Rozdział 2
Sarajewo, sierpień 1991
- Nie, nie i jeszcze raz nie! To Pavić
, a wy jak go gracie? Musicie rozszyfrować myślową łamigłówkę autora i okrasić ją własnymi emocjami - złościł się profesor Miroslav Milić. - Wewnętrzna strona wiatruto utwór pełen ukrytych znaczeń i chcę, żebyście mi je pokazali. No, dalej, jeszcze raz! - pohukiwał.
Jasmina stała na środku sceny naprzeciwko Nenada, postawnego szatyna o wyglądzie amanta, i starała się skupić, by jak najlepiej wypełnić polecenia reżysera. Jednak gdy patrzyła na puste krzesło ustawione w miejscu, w którym siedzieli pozostali uczestnicy warsztatów, nie przychodziło jej to łatwo.
- Nenad, podchodzisz do niej, obejmujesz ją. Ona ci się trochę wyrywa, ale ty jej na to nie pozwalasz. - Profesor dawał wskazówki.
- Tak będzie dobrze? - spytał chłopak, łapiąc Jasminę mocno za nadgarstek i przyciągając ją do siebie.
- Czy ja wiem... - Milić wciąż nie był zadowolony. - To musi być trochę jak balet. Nie umiesz wyrazić emocji bez tekstu? Ruch! Mimika! - podpowiadał.
Jasmina słyszała jego słowa, a jednak stała sztywno. Nie mogła zapomnieć o wydarzeniu, które dwa tygodnie wcześniej miało miejsce nad Neretwą. Pod powiekami wciąż miała obraz, który sprawiał, że cierpła jej skóra.
Mijały sekundy, a Dragan nie wypływał. Z całych sił chciała wołać o pomoc, a jednak nie umiała wydobyć z siebie głosu. Próbowała przymusić się do działania, ale jej nogi jakby wrosły w ziemię. I tylko oczy zrobiły się wielkie jak dwie monety, które kładzie się zmarłym na powieki.
A potem kątem oka zobaczyła, jak Olja zrzuca sandały, ściąga przez głowę bawełnianą sukienkę i w samej bieliźnie wskakuje do rzeki. Wyćwiczone ruchy wysportowanych kończyn sprawiły, że już po chwili znalazła się w miejscu, w którym zniknął Dragan. Nagle złapały ją czyjeś ręce. Męska postać szamotała się niczym w konwulsjach, zniewalała dziewczynę i ciągnęła w dół. Olja próbowała się wyswobodzić, tak jak uczono ją na kursie, jednak widać było, że zaczyna brakować jej powietrza. Jasmina miała wrażenie, że gdzieś tam, pod powierzchnią wody, widzi światło. Może to była poświata słońca przebijającego się przez zmąconą taflę rzeki, a może...
A potem, gdy Olja ostatkiem sił wyciągnęła Dragana z wody, Jasmina ujrzała jego sine usta. Leżał bez ruchu na kamieniach i była pewna, że go straciła. Po raz drugi w życiu.
Pierwszy raz zdarzyło się to kilka lat wcześniej...
Oboje byli wtedy nastolatkami i chodzili do tej samej szkoły. Uczucie wybuchło między nimi nagle i niespodziewanie, tak jak nagle potrafi zacząć się wiosna. On nie miał już ochoty na kopanie z chłopakami piłki i na wyprawy z wędką nad Miljackę, bo wolał przesiadywać z Jasminą pod jabłonią w ogrodzie przy jej domu i trzymać ją za rękę. Ona straciła zapał do zajęć z gimnastyki artystycznej, na które wcześniej tak chętnie biegała, i do plotkowania z koleżankami o modzie. Wolała milczeć i siedzieć zapatrzona w niebo, byle tylko Dragan był przy niej.
Mama Jasminy, urodzona w Sarajewie, cieszyła się, że córka znalazła bratnią duszę i że na jej twarzy zagościł w końcu uśmiech zamiast melancholii.
Jednak ojciec, katolik wychowany przez surową ciotkę, zakonnicę w Dubrowniku, milicjant o nieprzeniknionym obliczu, nie chciał nawet słyszeć o tym, by jego ukochana córeczka miała spotykać się z prawosławnym. Nie akceptował jej związku z chłopakiem, który nie daje wiary w niepokalane poczęcie i nie czci papieża. Nawet w tak wielokulturowym środowisku, jak Bośnia, tolerancja nie dla wszystkich była wartością.
Gdy pewnego dnia ojciec nakrył młodocianą parę w drewutni za domem i ujrzał, jak córka z wypiekami na twarzy pozwala całować Serbowi swój dekolt, poszła w ruch dębowa deska. Siniaki na plecach i pośladkach długo przypominały Draganowi o tym, że ze strony panny Jovanović nie wolno mu liczyć na nic więcej niż przyjaźń.
Dziewczyna wiedziała, że mimo tego incydentu miał nadzieję, iż po wakacjach, które właśnie się zaczynały, a które mieli spędzić osobno, ich szczere uczucie przezwycięży wszelkie zakazy. A jednak, wróciwszy z Dubrownika, oświadczyła chłopakowi, że poznała nad morzem kogoś, kto lepiej do niej pasuje. Gdy patrzyła mu hardo w oczy i bez zmrużenia powiek zarzekała się, że nic już do niego nie czuje, straciła go po raz pierwszy. Jak motyl uleciała z niej wtedy cząstka duszy.
Teraz, gdy na deskach Teatru Kameralnego przymuszała się do ćwiczenia miłosnej sceny, w chwili gdy jej przyjaciel leżał półprzytomny w szpitalu, miała wrażenie, że ulatuje z niej kolejna.
- Jasmina, do cholery, patrz Nenadowi w oczy, czaruj go jak prawdziwa kobieta - zachęcał Milić. - Wyobraź sobie, że, czy ja wiem...? Że to jest właśnie ten, za którym skoczysz w ogień.
- Nie skoczę - wyszeptała.
"Już to przerabiałam. Jestem tchórzem" - dodała w myślach. Jednak zebrała się w sobie, oblizała usta i miękko wtuliła się w obcego mężczyznę. W końcu udawanie miała doskonale wyuczone, niczego innego nie robiła od lat. Przed ojcem udawała, że wyrzuciła Dragana z serca, a przed Draganem, że stało się tak z jej własnej woli. Tajemnica ciążyła jej niczym kamień, a jednak nigdy nie wyjawiła chłopakowi, dlaczego odrzuciła jego zaloty. Gra w przyjaźń szła jej naprawdę świetnie, aż do pamiętnego dnia w Mostarze, kiedy zdała sobie sprawę, że może stracić Dragana na zawsze. Wtedy coś w niej pękło.
- Hej, wykrzesz z siebie choć odrobinę namiętności. Stoi przed tobą mężczyzna, którego pragniesz w sobie poczuć, ale jest między wami ściana wiatru, więc... - Milić mocno gestykulował.
- Staram się, naprawdę - bąknęła dziewczyna.
- Postaraj się bardziej. Dodaj coś od siebie. - Wbił w nią srogie spojrzenie. - Co czujesz?!
- Złość, bezradność i... miłość... - Jasmina zacisnęła pięści, a jej oczy zaszkliły się łzami.
- No! I tak jest dobrze - ucieszył się reżyser.
- Nie jest dobrze. I nigdy nie będzie - dodała ciszej, po czym zbiegła ze sceny.
Milić uniósł krzaczaste brwi i odprowadził ją do drzwi zdziwionym spojrzeniem.
- Chyba musimy zrobić przerwę - zarządził.
Nenad odetchnął z ulgą, bo napięcie, które od początku próby wisiało w powietrzu, ciążyło i jemu.
***
Tego dnia sierpniowe słońce pięknie oświetlało Sarajewo. Jasmina szła przez Baščaršiję cała w skowronkach. Nie dlatego, że z klimatycznych kafejek rozlokowanych w tej najstarszej dzielnicy miasta intensywnie pachniało kawą i że ciepło z kamieni rozgrzanych w słońcu wnikało w jej skórę. Nie dlatego też, że stragany rozłożone w wąskich uliczkach wabiły kolorowym towarem, a ją stać było na to, by coś sobie kupić. Cieszyła się, bo tego dnia Dragan po prawie czterech tygodniach wychodził ze szpitala i nareszcie czuł się dobrze, choć jego nadwyrężony kręgosłup czekała jeszcze długa rehabilitacja.
Chłopak przez pierwszy tydzień po wypadku leżał w klinice w Mostarze, a gdy jego stan nieco się poprawił, przewieziono go do największego sarajewskiego ośrodka medycznego - szpitala Koševo. Jednak dziś z tym miejscem koniec!
Jasminę cieszyła myśl, że w końcu znów będą mogli spędzać czas na przechadzkach po mieście lub przesiadywaniu w ich ulubionym miejscu, najwspanialszej bibliotece na świecie, która znajdowała się w niezwykłym Ratuszu. A może pójdą na kawę do eleganckiej restauracji hotelu Holiday Inn, w którym zatrzymywali się wielcy tego świata? Możliwości było wiele. Oczywiście pod warunkiem, że koledzy Dragana nie namówią go zaraz na udział w jakimś szaleństwie, tak jak to już nieraz bywało. Mimo ostrzeżeń Jasminy panowie lubili pakować się w kłopoty.
Niedawno na przykład jej brat wpadł na genialny pomysł, by zakraść się nocą do budynku teatru. Na tyłach sceny znajdowało się małe studio nagraniowe, w którym Marko postanowił nagrać wraz z kolegami piosenkę. Wszystko zaczęło się od tego, że profesor Milić wybrał kilka osób do śpiewanej sceny w spektaklu. Niestety, wśród nich nie było ani Marka, ani żadnego z jego kompanów. A przecież młodzieńcy wierzyli, że mają potężne głosy, które trenowali, wydzierając się nieraz pod oknem Jasminy. Byli przekonani, że śpiewają dziewczynie największe bośniackie hity, choć ona w wydawanych dźwiękach nie mogła rozpoznać żadnej melodii.
Mężczyźni nie potrafili pogodzić się z brakiem akceptacji starego reżysera i chcieli nagrać utwór, którym go zachwycą. Mieli plan, że puszczą mu go przez głośniki, gdy tylko pojawi się o poranku w teatrze. By nagrać piosenkę, postanowili dostać się do studia przez okno na pierwszym piętrze, wdrapując się po rynnie.
Pierwszy wspiął się po niej Marko, a że był drobny i zwinny, szybko znalazł się w środku. Gdy jednak w jego ślady chciał pójść potężny Haris, blacha zaczęła niepokojąco trzeszczeć i się wyginać.
- U pičku materinu!- zdążył zakląć chłopak, po czym z hukiem zwalił się na ziemię.
Dragan, który czekał na swoją kolej pod budynkiem, wybuchnął śmiechem.
- Co cię tak bawi, mądralo? - ofuknął go Haris. - Złamałem chyba rękę.
- No, co ty? Nie wygłupiaj się, stary. To na pewno tylko stłuczenie. - Kolega starał się go pocieszyć.
Jednak grymas bólu na twarzy Harisa i jego szybko puchnące przedramię sprawiły, że przestało mu być do śmiechu. Na dodatek zza winkla budynku wyłonił się nocny stróż, którego zwabiły podniesione głosy.
- Co tu się dzieje? - krzyczał, biegnąc w kierunku chłopaków.
Młodzi mężczyźni nie mieli zamiaru wdawać się z nim w pogawędkę. Marko schował się na piętrze, a Dragan i Haris wzięli nogi za pas. Po krótkiej chwili zniknęli w ciemnościach.
Zgodnie z przewidywaniami Jasminy ta noc nie skończyła się dobrze. Zamiast nagrać piosenkę, trzej muszkieterowie ledwo uratowali skórę, a ręka Harisa została włożona w gips aż na trzy tygodnie. Chłopak wypadł nie tylko ze śpiewanej sceny w spektaklu, ale też ze wszystkich zadań ruchowych, więc Jasmina miała na końcu języka: "A nie mówiłam?".
Chwilowo jednak dziewczyna nie chciała myśleć o żadnych perypetiach. Stanęła właśnie pod szpitalną salą, w której leżał Dragan, i już miała do niej wejść, gdy do jej uszu dobiegł znajomy głos.
- Przyszłaś? Bałem się, że nie znajdziesz czasu - mówił do kogoś chłopak.
W jego tonie była jakaś... łagodność, która zmroziła Jasminę. Skryła się za uchylonymi drzwiami i wytężyła słuch.
- Wpadłam tylko na chwilkę, nie chcę ci przeszkadzać - dziewczęcy sopran brzmiał śpiewnie.
- No, co ty? Jak mógłby mi przeszkadzać ktoś, komu zawdzięczam życie? - szepnął chłopak.
Zrobił to jednak na tyle głośno, że jego słowa doleciały do uszu Jasminy.
- Olju, muszę ci coś powiedzieć - kontynuował Dragan. - Gdy przywieźli mnie po wypadku do szpitala, była taka chwila, że zastanawiałem się, czy nie przejść na tamtą stronę. Czułem, że wystarczy mały kroczek i już mnie nie będzie.
- O czym ty mówisz? - Wzdrygnęła się blondynka.
- To nie jest tak, jak twierdzą niektórzy - nie chciał, by mu przerywała. - Przed oczami wcale nie przelatuje ci całe życie. Pojawia się tylko kilka obrazków. Są jak zdjęcia wyrwane z albumu. Wszystko jest na nich rozmazane i tylko niektóre postacie są wyraźne. Najpierw nie mogłem zrozumieć, dlaczego tak jest, ale w końcu dotarło do mnie, o co chodzi. Między życiem i śmiercią spotykasz tylko tych, których kochasz.
- Kogo widziałeś? - spytała zaciekawiona.
- Gdy było ze mną bardzo źle, najpierw pojawiła się matka
- Radmila. Miała w ręku białą chusteczkę i wyglądała, jakby się zastanawiała, czy wytrzeć nią sobie oczy, czy pomachać mi na pożegnanie.
- Na pożegnanie? - powtórzyła głucho.
- To jej niezdecydowanie sprawiało, że ja też nie wiedziałem, co zrobić: odejść czy zostać, i bardzo mnie to męczyło.
- Był jeszcze ktoś? - Chciała wiedzieć.
- Tak. Potem przyszli moi bracia, Bogdan i Nikola, patrzyli na mnie i głośno się śmiali. To mi też nie pomagało, bo nie wiedziałem, czy śmieją się ze mnie, z mojego nieudanego skoku, czy z jakiegoś dowcipu, a nie mogłem ich o to spytać - westchnął, jakby był znużony. - Aż w końcu pojawiła się ciemnowłosa dziewczyna i dotknęła mojej ręki. Patrzyła na mnie tak intensywnie, jakby chciała mi coś powiedzieć, coś naprawdę ważnego. I poczułem, że chcę to usłyszeć, więc nie mogę odejść.
Jasminę przeszedł dreszcz. Była pewna, że Dragan mówi o niej i o tamtej chwili, gdy czuwała przy jego szpitalnym łóżku i modliła się, by odzyskał przytomność.
Myślała wtedy, że oszaleje z niepokoju. Zaklinała się w myślach, że jeśli tylko chłopak wróci do zdrowia, powie mu, dlaczego go kiedyś odrzuciła.
Wierzyła w metafizyczne zjawiska, ale czy on mógł słyszeć jej myśli? Bo jeśli tak, to czy ich więź nie była niezwykła? Może nawet byli sobie zapisani w gwiazdach?
- Kim była ta dziewczyna? - spytała Olja. W jej głosie wyraźnie pobrzmiewała nadzieja, że może chodzi o nią.
- Nie wiem, nie rozpoznałem jej. Jedno jest pewne, mam na tym świecie jakieś niezałatwione sprawy i gdyby nie ty...
- Cześć! - Jasmina nie wytrzymała i wyszła ze swojego ukrycia.
- O, już jesteś? - Chłopak wydawał się zmieszany.
- Zamówiłam taksówkę, niedługo podjedzie pod szpital.
Gotów, by opuścić w końcu ten przybytek boleści? - Starała się, by jej głos brzmiał radośnie, choć było jej przykro, że Dragan przemawiał do Olji tak czule. Co to w ogóle miało znaczyć? Jasmina rozumiała, że jest dziewczynie wdzięczny za wyciągnięcie go z rzeki, ale żeby tak od razu...
- Jasne! Jestem spakowany. Muszę jeszcze tylko odebrać wypis od lekarza i możemy biec.
- No, chyba raczej pokuśtykamy - zaśmiała się, widząc jego wciąż niepewne ruchy i lekkie utykanie na jedną nogę. - Tak czy inaczej, zbierajmy się stąd, bo w domu czekają Marko i Haris i mają dla ciebie niespodziankę.
- Niespodziankę? Już się boję - zażartował Dragan.
Niespodzianka okazała się jednak miła. Przyjaciele i rodzina Dragana powitali go niczym bohatera wracającego z wyprawy wojennej przeciw Turkom Osmańskim. W niewielkim ogródku przed jego niskim drewnianym domem cygańska orkiestra grała skoczne kawałki na przemian z melodiami rzewnymi i chwytającymi za serce. Matka chłopaka wydobyła z piwniczki kilka butelek wina własnej roboty i znakomite slatko. Przygotowała też pyszną gibanicę
i pieczone papryki. Bracia rozwiesili na starych jabłoniach kolorowe lampiony, a Marko i Haris podarowali rekonwalescentowi na pamiątkę nieudanej kąpieli w Neretwie dmuchane rękawki do pływania.
Śmiechom i dobrej zabawie nie było końca. Mimo późnej pory nikt nie odczuwał chłodu, bo noc była pogodna, a uczestników zabawy grzały od środka wypite trunki. W ogrodzie intensywnie pachniało ziołami, które gospodyni hodowała w wielkich donicach. Księżyc wystawił zza chmur pulchną twarz, niczym otoczony orszakiem gwiazd dobroduszny król, który wybrał się w odwiedziny do poddanych.
Tylko Jasmina nie potrafiła się odprężyć. Cały czas wspominała słowa Dragana o niezałatwionych sprawach. Wyparła się kiedyś miłości do niego, by móc przy nim pozostać. Pokręcona logika, a jednak... Ojciec zagroził jej, że jeśli nie zrezygnuje z uczucia do Serba, to wyśle ją na stałe do Dubrownika i nigdy więcej nie zobaczy ukochanego. A Pero Jovanović zawsze robił to, co zamierzał, więc wolała nie wystawiać jego cierpliwości na próbę. Wierzyła, że kiedyś nadejdzie dzień, w którym będzie mogła wyjawić chłopakowi prawdę. Mało brakowało, a nie byłoby jej to dane.
Teraz nie chciała już dłużej czekać, zastanawiała się jednak, w jaki sposób dać mu do zrozumienia, że nigdy nie był dla niej tylko przyjacielem. Czy zrozumie, dlaczego tyle lat ukrywała przed nim swoje uczucia? A może ją odrzuci? Przestraszy się, że pragnie więcej, niż on mógłby jej ofiarować? Dręczyły ją dylematy, a w działaniu przeszkadzała wrodzona nieśmiałość, która sprawiała, że zawsze łatwiej było jej znaleźć argumenty za tym, by czegoś nie zrobić, niż by walczyć o swoje.
No i była jeszcze Olja, głośna, radosna, pewna siebie. Miała to coś, czego brakowało Jasminie - przebojowość. Cały wieczór kręciła się wokół młodego gospodarza, a gdy po skończonej imprezie goście powoli zaczęli rozchodzić się do domów, jej jakoś nie było śpieszno, by wyjść razem z nimi.
- Chce odebrać swoją nagrodę za wyłowienie go z wody - śmiał się Nenad. - No cóż, zasłużyła na nią.
- Pewnie tak - przyznała mu rację Jasmina, choć każda cząstka jej ciała krzyczała bezgłośnie, że się na to nie zgadza.
Nie była w stanie znieść myśli, że Dragan mógłby zamiast niej wybrać inną.
***
Premiera przedstawienia przygotowanego przez grupę młodych ludzi z Bośni i Hercegowiny podczas warsztatów prowadzonych w Teatrze Kameralnym miała miejsce 30 sierpnia. Przez swój nierozsądny wyczyn Dragan wypadł z obsady spektaklu, choć wcześniej miał duże szanse na jedną z głównych ról. Trudno było mu się pogodzić z tym, że nie zdołał zabłysnąć przed Miroslavem Miliciem, którego podziwiał, ale i tak cieszyła go obecność na premierowym spektaklu, bo mało brakowało, by i to przepuścił. Gdy usiadł w jednym z pierwszych rzędów, czuł przypływ adrenaliny, jakby to on sam miał zaraz wyjść na scenę, by oszołomić swoim występem licznie zgromadzoną publiczność.
Kątem oka dostrzegł rodziców Jasminy i Marka, którzy zajęli miejsca w rzędzie dla honorowych gości. Wyraz twarzy matki rodzeństwa zdradzał podniecenie i dumę, lecz oblicze pana Jovanovicia jak zwykle było nieprzeniknione. Mężczyzna siedział sztywno w idealnie dopasowanym galowym mundurze i zdawał się nie widzieć nikogo wokół siebie. Dragan wzdrygnął się na wspomnienie wyrazu jego oczu o stalowej barwie, gdy cedził przez zęby, że jego córka nie będzie się spotykać z prawosławnym gówniarzem. Obrzydzenie, jakie wtedy do niego poczuł, nigdy nie minęło, choć ich późniejsze stosunki układały się poprawnie.
To nie był jednak właściwy czas na wspomnienia, bo oto zgasło światło, ustały rozmowy i podniosła się kurtyna. Dragan cały zamienił się w słuch i wzrokiem śledził postacie, które pojawiły się na scenie. Pomimo mocnej charakteryzacji i przebrania rozpoznał w nich Marka, Harisa, Olję i przede wszystkim Jasminę, której reżyser powierzył najważniejszą rolę - Hery.
Podczas pierwszego aktu myśli Dragana błądziły jeszcze przez chwilę poza teatrem. Wspominał nie tylko cięgi otrzymane kiedyś od milicjanta Jovanovicia, ale też niedawną imprezę w swoim ogrodzie. Układał sobie w głowie słowa, jakimi przemówi do Olji po przedstawieniu, by przeprosić ją za to, co się stało. Było mu głupio, że ją odtrącił, nie stanął na wysokości zadania jako mężczyzna, choć ona uratowała mu życie. Nie chciał jednak, by dziewczyna robiła sobie nadzieje, podczas gdy on... No właśnie... Ostatnio niczego nie był pewien, emocje tworzyły w jego sercu plątaninę podobną do pajęczej sieci.
Przez pierwsze dni po wypadku twarze zlewały mu się w jedną. Matka polska, serbska, Jasmina... Wszystkie miały ten sam smutny uśmiech i wszystkie były dla niego... najważniejsze. Czasem mu się zdawało, że wspomnienia są teraźniejszością, a to, co dzieje się teraz, nie ma żadnego znaczenia.
Zamykał oczy i widział tamtą dziewczynę, która nie pozwoliła mu po wypadku przejść na stronę śmierci. Jej spojrzenie było pełne zaufania i blasku, a usta szeptały słowa, których nie rozumiał. Pod ich naporem zaczynał tlić się w nim dawno wygaszony ogień, jakby z popiołów na nowo rodziło się uczucie.
I nagle ją rozpoznał. To była Jasmina! Do tej pory męska duma szeptała mu, że nie powinien się nią interesować, bo go odrzuciła, jednak teraz podszepty ucichły. Zupełnie jakby zimna woda Neretwy oczyściła Dragana z fałszywych przekonań. A jeszcze ten spektakl... Chłopak spodziewał się, że dramat przygotowany na podstawie znakomitej książki Milorada Pavicia będzie mocny. Czytał tę historię miłości zawieszonej między Europą a Azją, między przeszłością a teraźniejszością, owianej legendą. Nie podejrzewał jednak, że opowieść o Herze i Leandrze tak nim wstrząśnie.
W drugim akcie była niezwykła scena. Ponieważ powieść Pavicia czyta się z dwóch stron, a jej koniec znajduje się pośrodku, Jasmina zaproponowała reżyserowi, by wykorzystał w przedstawieniu tę formalną sztuczkę autora. Milić natychmiast podchwycił jej pomysł, a dzięki swojej przestrzennej wyobraźni jeszcze go rozwinął.
Para leżała na scenie na podwyższeniu, jednak dziewczyna była odwrócona do góry nogami, miała twarz przy stopach Nanada. Była tak blisko swojego ukochanego i jednocześnie tak niezmiernie daleko, zupełnie w innej przestrzeni. A nawet w innym czasie, bo platformy, na których znajdowali się młodzi aktorzy, nagle zaczęły się kręcić w przeciwne strony. Ciała kochanków przypominały wskazówki wielkiego zegara, które z jakiegoś powodu nie mogą się spotkać.
- Wewnętrzna strona wiatru to ta, która pozostaje sucha, gdy wiatr przenika przez ścianę deszczu - powiedział Nenad.
- Miłość jest jak ptak zamknięty w klatce, jeśli nie będziesz karmić jej każdego dnia, zginie- odpowiedziała mu Jasmina.
Kulminacyjna scena zelektryzowała widownię, a zwłaszcza Dragana, który miał wrażenie, że słowa wypowiedziane przez dziewczynę skierowane są do niego. Razem z dźwiękami przejmującej melodii płynącej z głośników wdarły się przez jego uszy do samego serca. To on był mężczyzną odwróconym w niewłaściwą stronę, to on zamiast karmić pięknego słowika miłości, wypuścił go kiedyś z klatki i pozwolił, by odleciał.
Teraz jednak, gdy otarł się o śmierć, zrozumiał, że o szczęście warto walczyć do ostatniej kropli nadziei. Może więc nie było za późno?