Nic nas nie rozdzieli - Tracey Lange

Kup ebooka

36.00 zł
27.72 zł (24,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ PIERWSZY

SUNDAY

Samochód zadrżał, kiedy koła po stronie pasażera zahaczyły ze zgrzytem o pas ostrzegawczy na autostradzie, wyrywając Sunday ze stanu odrętwienia. Nie powinna teraz prowadzić. Zacisnęła dłonie na kierownicy, zamrugała nerwowo, spróbowała otworzyć oczy nieco szerzej, ponieważ przez chwilę widziała podwójnie znak z napisem ROBOTY DROGOWE. Za kilka minut będzie mogła zjechać z autostrady. Zerknęła na prędkościomierz i lekko docisnęła pedał gazu. Denny mówił, że gliniarze z drogówki są wyczuleni na zbyt wolną jazdę, ponieważ często można po niej poznać nietrzeźwych kierowców.

Próbowała zamówić Ubera, ale czas oczekiwania co chwilę się wydłużał. Zapewne z powodu korków na mieście spowodowanych jakąś hollywoodzką imprezą. Kiedy uniosła głowę znad telefonu, zdała sobie sprawę, że w międzyczasie wszyscy wyszli. Została sama z barmanem. Czym prędzej się stamtąd ulotniła i postanowiła zaryzykować samo­dzielny powrót do domu.

Mia - albo Maia - koleżanka z restauracji, która dołączyła do ich ekipy kelnerskiej przed paroma miesiącami, zaprosiła ją na swoje urodziny. Zrobiła to w ostatniej chwili, dziś po południu, i Sunday już miała odmówić i wrócić prosto do domu, jak zwykle. Jednak gdyby tak zrobiła, otworzyłaby maila od Jackiego, żeby po raz kolejny gapić się na to przeklęte zdjęcie. Na samą myśl poczuła ból. Tego wieczoru każde miejsce było lepsze niż samotna kawalerka. W ten oto sposób wylądowała w nieznośnym hipsterskim klubie serwującym drinki z ledowymi kostkami lodu, aby świętować urodziny dziewczyny, którą ledwo znała.

Nachyliła się nad kierownicą i zwolniła. Musiała uważać, przejeżdżając obok rozkopów ogrodzonych gęsto rozstawionymi po obu stronach jezdni pomarańczowymi słupkami, które tworzyły chaotyczne pasy ruchu. Światła ostrzegawcze zlewały się w jedno z elektronicznymi wskaźnikami prędkości.

Barman chyba pomyślał, że go podrywa, kiedy zagadywała i komplementowała niezręcznie jego dołki w policzkach. Tymczasem ona obserwowała po prostu, jak nalewa drinki, starając się - na próżno - nie stracić rachuby. Niepotrzebnie mieszała różne alkohole, to prawdopodobnie był gwóźdź do trumny. Denny pokręciłby głową z politowaniem na taką głupotę. To proszenie się o kłopoty, mawiał jej brat.

Na początku wieczoru pogawędziła z jubilatką, a później chciała już tylko na chwilę wyciszyć umysł. Mia (albo Maia) kończyła właśnie dwadzieścia cztery lata, była o krok od odebrania dyplomu i niedawno się zaręczyła. Praca w jadłodajni była tymczasowa, ponieważ jej prawdziwe życie dopiero się zaczynało. Sunday porównywała swoje życie z życiem młodszej koleżanki i wpadała w coraz większe przygnębienie. Rozmowa z Mią/Maią ugruntowała ją w poczuciu porażki, które jej towarzyszyło, odkąd otworzyła maila od Jackiego.

Cały świat zaczynał niebezpiecznie wirować przed oczami Sunday, żołądek też płatał figle. Dziewczyna przeklinała się w duchu za pijaństwo. Jak mogła być taka lekkomyślna? Chciała zjechać na pobocze, ale nie było takiej możliwości. Nie miała pojęcia, o co chodzi w tych robotach drogowych, ale utkwiła między dwoma rzędami pomarańczowych słupków, które prowadziły ją przez jakiś labirynt. Wirujące światła i linie namalowane w złych miejscach dodatkowo utrudniały tę przeprawę. Uderzyła w jeden ze słupków po prawej stronie i na chwilę straciła panowanie nad kierownicą.

Musiała tylko dotrzeć do domu. Do zjazdu miała już niedaleko, chociaż w morzu pomarańczowych świateł było jej trudno dostrzec tablicę. Po powrocie wypije parę litrów wody, weźmie dwie tabletki ibuprofemu i pójdzie prosto do łóżka. Nawet nie spojrzy na laptopa. A już z całą pewnością nie otworzy wiadomości od Jackiego.

Nacisnęła obiema stopami pedał hamowania, gdy wyros­ła przed nią znienacka betonowa barierka. Rozległ się pisk opon starej toyoty, gwałtowne szarpnięcie pojazdu spowodowało, że pas bezpieczeństwa wbił się w klatkę piersiową i ramię Sunday. Było za późno, wiedziała o tym.

Znowu usłyszała w głowie głos Denny'ego: Spieprzyłaś to koncertowo, siostra.

W momencie zderzenia z betonową ścianą wszystko pochłonęła czerń.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI