MARTYNA
TERAZ
Żałosne. Obwiniasz cały świat o swoje niepowodzenia i zgrywasz ofiarę losu, a prawda jest taka, że na to zasługujesz. Ogarnij się, kretynko.
Łyk wina.
Gapienie się w telefon i czytanie anonimowych zwierzeń.
Kolejny łyk wina.
Moje dzisiaj niczym nie różni się od wczoraj. Jestem tak samo bezradna, samotna i sfrustrowana jak wcześniej. Żadnej poprawy - onkolog powiedziałby, że alkoholowa chemia nie pomogła i przerzuty rozpaczy nadal są rozległe.
Przez cały dzień nie wystawiłam nosa za drzwi. Leżę wpatrzona w telefon i przeglądam wiadomości od internautów na profilu, który prowadzę od ponad roku. Chcę Się Zwierzyć - opisz mi najbardziej żałosną historię ze swojego życia, a ja ją opublikuję, żeby lepiej się poczuć.
To okrutne, ale żywię się cierpieniem innych ludzi. Cudze nieszczęście dodaje mi otuchy i uzmysławia, że świat nie zmówił się przeciwko mnie. Nie tylko ja mam pod górkę. Inni też są w chujowym położeniu.
Niedziele są dla mnie szczególnie leniwe, bo nie mogę za nią chodzić. Wywłoka nigdy nie chodzi po galeriach handlowych w dzień święty. Zamiast tego bierze Damiana pod rękę i zabiera go do kościoła na wspólną modlitwę. Widziałam ich ostatnie selfie na Instagramie. To z hashtagiem #NaszaNiedziela. On w idealnie dopasowanym garniturze i eleganckiej muszce, którą kupiłam mu dwa lata temu na urodziny. Ona ostatnio trochę przytyła, ale wciąż wygląda obłędnie. Platynowe włosy idealnie współgrają z delikatnym makijażem, a czarna sukienka z olbrzymim dekoltem uwydatnia obfity biust i szerokie biodra. Wywłoka jest tania i przaśna, ale bez wątpienia seksowna. Rozumiem, dlaczego Damian stracił dla niej głowę. Co z tego, że ukończył jednocześnie dwa kierunki studiów na Koźminie, a stowarzyszenie Mensa poświadczyło, że jego iloraz inteligencji przekracza 140 punktów. Gdy tylko w zasięgu wzroku pojawia się cycata blondynka, w jego mózgu nie ma miejsca na nic oprócz prymitywnego, zwierzęcego pożądania.
Nie mogłam z tym walczyć. Nie umiałam.
Przeglądam zdjęcia na jej profilu, choć znam je na pamięć. Wszystkie trzysta osiemnaście fotografii, w tym dziewięćdziesiąt sześć, odkąd mi go odebrała. Gdy tylko upomniałam się o Damiana, zablokowała mnie. Kilka razy próbowałam zaprosić ją do znajomych z fałszywego konta o przypadkowym nicku, ale była bardzo czujna. W końcu musiałam podszyć się pod jej dawną znajomą ze studiów. Zrobiłam dokładny research i wybrałam grubą dzieciatą kurę domową, którą dziecięce wrzaski budzą w nocy co godzinę. Takiej jak ona nie w głowie Instagramy. Być może dlatego Wywłoka nie prosiła o żadne zdjęcia. Po co ma oglądać szeroką jak hula-hoop koleżankę z dawnych lat trzymającą w dłoni obsrane pieluchy?
Minęło pół roku, a ona wciąż się nie zorientowała. Im dłużej, tym lepiej.
Łyk wina, zanim ostatni raz przejrzę jej profil.
Sylwester na Majorce. Polecieli tam dwa tygodnie po tym, jak Damian złamał mi serce. Rozstaliśmy się tuż przed świętami. To miał być jego prezent. Dał mi spokój i chciał, żebym była mu za to wdzięczna. "Wiesz, że tak będzie najlepiej dla nas obojga. Od dawna nam nie się nie układa. Nie mam już siły w tym tkwić".
I właśnie dlatego przez długi czas poprzedzający nasze rozstanie tkwił w innej kobiecie.
Szczęśliwi, zakochani i beztroscy. Rekordowa liczba polubień zdjęcia i mnóstwo komentarzy. "Wyglądacie wspaniale!", pisze koleżanka z pracy. "Widać, że wpatrzeni w siebie jak para nastolatków", komentuje jakaś kobieta z profilem prywatnym. Nie udało mi się jej zidentyfikować. Łącznie dwadzieścia siedem komentarzy, w tym szesnaście od jej znajomych, dziesięć od osób, których nie rozpoznałam, i jeden SPAM o treści "Świetny profil. Chcesz mieć więcej obserwujących? Napisz do mnie i przekonaj się, jakie to proste".
To bym jeszcze przeżyła. Nie umiem jednak pogodzić się z tym, że zdjęcie polubiła też siostra Damiana i większość jego znajomych, którzy przez ostatnie lata byli też moimi znajomymi. Gdy tylko dowiedzieli się o naszym rozstaniu, zostali przy nim jak wierne psy u boku bezdusznego właściciela. Nie obchodziły ich fakty. Nie chcieli wiedzieć, jakie były prawdziwe przyczyny naszego rozstania. Zaakceptowali inną kobietę, z którą Damian zaczął się spotykać, i przyjęli ją do swojego grona. Potraktowali ją dokładnie tak jak mnie, gdy zostałam im przedstawiona.
Naprawdę lubiłam tych ludzi. Nie dali mi nawet szansy się wytłumaczyć.
Opróżniam butelkę wina i odpalam papierosa. W mieszkaniu śmierdzi pustą paczką slimów i zepsutą rybą. Jadłam rybę w piątek.
Zeszły piątek.
W ten nie jadłam nic. Od rana czatowałam w okolicy bloku, w którym jeszcze w grudniu mieszkałam z Damianem. Teraz moje miejsce w królewskim łożu zajęła Wywłoka. Ciekawe, czy tak jak ja śpi po prawej stronie.
Nigdy nie jeżdżą do pracy razem. Żegnają się całusem przed budynkiem i każde wsiada do swojego auta.
Tego dnia Daria wyjątkowo pojechała prosto do pracy. Zwykle zahacza jeszcze o kawiarnię, gdzie zamawia ulubione latte z syropem waniliowym i cynamonową posypką. Zajmuje miejsce w kącie, odpala swojego macbooka i siedzi wpatrzona w niego przez dwadzieścia dwie minuty, po czym wychodzi, by zdążyć do roboty na ósmą. Jako team leaderka w dużej korporacji mogłaby nie być taka punktualna. Cholerna perfekcjonistka.
Miałam już wracać do domu, gdy zadzwoniła do mnie stara znajoma.
- Tyna, jestem w Warszawie. Co powiesz na szybki lunch i pogaduchy? Mam tylko dwie godzinki, ale bardzo chciałabym się z tobą zobaczyć.
Nie rozmawiałam z Kamilą od wielu miesięcy. Nie wiedziała o rozstaniu z Damianem i uznałam, że będzie lepiej, jeśli to przed nią zataję. To typ szkolnej prymuski zaprogramowanej na sukces. W jej życiu wszystko musiało być na tip-top, łącznie ze znajomymi. Wymagała dużo od siebie i innych. Kiedyś powiedziała nawet, że jestem dla niej "inspiracją".
- Naprawdę podziwiam cię za to, że dałaś radę pogodzić studia z pracą. Jesteś przykładem kobiety, która nie potrzebuje mężczyzny, by dążyć do spełniania marzeń. Takich jak my jest naprawdę mało. Powinnaś czuć się wyjątkowa.
A potem obie wybuchałyśmy śmiechem od tego pseudopatetycznego tonu. Prawdziwa Kamila tak się nie zachowywała. Rodzice rzeczywiście chcieli zrobić z niej ideał, jednak ona sama miała wiele grzeszków na sumieniu. Być może dlatego się z nią trzymałam. Kamila nie musiała pracować. Jest jedynaczką, której ojciec dawał pieniądze na złotej tacy. Wszystko miała zapewnione. Jej zadaniem było się uczyć, a że przychodziło jej to bardzo łatwo, mogła pozwolić sobie też na przyjemności. Lubiła szaleć, bo zawsze uchodziło jej to na sucho. Utożsamiałam się z nią. Obie dorastałyśmy w trudnych rodzinach i często musiałyśmy zakładać maski.
Nie mogła wiedzieć, że zaprosiła mnie do ulubionej restauracji Damiana. A przy okazji bardzo drogiej. Pozostało mi wierzyć, że po obiedzie usłyszę upragnione: "Na mój koszt".
Miała na sobie białą koszulę i proste czarne spodnie. Zwyczajnie, ale z klasą. Na szczęście przewidziałam, że będzie się dobrze prezentować, dlatego starannie się umalowałam.
- Co słychać? - zaczęłam, nim kelner podszedł do naszego stolika.
- Wyjechaliśmy na wieś, nie chcieliśmy siedzieć w Krakowie i użerać się z tymi wszystkimi turystami, wiesz, o co chodzi. A jak tam u ciebie? Nadal pracujesz w tej szkole językowej?
- Tak - skłamałam.
- Pewnie masz dużo pracy. Jak godzisz to z korepetycjami?
- Jakoś sobie radzę. Damian też mnie wspiera.
- A właśnie, co u niego? Dalej pracuje w...
- Firmie kurierskiej, tak. Nie jest to może wymarzona praca , ale sama wiesz, jak bywa.
- No tak... Rzadko robimy coś, co daje nam satysfakcję. - Ona akurat nie ma powodu do narzekania. - Właśnie! Miałam cię jeszcze spytać o ten profil...
- Masz na myśli Chcę Się Zwierzyć?
- Tak! Pamiętam, że mi go pokazywałaś i czytałyśmy wspólnie kilka historii. Wciąż go prowadzisz?
Kamila nie ma Instagrama, więc byłam skłonna wybaczyć jej brak zainteresowania tematem.
- Tak. Całkiem nieźle mi idzie. Mam już ponad sto tysięcy obserwatorów.
- Nie żartuj! Pokaż.
Rozmowę przerwał nam kelner, który chciał wiedzieć, czy podjęłyśmy decyzję. Obie zamówiłyśmy sałatkę - ja tańszą, z kozim serem, a Kamila z wołowiną. Miałam straszną ochotę na burgera z jajkiem sadzonym i plasterkiem bekonu, ale muszę pilnować wagi. Podczas gdy ja zmagam się z ciążą spożywczą, mój narzeczony posuwa team leaderkę z Accenture. Już mnie nie kocha, a na dobrą sprawę pewnie nie kochał mnie już na długo przed tym, jak w ogóle poznał Wywłokę.
Nie byłam gotowa na takie upokorzenie.
Przez następne kilka minut Kamila z zaciekawieniem oglądała grafiki, na których umieściłam treść wybranych zwierzeń. Czytałyśmy o kobiecie, której mąż zagroził, że jeśli ta nie powiększy sobie biustu, on wniesie pozew o rozwód.
- Ludzi naprawdę interesują takie patologie? - Kamila skrzywiła się na widok dwustu komentarzy pod obrazkiem.
- Wszyscy mają jakieś problemy, a gdy nie wiemy, do kogo się z nimi zwrócić, szukamy pomocy u obcych ludzi w internecie.
Następnie pokazałam jej mniej niedorzeczną opowieść mężczyzny, który po latach odkrył, że nie jest biologicznym ojcem swojej ukochanej córki.
Czternaście lat życia w kłamstwie. Żona robiła wszystko, by ukryć przede mną prawdę. Moja córka zawsze była dla mnie najważniejsza. Powtarzam - moja i tylko moja. Wszystkie decyzje podejmowałem z myślą o tym, by żyło jej się jak najlepiej. Byłem z niej dumny, chwaliłem się nią. Płakałem, gdy wypowiedziała swoje pierwsze słowo i zrobiła pierwszy krok. To ja zapewniałem ją, że w przedszkolu jest fajnie i na pewno pozna wiele nowych koleżanek. To mnie rzuciła się w objęcia podczas zakończenia roku szkolnego, gdy odebrała świadectwo z paskiem za najwyższą średnią w klasie. Zawsze byłem w pobliżu, gdy w jej życiu działo się coś ważnego.
Poradźcie mi, co mam teraz zrobić? Jak mam żyć ze świadomością, że moja żona przez cały ten czas kłamała nam w żywe oczy? Czy można w ogóle coś takiego wybaczyć?
- Faktycznie ciężka sprawa - zauważyła Kamila. - Na jego miejscu posłałabym żonę do diabła i walczyła o dziecko. To jego córka i nic tego nie zmieni.
Przeszłyśmy do sekcji komentarzy. Mimo wielu słów wsparcia dla mężczyzny najbardziej wyróżniały się nienawistne wypowiedzi.
Nie wiesz, że babom nigdy nie wolno ufać? Trzeba było wcześniej zrobić badanie DNA.
Co z ciebie za facet, skoro przez tak długi czas dawałeś się robić w konia?
Najbardziej szkoda mi dziecka. Jesteście pojebani.
- Nie wiem nawet, jak to skomentować. - Kamila nie kryła zgorszenia. - Przecież ci ludzie nawet go nie znają, a oceniają sytuację co najmniej tak, jakby to przez niego żona puściła się z innym. To chore! - Przykłada dłoń do czoła.
- Co mam ci powiedzieć? Codziennie czytam dziesiątki takich komentarzy. Ludzie w sieci czują się bezkarni.
Kelner postawił na stole talerze z sałatkami. Kiedy spojrzałam na swoją, poczułam się jeszcze bardziej głodna.
- Jak ty to znosisz? Nie możesz ich blokować? - kontynuowała temat Kamila.
- Robię to tylko w najgorszych przypadkach. No wiesz, takich, gdy zaczynają się groźby i oszczerstwa. Nie mogę przesadnie ingerować w dyskusję. Czytelnicy mogliby uznać, że próbuję narzucić im własną opinię. Muszę dawać im trochę wolności.
Kamila powoli przeżuwała wołowinę.
- To okropne. Cóż, najważniejsze, że profil zyskuje na popularności, a ty możesz żądać więcej pieniędzy od reklamodawców. Powiedz, Tyna, dużo wyciągasz z takiego profilu?
Czułam, że mnie o to spyta.
- Raz więcej, raz mniej... To zależy od firm, z którymi współpracuję.
- No tak.
Kamila porzuciła temat zarobków, jakby wyczuła, że nie mam ochoty o tym rozmawiać. W rzeczywistości nie było nawet o czym mówić. Nie zarabiam na profilu i nie zgłaszają się do mnie żadne firmy. Szczerze mówiąc, nawet się o to nie staram. Nie jestem blogerką modową, której życie polega na robieniu sobie ładnych zdjęć i przerabianiu ich w Photoshopie. Nie spędzam dwudziestu kilku dni w miesiącu za granicą. Moje życie jest mało interesujące, ogranicza się do czerwonego wina i jeżdżenia po mieście za Wywłoką. Co niby miałabym reklamować? Środki na uspokojenie? Usługi psychiatryczne? A może dom weselny? W tym byłabym dobra. Udało mi się spłoszyć faceta, zanim zdążył mi się oświadczyć.
- Tak sobie pomyślałam - odezwała się Kamila po chwili krępującego milczenia - że dzięki prowadzeniu takiego profilu i czytaniu tych wszystkich osobistych historii możesz się też wiele dowiedzieć o własnym związku.
- Co masz na myśli? - Jej słowa wydały mi się podejrzane.
- Na pewno kontaktują się z tobą sfrustrowani mężczyźni i rozpisują o tym, jak to mają dość życia z kobietami, które nie spełniają ich oczekiwań. Dostajesz cenne informacje z pierwszej ręki. Nie wszystkie kobiety mają ten przywilej. Dzięki temu lepiej widzisz, co nie działa w związku tak, jak powinno.
- Coś sugerujesz?
Kamila wyprostowała się na krześle. Chyba poczuła się osaczona.
- Nie patrz tak na mnie, Tyna. Próbuję tylko znaleźć jakąś zaletę codziennego czytania setek przygnębiających wiadomości i komentarzy.
- A przy okazji dajesz mi do zrozumienia, że mój związek nie jest idealny.
Ugryzłam się w język. Niepotrzebnie powiedziałam to na głos.
- Nie to miałam na myśli. Skąd ci to przyszło do głowy?
Wpadłam w pułapkę, z której nie dało się uciec.
- Przepraszam, to nie twoja wina. Jestem ostatnio jakaś rozkojarzona.
- Właśnie widzę. Odkąd tu przyszłyśmy, bez przerwy rozglądasz się dookoła, jakbyś kogoś wypatrywała. Co się dzieje, Tyna? Jakieś problemy w pracy?
- W pracy? Nie, nie... w pracy wszystko w porządku.
- To dlaczego siedzisz tu teraz ze mną, zamiast być w szkole językowej?
Dobrze znam Kamilę i wiem, że jest jak pies policyjny, który nie odpuści, dopóki nie dotrze po śladach do celu.
- Musiałam wziąć kilka dni wolnego. Mam pewne sprawy do załatwienia.
- Mogę już zabrać talerze? - Kelner zjawił się niepostrzeżenie.
- Tak, dziękujemy - odparłam. - Czy mogłybyśmy prosić o...
- Dwa kieliszki czerwonego wina. - Kamila weszła mi w słowo. - Wytrawnego. - Wie, że takie lubię. Na studiach upijałyśmy się jak głupie licealistki. Różnica polegała jednak na tym, że na kacu Kamila i tak zdawała egzaminy celująco, a ja musiałam potem walczyć o oceny w sesjach poprawkowych.
- Myślałam, że się spieszysz - zwracam uwagę po odejściu kelnera.
- Najwyżej pojadę kolejnym pociągiem. Nic się nie stanie. A teraz do rzeczy. Mów, co cię trapi, bo jeśli nie, to wyciągnę to z ciebie siłą. Wiesz, że jestem do tego zdolna.
Nie mogłam już dłużej udawać, w jej oczach przestałam być inspirująca. Nie mam wyjścia, muszę wyśpiewać Kamili całą prawdę.
- Nie byłam z tobą do końca szczera.
- Co ty nie powiesz, Tyna?
- Mam pewne problemy.
- Potrzebujesz pieniędzy? Wiesz, że pomogę.
- Nie, nie chodzi o pieniądze. - Siedziałam ze wzrokiem wbitym w stół. Za bardzo się wstydziłam spojrzeć jej w oczy. Kamila miała wszystko: dobrą pracę, kochającego męża, śliczną córeczkę i wolność od zmartwień.
- Jesteś chora? Powiedz, co ci dolega, a może uda mi się znaleźć dla ciebie dobrego specjalistę.
- Dlaczego zawsze musisz wybiegać przed szereg?
- Przepraszam. - Zaśmiała się, czym na chwilę rozładowała napiętą atmosferę. - Wiesz, że bywam narwana.
Zawsze chciałam być taka jak ona. Spontaniczna i roztrzepana, ale jednocześnie tak bardzo konsekwentna w realizowaniu życiowych planów. Rodzice nie mogli jej niczego zarzucić. Znali swoją córkę tylko z jednej strony. Nieliczni, w tym ja, poznali jej prawdziwe oblicze.
Żałuję, że nie udało mi się nigdy wypracować podobnego balansu. Musiałam zadowolić się rolą tej słabszej.
Na stole znalazły się dwa kieliszki, a ja pożałowałam, że Kamila nie zamówiła od razu całej butelki.
- Spójrz na mnie. - Nie odpuszczała. - Pamiętasz, jak na studiach zalane w sztok błądziłyśmy po mieście i mówiłyśmy ludziom, że jesteśmy telepatkami?
Zrobiło mi się miło, gdy na krótką chwilę wróciłam myślami do tamtych wydarzeń.
- Pamiętam. Twierdziłyśmy, że mamy magiczną moc, która pozwala nam czytać w myślach.
- Wiesz, Tyna... Teraz myślę sobie, że było w tym dużo prawdy. Zawsze jedna z nas wiedziała, co przeżywa druga. I choć życie potoczyło się tak, a nie inaczej - wyjechałaś z Krakowa do Warszawy i nasz kontakt osłabł - to jednak czuję, że wciąż umiem przejrzeć cię na wylot.
Miałam już dość tego gadania, dlatego uznałam, że muszę postawić sprawę jasno.
- Rozstałam się z Damianem. A właściwie to on odszedł ode mnie. Ja tego nie chciałam.
Kamila momentalnie uniosła kieliszek wina.
- I bardzo dobrze. Zawsze uważałam, że do siebie nie pasujecie.
- Słucham? - Nie tego po niej oczekiwałam.
- Nie obraź się, ale to dupek. Nigdy go nie lubiłam, a on - mnie. Wiedziałam, że jest zadowolony z twojej przeprowadzki do Warszawy. Nareszcie mógł cię mieć tylko dla siebie.
- Miał mnie tylko dla siebie. Ale potem mu się znudziłam i znalazł sobie inną.
- Jak to się stało?
- Tak samo jak w zwierzeniach, które codziennie dostaję na skrzynkę. Najpierw były niedopowiedzenia i tajemnice, potem późne powroty do domu, zmienione hasło na laptopie... Damian nie umiał udawać. Myślę, że nawet nie próbował.
Nie wypiłam zbyt wiele, więc udało mi się przemilczeć pewne sprawy. Gdybym była pijana, Kamila na pewno wydobyłaby ze mnie wszystkie szczegóły. Nie chciałam wspominać jej o cichych dniach i tragediach, które rzuciły cień na mój związek.
Tragediach, które przekreśliły moją szansę na małżeństwo z Damianem Kuczyńskim.