Nie poślubię milionera - Sarah Morgan

Kup ebooka

11.99 zł
9.83 zł (9,39 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Lily naciągnęła kapelusz, by osłonić oczy przed gorącym greckim słońcem, i łyknęła wody z butelki. Usiadła na spieczonej ziemi, podczas gdy jej przyjaciółka oczyszczała z grudek ziemi starannie oznaczony fragment rowu.

- Jeśli kiedykolwiek wspomnę o miłości, możesz mnie tu zakopać.

- To komora grzebalna. Wrzucę cię tam, jeżeli chcesz.

- Wspaniały pomysł. "Tu spoczywa Lily, która strawiła życie na studiowaniu dziejów gatunku ludzkiego i nie potrafiła zrozumieć mężczyzn".

Spojrzała ponad ruinami starożytnego miasta Aptery. Za ich plecami połyskiwało w upale piękno Gór Białych, a przed nimi rozciągał się migotliwy błękit Morza Kreteńskiego.

Brittany usiadła i otarła pot z czoła.

- Przestań się zadręczać. Ten facet to kłamliwy szczur. - Zerknęła ku grupie mężczyzn pogrążonych w rozmowie. - Na szczęście leci jutro do Londynu do swojej żony. Niech Bóg ma w opiece tę kobietę.

- Nie wypowiadaj słowa "żona". Czuję się koszmarnie.

- Powiedział ci, że jest singlem. To on kłamał. Jutro już nie będziesz musiała na niego patrzeć, a ja nie będę miała ochoty go zabić.

- A jeśli ona się dowie i zechce się rozwieść?

- Będzie miała szansę życia z kimś lepszym. Zapomnij o nim.

Jak mogła zapomnieć, skoro wciąż o tym myślała?

Czy tak bardzo pragnęła znaleźć kogoś wyjątkowego, że zignorowała znaki widoczne gołym okiem?

- Planowałam naszą przyszłość. Mieliśmy w sierpniu objechać wyspy greckie. Zanim wyjął z portfela zdjęcie rodzinne zamiast karty kredytowej. Te tulące się do niego dzieciaki. Jak mogłam popełnić tak koszmarny błąd w ocenie? Rodzina jest dla mnie świętością. Mając do wyboru rodzinę albo pieniądze, za każdym razem wybrałabym rodzinę. - Przyszło jej do głowy, że brakuje jej jednego i drugiego. - Nie wiem co gorsze: że w ogóle mnie nie znał czy że porównałam go ze swoją listą i wydał mi się doskonały.

- Z listą?

- Próba zachowania obiektywności. - Pomyślała o emocjonalnym ugorze, jakim była jej przeszłość, i doznała poczucia porażki. Czy tak miała wyglądać jej przyszłość? - Kiedy bardzo się kogoś pragnie, może to zakłócić proces podejmowania decyzji. Znam podstawowe cechy, jakimi musi się odznaczać mężczyzna, żeby zapewnić mi szczęście. Nie umawiam się z nikim, kto nie spełnia trzech warunków.

- Duży portfel, duże ramiona i duży…

- Nie! Jesteś okropna. - Lily się jednak roześmiała. - Po pierwsze musi być czuły. Po drugie musi być uczciwy, choć nie wiem, jak to sprawdzić. Myślałam, że profesor Ashurst też taki jest. Nie mówię już o nim "David". - Zerknęła na archeologa, który ją olśnił. - Masz rację. To kłamliwy drań.

- Nazwałam go kłamliwym szczu…

- Nigdy nie wypowiem tego słowa.

- Powinnaś. Ma moc terapeutyczną. Ale nie mówmy o nim. Profesor Dupek to już historia, jak wszystko, co wykopujemy. Co jestem numerem trzecim na twojej liście?

- Wiara w wartości rodzinne. Teraz wiem, dlaczego mnie zmylił. Bo już miał rodzinę. Moja lista ma wyraźną skazę.

- Nie. Potrzebny ci jest bardziej wiarygodny test na uczciwość. I może powinnaś dodać do tej swojej listy określenie "singiel". Musisz się odprężyć. Przestań szukać trwałego związku i zabaw się.

- Mówisz o seksie? Nic z tego. Muszę być w facecie zakochana, żeby z nim sypiać. Jedno z drugim jest w moim przypadku nierozerwalnie związane. A w twoim?

- Seks to seks, miłość to miłość. Jedno jest przyjemnością, drugiego należy za wszelką cenę unikać.

- Ja tak nie myślę. Coś ze mną nie tak.

- Wręcz przeciwnie. To nie zbrodnia pragnąć związku. Oznacza po prostu, że często łamiesz sobie serce. - Brittany odsunęła włosy z czoła. - Co za upał, a jeszcze nie ma dziesiątej.

- To lato, w dodatku Kreta.

- Dałabym wszystko za kilka godzin spędzonych w domu. Nie jestem przyzwyczajona do takiej pogody.

- Całe lato kopiesz nad Morzem Śródziemnym.

- I jęczę każdego dnia.

Brittany wyciągnęła nogi, a Lily poczuła ukłucie zazdrości.

- Wyglądasz w tych szortach jak Lara Croft. Niesamowicie.

- Za dużo łażenia w poszukiwaniu pradawnych reliktów. Posłuchaj, nie myśl więcej o tym facecie. Wybierz się z nami wieczorem na oficjalne otwarcie nowego działu muzeum archeologicznego, a potem spenetrujemy bar na wybrzeżu. Profesora tam nie będzie, więc zapowiada się wspaniały wieczór.

- Nie mogę. Rano dzwonili z agencji zatrudnienia i zaproponowali mi sprzątanie.

- Jesteś magistrem archeologii. Po co ci te fuchy?

- Muszę spłacić studia. Zresztą uwielbiam sprzątać. To mnie odpręża.

- Uwielbiasz?!

- Nie ma to jak doprowadzić czyjś dom do porządku, choć szkoda, że wypadło akurat dzisiaj. Na pewno świetnie bym się z wami bawiła, ale skupię się na pieniądzach. Płacą ekstra. Sytuacja awaryjna.

- Sprzątanie to sytuacja awaryjna?

- Czasem. Właściciel postanowił nagle wrócić. Większość czasu spędza w Stanach. Wyobrażasz sobie? Ktoś jest tak bogaty, że nie potrafi się zdecydować, w której posiadłości chce nocować?

- Jak się nazywa?

- Nie wiem. Ochrona wpuści nas o wyznaczonej porze, a cztery godziny później moje konto powiększy się o znaczną sumę.

- Cztery godziny? Co to, pałac minojski?

- Willa. Mam dostać plan parteru. I nie wolno mi robić kopii.

- Plan parteru? - Brittany omal nie zachłysnęła się wodą. - Zaintrygowałaś mnie. Mogę iść z tobą?

- Jasne… sprzątanie czyjejś łazienki jest o wiele bardziej ekscytujące niż koktajl na tarasie muzeum, kiedy nad Morzem Egejskim zachodzi słońce.

- To Morze Kreteńskie.

- Geograficznie wciąż Egejskie, ale tak czy owak zamiast iść na przyjęcie, będę czyściła podłogę. Czuję się jak Kopciuszek. A ty? Zamierzasz kogoś poznać i rozbudzić uśpione życie miłosne?

- Nie mam życia miłosnego, tylko seksualne, które na szczęście nie jest uśpione.

- Może masz rację. Muszę wykorzystywać mężczyzn erotycznie zamiast traktować każdy związek poważnie. Byłaś jedynaczką? Nie chciałaś mieć rodzeństwa?

- Nie, ale dorastałam na małej wyspie. To tak, jakby się żyło w dużej rodzinie. Wszyscy o wszystkim wiedzieli.

- Miałaś szczęście. Ja byłam chorowitym dzieckiem i nikt nie mógł długo ze mną wytrzymać. Cierpiałam na koszmarną egzemę, zawsze chodziłam w bandażach. Nikt nie chciał dzieciaka, któremu coś dolega.

- Jezu, Lily, rozdzierasz mi serce, a nie jestem sentymentalna.

- Zapomnij o tym. Powiedz mi o swojej rodzinie.

Uwielbiała słuchać takich historii. Przypominały jej barwny sweter, którego sploty zapewniały ciepło i chroniły przed chłodnymi wichrami życia.

- Jesteśmy normalną amerykańską rodziną. Rodzice rozwiedli się, kiedy miałam dziesięć lat. Mama nienawidziła życia na wyspie. W końcu wyszła ponownie za mąż i przeniosła się na Florydę. Tata był inżynierem i całe życie pracował na platformach wiertniczych. Mieszkałam z babcią na Puffin Island.

- Była ci bliska?

- Bardzo. Umarła kilka lat temu, ale zostawiła mi chatę nad morzem, żebym miała dokąd wracać. - Wsunęła łopatkę w ziemię. - Babcia nazwała ten dom Domem Rozbitka. Mówiła, że jest dla ludzi zagubionych w życiu, nie na morzu. Wierzyła, że ma uzdrawiającą moc.

- Chętnie spędziłabym tam miesiąc. Muszę się uzdrowić.

- Czuj się zaproszona.

- Może skorzystam. Wciąż nie wiem, co robić z sierpniem.

- Wiesz, czego ci potrzeba? Seksu. Dla samej przyjemności, bez tych uczuciowych bzdur.

- Nie znam takiego. Zawsze się zakochiwałam.

- Więc znajdź sobie kogoś, w kim nie mogłabyś się nigdy zakochać. Kogoś, kto zna się na sprawach łóżkowych. Nie będziesz niczym ryzykować. - Urwała, kiedy zbliżył się do nich Spyros, archeolog z miejscowego uniwersytetu. - Odejdź, Spy, to rozmowa dziewczyn.

- Jak myślisz, dlaczego się do was przyłączam? To bardziej interesujące niż rozmowa, którą przed chwilą prowadziłem. - Podał Lily puszkę coli dietetycznej. - To nieudacznik.

- Wiem. Otrząsnę się z tego.

Kucnął obok niej.

- Mam ci pomóc? Słyszałem coś o seksie. Jestem do usług.

- Jesteś koszmarnym flirciarzem. Nie ufam ci.

- Nie musisz, chodzi przecież o seks. Potrzebujesz prawdziwego mężczyzny. Greka, który wie, jak sprawić, żebyś poczuła się kobietą.

Lily parsknęła śmiechem. Nie miała rodziny, ale miała przyjaciół.

- Zapominasz, że kiedy nie sprzątam willi bogaczy ani nie haruję tu za darmo, to pracuję dla najczystszego okazu greckiej męskości.

- No tak. - Spyros się uśmiechnął. - Nik Zervakis. Szef potężnego ZervaCo. Przedmiot fantazji każdej kobiety.

- Nie mojej. Nie ma dla niego miejsca na mojej liście.

Brittany pokręciła głową.

- Zdradź co nieco. Chcę wiedzieć o nim wszystko. Począwszy od stanu konta, a skończywszy na tym, skąd u niego tak wspaniałe mięśnie, które widziałam na jakimś zdjęciu.

- Niewiele o nim wiem. Jest genialny i onieśmiela wszystkich. Na szczęście spędza większość czasu w San Francisco albo w Nowym Jorku. Odbywam u niego staż od dwóch miesięcy i przez ten czas odeszły dwie jego asystentki.

- Dlaczego?

- Nie wytrzymały. Robota jest nieludzka, niełatwo też dla niego pracować. Patrzy na człowieka tak, że ma się ochotę zniknąć. Ale jest przystojny. Kobiety gadają o nim cały czas.

- Wciąż nie rozumiem, dlaczego tam siedzisz.

- Próbuję tego i owego. Mój grant badawczy kończy się w tym miesiącu. Nie wiem, czy będę mogła to ciągnąć. Muzeum nie płaci zbyt dobrze, nie chcę zresztą mieszkać w dużym mieście. Uczyć też nie mam zamiaru…

- Jesteś ekspertem w ceramice.

- To tylko hobby.

- Masz talent. Powinnaś się tym zająć.

- Nie wyżyje się z tego, a marzenia nie pokryją rachunków. Czasem żałuję, że nie studiowałam prawa, ale nie nadaję się do roboty biurowej. Nie radzę sobie z techniką. Popsułam ostatnio fotokopiarkę, ale warto mieć w CV wzmiankę o tym, że pracowało się dla ZervaCo. I zanim mi powiecie, że wykształcona kobieta nie powinna się dać zastraszać, to spotkajcie się z nim.

Spyros wstał.

- Wielu ludzi się go boi. Dla niektórych jest bogiem.

Brittany schowała do plecaka butelkę wody.

- Dla tych, którym płaci, albo dla kobiet, z którymi sypia.

Lily zaczęła się wachlować kapeluszem.

- Jego ochrona ma trzymać je od niego z dala. Nie wolno nam łączyć żadnych rozmów, które nie były wcześniej umówione.

- Więc jego ludzie chronią go przed kobietami? Niesamowite. - Brittany była wyraźnie zafascynowana.

- Podziwiam go. Podobno nigdy nie kieruje się uczuciami. Stanowi moje przeciwieństwo. Wie, co powiedzieć, i to w każdej sytuacji. Chcę być taka jak on.

Brittany wybuchnęła śmiechem.

- Żartujesz.

- Nie. Jest jak maszyna do lodu. Też zamierzam taka być. A wy? Czy kiedykolwiek się zakochaliście?

- Nie! - zaprzeczył zdecydowanie Spy, ale Brittany milczała.

- Brittany? Byłaś kiedykolwiek zakochana?

- Nie wiem. Może.

- Coś takiego. Twarda Brittany ulega sile miłości - zauważył Spy.

Lily zignorowała go.

- Dlaczego uważasz, że się zakochałaś? Jakieś konkretne powody?

- Wyszłam za niego.

Spyros parsknął śmiechem, a Lily gapiła się tylko.

- No, fakt, to dobry powód.

- To był błąd. Wielki, jak zawsze w moim przypadku. Możesz to nazwać miłosnym tornadem.

- Wygląda bardziej na huragan. Jak długo trwało?

Brittany wstała.

- Dziesięć dni. Przestań się uśmiechać, Spy, bo wylądujesz w tym rowie.

- Chciałaś powiedzieć: dziesięć lat - zauważyła Lily.

- Nie. Dziesięć dni. Przeżyliśmy miesiąc miodowy, nie mordując się nawzajem.

- Co się stało?

- Uczucia zaćmiły mi zdrowy rozsądek. Od tamtej pory nigdy się nie zakochałam.

- Bo się nauczyłaś, jak tego nie robić. Podrzuć kilka wskazówek.

- Nie mogę. Unikanie emocjonalnego zaangażowania stanowiło coś naturalnego po tej historii z Zachem.

- Seksowne imię.

- Seksowny szczur.

- Jeszcze jeden. Ale byłaś młoda, a to wiele tłumaczy. A ja nie mam tej wymówki, poza tym jestem niepoprawną recydywistką. Trzeba mnie zaprogramować na nowo.

- Niekoniecznie. - Brittany wsadziła łopatkę do plecaka. - Jesteś po prostu ciepła, przyjacielska i urocza. Facetom się to podoba.

- Poza tym wystarczy na ciebie spojrzeć, by wiedzieć, że wyglądałabyś wspaniale nago - wtrącił Spy.

- Ciepła, przyjacielska, urocza? Wspaniałe cechy, ale niekoniecznie u kobiety. Podobno można się zmienić. No cóż, zamierzam to zrobić. Nie zakocham się więcej. Pójdę za twoją radą i zafunduję sobie niezobowiązujący seks.

- Dobry plan. - Spy zerknął na zegarek. - Zdejmij ubranie, a ja załatwię nam pokój.

- Mało śmieszne. - Lily spojrzała na niego ze złością. - Zamierzam znaleźć sobie kogoś, kogo w ogóle nie znam i do kogo nic nie czuję.

Brittany nie była przekonana.

- W twoich ustach brzmi to jak przepis na klęskę.

- Będzie idealnie. Muszę tylko wyszukać odpowiedniego faceta, który nie ma nic wspólnego z moją listą, i uprawiać z nim seks. Musi się udać. Operacja Lodowa Dama.

Nik Zervakis stał obrócony plecami do swojego gabinetu, wpatrując się w błękitne morze i słuchając swego asystenta.

- Zadzwonił?

- Zgodnie z pańskimi przewidywaniami. Podziwiam pańską domyślność. Biorąc pod uwagę takie pieniądze, już dawno straciłbym nerwy.

Nik mógł mu powiedzieć, że chodzi głównie o władzę.

- Skontaktowałeś się z prawnikami?

- Spotykają się jutro rano z przedstawicielami Lexosa. Sprawa załatwiona. Gratulacje szefie. Amerykańskie media biją się o wywiad z panem.

- Najpierw trzeba podpisać umowę. Potem wydam oświadczenie, ale żadnych wywiadów. Załatwiłeś rezerwację w Athenie?

-- Tak, ale wcześniej jest oficjalne otwarcie nowego działu w muzeum.

- Zapomniałem. Masz harmonogram?

Asystent zbladł.

- Nie, szefie. Wiem tylko, że chodzi o zabytki minojskie.

- Mam wygłosić mowę?

- Liczą na kilka słów z pana strony.

- Owszem, ale bez związku z kulturą minojską. - Nik poluzował krawat. - Przedstaw plan.

- Vassilis podstawi samochód o szóstej piętnaście, zdąży pan pojechać do willi i się przebrać. Po drodze zabiera pan Christine. Stolik zarezerwowano na dziewiątą.

- Coś jeszcze?

- Dzwonił pański ojciec. Kilka razy. Poprosił mnie o przekazanie wiadomości.

- Czyli?

- Pragnie panu przypomnieć, że bierze ślub w przyszłym tygodniu. Sądzi, że pan zapomniał.

Nik wcale nie zapomniał.

- Jeszcze coś?

- Oczekuje pana na uroczystości. I mam panu przypomnieć, że rodzina jest najważniejsza.

Nik nie skomentował tego. Dlaczego czwarty ślub miałby stanowić powód do świętowania? Dowodził tylko, że ktoś nie pojął wcześniej trzykrotnej lekcji.

- Zadzwonię do niego z samochodu.

- Jeszcze jedno… powiedział, że jeśli się pan nie pojawi, to złamie mu pan serce.

Było to typowe ojca. Zbyt emocjonalne.

Niklaus podszedł do biurka.

- Możesz odejść.

Gdy drzwi się zamknęły za asystentem, znów odwrócił się w stronę morza. Nie był nawykły do introspekcji, a przeszłość miała znaczenie tylko o tyle, o ile wpływała na przyszłość. Oddawanie się od dawna ignorowanym wspomnieniom nie było przyjemnym doświadczeniem.

Dlaczego tak się przejmował kolejnym ślubem ojca?

Nie był już naiwnym dziewięciolatkiem, zdruzgotanym przez zdradę matki i stęsknionym za poczuciem ładu i bezpieczeństwa.

Nauczył się, jak samemu o nie zadbać. Emocjonalnie przypominał niezdobytą twierdzę. Nigdy by nie pozwolił, by jakiś związek zakłócił jego spokój. Nie wierzył w miłość, a małżeństwo było dla niego czymś kosztownym i bezsensownym.

Ojciec, skądinąd człowiek inteligentny, nie podzielał jego poglądów. Potrafił stworzyć imperium biznesowe, ale w życiu miłosnym nie kierował się intelektem. Nik pomyślał, że gdyby z podobną beztroską traktował interesy, już dawno by zbankrutował.

Ojciec każdy swój związek traktował z romantycznym optymizmem, całkowicie niewłaściwym dla człowieka żeniącego się po raz czwarty. Wszelkie prośby, by zachować rozwagę, były określane jako cyniczne.

Nik zastanawiał się, jakim cudem tak dobrze radzi sobie w biznesie, podczas gdy jego rodzina przypomina spaghetti, które rozbryznęło się na podłodze.

Tym razem nie poznał panny młodej i nie zamierzał tego robić. Śluby go przygnębiały. Dwoje ludzi płacących fortunę za kolejny błąd.

Lily postawiła torbę w marmurowym holu i niemal otworzyła usta ze zdumienia. Willa Harmonia stanowiła przykład najwyższego luksusu.

Wyszła na taras.

Ogród przecinały maleńkie ścieżki prowadzące ku pomostowi nad samym morzem.

Wyrwana z oszołomienia przez uporczywy sygnał komórki, wyjęła ją z kieszeni. Okazało się, że to właściciel firmy sprzątającej. Poinformował ją, że pozostali pracownicy ulegli wypadkowi i nie dotrą na miejsce.

- Och, czy są ranni?

Usłyszała, że nie, ale że wóz został skasowany. Zrozumiała, że cała robota spadnie na nią.

- Jak mam sobie sama poradzić?

- Posprzątaj część mieszkalną i główną sypialnię. Zwłaszcza łazienkę.

Nie mając wyjścia, włożyła słuchawki i nucąc w takt Czarodziejskiego fletu, który wybrała na tę okazję, zabrała się do pracy.

Ten, kto tu mieszkał, z pewnością nie miał dzieci. Wszystko było wyrafinowane i odznaczało się smakiem.

Podśpiewując, dotarła kręconymi schodami do głównej sypialni i stanęła jak wryta.

W małym i dusznym pokoiku, który dzieliła z Brittany, stało jedno łóżko, tak wąskie, że już dwa razy z niego spadła. To łoże natomiast mogłoby pomieścić sześcioosobową rodzinę. Ustawiono je tak, by można było podziwiać z niego nieprawdopodobny widok na zatokę. Lily próbowała sobie wyobrazić, jak by to było spać w czymś takim.

Upewniwszy się, że nie ma w pobliżu nikogo z ochrony, wzięła komórkę i zrobiła zdjęcie łóżka i krajobrazu za oknem. Potem przesłała Brittany esemesa.

"Pewnego dnia będę uprawiała seks w czymś takim".

Brittany odpisała: "Mniejsza o łóżko, daj mi namiary na faceta, który jest jego właścicielem".

Lily poszła do łazienki. Duża wanna stała tuż przy oszklonej ścianie z widokiem na ocean. Kiedy już uporała się z wanną i wielkim oknem, jej uwagę przyciągnęła kabina prysznicowa ze skomplikowanym panelem.

Wcisnęła z ciekawości jeden z guzików i sapnęła gwałtownie, gdy uderzył w nią potężny strumień zimnej wody. Wcisnęła czym prędzej inny guzik i znów naraziła się na kąpiel; nic nie widziała, ubranie kleiło jej się do ciała. Waliła na ślepo w guziki, oblewana na przemian gorącą i lodowatą wodą. W końcu udało jej się zatrzymać tę powódź. Osunęła się na podłogę, próbując złapać oddech.

- Nienawidzę techniki.

Zebrała włosy w gruby węzeł i wycisnęła. Potem wstała, ale jej uniform ociekał i przywierał do ciała. Pomyślała, że jeśli w tym stanie wyjdzie z łazienki, to wszystko zachlapie i znów będzie musiała sprzątać.

Zdjęła ubranie i stała w bieliźnie, wyżymając swoje rzeczy, kiedy usłyszała jakieś odgłosy dochodzące z sypialni.

Sądząc, że to ktoś z ochrony, pisnęła przerażona.

- Halo? Proszę przez chwilę nie wchodzić, bo jestem…

Znieruchomiała, gdy w drzwiach stanęła jakaś kobieta.

Prezentowała się nieskazitelnie: szczupłe ciało okrywała jedwabna sukienka o barwie koralu, usta były starannie umalowane.

- Nik? - rzuciła kobieta przez ramię. - Twój popęd seksualny jest legendarny, ale warto czasem pozbyć się dziewczyny, zanim sprowadzi się nową.

- O czym mówisz? - dobiegł z sypialni męski głos, który Lily natychmiast rozpoznała. Wiedziała już, kto jest właścicielem tej willi.

Po chwili stanął w drzwiach, a ona po raz drugi w życiu zobaczyła Nika Zervakisa. Miała wrażenie, że pędzi na łeb na szyję po stromym zboczu. Nie potrafiła sobie wyobrazić, by ktoś był bardziej przystojny i pociągający.

Stał na szeroko rozstawionych nogach, jakby widok niemal nagiej kobiety w jego kabinie prysznicowej nie robił na nim najmniejszego wrażenia.

- No i?

To wszystko, co miał do powiedzenia?

Przygotowana na jakiś koszmarny wybuch, Lily wydukała:

- Mogę wyjaśnić…

- Byłoby dobrze - oznajmiła lodowatym tonem kobieta.

- Jestem sprzątaczką…

- Jasne. Sprzątaczki zawsze lądują nagie pod prysznicem swojego klienta. - Obróciła się gniewnie do mężczyzny. - Nik?

- Tak?

- Kto to jest?

- Słyszałaś. Sprzątaczka.

- Kłamie. Była tu cały dzień i odsypiała ostatnią noc.

Zmrużył tylko ciemne oczy.

Lily przypomniała sobie, jak ktoś mówił, że Nik Zervakis jest najgroźniejszy, kiedy okazuje spokój, i spodziewała się lada moment wybuchu, ale kobieta nie podzielała jej obaw.

- Wiesz co? Pół biedy, że jesteś kobieciarzem, tylko dlaczego podoba ci się ktoś tak otyły?

- Nie jestem otyła. - Lily próbowała zakryć się mokrym kombinezonem. - Mój wskaźnik masy ciała jest w normie.

- Czy to z jej powodu spóźniłeś się po mnie? - spytała kobieta, jakby nie słyszała słów Lily. - Ostrzegałam cię, Nik, żadnych zagrywek. Nie daję nikomu drugiej szansy i jeśli nie zamierzasz się wytłumaczyć, to ja nie zamierzam prosić o wyjaśnienia.

Nie czekając na jego odpowiedź, wyszła z pokoju, stukając szpilkami.

Lily milczała zakłopotana.

- Zdenerwowała się.

- Tak.

- Czy… ona wróci?

- Mam nadzieję, że nie.

Lily chciała mu powiedzieć, że dobrze na tym wyjdzie, ale uznała, że posada jest ważniejsza od szczerości.

- Naprawdę mi przykro…

- Niepotrzebnie. To nie była pani wina.

- Gdyby nie doszło do wypadku, miałabym na sobie ubranie, kiedy się tu zjawiła.

- Do wypadku? Nigdy nie pomyślałem, że mój prysznic może komukolwiek zagrażać, ale widocznie się myliłem. - Popatrzył na rozlaną wodę. - Co się stało?

- Pański prysznic jest jak kabina jumbo jeta! I nie ma tu żadnych instrukcji!

- Ja ich nie potrzebuję. - Przesunął po niej spojrzeniem. - Wiem, jak obsługiwać własny prysznic.

- Nie miałam pojęcia, które guziki wciskać!

- I wcisnęła pani wszystkie? Radziłbym nie dotykać niczego w jumbo jetcie.

- To nie jest śmieszne. Nie wiedziałam, że wróci pan tak wcześnie.

- Przepraszam. Nie mam zwyczaju nikogo uprzedzać. Skończyła pani sprzątać czy mam pokazać, które guziki trzeba wcisnąć?

Lily starała się zachować godność.

- Pański prysznic jest czysty. - Pragnęła wyjść stąd jak najszybciej. - Jest pan pewien, że ona nie wróci?

- Tak.

Odczuwała ulgę i jednocześnie wyrzuty sumienia.

- Zniszczyłam kolejny związek.

- Kolejny? Często się to pani zdarza?

- Owszem. Proszę posłuchać… gdyby mogło to w czymś pomóc, to zadzwonię do swojego szefa, a on poręczy za mnie. - Urwała, uświadamiając sobie, co by to oznaczało: wyznanie, że była półnaga pod prysznicem.

- Radziłbym to przemyśleć. Chyba że pani pracodawca jest bardzo liberalny.

- Chciałabym jakoś to wszystko naprawić. Zepsułam panu randkę, choć nie wydaje mi się, by ta kobieta była sympatyczna. Poza tym jest koścista i dzieci nie lubiłby się do niej tulić. - Uchwyciła jego spojrzenie. - Śmieje się pan ze mnie?

- Nie, ale zdolność przytulania dzieci nie jest dla mnie najważniejsza, jeśli chodzi o kobiety. - Rzucił niedbale marynarkę na oparcie sofy.

- Tak z ciekawości, dlaczego się pan nie bronił?

- Po co?

- Mógłby się pan wytłumaczyć, a ona by panu wybaczyła.

- Nigdy się z niczego nie tłumaczę. Zresztą… udzieliła pani wyjaśnień.

- Nie uznała mnie za wiarygodnego świadka. W pańskich ustach brzmiałoby to bardziej przekonująco.

- Zakładam, że powiedziała pani prawdę. Jest pani sprzątaczką?

- Oczywiście.

- Więc nie mógłbym niczego dodać.

Nie przejmował się jakoś faktem, że go porzucono.

- Nie wydaje się pan zdenerwowany.

- Dlaczego miałbym być zdenerwowany?

- Większość ludzi tak reaguje, kiedy kończy się ich związek.

- Ja to nie większość.

- I nie jest pan ani odrobinę smutny?

- Nie. Musiałbym się przejmować, a ja się nie przejmuję.

Genialne, pomyślała. Dlaczego nie rzuciła tego w twarz profesorowi Ashurstowi, kiedy ją zranił i wyraził z tego powodu nieszczere współczucie?

- Przepraszam.

Rzuciła się do swojej torby i wygrzebała z niej notes.

- Co pani robi?

- Zapisuję pańskie słowa. Ilekroć jestem porzucana, nie wiem co powiedzieć, ale następnym razem będę wiedziała, zamiast wylewać morze łez.

Zaczęła bazgrać, zalewając kartkę wodą.

- Porzucenie… często się pani zdarza?

- Dość często. Zakochuję się i łamię sobie serce. Staram się przerwać ten cykl.

Żałowała tego wyznania; to był jej sekret.

- Ile razy była pani zakochana?

- Trzy.

- Cristo, niewiarygodne.

- Dzięki, poczułam się lepiej. Założę się, że nigdy nie był pan nieszczęśliwie zakochany.

- Nigdy nie byłem zakochany.

- Nigdy nie spotkał pan właściwej osoby.

- Nie wierzę w miłość.

Zatkało ją.

- Więc w co pan wierzy?

- W pieniądze, wpływy i władzę. Wymierne cele.

- Może pan zmierzyć władzę i wpływy?

Poluzował krawat.

- Jak najbardziej.

- Jest pan niesamowity. Będzie pan dla mnie wzorem. Nigdy nie jest za późno, żeby się zmienić. Od tej chwili też będą mi przyświecać wymierne cele. A tak z ciekawości, jaki chce pan osiągnąć cel w każdym związku?

- Orgazm.

Poczuła, jak się czerwieni.

- No tak, to było głupie pytanie. Potrafi pan okazywać bezlitosną obojętność, kiedy rzecz dotyczy związku. Też chcę taka być. Zalałam panu podłogę. Proszę uważać, bo się pan poślizgnie.

Opierał się o ścianę, wyraźnie rozbawiony.

- Tak pani wygląda, kiedy okazuje pani bezlitosną obojętność?

- No, jeszcze nie zaczęłam tego robić. Od tej chwili moje serce to kevlar. - Uśmiechnęła się do niego przyjaźnie. - Uważa pan, że jestem szalona? To wszystko jest dla pana czymś naturalnym, ale nie dla mnie. To pierwszy etap mojej osobowościowej transplantacji. Chciałabym dokonać tego pod znieczuleniem i obudzić się jako ktoś inny, ale to niemożliwe, więc staram się robić to etapami.

Jej uwagę zwrócił wibrujący dźwięk.

- Pański telefon.

Wciąż się jej przyglądał.

- Tak.

- Nie odbierze pan? - Wstała z podłogi, przyciskając ręcznik do piersi. - Może to ona. Chce prosić o wybaczenie.

- Jestem tego pewien i dlatego nie odbiorę.

Lily była zachwycona.

- To właśnie pokazuje, dlaczego muszę być taka jak pan. Ja bym odebrała i oznajmiła, że wszystko w porządku.

- Ma pani rację. Przyda się pani pomoc. Jak pani na imię?

- Lily.

- Wydaje mi się pani znajoma. Spotkaliśmy się już kiedyś?

- Pracuję od dwóch miesięcy jako stażystka w pańskiej firmie. Dwa razy w tygodniu. Jestem drugą asystentką pańskiego osobistego asystenta.

To ja popsułam fotokopiarkę i ekspres do kawy, dodała w duchu.

- Spotkaliśmy się?

- Nie, widziałam pana tylko raz. Nie zliczę, ile razy chowałam się w łazience.

- W łazience?

- Wywalał pan pracowników. Nie chciałam się rzucać w oczy.

- Więc pracuje pani dla mnie dwa razy w tygodniu, a przez trzy jako sprzątaczka?

- Nie, tym się zajmuję tylko wieczorami. W dzień zajmuję się wykopaliskami.

Był wyraźnie zaintrygowany.

- Jest pani archeologiem?

- Tak. Ale nie zarabiam tyle, żeby spłacać pożyczkę studencką, więc muszę dorabiać.

- Ile pani wie o zabytkach minojskich?

- Więcej, niż powinna wiedzieć dwudziestoczteroletnia kobieta.

- Dobrze. Proszę się wysuszyć, a ja znajdę pani jakąś sukienkę. Otwieram dziś nowy dział w muzeum. A pani idzie ze mną.

- Nie ma pan dziewczyny?

- Miałem. A ponieważ to pani jest częściowo winna jej nieobecności, zajmie pani jej miejsce.

- Ale… muszę posprzątać willę.

Popatrzył na wodę pokrywającą podłogę łazienki.

- Zanim wrócimy, woda spłynie po schodach i umyje parter.

Lily parsknęła śmiechem. Miał poczucie humoru.

- Nie zwolni mnie pan?

- Więcej wiary w siebie. Zna się pani na artefaktach minojskich, a ja nie zwalniam ludzi przydatnych.

Zerwał z niej ręcznik, a ona została tylko w mokrej bieliźnie.

- Co pan robi? - pisnęła.

- Spokojnie. Nie jestem chyba pierwszym mężczyzną, który widzi panią półnagą.

- Nie lubię być oglądana w takim stroju, zwłaszcza gdy ktoś chudy jak szczapa powiedział, że jestem gruba… - urwała, gdy odszedł na bok. - Jeśli chciał znać pan moje rozmiary, mógł pan spytać!

Sięgnął po telefon i czekając na połączenie, przyglądał jej się z leniwym uśmiechem.

- Nie muszę pytać, thee mou. Już je znam.