Szósty grudnia
Znowu tramwaj nie przyjechał mi
Do życia mego jak to się ma?
"Coś się stało w mieście dziś"
Rzekł do Pani, jakiś taki Pan
Nie ma śniegu, Mikołaja też
Zawsze zjeżdżał w miasta biały puch
Od tygodnia szaro, pada deszcz
Ponoć od rana jest wstrzymany ruch
A ta Pani przytuliła go
Bo to życie smutne zdało się jej wtem
A ja stałem, wcierałem w ręce krem
Od tych państwa w trzeci stałem krok
Gdy ta Pani na mnie popatrzyła się
W mig poczułem ten jej depresyjny stan
I już widziałem, jak to dotyka mnie
I jak to się do życia mego ma...
Wszystko wywiera na nas jakiś wpływ
Życie zawsze ma największy bis
Nagle na przystanku następuje zryw
Z oddali widać autobusu rys
Ludzie mieli już czekania dość
Jesień krwawiła z szaroburych ran
Stało się w mieście poważnego coś
Rzekł do Pani pewny siebie Pan
A ta Pani przytuliła go...
Chwila posłańcem życia przecież jest
Teraz szybko się przesuwa czas
Za tramwaj, autobus, co już wyraźnie mknie
Niektórych czekających oślepia świateł blask
Obserwuję wszystkich, przejęła ulga ster
Radości pełni bez wyjątku wraz
W każdego jakiś jego ważny cel
Linia rezerwowa zbiera wszystkich nas
A ta Pani tuli mocno go
W autobusie niemożebny ścisk
Stoję od nich w jakiś siódmy krok
Korki, klaksony, chaos, miasta pisk!
W jednej z kamienic czeka na mnie ktoś
Prywatny Mikołaj, co się nie śni dzieciom
Na peronach wszechogarniająca złość