Nie-Boska komedia. Lektura z opracowaniem - Zygmunt Krasiński

Kup ebooka

4.99 zł

-
Proszę czekać

CZĘŚĆ PIERW­SZA

Gwiazdy wo­koło two­jej głowy - pod two­imi nogi2 fale mo­rza - na fa­lach mo­rza tę­cza przed tobą pę­dzi i roz­dziela mgły - co uj­rzysz, jest twoim - brzegi, mia­sta i lu­dzie to­bie się przy­na­leżą - niebo jest twoim - chwale two­jej niby nic nie zrówna. -

*

Ty grasz cu­dzym uszom nie­po­jęte roz­ko­sze. - Spla­tasz serca i roz­wią­zu­jesz gdyby3 wia­nek, igraszkę pal­ców two­ich - łzy wy­ci­skasz - su­szysz je uśmie­chem i na nowo uśmiech strą­casz z ust na chwilę - na chwil kilka - cza­sem na wieki. - Ale sam co czu­jesz? - ale sam co two­rzysz? - co my­ślisz? - Przez cie­bie pły­nie stru­mień pięk­no­ści, ale ty nie je­steś pięk­no­ścią. - Biada ci - biada! - Dzie­cię, co pła­cze na ło­nie mamki - kwiat po­lny, co nie wie o wo­niach swo­ich, wię­cej ma za­sługi przed Pa­nem od cie­bie. -

*

Skąd­żeś po­wstał, marny cie­niu, który znać o świe­tle da­jesz, a świa­tła nie znasz, nie wi­dzia­łeś, nie oba­czysz?4 Kto cię stwo­rzył w gnie­wie lub w iro­nii? - Kto ci dał ży­cie nik­czemne, tak zwod­ni­cze, że po­tra­fisz udać Anioła chwilą, nim za­grząź­niesz w błoto, nim jak płaz pój­dziesz czoł­gać i za­du­sić się mu­łem? - To­bie i nie­wie­ście je­den jest po­czą­tek -

*

Ale i ty cier­pisz, choć twoja bo­leść nic nie utwo­rzy, na nic się nie zda. - Ostat­niego nę­dza­rza jęk po­li­czon5 mię­dzy tony harf nie­bie­skich. - Twoje roz­pa­cze i wes­tchnie­nia opa­dają na dół i Sza­tan je zbiera, do­daje w ra­do­ści do swo­ich kłamstw i złu­dzeń - a Pan je kie­dyś za­prze­czy, jako one za­prze­czyły Pana. -

*

Nie przeto wy­rze­kam na cie­bie, Po­ezjo, matko Pięk­no­ści i Zba­wie­nia. - Ten tylko nie­szczę­śliwy, kto na świa­tach po­czę­tych, na świa­tach, ma­ją­cych zgi­nąć, musi wspo­mi­nać lub prze­czu­wać cie­bie - bo jedno tych gu­bisz, któ­rzy się po­świę­cili to­bie, któ­rzy się stali ży­wymi gło­sami twej chwały. -

*

Bło­go­sła­wiony ten, w któ­rym za­miesz­ka­łaś, jak Bóg za­miesz­kał w świe­cie, nie­wi­dziany, nie­sły­szany, w każ­dej czę­ści jego oka­zały, wielki, Pan, przed któ­rym się uni­żają stwo­rze­nia i mó­wią: "On jest tu­taj". - Taki cię bę­dzie no­sił gdyby gwiazdę na czole swoim, a nie od­dzieli się od twej mi­ło­ści prze­pa­ścią słowa. - On bę­dzie ko­chał lu­dzi i wy­stąpi mę­żem po­śród braci swo­ich. - A kto cię nie do­chowa, kto zdra­dzi za wcze­śnie i wyda na marną roz­kosz lu­dziom, temu syp­niesz kilka kwia­tów na głowę i od­wró­cisz się, a on zwię­dłymi się bawi i gro­bowy wie­niec splata so­bie przez całe ży­cie. - Temu i nie­wie­ście je­den jest po­czą­tek.

ANIOŁ STRÓŻ

Po­kój lu­dziom do­brej woli - bło­go­sła­wiony po­śród stwo­rzeń, kto ma serce - on jesz­cze zba­wion być może. - Żono do­bra i skromna, zjaw się dla niego - i dzie­cię nie­chaj się uro­dzi w domu wa­szym. -

prze­la­tuje

CHÓR ZŁYCH DU­CHÓW

W drogę, w drogę, widma, leć­cie ku niemu! - Ty na­przód, ty na czele, cie­niu na­łoż­nicy, umar­łej wczo­raj, od­świe­żony w mgle i ubrany w kwiaty, dzie­wico, ko­chanko po­ety, na­przód. -

W drogę i ty, sławo, stary orle wy­pchany w pie­kle, zdjęty z palu6, kędy7 cię strze­lec za­wie­sił w je­sieni - leć i roz­tocz skrzy­dła, wiel­kie, białe od słońca, nad głową po­ety. - Z na­szych skle­pów8 wy­nidź9, spróch­niały ob­ra­zie Edenu10, dzieło Bel­ze­buba11 - dziury za­le­piem i roz­wie­dziemy po­ko­stem12 - a po­tem, płótno cza­ro­dziej­skie, zwiń się w chmurę i leć do po­ety - wnet się roz­wiąż na­około niego, opasz go ska­łami i wo­dami, na prze­mian nocą i dniem. - Matko na­turo, otocz po­etę!

Wieś - ko­ściół - nad ko­ścio­łem Anioł Stróż się ko­ły­sze.

[ANIOŁ STRÓŻ]

Je­śli do­trzy­masz przy­sięgi na wieki, bę­dziesz bra­tem moim w ob­li­czu Ojca nie­bie­skiego.

znika

Wnątrz13 ko­ścioła - świadki14 - grom­nica na oł­ta­rzu. -

KSIĄDZ

ślub daje

Pa­mię­taj­cie na to. -

Wstaje para - Mąż ści­ska ręką żony i od­daje ją krew­nemu - wszy­scy wy­cho­dzą - on sam zo­staje w ko­ściele.

[MĄŻ]

Zstą­pi­łem do ziem­skich ślu­bów, bom zna­lazł tę, o któ­rej ma­rzy­łem - prze­klę­stwo15 mo­jej gło­wie, je­śli ją kiedy ko­chać prze­stanę. -

*

Kom­nata pełna osób - bal - mu­zyka - świece - kwiaty. - Panna Młoda wal­cuje i po kilku okrę­gach staje, przy­pad­kiem na­po­tyka męża w tłu­mie i głowę opiera na jego ra­mie­niu.

PAN MŁODY

Jak­żeś mi piękna w osła­bie­niu swoim - w nie­ła­dzie kwiaty i perły na wło­sach two­ich - pło­niesz ze wstydu i znu­że­nia - o, wiecz­nie, wiecz­nie bę­dziesz pie­śnią moją. -

PANNA MŁODA

Będę wierną żoną to­bie, jako matka mó­wiła, jako serce mówi. - Ale tyle lu­dzi jest tu­taj - tak go­rąco i huczno. -

PAN MŁODY

Idź z raz jesz­cze w ta­niec, a ja tu stać będę i pa­trzeć na cię, ja­kem nie­raz w my­śli pa­trzał na su­ną­cych anio­łów. -

PANNA MŁODA

Pójdę, je­śli chcesz, ale już sił pra­wie nie mam. -

PAN MŁODY

Pro­szę cię, moje ko­cha­nie. -

Ta­niec i mu­zyka.

*

Noc po­chmurna - Duch zły pod po­sta­cią dzie­wicy, le­cąc -

[DUCH ZŁY]

Nie­daw­nom jesz­cze bie­gała po ziemi w taką samą porę - te­raz gnają mnie czarty i każą świętą uda­wać. -

leci nad ogro­dem

Kwiaty, od­ry­waj­cie się i leć­cie do mo­ich wło­sów. -

leci nad cmen­ta­rzem

Świe­żość i wdzięki umar­łych dzie­wic, roz­lane w po­wie­trzu, pły­nące nad mo­gi­łami, leć­cie do ja­gód16 mo­ich. -

Tu czar­no­włosa się roz­sy­puje - cie­nie jej pu­klów, za­wi­śnij­cie mi nad czo­łem. - Pod tym ka­mie­niem zga­słych dwoje ócz błę­kit­nych - do mnie, do mnie ogień, co tlał w nich! - Za tymi kraty17 sto grom­nic się pali - księżnę dziś po­cho­wano - suk­nio atła­sowa, biała jak mleko, ode­rwij się od niej! - Przez kraty leci suk­nia do mnie, trze­po­cząc się jak ptak - a da­lej, a da­lej. -

*

Po­kój sy­pialny - lampa nocna stoi na stole i bli­sko oświeca Męża śpią­cego obok Żony. -

MĄŻ

przez sen

Skądże przy­by­wasz, nie wi­dziana, nie sły­szana od dawna - jak woda pły­nie, tak płyną twoje stopy, dwie fale białe - po­kój świą­to­bliwy na skro­niach two­ich - wszystko, com ma­rzył i ko­chał, ze­szło się w to­bie.

prze­bu­dza się

Gdzież je­stem! - ha, przy żo­nie - to moja żona. -

wpa­truje się w Żonę

Są­dzi­łem, że to ty je­steś ma­rze­niem moim, a otóż po dłu­giej prze­rwie wró­ciło ono i róż­nym jest od cie­bie. - Ty do­bra i miła, ale tamta... Boże - co wi­dzę - na ja­wie -

DZIE­WICA

Zdra­dzi­łeś mnie.

znika

MĄŻ

Prze­klęta niech bę­dzie chwila, w któ­rej po­ją­łem ko­bietę, w któ­rej opu­ści­łem ko­chankę lat mło­dych, myśl my­śli mo­ich, du­szę du­szy mo­jej...

ŻONA

prze­bu­dza się

Co się stało - czy już dzień - czy po­wóz za­szedł? - Wszak mamy je­chać dzi­siaj po różne spra­wunki. -

MĄŻ

Noc głu­cha - śpij - śpij głę­boko. -

ŻONA

Mo­żeś za­słabł na­gle, mój drogi? Wstanę i dam ci eteru18.

MĄŻ

Za­śnij. -

ŻONA

Po­wiedz mi, drogi, co masz19, bo głos twój nie­zwy­czajny i go­rączką na­bie­gły ci ja­gody. -

MĄŻ

zry­wa­jąc się

Świe­żego po­wie­trza mi trzeba. - Zo­stań się - przez Boga, nie chodź za mną - nie wsta­waj, po­wia­dam ci raz jesz­cze. -

wy­cho­dzi

*

Ogród przy świe­tle księ­życa - za par­ka­nem ko­ściół. -

MĄŻ

Od dnia ślubu mo­jego spa­łem snem odrę­twia­łym, snem żar­ło­ków, snem fa­bry­kanta Niemca przy żo­nie Niemce - świat cały ja­koś za­snął wo­koło mnie na po­do­bień­stwo moje - jeź­dzi­łem po krew­nych, po dok­to­rach, po skle­pach, a że dzie­cię ma się mi na­ro­dzić, my­śla­łem o mamce. -

Bije druga na wieży ko­ścioła.

Do mnie, pań­stwa moje dawne, za­lud­nione, ży­jące, gar­nące się pod myśl moją - słu­cha­jące na­tchnień mo­ich - nie­gdyś od­głos noc­nego dzwonu był ha­słem wa­szym. -

cho­dzi i za­ła­muje ręce

Boże, czyś Ty sam uświę­cił zwią­zek dwóch ciał? czyś Ty sam wy­rzekł, że nic ich ro­ze­rwać nie zdoła, choć du­sze się ode­pchną od sie­bie, pójdą każda w swoją stronę i ciała, gdyby dwa trupy, zo­sta­wią przy so­bie? -

Znowu je­steś przy mnie - o moja - o moja, za­bierz mnie z sobą. - Je­śliś złu­dze­niem, je­ślim cię wy­my­ślił, a tyś się utwo­rzyła ze mnie i te­raz ob­ja­wiasz się mnie, niechże i ja będę marą, stanę się mgłą i dy­mem, by zjed­no­czyć się z tobą. -

DZIE­WICA

Pój­dzieszli20 za mną, w któ­ry­kol­wiek dzień przy­lecę po cie­bie? -

MĄŻ

O każ­dej chwili twoim je­stem. -

DZIE­WICA

Pa­mię­taj. -

MĄŻ

Zo­stań się - nie roz­pra­szaj się jako sen. - Je­śliś pięk­no­ścią nad pięk­no­ściami, po­my­słem nad wszyst­kimi my­śli, cze­góż nie trwasz dłu­żej od jed­nego ży­cze­nia, od jed­nej my­śli? -

Okno otwiera się w przy­le­głym domu.

GŁOS KO­BIECY

Mój drogi, chłód nocy spad­nie ci na piersi; wra­caj, mój naj­lep­szy, bo mi tę­skno sa­mej w tym czar­nym, du­żym po­koju. -

MĄŻ

Do­brze - za­raz. -

Znikł duch, ale obie­cał, że po­wróci, a wtedy że­gnaj mi, ogródku i domku, i ty, stwo­rzona dla ogródka i domku, ale nie dla mnie.

GŁOS

Zmi­łuj się - co­raz chłod­niej nad ran­kiem. -

MĄŻ

A dzie­cię moje - o Boże!

wy­cho­dzi

*

2 pod two­imi nogi - dziś po­praw­nie: pod two­imi no­gami.

3 gdyby (dawn.) - tu w zna­cze­niu: jakby, tak jak; forma czę­sto sto­so­wana przez Kra­siń­skiego.

4 oba­czyć (dawn.) - zo­ba­czyć.

5 po­li­czon - dziś po­praw­nie: po­li­czony; skró­cona forma przy­miot­nika jest cha­rak­te­ry­stycz­nym ele­men­tem stylu Kra­siń­skiego.

6 zdjęty z palu - dziś po­praw­nie: z pala.

7 kędy (dawn.) - gdzie.

8 sklep - tu w zna­cze­niu: loch, pod­zie­mia.

9 wy­niść a. wy­nijść (dawn.) - wyjść.

10 Eden (hebr.) - raj.

11 Bel­ze­bub (hebr.) - imię de­mona po­ja­wia­jące się w Ewan­ge­lii Łu­ka­sza, zna­czące "władca much" i tra­dy­cyj­nie od­no­szone do władcy de­mo­nów i złych du­chów.

12 po­kost - szyb­ko­sch­nący olej sto­so­wany do im­pre­gna­cji drewna.

13 wnątrz (dawn.) - wnę­trze.

14 świadki - dziś po­praw­nie: świad­ko­wie.

15 prze­klę­stwo - dziś po­praw­nie: prze­kleń­stwo.

16 ja­goda (dawn.) - po­li­czek.

17 za tymi kraty - dziś po­praw­nie: za tymi kra­tami.

18 eter - sub­stan­cja or­ga­niczna o wła­ści­wo­ściach nar­ko­tycz­nych i na­sen­nych (właśc. eter die­ty­lowy, współ­cze­śnie słowo "eter" ozna­cza całą grupę związ­ków che­micz­nych, nie tylko nar­ko­tyk i śro­dek znie­czu­la­jący czę­sto sto­so­wany w XIX w.).

19 co masz - ga­li­cyzm (zwrot po­cho­dzący z j. fran­cu­skiego), oparty na wy­ra­że­niu qu'as tu? i ozna­cza­jący: "co ci jest?".

20 pój­dzieszli - czy pój­dziesz; par­ty­kuła -li, ozna­cza­jąca to samo co "czy", we współ­cze­snej pol­sz­czyź­nie za­ni­kła.

Pro­ble­ma­tyka

Nie-Bo­ska ko­me­dia po­wstała w 1833 roku, a opu­bli­ko­wana zo­stała w 1835 roku, a więc w po­dob­nym cza­sie, co III część Dzia­dów Adama Mic­kie­wi­cza (1832) oraz Kor­dian Ju­liu­sza Sło­wac­kiego (1834). W prze­ci­wień­stwie jed­nak do dra­ma­tów Mic­kie­wi­cza i Sło­wac­kiego Kra­siń­ski nie po­dej­muje w Nie-Bo­skiej ko­me­dii te­ma­tyki na­ro­do­wo­wy­zwo­leń­czej. Jego utwór jest ra­czej dra­ma­tem spo­łecz­nym i hi­sto­rio­zo­ficz­nym, skon­cen­tro­wa­nym na funk­cji po­ezji i sen­sie hi­sto­rii. Po­eta do­ko­nuje roz­ra­chunku z ro­man­tyczną wi­zją po­ezji, a także z gwał­tow­nymi prze­mia­nami spo­łecz­nymi i re­wo­lu­cjami, które wstrzą­sały wie­kiem XIX od wy­bu­chu Wiel­kiej ­Re­wo­lu­cji Fran­cu­skiej.

Nie-Bo­ska ko­me­dia nie zo­stała po­dzie­lona na akty, a na cztery czę­ści - dwie pierw­sze to dra­mat ro­dzinny, część trze­cia i czwarta to dra­mat spo­łeczny. Każdą z czę­ści po­prze­dza wstęp na­pi­sany zryt­mi­zo­waną prozą, sta­no­wiący ko­men­tarz do pro­ble­ma­tyki da­nej czę­ści. Łą­czy je po­stać głów­nego bo­ha­tera, Męża, hra­biego Hen­ryka. Pier­wot­nie utwór no­sił ty­tuł Mąż, co od­no­siło się za­równo do jego roli ro­dzin­nej (męża i ojca), jak i spo­łecz­nej (mężny, od­ważny, przy­wódca, ry­cerz, mąż stanu). Osta­tecz­nie nadany ty­tuł, Nie-Bo­ska ko­me­dia, na­wią­zuje do po­ematu Dan­tego Ali­ghieri, Bo­skiej ko­me­dii, przed­sta­wia­ją­cego wę­drówkę po­ety przez Pie­kło, Czy­ściec i Raj. Zwłasz­cza wę­drówka hra­biego Hen­ryka po obo­zie re­wo­lu­cjo­ni­stów przy­po­mina po­dróż Dan­tego przez pie­kło. Ty­tuł utworu otwiera się na wiele zna­czeń, ba­da­cze wska­zują dwie wio­dące in­ter­pre­ta­cje: świat i hi­sto­ria są do­meną dzia­łań czło­wieka, nie Boga lub re­wo­lu­cja jest dzia­ła­niem wbrew Bogu, który osta­tecz­nie zwy­cięża w fi­nale dra­matu.

W czę­ści I i II au­tor do­ko­nuje roz­ra­chunku z po­ezją ro­man­tyczną i wi­zją po­ety oraz jego szcze­gól­nej roli w tej epoce. Dą­że­nia i am­bi­cje po­etyc­kie hra­biego Hen­ryka oraz jego ego­tyzm i prze­ko­na­nie o wła­snej wy­jąt­ko­wo­ści do­pro­wa­dzają do upadku jego ro­dzinę, którą po­rzuca, uwie­dziony przez zjawę Dzie­wicy. Po­szu­ki­wa­nie ide­al­nej mi­ło­ści ro­man­tycz­nej pro­wa­dzi hra­biego do­ni­kąd. Nie jest praw­dzi­wym po­etą, nie do­ra­sta do tej roli, ży­cie trak­tuje jako po­żywkę dla po­ezji, sty­li­zuje wła­sne ży­cie na wzór po­etycki. Po­rzu­cona hra­bina po­pada w obłęd i na­zna­cza syna za­ra­zem da­rem i prze­kleń­stwem. Or­cio jest praw­dzi­wym po­etą, sto­ją­cym od dziecka na gra­nicy mię­dzy świa­tem rze­czy­wi­stym i du­cho­wym, ale za swój dar płaci naj­pierw zdro­wiem (traci wzrok), a na­stęp­nie ży­ciem (zo­staje za­strze­lony pod­czas walki w Oko­pach Świę­tej Trójcy).

Część III i IV zo­stały po­świę­cone pro­ble­ma­tyce re­wo­lu­cji. W la­tach 1789-1799 miała miej­sce Wielka Re­wo­lu­cja Fran­cu­ska, która była wy­da­rze­niem prze­ło­mo­wym. Na­stę­pu­jące po niej stu­le­cie było wstrzą­sane ko­lej­nymi re­wo­lu­cjami i prze­wro­tami - ro­man­tycy w ak­cie buntu, oba­le­nia sta­rego po­rządku wi­dzieli na­dzieję na zmianę i prze­obra­że­nie świata. Kra­siń­ski, cho­ciaż uwa­żał re­wo­lu­cję za nie­unik­nioną, nie po­dzie­lał opty­mi­zmu m.in. Sło­wac­kiego, dla któ­rego krwawa re­wo­lu­cja była ko­niecz­no­ścią na dro­dze du­cho­wego od­ro­dze­nia ludz­ko­ści. Uwa­żał re­wo­lu­cję za siłę ty­leż nie­unik­nioną, co nisz­czącą, nie do­strze­gał jej twór­czego po­ten­cjału. Dla­tego też obóz re­wo­lu­cjo­ni­stów w Nie-Bo­skiej ko­me­dii nie ma żad­nego po­zy­tyw­nego pro­gramu poza znisz­cze­niem i oba­le­niem do­tych­cza­so­wego po­rządku. Pan­kracy ujaw­nia po­zy­tywny pro­gram zmian po po­ko­na­niu ary­sto­kra­cji w Oko­pach Świę­tej Trójcy (od­bu­dowa, po­dział ziemi, za­pew­nie­nie do­statku sze­ro­kim ma­som), ale jego zwo­len­nicy nie są w sta­nie za nim po­dą­żyć, dla­tego też uka­zuje mu się Chry­stus, in­ter­we­niu­jący w dzieje, a Pan­kracy umiera. Fre­ne­tyczny ob­raz wiel­kiego prze­wrotu i apo­ka­lip­tycz­nych prze­mian w utwo­rze, pełny ma­ka­bry i sza­leń­stwa, zo­stał zbu­do­wany z wy­obra­żeń Kra­siń­skiego zwią­za­nych z Wielką Re­wo­lu­cją Fran­cu­ską, ideą no­wego chry­stia­ni­zmu Hen­riego de Sa­int-Si­mona (spo­łe­czeń­stwa rów­no­ścio­wego, od­rzu­ca­ją­cego dawne hie­rar­chie i prawo dzie­dzi­cze­nia, "każ­demu we­dług jego zdol­no­ści", opar­tego na od­no­wio­nych war­to­ściach chrze­ści­jań­skiej mi­ło­ści bra­ter­skiej) oraz an­ty­se­mic­kimi prze­są­dami, we­dług któ­rych Ży­dzi mieli dą­żyć do znisz­cze­nia chrze­ści­jań­stwa i prze­ję­cia wła­dzy nad świa­tem. Ary­sto­kra­cja, któ­rej prze­wo­dzi hra­bia Hen­ryk, zgru­po­wana w Oko­pach Świę­tej Trójcy, nie jest zdolna do po­wstrzy­ma­nia buntu mas. Szlachta, ma­jąca bro­nić po­rządku i re­li­gii, jest zde­ge­ne­ro­wana, ary­sto­kraci są tchórz­liwi, po­zba­wieni ho­noru. Dla­tego wła­śnie re­wo­lu­cja jest ko­nieczna i nie­unik­niona - nie da się pod­trzy­mać daw­nego po­rządku, po­nie­waż naj­wyż­sze klasy spo­łeczne dawno upa­dły i nie są w sta­nie peł­nić przy­pi­sa­nej im spo­łecz­nie funk­cji, ale lud nie jest zdolny do wpro­wa­dze­nia zmian ze względu na swoje du­chowe ogra­ni­cze­nie, ni­skie in­stynkty i po­budki.

W Nie-Bo­skiej ko­me­dii mamy do czy­nie­nia z dwoma wiel­kimi in­dy­wi­du­ali­stami ro­man­tycz­nymi: hra­bią Hen­ry­kiem i Pan­kra­cym. Bo­ha­te­ro­wie uzu­peł­niają się wza­jem­nie, choć re­pre­zen­tują skraj­nie od­mienne po­rządki. Ich ra­cje się zno­szą - ża­den z nich nie jest bo­ha­te­rem po­zy­tyw­nym, dla­tego też ża­den nie jest w sta­nie od­nieść zwy­cię­stwa. Mo­ment, kiedy uświa­da­miają so­bie jed­no­stron­ność i cząst­ko­wość swo­ich ra­cji, jest mo­men­tem ich klę­ski - hra­bia Hen­ryk po­peł­nia sa­mo­bój­stwo, ska­cząc w prze­paść, Pan­kracy umiera po tym, jak ob­ja­wił mu się Chry­stus. Re­wo­lu­cja, choć nie­unik­niona, nie po­prawi lo­sów świata, po­nie­waż jej ele­men­tem jest od­rzu­ce­nie Boga, bez któ­rego nie­moż­liwe jest do­bre spo­łe­czeń­stwo. Kra­siń­ski wie­rzył w bo­ski po­rzą­dek dzie­jów oraz roz­wój po­przez cier­pie­nie - dla­tego wła­śnie re­wo­lu­cja, choć krwawa i okrutna, była nie­unik­niona, ale nie pro­wa­dzi do od­ro­dze­nia, ale do apo­ka­lipsy, prze­po­wie­dzia­nej wcze­śniej przez Żonę. Me­sja­nizm Kra­siń­skiego jest me­sja­ni­zmem na­ro­dowo-kla­so­wym, upa­dek ary­sto­kra­cji jest ko­nieczny i za­ra­zem tra­giczny. Hi­sto­rio­zo­fia Kra­siń­skiego jest wer­sją pro­wi­den­cja­li­zmu, w ra­mach któ­rej Bóg nie in­ge­ruje w bieg hi­sto­rii, zo­sta­wia­jąc ją jako do­menę lu­dzi, ale in­ter­we­niuje w za­koń­cze­niu utworu, a Jego po­ja­wie­nie się ma cha­rak­ter apo­ka­lip­tyczny - ani ary­sto­kra­cja, ani lud nie są w sta­nie prze­kształ­cić spo­łe­czeń­stwa, dla­tego też na­stę­puje jego ko­niec. Dal­sze losy ludz­ko­ści są w rę­kach Opatrz­no­ści, de­cy­du­ją­cej o zba­wie­niu lub po­tę­pie­niu. Po­ezja ma na­to­miast stać na straży po­rządku spo­łecz­nego i ro­dzin­nego - od­rzu­ce­nie tych po­rząd­ków pro­wa­dzi hra­biego do klę­ski na każ­dym polu. O ile więk­szość ro­man­ty­ków od­rzu­cała tra­dy­cyjne normy spo­łeczne, np. do­ty­czące mał­żeń­stwa czy mi­ło­ści, jako sztuczne i ogra­ni­cza­jące du­cha, Kra­siń­ski przyj­mu­jąc, że po­cho­dzą one od Boga, a nie ze spo­łecz­nej pre­sji, pró­bo­wał łą­czyć ich po­sza­no­wa­nie z ro­man­tyczną wi­zją po­ezji, ro­zu­mia­nej jako po­szu­ki­wa­nie du­cho­wej prawdy.

Nie-Bo­ska ko­me­dia nie przed­sta­wia po­zy­tyw­nego roz­wią­za­nia czy po­stawy. Tra­gizm lo­sów bo­ha­tera jest czę­ściowo oparty na kon­flik­tach we­wnętrz­nych, które tar­gały Zyg­mun­tem Kra­siń­skim jako przed­sta­wi­cie­lem ary­sto­kra­cji i po­etą. Łą­czył on ro­man­tyczną wi­zję po­ezji z utrzy­ma­niem tra­dy­cyj­nych norm spo­łecz­nych, które więk­szość ro­man­ty­ków od­rzu­cała. Przy­wią­za­nie do tra­dy­cji ro­do­wych i wła­snej po­zy­cji w świe­cie zde­rzały się z oceną du­cho­wej i mo­ral­nej kon­dy­cji jego klasy spo­łecz­nej, ale za­ra­zem nie­uchron­ność zmian re­wo­lu­cyj­nych była dla niego za­prze­cze­niem do­tych­cza­so­wego do­robku ludz­ko­ści i sprze­nie­wie­rze­niem się za­sa­dom chrze­ści­jań­skim.

Nie-Bo­ska ko­me­dia - naj­waż­niej­sze in­for­ma­cje!

dra­mat ro­man­tyczny o luź­nej kom­po­zy­cji - skła­dają się na niego epi­zody, luźne sceny, które nie wy­ni­kają z sie­bie bez­po­śred­nio, ale w skró­towy spo­sób bu­dują szer­szy ob­raz po­dział na dwie czę­ści te­ma­tyczne: dra­mat ro­dzinny (część I i II) i dra­mat spo­łeczny (część III i IV) kry­tyka ro­man­tycz­nego ego­ty­zmu i py­chy re­wo­lu­cja, choć ko­nieczna i nie­unik­niona, nie do­pro­wa­dzi do od­ro­dze­nia i praw­dzi­wej prze­miany; może to zro­bić do­piero bo­ska in­ter­wen­cja w dzieje hra­bia Hen­ryk i Pan­kracy: dwaj bo­ha­te­ro­wie ro­man­tyczni o wza­jem­nie zno­szą­cych się ra­cjach obóz ary­sto­kra­tów i obóz re­wo­lu­cjo­ni­stów: zde­ge­ne­ro­wana ary­sto­kra­cja i żądne ze­msty masy