(nie)daleko - Agnieszka Dyszak
Kup ebooka
18.17 zł
15.08 zł
(18,17 zł najniższa cena z 30 dni)
«
»
***
Inspiracja wierszem Krystyny Miłobędzkiej - Jestem
byłam zanim świat
wymyślił moje imię
zanim płuca
pierwszy raz otworzyły powietrze
byłam zanim ktokolwiek
przytulił ciało
byłam pyłem
cząstką kosmosu
jestem
świat patrzy przezroczystym okiem
zimnym sercem
a ja współtworzę drobne gwiazdy
konstelacje obecności
czuję współczuję
patrzę widzę
uśmiecham się dłonią
podpieram dźwigam
jestem
choć świat mnie nie tuli
nie szkodzi
przecież jestem wszechświatem
***
tańczysz pod powiekami
wprawiasz w drżenie każdą myśl
myśli moje to ty
ty prowadzisz mnie
napędzasz każdy czyn
ty - tak bardzo nieobecny
a ja - tak bardzo nieistotna
jestem jak dym z papierosa
niepotrzebna
spadaj mała
- słyszę jak mówisz -
spadaj już się zaciągnąłem
zniknęłam jak chciałeś
żyję w bezsensie
unoszę się jak mgła
jak pióro na wietrze
wiatr niesie echo
szumem mnie wiedzie
woła do ciebie
wiem przecież gdzie jesteś
wiem przecież że nie chcesz
mogę być nawet
bez filtra dla ciebie
wiem że takie wolisz
***
mówisz że jesteś zły
bestia z lodu w żyłach
serce zatkane kamieniem
obojętnie wbijasz wzrok w siebie
śmiejesz się drwiąco
ironia tnie jak nóż
gwiżdżesz na wiatr co tnie twarz
????
dym papierosa wijesz w głowie
peta gnieciesz w lodzie aż trzaska
butem miażdżysz zamarznięty asfalt
a ja wiem że to są rany pełne bólu
które chowasz pod lodem obojętności
?? ???? ????
pod nosem krwisty uśmiech
czułość ukryta pod powiekami -
jak trucizna w skórze
???????? ???? ???? ???? ???? ????
kopiesz w zakamarki myśli
siekasz nerwowo słowa na ślepo
szukasz zdań cytatów które uduszą drżenie dłoni
???? ???? ???? ???? ????
bo jesteś tu
ale próbujesz się ukryć
???? ???? ????
aż wreszcie przez przypadek
niechcący -
???? ???? ???? ????
zerkasz na mnie
nie obojętnie
? ???? ???? ???? ????
ciepło twoich oczu
rozpuszcza noc
topi śnieg
jest jak krwawa rana co pali
bo patrzysz -
w moje oczy
***
byłam niewyraźna
rozmazana między dniem a snem
melancholijnie smutna
lustra nie chciały pokazać mnie -
miały naklejone twarze oczekiwań
chodziłam równo pod linijkę
jak cień wyrysowany prawidłowo
zbyt cichutko by mnie zauważyć
aż pojawiłeś się ty
zburzyłeś porządek świata
zakrzywiłeś lustra
połamałeś linijkę
rozpuściłeś we mnie granice
zapanował chaos
powszechna panika otoczenia
i moja - lęk jak spłoszony ptak
a potem zobaczyłam
jak pięknie wyglądam
w odbiciu twoich źrenic
jak tańczę w świetle
które mieni się między nami jak kurz po burzy
jak śmiech mój dźwięczy
aż po samo powietrze
chwyciłam twoją dłoń
pobiegłam za uśmiechem
za twoim niewinnym oddechem wolności
gotowa zamieszkać na łące
pod czerwonym grzybkiem
na granicy jawy i bajki
byle z tobą -
bo gdzie miałby dom
mój Piotruś Pan jeśli nie w marzeniu?
trochę mnie to smuciło
jak cień kładący się na śnie
ale przecież to on -
mój wyśniony z marzeń ulepiony pan
pobiegliśmy razem
w stronę zachodzącego słońca
obudził mnie jego wschód
i pies
który musiał wyjść na spacer
***
niebezpieczne zbliżenie ciał
niebieskich
otarcia delikatne
nieprzypadkowe
lekko wytrącone z równowagi
orbit
amplituda drgań
nie pozwala się oddalić
zawiśnięte w przestrzeni
uwięzione w polu magnetycznym
tańczą coraz bliżej
wchłaniają zapachy
cząsteczek
przesiąknięte drażniącymi zmysły
pole stopniowo mięknie
drgania rosną w siłę przyciągania
coraz bliżej
ciała niebieskie wbrew prawom
głównie tym logicznym
łączą się w jedno
wszechświat paruje zdziwieniem
oszołomiony załamaniem praw fizyki
spodziewa się końca świata
ale on nie następuje
kosmos spokojnie się rozszerza
***
zamknięta w domu bez okien i drzwi
na połyskującej czarnej podłodze
jak w lustrze
gdzie czasem
pod kątem
mignie fragment mnie
nietutejszej a prawdziwej
na ścianach rzędem kadry
w złotych ramach
utrwalone twarze teraźniejszości
to ja
nieoswojona
z dniem dzisiejszym
w kadrach niemojego życia
w lustrze nie rozpoznaję odbicia
ktoś uśmiecha się
za moją twarzą
tak widzi mnie świat
lecz nie ja
pragnę uśmiechu
co rodzi się w sercu
nie dla spojrzeń
po prostu
gdy gasną reflektory
milknie wrzawa dnia
w ciemności
już nie muszę
nikt nie patrzy
nikogo nie ranię
pozostaje szloch
tęsknota za szczęśliwym sercem
za ramionami wyprostowanymi do gwiazd
gdyby wtulić się w miłość
miękką ciepłą czułą
byłabym wreszcie sobą
***
najgorsze uczucie na świecie
to wcale nie wtedy
kiedy tracisz miłość
tylko kiedy odbierasz ją
odwracasz się tyłem
do niego
to najgorsze co można przeżyć
tracisz dwa serca naraz
gubisz sens życia
chęć życia
zdzierasz skórę walcząc ze ścianą
wyjesz skowyczysz z bólu
zalany rozpaczą
wsiąknięty w mrok nieprzejednany
po co to
po co cierpienie
żeby ktoś inny miał lepiej
ktoś obcy dla ciebie
albo trochę więcej
trudno ocenić gdy nic
nie ma znaczenia
zabiłeś dwa życia
dwa serca
w imię wyższego dobra
którego wzrok nie sięga twojego poświęcenia
pluje na wyrzeczenie
ale poświęcasz
kładziesz na ołtarzu jego i siebie
obracasz w proch marzenia
sens istnienia
***
przypominam czasem o sobie
mówiąc "jestem" zwykłym dzień dobry
z dodanym uśmiechem
czasem napiszę słów kilka
tak po prostu żeby zaczepić
podmuchem wiatru posyłam zapach tęsknoty
ja o tobie nikomu nie mówię
skrywasz się głęboko w sercu
nigdy przed tobą nie uciekłabym
z drżeniem czekałabym w masce czarnej koronkowej
z karminem na ustach jak dama burleski
z lat czterdziestych
z podwiązką w gorsecie obcisłym
okrążyłabym cię ośmielona twoim zachwytem
który powalił cię na kolana
trzymając lufkę wysoko
z gracją podałabym stopę
chwyciłbyś ją czule z nabożnym szacunkiem
całował w łydkę kolano coraz wyżej
a jednak myślałam że to tylko nagranie
że słowa zostaną w cieniu
a tu streaming obraz żywy nie do zatrzymania
więc cóż skoro się stało
stoję przy drzwiach jeszcze bez ruchu
gotowa na to co przyniesie chwila
***
pokłóciłam się ze światem
przekreśliłam wszystko
z tysiąca powodów jak cienie tańczące na ścianie
znam moje niepokoje
siedzą we mnie jak małe demony
cień co nie chce odejść
myślę że miałeś rację
ale sił brakuje do walki
jak cień bez światła
zgubiłam się
w odległej przestrzeni i czasie
niczym żagiel porwany przez ciszę
kroczę ścieżką samozniszczenia
posypaną szkłem i cierniem
stoję na pustej drodze
co sięga aż po horyzont milczącej pustyni
dlaczego chcesz ze mną iść
w tę ciemną noc
gdzie jesteśmy bladzi i ślepi
jak duchy bez domów
przecież pragniesz żyć
a jesteś tu
jak lampa na skrzyżowaniu pustych dróg
przepraszam że ratuje mnie
twój dotyk ciepły jak ogień
w zimowej ciemności