(nie)boski szef - Alexi Lexi

Kup ebooka

11.90 zł
9.88 zł (10,12 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

?Alexi Lexi, 2023

?Wydawnictwo Magdalena Szweda, 2023

Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci (żyjących obecnie lub w przeszłości) oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest przypadkowe.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i powoduje naruszenie praw autorskich tejże publikacji.

ISBN: 978-83-67443-26-5

Redakcja i korekta: Dominika Bronk

Projekt okładki: Marlena Sychowska

Zdjęcie na okładce: LIGHTFIELD STUDIOS

Opracowanie wersji elektronicznej: Magdalena Szweda

Wydanie I

Przymknęła powieki i napawała się chwilą samotności. Promienie słońca delikatnie muskały jej twarz, a dźwięk uderzających o skały fal wprowadził ją w błogi stan.

Ostatni czas był dla Lily niezwykle trudny. Wieczne pretensje szefa oraz nieustające kłótnie z partnerem doprowadziły ją na skraj załamania nerwowego. A to dopiero początek - czuła, że największe kłopoty jeszcze przed nią.

Marzyła o tym, aby zniknąć. Zapomnieć choć na chwilę o swoich życiowych porażkach. Jednak świat niestety tak nie funkcjonował. Wiedziała, że w krótce będzie musiała zmierzyć się z problemami. Nie mogła wiecznie przed nimi uciekać.

Śmiech dobiegający z oddali zmusił ją do uniesienia powiek. Zaczęła przeczesywać rozległy teren zamglonym wzrokiem, poszukując źródła dźwięku. Kilka sekund później zauważyła bawiące się w piasku dzieci oraz ich ojca. Coś w sylwetce mężczyzny wydawało się kobiecie znajome.

Pchnięta ciekawością wstała z niewielkiego murku, który od ponad godziny służył jej za miejsce odpoczynku, i ruszyła w stronę roześmianej rodziny. Chciała choć przez moment popatrzyć na ojca dzieci. Z pewnością był to jeden z jej klientów i właśnie dlatego odniosła wrażenie, że już gdzieś go widziała.

Kiedy przeszła kilka kroków, dotarło do niej, że nie tylko znała mężczyznę, ale również przez ostatnie siedem lat tworzyła z nim związek. Trudny, pełen wzlotów i upadków, lecz nadal związek.

Lily przystanęła w odległości kilku metrów od bawiącej się rodziny. Dzieci mogły mieć około pięciu lat. To znaczyło, że Connor zdradzał ją podczas trwania ich relacji. Nie potrafiła uwierzyć, że żyła przez tyle lat z człowiekiem, który ją oszukiwał. Fakt, od dłuższego czasu im się nie układało, ale liczyła, że w końcu dojdą do porozumienia i ich miłość ponownie rozkwitnie.

Prychnęła pod nosem z własnej naiwności. Connor nigdy jej nie kochał, a ona jak ostatnia głupia oddała mu swoje serce, które teraz zostało rozdarte na milion kawałków.

Ostatkiem sił powtrzymała się przed tym, by podbiec do mężczyzny i wyładować na nim swój gniew. Nie zamierzała wystraszyć malutkich dzieci, bo nie były niczemu winne. To ich ojciec okazał się zdradzieckim kłamcą, który nie liczył się z jej uczuciami.

Powoli ruszyła w stronę niewiernego chłopaka. Nie spuszczała z niego wzroku, śledziła każdy, nawet najmniejszy ruch. Obserwowała jego szczęśliwą twarz, gdy patrzył na córkę. Obdarzał ją miłością, jakiej ona nigdy nie doświadczyła z jego strony.

Zacisnęła dłonie w pięści, próbując zapanować nad złością. Pragnęła domu z ogrodem i szczęśliwej rodziny, ale te plany zostały w brutalny sposób zdeptane widokiem Connora z dziećmi. Od dziś musiała przedefiniować swoje życie. Zastanowić się nad tym, co dalej.

Gdy nabrała pewność, że mężczyzna ją usłyszy, zwróciła się do niego:

- Cześć, Connor.

Pogratulowała sobie w duchu opanowania. Postanowiła zachować godność i nie wszczynać awantury. Odejdzie z klasą.

Jej chłopak odwrócił się i spojrzał na nią zaskoczony. Nie spodziewał się, że właśnie tutaj, kilkadziesiąt mil od domu, spotka Lily. Już od blisko pięciu lat, odkąd dzieciaki pojawiły się na świecie, zachowywał szczególną ostrożność, by jego dziewczyna nie poznała prawdy. Przyzwyczaił się do obecność Lily w swoim życiu i nie chciał się z nią rozstawać, a wiadomość o romansie z pewnością zakończyłaby ich związek.

- Kochanie, co ty tu robisz? - Potrafił zapytać tylko o to. Czuł wkradający się do jego serca niepokój. Nie wiedział, jak ma się zachować w obecności swojej dziewczyny. Czy iść w zaparte, czy jednak wyznać skrywaną od lat tajemnicę?

Jej usta nieznacznie poszybowały do góry. Ten uśmiech jednak nie był szczery. W środku Lily odczuwała niewyobrażalną pustkę. Tyle czasu zmarnowała na relację, która od samego początku była tylko kłamstwem.

- To pytanie chyba powinnam zadać tobie. Kim są te dzieci? - Kiwnęła głową w stronę rodzeństwa, które patrzyło na nią tęczówkami o tym samym odcieniu, co u Connora. Nie mógł wyprzeć się ojcostwa, dzieci były do niego zbyt podobne.

- To nie jest tak, jak myślisz. - Jego spanikowany głos i rozbiegane spojrzenie potwierdziły tylko przykrą prawdę.

Lily nie chciała już dłużej przebywać w towarzystwie Connora oraz patrzeć na dowody jego zdrady. Odwróciła się i zaczęła iść przed siebie. Słyszała swoje imię wykrzykiwane przez jej już byłego chłopaka, ale nie zamierzała się zatrzymywać. Wiedziała, że nie byłaby w stanie znieść jego tłumaczeń. Jedna zła decyzja, podjęta kilka lat temu, przekreśliła definitywnie ich związek. Nie mieli już wspólnej przyszłość. Jedyne, co pozostało, to rozczarowanie i ból, który z dnia na dzień będzie słabnął. A przynamniej na to liczyła.

Pochłonięta myślami nie zauważyła mężczyzny, który szedł w jej kierunku. Tak naprawdę on również jej nie widział. Wbijał wzrok w ekran komórki i odczytywał wiadomość od matki swojego dziecka. Właśnie tak tytułował Katy. Kiedyś byli sobie bliscy, ale zdrada skutecznie popsuła ich stosunki. Teraz jedynie tolerował jej towarzystwo przede wszystkim przez wzgląd na Morgan. Nie chciał, by odczuwała napięcie między rodzicami, dlatego nieraz udawał przed córką szczęśliwego, a tak naprawdę skrywał głęboko w sobie złość na byłą partnerkę.

- Przepraszam! - powiedzieli, jednoczenie wpadając sobie w ramiona.

Mężczyzna podtrzymał Lily za biodra, ratując ją przed upadkiem. Kobieta natomiast uczepiła się jego torsu jak ostatniego koła ratunkowego. Zażenowana ukryła twarz w jego koszuli. Po chwili jednak uniosła wzrok i spojrzała w czekoladowe tęczówki. Od razu go rozpoznała. Zamrugała szybko, starając się wyjść z szoku. Przed nią stał James, jej wredny szef. Ostatnia osoba, jaką chciała dzisiaj widzieć.

Wyswobodziła się z jego objęć i zrobiła krok w tym. Musiała zwiększyć dystans między nimi. Już sam fakt, że widział ją w rozsypce, jej się nie spodobał. Mężczyzna zmarszczył czoło i przechylił nieznacznie głowę, przypatrując się jej z zainteresowaniem.

- Dlaczego płaczesz? - zapytał, przerywając ciszę.

Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że jej policzki były mokre od łez. Uniosła dłonie i szybkim ruchem starła wilgoć. James znał ją jako silną i pewną siebie kobietę. Widok jej załamania musiał go zaskoczyć.

- To alergia - wypaliła. Nie wiedząc, co zrobić z rękami, schowała je za plecami.

- Nie wydaje mi się, że tylko o nią tu chodzi. - Spojrzał ponad jej głową w miejsce, gdzie przebywał Connor z dziećmi.

Niechętnie zerknęła przez ramię i dostrzegła byłego, który zmierzał w ich stronę. Przeklęła pod nosem i ponownie odwróciła się do Jamesa. To, co zamierzała mu zaproponować, było niewątpliwie szalone, ale chciała odegrać się na Connorze za wszystkie krzywdy, które jej wyrządził.

- Pocałuj mnie.

Zaskoczony mężczyzna otworzył usta, by coś powiedzieć, jednak żadne słowa nie opuściły jego gardła.

Lily słyszała tuż za sobą zbliżające się kroki. Niewiele myśląc, podeszła do swojego szefa, stanęła na palcach i złączyła ich wargi. W tym momencie świat się zatrzymał, a całe otoczenie przestało istnieć. Liczył się tylko James i jego pełne, kuszące usta, które na początku pozostawały bierne, jednak już po chwili oddawały z zaangażowaniem pieszczoty.

Mężczyzna objął kobietę w pasie i przyciągnął do swojego ciała. Jej piersi otarły się o jego umięśniony tors. Na ten kontakt Lily cicho jęknęła, otwierając szerzej usta. Pozwoliła Jamesowi wślizgnąć się do środka językiem, a ten, nie tracąc czasu, zaprosił ją do zabawy.

- Odsuń się od mojej kobiety!