Nie-Boska komedia - Zygmunt Krasiński

Kup ebooka

7.00 zł
6.02 zł (7,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

CZĘŚĆ PIERWSZA

 

Gwiazdy wokoło twojej głowy - pod twoimi nogi fale morza - na falach morza tęcza przed tobą pędzi i rozdziela mgły - co ujrzysz, jest twoim - brzegi, miasta i ludzie tobie się przynależą - niebo jest twoim - chwale twojej niby nic nie zrówna. -

 

_________

 

Ty grasz cudzym uszom niepojęte rozkosze. - Splatasz serca i rozwiązujesz gdyby wianek, igraszkę palców twoich - łzy wyciskasz - suszysz je uśmiechem i na nowo uśmiech strącasz z ust na chwilę - na chwil kilka - czasem na wieki. - Ale sam co czujesz? - ale sam co tworzysz? - co myślisz? - Przez ciebie płynie strumień piękności, ale ty nie jesteś pięknością. - Biada ci - biada! - Dziecię, co płacze na łonie mamki - kwiat polny, co nie wie o woniach swoich, więcej ma zasługi przed Panem od ciebie. -

 

_________

 

 

Skądżeś powstał, marny cieniu, który znać o świetle dajesz, a światła nie znasz, nie widziałeś, nie obaczysz? Kto cię stworzył w gniewie lub w ironii? - Kto ci dał życie nikczemne, tak zwodnicze, że potrafisz udać Anioła chwilą, nim zagrząźniesz w błoto, nim jak płaz pójdziesz czołgać i zadusić się mułem? - Tobie i niewieście jeden jest początek -

 

_________

 

 

Ale i ty cierpisz, choć twoja boleść nic nie utworzy, na nic się nie zda. - Ostatniego nędzarza jęk policzon między tony harf niebieskich. - Twoje rozpacze i westchnienia opadają na dół i Szatan je zbiera, dodaje w radości do swoich kłamstw i złudzeń - a Pan je kiedyś zaprzeczy, jako one zaprzeczyły Pana. -

 

_________

 

 

Nie przeto wyrzekam na ciebie, Poezjo, matko Piękności i Zbawienia. - Ten tylko nieszczęśliwy, kto na światach poczętych, na światach, mających zginąć, musi wspominać lub przeczuwać ciebie - bo jedno tych gubisz, którzy się poświęcili tobie, którzy się stali żywymi głosami twej chwały. -

 

_________

 

 

Błogosławiony ten, w którym zamieszkałaś, jak Bóg zamieszkał w świecie, niewidziany, niesłyszany, w każdej części jego okazały, wielki, Pan, przed którym się uniżają stworzenia i mówią: "On jest tutaj". - Taki cię będzie nosił gdyby gwiazdę na czole swoim, a nie oddzieli się od twej miłości przepaścią słowa. - On będzie kochał ludzi i wystąpi mężem pośród braci swoich. - A kto cię nie dochowa, kto zdradzi za wcześnie i wyda na marną rozkosz ludziom, temu sypniesz kilka kwiatów na głowę i odwrócisz się, a on zwiędłymi się bawi i grobowy wieniec splata sobie przez całe życie. - Temu i niewieście jeden jest początek.

 

 

ANIOŁ STRÓŻ

 

Pokój ludziom dobrej woli - błogosławiony pośród stworzeń, kto ma serce - on jeszcze zbawion być może. - Żono dobra i skromna, zjaw się dla niego - i dziecię niechaj się urodzi w domu waszym. -

 

(przelatuje)

 

 

CHÓR ZŁYCH DUCHÓW

 

W drogę, w drogę, widma, lećcie ku niemu! - Ty naprzód, ty na czele, cieniu nałożnicy, umarłej wczoraj, odświeżony w mgle i ubrany w kwiaty, dziewico, kochanko poety, naprzód. -

 

 

W drogę i ty, sławo, stary orle wypchany w piekle, zdjęty z palu, kędy cię strzelec zawiesił w jesieni - leć i roztocz skrzydła, wielkie, białe od słońca, nad głową poety. - Z naszych sklepów wynidź, spróchniały obrazie Edenu, dzieło Belzebuba - dziury zalepiem i rozwiedziemy pokostem - a potem, płótno czarodziejskie, zwiń się w chmurę i leć do poety - wnet się rozwiąż naokoło niego, opasz go skałami i wodami, na przemian nocą i dniem. - Matko naturo, otocz poetę!

 

(Wieś - kościół - nad kościołem Anioł Stróż się kołysze.)

 

 

[ANIOŁ STRÓŻ]

 

Jeśli dotrzymasz przysięgi na wieki, będziesz bratem moim w obliczu Ojca niebieskiego.

 

(znika)

 

(Wnątrz kościoła - świadki - gromnica na ołtarzu. -)

 

 

KSIĄDZ

 

(ślub daje)

 

Pamiętajcie na to. -

 

(Wstaje para - Mąż ściska ręką żony i oddaje ją krewnemu - wszyscy wychodzą - on sam zostaje w kościele.)

 

 

[MĄŻ]

 

Zstąpiłem do ziemskich ślubów, bom znalazł tę, o której marzyłem - przeklęstwo mojej głowie, jeśli ją kiedy kochać przestanę. -

 

_________

 

 

(Komnata pełna osób - bal - muzyka - świece - kwiaty. - Panna Młoda walcuje i po kilku okręgach staje, przypadkiem napotyka męża w tłumie i głowę, opiera na jego ramieniu.)

 

 

PAN MŁODY

 

Jakżeś mi piękna w osłabieniu swoim - w nieładzie kwiaty i perły na włosach twoich - płoniesz ze wstydu i znużenia - o, wiecznie, wiecznie będziesz pieśnią moją. -

 

 

PANNA MŁODA

 

Będę wierną żoną tobie, jako matka mówiła, jako serce mówi. - Ale tyle ludzi jest tutaj - tak gorąco i huczno. -

 

 

PAN MŁODY

 

Idź z raz jeszcze w taniec, a ja tu stać będę i patrzeć na cię, jakem nieraz w myśli patrzał na sunących aniołów. -

 

 

PANNA MŁODA

 

Pójdę, jeśli chcesz, ale już sił prawie nie mam. -

 

 

PAN MŁODY

 

Proszę cię, moje kochanie. -

 

(Taniec i muzyka.)

 

_________

 

 

(Noc pochmurna - Duch zły pod postacią dziewicy, lecąc -)

 

 

[DUCH ZŁY]

 

Niedawnom jeszcze biegała po ziemi w taką samą porę - teraz gnają mnie czarty i każą świętą udawać. -

 

(leci nad ogrodem)

 

Kwiaty, odrywajcie się i lećcie do moich włosów. -

 

(leci nad cmentarzem)

 

Świeżość i wdzięki umarłych dziewic, rozlane w powietrzu, płynące nad mogiłami, lećcie do jagód moich. -

 

 

Tu czarnowłosa się rozsypuje - cienie jej puklów, zawiśnijcie mi nad czołem. - Pod tym kamieniem zgasłych dwoje ócz błękitnych - do mnie, do mnie ogień, co tlał w nich! - Za tymi kraty sto gromnic się pali - księżnę dziś pochowano - suknio atłasowa, biała jak mleko,oderwij się od niej! - Przez kraty leci suknia do mnie, trzepocząc się jak ptak - a dalej, a dalej. -

 

_________

 

 

(Pokój sypialny - lampa nocna stoi na stole i blisko oświeca Męża śpiącego obok Żony. -)

 

 

MĄŻ

 

(przez sen)

 

Skądże przybywasz, nie widziana, nie słyszana od dawna - jak woda płynie, tak płyną twoje stopy, dwie fale białe - pokój świątobliwy na skroniach twoich - wszystko, com marzył i kochał, zeszło się w tobie.

 

(przebudza się)

 

Gdzież jestem! - ha, przy żonie - to moja żona. -

 

(wpatruje się w Żonę.)

 

Sądziłem, że to ty jesteś marzeniem moim, a otóż po długiej przerwie wróciło ono i różnym jest od ciebie. - Ty dobra i miła, ale tamta... Boże - co widzę - na jawie -

 

 

DZIEWICA

 

Zdradziłeś mnie.

 

(znika)

 

 

MĄŻ

 

Przeklęta niech będzie chwila, w której pojąłem kobietę, w której opuściłem kochankę lat młodych, myśl myśli moich, duszę duszy mojej...

 

 

ŻONA

 

(przebudza się)

 

Co się stało - czy już dzień - czy powóz zaszedł? - Wszak mamy jechać dzisiaj po różne sprawunki. -

 

 

MĄŻ

 

Noc głucha - śpij - śpij głęboko. -

 

 

ŻONA

 

Możeś zasłabł nagle, mój drogi? Wstanę i dam ci eteru

 

 

MĄŻ

 

Zaśnij. -

 

 

ŻONA

 

Powiedz mi, drogi, co masz, bo głos twój niezwyczajny i gorączką nabiegły ci jagody. -

 

 

MĄŻ

 

(zrywając się)

 

Świeżego powietrza mi trzeba. - Zostań się - przez Boga, nie chodź za mną - nie wstawaj, powiadam ci raz jeszcze. -

 

(wychodzi)

 

_________

 

 

(Ogród przy świetle księżyca - za parkanem kościół. -)

 

 

MĄŻ

 

Od dnia ślubu mojego spałem snem odrętwiałym, snem żarłoków, snem fabrykanta Niemca przy żonie Niemce - świat cały jakoś zasnął wokoło mnie na podobieństwo moje - jeździłem po krewnych, po doktorach, po sklepach, a że dziecię ma się mi narodzić, myślałem o mamce. -

 

(Bije druga na wieży kościoła.)

 

Do mnie, państwa moje dawne, zaludnione, żyjące, garnące się pod myśl moją - słuchające natchnień moich - niegdyś odgłos nocnego dzwonu był hasłem waszym. -

 

(chodzi i załamuje ręce)

 

Boże, czyś Ty sam uświęcił związek dwóch ciał? czyś Ty sam wyrzekł, że nic ich rozerwać nie zdoła, choć dusze się odepchną od siebie, pójdą każda w swoją stronę i ciała, gdyby dwa trupy, zostawią przy sobie? -

 

 

Znowu jesteś przy mnie - o moja - o moja, zabierz mnie z sobą. - Jeśliś złudzeniem, jeślim cię wymyślił, a tyś się utworzyła ze mnie i teraz objawiasz się mnie, niechże i ja będę marą, stanę się mgłą i dymem, by zjednoczyć się z tobą. -

 

 

DZIEWICA

 

Pójdzieszli za mną, w którykolwiek dzień przylecę po ciebie? -

 

 

MĄŻ

 

O każdej chwili twoim jestem. -

 

 

DZIEWICA

 

Pamiętaj. -

 

 

MĄŻ

 

Zostań się - nie rozpraszaj się jako sen. - Jeśliś pięknością nad pięknościami, pomysłem nad wszystkimi myśli, czegóż nie trwasz dłużej od jednego życzenia, od jednej myśli? -

 

(Okno otwiera się w przyległym domu.)

 

 

GŁOS KOBIECY

 

Mój drogi, chłód nocy spadnie ci na piersi; wracaj, mój najlepszy, bo mi tęskno samej w tym czarnym, dużym pokoju. -

 

 

MĄŻ

 

Dobrze - zaraz. -

 

Znikł duch, ale obiecał, że powróci, a wtedy żegnaj mi, ogródku i domku, i ty, stworzona dla ogródka i domku, ale nie dla mnie.

 

 

GŁOS

 

Zmiłuj się - coraz chłodniej nad rankiem. -

 

 

MĄŻ

 

A dziecię moje - o Boże!

 

(wychodzi)

 

_________

 

 

 

(Salon - dwie świece na fortepianie - kolebka z uśpionym dzieckiem w kącie - Mąż rozciągnięty na krześle, z twarzą ukrytą w dłoniach - Żona przy fortepianie.)

 

 

ŻONA

 

Byłam u Ojca Beniamina, obiecał mi się na pojutrze. -

 

 

MĄŻ

 

Dziękuję ci.

 

 

ŻONA

 

Posłałam do cukiernika, żeby kilka tort przysposobił, boś podobno dużo gości sprosił na chrzciny - wiesz - takie czokoladowe, z cyfrą Jerzego Stanisława. -

 

 

MĄŻ

 

Dziękuję ci.

 

 

ŻONA

 

Bogu dzięki, że już raz się odbędzie ten obrządek - że Orcio nasz zupełnie chrześcijaninem się stanie - bo choć już chrzczony z wody, zdawało mi się zawsze, że mu nie dostaje czegoś. -

 

(idzie do kolebki)

 

Śpij, moje dziecię - czy już się tobie coś śni, że zrzuciłeś kołderkę - ot, tak - teraz leż tak. - Orcio mi dzisiaj niespokojny - mój maleńki - mój śliczny, śpij. -

 

 

MĄŻ

 

(na stronie)

 

Parno - duszno - burza się gotuje - rychłoż tam ozwie się piorun, a tu pęknie serce moje? -

 

 

ŻONA

 

(wraca, siada do fortepianu, gra i przerywa, znowu grać zaczyna i przestaje znowu)

 

Dzisiaj, wczoraj ach! mój ty Boże, i przez cały tydzień, i już od trzech tygodni, od miesiąca słowa nie rzekłeś do mnie - i wszyscy, których widzę, mówią mi, że źle wyglądam. -

 

 

MĄŻ

 

(na stronie)

 

Nadeszła godzina nic jej nie odwlecze.-

 

(głośno)

 

Zdaje mi się owszem, że dobrze wyglądasz.

 

 

ŻONA

 

Tobie wszystko jedno, bo już nie patrzysz na mnie, odwracasz się, kiedy wchodzę, i zakrywasz oczy, kiedy siedzę blisko. - Wczoraj byłam u spowiedzi i przypominałam sobie wszystkie grzechy - a nie mogłam nic znaleźć takiego, co by cię obrazić mogło. -

 

 

MĄŻ

 

Nie obraziłaś mnie.

 

 

ŻONA

 

Mój Boże - mój Boże!

 

 

MĄŻ

 

Czuję, że powinienem cię kochać. -

 

 

ŻONA

 

Dobiłeś mnie tym jednym: "powinienem". - Ach! lepiej wstań i powiedz - "nie kocham" - przynajmniej już będę wiedziała wszystko - wszystko. -

 

(zrywa się i bierze dziecko z kolebki)

 

Jego nie opuszczaj, a ja się na gniew twój poświęcę - dziecko moje kochaj - dziecko moje, Henryku. -

 

(przyklęka)

 

 

MĄŻ

 

(podnosząc)

 

Nie zważaj na to, com powiedział - napadają mnie często złe chwile - nudy. -

 

 

ŻONA

 

O jedno słowo cię proszę - o jedną obietnicę tylko - powiedz, że go zawsze kochać będziesz. -

 

 

MĄŻ

 

I ciebie, i jego - wierzaj mi.

 

(Całuje ją w czoło - a ona go obejmuje ramionami - Wtem grzmot słychać - zaraz potem muzykę - akord po akordzie, i coraz dziksze.)

 

 

ŻONA

 

Co to znaczy?

 

(dziecię ciśnie do piersi. Muzyka się urywa.)

 

(Wchodzi Dziewica.)

 

 

[DZIEWICA]

 

O mój luby, przynoszę ci błogosławieństwo i rozkosz - chodź za mną. -

 

O mój luby, odrzuć ziemskie łańcuchy, które cię pętają. - Ja ze świata świeżego, bez końca, bez nocy. - Jam twoja. -

 

 

ŻONA

 

Najświętsza Panno, ratuj mnie! - to widmo blade, jak umarły - oczy zgasłe i głos jak skrzypienie woza, na którym trup leży. -

 

 

MĄŻ

 

Twe czoło jasne, twój włos kwieciem przetykany, o luba. -

 

 

ŻONA

 

Całun w szmatach opada jej z ramion. -

 

 

MĄŻ

 

Światło leje się naokoło ciebie - głos twój raz jeszcze - niechaj zaginę potem. -

 

 

DZIEWICA

 

Ta, która cię wstrzymuje, jest złudzeniem. - Jej życie znikome - jej miłość jako liść, co ginie wśród tysiąca zeschłych - ale ja nie przeminę. -

 

 

ŻONA

 

Henryku, Henryku, zasłoń mnie, nie daj mnie - czuję siarkę i zaduch grobowy. -

 

 

MĄŻ

 

Kobieto z gliny i błota, nie zazdrość, nie potwarzaj - nie bluźń - patrz - to myśl pierwsza Boga o tobie, ale tyś poszła za radą węża i stałaś się, czym jesteś. -

 

 

ŻONA

 

Nie puszczę cię. -

 

 

MĄŻ

 

O luba! rzucam dom i idę za tobą. -

 

(wychodzi)

 

 

ŻONA

 

Henryku - Henryku -

 

(mdleje i pada z dzieckiem - drugi grzmot)

 

_________

 

 

 

(Chrzest - Goście - Ojciec Beniamin - Ojciec Chrzestny - Matka Chrzestna - mamka z dzieckiem - na sofie na boku siedzi Żona - w głębi służący.)

 

 

PIERWSZY GOŚĆ

 

(po cichu)

 

Dziwna rzecz, gdzie Hrabia się podział. -

 

 

DRUGI GOŚĆ

 

Zabałamucił się gdzieś lub pisze. -

 

 

PIERWSZY GOŚĆ

 

A Pani blada, niewyspana, słowa do nikogo nie przemówiła.

 

 

TRZECI GOŚĆ

 

Chrzest dzisiejszy przypomina mi bale, na które zaprosiwszy gospodarz, zgra się wilią w karty, a potem gości przyjmuje z grzecznością rozpaczy. -

 

 

CZWARTY GOŚĆ

 

Opuściłem śliczną księżniczkę - przyszedłem - sądziłem, że będzie sute śniadanie, a zamiast tego, jako Pismo mówi, płacz i zgrzytanie zębów. -

 

 

OJCIEC BENIAMIN

 

Jerzy Stanisławie, przyjmujesz olej święty?

 

 

OJCIEC I MATKA CHRZESTNA

 

Przyjmuję. -

 

 

JEDEN Z GOŚCI

 

Patrzcie, wstała i stąpa, jak gdyby we śnie. -

 

 

DRUGI GOŚĆ

 

Roztoczyła ręce przed się i chwiejąc się idzie ku synowi. -

 

 

TRZECI GOŚĆ

 

Co mówicie! - Podajmy jej ramię, bo zemdleje. -

 

 

OJCIEC BENIAMIN

 

Jerzy Stanisławie, wyrzekasz się Szatana i pychy jego?

 

 

OJCIEC I MATKA CHRZESTNA

 

Wyrzekam się. -

 

 

JEDEN Z GOŚCI

 

Cyt - słuchajcie. -

 

 

ŻONA

 

(kładąc dłonie na głowie dziecięcia)

 

Gdzie ojciec twój, Orcio? -

 

 

OJCIEC BENIAMIN

 

Proszę nie przerywać. -

 

 

ŻONA

 

Błogosławię cię, Orciu, błogosławię, dziecię moje. - Bądź poetą, aby cię ojciec kochał, nie odrzucił kiedyś. -

 

 

MATKA CHRZESTNA

 

Ale pozwólże, moja Marysiu. -

 

 

ŻONA

 

Ty ojcu zasłużysz się i przypodobasz - a wtedy on twojej matce przebaczy. -

 

 

OJCIEC BENIAMIN

 

Bój się Pani Hrabina Boga. -

 

 

ŻONA

 

Przeklinam cię, jeśli nie będziesz poetą. -

 

(mdleje - wynoszą ją sługi)

 

 

GOŚCIE

 

(razem)

 

Coś nadzwyczajnego zaszło w tym domu, wychodźmy, wychodźmy! -

 

(Tymczasem obrzęd się kończy - dziecię płaczące odnoszą do kolebki.)

 

 

OJCIEC CHRZESTNY

 

(przed kolebką)

 

Jerzy Stanisławie, dopiero coś został chrześcijaninem i wszedł do towarzystwa ludzkiego, a później zostaniesz obywatelem, a za staraniem rodziców i łaską Bożą znakomitym urzędnikiem - pamiętaj, że Ojczyznę kochać trzeba i że nawet za Ojczyznę zginąć jest pięknie...

 

(Wychodzą wszyscy.)

 

_________

 

 

(Piękna okolica - wzgórza i łasy - góry w oddali.)

 

 

MĄŻ

 

Tegom żądał, o to przez długie modliłem się lata i nareszciem już bliski mojego celu - świat ludzi zostawiłem z tyłu - niechaj sobie tam każda mrówka bieży i bawi się dźbłem swoim, a kiedy go opuści, niech skacze ze złości lub umiera z żalu. -

 

 

GŁOS DZIEWICY

 

Tędy - tędy. -

 

(przechodzi)

 

_________

 

 

(Góry i przepaście ponad morzem - gęste chmury - burza. -)

 

 

MĄŻ

 

Gdzie mi się podziała - nagle rozpłynęły się wonie poranku, pogoda się zaćmiła - stoję na tym szczycie, otchłań pode mną i wiatry huczą przeraźliwie. -

 

 

GŁOS DZIEWICY

 

(w oddaleniu)

 

Do mnie, mój luby.

 

 

MĄŻ

 

Jakże już daleko, a ja przesadzić nie zdołam przepaści. -

 

 

GŁOS

 

(w pobliżu)

 

Gdzie skrzydła twoje? -

 

 

MĄŻ

 

Zły duchu, co się natrząsasz ze mnie, gardzę tobą. -

 

 

GŁOS DRUGI

 

U wiszaru góry twoja wielka dusza, nieśmiertelna, co jednym rzutem niebo przelecieć miała, ot kona! - i nieboga twoich stóp się prosi, by nie szły dalej - wielka dusza - serce wielkie. -

 

 

MĄŻ

 

Pokażcie mi się, weźcie postać, którą bym mógł zgiąć i obalić. - Jeśli się was ulęknę, bodajbym Jej nie otrzymał nigdy. -

 

 

DZIEWICA

 

(na drugiej stronie przepaści)

 

Uwiąż się dłoni mojej i wzleć. -

 

 

MĄŻ

 

Cóż się dzieje z tobą - kwiaty odrywają się od skroni twoich i padają na ziemię, a jak tylko się jej dotkną, ślizgają jak jaszczurki, czołgają jak żmije. -

 

 

DZIEWICA

 

Mój luby! -

 

 

MĄŻ

 

Przez Boga, suknię wiatr zdarł ci z ramion i rozdarł w szmaty. -

 

 

DZIEWICA

 

Czemu się ociągasz? -

 

 

MĄŻ

 

Deszcz kapie z włosów - kości nagie wyzierają z łona. -

 

 

DZIEWICA

 

Obiecałeś - przysiągłeś -

 

 

MĄŻ

 

Błyskawica zrzenice jej wyżarła. -

 

 

CHÓR DUCHÓW ZŁYCH

 

Stara, wracaj do piekła - uwiodłaś serce wielkie i dumne, podziw ludzi i siebie samego. - Serce wielkie, idź za lubą twoją. -

 

 

MĄŻ

 

Boże, czy Ty mnie za to potępisz, żem uwierzył, iż Twoja piękność przenosi o całe niebo piękność tej ziemi - za to, żem ścigał za nią i męczył się dla niej, ażem stał się igrzyskiem szatanów!

 

 

DUCH ZŁY

 

Słuchajcie, bracia - słuchajcie! -

 

 

MĄŻ

 

Dobija ostatnia godzina. - Burza kręci się czarnymi wiry - morze dobywa się na skały i ciągnie ku mnie - niewidoma siła pcha mnie coraz dalej - coraz bliżej -z tyłu tłum ludzi wsiadł mi na barki i prze ku otchłani. -

 

 

DUCH ZŁY

 

Radujcie się, bracia - radujcie! -

 

 

MĄŻ

 

Na próżno walczyć - rozkosz otchłani mnie porywa - zawrót w duszy mojej - Boże - wróg Twój zwycięża! -

 

 

ANIOŁ STRÓŻ

 

(ponad morzem)

 

Pokój wam, bałwany, uciszcie się. -

 

W tej chwili na głowę dziecięcia twego zlewa się woda święta. -

 

Wracaj do domu i nie grzesz więcej. -

 

Wracaj do domu i kochaj dziecię twoje. -

 

_________

 

 

(Salon z fortepianem - wchodzi Mąż - Służący ze świecą za nim. -)

 

 

MĄŻ

 

Gdzie Pani?

 

 

SŁUGA JW.

 

Pani słaba. -

 

 

MĄŻ

 

Byłem w jej pokoju - pusty. -

 

 

SŁUGA

 

Jasny Panie, bo JW. Pani tu nie ma.

 

 

MĄŻ

 

A gdzie?

 

 

SŁUGA

 

Odwieźli ją wczoraj...

 

 

MĄŻ

 

Gdzie?

 

 

SŁUGA

 

Do domu wariatów.

 

(ucieka z pokoju)

 

 

MĄŻ

 

Słuchaj, Mario, może ty udajesz, skryłaś się gdzie, żeby mnie ukarać? Ozwij się, proszę cię - Mario - Marysiu -

 

Nie - nikt nie odpowiada. - Janie - Katarzyno! - Ten dom cały ogłuchł - oniemiał. -

 

Tę, której przysiągłem na wierność i szczęście, sam strąciłem do rzędu potępionych już na tym świecie. - Wszystko, czegom się dotknął, zniszczyłem i siebie samego zniszczę w końcu. - Czyż na to piekło mnie wypuściło, bym trochę dłużej był jego żywym obrazem na ziemi?

 

Na jakiejże poduszce ona dziś głowę położy? - Jakież dźwięki otoczą ją w nocy? - Skowyczenia i śpiewy obłąkanych. Widzę ją - czoło, na którym zawsze myśl spokojna, witająca - uprzejma - przezierała - pochylone trzyma - a myśl dobrą swoją posłała w nieznane obszary, może za mną, i błąka się biedna, i płacze. -

 

 

GŁOS SKĄDSIŚ

 

Dramat układasz. -

 

 

MĄŻ

 

Ha! - mój Szatan się odzywa -

 

(bieży ku drzwiom, rozpycha podwoje)

 

Tatara mi osiodłać - płaszcz mój i pistolety! -

 

_________

 

 

(Dom obłąkanych, w górzystej okolicy. - Ogród wokoło. -)

 

 

ŻONA DOKTORA

 

(z pękiem kluczów u drzwi)

 

- Może Pan krewny Hrabiny. -

 

 

MĄŻ

 

Jestem przyjacielem jej męża, on mnie tu przysłał. -

 

 

ŻONA DOKTORA

 

Proszę Pana - wiele sobie z niej obiecywać nie sposób - mój mąż wyjechał, byłby to lepiej wyłuszczył - przywieźli ją zawczoraj - była w konwulsjach. - Jakie gorąco. -

 

(obciera twarz)

 

Mamy dużo chorych - żadnego jednak tak niebezpiecznie, jak ona. - Imainuj sobie Pan, ten instytut kosztuje nas ze dwakroć sto tysięcy. - Patrz Pan, jaki widok na góry - ale Pan, widzę, niecierpliwy - więc to nieprawda, że jakóbinyjej męża porwali w nocy? - Proszę Pana. -

 

_________

 

 

(Pokój - kratowane okno - kilka krzeseł - łóżko - Żona na kanapie. -)

 

 

MĄŻ

 

(wchodzi)

 

Chcę być z nią sam na sam. -

 

 

GŁOS ZZA DRZWI

 

Mój mąż by się gniewał, gdyby...

 

 

MĄŻ

 

Dajże mi W. Pani pokój! -

 

(drzwi za sobą zamyka i idzie ku Żonie)

 

 

GŁOS ZNAD SUFITU

 

W łańcuchy spętaliście Boga. - Jeden już umarł na krzyżu. - Ja drugi Bóg, i równie wśród katów. -

 

 

GŁOS SPOD PODŁOGI

 

Na rusztowanie głowy królów i panów - ode mnie poczyna się wolność ludu. -

 

 

GŁOS ZZA PRAWEJ ŚCIANY

 

Klękajcie przed królem, panem waszym. -

 

 

GŁOS ZZA LEWEJ ŚCIANY

 

Kometa na niebie już błyska - dzień strasznego sądu się zbliża. -

 

 

MĄŻ

 

Czy mnie poznajesz, Mario? -

 

 

ŻONA

 

Przysięgłam ci na wierność do grobu. -

 

 

MĄŻ

 

Chodź - daj mi ramię, wyjdziemy. -

 

 

ŻONA

 

Nie mogę się podnieść - dusza opuściła ciało moje, wstąpiła do głowy. -

 

 

MĄŻ

 

Pozwól, wyniosę ciebie. -

 

 

ŻONA

 

Dozwól chwil kilka jeszcze, a stanę się godną ciebie. -

 

 

MĄŻ

 

Jak to?

 

 

ŻONA

 

Modliłam się trzy nocy i Bóg mnie wysłuchał. -

 

 

MĄŻ

 

Nie rozumiem cię. -

 

 

ŻONA

 

Od kiedym cię straciła, zaszła odmiana we mnie - "Panie Boże" mówiłam i biłam się w piersi, i gromnicę przystawiałam do piersi, i pokutowałam, "spuść na mnie ducha poezji" i trzeciego dnia z rana stałam się poetą. -

 

 

MĄŻ

 

Mario -

 

 

ŻONA

 

Henryku, mną teraz już nie pogardzisz - jestem pełna natchnienia - wieczorami już mnie nie będziesz porzucał. -

 

 

MĄŻ

 

Nigdy, nigdy. -

 

 

ŻONA

 

Patrz na mnie. - Czy nie zrównałam się z tobą? - Wszystko pojmę, zrozumiem, wydam, wygram, wyśpiewam. - Morze, gwiazdy, burza, bitwa. - Tak, gwiazdy, burza, morze - ach! wymknęło mi się jeszcze coś - bitwa. - Musisz mnie zaprowadzić na bitwę - ujrzę i opiszę - trup, całun, krew, fala, rosa, trumna. -

 

Nieskończoność mnie obleje

I jak ptak, w nieskończoności

Błękit skrzydłami rozwieję

I lecąc, się rozemdleję

W czarnej nicości. -

 

 

MĄŻ

 

Przeklęstwo - przeklęstwo! -

 

 

ŻONA

 

(obejmuje go ramionami i całuje w usta)

 

Henryku mój, Henryku, jakżem szczęśliwa. -

 

 

GŁOS SPOD POSADZKI

 

Trzech królów własną ręką zabiłem - dziesięciu jest jeszcze - i księży stu śpiewających mszę. -

 

 

GŁOS Z LEWEJ STRONY

 

Słońce trzecią część blasku straciło - gwiazdy zaczynają potykać się po drogach swoich - niestety - niestety.

 

 

MĄŻ

 

Dla mnie już nadszedł dzień sądu.

 

 

ŻONA

 

Rozjaśnij czoło, bo smucisz mnie na nowo. - Czegóż ci nie dostaje? - Wiesz, powiem ci coś jeszcze.

 

 

MĄŻ

 

Mów, a wszystkiego dopełnię.

 

 

ŻONA

 

Twój syn będzie poetą.

 

 

MĄŻ

 

Co?

 

 

ŻONA

 

Na chrzcie ksiądz mu dał pierwsze imię - poeta - a następne znasz, Jerzy Stanisław. - Jam to sprawiła - błogosławiłam, dodałam przeklęstwo - on będzie poetą. - Ach, jakże cię kocham, Henryku.

 

 

GŁOS Z SUFITU

 

Daruj im, Ojcze, bo nie wiedzą, co czynią.

 

 

ŻONA

 

Tamten dziwne cierpi obłąkanie - nieprawdaż?

 

 

MĄŻ

 

Najdziwniejsze.

 

 

ŻONA

 

On nie wie, co gada, ale ja ci ogłoszę, co by było, gdyby Bóg oszalał

 

(bierze go za rękę)

 

Wszystkie światy lecą to na dół, to w górę - człowiek każdy, robak każdy krzyczy - "Ja Bogiem" - i co chwila jeden po drugim konają - gasną komety i słońca. - Chrystus nas już nie zbawi - krzyż swój wziął w ręce obie i rzucił w otchłań. Czy słyszysz, jak ten krzyż, nadzieja milionów, rozbija się o gwiazdy, łamie się, pęka, rozlatuje w kawałki, a coraz niżej i niżej - aż tuman wielki powstał z jego odłamków - Najświętsza Bogarodzica jedna się jeszcze modli i gwiazdy, Jej służebnice, nie odbiegły Jej dotąd - ale i Ona pójdzie, kędy idzie świat cały. -

 

 

MĄŻ

 

Mario, może chcesz widzieć syna? -

 

 

ŻONA

 

Jam mu skrzydła przypięła, posłała między światy, by się napoił wszystkim, co piękne i straszne, i wyniosłe. - On wróci kiedyś i uraduje ciebie. - Ach!

 

 

MĄŻ

 

Źle tobie?

 

 

ŻONA

 

W głowie mi ktoś lampę zawiesił i lampa się kołysze - nieznośnie. -

 

 

MĄŻ

 

Mario moja najdroższa, bądźże mi spokojna, jako dawniej byłaś. -

 

 

ŻONA

 

Kto jest poetą, ten nie żyje długo.

 

 

MĄŻ

 

Hej! ratunku - pomocy! -

 

(Wpadają kobiety i Żona Doktora.)

 

 

ŻONA DOKTORA

 

Pigułek - proszków! - Nie - nic zsiadłego - owszem, płynne jakie lekarstwo. - Małgosiu, bież do apteczki! - Pan sam temu przyczyną - mój mąż mnie wyłaje. -

 

 

ŻONA

 

Żegnam cię, Henryku. -

 

 

ŻONA DOKTORA

 

To JW. Hrabia sam w osobie swojej!

 

 

MĄŻ

 

Mario, Mario! -

 

(ściska ją)

 

 

ŻONA

 

Dobrze mi, bo umieram przy tobie. -

 

(spuszcza głowę)

 

 

ŻONA DOKTORA

 

Jaka czerwona. - Krew rzuciła się do mózgu.

 

 

MĄŻ

 

Ale jej nic nie będzie!

 

(Wchodzi Doktor i zbliża się do kanapy.)

 

 

DOKTOR

 

Już jej nic nie ma - umarła. -