Nie będzie Niemiec. Polska-Niemcy. Tysiąc lat wojny i pokoju - Prof. Andrzej Chwalba, Wojciech Harpula

Kup ebooka

63.99 zł
47.99 zł (63,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Wstęp Rozdział I. W krainie mitów i symboli Rozdział II. Niemowlęctwo w cieniu Cesarstwa Rozdział III. "Pionierzy niemieckiego wschodu" Rozdział IV. Dwa nagie miecze Rozdział V. Pruski grzech śmiertelny Rozdział VI. Wróg numer jeden Rozdział VII. Najgorsze miejsce do życia Karta redakcyjna

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

7 8 9 10 11 12 13 14

Wstęp

"Trudno znaleść na świecie ludzi poczciwszych i moralniejszych. Otwartość, gościnność, szczerota charakteryzują Niemców. Co w sercu, to w uściech, co w myślach, to w sercu". Czy pomyśleliby Państwo, że tak o Niemcach napisał Polak - w dodatku gorący patriota? Zapewne nie. A takie właśnie słowa w 1833 roku kreślił Maurycy Mochnacki, rewolucyjny demokrata, działacz polityczny i publicysta, uczestnik oraz kronikarz powstania listopadowego. Był jednym z tysięcy tych, którzy po klęsce insurekcji podążyli przez kraje niemieckie do Francji i nie zwątpili, że "wielka wojna o wolność narodów" kiedyś nadejdzie i przyniesie Polsce zmartwychwstanie.

Polscy powstańcy w niemieckich królestwach i księstwach byli witani jak bohaterowie. Podziwiano ich jako tych, którzy rzucili wyzwanie Rosji - współtwórczyni i strażniczce postanowień kongresu wiedeńskiego, który utrwalił rozbicie polityczne Niemiec. Bijący się z carem Polacy byli dla marzących o zjednoczeniu Niemców naturalnymi sojusznikami w walce "o wolność naszą i waszą". Powstanie silnej i niepodległej Polski wydawało się nierozerwalnie związane z utworzeniem zjednoczonych, wolnych Niemiec. Dlatego też Mochnacki w eseju O rewolucji w Niemczech narzekał, że rozmiłowani w filozofii i literaturze Germanie w minionych dekadach przegapili okazje, żeby mocno stanąć na nogi, stać się jednym narodem i "rewolucyjną potęgą". Wyrażał przy tym przekonanie, że już niebawem Niemcy podniosą wzrok znad traktatów oraz poematów, a wtedy "zmężnieją" i "zdziczeją". Europa miała na tym skorzystać, gdyż "w tym wieku dzikość będzie zaletą, tryumfem rozumu ludzkiego".

Mochnacki zmarł w 1834 roku na francuskiej ziemi. Nie doczekał wybuchu niemieckiej rewolucji roku 1848, która pogrzebała romantyczne złudzenia o polsko-niemieckim braterstwie. Ci sami liberałowie, którzy jeszcze kilkanaście lat wcześniej wpinali sobie biało-czerwone kokardy w klapy surdutów, teraz stanęli na gruncie niemieckiego egoizmu narodowego. Podczas "polskiej debaty" w parlamencie frankfurckim Niemcy - ustami liberalnego posła Wilhelma Jordana - powiedzieli Polakom wprost, że są od nich bardziej cywilizowani, Wielkopolska i Pomorze należą im się prawem silniejszego, a troską każdego Niemca musi być nade wszystko "zachowanie i wzmocnienie niemieckości". Tak jak przewidywał Mochnacki, Niemcy "zmężnieli". Tyle tylko, że wbrew oczekiwaniom naszego romantyka oznaczało to twarde, wręcz podszyte pogardą, non possumus wobec polskich aspiracji. Z czasem - znów zgodnie z wizją Mochnackiego - Niemcy także "zdziczeli". Zjednoczona "krwią i żelazem" wilhelmińska Rzesza przekonanie o wyjątkowości Germanów oraz ich przewadze nad innymi narodami wzięła na sztandary i ruszyła do wyścigu o światową supremację. Niemieckie poszukiwania "miejsca pod słońcem" oraz "przestrzeni życiowej" stały się przyczyną dwóch wojen światowych i pochłonęły dziesiątki milionów ludzkich istnień. Europa nigdy wcześniej i nigdy później nie widziała takiej eksplozji "dzikości", jaką zaprezentowali Niemcy w latach 1939-1945. I oby już nigdy jej nie zobaczyła.

Nie bez przyczyny we wstępie książki poświęconej relacjom polsko-niemieckim wracamy do wydarzeń z połowy XIX wieku. To wtedy, gdy krystalizowało się niemieckie pojmowanie narodu, jego celów i aspiracji, drogi Polaków i Niemców rozeszły się definitywnie, a wzajemne stosunki zaczęły stopniowo nabierać cech niechęci, wrogości, wreszcie wręcz nienawiści. W burzliwych latach Wiosny Ludów ogólnoniemiecka klasa polityczna orzekła, iż "przewaga plemienia niemieckiego" nad Polakami jest "historycznym i biologicznym faktem". Takie było przekonanie elit, które w kolejnych dziesięcioleciach przeniknęło do ogółu społeczeństwa. Następstwem przyjęcia takiej perspektywy była konsekwentnie realizowana polityka walki państwa niemieckiego z polskością w zaborze pruskim, popierana przez zdecydowaną większość jego obywateli. Nie może dziwić, że polską reakcją stało się powołanie do życia figury Niemiec jako złowieszczej, brutalnej, zawsze wrogiej Polakom siły, od wieków "prącej na wschód". Pojęcie Drang nach Osten, symbolizujące agresywną zaborczość Teutonów, połączoną z germanizacją, wojnami, obłudną polityką i pogardą, zostało sformułowane tuż po "polskiej debacie" w parlamencie frankfurckim, a w kolejnych dziesięcioleciach stało się częścią zbiorowej świadomości Polaków.

W drugiej połowie XIX i na początku XX stulecia, gdy zbiorowości zamieszkujące państwa przekształcały się w nowoczesne narody, kształtowały swoje mitologie, porządkując zbiorowy świat wyobrażeń, symboli, skojarzeń i przekonań, polskość i niemieckość znajdowały się na kursie kolizyjnym. Berlin chciał, by Wielkopolska i Pomorze stały się niemieckie. Celem Polaków na tych ziemiach było zachowanie narodowej tożsamości. To wtedy utrwaliły się przekonanie o odwiecznej wrogości obu nacji i obraz Niemców jako największych wrogów naszego narodu. Hakatystyczny kurs wilhelmińskiej Rzeszy względem polskiej mniejszości, ostentacyjnie nieprzychylna postawa Republiki Weimarskiej wobec odrodzonej Rzeczpospolitej, a przede wszystkim piekło zgotowane Polakom przez hitlerowską Trzecią Rzeszę zdawały się w pełni uzasadniać wpisanie polsko-niemieckiego sąsiedztwa w ramy tysiącletniego, dziedzicznego antagonizmu. "Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz" - śpiewano z równym przekonaniem i na początku XX wieku, i w dwudziestoleciu międzywojennym, i w PRL, a wydarzenia sprzed stuleci interpretowano zgodnie z matrycą "tysiącletnich zmagań z niemczyzną".

Aż do lat osiemdziesiątych XX wieku niektórzy historycy i publicyści kreślili iunctim między margrabiami i cesarzami Rzeszy, średniowiecznymi osadnikami ciągnącymi z zachodu na polskie ziemie, Krzyżakami, Brandenburczykami, Prusakami, nazistami. Margrabia Hodon, Ulryk von Jungingen, Fryderyk II, Otto von Bismarck i Adolf Hitler byli symbolami niezmiennego, przyrodzonego Niemcom instynktu, który nakazuje im ujarzmiać sąsiednie narody, niszczyć, rabować, zabijać, wynaradawiać. Na niezłomnych strażników polskości przeciwko germańskiej nawale upozowano natomiast Mieszka I, Bolesławów Chrobrego i Krzywoustego, Władysława Jagiełłę, którzy w antygermańskim panteonie narodowym dołączyli do Michała Drzymały, dzieci z Wrześni, powstańców wielkopolskich i śląskich, żołnierzy września 1939 roku oraz "berlingowców" szturmujących Berlin pod koniec drugiej wojny światowej.

Dziś, gdy z Niemcami łączą nas dobrosąsiedzkie stosunki, mało kto próbuje w taki sposób ideologicznie instrumentalizować historię, dopasowując wydarzenia z odległej przeszłości do z góry przyjętych tez. Nie znaczy to jednak, że nie ciąży nam brzemię skomplikowanej polsko-niemieckiej przeszłości. Trudno, by było inaczej. Doświadczenia lat wojny i okupacji, gdy Polacy stali się celem planowego wyniszczenia, były tak krańcowe, że na zawsze będą spoczywać w depozycie narodowej pamięci, opatrzone ostrzegawczym napisem: nigdy więcej. Nie do końca udane i - przyznajmy - nie do końca szczere oraz konsekwentne niemieckie rozliczenia z nazistowską przeszłością mogą tylko wzmacniać polskie obawy przed wskrzeszeniem demonów nacjonalizmu i militaryzmu nad Renem i Łabą. Tym bardziej że w odpowiedzi na agresję Rosji na Ukrainę i wprawienie w ruch geopolitycznych stref zgniotu z wielu stron słychać głosy nawołujące Niemców do porzucenia pacyfizmu, podjęcia intensywnych zbrojeń, rozbudowy armii i wzięcia większej odpowiedzialności za losy Europy i świata. Czy nie przypomina to Państwu myśli Mochnackiego, który wyczekiwał wybudzenia niemieckiej potęgi z letargu?

Przyszło nam żyć w ciekawych czasach, a wpływ naszego zachodniego sąsiada na kształtowanie biegu dziejów Starego Kontynentu w najbliższych latach będzie z pewnością nie do przecenienia. Podobnie jak nasze, polskie reakcje na to, w jaki sposób Niemcy wezmą się za bary z wyzwaniami współczesności. Nie trzeba dużej wyobraźni, by dostrzec możliwość ujawnienia się nad Wisłą pełnej palety zachowań: od podszytej strachem nieufności i ponownego wywoływania duchów Krzyżaków, Bismarcka i Hitlera po krzepiące przekonanie, że tym razem za Odrą mamy silnego, pewnego sojusznika, a nie śmiertelnego wroga. Kto tylko zechce, w archiwum historycznych pamiątek składających się na polsko-niemieckie relacje bez trudu znajdzie postacie i zdarzenia potwierdzające obie te perspektywy. Książka, którą oddajemy w Państwa ręce, jest przeglądem tego archiwum - wierzymy, że żywym, zajmującym i inspirującym.

Korzystając z formy rozmowy, wypróbowanej w naszych poprzednich książkach, wnikliwie przyjrzeliśmy się dziejom polsko-niemieckiego sąsiedztwa od momentu źródłowo potwierdzonych kontaktów państwa Mieszka I z zachodnimi forpocztami Świętego Cesarstwa Rzymskiego aż po czasy najnowsze. Dyskutowaliśmy o niezwykle złożonych relacjach formującego się państwa polskiego z Cesarstwem, zmaganiach Piastów i Jagiellonów z Zakonem Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego, o grzechach polskich królów w sprawie pruskiej, o czasach saskich i zaborczym dziele Fryderyków. Nie pominęliśmy fundamentalnych dla kształtowania się wzajemnych, polsko-niemieckich wyobrażeń doświadczeń wieku XIX i czasów obu wojen światowych. Nie uciekaliśmy od tematów trudnych, z lubością poruszaliśmy także te, o których (poza studentami historii, naukowcami i garstką pasjonatów) mało kto dziś pamięta. Staraliśmy się śledzić bieg dziejów skrupulatnie, oddzielać fakty od mitów, nie dawać wiary utrwalonym niekiedy w historiografii interpretacjom, odwzorowywać motywy i decyzje dziejowych aktorów bardzo precyzyjnie i rzetelnie - czasem wręcz detalicznie. Co absolutnie nie oznacza, że na kilkuset stronach będą Państwo przedzierać się przez gąszcz dat i nazwisk. Owszem, kiedy trzeba, dyskutujemy o tym, ile grzywien srebra Władysław Łokietek był winny Krzyżakom za wyparcie Brandenburczyków z Gdańska oraz ilu polskich "ochotników" udało się zwerbować Wehrmachtowi do jednostek pomocniczych w 1944 roku. Równie często jednak (mamy nadzieję, że w akceptowalnych proporcjach) śledzimy obieg idei, tropimy wpływy kulturowe, syntetyzujemy rozciągnięte na dekady zjawiska i szukamy zdarzeń z przeszłości, które lepiej pozwalają zrozumieć współczesność. W naszej książce polska perspektywa jest dominująca, ale zawsze znajdowaliśmy miejsce dla wyjaśnienia racji przyświecających "drugiej stronie". Kluczowe momenty, które zaważyły na losach obu państw i narodów, oświetlamy mocnym światłem i wyjaśniamy, dlaczego historia potoczyła się tak, a nie inaczej. Natomiast mniej miejsca niż w naszych poprzednich książkach poświęciliśmy na rozważania dotyczące alternatywnego biegu historii. (Co nie znaczy, że zupełnie z tego zrezygnowaliśmy).

Dlaczego mniej? Gdyż prawdziwe "zwrotnice dziejów" w relacjach polsko-niemieckich były w zasadzie trzy. W pierwszym przypadku wystarczyłaby jedna decyzja Zygmunta Starego lub Zygmunta III Wazy, a dziedzictwo Zakonu w Prusach zostałoby wcielone do Korony. Następstwa? Kolosalne i aż trudne do wyobrażenia. Nie powstaje państwo pruskie, a zatem nie powstają Niemcy takie, jakie znamy z kart historii. W drugim - podczas jednej z pierwszych trzech wolnych elekcji na polskim tronie zasiada Habsburg, co oznacza wmontowanie Rzeczpospolitej polsko-litewskiej w blok państw domu rakuskiego i - wedle wszelkiego prawdopodobieństwa - jej bezpieczne trwanie aż do 1914 roku (wątek ten poruszyliśmy już w naszej poprzedniej książce Zwrotnice dziejów, tutaj powróciliśmy do niego, dzieląc się z Państwem nowymi spostrzeżeniami). W trzecim przypadku - sanacyjne elity w 1939 roku ulegają presji Hitlera, Rzeczpospolita wiąże się sojuszem z Trzecią Rzeszą i bierze udział w ataku na Związek Radziecki. Konsekwencje? Spróbowaliśmy je nakreślić.

Ostatnia uwaga: naszym celem nie było stworzenie podręcznika, który rościłby sobie pretensje do kompletnego opisu wszystkich zdarzeń i zjawisk składających się na relacje polsko-niemieckie. Podczas rozmów poruszaliśmy wątki polityczne, militarne, społeczne, kulturalne i gospodarcze... Na pewno nie wszystkie.

Jeżeli lektura Nie będzie Niemiec... stanie się dla Państwa zachętą do dalszego eksplorowania dorobku historyków, będzie to dla nas powód do satysfakcji.

Wojciech Harpula

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki