Jasmina
Jasmina umówiła się na Jana Pawła o trzynastej. Przed wyjściem musiała zająć się niestety wszystkim od początku, bo Helena, jak to Helena, jak zwykle była nieprzygotowana.
- Dobrze, że mam wszystkie kosmetyki - myślała sobie, wyciągając pudełko schowane głęboko w szafie. Malując usta z bardzo dużą precyzją, zastanawiała się, jaką przyjąć strategię na to spotkanie z Pawłem. Dziś mieli się widzieć po raz pierwszy. Skontaktował ich Andrzej, kolega, z którym znali się już od dobrych kilku lat. Od ostatniego spotkania minął prawie rok. Niespecjalnie za nim tęskniła. Początkowo całkiem przyjemnie spędzali razem czas. Wyjeżdżali za miasto, chodzili na tańce, takie prawie randki. Lubił się nią chwalić przed kolegami, co było całkiem miłe. Prócz tego, towarzysząc mu podczas różnych imprez, mogła nawiązywać nowe kontakty, których, jak często powtarzała, nigdy za wiele. Jakoś tak ich spotkania stawały się coraz rzadsze, aż wreszcie przestali się umawiać. Nie żałowała tego. Tylu atrakcyjnych mężczyzn i tyle kobiet widywała, tyle różnorodnych możliwości miała na wyciągnięcie ręki...
Pół roku temu spotykała się z Robertem. Był bardzo przystojny. Przyjeżdżał do niej aż z Wrocławia. Co prawda skończyło się zaledwie na kilku wizytach w Warszawie, ale i tak była zadowolona, bo w łóżku z nim czuła się cudownie. Na samo wspomnienie westchnęła z nostalgią. Tak, Robert zapadł jej w pamięci jako wspaniały kochanek, z jednej strony czuły i delikatny, z drugiej namiętny i pełen pasji, spontaniczny, śmiały w realizowaniu swoich seksualnych pragnień, czasem wręcz szalony. Taka nutka szaleństwa jakoś zawsze ją pociągała. Była dla niej czymś intrygującym i pobudzającym zmysły.
Teraz kończyła się malować i zastanawiała się, jak się ubrać, żeby wyglądać atrakcyjnie, choć niewyzywająco. Nie wiedziała, jaki gust ma Paweł, jakie kobiety mu się podobają, a raczej, jak ubrane, bo jeżeli chodzi o urodę, to zapewniał ją przez telefon, że jest zachwycony jej figurą, pięknymi włosami i długimi nogami.
- Andrzej chyba pokazał mu moje zdjęcia. To dobrze - pomyślała. Nie musiała się obawiać, że będzie niemile zaskoczony i nic z tego nie wyjdzie.
Z sekretnego miejsca w szafie wyciągnęła czarną krótką sukienkę, która mocno przylegała do ciała, podkreślając jej figurę. Dobrze się w niej czuła, tylko musiała uważać, żeby nie było widać bielizny i manszet od pończoch opasujących uda. Nie chciała wyglądać wulgarnie, raczej zmysłowo i seksownie.
Wybrała pończochy w ciemnoszarym kolorze z nadrukiem w czerwone kwiaty i manszetami z czarnej koronki. Świetnie w nich wyglądała i wiedziała, że jej zgrabne nogi jeszcze bardziej przyciągną wzrok Pawła. Tak, nogi to był jej duży atut. Będąc przezorną, kupiła jeszcze dwie pary takich samych pończoch, żeby w razie czego, gdy zniszczą się jedne, mieć na zapas kolejne.
Najgorzej było z butami. Te, które nosiła Helena, nie nadawały się do niczego.
- Czy dziennikarki radiowe naprawdę muszą być tak zaniedbane? - pomyślała. W radiu zwykle nie widać, jak jest ubrana prowadząca program, więc Helena nie miała motywacji, aby się starać.
Jasmina obserwowała z prawdziwym zadowoleniem, że coraz więcej audycji w różnych stacjach było rejestrowanych kamerą i udostępnianych na stronach internetowych radia, więc redaktorki i redaktorzy musieli bardziej zwracać uwagę na swój wygląd. Liczyła na to, że dzięki temu Helena też zadba o siebie. Nawet nie chodziło o ubrania. Znacznie bardziej cierpiało ciało Heleny. Tu powstawał naprawdę duży problem. Jak można być tak atrakcyjną kobietą i tak o siebie nie dbać? Nie mieściło jej się to w głowie.
Wreszcie zdecydowała się na czerwone szpilki, które kupiła ostatnio, jedne z tych niezniszczonych przez Helenę w szale złości. Wybiegając z domu, spojrzała jeszcze w lustro, szybko oceniając efekt końcowy swoich starań. Uśmiechnęła się delikatnie z zadowoleniem.
Na dole przed domem czekała taksówka. Zwykle na spotkania nie brała samochodu. Czasami zdarzało jej się wypić lampkę wina, a zdecydowanie wolała nie zostawiać auta na mieście. Helena mogłaby go nie odnaleźć. Raz tak się zdarzyło. Wpadła w istną histerię, że ukradziono jej samochód.
Od tamtej pory na spotkania jeździła taksówką. Taniej byłoby Uberem, ale pozostawał ślad w aplikacji, co mogłoby przysporzyć nieszczęsnej Helenie kolejnych powodów do rozpaczy i zmartwień.
Droga o tej godzinie była mniej zatłoczona, więc szybko dojechała do celu. Ponieważ miała jeszcze parę minut, postanowiła przespacerować się do Ronda ONZ i z powrotem. Trochę zdziwiło ją, że facet chciał się z nią umówić akurat pod hotelem na rogu Grzybowskiej i Jana Pawła. Nigdy tam nie była, ale wiedziała, że hotel jest drogi i trudno w nim o pokój. Czuła mieszaninę ekscytacji, dreszczyku emocji i swego rodzaju niepewności. Zaczęła się rozglądać, sprawdzając, czy Paweł już nie nadchodzi. W pewnym momencie pomyślała, że to on. Uśmiechnęła się do zbliżającego się mężczyzny. Zatrzymał się zaciekawiony i wypalił odważnie:
- O, kurczę. Teraz się spieszę na spotkanie, może wymieńmy się telefonami.
Zorientowała się, że to nie on i ratując się z niezręcznej sytuacji, burknęła tylko, że to pomyłka, odwróciła się na pięcie i przeszła kilka kroków. Ta sytuacja bardzo ją zdenerwowała.
- Pieprzona randka w ciemno - wymamrotała pod nosem i wróciła do obserwowania obu stron chodnika.
Od strony Hali Mirowskiej szedł przystojny, dobrze ubrany mężczyzna około pięćdziesiątki. Już z daleka się uśmiechał i rozkładał ręce do powitania.
- Długo czekasz?
- Nie, parę minut, przyszłam chwilę przed czasem. Nie lubię się spóźniać - odparła, starając się nie okazywać ekscytacji, którą poczuła na jego widok. W duchu cieszyła się, że jest taki atrakcyjny.
- Zapowiada się udany dzień - pomyślała.
Podszedł bardzo blisko, objął ją delikatnie i pocałował w policzek, przytrzymując usta o chwilę dłużej, niż to się robi zazwyczaj.
- Pięknie pachniesz - wyszeptał, wyraźnie nią zachwycony.
- Dziękuję, ty też świetnie wyglądasz... I pachniesz... - odparła z rozbrajającą szczerością, delikatnie muskając go ustami w policzek.
- No to wspaniale, że mamy taki dobry początek. Ile masz dla mnie czasu?
- A ile byś chciał? Trzy, cztery godziny? - badała sytuację. Dla niej im dłużej, tym lepiej. Miała całe wolne popołudnie i chciała się dobrze zabawić.
- Cztery wspaniałe godziny... to brzmi świetnie - powiedział, biorąc ją za rękę. - W InterContinentalu jest dobra kawiarnia. Może tam podejdziemy?
Trochę ją to zdziwiło.
- Dlaczego umówił się ze mną pod Westinem, a teraz prowadzi mnie do InterContinentalu? - pomyślała.
- W Westinie jest jakaś konferencja i nie mieli wolnych pokoi. Zresztą tłum ludzi, gwar, hałas, nie byłoby intymnie - wyjaśnił, odpowiadając na pytanie, które zadała sobie w myślach.
Szli niespiesznym krokiem, trzymając się za ręce. Dwa razy potknęła się, a on zdecydowanie ją przytrzymał, aby nie straciła równowagi. Podobało jej się to, czuła się przy nim dobrze, jakoś tak bezpiecznie i pewnie, nie mówiąc o dreszczyku emocji, który jej towarzyszył w oczekiwaniu na to, co przyniesie spotkanie, jakich doznań jej dostarczy. Po drodze rozmawiali o jego pracy, projektach informatycznych, którymi się zajmował. Zupełnie się na tym nie znała, ale mówił z takim zaangażowaniem i przejęciem, że słuchała go z niekłamaną ciekawością.
W kawiarni było prawie pusto, zatopili się w wygodnych, głębokich fotelach. Musiała bardzo się starać, żeby podczas siadania nie odsłonić bielizny, to nie był jeszcze czas na takie ekscesy. Paweł usiadł swobodnie, lekko bokiem, zostawiając dużo miejsca na jej długie nogi.
Wyjął z kieszeni telefon i wyciszył dzwonek.
- Teraz nie będzie już nam nikt przeszkadzał.
- Wspaniale. Ja mój wyłączyłam już wcześniej. Nie lubię, gdy mi coś buczy czy drga w torebce. Uśmiechnęła się, rozkładając przed sobą menu, podane przez kelnerkę, która zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów i to ze dwa razy. Jasmina poczuła się trochę dziwnie. - Pewnie myśli, że jestem prostytutką - przemknęło jej przez głowę.
Spojrzała na nią znad menu wzrokiem mówiącym: "czego chcesz, kobieto?".
Kelnerka odpowiedziała jej rozbrajającym uśmiechem i po chwili bardzo niepewnie dodała:
- Przepraszam, ale ma pani takie piękne buty, nie mogę się napatrzeć.
Jasmina przyjęła ten komplement z dużą ulgą i satysfakcją.
- Dziękuję, bardzo to miłe. Mam je już jakiś czas i nawet trochę mi się znudziły.
- Rzeczywiście, masz bardzo piękne buty. I nie tylko... - przyłączył się do zachwytów Paweł, kładąc delikatnie rękę na jej kolanie.
Chwyciła tę niecierpliwą dłoń i przeniosła ją z gracją na jego nogę, cały czas się uśmiechając. Jej oczy mówiły: "w kawiarni, i to jeszcze hotelowej, to raczej jest słaba zagrywka". Już raz pomyślała o tym, że ktoś ją weźmie za luksusową prostytutkę, a tego nie chciała. Była na tym punkcie bardzo przewrażliwiona.
Dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu, zerkając na siebie z ciekawością. Ta cisza była trochę niezręczna. Po chwili pojawiła się kelnerka z kawami.
- Aaa, byłbym zapomniał. Andrzej prosił, żebym cię serdecznie pozdrowił. Wspomniał też, że chciałby się z tobą zobaczyć.
- Zobaczyć... - powtórzyła. - Faktycznie, dawno się nie widzieliśmy. Chyba nie będę miała czasu. Zresztą niech sam do mnie zadzwoni i wtedy pomyślimy...
Kiwnął głową, potwierdzając, że na pewno mu powtórzy.
- No cóż, lepiej będzie, jeśli skupimy się na naszym spotkaniu. Masz jakieś pytania? Czy wolisz zostawić to na później? A może chcesz, żeby to samo się potoczyło, bez ustaleń, obietnic i kłopotliwych negocjacji? - przeszła do konkretów.
Wyraźnie speszyły go tak wprost zadane pytania.
- Nie, nie, absolutnie nie chcę niczego negocjować i prosić cię o cokolwiek. Zresztą, nie da się ukryć, wiem od Andrzeja, że wszystko będzie pięknie - nabrał delikatnych rumieńców, które kontrastowały z jego siwymi włosami.
- Skoro już jesteśmy przy tym... No wiesz... To chcesz teraz czy później? - zapytał, jeszcze bardziej onieśmielony. Zależało mu, aby przypadkiem jej nie urazić. Bardzo mu się podobała i starał się nie popełnić jakiejś gafy, która mogłaby zakończyć to spotkanie lub, co gorsza, spowodować, że źle się potoczy.
- Spokojnie, mamy czas.
Poprawiła się w fotelu. Gdy zmieniała ułożenie nóg, powoli przekładając prawą na lewą, na ułamek sekundy rozchyliła uda w taki sposób, żeby mógł zobaczyć skrawek bielizny. Poczuła się jak Sharon Stone w "Nagim instynkcie". Jego zmieniony wyraz twarzy upewnił ją, że zabieg się udał. Na jego lewej skroni dostrzegła mocno pulsującą żyłkę. Doskonale wiedziała, że ten obraz mocno rozbudzi jego wyobraźnię.
- To może już pójdziemy? - wyszeptał, nachylając się w jej stronę.
- Dobrze, jeśli chcesz.
Wstała i bardzo dokładnie poprawiła sukienkę.
Musieli przejść przez cały hol, aby wsiąść do jednej z wind. Bardzo nie lubiła tego momentu podczas spotkań w hotelach. Miała wrażenie, że wszyscy na nią patrzą, a niektórzy rozbierają ją wzrokiem. Oczywiście to była tylko jej wyobraźnia. Kto teraz zwraca uwagę na to, co się dzieje wokół? Wszyscy są zamyśleni. Ze wzrokiem wbitym w telefony, przemierzają swoje codzienne kilometry, nie mając zielonego pojęcia, kogo mijają. Jej lęki, które przejęła prawdopodobnie od Heleny, były płytkie i szybko mijały, najczęściej już za zasuwającymi się drzwiami windy.
Paweł wybrał dwudzieste siódme piętro i stanął bardzo blisko niej. Po chwili wahania pochylił się do jej ust i bardzo delikatnie je pocałował. Nie protestowała, raczej tego nie robiła na takich spotkaniach, ale to właściwie nie był pocałunek, to było zaledwie muśnięcie warg, dlatego nie odwróciła głowy, żeby zaznaczyć swoje granice. Wręcz przeciwnie, unosząc się delikatnie na palcach, pocałowała go, przymrużając oczy i dając do zrozumienia, że jest otwarta na takie czułości. Tym razem energicznie przyciągnął ją do siebie, a jego ręka zsunęła się po plecach na pośladek. Objął go delikatnie i przyciągnął do siebie mocnym ruchem dłoni.
Poczuła tę siłę. Z jednej strony było to dla niej podniecające, z drugiej - przebiegła jej przez głowę myśl: "co by na to powiedziała Helena z tym jej lękiem przed wszystkim i wszystkimi?". Na szczęście potrafiła szybko zdusić w zarodku wszelkie wątpliwości i skupić się na tym, co ważne w tej chwili. Nie było tu miejsca na nieustanne fobie Heleny.
Paweł otworzył drzwi i wpuścił ją pierwszą do pokoju. Elegancki mężczyzna do pomieszczeń typu restauracja czy pokój hotelowy wchodzi pierwszy, aby sprawdzić, czy kobiecie nie grozi niebezpieczeństwo na nieznanym terenie, ale pomyślała:
- Nie czepiaj się, jest dobrze. Przynajmniej stara się być dżentelmenem.
Pokój był dosyć duży. Po prawej stronie znajdowała się ładna, drewniana toaletka, po lewej duże, przykryte ciężką, zieloną kapą łóżko.
Stali tak przez chwilę w milczeniu. To był drugi bardzo trudny moment na jej randkach. Czy zacznie ją szybko rozbierać? A może da jej chwilę, żeby mogła się z nim oswoić? Mieli jeszcze dużo czasu przed sobą. Nie chciała zerkać na zegarek, ani tym bardziej wyciągać telefonu, by nie sprawiać wrażenia, że odlicza każdą minutę. Na pewno zostały im jeszcze dobre trzy godziny.
Położyła torebkę na komodzie, a sama usiadła na fotelu stojącym obok. Przez dłuższą chwilę nie patrzyli na siebie. Paweł podszedł do szafki z lodówką. Przykucnął przy niej, sprawdził zawartość.
- Może chcesz się napić wina czy czegoś mocniejszego? Jest whisky, gin i czysta wódka.
Poprosiła o wodę niegazowaną, która stała na komodzie.
Wlał jej wodę do szklanki, a dla siebie wybrał czerwone wino.
- Wiesz, może tego nie widać, ale rzadko jestem w takiej sytuacji, więc, proszę cię, nie gniewaj się, jeśli zrobię coś nie tak, dobrze? - Spojrzał na nią proszącym wzrokiem.
Uśmiechnęła się. Była już całkiem swobodna i zrelaksowana. Zyskała pewność, że jest dobrze.
- Nie martw się, będzie cudnie, zobaczysz - wyszeptała.
Delikatnie chwyciła go za rękę i położyła ją na swojej nodze.
- Naprawdę tak ci się podobam?
Wsunął rękę pod sukienkę i zaczął głaskać jej uda, powoli przesuwając palce do góry. Sukienka była krótka, więc jego wędrówka skończyła się bardzo szybko. Poczuła dotyk jego dłoni na stringach. Fala ciepła ogarnęła jej podbrzusze i rozlała się po biodrach, spływając aż do nóg. Czuła, jak z każdą chwilą staje się coraz bardziej wilgotna. Podniecał ją jego zapach, brązowe oczy, nienaganna sylwetka, no, może, jak dla niej, mógłby mieć ciut więcej ciała.
Widziała, jak wpatruje się w nią z pożądaniem. Czuła się piękna i emanowała tym w naturalny sposób. Naprawdę bardzo lubiła swoje ciało: długie nogi z krągłymi udami i wystającą pupę.
- Chcesz mnie rozebrać? A potem może weźmiemy razem prysznic? - zapytała, unosząc się z fotela.
- Wspólny prysznic - bardzo chętnie, ale rozbierzmy się sami - zaproponował, zdejmując ciemnogranatową marynarkę i rozpinając kolejne guziki śnieżnobiałej koszuli.
Usiadła na łóżku, zerkając w jego stronę. Najpierw powoli, wręcz teatralnie, zaczęła odpinać pasek u prawego buta. Zdjęła pantofel ze stopy, potem zsunęła lewy, postawiła je razem obok stojaka na walizki. Wstała i poprosiła Pawła, żeby jej pomógł rozsunąć zamek z tyłu sukienki. Oczywiście sama by sobie z tym spokojnie poradziła, od lat praktykowała jogę, ale już odgrywała swoją rolę. Spektakl wszedł w pierwszy akt. Trzymała się swojego scenariusza. Wiedziała, że, jeśli będzie trzeba, zacznie improwizować i reagować, jak dobra aktorka, na każdą nieprzewidzianą sytuację, ale póki co nie było takiej konieczności. Odwróciła się do niego tyłem i uniosła na palcach, żeby nie musiał się nachylać. Tak naprawdę chodziło jej o to, żeby pokazać, jaka jest mała przy nim, wielkim, postawnym mężczyźnie. To zawsze działało i tym razem też się nie pomyliła. Umyślnie straciła równowagę i oparła się o niego pośladkami. Próbował się odsunąć, ale nie dała za wygraną i delikatnie przylgnęła do niego. Roześmiali się krótko i szybko wrócili do zdejmowania kolejnych części garderoby.
Powoli, z wdziękiem, zsunęła pończochy. Poczekała chwilę na Pawła, który w pośpiechu zdjął spodnie, i razem weszli do łazienki. Kabina prysznicowa była dość duża, więc mogli się w niej swobodnie zmieścić.
Wyregulowała temperaturę wody, zdjęła bieliznę i, udając lekkie zawstydzenie, weszła pod ciepły strumień. Stanęła do niego plecami. Poczuła silne męskie ramiona. Położył dłonie na jej piersiach. Zrobił to bardzo delikatnie, ale zdecydowanie. Przeszedł ją dreszcz emocji. Przez chwilę przemknęło jej przez głowę, że jest na prawdziwej randce, a Paweł to mężczyzna, z którym pragnie być.
Odwróciła się do niego i namydlonymi dłońmi zaczęła delikatnie myć jego ciało, począwszy od ramion, przez klatkę piersiową i brzuch, powoli schodząc coraz niżej. Ciężko oddychał, prężył się i z widoczną przyjemnością przyjmował te pieszczoty. To, co się stało po chwili, mile ją zaskoczyło. Poczuła dreszcze na jego ciele. Objął ją, przygarniając mocno do siebie. Stali tak w uścisku. Czuła, jak wszystkie jego mięśnie naprężają się do granic wytrzymałości. Ujrzała na jego twarzy malującą się euforię doznań i niesamowitą przyjemność, która go obezwładniła, ogarniając jego ciało, niczym wodospad, od czubka głowy aż po koniuszki palców. Poczuła przyjemne ciepło jego nasienia spływającego razem ze strumieniem wody po jej brzuchu i udach.
Stali tak dłuższą chwilę w objęciach, ciepła woda otulała ich, pozwalając Pawłowi się wyciszyć. Jasmina zrobiła na nim niezwykłe wrażenie. Zapewnienia Andrzeja, że jest nietuzinkowa i ma w sobie to coś, potwierdziły się całkowicie.
Fascynowały go dojrzałe kobiety. Przy nich czuł się pewnie i wyjątkowo. Uważał, że kobieta z biegiem lat nabiera pięknych kształtów, niewyobrażalnego uroku i wdzięku, nie mówiąc o doświadczeniu i podejściu do kochanka.
Jasmina była też wyjątkowa z innego powodu. Mając prawie pięćdziesiąt lat, wyglądała o dziesięć, a nawet piętnaście lat młodziej. Może tylko jej piękne oczy zdradzały, że jest starsza.
Już na dole w kawiarni, kiedy siedzieli naprzeciwko siebie, mógł spokojnie delektować się tymi oczami, które z jednej strony śmiały się do niego, z drugiej - obejmowały go jakimś takim głębokim, niepowtarzalnym ciepłem. Wyrażały mądrość, a także doświadczenie, ale nie prostackie, typu: "zobaczysz, będziesz zadowolony". Nie, to było coś zupełnie innego. Jej oczy mówiły: "jesteś ze mną, oddaj się teraz tylko doznawaniu. Ja poprowadzę cię przez wszystkie twoje zmysły aż po krańce spełnienia. Jesteśmy tu razem, by czerpać z siebie nawzajem rozkosz, której do tej pory mogliśmy doświadczać tylko w marzeniach".
Piękno jej oczu dopełniał wdzięk, z jakim się poruszała. Obserwował, jak podnosi filiżankę z kawą, jak zmysłowo trzyma łyżeczkę, którą powoli, ze skupieniem próbuje rozmieszać odrobinę cukru, wsypaną do pachnącej, gorącej kawy. Miał to wszystko przed oczami i sprawiało mu to olbrzymią przyjemność. Wiedział, że to, co się stało przed momentem, ten ciepły huragan, który przetoczył się przez jego umysł i ciało, to wszystko, co sprawiło, że doświadczył spełnienia aż do końca, tak naprawdę zaczęło się nie pod prysznicem, tylko w pierwszej chwili ich spotkania, kiedy musnęła go wargami po policzku. Tak, dokładnie wtedy doświadczył preludium tego nieziemskiego orgazmu. Myśli pędziły w jego głowie w dzikim galopie, niosły ze sobą radość, aż uśmiechnął się do siebie, ale też żal i tęsknotę: "Boże, dlaczego, mimo tylu prób, nie mogę spotkać takiej kobiety w realnym świecie, realnym, czyli poznać kogoś prywatnie, nie za pieniądze, tak po prostu poderwać dziewczynę w restauracji, na przyjęciu, czy idąc na niedzielny spacer do Łazienek lub przechadzając się promenadą nad Wisłą".
Na swojej drodze spotykał wielu ludzi, był otwartą osobą. Nie miał problemu, żeby uśmiechnąć się do kobiety, z którą spotkał się wzrokiem w przelocie. I choć sam przyznawał, że polscy mężczyźni są w uprzywilejowanej sytuacji, ponieważ Polki uchodzą za piękne, dla niego sama uroda nie była wystarczająca. Chodziło mu o pewną wyjątkowość, o to ledwo uchwytne coś, które powodowało lekki zawrót głowy, przyciągało jak magnes, intrygowało i nie dawało przejść obojętnie obok takiej osoby.
Oczywiście przez całe swoje dotychczasowe życie był z kilkoma kobietami. Jedna z nich została nawet jego żoną, ale to wszystko traktował w kategorii przegranych miesięcy i lat. Zdawał sobie sprawę, że przecież nie był dwudziestoletnim chłopakiem, który zakochuje się po każdym seksie, że to, co teraz się z nim dzieje, może być tylko zauroczeniem, które minie wraz z zamknięciem hotelowych drzwi. Ale teraz chciał się napawać tą chwilą i czerpać z niej jak najwięcej.
W wyraźnie dobrych humorach przenieśli się do wygodnego, dużego łóżka. Przytuleni do siebie odpoczywali w milczeniu. Zaczął głaskać ją po włosach, całował po szyi, ramionach, piersiach, był nienasycony, a to, że odpowiadała na jego czułości i zachęcała do kolejnych, jeszcze mocniej wzbudzało w nim głód doznań... Zanurzał się w niej, w jej miękkim, pachnącym pożądaniem ciele, chłonął ją wszystkimi zmysłami, obserwując, jak jej potargane włosy falują w rytm ekstazy, którą przeżywała pod dotykiem jego dłoni, ust, języka... Gdy siedziała na nim, wyglądała niczym szamanka, odprawiająca nieziemski rytuał, jakby była w jakimś upojnym transie, doświadczając chwil boskiego uniesienia.
Delektowali się sobą, obojgu sprawiało to tak dużo przyjemności, że wciąż pragnęli więcej i więcej. Jasmina położyła się wygodnie na plecach, rozchyliła uda, aby mógł swobodnie wejść w nią, ilekroć tego zapragnie. Dłońmi głaskała go po plecach, a chwilami mocno chwytała za pośladki, wbijając w nie długie paznokcie. To go jeszcze bardziej pobudzało do działania. Choć była już odrobinę zmęczona, nie okazywała tego, pragnęła, aby oboje nasycili się sobą do woli. Podobał jej się i chciała jeszcze się z nim spotkać. Zresztą zawsze spotykała się z mężczyznami, którzy jej odpowiadali. Kilka razy w ostatniej chwili wycofała się z umówionego spotkania. Nie było to łatwe. W takich sytuacjach męska duma cierpiała i odrzuceni panowie potrafili to w bardzo niemiły sposób okazać. Jeden obleśny typ, kiedy mu grzecznie odmówiła, zareagował jak prostak, wyzywając ją od tanich dziwek. Wstała i bez słowa wyszła z lokalu, ale po przejściu paru kroków zaczęła przeraźliwie płakać. Przysięgła sobie wtedy, że już nigdy nikt nie nazwie jej dziwką.
Żałowała, że dzisiejsza randka dobiegała już końca. Paweł wykazał się bardzo dużą klasą. Szybko się ubrał i dyskretnie kładąc kopertę na nocnym stoliku, zapytał, czy ma na nią poczekać, czy chce jeszcze chwilę zostać sama.
- Tak, jeszcze zostanę parę minut. Muszę poprawić makijaż.
Podeszła do niego i pocałowała w policzek.
- Dziękuję za kopertę, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy - powiedziała ściszonym głosem, jakby nie chciała, żeby ktoś usłyszał. Moment przyjmowania prezentów w postaci pieniędzy zawsze był dla niej krępujący.
Po wyjściu Pawła przez kilkanaście minut jeszcze się szykowała. Nie spieszyła się, chciała trochę ochłonąć, no i pomalować się od początku. Po makijażu praktycznie nic nie zostało.
Chowając kopertę do torebki, zajrzała do środka. Na oko wydawało się, że jest więcej niż umówione cztery tysiące, ale nie chciało jej się liczyć. Miała do niego zaufanie. Przez chwilę przemknęło jej przez myśl, że Helena na taką kasę musi pracować prawie cały miesiąc. Obiecała sobie, że część kwoty jej zostawi. Może wykorzysta ją na coś, co przyda się im obu. Oby tylko nie dociekała, skąd się wzięły te pieniądze. Czasem Jasmina podrzucała jej nieduże kwoty, o których Helena, znalazłszy je, mogła pomyśleć, że po prostu o nich zapomniała, a że nie miała głowy do dochodów i wydatków, od czasu do czasu można było robić jej takie drobne prezenty. Gorzej było z kosmetykami i ubraniami. Tutaj musiała bardzo uważać i dobrze chować swoje rzeczy.
Helena sądziła, że traci pamięć i dlatego nie umie przypomnieć sobie tego, co się działo przez kilka godzin czy nawet dzień lub dwa. Wszystkie zakupy Jasminy, które wpadły w jej ręce, niszczyła z dużą zawziętością. Z biegiem czasu, co bardzo utrudniało życie Jasminie, Helena coraz częściej przeczesywała mieszkanie w poszukiwaniu rzeczy, o których na pewno nie pamiętała, że je kupiła. Po odkryciu takiego przedmiotu przeważnie długo się zastanawiała, skąd się wziął w jej mieszkaniu, a gdy nie potrafiła sobie tego przypomnieć, wpadała w histerię i długo płakała. Bardzo źle to na nią wpływało.
Jasmina, chcąc uniknąć takich sytuacji, często kupowała sukienkę czy buty, a po powrocie do domu po prostu wyrzucała nowe rzeczy do śmietnika. Specjalnie nie było jej szkoda. Potrafiła szybko zarobić spore kwoty na spotkaniach z mężczyznami, a czasem też z kobietami. Uważała się za osobę biseksualną. Coraz bardziej pragnęła doświadczać bliskości, czułości, miłości, a jednocześnie zwyczajnie poszukiwała nowych doznań i wrażeń. Lubiła czerpać z życia garściami, bawiąc się przy tym jak najlepiej. Niestety wciąż miała zbyt mało czasu dla siebie. Helena na wszelkie możliwe sposoby utrudniała jej wyjście do świata. Jasmina marzyła, że kiedyś się to skończy i wreszcie zostanie sama, bez Heleny. Będzie mogła ułożyć sobie życie od początku, na swoich zasadach. Na razie niestety wyglądało to tak, że Helena była ważniejsza od niej.
Z jednej strony Jasmina miała poczucie winy, a z drugiej chciała po prostu żyć, nie czuć się intruzem. Była w końcu pełnoprawną osobą, która znajduje się w podobnie trudnej sytuacji. Obiecała sobie, że będzie się starała jak najmniej wpływać na jej psychikę. Zresztą leżało to w jej dobrze pojętym interesie, gdyż każde załamanie Heleny źle na nią oddziaływało i przeszkadzało w wyjściach na miasto i randkowaniu. Starała się zorganizować swoje życie tak, aby jak najmniej wchodzić w kolizję z życiem Heleny i do tej pory jakoś się to udawało. Miała jednak wrażenie, że przychodzi to jej z coraz większym trudem.
Obrzuciła wzrokiem hotelowy pokój i upewniwszy się, że wszystko zabrała, wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi. Teraz została jej jeszcze jedna bardzo nielubiana czynność, a mianowicie zostawienie w recepcji karty do pokoju. Obawiała się, że zobaczy w oczach obsługi pogardę i odrzucenie. Przeważnie w takich sytuacjach nikt się nią specjalnie nie interesował, spotykała się raczej z zimną grzecznością i obojętnością. Tym razem było podobnie. Szybkim krokiem podeszła do recepcji, położyła kartę na blacie i bez słowa wyszła z hotelu. Postanowiła, że spacerkiem pójdzie do Złotych Tarasów na zakupy i może coś zje. W galerii, jak zawsze, przelewały się tłumy ludzi, zdecydowanie więcej zwiedzających niż kupujących i mnóstwo spacerującej młodzieży.
Weszła na chwilkę do drogerii. Kupiła kilka drobiazgów. Przy kasie policzyła i przełożyła nowiutkie banknoty do portfela. Miała rację. W kopercie zamiast czterech było równe pięć tysięcy. Uśmiechnęła się do siebie.
- Miły ten Paweł, może jeszcze się z nim spotkam, jeżeli on też będzie miał na to ochotę - pomyślała. Właściwie była więcej niż pewna, że do niej zadzwoni. Po drodze kupiła dwie pary rajstop, czarne pończochy i czarne stringi.
Kierując się do wyjścia, szła spacerkiem i widziała, jak niektórzy mężczyźni i niektóre kobiety spoglądają w jej stronę. Ciemne okulary dawały jej możliwość dyskretnego rozglądania się. Nie ukrywała, że zainteresowanie jej osobą cieszyło ją, mile łechcąc ego. Lubiła się podobać.
- Gdy kobiety patrzą na ciebie z podziwem, to chyba jest naprawdę dobrze - powtarzała zawsze jej fryzjerka, która przy okazji każdej wizyty zachwycała się jej urodą. Żeby tak Helena dbała o siebie. Niestety na to liczyć nie mogła.
Dochodząc do Hard Rock Cafe, pomyślała, że może jednak zje coś w domu. Nie chciało jej się czekać pół godziny na zamówienie. Robiło się coraz później i korki stawały się coraz większe.
Przy Dworcu Centralnym wsiadła do taksówki, sprawdzając wcześniej, czy jest to normalna taksówka, która pobiera za kilometr kilka złotych, a nie sto czy dwieście. Kierowca, jak to się często zdarzało, był rozgadany i od razu chciał nawiązać rozmowę.
- Co, boi się pani bandyckich taksówek?
Nie chciało jej się rozmawiać, więc przytaknęła tylko i dalej patrzyła obojętnie na sznur samochodów w Alejach Jerozolimskich, przy palmie na Rondzie de Gaulle'a, a potem na Wisłostradzie.
Do domu dotarła po dziewiętnastej. Schowała pieniądze, zostawiając w portfelu trzysta złotych. Helena nie powinna się zorientować, że jest ich więcej. Już nie raz miała ochotę w jakiś sposób wyjaśnić jej całą sytuację, ale bała się, że to może pogorszyć jej stan, a tego bardzo nie chciała.