Nie osądzaj. Mądrość ojców pustyni w podzielonym świecie - Isaac Slater OCSO

-
Proszę czekać

Wstęp

Każda religia, która głosi zemstę za grzech, jest religią wroga i mściciela, a nie tego, który przebacza grzechy, a jej bogiem jest szatan.

William Blake, To the Deists (z książki Jerusalem)

W sylwestra 1998 roku, dokładnie na rok przed tym, jak zamieszkałem na stałe w opactwie Genesee, odbyłem tam rekolekcje. Jeden z mnichów wygłosił wtedy konferencję, w której przytoczył historię z IV wieku, z egipskiej pustyni. Mnisi przyszli do swojego abby, by donieść, że widziano kobietę wchodzącą do celi pewnego brata. Abba natychmiast ruszył w stronę miejsca zdarzenia, wołając głośno, co zrobi, gdy ich przyłapie. Wszedłszy do celi, z grupą podekscytowanych mnichów za sobą, zastał zaniepokojonego brata, kosz na pranie i nic więcej. Szybko podszedł do kosza, usiadł na nim i polecił braciom przeszukać celę od góry do dołu. Gdy nie znaleźli kobiety, abba mocno zganił ich za to, że osądzili swego brata, i nałożył na nich surową pokutę. Kiedy wszyscy się rozeszli, wstał z kosza, odwrócił się do brata i powiedział spokojnie: "Bądź ostrożny".

Od razu uderzyło mnie połączenie poczucia humoru, improwizacji i współczucia w reakcji abby - świeżej, radykalnej i bliskiej duchowi Jezusa, który obronił cudzołożną kobietę i odesłał jej oskarżycieli zawstydzonych. Nauczanie i czyny Jezusa raz po raz podkreślały potrzebę, by "przestać osądzać", i przypominały prawo, według którego osądzając innych, sami podlegamy osądowi. "Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie" (Łk 6,38)1. Jezus najpełniej wyraził postawę nieosądzania na krzyżu, gdy oddał się bez oczekiwania czegokolwiek w zamian i prosił Ojca, by przebaczył tym, którzy Go wyszydzali i torturowali.

Choć przykazanie, by zaprzestać osądzania, często wydaje się w tradycji chrześcijańskiej słabo wyeksponowane - jeśli nie wręcz skutecznie pomijane - ojcowie i matki pustyni uważali je za niezwykle istotne. Co więcej, dla nich samo bycie mnichem oznaczało właśnie nieosądzanie: "Abba Pojmen prosił abba2 Józefa: "Powiedz mi, jak mam zostać mnichem". On odpowiedział: "Jeśli chcesz znaleźć pokój tu i na tamtym świecie, w każdej sprawie stawiaj sobie to pytanie: 'Kimże ja jestem?' i nie sądź nikogo""3. Istnieje wiele mocnych powiedzeń i opowieści w tym duchu. Niniejsza książka jest rodzajem duchowej refleksji nad tym materiałem - próbą ukazania, w jaki sposób może on wezwać nas do ponownego odkrycia radykalizmu Ewangelii w Kościele i świecie, tak często ogarniętym duchem Oskarżyciela. Papież Franciszek, który - jak spróbuję pokazać - w pewnych aspektach wpisuje się w tę tradycję mnichów pustyni, opisuje nasz obecny czas w następujących słowach:

W miarę jak publiczna arena jest coraz bardziej zdominowana przez oblężonych, lękliwych, kontrolujących, szybko obrażających się, usprawiedliwiających się - społeczeństwo może się stać coraz bardziej podzielone. Kościół nie jest odporny na tego wirusa. Jak postępujemy w kontekście podziału plemiennego, kiedy nasza polityka, nasze społeczeństwo, nasze media wydają się czasami być jednym długim, krzykliwym pojedynkiem, w którym przeciwnicy starają się wyeliminować siebie nawzajem w grze o władzę? Narastająca przemoc werbalna odzwierciedla utratę korzeni, kruchość osobowości, w której bezpieczeństwo polega na dyskredytowaniu innych poprzez narrację pozwalającą nam się czuć prawymi i dającą nam powody do uciszania innych. Brak szczerego dialogu w kulturze publicznej sprawia, że stworzenie wspólnego horyzontu, w kierunku którego wszyscy możemy iść, jest coraz trudniejsze4.

Mówienie o narastającej wszechobecnej "polaryzacji", o podziałach współczesnego życia stało się już czymś powszechnym. Komentatorzy dyskutują o przyczynach tego zjawiska i ewentualnych rozwiązaniach, jednakże oczywiste jest, że nowe media odgrywają tu kluczową rolę. Niedawne badania wykazały, że reakcja chemiczna w mózgu związana z poczuciem "świętego oburzenia" jest podobna do tej, jaką wywołują opioidy. Przypływ energii i poczucia siły, tej pewności, że mamy rację - kiedy gospodarz naszego ulubionego podcastu zadaje przeciwnikom szczególnie dotkliwy cios - szybko staje się uzależniający5. W żyłach zaczyna krążyć adrenalina, a nasz organizm zostaje zalany substancjami chemicznymi, które natura przeznaczyła jedynie do krótkotrwałego działania w chwilach fizycznego zagrożenia, lecz dziś towarzyszą nam niemal nieustannie, gdy telefon co chwilę donosi o "najnowszych wiadomościach".

Masowe media, podnosząc swoje notowania, odpowiadają na to uzależnienie, podsycając lęk i pretensje. W kontekście głęboko zakorzenionej niesprawiedliwości rasowej, pogłębiających się nierówności ekonomicznych i nadchodzącej katastrofy klimatycznej, a także rosnącej - często uzasadnionej - nieufności wobec wielkich instytucji, potrzeba tej "dawki" słusznego oburzenia stała się zjawiskiem powszechnym, skażając nawet ciszę niektórych klasztorów. Podejrzliwość i wrogość wobec wielkich instytucji i autorytetów rozciągają się również na ich narracje - na owe "metanarracje", które nie tylko głoszą, lecz także w pewnej mierze ucieleśniają. Jednocześnie rozpaczliwie pragniemy opowieści, w które moglibyśmy uwierzyć, a te, które mają najbardziej odurzający wpływ, niewątpliwie zyskują popularność. Lęk podsyca osąd. Jak zauważa Mark Edmundson w swoim ostatnim eseju poświęconym współczesnej roli superego w ujęciu freudowskim:

Im większe istnieje zagrożenie wymknięcia się spraw spod kontroli, tym bardziej pomocne może się okazać nie tylko zachowanie twardego stanowiska, ale także posiadanie osądzającego temperamentu. Osąd wprowadza porządek. Podnosimy kciuk w górę lub w dół i w ten sposób stajemy się władcami własnego życia. Osąd jest doskonałą ochroną przed chaosem lub jego odczuwaniem. Kiedy wydajemy sądy na potęgę i dobitnie, możemy poczuć, że świat leży w naszych rękach. Upraszczanie i osądzanie - to sposoby, dzięki którym trzymamy złożoność na dystans. Dodajmy do tego problem drapieżnego, kulturowego superego i mamy do czynienia z naprawdę skomplikowaną sytuacją6.

Chociaż "mechanizm rozpowszechniania" środków masowego przekazu może być zjawiskiem nowym, zaraza karcącego moralizmu ma swe korzenie w zachodnim chrześcijaństwie, które zbyt często ukrywało własną przemoc pod płaszczem wypaczonych interpretacji Ewangelii. W swojej książce Why Preach? dominikanin Peter John Cameron zauważa, że największym problemem współczesnego przepowiadania w Kościele jest moralizm. Jak pisze: "Moralizowanie oznacza narzucanie innym ideału moralnego bez wyraźnego wskazania, w jaki sposób łaska umożliwia jego osiągnięcie (...) bez wyraźnego ukazania, w jaki sposób inicjatywa Boga pozwala wiernym czynić to, co po ludzku wydaje się niemożliwe (...) bez wyraźnego pokazania, w jaki sposób dane postępowanie stanowi integralną część procesu dochodzenia do ludzkiego szczęścia"7.

Być może moralizm jest "grzechem głównym" Kościoła Zachodu - głęboko zakorzenionym przekonaniem, że gdyby tylko doświadczeni przez los bardziej się starali, przezwyciężyliby swoje trudności i mogliby rozkwitnąć. Jednocześnie, tak jak charakter człowieka najpełniej kształtuje się w tych sferach, w których najczęściej staje wobec wyzwań, tak Kościół Zachodu nosi w sobie lekarstwo na własny grzech główny - doktrynę o darmowości łaski. Od Pawła przez Augustyna i Bernarda aż po Lutra i dalej - rozbrzmiewa nieprzerwanie, choć nieraz zagłuszany, głos: "Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga" (Ef 2,8). Bóg objawia się w ukrzyżowanym Chrystusie, pragnąc, by przez ten najbardziej bezinteresowny akt miłości wzbudziła się w nas podobna odpowiedź. Dopiero w kontekście bezwarunkowego miłosierdzia, które zostało nam objawione na krzyżu, możliwe jest pełne zrozumienie nauki ojców pustyni o nieosądzaniu.

Czym więc jest owo "osądzanie"? Wszyscy przecież formułujemy sądy, a myśli osądzające nieustannie przepływają przez nasz umysł. Nie chodzi o to, by je odrzucać ani udawać, że nie istnieją. Z pewnością nie chodzi też o to, byśmy mieli tłumić czy zagłuszać w sobie oburzenie wobec niesprawiedliwości, ani o to, by "przebaczać" w sensie udawania, że nie odczuwamy żalu i gniewu. Co więcej, nieustannie wydajemy "osądy", oceniając różne sytuacje i zachowania. Przez "nieosądzanie" Jezus z pewnością nie miał na myśli tego, że mamy przestać myśleć i podejmować decyzje. Co chciał nam powiedzieć, nakazując, abyśmy przestali osądzać? Wydaje mi się, że ten rodzaj "osądzania", z którego powinniśmy zrezygnować, wiąże się zazwyczaj z potępieniem i wykluczeniem, służącymi wzmocnieniu naszej własnej wartości. Gdy coraz bardziej przywiązujemy się do takiego osądzania, zaczynamy usprawiedliwiać swoje oburzenie - tak jak człowiek uzależniony usprawiedliwia potrzebę sięgnięcia po kolejną dawkę.

Podobnie jak "osąd", tak i "gniew" może mieć różne znaczenia. Chwilowy przypływ adrenaliny, który popycha nas do przezwyciężenia dawnych lęków i naprawienia niesprawiedliwości, to jedno - a tląca się uraza, podsycana przez prowokacyjne audycje radiowe, to coś zupełnie innego. Jezus powiedział wyraźnie: "Jeśli się gniewasz na brata lub siostrę, będziesz podlegał sądowi" (Mt 5,22), jednocześnie ganiąc faryzeuszy i oczyszczając świątynię w stanie, który większość z nas nazwałaby dziś słusznym gniewem. Ojcowie pustyni działali w oparciu o (stoicką) tradycję, w której "namiętność" była z definicji energią zakłóconą i destrukcyjną. "Gniew" jako namiętność był podobny do wściekłości połączonej z pragnieniem zemsty, podczas gdy gorliwość o sprawiedliwość, którą nazwalibyśmy dziś "zdrowym gniewem", nie była w ogóle uważana za gniew. Sugerowałbym, że choć opowieści i powiedzenia z pustyni wymagają interpretacji, te, w których gniew i osądzanie ukazane są zasadniczo w negatywnym świetle, mogą być dla nas oczyszczającym przypomnieniem, pomagającym spojrzeć z większą przejrzystością na współczesne formy słusznego oburzenia.

Odkąd wstąpiłem do klasztoru, nieustannie zmagam się z wyzwaniem, aby nie osądzać innych, i często mi się to nie udaje. Nierzadko pytano mnie, jakie grzechy może mieć do wyznania mnich prowadzący tak proste życie albo czym wyjaśnić życie oparte na nieustannej pokucie i nawróceniu. Jednak atmosfera ciszy panująca w klasztorze monastycznym pozwala usłyszeć wewnętrzny świat "myśli" (logismoi), a człowiek odkrywa z przerażeniem i niepokojem, jak głęboko w nas tkwią ziarna przemocy, urazy i moralizmu. Życie w bliskim sąsiedztwie mężczyzn z różnych środowisk wiąże się z codziennym wyzwaniem sprawdzania własnych, ukształtowanych uprzedzeń i nawiązywania relacji z innymi na poziomie wiary i wspólnego człowieczeństwa. Konieczne jest nieustanne przechodzenie ponad półświadomymi schematami i uczenie się współpracy z ludźmi o niekiedy bardzo odmiennych temperamentach i poglądach. Często mówi się, że w skondensowanym środowisku klasztoru kopce szybko stają się górami - i jest to z pewnością prawda. Jednak zdarza się także, że codzienne mikrotarcia zawierają podpowiedzi dotyczące ukrytej energii, która domaga się uwagi i uzdrowienia. Doroteusz z Gazy porównuje wyzwanie związane z pracą nad osądzającymi myślami do umiejętności, której uczymy się jedynie poprzez praktykę i powtarzające się porażki. Mówiąc o mnichu jako o rzemieślniku, pisze: "Jakiż człowiek, chcąc nauczyć się rzemiosła, usiłuje je pojąć tylko teoretycznie? Oczywiście najpierw przez jakiś czas wykonuje daną rzecz, i psuje, i znów wykonuje i niszczy, a tak powoli przez trud i cierpliwość uczy się tej sztuki. Bóg widzi Jego wolę i jego trud, i udziela mu pomocy"8.

Niniejsza książka rozpoczyna się od przedstawienia niektórych podstawowych idei, które stanowią fundament mojej interpretacji pism ojców pustyni na temat nieosądzania. Następnie przywołuje wybrane cytaty z alfabetycznego zbioru Apoftegmatów, po czym przechodzi do pogłębionej analizy nauk o miłosierdziu i nieosądzaniu zawartych w pismach Doroteusza z Gazy i Izaaka z Syrii. Rozdział poświęcony rozeznawaniu - rozumianemu jako właściwa praktyka, w której osądzanie stanowi wypaczenie - poprzedza końcowe refleksje, obejmujące szereg tekstów papieża Franciszka wzywających dzisiejszy Kościół do podążania drogą miłosierdzia i nieosądzania.

Rozeznawanie duchowe jest ściśle związane z praktyką prawdziwie kontemplacyjnej modlitwy. Kiedy kończyłem pracę nad tekstem tej książki, przygotowując ją do publikacji, miałem okazję gościć w opactwie Gethsemani w Kentucky - miejscu, w którym, jak wiadomo, żył Thomas Merton. Odwiedziłem ponownie jego grób i pustelnię, a także po raz pierwszy zobaczyłem róg ulicy w Louisville (ówczesnych Fourth i Walnut), gdzie przeżył głębokie doświadczenie duchowe, które nadało jego życiu nowy kierunek. Byłem tym głęboko poruszony - bardziej, niż się spodziewałem - rozmyślając o wyjątkowym wkładzie Mertona w życie Kościoła, w monastycyzm i w moje własne życie. Czułem głęboką bliskość z Mertonem, gdy natknąłem się na fragment jego książki, do której nie sięgałem od blisko trzydziestu lat - fragment, który trafia w samo sedno niniejszej pracy: w relację między nieosądzaniem jako postawą świadomości kontemplacyjnej a jej wyrazem w życiu moralnym. Komentując tekst buddyjskiego autora zen, który opisuje duchową świadomość jako lustro - po prostu odbijające to, co się pojawia, bez komentarza i osądu - Merton pisze: "W tym miejscu możemy się z pożytkiem zastanowić nad słowami Jezusa: "Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni". Te słowa Ewangelii, oprócz znanych wszystkim implikacji moralnych, mają także wymiar zen. Ich moralna ważkość stanie się zupełnie jasna dopiero wtedy, gdy ów wymiar zen zostanie uchwycony"9.

To, co Merton nazywa "wymiarem zen", sugeruje bezpośrednie doświadczanie rzeczy takimi, jakimi są - zanim pojawią się myśli, zanim pojawi się to, co zwykle uznajemy za "jaźń". Tylko praktyka wytrwałej, modlitewnej obecności i uważności może odblokować głębokie "znaczenie moralne" nauk Jezusa o nieosądzaniu. Wysiłki mające na celu wprowadzenie w życie takiego nieosądzania, jakim odznaczali się ojcowie pustyni, zwiększają natomiast szanse na prawdziwie kontemplacyjną i wszechogarniającą modlitwę. Tytuł niniejszej książki odnosi się do "mądrości pustyni", ponieważ zawiera głównie komentarze do tekstów ojców pustyni, choć czerpie także z wielu nowszych dzieł pisarzy i nauczycieli charakteryzujących się podobną radykalnością, w tym z kilku źródeł zen. Sam Merton był jednym z pierwszych, którzy zauważyli pewne duchowe powinowactwo między ojcami pustyni a zen10. To, co w tym fragmencie nazywa "wymiarem nieosądzania zen", obecne jest również w źródłach chrześcijańskich, a jego odtworzenie daje promyk nadziei i inspiracji w spolaryzowanym, podzielonym świecie.

Przypisy

1 Cytaty bliblijne za: Biblią Tysiąclecia, wyd. IV, Pallottinum, biblia.deon.pl.

2 W cytatach zachowano pisownię oryginalną, w reszcie książki słowo abba jest odmieniane.

3 Apoftegmaty Ojców Pustyni, t. 1: Gerontikon - Księga Starców, Źródła Monastyczne 4, przeł. M. Borkowska OSB, Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec, Kraków 2024, s. 281.

4 Papież Franciszek, Powróćmy do marzeń - droga ku lepszej przyszłości, przeł. P. Guzik, Dom Wydawniczy Rafael, Kraków 2020, s. 84-85.

5 James Kimmel Jr., What the Science of Addiction Tells Us About Trump, Politico, 12.02.2020, https://www.politico.com/news/magazine/2020/12/12/trump-grievance-addiction-444570.

6 Mark Edmundson, The Age of Guilt: The Super-Ego in the Online World, Yale University Press, New Haven, CT, 2023, s. 86.

7 Peter John Cameron, Why Preach? Encountering Christ in God's Word, Ignatius Press, San Francisco 2009, s. 120.

8 Doroteusz z Gazy, Pisma ascetyczne, Źródła Monastyczne 51, przeł. M. Borkowska OSB, Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec, Kraków 2010, s. 165.

9 Thomas Merton, Zen i ptaki żądzy, przeł. A. Szostkiewicz, PAX, Warszawa 1998, s. 14.

10 Thomas Merton, Mądrość pustyni, przeł. A. Wojtasik, Esprit, Kraków 2007.