie mogę przestać się zastanawiać, czy go nie tracę, czy nie uważa mnie za tak nudną, że woli spędzać wieczory z kolegami w biurze.
Wracam na górę i sprawdzam, czy Evie się obudziła. Leży na plecach, wpatrując się w karuzelę ze zwierzętami leśnymi nad łóżeczkiem. Patrzy na mnie, gdy się zbliżam, i zaczyna płakać, aż czuję, jak serce podchodzi mi do gardła. Podnoszę ją i całuję jej miękkie włosy. Uspokaja się i wtula nos w moją szyję. Śmieję się. Znika cała moja niepewność. Serce mam pełne miłości i szczęścia, kiedy jestem z moim dzieckiem.
Wyjmuję butelkę z małej lodówki w rogu i wkładam do podgrzewacza, a następnie chodzę po pokoju, czekając na dzwonek maszynki. Chciałabym móc karmić piersią, ale niestety nie mam wystarczającej ilości mleka.
Dzwoni mój telefon komórkowy. To moja przyjaciółka i była koleżanka z pracy, Shelley. Wciskam telefon w zgięcie szyi i opieram Evie na biodrze.
- Shelley! Cześć! Jak się masz? Poczekaj, nie słyszę cię. Wyjdę na zewnątrz. Sekundę.
Idę do sypialni i staję przed drzwiami balkonu. Tu zawsze jest dobry sygnał.
- Słyszysz mnie teraz?
- Hej, mamuśka! No, jesteś!
Słyszę telefony dzwoniące w tle i czuję ukłucie nostalgii.
- Najwyraźniej jesteś zajęta - mówię.
- Zawsze. Wiesz, jak to jest. Co u ciebie?
- Też jestem zajęta! Nie mam ani chwili dla siebie!
- Przepraszam, Jo. Nie zatrzymuję cię, tylko szybkie pytanie.
- Nie, proszę, zostań, możesz mówić ze mną cały dzień, jeśli chcesz.
Shelley śmieje się.
- Na pewno nie jest aż tak źle. Słuchaj, poważnie, mam pełno roboty, ale pamiętasz Berry House, dom, który wycenialiśmy, a potem klient zdecydował, że jednak go nie sprzedaje?
- Tak, pamiętam.
- Człowiek zmienił zdanie i chce zobaczyć oryginalną wycenę. Nie mogę znaleźć teczki. Szukaliśmy i szukaliśmy, a mamy spotkanie za pięć minut.
Huśtam Evie delikatnie na biodrze.
- Jest w szafce na dokumenty, gdzie trzymamy teczki z napisem "Oddzwonić za pół roku".
- O mój Boże, Jo, jesteś niesamowita. Zupełnie zapomniałam, ale masz rację.
Słyszę skrzypienie odsuwanego krzesła, dźwięk otwieranej szuflady, a potem głośnym, triumfalnym tonem Shelley krzyczy:
- Mamy to!
Musi trzymać telefon w górze, bo słyszę "łuu-łuu"! Kilka osób klaszcze, a ja czuję przypływ dumy, jakbym uratowała całą agencję przed natychmiastowym bankructwem.
- Jesteś gwiazdą. Naprawdę - mówi. - Muszę lecieć, ale dzięki, Jo. Próbuję ogarnąć trzy rzeczy naraz. Wiesz, jak to tutaj wygląda. Mamy tak wiele najmów, że musimy otworzyć nowy oddział, żeby się tym zająć, a straciliśmy Terry'ego i Kimberley.
- Co się z nimi stało? Zrezygnowali?
- Najwyraźniej. Pobrali się. Nie wiedziałaś?
- Nie! Hm, to wspaniała wiadomość, prawda? To znaczy, może nie dla ciebie. - Przychodzi mi do głowy myśl. - Czekaj, pomyślałam, czy nie przydałaby ci się dodatkowa pomoc? Mogłabym pracować z domu dzień lub dwa w tygodniu, gdyby to się na coś zdało. - Mówię teraz szybko, wyrzucając to z siebie, gdy pomysł nabiera kształtu w mojej głowie. - Wszystkie dokumenty są w chmurze. Nie będę w stanie pokazać nieruchomości potencjalnym nabywcom, ale może mogłabym połączyć siły z Jacklyn? Albo mogłabym pomagać przy wynajmie, organizować naprawy, inspekcje, tego typu rzeczy?
Nie trzeba dodawać, że szanse na to, że Shelley da mi pracę, jakąkolwiek pracę, są tak duże, jak wygrana na loterii. Mieszkam czterdzieści kilometrów od biura. Nie postawiłam stopy w agencji od ponad roku. Od tak dawna nawet nigdzie nie pracowałam. Co mogę wiedzieć o ich aktualnych ofertach? Czy oni w ogóle nadal używają tych samych systemów?
Shelley milczy. Lada chwila powie "nie, dziękuję" i odeśle mnie z kwitkiem.
- Wiesz co - mówi w końcu - przydałaby się nam pomoc, dopóki nie znajdę więcej pracowników, ale to może nie być najciekawsza praca, tylko ciężka harówka, wiesz?
- Uwielbiam harówkę! To moje ulubione zajęcie w życiu!
Shelley śmieje się i umawiamy się na kolejną rozmowę za dzień lub dwa, kiedy znajdzie czas, aby to przemyśleć i porozmawiać z zespołem.
Kiedy się rozłączam, jestem wniebowzięta.
- Mama może wrócić do pracy - gaworzę do Evie. - Czy to nie wspaniałe? A ty będziesz siedzieć mi na kolanach i pomagać. Chciałabyś?
Nie wiem dlaczego, ale nagle mam wrażenie, że jestem obserwowana. Odwracam się, a w drzwiach pojawia się cień.
- Roxanne? - Wychylam głowę i widzę, jak pospiesznie odchodzi korytarzem. - Roxanne? - wołam. - Potrzebujesz czegoś? - Ale ona odchodzi, nie odwracając się.
Wracam do pokoju dziecięcego i siadam z Evie w fotelu. Czyżby Roxanne mnie śledziła? Oczywiście, że nie. Dlaczego Roxanne miałoby obchodzić, co robię? Coś sobie wyobraziłam. Prawdopodobnie po prostu przechodziła obok i zerknęła po drodze, to wszystko. I oczywiście mnie nie usłyszała. Przecież nosi słuchawki.
Wzruszam ramionami, by pozbyć się dziwnego uczucia.
- Najwyższy czas, żeby mama znalazła sobie jakieś zajęcie, nie sądzisz? - szepczę do Evie. Kolejne dziwactwo, którego się ostatnio nabawiłam, mówienie do siebie, udając, że rozmawiam z dzieckiem. - W przeciwnym razie mamie może całkowicie odbić.