Gwiazdy wokoło twojej głowy,
pod twojemi nogi fale morza, na falach morza tęcza przed tobą pędzi
i rozdziela mgły - co ujrzysz, jest twojem: brzegi, miasta i ludzie
tobie się przynależą, niebo jest twojem. Chwale twojej niby nic nie
zrówna.
***
Ty grasz cudzym uszom niepojęte rozkosze, splatasz serca i
rozwiązujesz, gdyby wianek, igraszkę palców twoich - łzy wyciskasz,
suszysz je uśmiechem, i na nowo uśmiech strącasz z ust na chwilę,
na chwil kilka, czasem na wieki. - Ale sam co czujesz? ale sam co
tworzysz? co myślisz? Przez ciebie płynie strumień piękności, ale
ty nie jesteś pięknością. Biada ci - biada! Dziecię, co płacze na
łonie mamki, kwiat polny, co nie wie o woniach swoich, więcej ma
zasługi przed Panem od ciebie.
***
Skądżeś powstał, marny cieniu, który znać o świetle dajesz, a
światła nie znasz, nie widziałeś, nie obaczysz? Kto cię stworzył w
gniewie lub w ironji? Kto ci dał życie nikczemne, tak zwodnicze, że
potrafisz udać anioła chwilą, nim zagrząźniesz w błoto, nim, jak
płaz, pójdziesz czołgać i zadusić się mułem? - Tobie i niewieście
jeden jest początek.
***
Ale i ty cierpisz, choć twoja boleść nic nie utworzy, na nic
się nie zda. Ostatniego nędzarza jęk policzon między tony harf
niebieskich, twoje rozpacze i westchnienia opadają na dół i szatan
je zbiera, dodaje w radości do swoich kłamstw i złudzeń - a Pan je
kiedyś zaprzeczy, jako one zaprzeczyły Pana.
***
Nie przeto wyrzekam na ciebie, poezjo, matko piękności i
zbawienia. Ten tylko nieszczęśliwy, kto na światach poczętych, na
światach, mających zginąć, musi wspominać lub przeczuwać ciebie -
bo jedno tych gubisz, którzy się poświęcili tobie, którzy się stali
żywemi głosami twej chwały.
***
Błogosławiony ten, w którym zamieszkałaś, jako Bóg zamieszkał w
świecie: niewidziany, niesłyszany, w każdej części jego okazały,
wielki, Pan, przed którym się uniżają stworzenia i mówią: "On jest
tutaj". Taki cię będzie nosił, gdyby gwiazdę, na czole swojem, a
nie oddzieli się od twej miłości przepaścią słowa. On będzie kochał
ludzi i wystąpi mężem pośród braci swoich. A kto cię nie dochowa,
kto zdradzi zawcześnie i wyda na marną rozkosz ludziom, temu
sypniesz kilka kwiatów na głowę i odwrócisz się, a on zwiędłemi się
bawi i grobowy wieniec splata sobie przez całe życie. - Temu i
niewieście jeden jest początek.
***
ANIOŁ STRÓŻ: Pokój ludziom dobrej woli! Błogosławiony
pośród stworzeń, kto ma serce - on jeszcze zbawion być może. Żono
dobra i skromna, zjaw się dla niego - i dziecię niechaj się urodzi
w domu waszym!
(przelatuje)
***
CHÓR ZŁYCH DUCHÓW: W drogę, w drogę, widma, lećcie ku niemu!
Ty naprzód, ty na czele, cieniu nałożnicy, umarłej wczoraj,
odświeżony w mgle i ubrany w kwiaty. Dziewico, kochanko poety,
naprzód!
W drogę i ty, sławo, stary orle, wypchany w piekle, zdjęty z
palu, kędy cię strzelec zawiesił w jesieni! Leć i roztocz skrzydła,
wielkie, białe od słońca, nad głową poety!
Z naszych sklepów wynidź, spróchniały obrazie edenu, dzieło
belzebuba! Dziury zalepiem i rozwiedziemy pokostem - a potem płótno
czarodziejskie, zwiń się w chmurę i leć do poety - wnet się rozwiąż
naokoło niego, opasz go skałami i wodami, naprzemian nocą i dniem!
Matko naturo, otocz poetę!
***
Wieś.Kościół, nad kościołem ANIOŁ STRÓŻ
się kołysze.
Jeśli dotrzymasz przysięgi na wieki, będziesz bratem moim w
obliczu Ojca niebieskiego.
(znika)
***
Wnątrz kościoła.Świadki - gromnica na ołtarzu. KSIĄDZ:
(ślub daje)
Pamiętajcie na to!
Wstaje para - MĄŻ
ściska rękę żony i oddaje ją krewnemu - wszyscy wychodzą, on
sam zostaje w kościele.
Zstąpiłem do ziemskich ślubów, bom znalazł tę, o której
marzyłem. Przeklęstwo mojej głowie, jeśli ja kiedy kochać
przestanę!
***
Komnata, pełna osób.Bal - muzyka - świece - kwiaty. - PANNA MŁODA
walcuje i po kilku okręgach staje, przypadkiem napotyka
MĘŻA
w tłumie i głowę opiera na jego ramieniu.
PAN MŁODY: Jakżeś mi piękna w osłabieniu swojem! W nieładzie
kwiaty i perły na włosach twoich - płoniesz ze wstydu i znużenia...
- O wiecznie, wiecznie będziesz pieśnią moją.
PANNA MŁODA: Będę wierną żoną tobie, jako matka mówiła, jako
serce mówi. Ale tyle ludzi jest tutaj - tak gorąco i huczno...
PAN MŁODY: Idź z raz jeszcze w taniec, a ja tu stać będę i
patrzeć na cię, jakem nieraz w myśli patrzał na sunących aniołów.
PANNA MŁODA: Pójdę, jeśli chcesz, ale już sił prawie nie
mam.
PAN MŁODY: Proszę cię, moje kochanie.
(taniec i muzyka)
***
Noc pochmurna. DUCH ZŁY
(pod postacią DZIEWICY,
lecąc)
Niedawno-m jeszcze biegała po ziemi w taką samą porę - teraz
gnają mnie czarty i każą świętą udawać.
(leci nad ogrodem)
Kwiaty, odrywajcie się i lećcie do moich włosów!
(leci nad cmentarzem)
Świeżość i wdzięki umarłych dziewic, rozlane w powietrzu,
płynące nad mogiłami, lećcie do jagód moich!
Tu czarnowłosa się rozsypuje - cienie jej puklów,
zawiśnijcie mi nad czołem! Pod tym kamieniem zgasłych dwoje ócz
błękitnych - do mnie, do mnie ogień, co tlał w nich! Za temi kraty
sto gromnic się pali - księżnę dziś pochowano; suknio atłasowa,
biała jak mleko, oderwij się od niej! Przez kraty leci suknia do
mnie, trzepocząc się, jak ptak - a dalej, a dalej!
***
Pokój sypialny.
Lampa nocna stoi na stole i blado oświeca MĘŻA
śpiącego obok ŻONY.
MĄŻ:
(przez sen) Skądże przybywasz, niewidziana, niesłyszana
oddawna? Jak woda płynie, tak płyną twoje stopy, dwie fale białe -
pokój świątobliwy na skroniach twoich... Wszystko, com marzył i
kochał, zeszło się w tobie.
(przebudza się) Gdzież jestem? Ha, przy żonie! To moja
żona.
(wpatruje się w żonę) Sądziłem, że to ty jesteś marzeniem
mojem, a otóż po długiej przerwie wróciło ono i różnem jest od
ciebie. Ty dobra i miła, ale tamta... Boże! Co widzę - na jawie! -
DZIEWICA: Zdradziłeś mnie.
(znika)
MĄŻ: Przeklęta niech będzie chwila, w której pojąłem kobietę, w
której opuściłem kochankę lat młodych, myśl myśli moich, duszę
duszy mojej!...
ŻONA:
(przebudza się) Co się stało? Czy już dzień? Czy powóz
zaszedł? Wszak mamy jechać dzisiaj po różne sprawunki.
MĄŻ: Noc głucha. Śpij - śpij głęboko!
ŻONA: Możeś zasłabł nagle, moj drogi? Wstanę i dam ci eteru.
MĄŻ: Zaśnij!
ŻONA: Powiedz mi, drogi, co masz, bo głos twój niezwyczajny
i gorączką nabiegły ci jagody.
MĄŻ:
(zrywając się) Świeżego powietrza mi trzeba. Zostań się!
Przez Boga, nie chodź za mną - nie wstawaj, powiadam ci raz
jeszcze!
(wychodzi)
***
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.