Nie narzekaj! Pozytywne sposoby pozbycia się negatywnej energii w pracy - Jon Gordon


Reflow text when sidebars are open.
To nie ja stworzyłem tę zasadę. Po prostu ją odkryłem - w niewielkiej, dynamicznie rozwijającej się firmie, która swój nadzwyczajny sukces zawdzięcza niezwykle prostym praktykom.
Jadłem kiedyś lunch z moim dobrym znajomym i klientem Dwightem Cooperem, człowiekiem o imponującym wzroście, szczupłej sylwetce i łagodnym usposobieniu. Dwight - były zawodnik i trener koszykówki - poświęcił ostatnie dziesięć lat na budowanie i rozwijanie firmy, która jest obecnie jedną z czołowych agencji rekrutujących personel medyczny na świecie. Professional Placement Resources, firma, którą współzałożył Dwight, kilkakrotnie znalazła się na prestiżowej liście najszybciej rozwijających się amerykańskich firm według magazynu "Inc.", a tamtego konkretnego dnia okrzyknięto ją jednym z najlepszych miejsc pracy na Florydzie, i miałem się właśnie dowiedzieć, co się kryje za tym sukcesem.
Dwight opowiedział mi o swoich przemyśleniach na temat książki, z którą się zetknął. Jej autor radził, jak należy postępować z kretynami i wampirami energetycznymi (negatywnie nastawionymi osobami) w miejscu pracy. Po głębszej refleksji Dwight doszedł do wniosku, że aby stworzyć pozytywne, doskonale funkcjonujące środowisko pracy, należy zmierzyć się z czymś o wiele subtelniejszym i niebezpieczniejszym niż nawet cała banda idiotów. Tym czymś było według niego narzekanie i inne niepozorne formy negatywnego nastawienia. Zdał sobie wtedy sprawę, że musi zacząć działać.
Dwight porównał firmowych głupków do zmian rakowych na skórze. Oni wcale nie próbują się ukrywać. Wręcz przeciwnie, widać ich jak na dłoni, a zatem można ich łatwo i szybko usunąć. O wiele gorszy jest rak, który rozwija się głęboko i niepostrzeżenie. Rośnie w ukryciu, raz szybciej, innym razem wolniej, ale jeśli się go w porę nie wykryje, zawsze prowadzi do wyniszczenia organizmu. Narzekanie i każda forma negatywnego nastawienia jest dla organizacji właśnie takim rodzajem raka, a Dwight widział już zbyt wiele śmiertelnych przypadków. Z pełną determinacją postanowił, że jego firma nie zasili mrocznych statystyk - i tak właśnie zrodził się Zakaz Narzekania.
Zanim przejdę do sedna, czyli opowieści o tym, jak działa Zakaz Narzekania, pragnę zaznaczyć jedną rzecz. To, że napisałem tę książkę, wcale nie oznacza, że jestem jakimś totalnie wyluzowanym gościem, któremu uśmiech nigdy nie schodzi z twarzy i który nigdy nie narzeka. Prawdę mówiąc, byłem patentowanym zrzędą i wszystkich wokoło obarczałem winą za własne problemy. Nie lubiłem ani siebie, ani swojego życia. Narzekałem na swój dom, na niespełnienie marzeń o sukcesie, na moją żonę, swoją wagę, brak pieniędzy - narzekałem dosłownie na wszystko. Jeśli czytałeś Autobus energii - moją opowieść o żałosnym, marudnym facecie, którego zamierza opuścić żona - wiesz zapewne, że pierwowzorem głównego bohatera byłem ja sam. Kiedy poziom mojego niezadowolenia i pretensji osiągnął krytyczne wartości, żona postawiła mi ultimatum - zmień się albo wysiadaj. Byłem na skraju załamania, czułem się odrzucony i prawie wyeksmitowany.
Prawda jest taka, że utyskiwanie od zawsze było nieodłączną częścią mojego życia i sam często żartuję, że wywodzę się z wyjątkowo długiej linii malkontentów. Dorastałem w żydowsko-włoskiej rodzinie, w której pod dostatkiem było wina i jedzenia, ale też poczucia winy i jęczenia. Moja babcia miała serce przepełnione miłością do najbliższych, ale jej życie przepełniał lęk. Na przykład panicznie bała się latać. Mawiała: "Wiem, że kiedy nadejdzie na mnie czas, nie będzie odwrotu, ale nie chcę być w samolocie akurat wtedy, gdy nadejdzie czas na kogoś innego". Kiedy spotykałem swoją ciotkę, ta niezmiennie zaczynała rozmowę od narzekania na swoje życie. Do dziś wysyła mi e-maile, w których po standardowym "cześć" następuje cała litania skarg i zażaleń. Nawet na kartach urodzinowych do moich dzieci zdarza jej się pisać: "Wszystkiego najlepszego. Żałuję, że ze względu na swoje problemy nie mogę cieszyć się tym dniem z Wami". Mimo wszystko nie winię najbliższych. Jak już wspomniałem, tradycja narzekania jest w mojej rodzinie bardzo długa. W końcu moi przodkowie przez czterdzieści lat błąkali się po pustyni. Podróż, która powinna była trwać jedenaście dni, zajęła im cztery dekady. Co za nonsens! Ale właśnie do tego prowadzi narzekanie.
Kiedy Mojżesz wyprowadził Izraelitów z niewoli egipskiej, ci na początku wydawali się szczęśliwi i przejęci. Po czterystu latach ciemiężenia ich lud nareszcie był wolny. Jednak wystarczyło półtora miesiąca, by ludzie zaczęli narzekać na głód, niedobór wody i życie na pustkowiu. Mówili nawet, że woleliby wrócić do niewoli, zamiast błąkać się po pustyni z poczuciem wolności. Czterysta lat ucisku, a wystarczyło półtora miesiąca, by znów zaczęli marudzić. Słysząc te wszystkie skargi, Bóg tak bardzo się sfrustrował, że postanowił dać Izraelitom nauczkę. Okazało się, że Wszechojciec był zwolennikiem Zakazu Narzekania. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że to właśnie On go stworzył.
Najwyraźniej moja żona też nie była fanką biadolenia. Narzekanie było wpisane w moje DNA i wszystko przemawiało na moją niekorzyść, ale kiedy postawiła na szali nasze małżeństwo, nie miałem wyboru. Musiałem spojrzeć na siebie krytycznym okiem i zdać sobie sprawę z tego, że wszystko, co było złe w moim życiu, miało swoje źródło w negatywnym nastawieniu i ciągłym niezadowoleniu. Każdego dnia umierałem, zamiast żyć pełnią życia. Uznałem, podobnie jak Abraham Lincoln, że: "Ludzie są z reguły na tyle szczęśliwi, na ile sami o tym zdecydują". Dlatego zacząłem drążyć temat, próbując odkryć pozytywne efekty dobrego nastawienia, jak również niebezpieczne skutki bycia ciągle niezadowolonym. Dzięki temu zacząłem pisać, występować i pracować z rozmaitymi organizacjami, co z kolei doprowadziło mnie do odkrycia Zakazu Narzekania.
Czy wciąż zdarza mi się narzekać? No jasne, że tak, tylko znacznie rzadziej. Czy bywam przygnębiony? Oczywiście. Wszyscy miewamy gorsze chwile, ale kluczem jest to, jak z nich wychodzimy. Każdy z nas prędzej czy później będzie się musiał zmierzyć z katastroficznymi myślami, wampirami energetycznymi i innymi przeszkodami na drodze do sukcesu. Dlatego jedną z najważniejszych rzeczy w życiu i w biznesie jest zachowanie optymizmu. A to możemy osiągnąć dzięki strategiom, które przekształcają negatywną energię w pozytywne rozwiązania. Dlatego celem tej książki nie jest wyeliminowanie absolutnie wszystkich przejawów niezadowolenia, lecz pozbycie się tendencji do bezmyślnego, chronicznego narzekania. Nadrzędnym celem jest natomiast umiejętność przekuwania uzasadnionych skarg w skuteczne rozwiązania. W końcu każda skarga jest okazją do tego, by zmienić coś negatywnego w coś pozytywnego. Zażalenia klientów mogą być przyczynkiem do poprawy jakości usług. Skargi pracowników mogą służyć za katalizator dla innowacji i unowocześnienia procesów. Zaś nasze własne utyskiwania to swoisty sygnał, że dzieje się coś, czego nie chcemy, i że powinniśmy się skupić na tym, co dla nas ważne. W tym duchu powierzam wam opowieść o Zakazie Narzekania i innych pozytywnych sposobach radzenia sobie z negatywną energią w domu i w pracy.