Przedmowa
OBÓZ LETNI SEMINOLE SPRINGS, FLORYDA
- Mamo! Nie chcę być tu aż dwa tygodnie. Chcę do domu.
Sophie Williams stłumiła łkanie, a po jej policzku spłynęła łza. Obiecała sobie, że nie będzie płakać. Że wytrwa do końca. Jednakże na dźwięk głosu mamy w telefonie wszystko w niej puściło. Nie mogła się już dłużej powstrzymywać.
- Wiem, skarbie - powiedziała mama. - Też za tobą tęsknię, aniołku. Ale to tylko dwa tygodnie. Dasz radę.
Sophie po raz pierwszy rozstała się z mamą na tak długi czas. Sama wybrała ten obóz, gdy dowiedziała się o nim od instruktorki skautek. Od razu poczuła, że chce tu przyjechać, ale w autobusie nowe koleżanki były wobec niej tak złośliwe, że w końcu usiadła sama i nie miała z kim rozmawiać. Teraz też była osamotniona i chociaż skautkom nie wolno było dzwonić do domu, wymknęła się w trakcie kolacji do swojego namiotu i wyjęła telefon z plecaka. Chciała usłyszeć głos mamy, choćby na chwilę. Ale gdy tylko mama się odezwała, pod powiekami dziewczynki nagromadziły się łzy i ogarnęła ją taka tęsknota, że aż bolało.
- Dasz radę - powtórzyła mama. - Obóz się skończy, zanim się obejrzysz, a w przyszłym roku będziesz chciała pojechać na niego jeszcze raz. Przechodziłam przez to samo, kiedy miałam tyle lat co ty.
- Wolałabym całe lato spędzić w domu i surfować - odpowiedziała Sophie.
- Wiem, skarbie, ale trzeba robić też inne rzeczy. Musisz spędzać czas z rówieśnikami. Zresztą sama chciałaś jechać, pamiętasz? Wybrałaś obóz z nowymi przyjaciółkami.
- Ale to już nie są moje przyjaciółki - westchnęła Sophie.
- Naprawdę? - odparła mama nieco znużonym głosem. - Szybko poszło.
Sophie wiedziała, że sprawiła mamie zawód. Nigdy nie miała talentu do nawiązywania przyjaźni. Właśnie z tego powodu mama podpowiedziała jej, żeby zapisała się do skautek. Sophie uczyła się w domu, by na co dzień móc bardziej skoncentrować się na surfowaniu, a w weekendy brać udział w zawodach na terenie całego kraju. Praktycznie nic innego w życiu nie robiła. Uwielbiała to, tylko że na zawodach surfingowych nie da się znaleźć nowych przyjaciół. Rozmawiała z innymi dzieciakami, kiedy czekała na swoją kolej do startu, ale koniec końców rywalizowali ze sobą, a w tego typu okolicznościach brak miejsca na przyjaźnie. Dwunastolatka czuła się w takim światku bardzo samotnie, szczególnie że była taka młodziutka albo raczej dlatego, że większość zawodników była znacznie starsza od niej. Mama twierdziła, że dołączenie do skautek dobrze jej zrobi. Dodatkowo mogła nabyć umiejętności, które przydadzą się jej w życiu.
Znalazła więc przyjaciółki. Od samego początku stały się nimi Marley i Grace. Ale to już przeszłość. Odwróciły się od niej bez wyraźnego powodu i Sophie znowu została sama jak palec.
- Dobrze ci to zrobi - orzekła mama, najwyraźniej chcąc już skończyć rozmowę. - Poza tym to dopiero pierwszy dzień. Prześpij się z tym i zobacz, czy jutro, gdy zabawa zacznie się na całego, poczujesz się inaczej. Zgoda?
- Zgoda. - Sophie westchnęła.
Rozmowę zakończyły słowami "kocham cię" i dziewczynka na powrót schowała telefon do plecaka. Zerknęła na swój śpiwór, a następnie zabiła komara, który wysysał jej krew z ramienia. I tak już miała całe nogi pogryzione przez robactwo.
Wróciła do głównego budynku, gdzie reszta uczestniczek zgromadziła się w części wspólnej. Kiedy mijała Marley i Grace, dziewczyny przysunęły się do siebie tak, że prawie stykały się głowami. Szeptały między sobą, ale na tyle głośno, żeby Sophie je słyszała.
- Jak myślisz, gdzie była?
- Pewnie podpisywała kontrakt z nowym sponsorem.
- Myślisz, że dostaje od nich bieliznę?
- Jasne, że tak. Ona nie może nawet zjeść nic, co nie jest opłacone przez właściwą firmę. Potem robi kupę z nazwą tej firmy.
Psiapsiółki się roześmiały. Sophie rzuciła im gniewne spojrzenie i usiadła. Uśmiechnęła się do dziewczyny o imieniu Britney z nadzieją, że mogłyby się zakolegować, ale ta tylko zrobiła niechętną minę i odwróciła głowę w przeciwnym kierunku. Sophie westchnęła, wbiła wzrok w podłogę i słuchała, jak jedna z opiekunek obozu, pani Michaela, wyjaśnia, co będą robić przez kolejne dni. Obóz znajdował się u źródeł rzeki, a następnego dnia miał odbyć się spływ kajakowy. Sophie nie mogła się doczekać tej części wyjazdu, choć każdy kajak mieścił dwie dziewczyny, a ona wiedziała, że żadna jej nie wybierze do pary.
- Po prostu są zazdrosne - powtarzała mama przez całe jej dzieciństwo, kiedy dochodziło do podobnej sytuacji. Sytuacja się nie poprawiła, gdy sklep dla surferów Ron Jon ogłosił ją surferką roku, a w całym mieście na bilbordach pojawiło się jej zdjęcie. Dorośli uważali to za świetny pomysł, ale koleżanki i koledzy nie podzielali tego zdania. Dziewczyny z sąsiedztwa dokuczały jej i mówiły, że na zdjęciach wyszła grubo i że ich rodzice nigdy by się nie zgodzili wystawiać swoich dzieci na pokaz, podsuwając głupie pomysły w głowach potencjalnych porywaczy.
- Czy twoja mama chce, żeby cię porwano? - spytała Victoria, która mieszkała na tej samej ulicy.
- Jasne, że nie - wtrąciła Alison. - Planuje utrzymywać się z jej kasy do końca życia. Sophie jest jej dojną krową, zapomniałaś?
- Faktycznie - odparła Victoria. - Skoro twój tato was opuścił, to mama liczy na to, że ty ją utrzymasz. Dlatego tak cię ciśnie. Tak przynajmniej twierdzi moja mama.
Gdy Sophie myślała o tych dziewczynach, narastał w niej gniew. Co one w ogóle wiedziały o jej życiu?
- No dobrze, teraz będzie ognisko - kontynuowała opiekunka, po czym przyklasnęła.
- Hura! - wykrzyknęły dziewczyny. - Będą s'mores!
- I straszne opowieści! - oznajmiła pani Michaela i spojrzała na Sophie, która nie wstała razem z resztą. Kobieta podeszła bliżej i wskazała ją ruchem ręki.
- Możesz usiąść przy mnie - rzuciła, puszczając przy tym oko.
Sophie poczuła ulgę. Zawsze siedziała sama i nie lubiła tego. Złapała panią Michaelę za dłoń i wstała.
- Przyznam, że też nie przepadam za opowieściami z dreszczykiem - oświadczyła opiekunka, uśmiechając się. - Tylko nie mów nikomu.
Sophie nie miała nic przeciwko takim historyjkom, ale cieszyło ją, że ktoś nareszcie się do niej odezwał, więc skinęła głową i mocniej ścisnęła dłoń kobiety.
Przy ognisku Sophie trzymała się blisko pani Michaeli, starając się nie zwracać uwagi na resztę dziewczyn. Kiedy śpiewały piosenki i piekły na ognisku s'mores, dziewczynka rozmyślała o mamie. Postanowiła zadzwonić do niej rano i powiedzieć, że się namyśliła. Przyjazd tutaj to pomyłka. Chciała wracać do domu. Ale przynajmniej przetrwa tę noc. Jedna noc w tę czy we w tę nie powinna mieć znaczenia.
Ledwie skautki zjadły s'mores, gdy niespodziewanie rozległ się grzmot, który zabrzmiał tak, jakby niebo nad nimi rozdarło się na pół. Chwilę potem zaczęło lać, a deszcz zmoczył ubrania dziewczyn.
- Prędko, do namiotów! - rozkazała pani Michaela.
Sophie szybko wbiegła do swojego i zamknęła wejście. Dźwięk deszczu uderzającego o płótno dodawał jej otuchy. Wiele razy spała pod namiotem w trakcie wyjazdów na zawody surferskie, które trwały cały weekend. Spanie w namiocie wychodziło najtaniej, więc najczęściej znajdowały z mamą pole namiotowe i tam się rozbijały. Żadna z jej koleżanek nie wiedziała, jak wiele Sophie musiała zdzierżyć, żeby osiągnąć te wszystkie sukcesy. Kiedy zimą jeździła na zawody na północ kraju, spała w namiocie nawet na zmarzniętej ziemi. Ale wtedy jej mamy nie było stać na pokój hotelowy, jak wielu innych zawodników, szczególnie że wyjeżdżały prawie co weekend. Kiedy dopiero zaczynała surfować, brała udział jedynie w lokalnych zawodach na środkowej Florydzie, ale w miarę jak stawała się coraz lepsza, zaczęto ją zapraszać na ważniejsze zawody do innych stanów, czasem nawet aż do Kalifornii, więc wydatki rosły. Owszem, wygrane oznaczały jakieś pieniądze, ale Sophie nie zawsze wygrywała. Zwłaszcza na początku, kiedy była młodziutka i niedoświadczona.
Kwoty nagród wzrosły dopiero, kiedy dostała się do czołówki. Wtedy też podpisała kontrakty z kilkoma firmami, zaczęła reklamować sprzęt do surfingu i kostiumy pływackie. Właśnie w ten sposób zarabiała.
Otworzyła śpiwór i wsunęła się do środka, znów myśląc o mamie. Były ze sobą bardzo blisko, ponieważ mama praktycznie zawsze jej towarzyszyła, dokądkolwiek córka jechała. Sophie znosiła rozłąkę zaskakująco ciężko.
Zapięła śpiwór i ułożyła się wygodnie, a z kącików oczu spłynęły jej łzy. Szybko je otarła, po czym całkowicie znieruchomiała, mając nadzieję, że prędko zaśnie. Chciała, żeby ta noc się skończyła i żeby mogła wrócić do domu.
Wiele dziewczynek dzieliło namioty, więc Sophie słyszała, jak rozmawiają i chichoczą. Po chwili pani Michaela uciszyła głośne towarzystwo, które od razu zamilkło. Sądząc, że nareszcie będzie mogła zasnąć, dziewczynka ponownie zamknęła oczy i zrobiła kilka ćwiczeń, których nauczył ją trener Thomas, dla uspokojenia nerwów przed wyścigiem. Przed wejściem do wody zawsze ze stresu ściskało ją w żołądku. Potrafiło ją to całkowicie wybić z równowagi. Uwielbiała surfować i kochała ocean, ale nie przepadała za tą ciągłą pogonią za wynikami.
Dużo bardziej wolała trenować do zawodów niż brać w nich udział, ale mamę rozpierała taka duma, że Sophie zaszła tak daleko, i tak się cieszyła, widząc imię córki oraz jej zdjęcia we wszystkich czasopismach i miejscowej gazecie, że dziewczynka nigdy nie ośmieliła się jej o tym powiedzieć. Ale gdyby miała być całkowicie szczera, to tak naprawdę pragnęła jedynie surfować dla samej siebie. Dawało jej to frajdę. Nie potrzebowała okładek, sławy ani nawet zwycięstw. Mama była zadowolona, gdy Sophie szło dobrze, ale jeśli nie udało jej się przejść pierwszej rundy, często przez parę dni to odchorowywała. Mało tego! Mamy nie zadowalał już nawet ćwierćfinał. Mawiała, że Sophie musi być pierwsza, bo każde inne miejsce równało się porażce, i powtarzała, że tak myślą prawdziwi mistrzowie.
"No, dalej, zaśnij wreszcie".
Dziewczynkę przestraszyło pohukiwanie sowy, więc gwałtownie otworzyła oczy. Wpatrywała się w płótno namiotu, a serce mocno jej waliło. Po chwili skarciła się w myślach za to, że zachowuje się jak mięczak.
Przecież to tylko sowa. Skoro Sophie przebywała na łonie natury, to oczywiste, że będą ją otaczać dźwięki przyrody. Uspokoiła się, wróciwszy do znanych sobie technik oddechowych, a jej serce na nowo zaczęło bić normalnym rytmem. Miała właśnie zamknąć oczy, kiedy na ścianę jej namiotu padło światło latarki.
Sophie gwałtownie nabrała powietrza, serce ponownie jej przyspieszyło. Po chwili światło zgasło.
Myśląc, że zapewne jedna z opiekunek robi obchód, dziewczynka po raz kolejny się uspokoiła. Ale teraz miała większy niż wcześniej problem z zaśnięciem. Nie mogła pozbyć się poczucia, że popełniła błąd, dając się namówić mamie na to, żeby zostać na obozie na noc. Powinna jednak uprzeć się przy powrocie do domu.
Ledwie zamknęła powieki, usłyszała kroki. Leżała bez ruchu, nasłuchując, jak się zbliżają. Wpatrywała się w wejście, kiedy kroki w końcu ustały tuż przed namiotem. Przez chwilę nic się nie działo.
"Może jeśli ani drgnę, to ten ktoś, kto jest na zewnątrz, sobie pójdzie".
Ale ten ktoś sobie nie poszedł. Pochylił się, rozpiął zamek namiotu i zajrzał do środka. Zanim Sophie zdążyła krzyknąć, intruz chwycił ją i zasunął suwak śpiwora tak, że miała całkowicie zakrytą twarz. Próbowała wydać z siebie jakiś głos i wierzgać, ale poczuła, jak ktoś ją podnosi. I razem z nią szybko oddala się w noc.