MARYSIA
Cały tydzień zleciał jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Osobiście czułam się wspaniale. Martwiłam się tylko nieobecnością nowego radcy prawnego, miałam nadzieję, że go nie wystraszyłam. Naprawdę potrzebowałam prawnika, a nie miałam ani czasu, ani zamiaru szukać kogoś innego. Jeśli bym go przegoniła, Antek nie będzie skory do pomocy w poszukiwaniu kogoś na jego miejsce.
Kończył się miesiąc, a nowo zatrudniony prawnik nie zaszczycił nas swoją obecnością. Było źle, było naprawdę źle. Traciłam nadzieję na znalezienie pomocy. Postanowiłam, że tego dnia przysiądę do styrty papierów, która od niedawna zdobiła moją szafkę. Nie wiedziałam, jak długo dam radę, ale postanowiłam spróbować...
Nie dałam rady. Już przed lunchem tak rozbolała mnie głowa, że ledwie mogłam funkcjonować. Zadzwoniłam do Nadii. Musiałam się dowiedzieć, jak jej się żyje bez mamusi. Na szczęście tęskniła za domowymi obiadkami, więc miała przyjechać w niedzielę. Potem wykręciłam numer do Anki. Chciałam jej opowiedzieć, co mnie spotkało. Liczyłam na pełne zrozumienie i współczucie. Ta, jasne. Umiesz liczyć, licz na siebie. Wredna zołza roześmiała się głośno i nie mogła powstrzymać się od niewybrednego komentarza. Och, gdybym jej nie kochała, to bym ją zatłukła. Ania oczywiście ucieszyła się z zaproszenia Borysa. Też potrzebowała czasu dla siebie, tym bardziej że ostatnimi czasy w jej domu częstym gościem stała się teściowa. Zasługiwała na chwilę wytchnienia od mnożących się problemów wywoływanych przez matkę męża.
Kiedy dotarłam do domu, czekała na mnie kolacja przygotowana przez Marka. Wiedział, że będę miała ciężki dzień, a poza tym chciał pochwalić się efektami poszukiwań towarzyszki dla Leona.
***
Piątek, piąteczek, piątunio - najwspanialszy dzień pracy. Jeszcze tylko zebranie na szczycie i zaczynamy weekend. Niestety Antek dopadł mnie na korytarzu.
- Ślicznie dziś wyglądasz - zagaił podstępnie.
Nie ze mną te numery, chłopcze. Zapomniałeś z kim tańczysz. Ale komplement przyjęłam. Faktycznie, dziś się postarałam. Włosy miałam upięte w wysokiego koczka. Założyłam szpilki, cieliste rajstopy i oversizową granatową sukienkę przed kolano, którą przewiązałam w pasie. Miała wycięcie pod szyją, długi rękaw oraz falbaniasty dół.
- A dziękuję, czego chcesz?
- Chcę ci kogoś przedstawić - powiedział, wskazując swoje biuro.
- No to prowadź - zachęciłam zaciekawiona.
Weszliśmy do gabinetu i uśmiech zszedł mi z twarzy. Na fotelu dumnie rozparty siedział pan Teodor.
- Marysiu, chciałbym ci oficjalnie przedstawić naszego nowego doradcę prawnego, mojego dobrego przyjaciela, zaufaną osobę, Teodora O'Reilly'ego. - Antek wskazał na mężczyznę przepełniony dumą.
Gość wstał z fotela, jedną ręką zapiął marynarkę, a drugą wyciągnął na powitanie.
- Miło mi, proszę mówić do mnie Teo - przedstawił się elegancko i czekał na odpowiedź.
Wyciągnęłam do niego rękę i mocno uścisnęłam.
- Miło mi pana poznać - wydusiłam z siebie profesjonalnym tonem, z przyklejonym do twarzy uśmiechem numer pięć.
- Daj spokój z etykietą. To swój chłopak, możemy rozmawiać normalnie - powiedział Antek. Po czym wskazał na mnie. - Oto nasz office manager. Pretendentka do roli dyrektora zarządzającego. Najwredniejsza osoba, jaką znam. Prywatnie moja najlepsza przyjaciółka Marianna Carycka. Ale woli, jak się do niej mówi Marysia.
Tak, nasza firma - pseudokorporacja - nie była normalna. Z wierzchu to maszynka do zarabiania pieniędzy, zatrudniająca najlepszych ekspertów z rynku pracy. Procesy rekrutacyjne potrafiły trwać nawet rok. Szukaliśmy kamieni, które będziemy mogli wyszlifować i dołożyć do naszej kolekcji kosztowności. Każdy znał swoje miejsce w hierarchii. W rozmowach publicznych, spotkaniach biznesowych czy nawet w open space - postępowaliśmy zgodnie z etykietą. Inna sprawa to rozmowy za zamkniętymi drzwiami, wtedy wszyscy mogli sobie pofolgować. Pracowaliśmy ze sobą każdego dnia po minimum osiem godzin. Wspólnie jedliśmy posiłki, dwa razy do roku jeździliśmy na integracje. Nie byliśmy maszynami, każdy z nas miał uczucia. Staraliśmy się utrzymywać przyjacielskie kontakty, choć czasami nie było łatwo. Dlatego też do pokoju socjalnego nie miały wstępu osoby postronne. Prywatnie każdy mógł każdemu nawrzucać albo wyznawać miłość. Ja z Antkiem po tylu latach współpracy, różnych dziwnych przygodach i tryliardach przegadanych godzin byliśmy bardziej jak rodzeństwo. Służbowo to on był wyżej na drabinie i należał mu się szacunek, prywatnie mogłam na niego nawrzeszczeć, a on miał mnie wysłuchać. Skoro poznaliśmy się w takich okolicznościach i było przyzwolenie na luźne wyrażanie swojej opinii, nie zamierzałam udawać kogoś, kim nie byłam. I na pewno nie zamierzałam gryźć się w język.
- My się znamy - powiedziałam z urazą. - Może nie z imienia i nazwiska, ale mieliśmy już ze sobą do czynienia. Do trzech razy sztuka. Mania. -Teo przytrzymał dłużej moją dłoń i oboje siłowaliśmy się na spojrzenia.
- Jak to się znacie? Kiedy...? Gdzie...? - zapytał zaskoczony Antek.
Skierowałam na niego wzrok. Nie wiedział? On wszechwiedzący, nie wiedział, co się wydarzyło w jego firmie, pod jego nosem? Postanowiłam wykorzystać sytuację i zagrać gówniarzowi na nosie.
- No wiesz, Antek, bo my... ten... tego... No wiesz, duży z ciebie chłopak, nie muszę ci tłumaczyć, jak to jest w klubie. Alkohol, tańce... - Puściłam oczko do towarzysza w zbrodni. Jeśli teraz nie podłapie żartu i mnie wsypie, to nie wróżę nam najlepszej współpracy.
- Wiesz, Antek, hulance, swawole... - Na szczęście Teo załapał.
- No właśnie - dodałam z uśmiechem. Skrzyżowałam ręce na piersi, przyjmując zamkniętą postawę. Dałam Antkowi jasny znak, że wyjawiam niewygodną prawdę. - Poza tym sam mnie przekonywałeś, że powinnam wrócić do gry. Przecież wiesz, że nie budzi się licha, kiedy śpi. Jak wchodzę to na całego.
- Stary, dosłownie... całego - zaakcentował Teodor i przejechał dłonią po brodzie, przygryzając kusząco wargę.
- Przestań, bo się zaczerwienię. - Udałam dziewczęce speszenie.
Ściągnęłam ręce w dół, dygnęłam delikatnie i pisnęłam jak nastolatka w kierunku rudzielca.
- Lubię, jak się czerwienisz - odparł umiejętnie ciągnąc żart.
Antek dostał udaru. Z szeroko otwartymi oczami i ustami stał zahipnotyzowany, przerzucając wzrok pomiędzy mną a Teodorem.
- STOP. Zaraz... Jak wy... Że ten tego... Że seks... TY WREDNA MAŁPO - krzyknął i wycelował we mnie palcem wskazującym. - Wkręcasz mnie. Prawda? Ty z nim...?
- Stary, a co ze mną jest nie tak? - zapytał Teodor, łapiąc się pod boki.
Antek zignorował pytanie przyjaciela. Skupił swoją całą uwagę na mnie.
- Proszę cię, przecież jemu wyłącznie chodzi o seks. Dostał to, czego chciał i koniec. Mania, nie jesteś taka - wyjaśniał.
- Jaka? - zapytałam zaciekawiona.
- Znam cię osiem...
- Dziesięć - weszłam mu w słowo, poprawiając.
- No właśnie. Dziesięć lat. Latałem za tobą przez cztery jak wariat. Byłem z tobą na dobre i na złe, a ty przy jedynej intymnej sytuacji prawie ... - zaciął się Antek spoglądając na Teodora. Ewidentnie nie chciał, by kolega poznał tę historię. - Nie interesują cię faceci, skreśliłaś ich doszczętnie - rzucił, wracając do mnie spojrzeniem. - Stałaś się kamieniem. Ty nie masz uczuć. Znaczy takich, jakie doprowadzają do zbliżeń. Jesteś nieczuła na jakiekolwiek romantyczne gesty i pochlebstwa. Nawet nie wiem, czy ty w ogóle wiesz, co to jest seks i czy sprawia ci przyjemność? Nigdy nie uwierzę, że zaliczyłaś przypadkowy numerek.
Słowa Antka zabolały mnie. Bardzo. Stałam jak trafiona piorunem. Na przemian robiło mi się gorąco i zimno. Trafił w serducho, wygarnął całą prawdę prosto w oczy, i to jeszcze przy nim. Odetchnęłam głęboko. Odrzuciłam na bok myśl o mordzie. Rozegramy to po mojemu. Podeszłam do Prezesa, kołysząc biodrami.
- Najwyraźniej nie znasz mnie aż tak dobrze - wymruczałam jak kotka.
- Znam - odpowiedział pewnie.
- Tak? - zapytałam melodyjnie.
Zarzuciłam ramiona na szyję przełożonego, przejechałam palcem po kołnierzyku, delikatnie dotykając skóry na karku i zaczęłam zjeżdżać dłońmi niżej po koszuli. Poczułam, jak spina mięśnie klatki piersiowej i zaczyna ciężej oddychać. Dotarłam aż do paska spodni. Przejechałam po nim dłońmi na boki, prawie obejmując mężczyznę. Przyciągnęłam do siebie i zakołysałam biodrami bezwstydnie ocierając się o krocze.
- Na pewno? - dopytałam.
Antek już nic nie mówił. W odpowiedzi usłyszałam tylko potwierdzające mruknięcie. Przycisnęłam czubki palców z obu boków ciała mężczyzny i naśladując kroki, zaczęłam wspinać się dłońmi do jego piersi, nie przestając ocierać się o niego biodrami. Przymrużyłam kusząco oczy, zagryzłam wargę i przybliżyłam swoje usta do jego ucha.
- Widzisz, Antek, jeśli tylko chcę, potrafię być kusząca i okazywać uczucia- wyszeptałam zalotnie.
Odsunęłam głowę, by dostrzec reakcję mężczyzny. Trafiony. Teraz kara. Rozłożyłam dłonie płasko na klatce piersiowej Prezesa.
- Za wredną małpę zapłacisz. - Złapałam za poły jego marynarki i mocno szarpnęłam. - ZNASZ CENNIK, GÓWNIARZU.
Wypuściłam chłopaka z wnyków. Odwróciłam się i pewnym krokiem, wciąż nieprzyzwoicie kręcąc biodrami, skierowałam się do drzwi.
- A seks lubię - dodałam na odchodne, podnosząc palec do góry. - Nawet bardzo. Oj za bardzo! Tylko z prawdziwymi mężczyznami, a nie chłopcami tatusia.
Trzasnęłam drzwiami i już mnie nie było. Skierowałam się prosto do łazienki. Dobrze, że znałam drogę na pamięć, bo napływające do oczu łzy rozmazywały mi pole widzenia. Zza drzwi dobiegło mnie jedynie triumfalne gadanie tego palanta.
- Ha, wiedziałem, wiedziałem. Nie tak łatwo nabrać starego lisa.
TEO
Zamurowało mnie. Antek wezwał mnie do gabinetu, a sam zniknął nie wiadomo gdzie. Nie odezwał się słowem, co planuje. Dopiero wróciłem z podróży zorganizowanej naprędce przez Borysa. Nie zdążyłem mu nic powiedzieć o moich spotkaniach z Manią. Że trzeba rozegrać sprawę delikatnie. Nie chciałem palić mostów na samym początku znajomości. Gdy kobieta stanęła w progu, myślałem, że dostałem udaru. W niczym nie przypominała tej krzykaczki z parkingu czy biura. By the way - jej ciuchy wcale nie są tanie w czyszczeniu. Paragon od Ivana o mało nie wyrwał mnie z pantofli. Bluzka faktycznie była z jedwabiu, a dorzucony kaszmirowy płaszcz tylko podbił rachunek o kilka stów. Teraz widok tej złośnicy przyprawiał o ciarki na ciele. Delikatna sukienka pasowała do jej sylwetki i uwydatniała zgrabne nogi. Dekolt delikatnie odsłonięty, ozdobiony złotym łańcuszkiem z zawieszką korony. Włosy mocno ściągnięte w koczek, upleciony wysoko na czubku głowy - dodawał jej kilku centymetrów do nikczemnego wzrostu. Tak samo jak niebotycznie wysokie granatowe szpilki. Petarda.
Ze ślicznej twarzy szybko zniknął szeroki uśmiech. Poprawiła okulary i zaczęła mi się przyglądać. Pomyślałem, że będzie się drzeć na mnie i na Antka, że robimy sobie z niej żarty. Jednak nie, profesjonalnie podeszła do sprawy, a widząc zmieszanie Prezesa po pierwszym zdaniu, postanowiła odwrócić kota ogonem. Szybko pochwyciłem jej nikczemny plan. Serio, to miejsce pracy może okazać się bardzo interesujące. Z wierzchu normalna korpo, w środku morze prawdziwych ludzkich emocji. Miałem nadzieję, że tym przedstawieniem ugram kilka punktów niwelujących poprzednie złe doświadczenia. Cała sytuacja naprawdę nieźle mnie ubawiła. Nie pamiętałem już, kiedy mogłem poczuć się tak swobodnie, będąc w pracy.
Do momentu, aż Antek wygłosił swój rzewnie szczery monolog. Widziałem, jak kobieta zaczęła szybciej oddychać i zaciskać pulsacyjnie dłonie w pięści. Naprawdę myślałem, że pęknie. I znowu mnie zaskoczyła. Mężnie przyjęła każdy cios. Była twarda, a do tego jeszcze cwana i przebiegła. Pokazała kto tu tak naprawdę rządzi. Antek tańczył, jak mu zagrała, ale tak, by nie zorientował się, co się dzieje. Patrzenie na jej grę było bardzo pobudzające. Mimo wszystko Antek przesadził i, choć zdawałem sobie sprawę, że przyjaciel chciał dobrze, nie wiedziałem, czy jest świadomy konsekwencji.
- Stary, przegiąłeś - uzmysłowiłem przyjacielowi, rozsiadając się w fotelu.
- Co? - zapytał jeszcze zmieszany, jakby dopiero wrócił do rzeczywistości.
- Przegiąłeś. Wygarnąłeś dziewczynie. To cud, że się nie rozbeczała.
- Mania? Proszę cię - prychnął i wszedł za swoje biurko. - To twarda babka, przeżyje.
- W to nie wątpię, tylko jakim kosztem. - Antek tylko machnął ręką.
- My tak zawsze. Lepiej, że usłyszała to ode mnie, a nie od obcego.
- Czym się tak wkurzyłeś? - zapytałem ciekawsko. To nie było jego normalne zachowanie.
- Tym, że mój najlepszy kumpel wszedł w układ z laską, by mi zagrać na nosie. - Wycelował we mnie palec wskazujący.
- Nie wiedziałem, że jesteś taki delikatny. - Uśmiechnąłem się zadziornie. - Zabolało, że mógłbym dotknąć twojego skarbu? - rzuciłem wrednie.
W głębi ducha naprawę pomyślałem, że to by było coś. Dostać to, czego ten bananowy dzieciak nie może mieć i wie, że nigdy nie dostanie.
- Nie jestem zazdrosny... - powiedział, krzyżując ręce na piersi jak małe dziecko.
- Tego nie powiedziałem - stwierdziłem, podnosząc do góry ręce.
Antek usiadł ciężko na fotelu za biurkiem i na chwilę zamilkł. Starł dłonią niewidoczny kurz z blatu.
- No dobra, może trochę jestem - wyznał w końcu. Pokiwałem głową i uśmiechnąłem się kącikiem ust. - Nie patrz tak na mnie. To naprawdę świetna dziewczyna. Bardzo inteligentna, da się z nią o wszystkim pogadać. Zawsze mogę do niej zadzwonić i poprosić o radę czy pomoc. Nie ocenia ludzi przez pryzmat kasy. Jest szczera do bólu i tego oczekuje od przyjaciół. Zależy mi na niej. Jest dla mnie bardziej jak... siostra, której nigdy nie miałem.
O kurwa, tego się nie spodziewałem. Takie słowa z ust Antka to rzadkość. Nieczęsto mówi tak otwarcie o uczuciach i bliskich mu osobach. Teraz naprawdę muszę lepiej poznać Panią Kierownik. Ciekawe jak by to było faktycznie się do niej zbliżyć. Zerwać zakazany owoc. Zamyśliłem się, a przez moją głowę przeleciały obrazy złośnicy w moich ramionach. Odchrząknąłem i potrząsnąłem energicznie głową, by odgonić fantazje.
- Dobra, mniejsza z tym. Powiedz mi lepiej, o co chodzi z tym cennikiem - zmieniłem temat.
- Ha. Dziewczyny cię jeszcze nie wtajemniczyły.
- No, raczej nie. Na czym to polega? - zapytałem szczerze zaciekawiony.
- Mania stworzyła swój własny sposób wynagradzania ludzi. Nie lubi pracować charytatywnie i uważa, że drobna przyjemność jest bliższa sercu niż potok fałszywego "dziękuję". Wymyśliła sobie, że za drobną przysługę lub za małe przewinienie należy się czekolada. Im większa prośba lub wtopa, tym lepsze słodycze. Jeśli naprawdę potrzebujesz pomocy lub, tak jak ja, narozrabiałeś, stawiasz flaszkę. Ona uwielbia słodkie musujące wino. Kiedy potrzebujesz cudu lub rzeczy niemożliwej, którą akurat ona jest wstanie załatwić od ręki lub naprawdę obraziłeś majestat królowej, kupujesz komplet. Stąd powiedzenie krążące po firmie: "cydr i czekolada".
- Czyli szeroko rozwinięty system łapówkarstwa - stwierdziłem.
- Można tak to nazwać, ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Poza tym, a tak naprawdę dzięki temu, każdy jest chętny do pomocy i nie boczy się, że odwala za kogoś czarną robotę. I zapamiętaj, jeśli potrzebujesz coś załatwić w księgowości, to musisz mieć ze sobą pudełko pączków lub dobrych ciastek.
- Ciekawe czego od ciebie zażąda ta złośnica.
- Muszę wybadać, jak bardzo nabroiłem. Ale spokojnie, jak zawsze mam asa w rękawie. - Uśmiechnął się do mnie szeroko. - A co wyszło z twojej tajnej akcji z Borysem? - Tym razem to Antek zmienił temat.
Opowiedziałem mu pokrótce, w jakim gównie znów się znalazłem.
MARYSIA
Ja pierdolę. Ja pierdolę. O ja pierdolę. Czemu to się przytrafia akurat mnie?
Nie wierzę. Why me? Why, cruel world?
- Mania! Marysia!!! Maryśka, poczekaj! Co się stało? - krzyczała biegnąca za mną Anka.
Nie miałam zamiaru jej teraz tego tłumaczyć, potrzebowałam tlenu, a raczej papierosa. A może i jednego, i drugiego. Gdy wyszłam przed klub, mocno się zaciągnęłam, a mroźne powietrze wpadło głęboko do płuc. Odpaliłam papierosa i zaciągnęłam się porządnie drugi raz, tym razem dymem.
- Co się, do kurwy nędzy, stało? - Anka złapała mnie za ramię.
- On się stał! - krzyknęłam zła, wskazując wyciągniętą ręką na wejście do klubu.
- Ale co? - zapytała zdezorientowana.
- To całe uczucie, te ciarki, to... - powiedziałam, wskazując na swoje ciało. - Boże, nie rozumiesz?!
- O matko! Chcesz mi powiedzieć, że ten nieznajomy przystojniak rozpalił twoje zmysły?! - dopytała koleżanka, a w jej oczach zalśniły iskierki.
- Wcale nie jest taki nieznajomy. To nasz nowy prawnik Teodor jakiś tam. Irlandczyk.
- Co ty pierdolisz? - Ania wytrzeszczyła oczy.
- No właśnie. Co się, kurwa, ze mną dzieje?
- Oj kurczaczku. - Anka podeszła do mnie, by mocno się przytulić.
- Nie mów tak do mnie - warknęłam przez zęby.
- Jak to nie wiesz, co się dzieje? To pożądanie. - Anka wytrzeszczyła zęby w szerokim uśmiechu.
- Zamknij się. Dobrze ci radzę - pogroziłam.
- Przecież to nic strasznego - powiedziała, głaszcząc mi plecy.
- Anka, my będziemy razem pracować! Jak to nic strasznego? Przecież wiesz, że ludzie z pracy są poza zasięgiem.
- No fakt, to już jest problem.
- Kurwa. A już myślałam, że ktoś... Z kimś... Mogłabym... - Kręciłam głową i jednocześnie uśmiechałam się pod nosem z przewrotności, jakie mi gotowało życie.
Spojrzałam na Ankę, która już chciała zacząć paplać swoje mądrości.
- Jebać to - uciszyłam ją, jasno dając do zrozumienia, że nie chcę jej słuchać. Wyrzuciłam papierosa. - Wracajmy, bo jest strasznie zimno, a ja muszę się napić.
Wróciłyśmy do klubu. Panowie stali, słuchając roześmianego Borysa rzewnie opowiadającego jakąś zabawną historię. Antek śmiał się do rozpuku. Koło młodych panów - przyklejone do ich ramion - sterczały wysokie, skąpo ubrane dziewczyny. No cóż. Gdy tylko Borys nas dostrzegł, rozłożył szeroko ręce.
- Witaj, przyszła, niedoszła żono - przywitał się roześmiany.
Jedna z czarnul skrzywiła się znacząco na mój widok. Nie przejęłam się nią zbytnio i wpadłam w objęcia Starszego Pana.
- Witaj, nieznajomy przystojniaku. Miło cię widzieć. - Cmoknęłam mężczyznę w policzek pod publiczkę.
- Dziękuję, że mnie zaszczyciłaś swoją obecnością. Ten klub bez ciebie wyglądał jakoś pusto.
- Ty to wiesz, jak komplementować kobietę. - Puściłam do niego oczko.
Borys w odpowiedzi uśmiechnął się szeroko. Szczelnie objął mnie w talii i przesunął na swoją prawą stronę.
- Popatrz, kogo ci przyprowadziłam - powiedziałam, wskazując na Ankę, która podeszła do nas.
- Witaj, moja muzo! Nie mogłem się ciebie doczekać. - Borys rozłożył ręce, a Anka wpadła mu w objęcia.
Delikatnie się odsunęłam, jednak Borys nie chciał mnie wypuścić z żelaznego uścisku.
- Ja też jestem zaszczycona - odpowiedziała przyjaciółka.
Przesunął ją na lewą stronę swojego ciała i przerzucił wzrokiem pomiędzy nami.
- Pamiętajcie, że jesteście tu zawsze mile widziane. Moje dziewczyny.
Wszyscy wymieniliśmy spojrzenia. Na chwilę zatrzymałam wzrok na Teodorze i jego partnerce. Dziewczyna nie wydawała się zbyt skomplikowana. Wiadomym było, jak dziś zakończy się jej noc, Utwierdziłam się w przekonaniu, że nie jestem w jego typie. Jebać to, Mania. Tak jest ci dobrze i nie ma sensu tego zmieniać.
Oderwałam się od Borysa i podeszłam do baru. Zamówiłam nam kolejne drinki i sok, oczywiście dla Anki. Ktoś musi odwieźć mnie do domu. Borys w tym czasie rozmawiał z Anką o rewitalizacji klubu. Przekonywał ją, że jest jego jedynym ratunkiem, bo wszyscy projektanci doprowadzają go do szewskiej pasji. Dziewczynie płonęły oczy z powodu propozycji Borysa. Było widać, że aż się trzęsie ze szczęścia. Jednak twardo negocjowała z mężczyzną warunki współpracy. Duma mnie rozpierała.
Szybko dokończyłam drinka i podeszłam do niej, kiedy już skończyli rozmawiać.
- To co, już wszystko obgadane? - zapytałam.
Anka spojrzała na mnie wymownie. Złapałam ją w pasie i zbliżyłam usta do jej ucha.
- Ale jesteś łatwa - dodałam i cmoknęłam ją w policzek.
Dała mi kuksańca w ramię, a ja pokazałam jej język. Wszyscy troje się roześmialiśmy. Towarzystwo zaczęło rozmawiać o jakichś interesach. Borys ewidentnie miał sprawę do Antka i Teodora. Poklepałam go po klapie marynarki i powiedziałam, że idę potańczyć. Skinął głową, jakby dawał mi znak: "Leć, leć, później cię znajdę".
Odeszłam z koleżanką, kręcąc biodrami w rytm muzyki. Na parkiecie szalałyśmy jak nastolatki. Jak zawsze zresztą. Uwielbiałam takie wieczory jak ten. Anka skakała ze szczęścia, a ja postanowiłam sprawdzić, czy ktoś podtrzyma żar rozpalonej, niegrzecznej iskierki.
Szybko się jednak znudziłam i machnęłam głową do Anki, dając znak, że idziemy do baru. Dziewczyna tylko pokiwała głową i ruszyła za mną tanecznym krokiem.
Nie podeszłyśmy tam jednak. W korytarzu Anka szarpnęła mnie za rękę i skierowała nas w stronę wyjścia. Miała ochotę zapalić kolejnego papierosa, a ja nie zamierzałam się z nią kłócić.
Gdy wróciłyśmy do klubu, przy barze stał Krystian, nasz znajomy DJ. Właśnie rozmawiał z Antkiem na temat jakiegoś festiwalu, a Teodor zasłuchany pił bursztynowy płyn. Podeszłam do muzyka od tyłu i oplotłam go dłońmi w pasie. Od razu mnie rozpoznał.
- Hej, Mała Mi. Dawno cię u nas nie było.
- Skąd wiedziałeś, że to ja? - Wyjrzałam zza jego pleców.
Chłopak odwrócił się, nie wychodząc z mojego objęcia.
- Tego dotyku nie da się zapomnieć. - Uśmiechnął się do mnie szeroko i ucałował mój policzek.
- Boże, nie myślałam, że cię nim tak skrzywdzę - skwitowałam rozbawiona.
Chłopak spojrzał na mnie niegrzecznym wzrokiem. Przytrzymałam je chwilę, sprawdzając, czy aby na pewno w moim wnętrzu zostało pogorzelisko. Młodziak jest przystojny. Świetny w łóżku, choć mało kreatywny. To nie dla mnie. Gdy nachylał się ku moim ustom, strzeliłam dłonią o wierzch blatu. Migiem pojawił się barman. Zamówiliśmy sobie po szocie, następnie stuknęliśmy się kieliszkami i szybko wypiliśmy płyn.
- Grasz dziś czy jesteś w klubie prywatnie? - zapytałam chłopaka.
- Właśnie zaczynam zmianę.
- To dobrze. Puścisz coś dla mnie?
- Mam dla ciebie przygotowaną składankę. Na pewno rozpoznasz, które utwory są wyłącznie dla ciebie.
Krystian zabrał swoje rzeczy, skrzyneczkę piwa i pobiegł za konsole. Gdy on się rozgaszczał na stanowisku pracy, my wypiliśmy jeszcze po jednym szocie. Borys wziął mnie pod rękę i poprowadził w stronę parkietu. Krystian powitał zebrany tłum, a następnie puścił dedykację: "Dla tej, która sprawia, że żyję". Usłyszałam remiks piosenki Bee Gees w wykonaniu 50 Centa - Stayin' Alive In Da Club - i zatraciłam się w tańcu
TEO
Umówiłem się z Antkiem na tour po klubach. Niestety kiedyś kultowe dla nas miejscówki z czasów studenckich straciły swój urok. Wszędzie było coś nie tak - a to muza nie w naszym klimacie, a to za dużo pijanego gówniarstwa albo dziewczyny za łatwe. W jednym z klubów zaliczyłem dwa lody w obszczanym kiblu. Potrzebowałem prawdziwej kobiety na noc. Postanowiliśmy pojechać do Borysa. Ten stary tetryk idealnie wstrzelił się w niszę na rynku rozrywkowym. Po mordowni, którą kiedyś prowadził, nie pozostało nic, nawet niechlubna sława. Miejsce miało swój urok, dzięki czemu zapisało się na klubowej mapie stolicy.
Na bramce stało dwóch ubranych w garniaki i czarne koszule karków. Zbiliśmy z nimi piątki i weszliśmy do środka. Przywitała nas piękna, wysoka hostessa i skierowała do szatni.
W centralnym miejscu znajdował się półkolisty bar oddzielony od parkietu ścianą z lustrami i alkoholem. Pod jedną ze ścian stały stoliki otoczone wygodnymi kanapami. W dalszej części mieściły się loże, gdzie muzyka tak nie dudniła i można było spokojnie porozmawiać. Parkiet był ogromny, a na antresoli, do której prowadziły loftowe schody, znajdowała się didżejka.
Jeszcze w korytarzu odetchnąłem z ulgą. Tak, to zdecydowanie miejsce dla mnie. Mieszanka wybuchowa kobiet: stare panny, chętne żony, napalone rozwódki lub młode wdowy. Czego chcieć więcej...
Podeszliśmy z moim towarzyszem do baru, szybko zajęliśmy miejsce na stołkach, zmówiliśmy po podwójnej szklaneczce "Johnniego" i zaczęliśmy rozglądać się za pannami. Nie musieliśmy czekać zbyt długo. Nie ma się czemu dziwić - przyciągaliśmy uwagę. Dwóch dobrze zbudowanych i rosłych facetów. Przed tourne skoczyliśmy na siłkę, więc nasze mięśnie były napompowane i dobrze wyeksponowane przez białe, rozpięte pod szyją koszule. Podwinięte rękawy doskonale ukazywały wydziarane przedramiona. Na moim nadgarstku świecił złoty zegarek, a na szyi gruby łańcuszek. Do tego założyłem dobre markowe jeansy i wygodne pantofle, a grzywkę zaczesałem do góry. Idealny przepis na przystojniaka gotowy.
Dosiadły się do nas dwie dziewczyny. Wysokie i szczupłe, jak dla mnie trochę zbyt szczupłe, czarnowłose ze zrobionymi rzęsami i ustami. No cóż, skoro są chętne... Zaczęliśmy rozmowę, ale szybko się okazało, że nie ma, o czym z nimi rozmawiać.
Znudzony towarzystwem postanowiłem rozejrzeć się po klubie, a - nuż, widelec- wpadnie mi w oko coś lepszego, a było z czego wybierać. Wziąłem szklaneczkę i skierowałem się w stronę parkietu. Stanąłem na drugim schodku prowadzącym za konsole i lustrowałem roztańczony tłum. Nic szczególnego - kilka kobiecych grupek, jakieś samotne wilki okrążające stado i grono tańczących mężczyzn. Ciekawe. Tylu chłopa w jednym miejscu - musi być jakiś interesujący powód.
Gdy kółeczko się rozluźniło, zauważyłem dwie roztańczone kobiety. Szalały na parkiecie jak żadne inne. Jedna z nich zmysłowo kołysała biodrami okalanymi w małą czarną, a kaskada blond loków spływała na plecy z upiętego wysoko kucyka. Na nogach miała wygodne buty na płaskiej podeszwie. Przyszła do klubu się pobawić. Naprawdę była niczego sobie - fajny kształtny tyłek zachęcająco poruszał się w rytm lecącej muzyki. Oddałem szklankę przechodzącej kelnerce i ruszyłem na parkiet. Z głośników poleciał Ed Sheeran i jego słynne Shape of You. Dziewczyna zwolniła tempo tańca. Pomyślałem, że to doskonała okazja. Podszedłem sugestywnie blisko i położyłem dłoń na jej biodrze. O dziwo nie odwróciła się ani nie uciekła, tak jakby na mnie czekała. Jej ciało, choć odziane w sukienkę, było zaskakująco miękkie. Zbliżyłem biodra i drugą rękę oplotłem ją w pasie. Kobieta okazała się niższa, niż początkowo zakładałem, ale to mi akurat nie przeszkadzało. Mała zaczęła poruszać biodrami, wyczuwając mój rytm i dostosowując się do niego. Po chwili zaczęliśmy tańczyć i było to bardzo przyjemne uczucie.
Nie była ani wulgarna w ruchach, ani dominująca. Błądziłem rękoma po jej ciele i coraz bardziej podobało mi się to, co czułem. Dziewczyna przerzuciła włosy na jedną stronę, ukazując swój obojczyk. Zniżyłem głowę, a do moich nozdrzy doszedł cudowny zapach jej perfum. Już gdzieś go czułem, tylko nie mogłem skojarzyć miejsca ani osoby. Tak przytuleni zaczęliśmy coraz mocniej kołysać biodrami. W pewnym momencie mała odsunęła się ode mnie na krok i zaczęła wić się poniesiona przez muzykę. Miałem doskonały widok na jej cycki. Bardzo mnie to ucieszyło. Dziewczyna ze wzrokiem wbitym w parkiet podeszła bezwstydnie do mnie, przylgnęła do mojego torsu i ponowiła ruch bioder. Mój kutas już wiedział, że ta lala to coś czego mi dziś potrzeba. Można powiedzieć, że jeszcze chwila, a przerzuciłbym ją sobie przez ramię i porwał z klubu.
Byliśmy idealnie zsynchronizowani, czytaliśmy ze swoich ciał każdy następny ruch. Kobieta zarzuciła mi ręce na szyję, delikatnie pogładziła brodę i zaczęła zjeżdżać dłońmi coraz niżej, niżej i niżej. Jej ciało zsuwało się po mojej nodze w ślad za dłońmi. Gdy pupą doszła już praktycznie do parteru, mocno złapała za mój pasek i przytrzymała. Dość, kurwa, wychodzimy.
Złapałem ją za ręce i szarpnąłem do góry. Wyskoczyła jak z procy. Zdążyłem ją złapać w momencie, gdy oplotła jedną nogą moje biodra, a drugą zostawiła wyprostowaną. Moja ręka mimowolnie znalazła się na jej tyłku, a oczy na wysokości szyi. Szyi ozdobionej wisiorkiem z koroną.
Co jest, kurwa!? Znam ten łańcuszek. Postawiłem ją szybko na podłodze, złapałem za policzki i poderwałem głowę do góry. No nie wierzę. Pani Kierownik. Kobieta otworzyła szeroko oczy i odskoczyła ode mnie jak poparzona. Poprawiła sukienkę, wyminęła mnie i szybkim krokiem podążyła w kierunku baru.
Przeczesałem ręką włosy, przetarłem twarz, odwróciłem się i przepchnąłem przez tłum w ślad za nią.
Gdy ją dogoniłem, gramoliła się na stołek barowy. Gwizdnęła i stuknęła dłonią dwa razy o blat baru. Barman dobrze wiedział, co to znaczy. Szybko przygotował mieszankę, postawił cztery kieliszki i nalał do pełna. Pierwszy wypiła duszkiem, nie czekając na nikogo. Jak strzała podleciała do niej koleżanka i złapała ją za ramię.
- Hej, wszystko OK? - zapytała dziewczyna.
Mania skierowała swój wzrok na mnie, złapała drugiego szota i szybko wychyliła.
- Nie do końca - powiedziała, lekko się krzywiąc.
- Co się stało? Uciekłaś z parkietu jak z płonącego budynku. Co jest? - dopytywała ją przyjaciółka.
- Muszę zapalić - powiedziała Mania i zeskoczyła ze stołka.
Skierowała się w stronę wejścia za bar i złapała kurtkę oraz Iqosy. Już ubrana podeszła do koleżanki i podała jej podgrzewacze. Potem złapała dwa kieliszki, by następnie podejść do mnie. Podała mi jeden z nich i stuknęła w niego.
- Wszystko wybaczam - oznajmiła niewyraźnie.
Wychyliła Blue Lagoon duszkiem, delikatnie się skrzywiła i ruszyła w kierunku wyjścia. Jej oniemiała koleżanka spojrzała na mnie, nic nie rozumiejąc, i popędziła za nią. Nie do wiary... Pani Kierownik potrafi się zabawić. Ciekawe co jeszcze w sobie kryje.
TEO
Cała sytuacja zaczynała mnie nieźle wkurwiać. Ta złośnica okazała się duszą towarzystwa i wcale a wcale nie podobał mi się sposób, w jaki patrzyli na nią inni mężczyźni. Nie byłem zazdrosny, po prostu to ja chciałem ją zaliczyć. Marysia wywierała na mnie wrażenie za każdym razem, kiedy pojawiała się w zasięgu mojego wzroku. A jak na razie przed oczami miałem tylko obraz jej i tego niby DJ-a obściskujących się przy barze i szepczących sobie coś do uszka. Kurwa, jeśli chcę się z nią zabawić, muszę rozegrać to bardzo delikatnie. Tak, by jej nie urazić, ale zaliczyć. I tak, by Antek nie boczył się na mnie zbyt długo za przelecenie jego - jak to sam ujął - "siostry".
Ta myśl zaprzątała mi głowę. Na szczęście wszyscy ruszyliśmy na parkiet, gdzie Mania razem z koleżanką szalały od początku wieczoru. Od dawna nie widziałem tak bawiących się kobiet. Uśmiech sam pojawiał się na twarzy.
Na moje nieszczęście czarna Barbie nie do końca prawidłowo odczytywała moje intencje i coraz intensywniej okazywała swoje zainteresowanie moją osobą. Próbowałem ją rozluźnić i wprowadzić w odpowiedni rytm. Dziewczyna jednak miała swój schemat tańca i w żadnym razie nie miała zamiaru zmieniać wyuczonego układu.
W tym czasie Mania wywijała krągłym tyłkiem i świeciła cyckami tuż przed nami, tańcząc z jakimś nieznajomym kolesiem. Widać było, że jej się to podoba, a typ wcale nie był najgorszym tancerzem. Obracał ją zwinnie wokół osi, przekładał ręce i pozwalał na swobodę w układzie.
Zmienił się rytm, a Marysia spojrzała na Antka. Ten, męcząc się równie mocno co ja, kiwnął w jej stronę z niemym pytaniem: "No co?". Kobieta wzruszyła tylko ramionami.
Z głośników poleciała składanka utworów z filmu Grease. Mania szepnęła coś swojemu partnerowi, a następnie kręcąc biodrami, wyciągnęła rękę w kierunku Antka i przywołała go do siebie kiwnięciem palca. Wiedziałem, że mój przyjaciel jest świetnym tancerzem, sprawnie obracał Mańką. Przy kawałku You're All I Need Antek przyciągnął ją mocno do siebie. Zetknęli się lędźwiami, a on zaczął nimi niestosownie kręcić. Mania nie była mu w tym dłużna.
Zacisnąłem mocno pięści. Gdy zaczęli bujać się do słynnego "U... u... u...", nie wytrzymałem. Musiałem do niej podejść. Niestety czarna Barbie miała inny plan. Twardo stanęła mi na drodze do obiektu mojego pożądania i spojrzała na mnie wkurzona. Nie przejąłem się nią specjalnie. Sprawnie odsunąłem dziewczynę i ruszyłem przed siebie.
Gdy dotarłem do rozbawionej pary, nastąpiło płynne przejście muzyki do nowoczesnych utworów. Złapałem kobietę za nadgarstek i przyciągnąłem do siebie. Ciasno objąłem w tali i szeroko się uśmiechnąłem. Widziałem, jak strzela we mnie z oczu piorunami złości i robi twardą minę. Podjąłem wyzwanie. Teraz to się zabawimy, pomyślałem.
Zacząłem delikatnie kręcić biodrami i zrobiłem pierwszy krok. Niechętnie ruszyła nogą. Nie zamierzała mi ułatwiać sprawy. Na szczęście wiedziałem, jak sobie poradzić. Dzięki, mamo, za lekcje tańca. Szarpnąłem ją za włosy i odchyliłem jej głowę do tyłu. Musiała na mnie spojrzeć, a kiedy to zrobiła, puściłem włosy i pochyliłem się, by mieć twarz na wysokość jej oczu. Ponowiłem próbę. Zakręciłem biodrem i zrobiłem krok. Złośnica podjęła narzucone jej zaproszenie do tańca. Po chwili zsynchronizowaliśmy ruchy i ponownie zaczęliśmy się do siebie kleić.
Z głośnika poleciał Tymek i jego Język ciała. Nie wiedziałem, czy to ta kobieta, czy atmosfera w klubie tak podniosła temperaturę, ale było naprawdę gorąco. Nasze lędźwie nie odrywały się od siebie nawet na moment.
W pewnym momencie dziewczyna sprawnie odwróciła się do mnie tyłem. Pochyliła się do przodu, przerzuciła włosy na jedną stronę, mocno wypięła pośladki, i zatrzęsła nimi przy moim rozporku. Mieszkający tam przyjaciel zareagował momentalnie. Tego się nie spodziewałem. W moich bokserkach od początku było ciasno, ale po tym ruchu musiałem uważać, by sam nie wyskoczył. Złapałem ją za ramię i pociągnąłem do siebie. Wywinęła się sprawnie i odeszła na kilka kroków. Zaczęła zmysłowy taniec w rytmie Let me think about it, ku uciesze moich oczu. Co chwilę podchodziła do mnie i zachęcała do podążania za nią, a potem odwracała się bez zainteresowania.
Zaskoczona zachowaniem Marysi koleżanka podeszła do niej. To było naprawdę majestatyczne - dwie piękne kobiety ocierające się o siebie swoimi ciałami. Chciałem zostać, ale musiałem skorzystać z toalety. Potrafię dużo wytrzymać, ale mój fiut od dawna nie był aż tak twardy.
Zostawiłem bawiące się w rytmie What you waiting for dziewczyny i udałem się do kibla, by zwalić konia. Wyglądało na to, że pójdzie szybko, bo byłem przebodźcowany. Wpadłem do kabiny i zacząłem delikatnie, nie zważając na nic. Usłyszałem ciche pomruki w sąsiedniej kabinie. O tak, tego mi trzeba, jeszcze większej stymulacji.
- Dajesz, mała - odezwał się facet i wytrącił mnie z uniesienia. Zaraz, znałem ten głos. Skoro ja nie mogę dojść, to on też nie dojdzie.
- Zamknij japę, Antek. Daj dziewczynie pracować.
- Teo? - zapytał. - Sam przyszedłeś?
- Nie, kurwa, z kopciuszkiem, żeby umył kibel - syknąłem w złości.
Usłyszałem szelest w sąsiedniej kabinie. Chwilę później drzwi mojej kabiny szeroko się otworzyły. Stanąłem twarzą w twarz ze starszą zadbaną kobietą o świetnej figurze i sztucznych cycka w rozmiarze D.
- Poznaj moje dobre serce - krzyknął kolega za pleców podarowanej zdobyczy i wyszedł z łazienki.
Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem. Zatrzymała spojrzenie na stojącym kutasie. Z lubością oblizała usta i padła na kolana. Bez zbędnych ceregieli zabrała się do roboty. Jęknąłem głośno.
***
Pół godziny później wyszedłem z klubowej toalety. Zadowolony i zrelaksowany. Całe ciśnienie, wywołane przez Manię, znalazło ujście w ustach tej nieznajomej, ale bardzo doświadczonej kobiety. W powrocie do głównej sali towarzyszył mi szczerzący się przyjaciel, dopytując, jak było.
Podeszliśmy do baru i, jak stały bywalec, klepnąłem dwa razy dłonią w ladę. Barman szybko nalał nam dwie szklaneczki "Johnniego" z lodem. Rozejrzałem się rozbawiony po wnętrzu i cały syf, który wyrzuciłem z siebie, znów powrócił. Po drugiej stronie siedziała Marysia ze swoją koleżanką Anką w towarzystwie pięciu rosłych facetów. Jeden z nich kręcił się koło niej stanowczo za blisko i nie potrafił utrzymać łap przy sobie. Drugi zagadywał ją i często nachylał się do jej ucha, jednocześnie zaglądając w dekolt. Zagotowałem się od środka. Kurwa, nie było mnie pół godziny. Na pół godziny spuściłem ją z oczu i stado wygłodniałych wilków zaczęło zasadzkę. Antek zauważył moje zdenerwowanie i podążył wzrokiem w kierunku rozbawionej grupki.
- Zostaw ją, poradzi sobie. Widziałem to milion razy. Każdy z nich obejdzie się smakiem.
Antek zapatrzył się na towarzystwo. Jemu ten widok również się nie podobał. Uderzyłem w czuły punkt kolegi.
- Jesteś pewien? Zaraz jeden z nich wciągnie ją do auta i zabierze na długą przejażdżkę - rzuciłem niby obojętnie, wyciągając w kierunku kolegi dłoń na znak zakładu.
Wiedziałem, że zareaguje. W końcu Mania była bliska jego sercu. Wychylił drinka jednym haustem i ruszył w stronę zgromadzenia.
- Mania, kochanie, chyba ci wystarczy? - zaczął głośno i dosadnie.
- Nie będziesz mi mówił, jak mam pić - odpowiedziała mu butnie i wychyliła kolejnego szota. - Poza tym, skarbie, to nie ty mnie dziś odwozisz do domu.
Koleś, który stanął za nią, objął ją niestosownie w pasie i przysunął do siebie.
- Powiedz tylko słowo, a zabiorę cię, dokąd tylko zechcesz. - Puścił oczko do kumpli.
Mania złapała go za rękę i poprowadziła przed siebie. Zmrużyła kusząco oczy, oblizała usta i przetarła je palcem. Facet nachylił się nad nią, a jego ręka wędrowała od kolana po udo, wsuwając się pod sukienkę.
- Nie obraź się, przystojniaku, ale gramy do tej samej bramki - oznajmiła.
Mania złapała rękę mężczyzny i odsunęła go od siebie. Wyciągnęła dłoń w kierunku Anki. Ta uśmiechając się szeroko, podeszła do dziewczyny. Rozchyliła jej uda, wsunęła się pomiędzy nie, przytuliła się do klatki piersiowej Marysi i delikatnie pocałowała ją w usta.
- Już się nakręciłaś? Możemy wracać do domu? Chcę cię rozebrać i położyć do łóżka - mruczała Anka powabnie.
Mania zgarnęła zabłąkany włos z czoła koleżanki, przygryzła wargę i pokiwała twierdząco. Anka wywinęła się z objęć koleżanki, zebrała torebki i kurtki zza baru. Ręką objęła Marysię w pasie i ruszyły w stronę drzwi.
- Later, bitches! - krzyknęła królowa chaosu na odchodne.
Zniknęły w korytarzu, pozostawiając oniemiałych mężczyzn przy barze. Antek tylko pokręcił głową.
- A nie mówiłem? Chodź, stary, trzeba znaleźć te dwie czarne Barbie. Ktoś powinien utulić mnie do snu.
Impreza się skończyła, czas wracać do domu.
MARYSIA
Nienawidzę poniedziałków. Szczególnie tych po intensywnym weekendzie. W sobotę o piątej rano obudził mnie potworny kac. Całe szczęście, że poprzedniego wieczoru Anka weszła ze mną do domu. Zaprowadziła do mojej prywatnej łazienki i przeszła rytuał "pijanej dobrej nocki". Wstyd. Niestety mój organizm jest tak skonstruowany, że wypity alkohol trzeba wypocić. Więc po przebudzeniu ubrałam się w dres i zabrałam Leona na poranne bieganie. Czułam, jak promile parują przez skórę z każdym przebytym kilometrem. Gdy wróciłam do domu, po kacu nie było śladu, za to przyniosłam świeże bułeczki z piekarni. Posprzątałam dom, zrobiłam śniadanie dla zakochanych nastolatków i obiad, na którym oczywiście gościem specjalnym był Marek. Na wieczór umówiłam się z Adą i Dominikiem.
Adę, a tak naprawdę Adama, poznałam lata temu. O tym, że prowadzi lekcje tańca, dowiedziałam się, kiedy szukałam kursu dla dzieciaków. Po jednej ze szkolnych potańcówek, na których dzieciaki latały po sali chaotycznie jak muchy albo podpierały ścianę jak szczotki, postanowiłam, że trzeba ich nauczyć absolutnych podstaw. Na początku traktowały to jak karę. Chodziłam z nimi na każde zajęcia przez prawie dwa lata. W końcu dzieciaki się znudziły, a ja zostałam.
W tym czasie Adam przechodził niesamowitą przemianę. Zapuścił włosy, zaczął się malować i zawsze miał zrobiony doskonały manicure w odważnych kolorach. Pewnego wieczoru po zajęciach podeszłam do niego i zapytałam, czy ma ochotę na kawę i ciastko, bo ja po takim wysiłku potrzebuje cukru. Zgodził się, więc poszliśmy do pobliskiej kawiarni i przegadaliśmy kilka godzin. Na koniec zapytałam, czy mogę mówić do niego "Ada" i używać żeńskich zaimków... Od tamtej pory byłyśmy psiapsiółkami. Z biegiem lat Ada stała się prawdziwą kobietą. Doskonale wypracowała gesty, zachowania i odzywki. Przeszła niesamowitą transformację. Zrobiła sobie rzęsy, paznokcie, usta i cycki. Była super laską, taką piętnaście na dziesięć.
Z Dominikiem poznał mnie mój brat Darek. On, w przeciwieństwie do mnie, jakby mógł, zamieszkałby na siłowni. Gdy miałam najgłębszy dołek emocjonalny w życiu - dowiedziawszy się, że Rafał poszedł w bok z naszą wspólną znajomą - on pierwszy przyjechał do mnie i wyciągnął na siłownie. Kazał bić w worek, stał nade mną i krzyczał, bym wykonała ćwiczenie, zrobiła jeszcze jedną serię lub przebiegła jeszcze jeden kilometr. Strasznie mnie wtedy mordował, ale tego mi było trzeba. Dzięki temu nie myślałam o całym szambie, które się na mnie wylało. To czysty przykład kulturysty - wielki koks dwa na dwa, wytatuowany chyba wszędzie. Każdy mięsień jego ciała był wyrzeźbiony do perfekcji. Zabójczo przystojny, chodzący, pieprzony ideał. Niby taki twardziel, a miał takie miękkie serce. Tak się zaczęła nasza znajomość. Z każdą godziną spędzoną na siłowni, a potem na macie podczas sparingów, coraz lepiej się poznawaliśmy. Nawzajem przeżywaliśmy swoje bóle i cieszyliśmy się nawet z małych sukcesów.
Potem Fabian przechodził kryzys wieku młodzieńczego. Coraz częściej przychodził poobijany ze szkoły. Gdy któregoś wieczoru wrócił z przetrąconym nosem - powiedziałam dość. Zabrałam go do Dominika i tam już został. Rozpoczął tak jak ja - od samoobrony. Potem się wkręcił i zaczął trenować sztuki walki. Już nie przychodził poobijany.
Następnie na zajęcia wyciągnęłam Nadię. Wpadłam w panikę na myśl, że moja dziewczynka będzie jeździła do szkoły sama autobusem czy wałęsała się po mieście zupełnie bezbronna. A w tym czasie zrobiło się trochę niebezpiecznie w naszym mirze domowym. Kazałam jej chodzić, dopóki nie pokona Fabiana. Przeszła przez cały kurs, ale stwierdziła, że to nie jej bajka. Niestety jesteśmy jak rodzina Soprano - każdy musi wiedzieć, jak się w danej sytuacji zachować.
Jak ta dwójka znajomych się spotkała? To bardzo proste. Dominik miał niewykorzystane piętro, które zamierzał wynająć komuś z branży pokrewnej. Ada natomiast zgromadziła tak liczne grono wyznawców, że potrzebowała większej przestrzeni, by rozkręcić szkołę tańca. Nie ukrywałam przed nimi, kim są i czym się zajmują. Umówiłam ich na biznesowe spotkanie i tyle wystarczyło - wpadli sobie w oko. Ada znalazła mężczyznę, który będzie ją akceptował i wspierał, a Dominik znalazł w końcu swoją dziewczynę z jajami.
Każdy wieczór z nimi to czysta przyjemność, dlatego nasze sobotnie spotkanie nie skończyło się jedynie na kolacji i pogaduchach. Wypiliśmy o kilka kieliszków za dużo. Przez to w niedziele również obudziłam się około szóstej rano i musiałam ponownie spalić alkohol. Powtórka z rozrywki...
Teraz siedziałam za biurkiem w swoim gabinecie i cierpiałam katusze z powodu niewyspania. Karolina przyniosła mi duży kubek kawy, aspirynę i szklankę wody z cytryną. Na biurko rzuciła teczkę z aktami Teodora.
- Co to jest? - zapytałam podirytowana.
- Teczka, o którą prosiłaś jakiś czas temu.
A, no tak. Znowu ten prawnik.
- I po co mi ona? - fuknęłam.
- Pomyślałam, że będziesz chciała wiedzieć, z kim będziesz współpracować.
Wzięłam do ręki teczkę i uchyliłam ją. Przywitało mnie zdjęcie przystojnego i uśmiechniętego mężczyzny.
- Dobra, zostaw ją - powiedziałam zrezygnowana.
- Umówiłam cię na spotkanie z prawnikiem na godzinę jedenastą, potem pewnie lunch z Antkiem. Po południu masz spotkanie z działem...
- A nie masz dla mnie choć krzty litości? - wtrąciłam się w wypowiedź asystentki.
- Przestań się mazać - zrugała mnie Karolina. - Już dawno ci mówiłam, że jesteś za stara na takie ekscesy.
- Małpa - powiedziałam i wystawiłam do niej język.
- Uważaj, ta małpa kupuje ci ciuchy.
- Skoro o tym mowa, mam do ciebie prośbę. Wiesz, że zbliża się impreza świąteczna... - Uśmiechnęłam się do dziewczyny przymilnie.
Karolina klapnęła na fotel.
- Wiem. I co, potrzebujesz pomocy małpy?
- Przepraszam za małpę, ale tak, potrzebuję twojej pomocy. Poza tym, jeśli zostawisz to w moich rękach, przyjdę na imprezę w dresie.
- No fucking way. Za kogo się przebierasz? - zapytała, kapitulując.
- Za królową lodu. Pasuje do mnie. - Puściłam do niej oczko.
- Cooo? Oszalałaś. Nie ma lepszych księżniczek do wyboru?
- Dla mnie nie ma. Jeśli ci to pomoże, możesz mówić, że będę Elzą z Krainy Lodu.
- Tak już lepiej. Wcale nie jesteś taka straszna, jak się ciebie lepiej pozna.
- Może. - Wzruszyłam ramionami. - W weekend poszperałam trochę w Internecie i znalazłam... - Złapałam za telefon i pokazałam jej kilka screenów z sukienkami i butami. - Co o tym myślisz?
- Wyrobiłaś się - pochwaliła mnie Karolina, szurając palcem po ekranie. - Naprawdę zaczynam się obawiać o swoją posadę stylistki.
- Przestań, przecież ktoś musi za mnie kupić te szmaty. Wiesz dobrze, że nienawidzę zakupów.
- To fakt. Dobra, prześlij mi te screeny. Buty są nieziemskie. Mogę kupić sobie takie same?
- Jasne, jeśli obiecasz mi, że będziesz chodziła w nich w dni nieparzyste. - Roześmiałyśmy się.
- Dobra, zostawiam cię. Mam jeszcze kilka rzeczy do ogarnięcia i tobie też radzę zacząć pracować, opierdalaczu - skarciła mnie, wychodząc z pokoju.
- Małpa! - krzyknęłam za nią.
Zakręciła tylko biodrami i wyszła z pokoju.
Faktycznie musiałam zacząć pracować. Potrzebowałam złapać prawidłowy rytm, by ten dzień nie wlókł się jak flaki. Przeniosłam stertę dokumentów związanych z leasingiem na biurko i wyciągnęłam też materiały potrzebne mi na spotkanie z działem administracji. Odpaliłam na komputerze ostatnie minutki ze spotkania i zaczęłam pracę.
Po godzinie cały materiał na popołudniowe spotkanie był gotowy. Wyszłam rozprostować kości. W biurze panowała zupełna cisza. Nie było gonitwy po korytarzu, nikt nie stał z kawą przy ekspresie. Co się, kurde, dzieje? Zaparzyłam herbatę i wróciłam do asystentek.
- Dlaczego jest tak cicho? - zapytałam zaciekawiona.
- Wszyscy zamknęliście się w swoich pokojach lub macie spotkania. Mania, jest poniedziałek, nie tylko ty leczysz kaca.
- Ja swojego już wyleczyłam. - Odwróciłam się triumfalnie na pięcie i zamknęłam w gabinecie.
Złapałam za kubek i przesunęłam teczkę z aktami prawnika na środek biurka. Czy naprawdę chce je czytać? Westchnęłam głęboko i przypomniałam sobie piątkowy wieczór w klubie. Boże, Mania, ale ty jesteś głupia... Alkohol nie jest dobrym doradcą, a ty ubzdurałaś sobie coś w tej swojej ślicznej główce. Między wami nie było żadnego pożądania. Po prostu za dużo wypiłaś. Poza tym ten koleś nie jest w twoim typie. To szczyl. W jego oczach jesteś, kolejną z wielu, zabawką na chwilę. Podejdź do tego biznesowo, jak do każdego nowego pracownika. Weryfikacja, kooperacja, test i albo jest z nami, albo przeciwko nam.
Zawsze tak z Antkiem dobieraliśmy współpracowników. Do firmy zapraszaliśmy tylko lojalnych, zaangażowanych i uczciwych ludzi. Dla reszty nie było tu miejsca. Byliśmy zbyt zapracowani, by martwić się, czy nasi pracownicy nie sabotują projektów, nie wynoszą informacji lub nie wbijają nam noża w plecy. Każdy przychodził tu w konkretnym celu - by zarabiać pieniądze, wykorzystując swoje umiejętności.
Zapatrzyłam się w witające mnie zdjęcie. Kurczę. On ma coś w sobie. Facet naprawdę jest przystojny. Skoncentruj się, dziewczyno, skoncentruj się, szybko upomniałam się w myślach. Zaczęłam kartkować akta. Polak, trzydzieści osiem lat. O, nie wygląda na tyle, choć dla mnie każdy to gówniarz. Urodzony szóstego czerwca - bliźniak, dwulicowiec. Matka Polka, ojciec Irlandczyk. Zameldowany w Poznaniu, obecnie mieszka w Warszawie. Stan cywilny: rozwodnik. Ciekawe... Bezdzietny. Skończył szkołę średnią w Dublinie, studia prawnicze w UK w Cambridge. Szacun. Praktykował w kilku kancelariach. Karnista, adwokat. Wow, niebezpiecznie. Potem zaczął wspomagać korporacje, jest partnerem w kancelarii prawniczej w UK. Ma na koncie kilka wygranych spraw karnych. Ciekawe.
Wzięłam zdjęcie do ręki, upiłam łyk naparu i powiedziałam:
- Co cię tu sprowadza, O'Reilly?
MARYSIA
Co za palant. Czy on zawsze musi wyprowadzić mnie z równowagi? Czemu oni wszyscy uparli się na to, że powinnam sobie kogoś znaleźć? Tyle lat im to nie przeszkadzało, a teraz... O losie.
Szybko pokonałam drogę do mojego gabinetu. Weszłam do niego i oniemiałam. Siedziało tam dwóch rosłych i dobrze mi znanych mężczyzn - Dominik i Darek. Komentowali właśnie jakiś filmik.
- Cześć, a co was do mnie sprowadza?
Podeszłam do nich i przywitałam się, przytulając do ich torsów. Każdy z nich pocałował mnie w czoło.
- Cześć. Ja nie przyjechałem do ciebie tylko do Kamy, ale skoro już tu jestem, to głupio by było nie odwiedzić siostry - powiedział Darek.
- A ja przyjechałem do ciebie. Dawno cię nie było na siłowni, a po ostatnim spotkaniu nie brzmiałaś najlepiej. Chciałem sprawdzić, czy wszystko gra. Wiesz, Ada się martwi - wytłumaczył Dominik.
- Jasne. Jak widzisz, jestem cała i zdrowa. Nie pokazuję się na siłowni, bo miałam mały kobiecy zabieg i muszę pauzować.
- Sraty taty - wtrącił się Darek.
- Zamknij się - uciszyłam go szybko.
- Po prostu ci się nie chce - skwitował mój starszy brat.
Prychnęłam i wyminęła go.
- Nie to, że mi się nie chce. Po prostu ostatnio warunki nie były sprzyjające. - Próbowałam zręcznie wykręcić się od kłamstwa.
- Jasne... Tak sobie tłumacz - skwitował moją wypowiedź braciszek.
- Dobra, nieważne - skarcił nas Dominik. - Wiedz tylko, że po takiej pauzie nie będziesz mogła okładać chłopaków, bo nie wytrzymasz kondycyjnie - dodał poważnie.
- Proszę cię. Ja? - zakpiłam. - Ja wszystko mogę.
Zakończyłam wymądrzanie się trenera, rozsiadając się w fotelu. Choć faktycznie ostatnio nie miałam, jak wyrwać się na siłkę. Jeszcze nie mogłam się zanadto przemęczać, ale jakoś trzeba było rozładować napięcie. A póki mój chłopak na baterie nie mógł mi pomóc, musiałam znaleźć alternatywę. Wylanie kilku litrów potu na siłowni mogło przynieść tylko pozytywne efekty.
Dalsza część naszej rozmowy przebiegła w luźnej atmosferze. Chłopcy opowiadali o ostatnich przygodach. Prym wiódł Darek, który na nudę w biznesie nie mógł narzekać. Wypiliśmy po kubku zielonej herbaty, a potem oni zaczęli się zbierać.
Wyprowadzając ich z pokoju, wpadłam na Teodora. Dosłownie wpadłam, bo szłam tyłem, wciąż rozmawiając z tymi karkami. Kiedy się odwracałam, źle postawiłam nogę i prawie się przewróciłam. Na nieszczęście mężczyzna złapał mnie w pasie i przyciągnął mocno do swojego torsu. Speszyłam się jak nastolatka. Moja ręka wylądowała na jego piersi, a on w odpowiedzi na ten gest mruknął z zadowolenia. Poczułam jego ciepłe, bosko wyrzeźbione mięśnie skryte pod koszulą.
- Znów się do mnie kleisz? - zapytał, patrząc mi przenikliwie w oczy.
Odskoczyłam od niego jak oparzona. Poprawiłam sukienkę i włosy. Oczywiście ta dwójka Sherlocków zauważyła moje zmieszanie i zaczęła chichotać pod nosem. Klepnęłam Darka wierzchem dłoni.
- Z czego się śmiejesz?
- Z ciebie. Jak zawsze taktowna - odpysknął.
Dominik nic nie mówił. Górował nad wszystkimi swoją posturą. Przyglądał się nieznajomemu z kamienną twarzą, a potem podszedł do mnie.
- Wszystko OK? - dopytywał, łapiąc mnie za podbródek i nakazując spojrzenie na niego.
- Tak, wszystko OK. - Uciekłam wzrokiem.
W odpowiedzi usłyszałam tylko ciche mruknięcie. Och, on już wie, co się dzieje.
- Nie przedstawisz nas sobie? - Teo wcisnął ręce do kieszeni i spojrzał na mnie.
Odchrząknęłam i podniosłam rękę, przedstawiając swoich towarzyszy.
- Teo, to mój brat Darek. A to mój trener Dominik. Chłopaki, to jest nasz nowy prawnik Teodor.
Panowie wymienili się bardzo mocnymi uściskami dłoni i wilczymi spojrzeniami. Zapadła niezręczna cisza, którą przerwał Darek.
- To ja idę do Kamili. Idziesz Dominik?
- Tak, chętnie z nią porozmawiam. - Wymienił znaczące spojrzenie z Teodorem.
Darek ruszył przodem, a Dominik jeszcze raz złapał mnie za głowę i obdarował całusem w skroń.
- Do zobaczenia, Mała. Uważaj na siebie.
Nic się już nie odezwałam, tylko pomachałam mu ręką na do widzenia. Spojrzałam na Teo, który myślał nad czymś bardzo mocno. Skrzyżował ręce na piersi. Materiał koszuli naprężył się do granic wytrzymałości. Ależ on musi być zbudowany. Odgoniłam tę myśli i warknęłam do niego:
- No co?
- Jak na singielkę znasz bardzo wielu mężczyzn, którzy kręcą się wokół ciebie.
Prychnęłam, a następnie delikatnie się uśmiechnęłam, krzyżując ręce na piersi.
- A co, zazdrosny?
- A co, jeśli powiem, że trochę tak?
- Powiem, że to nie mój problem.
Spokojnym i swobodnym krokiem ruszył w moja stronę. Ja cofałam się w odpowiedzi na każde jego stąpnięcie.
Pyskówki to nie to samo co kontakt fizyczny. Niestety na przeszkodzie do ucieczki stanęło mi biurko asystentki. Mężczyzna złapał mnie za biodra pewnym chwytem i naparł ciałem. Nie zamierzałam dać mu satysfakcji z mojej ucieczki i nie odchyliłam się do tyłu ani na centymetr. Stałam wyprostowana i napięta jak struna. Ciasno przylgnęliśmy do siebie i patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Mój oddech przyspieszył, więc delikatnie rozchyliłam wargi, by mocniej wciągnąć powietrze do płuc. Teo nachylił się nad moim uchem i owiał mój obojczyk i szyję delikatnym podmuchem.
- A co, jeśli chciałbym, by to był twój problem? - zamruczał przy moim uchu.
Odleciałam. Nie potrafiłam w tym momencie zebrać myśli. Przez całe ciało przeszedł mnie potężny dreszcz. Mocny męski zapach wdarł mi się w nozdrza. O mój słodki Jezu, jak on cudownie pachnie. Moje mięśnie ud samowolnie się zacisnęły. Poczułam, jak serce wyrywa mi się z piersi.
Potrząsnęłam głową, odganiając nieprzyzwoite myśli. Kobieto, ogarnij się, przecież nie możesz mu dać wygrać tego pojedynku. Zbliżyłam usta do jego ucha i powiedziałam równie cicho:
- Musiałbyś się bardziej postarać.
Po czym dużo nie myśląc, wyciągnęłam język i musnęłam nim dolną część płatka jego ucha. Mężczyzna odwrócił głowę w moja stronę i przewiercił mnie spojrzeniem. Poczułam na brzuchu jego przybierającą na sile erekcje. Skierowałam spojrzenie w dół i przygryzłam wargę. Nagle zza pleców prawnika odezwał się Antek:
- A co wy tam sobie tak szepczecie?
Teo wyprostował się jak struna. Jednak nie odwrócił się od razu. Widziałam zmieszanie na jego twarzy. Próbował się uspokoić i choć trochę zmniejszyć napięcie w spodniach. Za dobra jesteś, Mania, za dobra.
Roześmiałam się na całe gardło i uszczypnęłam go w pachwinę. Skrzywił się. Wychyliłam się zza jego potężnego torsu. Spojrzałam na Antka, potem na Teodora i zapytałam zdezorientowanego mężczyznę:
- Serio?
Antek łypnął na mnie wzrokiem. Wysunęłam się spomiędzy biurka a Teodora i podeszłam do mężczyzny. Poklepałam go po piersi i rzuciłam:
- Robiłam głupoty, ale ty... - Gwizdnęłam. - Wow, Antek. Zdradzisz stawkę za godzinę tych korepetycji? I kto ci załatwił takie nauczycielki?
Antek otworzył szeroko oczy, podniósł w moja stronę palec wskazujący i wysyczał:
- Nigdy nie płaciłem. W barterze zdobywałem doświadczenie.
- Twoja mama wie, co musiałeś zrobić w zamian za wyjawienie przez nie sekretu idealnego kobiecego francuza?.
Podniósł wzrok na Teodora.
- Jeśli jej powiedziałeś, to jesteś martwy.
Teo podniósł ręce do góry. Antek wkurzony odsunął mnie od siebie i ruszył do swojego gabinetu.
- Do mnie! - krzyknął Prezes.
Odwróciłam się do Teodora, wskazując mu kierunek, w którym powinien się udać.
- Nie ma za co - rzuciłam z uśmiechem.
- Jeszcze wrócimy do naszej rozmowy. - Ni to pogroził, ni to obiecał.
Z pokoju dobiegł krzyk wkurwionego Prezesa.
- Teo!
TEO
Ale się wkurwił. Miotał się po całym pokoju. Kiedy tylko zamknąłem drzwi, zaczął swój monolog.
- Jeśli cokolwiek jej powiedziałeś, to cię zatłukę jak psa. Jak mogłeś wywinąć taki numer najlepszemu kumplowi? Kurwa, stary, tak się nie robi. To koniec. Nie pokazuj mi się na oczy. Nie chcę cię znać. - Wyrzucał z siebie niepohamowany potok słów.
Dostał jakiegoś amoku. Podszedłem do niego, złapałem za barki i porządnie potrząsnąłem.
- Nic jej nie powiedziałem - wysylabizowałem.
- Tak? To skąd ona...? - dopytywał nieprzekonany.
- Nie wiem, stary, ale ja jej nic nie powiedziałem - zarzekałem się z ręką na sercu.
- To co jej szeptałeś do ucha?
O, kurwa... No tak. Powiedzieć mu czy nie...? Patrzyłem na niego chwilę. Znowu zaczął swoje.
- Wiedziałem! Taki z ciebie kumpel. Sprzedałeś mnie...
Musiałem mu powiedzieć, znaliśmy się od dzieciaka. Zawsze razem. On też wiedział o mnie wszystko. Przeczesałem dłonią włosy, wziąłem porządny wdech i wyznałem prawdę skrywaną od jakiegoś czasu.
- Chcę ją zaciągnąć do łóżka - wyrzuciłem na wydechu. - Badałem grunt, jak bardzo będę musiał się wysilić.
- Że co, kurwa?! - No to teraz naprawdę się wkurwi.
- Chcę się z nią przespać, a to co widziałeś, miało zbudować drogę do jej cipki. - Antek stał z otwartymi ustami. Patrzył na mnie jak na wariata. - Podoba mi się. Faktycznie nie jest taka jak wszystkie. Jest jak wyzwanie, które ciężko odrzucić.
- Zaraz, zaraz... Ty chcesz moją Manię...?! - dopytywał.
- Nie jest twoja. - Zaznaczyłem fakt braku pokrewieństwa.
- Kurwa, stary, traktuję ją jak siostrę. A co by było, gdybym to ja puknął twoja siostrę? - zapytał, rozkładając ręce.
- Już to zrobiłeś, i żonę też. Zapomniałeś? - przypomniałem z nutą urazą.
- Nie zapomniałem i uwierz mi, bardzo tego żałuję. Wyjaśniliśmy to sobie. Byliście w separacji. Mówiłeś, że mi wybaczasz! - próbował się tłumaczyć.
- No więc ja zaliczę Manię i będziemy kwita - podsumowałem.
Antek tylko podszedł do barku, wyciągnął szkocką i dwie szklaneczki.
- Nie ma, kurwa, mowy. Nie dotkniesz jej nawet palcem. - Kręcił głową energicznie.
- Jeszcze się zdziwisz. Jestem na dobrej drodze - powiedziałem i uśmiechnąłem się szeroko.
- Po moim trupie - syknął.
- I tak już długo żyjesz na tym świecie. - Ponownie się uśmiechnąłem.
Uderzył ręka o szafkę, wypił sporego szota i ciężko usiadł na kanapie.
Podszedłem do barku, złapałem butelkę i drugą szklaneczkę. Nalałem sobie trochę płynu i wróciłem do przyjaciela, by dolać mu bursztynowego eliksiru. Usiadłem naprzeciwko niego w fotelu. Antek przecząco pokręcił głową, uśmiechnął się i pociągnął ze szklanki już znacznie mniejszy łyk.
- Kurwa... - westchnął ponownie. - Kiedy? Jak? Gdzie naszła cię taka myśl?
- W klubie - odpowiedziałem szybko i zwięźle, przesiadając się na przeciwko niego w fotelu. Swoim zwyczajem rozwaliłem się wygodnie, zarzucając stopę na kolano, po czym zacząłem sączyć drinka.
- Ja pierdolę, wpuściłem lisa do kurnika. - Antek przeczesał włosy dłonią. - Nie pozwolę jej skrzywdzić. - Spojrzał na mnie poważnie. - Ona nie może cierpieć.
- Stary, nie rób tragedii - bagatelizowałem jego zachowanie. - To tylko seks. Jeden numerek i po sprawie. Przecież nie złamię jej serca.
- Taa, jasne. Z Manią... Tylko seks... - prychał.
- Stary, przesadzasz - powiedziałem, przewracając oczami.
- A jak Mania zapatruje się na twoje zaloty? - dopytał zainteresowany.
- To twarda zawodniczka - przyznałem z uznaniem.
- Zuch dziewczyna. - Zacisnął dłoń w geście zwycięstwa.
Nie ukrywał zadowolenia z jej oporu. Spojrzałem na niego lekko rozgniewany tym, co usłyszałem.
- Przecież sam ją namawiałeś do tego, by wróciła do gry.
- I teraz tego żałuję - jęczał dalej jak potłuczony.
- Dobra, zróbmy tak. - Pochyliłem się do niego. - Jeśli do końca roku jej nie zaliczę, to dam sobie spokój i razem będziemy leczyć rany - zaproponowałem, wiedząc, że to mocno uszczupli moje konto i do końca zniszczy wątrobę.
- Do listopada. - Antek postawił warunek, pochylając się tak jak ja.
- Chłopie, zapomniałeś o kim rozmawiamy? Nie dam się wychujać na starcie.
Przyjaciel pokręcił głową z dezaprobatą. Zmarszczył czoło. Myślał o czymś bardzo intensywnie.
- A jeśli ją zaliczysz? - zapytał.
- Będziesz mógł zażądać, czego tylko chcesz. Możesz nawet mnie użyć, by wkraść się w jej łaski, bo pomożesz mi się wywinąć od jej gniewu.
- Zgoda - przytaknął usatysfakcjonowany. Stuknęliśmy się szklaneczkami i napiliśmy "Johnnego".
- Tylko się nie wpierdalaj - zaznaczyłem.
- Nie mogę ci tego obiecać.
Zapadła chwila ciszy. Antek zmarszczył czoło.
- Nad czym się jeszcze tak zastanawiasz? - zapytałem.
- Nad tym, skąd ta wredna zołza znała mój sekret z młodości.
- Nie mam pojęcia, ale skoro wygrzebała taki brud o tobie, to boję się, co może znaleźć o mnie.
MARYSIA
Czy złamałabym swoją zasadę? Dla odpowiedniej osoby tak, ale nie byłam pewna, czy on jest odpowiednią osobą. Przespać można się z każdym, ale nie na tym mi zależało. Wolałam raczej zbudować relację, a to już cięższa sprawa.
Gdy wracałam z toalety, na korytarzu złapał mnie kurier.
- Witam, pani Mario. Mam przesyłkę dla pani. Za pobraniem do rąk własnych.
Odwróciłam się do mężczyzny. Przede mną stał pryszczaty chłopak. Nie myśląc dużo, powiedziałam:
- Zapraszam do gabinetu.
Miałam nadzieję, że Teo jeszcze nie wrócił. Niestety był szybszy, niż mi się wydawało. We trójkę weszliśmy do mojego gabinetu. Prawnik chyba liczył na drugą rundę przesłuchania. Podeszłam do torebki i wyjęłam kopertę z pieniędzmi przeznaczonymi na aparat dla pryszczatego.
- Proszę. Odliczone. Gdzie podpisać?
Młody wyciągnął świstek czystego, niezadrukowanego papieru i podał go w moim kierunku.
- Tu poproszę.
Postawiłam parafkę. Chłopak oddał mi kopertę kurierską, jednocześnie zabierając swój szeleszczący argument. Po czym skłonił się w pas.
- Do widzenia i polecam się na przyszłość.
Nie odpowiedziałam na zaczepkę, tylko ruszyłam w kierunku biurka. Siadając, otworzyłam szufladę i wrzuciłam tam kopertę. Teo spojrzał na mnie wilczym wzrokiem.
- Co to?
- Takie tam. Książka, raczej opowiadanie. Mam nadzieję, że nie horror, bo ich nie lubię.
- A co lubisz czytać?
- Erotyczne melodramaty. - Uśmiechnęłam się szeroko.
- Co? - zapytał, wyraźnie zaskoczony moją odpowiedzią. - Jest w ogóle coś takiego?
- Oj zdziwiłbyś się.
- Pewnie to próbka powieści Marka. Karolina zachwala jego twórczość. Uchylisz rąbka tajemnicy, o czym będzie kolejna powieść?
- Nie uda ci się wyciągnąć tego ode mnie. Marek nawet przede mną ukrywa swoje dzieła. Zdradza tylko cząstkowe informacje, kiedy potrzebuje pomocy w rozwinięciu albo zobrazowaniu fabuły.
- Nie chcesz chyba powiedzieć, że odgrywacie sceny z książek.
- Czasami. To nawet fajna zabawa. Czy mogę dostać moje skarpety?
- A, tak, proszę. - Wyciągnął rękę w moją stronę. Sięgnęłam po zwitek materiału, ale szybko zabrał rękę z powrotem. - Pomóc ci je założyć?
Zmierzyłam go wzrokiem, wychyliłam się mocniej i pewnie złapałam getry.
- Wolę, kiedy mnie rozbierają, niż ubierają - rzuciłam zaczepnie.
- To też da się załatwić.
- Zboczeniec. Ale chylę czoła. Dobry jesteś w takie gry?
- Jakie? - zapytał.
- Takie. - Zrobiłam owalny ruch ręką. - Nie udawaj, że nie rozumiesz. Siedzisz tu, przesłuchujesz i wyciągasz informacje, by później ich użyć przeciwko mnie. Naprawdę dobrym jesteś prawnikiem.
- Dziękuję. Nie spodziewałem się usłyszeć od ciebie tylu miłych słów.
- Nie przyzwyczajaj się, to nie będzie trwało wiecznie. Jeśli nie rozłoży mnie przeziębienie, jutro będę już sobą.
Zaciągnęłam wysoko getry i poprawiłam się na fotelu. Następnie obudziłam komputer do życia i spojrzałam na wciąż siedzącego w moim gabinecie mężczyznę.
- Czy pan mecenas ma do mnie jeszcze jakąś sprawę? Chciałabym popracować.
- Mam...
Objął mnie tym swoim ciemnym spojrzeniem z szelmowskim uśmieszkiem na twarzy. Musiałam przerwać, zanim rozwinąłby wypowiedź tym swoim niskim i zabójczo męskim głosem.
- Służbową.
Zaczęłam czytać maile i na niektóre z nich klepałam odpowiedzi. Starałam się podzielić swoją uwagę na te dwie czynności. Spoglądałam na mężczyznę od czasu do czasu, by sprawdzić, czy zrezygnował z dalszej konwersacji, czy jednak ma mi coś ciekawego do powiedzenia. Może w temacie przynęty zarzuconej przez Antka.
Pan prawnik skrzywił się, odetchnął ciężko i w końcu się odezwał:
- Mam służbową sprawę, choć ciekawiej porusza się z tobą tematy prywatne. W dokumentach brakowało załącznika. Czekam, aż bardzo asertywna asystentka prześle skan. Na razie nie chcę nic przesądzać. Poprosiłem też Tomka, by pogrzebał trochę i wyciągnął kilka informacji o firmie. Wiem już, że przegrali sprawę z powództwa innego przedsiębiorstwa. Chciałbym przeczytać pełne uzasadnienie wyroku.
Ucieszyłam się w duchu, że mi to powiedział. Antek i Jan mogli wsadzić sobie ten głupi test głęboko w dupę i zakręcić patykiem. Teraz byłam pewna, że poradzi sobie z tym tematem, a ja w niczym mu nie będę potrzebna. Mogłam zająć się innymi tematami, które na koniec roku zaczną się nawarstwiać, a ja nie lubiłam tracić kontroli.
- Kapitan Żbik normalnie. Brawo. Jeśli będziesz miał jakieś problemy z dostaniem dokumentu, użyj na tej kobiecie swojego czaru. Myślę, że nie będzie się zbyt długo opierać, by wykonać twojej życzenia.
- Niektóre okazują się twardsze, niż się wydaje. - Puścił do mnie oczko.
- Bez podtekstów proszę.
Zamknęłam laptopa i wstałam. Potem założyłam botki, złapałam za swój notes (tak, wiem, jestem dinozaurem), a w drugą rękę wzięłam pusty kubek po herbacie. Spojrzałam na siedzącego mężczyznę.
- Dobra. Przejmujesz dowodzenie, szeregowy. Projekt jest twój. W czwartek poprowadzisz spotkanie i dzięki tobie zostanie wyłoniony finalista.
Mężczyzna uśmiechnął się do mnie. Wiedziałam, że to dobre posunięcie. Wyczułam, że potrzebuje jakiegoś małego sukcesu. Lepszy taki niż żaden. Poza tym musiał poczuć się członkiem zespołu. Wstał uśmiechnięty.
- Serio? Tak po prostu? Nie ma żadnego ukrytego haczyka?
- Od testów jest Jan. To on cię przepyta na każdą okoliczność. Lepiej bądź przygotowany. Mnie zawsze magluje.
- Dzięki za radę.
Widziałam, że chce wykonać jakiś gest, na który na pewno nie byłam przygotowana. Znaczy moje ciało nie było przygotowane. Odkąd pojawiły się nieznośne ciarki, stałam się bardziej wyczulona na jakikolwiek dotyk. Miałam nadzieję, że po powrocie z obchodu go nie będzie i w spokoju się spakuję, by wyjść z biura do domu.
Poprawiłam okulary i ruszyłam w kierunku drzwi.
- Naprawdę jesteś dobrym prawnikiem. Mam nadzieję, że nie zrezygnowałeś z prowadzenia spraw.
TEO
Miło było usłyszeć komplement, szczególnie z ust tej osoby. Naprawdę poczułem, jak rośnie moje ego. I nie tylko. Ktoś jednak wierzył w to, że dalej mogę zajmować się tym, w czym byłem rzeczywiście dobry. Po linczu, który spadł na mnie ze strony współpartnerów po przegranej sprawie w UK, musiałem dość szybko zmyć się z pola widzenia kilku prawdziwie nieprzyjemnych osób. Przez kilka ostatnich lat moje życie przypominało pasmo niekończących się porażek. Na niektóre z nich nie miałem zbyt dużego wpływu, a inne zgotowałem sobie sam i na własne życzenie. Naprawdę dostałem po dupie.
Na szczęście nie spaliłem wszystkich mostów i mogłem liczyć na pomoc Antka i Borysa. Ten drugi miał wobec mnie kilka planów. Wciąż liczył na to, że się otrząsnę i wrócę na wokandę. Ostatnia propozycja poprowadzenia sprawy jego dobrego przyjaciela była naprawdę interesująca. Tylko że typ nie wydawał się szkarłatnie czysty, a interesy, które prowadził były na granicy legalności.
Po tym, co usłyszałem od Mani, dostałem wiatru w skrzydła. Dokończę tą sprawę i rozejrzę się za ciekawszymi projektami. Tak postanowiłem.
***
Mania przeziębiła się nie na żarty. Poinformowała nas wszystkich, że jest zmuszona wziąć L4 przynajmniej na tydzień. Jak powiedziała: "Jej ciało i mózg odmówiły posłuszeństwa". Martwiłem się o nią, a Antek i Karola tylko dokładali zmartwień. Powiedzieli, że Mania zawsze bagatelizuje swoje przeziębienie i skoro została w domu, to znaczy, że Marek zatrzymał ją rano i siłą wywiózł do lekarza. Inaczej ten chodzący inkubator dla zarazków panoszyłby się po biurze, rozsiewając zarazę wśród pracowników.
Najgorsze w tym wszystkim było właśnie to, że jedynymi osobami, które jej doglądały, był Marek i Leon. Wiedziałem, że łączy ją z tą dwójką dziwna relacja. Co do Marka wszystko było wyjaśnione, jednak Leon to inna historia. Ten koleś musiał naprawdę być zaangażowany w tę relację, a skoro Marysia postanowiła wrócić do gry, mogło przydarzyć się coś, co znacząco źle wpłynęłoby na realizację mojego planu. Nie zrezygnowałem z przespania się z nią. Po prostu pojawiły się nieoczekiwane komplikacje. Po drugie nie lubiłem przegrywać i na pewno nie zamierzałem dać satysfakcji Antkowi. Chciałem udowodnić temu narcyzowi, że to ja jestem głównym rozgrywającym i to on powinien się ode mnie uczyć sztuki podrywu.
***
W piątek przed spotkaniem na szczycie zaszedłem do Antka. Chciałem wypytać przyjaciela, czego mogę się spodziewać po Janie. Gdy wszedłem do gabinetu, rozmawiał z Marysią na głośniku.
- O, Marysiu, właśnie wszedł Teo. - Przyjaciel odsunął telefon od ucha. Następnie przełączył rozmowę na głośnik i porzucił urządzenie na biurko, nad którym się pochylił.
- Cześć, jak tam, tygrysie? Gotowy na starcie? - zapytała kobieta. W wyobraźni widziałem, jak wymierza serię ciosów, udając Rocky'ego.
Uśmiechnąłem się szeroko. Wciąż we mnie wierzyła.
- Cześć, jak się czujesz? - zapytałem, siadając przy biurku. - Smutno tu bez ciebie.
- Już dobrze, jestem w dobrych rękach. Marek pilnuje, bym regularnie brała leki, Fabian żebym nie przemęczała się w domowych obowiązkach, a Leon bym miała cieplutko. To mój prywatny grzejniczek.
Nie byłem zachwycony jej odpowiedzią. Za to Antek szczerzył się jak głupi do sera. Mruknąłem tylko w geście zrozumienia, a przyjaciel prowadził rozmowę dalej.
- To dobrze. A jak Leon? Już mu lepiej, odzyskał męskość?
- Nawet za bardzo - odparła podniesionym tonem.
Zagryzłem mocniej zęby na to stwierdzenie. Wcale a wcale mi się to nie podobało, za to Mania kontynuowała rozmowę.
- Zachowuje się jak napalony nastolatek! Nadia zabiera go do siebie. Jak powiedziała, jest więcej sposobności, by poznać fajną dupę w mieście niż na tym moim wypizdowie.
Co? Jak to? Daje chłopakowi wolną rękę na korzystanie z towarzyskich możliwości miasta. Jest z nim w otwartym związku? Nie, no niemożliwe. Wszem wobec oświadczyła, że jest monogamiczna. Już, kurwa, nic z tego nie rozumiałem. Posłucham ich jeszcze trochę, może temat się rozwinie, pomyślałem.
- Ma rację dziewczyna - odparł szczerze Antek.
- No nie wiem. Ale chyba wolę nie wiedzieć, co wyczynia, gdy nie patrzę.
- Daj spokój, Mania. Jest młoda, niech korzysta z życia - stwierdził Antek.
- No pewnie. Niech korzysta, ale tak, bym nie została babcią.
Antek się roześmiał.
- Nie śmiej się - zganiła go kobieta. - Ciekawe czy śmiałbyś się równie głośno, jakbyś miał zostać tatą? - Dogryzali sobie jak zawsze.
- Mania, żadna kobieta mnie nie usidli.
- Ta jasne. Ja też tak mówiłam i zobacz, jak skończyłam.
- Nie narzekaj, masz naprawdę świetne życie.
- I co z tego mi zostało? Antek, skoro tak usilnie szukasz mi towarzystwa, może i ja powinnam poszukać dla ciebie towarzyszki życia? Co powiesz na podwójne swaty?
Usłyszałem ironię w głosie kobiety. Rzuciła propozycję, niby żartem, niby serio. Mój stary przyjaciel zamyślił się przez chwilę. Chyba ten pomysł mu się spodobał.
- Będziemy chodzić na podwójne randki i doradzać sobie w sprawach sercowych? Tego jeszcze nie było. Poza tym moja mama naciska, bym się ustatkował, a tata wciąż pyta, kiedy doczeka się dziedzica.
- No widzisz. Obustronna korzyść.
Ożywiłem się i postanowiłem wtrącić do rozmowy.
- Mówiłaś, że nie chodzisz na randki ze współpracownikami - przypomniałem to, o czym mnie zapewniała.
- No tak, ale Antek to tak jakby brat. Poza tym chyba potrzebuje skrzydłowego, bo na żadnego ze znanych mi mężczyzn nie mogę liczyć. Marka interesuje teraz tylko znalezienie sprzątaczki, Fabian nie będzie chodził z matką, a Leon wszystkich odstrasza lepiej niż Darek i Dominik razem wzięci.
- Nie przesadzaj, nie może być aż taki... - Szukałem słowa, które opisze nieznanego mi mężczyznę.
- Oj jest! Co z tego, że pierwsze spojrzenie przypadkowo napotkanego faceta pada na mnie. Widzę uśmiech i zainteresowanie, ale kiedy później dostrzega Leona, to odwraca wzrok. Jest lepszy niż antykoncepcja. Szczególnie kiedy się uśmiechnie. Nie, Antek? Coś o tym wiesz. - Mania zaczęła się śmiać.
- O tak. Wiem i nie zamierzam doświadczyć tego drugi raz. On jest nieobliczalny. Niby taki grzeczny, spokojny... - wyjaśnił przyjaciel.
- Jest tylko jedno wyjście. Musisz wychodzić bez niego - zaproponowałem.
- Jakby to było takie proste. On nie jest w ciemię bity. Dobrze wie, co się święci, kiedy jedzie do Nadii lub zabiera go Marek. Zawsze potem jest wielce obrażony.
- I musisz go udobruchać. - Antek puścił do mnie oczko i uśmiechnął się łobuzersko.
- Właśnie - potwierdziła Mania.
Wyobraziłem sobie, jak przewraca oczami.
- Dobra, Mania. Świetnie się z tobą gada, ale my zaraz mamy spotkanie. Ostatnie słowo do Teo - zachęcił Antek.
- Nie daj się zaskoczyć Janowi. Odpowiadaj krótko i rzeczowo. Nie wchodź z nim w polemikę. On to uwielbia. Wierzę w ciebie - paplała szybko.
- Miało być jedno, gaduło - zganił ją Antek.
- Oj dobra, znasz mnie.
- Kiedy wracasz do biura? - zapytałem szybko, nim się rozłączyła.
- W następny czwartek. A we wtorek mam spotkanie online z HR. Też na nim będziesz? - zwróciła się do mnie.
- Tak, muszę przeredagować regulamin. Ma brzmieć groźnie, ale nie odstraszająco.
- No właśnie. I o to chodzi. Dobra, pa.
Rozłączyła się. Wymieniłem z Antkiem znaczące spojrzenia i zacząłem się zbierać na spotkanie na szczycie. Miałem inne zmartwienia w tej chwili niż niecne knowania mojego przyjaciela.
Spotkanie przebiegło według moich założeń. Jan szybko nie odpuszczał, ale takie numery nie ze starym lisem. Byłem doskonale przygotowany przez Marysię, więc wiedziałem, czego się spodziewać. Odzyskałem dawny wigor i poczułem, że to jest właśnie to, za czym tak bardzo tęskniłem. Uwielbiam udowadniać swoją wyższość nad zebranym tłumem. Musiałem zasięgnąć języka w prawniczym towarzystwie. Czas wracać na wokandę.
Zadzwoniłem do Mani, by pochwalić się, jak rozgromiłem Jana. Nie miał się do czego przyczepić. Kobieta nie kryła zadowolenia. Niestety nie mogła długo rozmawiać, bo Marek czekał na nią z późnym obiadem. Ponownie z nadzieją zapytałem, czy nie ma ochoty świętować ze mną mojego sukcesu. Niestety tym razem znów mi odmówiła. Postanowiłem się tym nie przejmować i uczcić dzisiejszy dzień szklaneczką dobrej szkockiej i zatopieniem się w ciele chętnej kobiety.
***