Wstęp Wandy Traczyk-Stawskiej
Wstęp Wandy Traczyk-Stawskiej
Rozmowa z Arndtem Freytagiem von Loringhovenem, ambasadorem Niemiec w Warszawie w latach 2020-22, uświadamia mi, jak dziś, gdy znów wojna
zawitała do Europy, losy naszych obu narodów są ze sobą połączone.
Loringhoven, który w czasie swojej misji nad Wisłą odwiedził wiele
miejsc polskiej martyrologii i spotykał się z weteranami, odwiedzając
także i mój dom, bije się z myślami. Poznałam go jako osobę, która
słucha bardzo uważnie i jest głęboko poruszona winą Niemiec.
- Niemiecki dług moralny i historyczny wobec Polski nigdy nie będzie w pełni spłacony - przyznaje w rozmowie o tym, czy nasz kraj został
sprawiedliwie potraktowany przy okazji wypłaty reparacji.
Ale to nie jest tylko rozliczenie z przeszłością, ale przede wszystkim
rozmowa o naszych czasach. Próba zrozumienia, na ile potrafimy być
wierni takim wartościom, jak wolność, demokracja, prawa człowieka, które
są jedyną gwarancją, że nie powtórzą się tragiczne doświadczenia z przeszłości. Wiemy przecież, jakich straszliwych zbrodni dokonali
hitlerowcy w czasie Powstania Warszawskiego w 1944 roku i całej
okupacji. A jednak, tak, jak powiedziałam w moim "Przesłaniu" przy
okazji otwarcia Izby Pamięci na Cmentarzu Powstańców Warszawy na Woli,
nawet najgorsza zbrodnia musi być odpuszczona, aby człowiek mógł żyć bez
nienawiści. Dlatego to stolica Polski Warszawa, właśnie ona, cały nasz
kraj może być symbolem pokoju, znakiem i przykładem dla świata. Nigdy
nie zostawimy za sobą, jako społeczeństwo, traumy wojny i okupacji,
jeśli Niemcom nie wybaczymy. Zwłaszcza, że nasze chrześcijańskie
dziedzictwo kulturowe mówi nam, iż nie ma większego zwycięstwa ofiary
nad oprawcą niż przebaczenie...
To jest jednak zadanie na wiele pokoleń. Tak, jest ono trudne. Chcę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że jego początku upatruję w poruszającym wierszu modlitwie, który w 1942 roku napisał mój kolega z Szarych Szeregów, Jan Romocki ps. Bonawentura. Swoją chrześcijańską
mądrością i niezwykłą poetycką wrażliwością wyprzedził kilka pokoleń,
deklarując już wtedy pragnienie rezygnacji z odwetu.
"Uchroń od zła i nienawiści/Niechaj się odwet nasz nie ziści/Na
przebaczenie im przeczyste/Wlej w nas moc, Chryste.
Pojęłam go dopiero w czasie powstania, kiedy sama musiałam zabijać.
A potem w osobie księdza Jana Zieji, kapelana Szarych Szeregów, który
niezmordowanie mówił "Nie zabijaj nigdy nikogo".
A potem biskupi polscy, którzy w orędziu do biskupów niemieckich w 1965
roku napisali pamiętne słowa "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". Ten
proces po wielu dekadach mozolnej i jakże trudnej pracy otworzył drogę
do pojednania. Dzięki niemu nasze narody mogą dziś budować wspólną
przyszłość w zjednoczonej Europie. Niestety, to co powinno być uważane
za polską rację stanu, zbyt często zostaje wykorzystywane w bieżącej
polityce. Coraz mniej jest przez to dialogu między Polakami i Niemcami,
próby wzajemnego zrozumienia.
Nie mam złudzeń, że z niejedną odpowiedzią ambasadora Loringhovena
polscy czytelnicy się nie zgodzą. Wobec innych będą mieli wątpliwości,
ale w niektórych przypadkach uwzględnią niemiecki punkt widzenia, a może
nawet dadzą się przekonać. To jest właśnie dialog, nauka tolerancji,
której tak bardzo nam dziś potrzeba, aby móc myśleć z ufnością o wspólnej, polsko-niemieckiej przyszłości.
Dziś mam 96 lat. Być może rozumiem trochę więcej. Gdy wypowiadam słowa
modlitwy: "...i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym
winowajcom", to wiem, że to najmądrzejsze słowa, na jakie mnie dziś stać
wobec Niemców, których tak strasznie nienawidziłam. Wobec naszych
niegdysiejszych wrogów.
Bo wiem, jestem pewna, zrozumiałam to już lata temu: my musimy wybaczyć.
Bo wiem, że jeśli chcemy żyć dalej, musimy żyć bez nienawiści. W nienawiści nie da się żyć. Nie da się funkcjonować: nikt niczego nie
stworzy, niczego nie zbuduje. A skoro jest po drugiej stronie świadomość
zła jakie się wyrządziło, jest potrzeba uzyskania przebaczenia -
wyciągniętej ręki nie wolno odtrącać.
I ja za tę wyciągniętą rękę, Panie Ambasadorze, bardzo dziękuję.
I zawsze będę to powtarzać: już nie możemy traktować się jak śmiertelni
wrogowie, teraz naprawdę musimy się ZAPRZYJAŹNIĆ. Od lat przecież jest
taka szansa i wola. Nie możemy jej zmarnować. Polska i Niemcy muszą iść
razem. Niech już nigdy nic nas nie podzieli - ani politycy, ani
historia, ani zła wola pojedynczych frustratów. Już nigdy nie stańmy
przeciw sobie.
Panie Ambasadorze, trzymam Pana za rękę mocno i serdecznie. I będę
trzymać. Tak długo, jak będę mogła.
Wanda Traczyk-Stawska,
żołnierz Powstania Warszawskiego.
Wstęp Arndta Freytaga von Loringhoven
Wstęp Arndta Freytaga von Loringhoven
Przez dwa lata, między 2020 i 2022 rokiem, pełniłem misję ambasadora
Niemiec w Warszawie. Pragnąłem, aby to właśnie Polska była zwieńczeniem
36-letniej kariery dyplomatycznej, która zaprowadziła mnie do wielu
stolic Europy Zachodniej i Wschodniej oraz na szczyt służb wywiadowczych
NATO. Wiedziałem, że właśnie ten kraj będzie dla mnie szczególnym
wyzwaniem i to mnie pociągało. Jednak mimo wielu przygotowań i tak nie
doceniłem ogromnej wagi, jaką się przywiązuje w Polsce do wszystkiego co
niemieckie oraz wrażliwości, z jaką jest to przyjmowane.
Nad Wisłą spotkałem wielu ludzi, którzy odnoszą się teraz przyjaźnie do
Niemiec, a nawet którzy są zaangażowani bez reszty we współpracę i pojednanie między naszymi narodami. Po wszystkich zbrodniach, jakich
Niemcy dopuścili się w Polsce, niezmiennie uważam to za cud. Wśród
najcenniejszych spotkań, jakie mi przyszło odbyć, są z pewnością te z ocalałymi z Holokaustu i Powstania Warszawskiego. W całym kraju
natrafiałem na ślady dokonanych przez Niemców mordów, od pierwszej
komory gazowej w Poznaniu po obozy zagłady "Akcji Reinhardt". Nie
znajdowałem słów gdy ludzie, których życie zostało zrujnowane przez
Niemców, mówili mi, że nigdy nie otrzymali ani grosza od Niemiec.
Ale spotkałem się również w Polsce z niezrozumieniem i ostrą krytyką
mojego kraju, a nawet stałem się osobiście celem antyniemieckiej
kampanii nienawiści. 80 lat po zakończeniu II wojny światowej, dekady po
zainicjowaniu procesu pojednania przez obie strony, 30 lat po otwarciu
granic, zobaczyłem swoją twarz obok Goebbelsa czy Göringa na plakatach
firmowanych przez polski rząd. Otrzymałem nienawistne e-maile, w których
zwracano się do mnie jako do ambasadora. To bolało. Trudno mi uciec od
wrażenia, że stosunki polityczne między Niemcami a Polską załamały się.
Nie mam tu na myśli sporów o takie tematy, jak stosunek do Rosji,
migracji czy zjednoczonej Europy. Między partnerami i przyjaciółmi jest
rzeczą normalną i ważną, aby spierać się o te kwestie, nawet gwałtownie
i namiętnie, jeśli są tu różnice zdań. Niepokoi mnie co innego: otwarty,
prowadzony ze wzajemnym szacunkiem dialog między naszymi krajami jest
już prawie niemożliwy. Jeśli w ogóle nawiązujemy kontakt, to głównie,
aby mówić o samych sobie zamiast ze sobą. Stereotypy i czarno-białe
oceny coraz częściej dominują w naszych przekonaniach. Formaty spotkań
stworzone do współpracy i dialogu, jak polsko-niemieckie konsultacje
międzyrządowe czy Forum Polsko-Niemieckie, od lat nie są wykorzystywane.
W Polsce po antyniemieckie hasła sięga się w kampaniach wyborczych. W Niemczech politycy nie polemizują z tym, ale często po prostu to
ignorują i nawiązują współpracę z łatwiejszymi partnerami. W ten sposób
zrodziła się fatalna spirala, która coraz bardziej oddala od siebie
Niemcy i Polskę. Jest to tym bardziej tragiczne, że dziś, w obliczu
egzystencjalnego zagrożenia ze strony putinowskiej Rosji,
polsko-niemiecka współpraca jest ważniejsza niż kiedykolwiek. Łatwo
sobie wyobrazić, że sytuacja może się jeszcze pogarszać, na przykład
jeśli niemiecka skrajna prawica zacznie agitować przeciwko Polsce lub
jeśli Stany Zjednoczone po wyborach pozostawią Europę samą w obliczu
wojny w Ukrainie. Ukraińcy zapłacą najwyższą cenę, jeśli my,
Europejczycy, nie zjednoczymy się.
Tą książką chciałbym przyczynić się do ożywienia polsko-niemieckiego
dialogu. Chęć wzajemnego wysłuchania się z szacunkiem i zrozumieniem
racji drugiej strony jest nieodzowną podstawą przyjaźni i partnerstwa.
Kiedy Jędrzej Bielecki zaproponował mi napisanie tej książki, od
początku było jasne, że jeśli miał się z tego zrodzić szczery dialog, to
musiał on również, a może przede wszystkim, obejmować trudne pytania.
Można mieć wątpliwości, czy dyplomata w ogóle może być otwarty, czy nie
jest zobowiązany do poruszania się w wąskich granicach oficjalnej
polityki? Oczywiście, jako były ambasador, nie mogę dzielić się wieloma
informacjami, które zostały mi przekazane w zaufaniu w roboczych
kontaktach. W jeszcze większym stopniu dotyczy to informacji
wywiadowczych. Tutaj muszę zaapelować do czytelnika, aby od czasu do
czasu czytał między wierszami. Jednak teraz, gdy opuściłem czynną
służbę, mogę wyrazić swoją osobistą opinię jaśniej niż wcześniej i spojrzeć na wiele rzeczy w dłuższej perspektywie. Chciałbym z tego
skorzystać, aby oceniać rzeczywistość w sposób bardziej zniuansowany, a nie opierać się na uproszczonych ocenach, jak to często ma miejsce w polityce.
W rozmowie z Jędrzejem Bieleckim, który okazał się cennym partnerem z jego mądrymi, dociekliwymi pytaniami, dotykamy całej gamy
polsko-niemieckich zagadnień. Szczególnie godna uwagi wydaje mi się
próba zrozumienia, jak doszło do katastrofalnej polityki Niemiec wobec
Rosji, która moim zdaniem jest największym błędem niemieckiej dyplomacji
od czasów II wojny światowej. Czy jednak strategia nastawiona na
współpracę i współzależność była od początku mylna? Dlaczego Berlin nie
zmienił kierunku przynajmniej po aneksji Krymu, zwłaszcza w polityce
energetycznej i obronnej? Czym tłumaczyć, że Niemcy wciąż wahają się
przed wspieraniem Ukrainy bardziej niż inne kraje? Podejmujemy również
inne, trudne pytania, jak to, czy Niemcy chcą zdominować Europę? Czy
pozostają neutralne w polskiej kampanii wyborczej? Jak powinniśmy
odpowiedzieć na polskie żądania reparacji wojennych?
Jednocześnie chciałbym wyraźnie przyznać, że Polska od dawna prowadzi
bardziej dalekowzroczną i konsekwentną politykę wobec Rosji niż Niemcy.
Ale nie chcę też ukrywać, że ciągłe antyniemieckie prowokacje i systematyczne podważanie rządów prawa w Polsce uważam za bardzo
niepokojące.
Rozdział poświęcony mojemu ojcu był dla mnie szczególnie trudny. Jego
służba jako młodego oficera Wehrmachtu w bunkrze Hitlera urosła do
problemu politycznego w Polsce. Było to powodem odłożenia o wiele
miesięcy zgody polskich władz na pełnienie mojej misji w Warszawie i spotkało się z bardzo krytycznymi komentarzami niektórych mediów. Rola
Wehrmachtu podczas okupacji jest nadal postrzegana bardzo różnie w Niemczech i w Polsce. Mówienie o tym uważam jednak za część koniecznego
procesu zaakceptowania naszej wspólnej historii. Publiczne pisanie o własnym ojcu, zwłaszcza za granicą, nie jest jednak łatwe. Przyznaję, że
walczyłem sam ze sobą. W ten sposób zrodziła się bardzo osobista
konfrontacja syna z ojcem i jego roli w historii. Syna, który stara się
zrozumieć ojca, ale też zadaje pytanie o jego współodpowiedzialność za
zbrodnie III Rzeszy. Chcę zapewnić moich polskich czytelników:
zrozumienie nie oznacza akceptacji. Nie ma usprawiedliwienia dla mordów
dokonanych przez Wehrmacht. W ocenie ojca zachowuję jednak ostrożność,
bo mam świadomość, że nie dorastałem w warunkach totalitarnej dyktatury
i nie wiem, jak zachowałbym się w jego sytuacji.
Moje opinie z pewnością nie będą podzielane ani nawet zrozumiane przez
niektórych, być może wielu, Polaków, ale także Niemców. W Berlinie
radykalne przewartościowanie błędnej polityki Niemiec wobec Rosji, do
czego wzywałem ja i inni, lub dalsza dobrowolna pomoc dla polskich ofiar
wojny i okupacji, są w zdecydowanej większości odrzucane. Z drugiej
strony wiem, z jaką wrażliwością polscy czytelnicy reagują na wszelką
krytykę ze strony Niemiec. Kampania, która była we mnie wymierzona,
miała z pewnością skłonić mnie do daleko idącej powściągliwości na forum
publicznym. Stanowczo to odrzuciłem, ponieważ było to niezgodne z tym,
jak rozumiałem powierzoną mi misję.
Nie liczę więc na aprobatę, ale raczej na to, że ta książka skłoni
czytelników do refleksji, czy nawet podania w wątpliwość niektórych
dotychczasowych poglądów, oraz że zachęci Polaków i Niemców do ponownego
bezpośredniego i osobistego kontaktu. Będę bardzo zadowolony, jeśli wraz
z Jędrzejem Bieleckim przyczynimy się do lepszego zrozumienia
niemieckiej polityki w Polsce i ożywienia dialogu między naszymi
krajami.
Na koniec chciałbym wystąpić z konkretną propozycją. Potrzebujemy
wznowić dialog, który poruszałby tematy kontrowersyjne i nie pomijał
bolesnych faktów. Dotychczasowe fora dyskusji wyczerpały swój potencjał.
Okazały się nieskuteczne, gdy zabrakło zrozumienia między rządami
naszych krajów. Musimy mieć odwagę, aby znowu podjąć trudne kwestie,
najlepiej zaczynając od podstaw. Sądzę, że to zadanie dla społeczeństwa
obywatelskiego, które dziś płaci wysoką cenę za polaryzację, jaka
powstała między naszymi krajami. Pełniąc misję ambasadora Niemiec w Czechach przekonałem się, jak wiele można osiągnąć dzięki niezależnym
forom dyskusyjnym nawet w tak drażliwych kwestiach jak wypędzenie
Niemców sudeckich. Tym bardziej jestem przekonany, że jest wielu
ekspertów, dziennikarzy, organizacji pozarządowych, artystów, pisarzy,
historyków, przedstawicieli kościołów, stowarzyszeń i biznesu, którzy
byliby gotowi zaangażować się w nową debatę o relacjach między Polską i Niemcami.
Relacje między Niemcami i Polską są dziś szczególnie ważne. Europa musi
odgrywać większą i bardziej wiarygodną rolę w zmienionych warunkach
geopolitycznych, na co składa się przede wszystkim agresywna,
rewanżystowska postawa Rosji oraz bardziej skupiona na sobie i na Azji -
Ameryki. Dlatego Niemcy i Polska powinny znaleźć drogę wyjścia ze
spirali niezrozumienia i wzajemnych oskarżeń, aby wspólnie przywodzić w budowie silniejszej i bardziej harmonijnej Europy.
Wstęp Jędrzeja Bieleckiego
Wstęp Jędrzeja Bieleckiego
Moja rodzina, jak miliony innych polskich rodzin, straciła przez Niemców
prawie wszystko. Jesienią 1944 roku babcia wyszła z płonącej Warszawy,
trzymając mojego 5-letniego wówczas ojca za rękę i niosąc jego rocznego
brata na ramieniu. Walizka była całym jej majątkiem. Parę tygodni
wcześniej jej mąż, Andrzej Bielecki "Rybak", zginął w Powstaniu
Warszawskim. Dobrze rokująca kariera naukowa, jaką przed wojną zaczynał
w Instytucie Geologicznym, została brutalnie przerwana. Majątek na
Wschodzie przepadł. Wszystko trzeba było zaczynać od nowa. Tej traumy
psychicznej ojciec tak naprawdę nigdy nie przezwyciężył.
Z rodziną mamy los obszedł się równie okrutnie. Moja praprababcia, Róża
Efraim, została zamordowana w komorze gazowej Treblinki albo wcześniej,
w drodze do obozu zagłady. Świadkowie nie przeżyli. Jak pięknie napisano
na kamieniu upamiętniającym bunkier dowódcy Powstania w Getcie
Warszawskim, Mordechaja Anielewicza, "cała ziemia stała się jej grobem".
Męża siostry mojej babci, Stefana Michałowskiego, też spotkała śmierć z rąk Niemców: został zagazowany, gdy próbował kanałami wydostać się z oblężonego w czasie Powstania Warszawskiego Starego Miasta. Ciocia Jasia
obiecała sobie wtedy, że jej stopa nigdy nie stanie na niemieckiej
ziemi. I choć podróżowała wiele, słowa dotrzymała.
Mój dziadek, Jan Paweł Frąckowiak, który urodził się w Berlinie i znał
niemiecki jak język ojczysty, jako prawnik i adwokat brał wydatny udział
w integracji z resztą Polski Wielkopolski i Ziemi Lubuskiej. Nigdy nie
mógł zrozumieć, jak naród Kanta i Beethovena mógł stoczyć się na takie
dno okrucieństwa i zbrodni.
Ale poznałem też inne Niemcy. Jako korespondent "Rzeczpospolitej" w Brukseli w czasach, gdy Polska przystępowała do NATO i Unii
Europejskiej, byłem przez siedem lat świadkiem powrotu naszego kraju do
zachodniej rodziny wolnych narodów. Bez Niemiec nie byłoby to możliwe.
Wśród unijnych państw tylko one kierowały się długoletnią strategią
wobec Polski i szerzej, Europy Środkowej, i miały potencjał, aby
wprowadzić ją w życie. To był szczególny przykład wspólnoty interesów,
która być może pierwszy raz w historii w takim stopniu połączyła nasze
narody. Dzięki niej Polska zyskała warunki do przezwyciężenia zapóźnień
cywilizacyjnych, a także bezpiecznego życia w wolności i demokracji.
Niemcy miały w tym oczywiście interes ekonomiczny. Chciały też przestać
być krajem frontowym. Liczyły na łatwy dostęp do ziem, które przez setki
lat należały do nich. Ale integracja Polski z Unią miała też dla Niemiec
wymiar moralny. To był wyraz przekonania, że w ten sposób mogą
przynajmniej w jakimś stopniu zrekompensować krzywdy wyrządzone
sąsiadowi zza Odry.
Pierwsze dwie dekady wspólnego życia w Unii nie okazały się jednak
łatwe. Jak przyznaje Arndt Freytag von Loringhoven, wiara, że
zacieśnienie współpracy gospodarczej i politycznej z Rosją zapobiegnie
imperialnym planom Kremla, okazała się największym błędem powojennej
polityki zagranicznej Niemiec. Narzucenie Polsce przez Angelę Merkel
systemu obowiązkowej redystrybucji migrantów w 2015 roku pokazało, jak
trudno jest niemieckim władzom traktować po partnersku rosnącego
przecież w siłę wschodniego sąsiada. Zachęcając Donalda Tuska do wyjazdu
do Brukseli, kanclerz wydatnie przyczyniła się do przejęcia władzy przez
PiS. A z partią Jarosława Kaczyńskiego Niemcom ułożyć się już nigdy nie
udało. Inaczej niż w relacjach francusko-niemieckich, gdzie liberalnego
prezydenta Valery'ego Giscarda D'Estaing łączyły równie bliskie relacje
z lewicowym kanclerzem Helmutem Schmidtem co jego socjalistycznego
następcę François Mitterranda z chadekiem Helmutem Kohlem, pojednanie
między Warszawą i Berlinem okazało się nad Wisłą sprawą, do której jest
przywiązana tylko część sceny politycznej.
W ostatnich latach w relacjach między Polską i Niemcami wybuchł otwarty
kryzys. Dwa najważniejsze w Europie Środkowej kraje NATO powinny ściśle
współpracować w obliczu egzystencjalnego zagrożenia dla Zachodu, jakim
jest rosyjski podbój Ukrainy.
Jednak Jarosław Kaczyński widział to inaczej. Zamiast współpracy mamy
więc permanentny konflikt z Niemcami, którego celem jest przede
wszystkim mobilizacja twardego elektoratu PiS. W ten sposób interes
państwowy musiał ustąpić przed interesem partyjnym. Na szwank została
narażona polska rację stanu.
Jest bowiem jasne, że bez ułożenia sobie przynajmniej poprawnych relacji
z Berlinem Polska nie może na trwałe zakorzenić się w zachodniej
wspólnocie narodów. To jest warunek naszego bezpieczeństwa, w szczególności w perspektywie powrotu do Białego Domu Donalda Trumpa,
który już za swojej pierwszej kadencji poważnie rozważał wyprowadzenie
Stanów Zjednoczonych z NATO i dojście do porozumienia z Putinem.
Wzorem są Francja i Niemcy. W ciągu sześćdziesięciu lat, jakie minęły od
zawarcia przez prezydenta Charlesa de Gaulle'a i kanclerza Konrada
Adenauera Traktatu Elizejskiego, Francja i Niemcy nie upodobniły się do
siebie. To wciąż bardzo różne kraje. Ale łączy je jedno: przekonanie, że
są dla siebie nawzajem tak ważne, iż w strategicznych sprawach, w szczególności gdy idzie o przyszłość Unii, muszą tak długo szukać
kompromisu, aż zostanie on między nimi wykuty.
Polska i Niemcy powinny pójść za tym przykładem. Ale do tego dziś bardzo
daleko. Na poziomie politycznym między oboma krajami dialog właściwie
zamarł, a co dopiero mówić o prawdziwych negocjacjach. To powoduje, że w kluczowych sprawach, jak miejsce Ukrainy w NATO i Unii Europejskiej, czy
przyszłość integracji, Berlin podejmuje decyzje bez udziału Warszawy.
Ta książka jest próbą zasypania choćby w minimalnym stopniu
pogłębiającej się przepaści między Polską i Niemcami. Jako dyplomata we
Francji i Rosji, ambasador w Czechach i Polsce, szef natowskiego i niemieckiego wywiadu, Arndt Freytag von Loringhoven przez blisko 40 lat
był z jednej strony częścią niemieckiego establishmentu, a z drugiej
zachował wyjątkowe zainteresowanie Europą Środkowo-Wschodnią i samą
Polską. To nie jest łatwy rozmówca. Nauczony przez całe życie zawodowe
ważyć słowa, nie dawał się łatwo sprowokować i ujawnić prawdziwych
zamiarów Berlina. Ale ma też w sobie uczciwość wewnętrzną, która każe
przyznać się do błędów popełnionych przez własny kraj i głębię
intelektualną, która pozwala zasugerować rozwiązania na przyszłość. To
pozwoliłoby nam wyjść ze wzajemnych baniek polskiej i niemieckiej debaty
i spróbować wsłuchać się w argumenty drugiej strony.
W szczególnym stopniu dotyczy to ostatniej wojny. Ojciec Arndta Freytaga
von Loringhovena, Bernd, znajdował się w bezpośrednim otoczeniu Hitlera
w ostatnich miesiącach jego życia. Czy był przez to nazistą? Syn bije
się tu z myślami o tym, jak oceniać ojca. Ale też przyznaje, że
polsko-niemieckie pojednanie może zostać zbudowane tylko na dojściu do
wspólnej prawdy. 80 lat po wojnie wciąż do tego daleko. Ale tylko dialog
może to stopniowo zmienić.
Rozdział 1. Niemcy nie chcą wybierać między demokracją a Polexitem
Rozdział 1
Niemcy nie chcą wybierać między demokracją a Polexitem
JB: W 1952 roku, na trzy lata przed śmiercią, Tomasz Mann1
ostrzegał, że "Niemcy są za duże dla Europy, ale za małe dla świata".
Ten cytat do dziś wywołuje zaniepokojenie. Pochodzi co prawda z czasów,
gdy wojna ledwo się skończyła, traktaty rzymskie2, które
położyły fundament pod budowę zjednoczonej Europy, jeszcze nie zostały
zawarte, ale zdaje się, że wielki pisarz przewidział, jaka będzie rola
Niemiec w dzisiejszej Unii Europejskiej. Jarosław Kaczyński mówi o tym
bardziej dosadnie: Niemcy chcą budować Czwartą Rzeszę. Może nie tak
zbrodniczą, jak ta Trzecia, ale jednak Berlin jest skazany na
przywództwo w Unii Europejskiej i narzucanie innym własnych interesów.
AFL: Pomysł, że Niemcy chcą zbudować Czwartą Rzeszę, jest
absurdalny. Nawet, gdybyśmy tego chcieli, nigdy nie moglibyśmy
samodzielnie przewodzić Europie. Wywołuje to natychmiast silne obawy
wśród naszych partnerów, nie tylko Polski. Taki jest ciężar historii i geografii. Niemcy były zapewne najbliżej osiągnięcia roli przywódczej w trakcie kryzysu finansowego strefy euro między 2009 i 2015 rokiem - i doprowadziło to do niezwykłej polaryzacji wśród naszych partnerów. Na
południu Europy rygorystyczna polityka fiskalna Berlina wywołała ostrą
krytykę. Wystarczy wspomnieć portrety Angeli Merkel w mundurze
nazistowskim na ulicach Aten. Inni, jak minister spraw zagranicznych
Radosław Sikorski3, apelowali o większe zaangażowanie Niemiec,
więcej przywództwa. Jestem jednak głęboko przekonany, że Niemcy mogą
przewodzić wyłącznie w partnerstwie z innymi. Tylko to jest do
zaakceptowania. Mamy w tym zresztą długie doświadczenie. Sięga ono
czasów, gdy Unia Europejska była znacznie mniejsza. Jednak dziś jest
jasne, że sam Paryż i Berlin nie zdołają skutecznie kierować rozwojem
poszerzonej UE. Polska, kraj, który znalazł się na wprost bandyckiej
Rosji i który ma coraz potężniejszą gospodarkę, staje się poważnym
kandydatem dla skutecznego przewodzenia w Unii.
JB: Czy jednak to nie zbyt optymistyczna ocena przeznaczenia
Warszawy? Unia zmaga się przecież z nierozwiązanym kryzysem
pozostawionym przez Angelę Merkel4: rządów prawa i demokracji
na Węgrzech i w Polsce. Tolerując przez lata budowę przez Victora
Orbána5 struktur autorytarnego państwa, a nawet zgadzając się na
pozostanie jego ugrupowania Fidesz w Europejskiej Partii Ludowej, Merkel
nie popełniła zasadniczego błędu? Można odnieść wrażenie, że widząc
takie zachowanie Niemiec, Jarosław Kaczyński6 doszedł do
wniosku, że Brukselą nie ma co się przejmować.
AFL: Osobiście uważam, że błędem było pozostawienie Orbánowi wolnej
ręki i niewyrzucenie znacznie wcześniej Fideszu z Europejskiej Partii
Ludowej7. Podobnie jak inni przywódcy autorytarni, reaguje on
jedynie na przymus. Merkel wierzyła, podobnie jak wielu czołowych
niemieckich Chrześcijańskich Demokratów, że Europa to jest wielka
rodzina, która zasadniczo powinna za wszelką cenę pozostać razem.
Sądziła, że wszystko da się rozwiązać polubownie. Podobnie Armin
Laschet8, kandydat CDU/CSU na urząd kanclerza, powiedział w czasie wizyty w polskiej stolicy w 2021 roku, że Polaków trzeba
przekonywać do stosowania zasad praworządności przez dialog, nie należy
zapędzać ich w kozi róg. Podcinanie rządów prawa przez PiS było
przyjmowane z ogromnymi obawami w Berlinie. Jednak wielu niemieckich
polityków uważało, że z uwagi na nasze winy z przeszłości nie mamy
moralnego autorytetu, aby pouczać innych. Stąd Niemcy powstrzymywały się
przed zwiększaniem presji w tej sprawie. Zawsze podkreślaliśmy, że to do
europejskich instytucji a nie krajów członkowskich, należy egzekwowanie
prawa europejskiego.
JB: Tak było do drugiej połowy 2020 roku, kiedy Niemcy przejęły
przewodnictwo w Unii. To bowiem Angela Merkel przeforsowała w Radzie
UE9 zasadę zależności wypłaty środków finansowych od respektowania
unijnych wartości, co później miało mieć tak dalekosiężne skutki dla
naszego kraju. Kanclerz uznała, że przez takich polityków, jak Viktor
Orbán, Jarosław Kaczyński czy Marine Le Pen10, populizm stał się
egzystencjalnym zagrożeniem dla dalszego istnienia Unii i dłużej nie
można temu pobłażać?
AFL: W tamtym czasie wiele państw Unii było coraz bardziej
zaniepokojonych ciągłymi działaniami władz Polski i Węgier prowadzącymi
do podważenia rządów prawa. W roli kraju przewodniczącego Unii Niemcy
musiały się do tego odnieść. W 2020 roku było już jasne, że tylko presja
finansowa może wpłynąć na Polskę i Węgry. Kiedy jakieś państwo przejmuje
przewodnictwo w Radzie UE, musi działać o wiele bardziej aktywnie. Celem
jest wynegocjowanie kompromisu między krajami członkowskimi. Tak właśnie
zrobiły Niemcy poprzez rozwinięcie tzw. mechanizmu warunkowości, który
uzależnia wypłatę funduszy unijnych od przestrzegania standardów rządów
prawa. Nie można więc utrzymywać, że kanclerz Merkel zmieniła swoje
stanowisko w tej sprawie. Polska była w ten proces bardzo zaangażowana i na koniec zaakceptowała ten kompromis. W moim odczuciu integracja
europejska jest daleka od doskonałości, ale to, co osiągnęliśmy, musi
być chronione i dalej rozwijane, jeśli mamy podołać niezwykłym wyzwaniom
dzisiejszego świata, jak agresywna Rosja, rywalizujące z nami Chiny czy
egzystencjalne zagrożenie płynące ze zmian klimatycznych. Obawiam się,
że jeśli wpływy partii populistyczno-nacjonalistycznych będą w Europie
nadal rosły, może to nie tylko osłabić, ale i w końcu zniszczyć wpływy
Unii czy Unię? To byłby koszmar.
JB: Fundamentalne zmiany w Unii, a do takich z pewnością należy
powiązanie wypłat z budżetu UE z praworządnością, Niemcy i Francja
zawsze najpierw uzgadniały między sobą, a dopiero potem przedstawiały
wspólne, kompromisowe rozwiązanie w Brukseli. Rząd federalny podobnie
postąpiły w tym przypadku z Polską?
AFL: Ta uwaga odnosi się do codziennych relacji między Niemcami i Francją, a nie do nadzwyczajnej roli, jaką musi na siebie wziąć kraj
przewodzący Unii. Zakłada się, że będzie on uczciwym pośrednikiem, który
konsultuje wszystkie kraje członkowskie. Oczywiście Merkel dogłębnie
rozmawiała o tym z premierem Morawieckim11. Nie wiem jednak,
czy polscy przywódcy zdawali sobie sprawę ze wszystkich konsekwencji
tych nowych ustaleń. Wydaje się, że oczekiwali, iż wprowadzenie ich w życie może być bardzo długo powstrzymywane.
JB: Kanclerz, która była znana z ociągania się z decyzją czy wręcz
zamiatania spraw pod dywan, tym razem zadziałała błyskawicznie. Doszła
do wniosku, że kwestia łamania zasad prawa jest tak poważna, iż należy
działać szybko?
AFL: Wiele krajów członkowskich Unii zaczęło tracić cierpliwość.
Widziały, że Polska nie ma zamiaru ograniczyć ataków na praworządność.
Jednak kanclerz pozostała ostrożna. We wrześniu 2021 roku, w trakcie
pożegnalnej wizyty w Warszawie, oświadczyła publicznie, że między
sojusznikami spór o rządy prawa powinien zostać rozwiązany nie w sądach,
ale poprzez dialog. To była typowa Merkel. Wierzyła w moc dyplomacji,
nie przymus. Z Polską, z Węgrami, nawet z Rosją.
JB: Merkel chciała naprawdę zaangażować się w przełamanie tego
sporu?
AFL: Z pewnością miała na myśli rozwiązanie polubowne. Jednak nigdy
nie sprecyzowała publicznie, na czym miałoby to polegać, a jej oferta
nie została podchwycona przez polską stronę.
JB: Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der
Leyen12, przez wiele lat minister u Angeli Merkel, miała w tym
planie odegrać znaczącą rolę?
AFL: Kluczową! Von der Leyen przyleciała do Warszawy późną wiosną
2022 roku z propozycją porozumienia. To nie było dla niej łatwe, musiała
przełamać opór wielu spośród najważniejszych komisarzy. Ale nawet ta
oferta została odrzucona przez PiS. Jarosław Kaczyński stał się
zakładnikiem Zbigniewa Ziobry13. Dynamika polityki wewnętrznej i utrzymanie się u władzy Zjednoczonej Prawicy okazało się dla niego
najważniejsze. Morawiecki nie tylko nie porozumiał się z von der Leyen,
ale zarzucił Unii, że chce szantażować Polskę. To zamknęło wszelkie
możliwości kompromisowego porozumienia. Von der Leyen wyznaczyła wtedy
pięciu komisarzy, w których ręce oddała negocjacje z Polską. Ta zmiana
podejścia do Warszawy zbiegła się z powołaniem już w grudniu 2021 roku w Berlinie nowego, koalicyjnego rządu. W szczególności wchodzący w jego
skład Zieloni, ale także liberałowie podchodzili bardziej pryncypialnie
do kwestii rządów prawa niż poprzednie ekipy Merkel. Do nowej umowy
koalicyjnej wpisano silne zobowiązanie do obrony standardów rządów
prawa. Uznano, że wzrost znaczenia skrajnej prawicy we Włoszech czy
Francji stwarza ryzyko, iż kolejne kraje mogą pójść w ślady Węgier czy
Polski. To było uważane za poważne zagrożenie dla Unii. U progu wyborów
parlamentarnych w Polsce w 2023 roku sprawa pozostaje nierozwiązana.
JB: Pryncypialne podejście Unii jest konieczne dla uratowania
polskiej demokracji?
AFL: Tak uważam. Jest fundamentalne dla polskiej demokracji i dla
utrzymania integralności Unii Europejskiej.
JB: Skoro Polska potrzebuje nadzoru Brukseli, aby pozostać
demokracją, może nie dorosła do suwerenności?
AFL: Nie należy ani do mnie, ani do Niemiec, aby to oceniać. Tylko
instytucje unijne mają legitymację i obowiązek przyznany im przez kraje
członkowskie, aby wydawać wyroki odnoszące się do rządów prawa w innych
państwach UE.
JB: Konrad Szymański14, wieloletni minister ds.
europejskich, zwykł podkreślać, że tak Niemcy, jak i Polska są
przywiązane do dużej skali Unii Europejskiej. Inaczej mówiąc, łatwo nie
pogodzą się z marginalizacją krajów Europy Środkowej w Unii, czy tym
bardziej z ich wyrzuceniem z niej. Bo tak dla Warszawy, jak i Berlina
poszerzenie Wspólnoty w 2004 i 2007 roku było po prostu zbyt dużym i zapewne niemożliwym do powtórzenia sukcesem. Jak daleko w tej logice
mogą pójść Niemcy? Czy Polska może zrobić co chce z demokracją, bo jej
miejsce w zjednoczonej Europie jest przez Republikę Federalną Niemiec
zapewnione?
AFL: Niemcy wielokrotnie otwarcie powtarzały, że odejście
któregokolwiek spośród krajów członkowskich Unii byłoby tragedią. Ciężko
walczyliśmy na rzecz poszerzenia Wspólnoty, w szczególności o Polskę. A Brexit15 był dla nas katastrofą, ponieważ dzięki Wielkiej
Brytanii Unia była silniejsza. Wyjście z Unii Europejskiej może nastąpić
tylko dobrowolnie, wyrzucenie państwa członkowskiego przez inne kraje
nie jest przewidziane w unijnych traktatach. Z powodu przytłaczającego
poparcia w polskim społeczeństwie dla Unii nie obawiam się dobrowolnego
Polexitu16, przynajmniej nie w przewidywalnej przyszłości. Ale
też żaden kraj "nie może robić, co chce z demokracją", ponieważ istnieją
granice określone w traktach europejskich, pod którymi wszyscy się
podpisaliśmy. To obejmuje ustanowienie mechanizmów egzekwowania prawa
unijnego. Chcemy, aby Polska w Unii pozostała, ale chcemy też chronić
prawo europejskie, ponieważ jest to podstawa działania UE. Jeśli więc
Komisja Europejska17 dojdzie do wniosku, że kraj członkowski
gwałci traktaty europejskie, spodziewałbym się, że Niemcy wsparłyby jej
stanowisko.
JB: Latem 2022 roku w przemówieniu programowym w Pradze kanclerz
Olaf Scholz18 zaproponował, aby znieść wymóg jednomyślności przy
podejmowaniu przez Radę UE decyzji w tak kluczowych obszarach, jak
polityka zagraniczna czy sprawy finansowe. Tymczasem od 2010 do 2016
roku, a więc w okresie poprzedzającym referendum rozwodowe, Wielka
Brytania okazała się tym krajem Unii Europejskiej, który w obszarach,
gdzie już nie ma weta, był najczęściej przegłosowywany w Radzie UE. To w znacznym stopniu spowodowało, że Brytyjczycy poszli za hasłem
"odzyskania kontroli" (take back control) nad swoim losem. Od kiedy
Zjednoczonego Królestwa nie ma już we Wspólnocie, to jednak Polska i Węgry są najczęściej przegłosowywane w Radzie UE. Postulat Scholza może
więc pogłębić w Warszawie wrażenie, że nasz kraj jest marginalizowany,
może nawet wypychany z Unii.
AFL: Doświadczenia z przeszłości pokazują, że w obszarach, gdzie
obowiązuje zasada głosowania kwalifikowaną większością (55 proc. liczby
krajów UE zamieszkałych przez przynajmniej 65 proc. całej ludności
Wspólnoty), bardzo rzadko się do niej sięga właśnie po to, aby żaden
kraj nie czuł się przegłosowany. Zwykle rokowania trwają tak długo, aż
doprowadzą do kompromisu, który jest możliwy do zaakceptowania przez
wszystkich. Jednak już sama możliwość głosowania wedle systemu
kwalifikowanej większości skłania uczestników negocjacji do dodatkowego
wysiłku dla osiągnięcia porozumienia. Zasada jednomyślności powoduje
natomiast, że Unia potencjalnie może stać się przedmiotem politycznego
szantażu. Poważnie ogranicza to możliwość jej działania. W miarę, jak UE
się poszerza, jest z tym zresztą coraz gorzej. Jeśli więc Unia chce
przyjąć wszystkie państwa Zachodnich Bałkanów, a także Ukrainę i Mołdawię, absolutnie niezbędna jest reforma systemu podejmowania
decyzji. Zjednoczona Europa musi mieć narzędzia obrony swoich interesów.
Zgadzam się, że zniesienie prawa weta we wrażliwych obszarach, jak
polityka zagraniczna, to wielki krok. Ale jak inaczej zachowamy zdolność
do działania jeszcze większej Unii?
JB: Jeśli to tak trudny do zrobienia krok, to czy nie jedynym
sposobem na przebudowę zjednoczonej Europy jest otwarcie przez Niemcy
portfela? A więc zgoda na Unię transferową: z poważnym, a nie jak dziś
szczątkowym (około 1 proc. PKB UE) budżetem, poprzez który kraje
bogatsze na wielką skalę dotują te biedniejsze. Kiedy kanclerz Merkel w 2020 roku po raz pierwszy zgodziła się na uwspólnotowienie długu i utworzenie Funduszu Odbudowy, mogła też postawić innym krajom warunki
wypłaty pieniędzy, tzw. kamienie milowe. Okazało się to w szczególności
potężnym instrumentem wymuszenia na Polsce stosowania zasad rządów
prawa. To jest metoda, którą można by zastosować w przyszłości w wielu
innych obszarach.
AFL: Spróbuję to wytłumaczyć. UE już jest unią transferową. Jej
zdeklarowanym celem jest przełamanie różnic w poziomie rozwoju. Są więc
płatnicy netto i beneficjenci netto. To, czego większość Niemców się
obawia, to uwspólnotowienie długu, ponieważ mogłoby to podważyć
dyscyplinę fiskalną. Scholz, jeszcze jako minister finansów, lansował
ideę paneuropejskiego Funduszu Odbudowy po pandemii finansowanego
właśnie ze wspólnego długu. Kanclerz Merkel, która była zdecydowanie
przeciwna takiemu rozwiązaniu w trakcie kryzysu zadłużeniowego strefy
euro, w tym wyjątkowym przypadku to poparła.
JB: Zwolennicy federalnej Europy powitali zmianę podejścia Merkel do
finansowania Unii z wielkim entuzjazmem. Uznali, że utworzenie
wspomnianego Funduszu Odbudowy to tzw. moment hamiltonowski, odniesienie
do XVIII wieku, gdy za sprawą sekretarza skarbu Alexandra Hamiltona
Stany Zjednoczone zyskały budżet z prawdziwego zdarzenia19. A więc fundament nowoczesnego państwa. Ale nie wszyscy widzą to w równie
różowych barwach. Andre Sapir20, wybitny belgijski ekonomista,
który w 2003 roku na prośbę ówczesnego przewodniczącego Komisji
Europejskiej Romano Prodiego21 przygotował raport o ożywieniu
unijnej gospodarki, twierdzi na przykład, że motywacja Niemiec była
inna. Pandemia miała uświadomić Republice Federalnej, że współpraca
gospodarcza z Chinami nie jest pewna. Podobnie jak z Ameryką, która za
Donalda Trumpa wypowiedziała UE wojnę handlową. Stąd tak ważny stał się
dla niemieckiego biznesu rynek południa Europy. A więc i konieczność
ratowania go.
AFL: Kryzys globalizacji, który teraz przeżywamy, wywołał dyskusje o skróceniu łańcuchów dostaw i "autonomii strategicznej" Europy. Jesteśmy
jednak dopiero na początku tej debaty. Niepewności geopolityczne
doprowadziły nas do przekonania, że musimy chronić naszą europejską
gospodarkę, starannie ważyć ryzyko i unikać wchodzenia w nadmierną
zależność. To jest leitmotiv nowej strategii narodowego bezpieczeństwa
Niemiec.
JB: Na południu Europy do dziś wielu źle wspomina kryzys zadłużenia
strefy euro. Uważa się tam, że Niemcy dyktowały słabszym krajom
nieludzkie reformy, które doprowadziły do pauperyzacji znacznej części
społeczeństwa. Stąd wzięły się wspomniane już obrazki typu kanclerz
Merkel w mundurze SS umieszczone choćby na okładkach niektórych greckich
periodyków. Czy jednak ostateczny bilans tego kryzysu nie wskazuje na
coś całkiem odwrotnego: załamanie wpływów Niemiec w Unii? Kres kryzysowi
położył przecież latem 2012 roku ówczesny prezes Europejskiego Banku
Centralnego (EBC)22 Mario Draghi23 swoim słynnym
oświadczeniem "zrobimy, co będzie trzeba" (whatever it takes) dla
ratowania wspólnej waluty. To zapoczątkowało zupełnie inną, niż
zakładano w Berlinie, politykę EBC: masowy skup instrumentów dłużnych
słabszych państw Eurolandu, finansowanie ich długu. I wspieranie przez
niskie stopy procentowe wzrostu gospodarczego, spychając na dalszy plan
walkę z inflacją. Niemcy nie straciły w ten sposób kontroli nad jedną z najważniejszych instytucji Unii?
AFL: Początkowo zmiana kursu EBC pod rządami Draghiego była
przyjmowana w Niemczech z mieszanymi uczuciami. Rozgorzała dyskusja, czy
jest to zgodne z najważniejszą misją EBC: utrzymania stabilności
monetarnej. To był przecież cel, który Niemcy forsowały z wielką
determinacją w trakcie negocjacji nad Traktatem w Maastricht24 (1992). Żywe były więc obawy, że rezygnacja z tej zasady może doprowadzić do większej inflacji. Dlatego ta sprawa
stanęła błyskawicznie na agendzie Niemieckiego Trybunału
Konstytucyjnego25. Mam jednak wrażenie, że większość
niemieckiego społeczeństwa szybko doszła do wniosku, iż Draghi w końcu
znalazł skuteczny sposób na przełamanie koszmaru kryzysu euro. Przyjęto
to z wielką ulgą. Polityka Draghiego znalazła więc ostatecznie poparcie
Niemiec.
JB: Być może także dlatego, że równocześnie tzw. trójka26
narzucała bardzo rygorystyczne warunki ratowania przed bankructwem
Grecji. Na podobne zasady musiała się też zgodzić Hiszpania i Portugalia. To wszystko pozostawiało wrażenie, że Niemcy, które w 2003
roku razem z Francją złamały pakt o stabilności i wzrostu27,
mają w Unii specjalne prawa.
AFL: Złamanie paktu o stabilności i wzroście było nieodpowiedzialne.
Jednak później Niemcy odegrały kluczową rolę w znalezieniu rozwiązania
kryzysu strefy euro. Mieliśmy zdecydowanie najsilniejszą gospodarkę w unii walutowej. Nawet, jeśli niektórzy nie zgadzali się z naszym
naciskiem na rzecz dyscypliny fiskalnej i reformy Eurolandu28,
to jednak wszyscy oczekiwali, że się zaangażujemy w ratowanie unii
walutowej. Od początku strefa euro była jednak projektem niedokończonym.
Mieliśmy unię monetarną bez unii gospodarczej. Nie ma czegoś podobnego
na świecie. Eksperci monetarni od początku ostrzegali polityków, że taka
konstrukcja nie jest odporna na wstrząsy. Przy całej krytyce skierowanej
przeciw Niemcom nie zapominajmy jednak, że zrobiono poważne postępy, z czego wiele z inicjatywy Niemiec. Ustanowiono Unię Bankową29,
mechanizm ratowania przed bankructwem30, Europejski
Mechanizm Stabilności (ESM)31, Europejski Semestr32. Ale
mimo tego wszystkiego strefa euro pozostaje konstrukcją niestabilną,
której budowa nie została doprowadzona do końca.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. T. Mann (1875-1955), jeden z najwybitniejszych pisarzy niemieckich, laureat literackiej Nagrody Nobla (1929), konsekwentny wróg narodowego socjalizmu, od 1933 r. na emigracji w Szwajcarii i Czechosłowacji, w czasie II wojny światowej w USA, skąd w latach 1940-1945 przesyłał drogą radiową przemówienia "do niemieckich słuchaczy", utrzymane w duchu antynazistowskim. Po 1945 r. mieszkał w USA, potem znowu w Szwajcarii; Niemcy odwiedził tylko dwa razy. [wróć]
2. Dwie umowy międzynarodowe, podpisane w marcu 1957 r. przez czołowych polityków Belgii, Francji, Holandii, Luksemburga, RFN i Włoch. Były to: 1. Traktat ustanawiający Europejską Wspólnotę Gospodarczą (EWG), 2. Traktat ustanawiający Europejską Wspólnotę Energii Atomowej (Euratom). Oba traktaty weszły w życie 1 stycznia 1958 r. [wróć]
3. R. Sikorski (ur. 1963), polski politolog, dziennikarz i polityk orientacji liberalno-demokratycznej, w latach 1986-1989 reporter wojenny w Afganistanie i Angoli, w latach 2005-2007 senator RP, w latach 2007-2015 poseł na Sejm RP, w latach 2014-2015 marszałek Sejmu RP. W latach 2005-2007 minister obrony narodowej, w latach 2007-2014 minister spraw zagranicznych RP. W 2014 r. podczas wydarzeń na kijowskim Euromajdanie odegrał istotną rolę dyplomatyczną z upoważnienia Unii Europejskiej. W latach 2010-2016 wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej. Od 2019 r. poseł do Parlamentu Europejskiego. [wróć]
4. A. Merkel (ur. 1954), niemiecka fizyk i polityk o orientacji chrześcijańsko-demokratycznej, wywodząca się z NRD, po upadku muru berlińskiego zaangażowała się we wschodnioniemiecki ruch demokratyczny. W latach 1998-2000 sekretarz generalny CDU, w latach 2000-2018 przewodnicząca tej partii, w latach 1991-1994 federalna minister do spraw kobiet i młodzieży, w latach 1994-1998 federalna minister środowiska, ochrony zasobów naturalnych i bezpieczeństwa jądrowego, w latach 2005-2021 kanclerz RFN. Człowiek Roku tygodnika "Time" (2015). [wróć]
5. V. Orbán (ur. 1963), węgierski prawnik i polityk orientacji narodowo-konserwatywnej, od 1990 r. poseł do Zgromadzenia Narodowego, przewodniczący partii Fidesz (węg. skrót od: Węgierski Związek Obywatelski) w latach 1993-2000 i od 2003 r., premier Węgier w latach 1998-2002 i od 2010 r. [wróć]
6. J. Kaczyński (ur. 1949), polski prawnik i polityk, działacz opozycji demokratycznej w PRL, od 1990 r. prezes chrześcijańsko-demokratycznej i narodowo-konserwatywnej Partii Centrum, od 2003 r. lider partii o podobnym profilu - Prawo i Sprawiedliwość, w latach 2006-2007 prezes Rady Ministrów RP, w latach 2020-2022 i od 2023 r. wiceprezes Rady Ministrów, w latach 1989-1991 senator RP, w latach 1991-1993 i od 1997 r. poseł na Sejm RP. [wróć]
7. Europejska Partia Ludowa (EPL), partia polityczna powstała w lipcu 1976 r., w skład której wchodzą ugrupowania orientacji centroprawicowej o szerokim spektrum: chadeckie, ludowe, konserwatywno-liberalne, liberalno-konserwatywne itp. z krajów należących do Unii Europejskiej oraz spoza niej, łącznie z 39 krajów. Z partii polskich w EPL znajdują się Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe. Reprezentacją EPL w Parlamencie Europejskim, począwszy od I kadencji w 1979 r., jest Grupa Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci), największa pod względem liczby eurodeputowanych. Węgierska partia Fidesz, początkowo zawieszona w marcu 2019 r. za łamanie praworządności na Węgrzech, wystąpiła z EPL w marcu 2021 r. [wróć]
8. A. Laschet (ur. 1961), niemiecki prawnik, dziennikarz i polityk orientacji chrześcijańsko-demokratycznej, w latach 1994-1998 poseł do Bundestagu, w latach 1999-2005 poseł do Parlamentu Europejskiego, w latach 2017-2021 premier rządu Nadrenii Północnej-Westfalii, w latach 2021-2022 przewodniczący partii CDU. [wróć]
9. Rada Unii Europejskiej, główny organ decyzyjny UE, do jej zadań należy wydawanie aktów prawnych o charakterze wiążącym (np. rozporządzenia i dyrektywy) i niewiążącym (np. zalecenia i opinie), udział w tworzeniu budżetu UE, a także zawieranie umów międzynarodowych. Wraz z Radą Europejską (głowy państw lub szefowie rządów państw członkowskich UE) posiada też kompetencje do podejmowania decyzji w zakresie wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. [wróć]
10. M. Le Pen (ur.1968) - francuska prawniczka i polityczka orientacji nacjonalistycznej, w latach 2003-2011 wiceprzewodnicząca Frontu Narodowego/Zjednoczenia Narodowego, w latach 2011- 2021 przewodnicząca tej partii. W latach 2004-2019 deputowana do Parlamentu Europejskiego, od 2017 r. posłanka do Zgromadzenia Narodowego. Kandydatka w wyborach prezydenckich w latach 2012, 2017 i 2022. [wróć]
11. M. Morawiecki (ur. 1968), polski historyk, bankowiec i polityk orientacji chrześcijańsko-demokratycznej i narodowo-konserwatywnej, członek partii Prawo i Sprawiedliwość. W latach 2010-2012 członek Rady Gospodarczej przy rządzie RP, w latach 2015-2017 wiceprezes Rady Ministrów RP, w latach 2015-2018, a następnie rozwoju i finansów, w 2019 r. minister sportu, w latach 2020-2023 minister cyfryzacji, od 2019 r. poseł na Sejm RP, od 2021 r. wiceprezes partii Prawo i Sprawiedliwość. Od 2017 r. prezes Rady Ministrów RP. [wróć]
12. U. von der Leyen (ur. 1958), niemiecka lekarka i polityczka, orientacji chrześcijańsko-demokratycznej, działaczka CDU, w latach 2005-2009 ministra do spraw rodziny, osób starszych, od 2009 r. posłanka do Bundestagu, w latach 2009-2013 ministra pracy i spraw społecznych, w latach 2013-2019 ministra obrony Niemiec. Od 2019 r. przewodnicząca Komisji Europejskiej. [wróć]
13. Z. Ziobro (ur. 1970), polski prawnik i polityk orientacji narodowo-konserwatywnej i eurosceptycznej. W latach 2008-2011 wiceprzewodniczący partii Prawo i Sprawiedliwość, po usunięciu go z tej partii współzałożyciel i prezes partii Suwerenna Polska. W latach 2001-2009 i od 2015 r. poseł na Sejm RP, w latach 2009-2014 deputowany do Parlamentu Europejskiego. W latach 2005-2007 i od 2016 r. minister sprawiedliwości i prokurator generalny. [wróć]
14. K. Szymański (ur. 1969), polski prawnik, publicysta i polityk orientacji chrześcijańsko-demokratycznej i narodowo-konserwatywnej, członek partii Prawo i Sprawiedliwość. W latach 2004-2014 poseł do Parlamentu Europejskiego, w latach 2015-2019 sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w latach 2019-2020 minister-członek Rady Ministrów, w latach 2020-2022 minister do spraw Unii Europejskiej. [wróć]
15. Brexit, skrót od ang. British - brytyjskie i exit - wyjście; po raz pierwszy użyto tego skrótu w 2012 r. Określał procedurę wychodzenia Wielkiej Brytanii ze struktur Unii Europejskiej. Negocjacje trwały ponad dwa lata, od czerwca 2017 r. do 17 października 2019 r., brexit nastąpił ostatecznie 31 stycznia 2020 r. [wróć]
16. Ewentualne wyjście Polski z UE. [wróć]
17. Komisja Europejska (KE), organ wykonawczy Unii Europejskiej, odpowiedzialny za jej politykę bieżącą, nadzorujący prace wszystkich jej agencji i zarządzający jej funduszami. KE posiada wyłączną inicjatywę legislacyjną w zakresie prawa unijnego oraz jest uprawniona do wydawania rozporządzeń wykonawczych. [wróć]
18. O. Scholz (ur. 1958) - niemiecki prawnik i polityk orientacji socjaldemokratycznej, w latach 1998-2001 i 2002-2011 deputowany do Bundestagu, w latach 2002-2004 sekretarz generalny SPD, w latach 2007-2009 federalny minister pracy i spraw społecznych, w latach 2011-2018 burmistrz Hamburga, w latach 2018-2022 wicekanclerz i federalny minister finansów, od 2021 r. kanclerz Niemiec. [wróć]
19. Nawiązanie do dorobku jednego z ojców założycieli USA, A. Hamiltona (1755 lub 1757-1804), sekretarza skarbu w rządzie prezydenta George'a Waszyngtona, twórcy dolara amerykańskiego; wizerunek Hamiltona widnieje na banknocie 10 $ USA. Sekretarz skarbu zaproponował i przeforsował uwspólnotowienie długów poszczególnych stanów. Wzmacniało to pozycję rządu federalnego, który uzyskał prawo do nakładania podatków. W konsekwencji "moment hamiltonowski" z 1790 r. przyspieszył polityczną integrację w USA. [wróć]
20. A. Sapir (ur. 1950), belgijski ekonomista o korzeniach żydowskich, profesor Solvay Brussels School of Economics & Management, będącej wydziałem na Université Libre de Bruxelles. W latach 2001-2004, jako doradca ekonomiczny przewodniczącego Komisji Europejskiej R. Prodiego, był koordynatorem raportu na temat europejskiej polityki wzrostu, znanego jako "raport Sapira". Następnie do 2009 r. roku zasiadał w grupie doradców do spraw polityki gospodarczej następcy Prodiego, José Manuela Barroso. [wróć]
21. R. Prodi (ur. 1939), włoski ekonomista, nauczyciel akademicki, urzędnik państwowy, przedsiębiorca i polityk orientacji centrolewicowej. Premier Włoch w latach 1996-1998 i 2006-2008, w latach 1999-2004 przewodniczący Komisji Europejskiej. Twórca koalicji rządowej, sprawującej władzę we Włoszech w latach 1996-2022. [wróć]
22. European Central Bank z siedzibą we Frankfurcie nad Menem powstał w 1999 r., od 2009 r. posiada status jednej z siedmiu instytucji UE; kształtuje politykę pieniężną dla strefy euro i Unii Europejskiej. Jest głównym składnikiem Eurosystemu i Europejskiego Systemu Banków Centralnych (ESBC), jego kapitał akcyjny o wartości 11 mld euro należy do wszystkich 27 banków centralnych państw członkowskich UE jako akcjonariuszy. [wróć]
23. M. Draghi (ur. 1947), włoski ekonomista, urzędnik państwowy, nauczyciel akademicki i polityk. W latach 2006-2011 prezes Banku Włoch, w latach 2011-2019 prezes Europejskiego Banku Centralnego, w latach 2021-2022 premier Włoch. [wróć]
24. Traktat o Unii Europejskiej, podpisany 7 lutego 1992 r. w holenderskim mieście Maastricht, wszedł w życie 1 listopada 1993 roku po przeprowadzeniu referendów w ówczesnych 12 krajach członkowskich. Traktat ustanowił Unię Europejską (UE) opartą na 3 filarach: a) Wspólnota Europejska, Europejska Wspólnota Węgla i Stali i Euratom, b) wspólna polityka zagraniczna i bezpieczeństwa, c) współpraca policyjna i sądowa w sprawach karnych. M.in. zapowiedziano utworzenie Unii Gospodarczej i Walutowej, wprowadzenie wspólnej waluty euro od 1 stycznia 1999 r. oraz ustanowiono obywatelstwo Unii Europejskiej. [wróć]
25. Niem. Bundesverfassungsgericht, sąd konstytucyjny Republiki Federalnej Niemiec z siedzibą w Karlsruhe, powołany do działania w 1951 r. Kontroluje zgodność wydawanych aktów prawnych z konstytucją RFN. [wróć]
26. Czyli Europejski Bank Centralny, Komisja Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. [wróć]
27. Porozumienie państw członkowskich UE (SGP) z czerwca 1997 r. miało na celu wzmocnienie nadzoru nad budżetami i koordynację polityk gospodarczych, a w szczególności zwalczanie nadmiernego deficytu budżetowego. Ustalono określone kryteria odnoszące się do nadwyżek względnie deficytów budżetowych, jak również dotyczące relacji długu publicznego do PKB. Okazało się jednak, że dochodzi do częstych naruszeń wyznaczonych kryteriów przez państwa członkowskie UE, największych naruszeń dopuściły się Niemcy i Francja w 2003 i 2005 r. W późniejszych latach nie było lepiej, dość powiedzieć, że 2012 r. nadmierny deficyt budżetowy stwierdzono aż w 23 spośród 27 państw UE. W związku z tym jeszcze w tym samym 2012 r. przyjęto traktat o stabilności, koordynacji i zarządzaniu (TSCG), zwany paktem fiskalnym (FST), w którym wprowadzono bardziej rygorystyczne przepisy fiskalne niż w pakcie stabilności i wzrostu. W 2020 r. UE ogłosiła zawieszenie FST w związku z pandemią koronawirusa. W 2022 r. zostały ogłoszone zasady modyfikacji FST, a w marcu 2023 r. opublikowano wytyczne dla państw członkowskich UE dotyczące sposobu postępowania i koordynowania polityki fiskalnej w 2024 r. Chodzi głównie o nakaz spójności kombinacji polityk fiskalnych poszczególnych państw, realizację wysokiej jakości korekt fiskalnych oraz wsparcie dla przemyślanych inwestycji i zrównoważonego wzrostu gospodarczego. [wróć]
28. Państwa, które wprowadziły na swoim terytorium walutę euro. [wróć]
29. European Banking Union, utworzona w 2014 r., skupia państwa członkowskie UE strefy euro; jako ostatnie przystąpiły w październiku 2020 r. Bułgaria i Chorwacja. Państwa UE spoza Eurolandu mogą dołączyć do Unii Bankowej, nawiązując współpracę z EBC. Do zadań Unii Bankowej należy ochrona banków przed ewentualnymi przyszłymi kryzysami finansowymi, rozwiązywanie problemu niewypłacalnych banków poprzez restrukturyzację i uporządkowaną likwidację, ale bez sięgania po pieniądze podatników i z możliwie minimalnym skutkiem dla gospodarki, a także ograniczanie fragmentacji rynku bankowego dzięki zharmonizowaniu przepisów o sektorze finansowym. [wróć]
30. Odbywa się to na podstawie dyrektyw UE z 2015 r., umożliwiających przejmowanie części oszczędności zgromadzonych na kontach bankowych, jeśli bank będzie potrzebował ratunku przed bankructwem. Zagrożeni są posiadacze kont, którzy mają w jednym banku ponad 100 tys. euro (ok. 430 tys. zł). [wróć]
31. European Stability Mechanism, jeden z najważniejszych mechanizmów przywracania stabilności finansowej gospodarek państw strefy euro, który został wprowadzony w 2012 r. w reakcji na wydarzenia związane z ogólnoświatowym kryzysem finansowym w latach 2007-2009, zapoczątkowanym zapaścią na rynku pożyczek hipotecznych wysokiego ryzyka w USA. Zadaniem ESM jest utrzymanie stabilności finansowej w Eurolandzie poprzez dostarczenie wsparcia finansowego tym gospodarkom państw strefy euro, które przeżywają poważne trudności finansowe lub są zagrożone ich wystąpieniem. [wróć]
32. The European Semester, procedura wprowadzona od 2010 r. jako reakcja na kryzys finansowy lat 2007-2009, trwająca co roku od listopada do lipca. Ma ona na celu koordynację w UE polityki gospodarczej, fiskalnej i społecznej, w tym dotyczącej zatrudnienia. Procedura odbywa się wg następującego cyklu: 1) listopad-grudzień: analiza sytuacji makroekonomicznej, podsumowanie roku ubiegłego, 2) styczeń-marzec: państwa członkowskie otrzymują wytyczne ze szczebla UE, 3) kwiecień-lipiec: kraje członkowskie przedkładają do unijnej oceny swoje krajowe programy reform oraz programy stabilności lub konwergencji (poziom gotowości do przyjęcia wskaźników ekonomicznych i zasad, które powinno spełniać państwo aspirujące do pełnego uczestnictwa w unii gospodarczej i walutowej, w tym do wprowadzenia euro), 4) Lipiec-koniec roku: tzw. krajowy semestr, państwa członkowskie opracowują budżety na kolejny rok, uwzględniając zalecenia UE i przyjmując swoje budżety. [wróć]