PROLOG
Dziewczyna się poślizgnęła na mokrym bruku
dziedzińca, ale od razu podniosła się niezdarnie, ze strachu nawet nie
krzyknąwszy. Zresztą brakowało jej tchu, by krzyczeć. Nie oglądała się
za siebie, bo gniewne wrzaski senatora słyszała zaledwie kilka kroków za
plecami. Miała czternaście lat i otumaniona panicznym strachem nawet nie
wiedziała, w którą stronę uciekać.
Zobaczyła go nagle, jak wymachiwał wściekle uchem rozbitej przez nią
wazy, wartej ponoć więcej, niż zapłacono by za nią samą na targu
niewolników. Matka ostrzegała tysiąc razy, że ma nie dotykać postumentu,
ale namalowane figurki tak bardzo ją fascynowały. Wodziła palcami po
tych liniach za każdym razem, gdy kazano jej wysprzątać komnatę. Były
tam też słowa, imiona, które matka wypowiadała szeptem na jej prośbę.
Achilles... Hektor... Helena. Jej imię.
Senator był ociężały i bardzo stary, miał ponad pięćdziesiąt lat, ona
zaś była chuderlawa i pokraczna. Podczas biegu piekło ją od
wcześniejszego upadku i może dlatego zdołał ją dogonić. Sadziła długimi
susami, patrząc to w lewo, to w prawo, jakby to miało jej pomóc w ucieczce, jakby dzięki temu mogła wskoczyć na wysoki mur otaczający
domostwo i po prostu pofrunąć. Z daleka dobiegały ją pokrzykiwania
matki.
Eleni pokonała jeszcze jeden zakręt, ale tu właśnie poczuła palce
starucha na szyi, usłyszała jego oddech i zrobiła unik. Krzyknęłaby,
gdyby starczyło jej oddechu. Ścieżką idącą w lewo dobiegłaby do stajen.
Tam była furtka i gdyby akurat stała otworem, udałoby jej się dotrzeć do
drogi. A tymczasem...
Zobaczyła przed sobą gładki mur i spróbowała doskoczyć do szczytu.
Czasami dzieci niewolników wspinały się tam i urządzały sobie wyścigi,
zwłaszcza w dni wolne od pracy. Eleni nie była wysoka i nie miała pod
ręką żadnej podpory; zdesperowana podskoczyła jak najwyżej, ale zdołała
tylko dotknąć najwyższej płytki i padła jak długa na ziemię.
Senator Lucjusz Pedaniusz stał nad nią, dysząc jak pies; był purpurowy
na twarzy i myślała, że oczy zaraz wyskoczą mu z oczodołów. Dźgał ją
kawałkiem rozbitego naczynia z furią, która zakrawała na szaleństwo.
- Ty to zrobiłaś! - ryknął, używając głosu niczym broni. - Ty rozbiłaś
wazę! Wiem, że ty. Jak śmiesz uciekać! Patrz! Patrz, co zrobiłaś! Tego
się nie da naprawić. Ta waza miała pięćset lat i kosztowała więcej niż
kilkanaście takich jak ty. Ty głupia, nic niewarta...
Eleni, widząc zbliżającą się matkę, pobladła ze strachu. Senator nie
zareagował, kiedy ukazała się po jego prawej, zakradając się lękliwie,
jakby mogła osłonić córkę przed jego gniewem. Eleni wyciągnęła ku niej
rękę, ale z gardła mężczyzny wydobył się niemal wilczy skowyt.
Przycisnął ostrą krawędź glinianej skorupy do jej podbródka.
- Powinienem cię zabić! - warknął. - W jednej chwili zniszczyłaś więcej,
niż warte jest całe twoje życie. I nawet tego nie ogarniasz rozumem.
Nachylił się nad nią. Eleni znowu poczuła ostry ból i zdjęta paniką
rzuciła się na niego z paznokciami.
- Domine, proszę! - usłyszała matczyny głos.
Ale matka nie mogła nic zrobić. Obie były jego własnością, od narodzin
aż do śmierci. Mógł rozedrzeć gardło młodej niewolnicy, bo był w swoim
prawie.
Eleni patrzyła w jego nabiegłe krwią oczy, tak pociemniałe, że wydawały
się czarne. Wypełniły całe pole jej widzenia, gdy wbijał w nią ucho od
wazy. Nagle jego źrenice zwęziły się, brwi opadły jakby z niezrozumienia
albo zaskoczenia. Odsunął się, a Eleni odetchnęła z rozpaczliwą ulgą,
dotykając dłońmi szyi. Zobaczyła, że są czerwone od krwi.
Gdy znowu zadarła głowę, ujrzała matkę skamieniałą z przerażenia.
Senator też się obrócił, by na nią spojrzeć, spojrzeć po raz pierwszy.
Opuścił rękę i wyciągnął nóż sterczący mu spomiędzy żeber. Uniósł go w górę ze zdumieniem, chwiejąc się.
- Coś ty zrobiła? - zapytał, dziwnie spokojnym głosem, niemalże
zrezygnowanym.
Zrobił kilka kroków, po czym osunął się na kolana, a potem całym ciałem
zwalił się na ziemię.
Eleni zobaczyła, że matka szlocha, gwałtownie potrząsając głową. Ona też
jakby straciła wszystkie siły. Kiedy senator upadł, zrobiła głęboki
wdech i z jej gardła wyrwał się straszliwy okrzyk, wycie osamotnienia i straty. Córka próbowała ją objąć, ale została odepchnięta.
Czyjeś ręce zabrały Eleni, osaczyły ją gniewne twarze. Razem z matką
zostały zawleczone do domu.
1
Morze pod nim było zimne i czarne jak
atrament, a odbicia gwiazd na jego powierzchni rozmazywały się i rozpadały. Neron zląkł się nagle, że jest tak daleko od lądu. Wiedział,
że ryzykuje, pływając nocą, i prędkimi ruchami ruszył w stronę brzegu.
Poczuł, że coś dotyka jego stóp. Cokolwiek to było, napierało na niego
długim szorstkim cielskiem. Delikatnie był wciągany pod powierzchnię
wody. Tuż nad czubkami jego palców obróciła się srebrna tarcza. Coś
trzymało go za nogi; nie odważył się sprawdzić, co to takiego. Jego
matka młóciła stopami w wodzie, z rozpuszczonymi włosami i rozdętą
suknią. Agrypina szydziła z jego strachu, a była tak blisko, że mogła go
pocałować.
Nie utonie, a już na pewno nie na jej oczach! Nie będzie go osądzała!
Kopnął to, co trzymało go za nogi, wkładając w to całą szaleńczą siłę
młodości. W tym momencie nie bał się ani bólu, ani ewentualnych obrażeń.
Górę brała jego wola, jego wściekłość. Wyrwał ciało, żeby wybić się na
powierzchnię i zaczerpnąć jeszcze jeden oddech.
Coś owinęło się wokół jego ud. Wiedział, że to jakiś wąż, płaski stwór z kołnierzem, ociekający mlecznymi pasmami trucizny. Na nic się zdała jego
młodość i siła - wąż go pojmał bez trudu.
Matka uśmiechnęła się z zadowoleniem. Jego słowo przypieczętowało jej
los. To Neron wydał rozkaz, na mocy którego wrzucono ją do morza razem z jej służką. Do tego morza. Czuł, że siła go zawodzi, że do jego ciała
zakrada się odrętwienie. Zwoje cielska zacisnęły się wokół jego piersi,
ale już i tak było po nim. Spojrzał w twarz Agrypiny i chciał
powiedzieć, że strasznie żałuje. I że się cieszy. Siostra cesarza
Kaliguli, żona cesarza Klaudiusza... jego matka. Dopóki żyła, stanowiła
zagrożenie. Nikt nie był równie zepsuty albo tak niebezpieczny.
Dopłynęła bliżej, łypiąc srebrnymi oczyma. Próbował przeraźliwie
krzyknąć, bo za nic nie chciał, by go dotykała. Ostatnie tchnienie
wypłynęło z niego donośnym rykiem i wiedział, że zaraz do jego ciała
dostanie się morska woda.
Obudził się o świcie, zaplątany w poskręcaną pościel. Jego wzrok spoczął
na bransolecie, którą zawsze nosił, prezent od matki. Pasek wężowej
skóry osadzonej w żywicy migotał złotymi refleksami, na podobieństwo
owadów zatopionych w bursztynie. Zamrugał. Gdzieś blisko budziły się
wszystkie pałace i świątynie miasta. Bijące serce świata cuciło go.
Setki tysięcy mężczyzn i kobiet całowało się właśnie na pożegnanie,
skazane na rozłąkę przez pracę i potrzebę zdobywania jedzenia.
Młody cesarz słyszał kroki żołnierzy i krzątaninę niewolników
rozpoczynających dzień. Miał wrażenie, że w ogóle nie spał, i przez
jakiś czas tylko leżał, gapiąc się w sufit. Koszmary nie chciały go
opuścić. Nie pozwalały odpocząć, dlatego przez cały dzień chodził
wyczerpany. Pamiętał pojawiającą się w nich twarz matki, przemawiającej
do niego w zielonej wodzie, miotającej oskarżenia. Postanowił, że opowie
o tym Senece. Starzec znał się po trosze na wszystkim, a w każdym razie
tak mówił. Brzmiało to śmiesznie, kiedy Neron był jeszcze mały, ale z czasem okazało się zgodne z prawdą.
Może Senece uda się coś wymyślić, żeby go te sny przestały dręczyć.
Burrus twierdził, że trzeba trochę poczekać, ale przecież minęły już
miesiące. Wino nie pomagało, a sok z maku tylko wszystko pogarszał.
Przetarł twarz dłonią. Oczywiście zauważono, że się obudził, i do
komnaty wkroczyła milcząca kolumna cesarskich niewolników. Dwóch otwarło
okiennice, wpuszczając światło brzasku, a dwóch innych ustawiło krzesło
balwierskie.
Neron dwukrotnie zaklaskał w dłonie, po trosze po to, by się rozbudzić,
po trosze, by ich przymusić do prędszych ruchów. Przyjął tacę z kwadratowymi ściereczkami i udał się do prywatnej toalety. Były tam
cztery siedziska, ale używał ich tylko on i teraz załatwiwszy potrzebę
podtarł się nimi - nie żadną żołnierską gąbką na patyku! Ledwie zwrócił
uwagę na niewolników, którzy weszli po nim do małej izdebki, gotowi
natychmiast tam wszystko idealnie wysprzątać. Pozostawił na posadzce
opaskę na biodra i nagi jak dziecko wkroczył z powrotem do głównej
komnaty.
Praca niewolników była pobudką dla całego Palatynu. Jeszcze przed świtem
przynosili drabiny do wszystkich pomieszczeń, aby zdejmować pajęczyny,
odkurzać, czyścić srebra. Inni rozpalali ogień w kuchniach,
przygotowując jedzenie na cały dzień. Taka praca rozpoczynała się w każdym domu zresztą, czy to bogatym, czy biednym, już o brzasku. Tylko
pijacy przesypiają słońce, mawiał Seneka. Biały dzień był drogocenny tak
dla konsula, jak i żebraka.
Neron rozważał, czy nie udać się do innych części siedziby cesarskiej,
gdzie czekały na niego baseny i podgrzewane łaźnie. Na wschodzie
zobaczył na widnokręgu złotą kreskę. Nie, nie ma czasu na relaksowanie
się w cieple, spodziewano się go już w senacie. Dał znak osobistym
niewolnikom i przynieśli wiadra pełne gorącej i zimnej wody, gdy stał z rękoma wyciągniętymi na boki, a oni oblewali go i szorowali. Niczym
doborowego byczka, bo wszak był dobrze umięśniony i miał zgrabną
sylwetkę. Na koniec wypluł pachnącą wodę do złotej misy i cały lśniąc od
świeżej oliwy, zasiadł na krześle, by poddać się zabiegom balwierza
Talamusa. Umościł się wygodnie na oparciu i dwóch niewolników
oporządziło go sprawnie - wyczyścili uszy, wyświecowali je i na końcu
sprawdzili nos. Wysmarowali też włosy oliwą, po czym ułożyli je w drobne
pukle, z których Neron był dumny, bo choć zakrawało to na próżność, to
przecież kojarzyły mu się z lwią grzywą. Połowa senatu miała lśniące
brązowe łysiny sterczące niczym wyspy z morza. Szczerze czuł, że jest
przyszłością Rzymu, kiedy zasiadał pośród tych starców. Pomyślawszy to,
parsknął śmiechem, gdy tymczasem Talamus ostrzył brzytwę z hiszpańskiej
stali, oddychając przez nos.
Neron skinął głową, udzielając mu pozwolenia. Talamus zamaszystym gestem
wyjął ręcznik z parującego wiadra i ułożył go na twarzy cesarza.
Zapiekło, ale Neron wytrzymał. Po zdjęciu ręcznika Talamus wtarł mu w policzki odrobinę oliwy z oliwek i zabrał się do pracy z brzytwą. Żaden
władca Rzymu nie nosił brody od czasów Juliusza Cezara. Zresztą, ta moda
zaczęła się pewnie już w czasach tamtego starego wilka, w każdym razie
stała się popularna. Neron był raczej miłośnikiem współczesnych greckich
trendów, ale Seneka tak się przeraził na myśl o tym, że najważniejszy
człowiek w Rzymie miałby chodzić nieogolony, że Neron w końcu obiecał,
iż nawet nie będzie o tym myślał. Zawarli kompromis - Neron zachowa
swoje pukle woźnicy rydwanów, ale za to będzie się co rano golił.
Teraz zaciskał szczęki, a Talamus pracował. Niektórzy balwierze tak
bardzo się bali, że mogliby zaciąć swych wysoko urodzonych klientów, że
ich praca trwała wieki. Ten był wprawdzie stary, ale wciąż miał szybkie
ruchy. Neron zwyczajnie się zdziwił, gdy poczuł ukłucie. Spojrzał na
Talamusa, który stężał w bezruchu.
- Jest bardzo źle? - spytał cesarz.
- To mała ranka, domine, na podbródku. Tylko kropelka krwi - odparł
golibroda, jąkając się.
Talamus już sięgał po swoje przybory, wśród których miał pasma pajęczyny
nasączone w oliwie i occie. Neron nic nie powiedział, kiedy paseczek tej
substancji został przyklejony do jego twarzy. W duchu był z siebie
zadowolony, że nie zareagował wybuchem. Rozmyślał wcześniej o senacie i to go tak rozkojarzyło, że gniew zaraz mu minął. Seneka byłby z niego
dumny.
Kiedy golenie dobiegło końca, balwierz stanął i czekał pokornie, nadal
cały się trzęsąc. Neron potarł szczękę i skinął głową. Talamus ukląkł z ulgą, jeszcze raz przepraszając jąkającym się głosem, aż w końcu cesarz
uciszył go gestem dłoni. Nic nie mogło mu zepsuć nastroju w taki dzień.
Krzesło zostało wyniesione i cztery kobiety o macierzyńskim wyglądzie
ubrały Nerona w nową przepaskę biodrową, długą tunikę i togę w barwie
oślepiającej bieli. Nie było mu w smak, że to wszystko było takie
ciężkie, ale mus to mus. Nigdy nie nosił tego samego stroju dwa razy;
czuł, że jego umysł się uspokaja od tego nieskazitelnie czystego
odzienia. Wyszkolił swych niewolników i dzięki temu każdy poranek
przebiegał niemal doskonale, zgodnie z jego życzeniem. Dotknął podbródka
w tym miejscu, gdzie zacięło go ostrze brzytwy. Ten epizod zakłócił
rytm. Być może należało odesłać Talamusa na emeryturę i poszukać kogoś
młodszego. Neron skrzywił się pod wpływem tej myśli. Wybieranie kogoś na
tyle zaufanego, by mógł stanąć obok cesarskiego gardła z brzytwą, to nie
przelewki.
Neron usiadł na krześle obok drzwi, gdzie zawiązano mu sandały, a gdy
poderwał się energicznie, niewolnicy teatralnie odskoczyli, unosząc
dłonie do twarzy. Uśmiechnął się do nich szeroko. Tę zabawę urządzał
każdego ranka, a oni dobrze odgrywali swoje role. W tym momencie był
Odyseuszem, Achillesem... Przed oczyma stanęła mu skwaśniała twarz Seneki,
wytężył więc umysł w poszukiwaniu jakiegoś rzymskiego bohatera w miejsce
greckich. Był Cezarem podczas bitwy pod Farsalos. Był Horacjuszem
Koklesem broniącym mostu na Tybrze, gotowym oddać życie za Rzym.
Ruszył w stronę ogromnych odrzwi z brązu. Zanim je otworzono, zatrzymał
się jeszcze, by w tej ostatniej chwili dla siebie sprawdzić wszystko,
zanim pokaże twarz światu. W tym momencie podbiegł do niego niewolnik,
ukląkł i podał szklanicę czystej wody. Neron zaczekał, aż degustator się
napije, po czym przyjął resztę, póki jeszcze się nie ociepliła. Takie
ostatnio wynalazł sobie ulubione zajęcie, że stale szukał najczystszej
górskiej wody. Przejrzysta ciecz widoczna w tym naczyniu została
sprowadzona z Galii. Najpierw ją przecedzano i gotowano, a potem
mieszano z pokruszonym lodem. Była teraz tak zimna, że aż rozbolało go
gardło i zrobił głośny wdech, uśmiechając się do nich skąpo w ramach
nagrody za te trudy.
Drzwi się otwarły. Niewolnicy za jego plecami odetchnęli z ulgą, a dopiero potem zabrali się do sprzątania prywatnych komnat cesarza.
Neron kiwnął głową w stronę ulubionych doradców, ustawionych według ich
pozycji oraz wagi spraw, którymi się zajmowali. Wiedział, że mają
zwyczaj przepychać się i kłócić o miejsce za drzwiami do jego prywatnej
siedziby. Godził się na to, bo taka rywalizacja sprawiała, że wykazywali
się bystrością umysłu i oszczędzali mu czasu. Najpierw do jego uszu
docierały rzeczy najważniejsze.
Po chwili razem ze stadkiem doradców kroczył pod arkadą, do której
napływała woń jaśminu i szum płynącej wody. Napawał się tym wszystkim,
jednocześnie zauważając, że Grek, którego zatrudnił na stanowisku
głównego kwestora zarządzającego finansami, nie idzie na samym przedzie.
I dobrze. Faon sprawdzał się znakomicie w swej roli, ale Neron nie lubił
zaczynać dnia od problemów z walutą i pożyczkami.
Zerknął ukradkiem na prefekta pretorianów, tuż za prawym ramieniem.
Burrus był stałym elementem jego świty i rzadko ustępował miejsca innym,
jeśli nie zachodziła jakaś wielka potrzeba. Jego obecność rozpraszała
jakiekolwiek obawy, dokładnie tak, jak powinno być. Neron zerknął na
Epriusa Marcellusa stojącego po jego lewicy. Prokurator był łysy i brzydki jak pies, z tą pobrużdżoną i ogorzałą twarzą od lat spędzonych
pod rzymskim słońcem. Trzymał w rękach zwoje papirusu owinięte wstęgami
barwy cesarskiej purpury i czekał cierpliwie, aż cesarz pokaże, że
dostrzega jego obecność.
Neron westchnął i przyspieszył kroku. Omal nie obejrzał się
przepraszająco na Senekę. Jego nauczyciel nie był już młodym
człowiekiem, ale od zawsze towarzyszyła mu dolegliwość, która także
teraz spowodowała, że rzęził i miał czerwoną twarz, gdy dotarli do Forum
u stóp wzgórza. Neron zacisnął zęby. Sprawy omawiane w senacie nie mogły
czekać. Senatorzy oczekiwali, że będzie ich zaszczycał swoją obecnością
raz w tygodniu i że obdarzy całkowitą uwagą. Seneka będzie musiał po
prostu cierpieć albo zostać z tyłu. Każdy się z czymś zmagał w taki czy
inny sposób. Burrus stracił na wojnie dwa palce. Senece ściskało się
gardło przy byle wysiłku fizycznym, przez co zawsze żył ze śmiercią na
ramieniu. A on sam... Neron pomyślał o srebrnych oczach matki i dreszcz go
przeszedł.
Otworzyły się skrzydła ostatniej bramy i wyprowadził swą grupę na
uliczny bruk. Dołączyło do nich kilkunastu pretorianów idących w idealnie równej formacji, żeby pilnować bezpieczeństwa cesarza. I jak
każdego ranka miał przed sobą widok, który zapierał mu dech w piersiach.
Przez chwilę stał w miejscu, radując się jego urodą.
Roztaczał się przed nim widok na cały Rzym, miasto zamieszkane przez
milion dusz, niewolników, ludzi wolnych i wyzwoleńców, garncarzy,
malarzy i strategów wojennych. Ze szczytu Palatynu widział Circus
Maximus, świątynie przy Forum, akwedukty, które dostarczały miastu wodę
- oraz same wzgórza rojące się od ludzi, którzy już handlowali,
wytwarzali różne przedmioty i kupowali żywność, mimo że słońce dopiero
co rozświetliło horyzont. Neron czuł się wolny od wszelkich trosk, gdy
dawał znak prokuratorowi.
- Epriusie - zagaił.
Mężczyzna odezwał się natychmiast, był bowiem weteranem porannych szarż
w dół wzgórza.
- Senat zbiera się, by wysłuchać argumentów w kwestii morderstwa
senatora Lucjusza Pedaniusza. Jako że sprawa dotyczy zabicia senatora,
wasza cesarska mość będzie proszony o wydanie wyroku.
- Podaj mi główne tezy - rzucił Neron. Mimo hałaśliwego marszu
pretorianów słyszał, że Seneka oddycha coraz gorzej.
- Otóż... zginął z ręki własnej niewolnicy. Kobieta została pojmana i czeka na karę. Nie ma dyskusji co do tej zbrodni.
- W takim razie jaki mam tu wydać wyrok?
- Senator Pedaniusz posiadał ponad czterystu niewolników, domine.
Prawo i obyczaj nakazuje uśmiercić wszystkich po takim morderstwie.
Neron zmełł przekleństwo. Niemal czuł spojrzenie Seneki na plecach.
- Mężczyzn, kobiety i dzieci? - zapytał.
Eprius przytaknął, dotykając zwojów, które znał już na pamięć.
- Dziewięćdziesiąt kobiet, domine, w wieku od czternastu do
sześćdziesięciu lat. Czterdzieścioro ośmioro dzieci, w tym również
bękarty senatora, ale Pedaniusz już nie żyje, więc nie może potwierdzić
ojcostwa...
- Rozumiem. Niech tak będzie, wysłucham argumentów.
Eprius pokłonił się i wycofał, ustępując miejsca ulubionym architektom
Nerona. Cesarz omiótł spojrzeniem tych dwóch. Powiadano, że Sewer i Celer pracują i mieszkają razem, połączeni intymnością wszelkiej
odmiany. Zdarzały się chwile - zazwyczaj wtedy, gdy żona albo kochanka
rozzłościły się na niego - kiedy się zastanawiał... Życie w męskim
otoczeniu mogło przynosić swoiste korzyści, ale z drugiej strony cena za
to byłaby dość wysoka. Uśmiechnął się pod wpływem tej myśli.
Młody cesarz prawie całą drogę szedł na czele grupy. Nie bardzo miał
ochotę poruszać jakiś nowy temat, ale ostatecznie się ugiął.
- Sewerusie.
- Teatr na drugim brzegu Tybru jest już niemal ukończony, domine -
odparł natychmiast zapytany. On też zauważył, że doszli już prawie do
Forum. - Nalegam tylko, byś przystawił swą pieczęć na ostatnich
rachunkach. Trudno było znaleźć pozłotę dobrej jakości, ale...
- Spotkaj się z Faonem - wszedł mu w słowo Neron. - Faonie? Wyraź zgodę
na te rachunki.
Zerknął na Burrusa i dostrzegł znajomą kamienną minę. Zacisnął zęby i obrócił się w stronę architektów.
- Weźcie obaj dodatkową zapłatę za tę pracę. Niech to będzie jedna piąta
kosztów budowy. Pierwszego następnego miesiąca zaaranżuję tam coś,
jakieś prywatne przedstawienie. Burrusie, nie musisz się tak na mnie
krzywić. Tylko dla przyjaciół i rodziny.
Pretorianin pochylił głowę i obaj architekci zostali z tyłu. Neron
zauważył, że młodszy obejmuje towarzysza i potrząsa nim z zadowoleniem.
Gdybyż wszystkie jego zadania były takie proste...
Tego ranka cała grupa dotarła na Forum wyjątkowo szybko, dlatego nie
wszyscy zostali wysłuchani. Neron zatrzymał się przed wejściem do
budynku Curia Iulia. Już nie byli sami: zebrała się tu spora grupa
obywateli nadstawiających uszu, by przysłuchiwać się debatom toczącym
się w środku. Na widok cesarza mężczyźni i kobiety zesztywnieli z czcią.
Neron spojrzał na swych doradców, po raz kolejny zauważając, z jakim
wysiłkiem Seneka oddycha.
- Dziś rano skazałem cię na zbyt wielki wysiłek, stary przyjacielu -
rzekł cicho.
Filozof potrząsnął głową.
- Odzyskam siły. Moim obowiązkiem... jest być u twego boku.
Nie był to wcale wyraz adoracji i Neron wiedział, że został ofuknięty.
Seneka umiał być subtelny, ale młody cesarz pragnął jego aprobaty, bo
nauczyciel był pod niektórymi względami dla niego jak ojciec. Chłopcy
potrzebują ojca, a jego... cóż, ledwo pamiętał mężczyzn, których
poślubiała matka. Tylko Klaudiusza pamiętał naprawdę dobrze, a oprócz
tego jakieś mgliste sielankowe chwile i klejenie rydwanu. Zachmurzył
się. Boginie losu odebrały mu ojców, dlatego musieli go wszystkiego
uczyć obcy mężczyźni. Szukał ich i znalazł Senekę i Burrusa, bo im mógł
ufać.
- Muszę tam wejść - powiedział. - Burrusie? Toruj przejście. Znajdź
miejsce na ławach obserwatorów dla Seneki.
Prefekt ukłonił się i wszedł do środka. Jego pojawienie się na pewno
uczuliło senatorów na obecność Nerona, jeśli jeszcze nie usłyszeli, że
przybył. Wiedział, że zostanie przyjęty z należytą czcią i szacunkiem.
Nie ze względu na niego samego, jak to mu kładł do głowy Seneka chyba z tysiąc razy, lecz przez wzgląd na doniosłość pełnionej przezeń funkcji.
Był princepsem, tym, który w Rzymie zajmował pierwsze miejsce. Był
cesarzem i skupiał w swych rękach całą władzę.
2
Wszedł do gmachu senatu przez drzwi,
których nigdy nie zamykano. Obywatele Rzymu mieli prawo usłyszeć, co się
mówi w tym miejscu i jakie zapadają decyzje, gdyż miały wpłynąć one na
ich życie. Teoretycznie senat mógł się spotykać w dowolnym miejscu, ale
tradycja była jak ten szlam usuwany z dna Tybru i dlatego preferowali
budynek zwany Curia Iulia. Przebudowany przez Augusta po wielkim pożarze
miał elewację ze wspaniałego białego marmuru i stanowił najważniejszy
obiekt Forum.
Sześciuset senatorów siedziało już na swych miejscach, przyszli bowiem
wcześniej, żeby je sobie zagwarantować; na widok cesarza zebrali fałdy
białych tog i powstali. Neron zatrzymał się, gdy herold oznajmił jego
przybycie, po czym ruszył naprzód, w samo serce mrocznego wnętrza.
Pod ścianami stały setki innych uczestników obrad, ściśniętych ramię
przy ramieniu. Debaty chcieli tego dnia wysłuchać przedstawiciele
wyższej magistratury, edylowie i trybuni ludu. Do Nerona dotarło, że
każdy ma niewolników, a jego wyrok będzie dotyczył ich wszystkich.
Dotarł do środka sali, ale nie zamierzał na razie stawać na mównicy.
Zasiadł na oddzielnym siedzisku, starannie układając fałdy togi. Mógł
przywdziać purpurę, ten kolor był zarezerwowany dla cesarzy, ale Seneka
uważał, że jest zbyt majestatyczna. Neron pomyślał z cierpkim
niezadowoleniem, że opinie tego człowieka męczą go niekiedy jak
obsesyjne wspomnienia. Co by się stało, gdyby przywdział purpurę
następnego dnia? Czy to nie kłamstwo z tym udawaniem, że niczym się nie
odróżnia od przeciętnego senatora? To rozumowanie mu się spodobało i stwierdził, że przyda mu się w kolejnej dyspucie z Seneką. Potrząsnął
głową, zadowolony, że obserwujący go ludzie nie wiedzą, o czym myśli.
Seneka wyszkolił mu umysł, Burrus dbał o jego kondycję fizyczną, a jednak obaj stale rzucali mu kłody pod nogi. Czasami odnosił wrażenie,
że narzucane przez nich wzorce są po prostu nie do osiągnięcia. Miał
dwadzieścia dwa lata i życie rzymskiego cesarza okazało się trudniejsze
poza wszelkie wyobrażenia. Taki Klaudiusz prawie wcale nie spał, z tego,
co Neron się orientował. Jego matka...
Odruchowo spojrzał ukradkiem na boczne drzwi. Agrypina, kiedy jeszcze
żyła, kazała zawiesić tam zasłonę, obrzydlistwo jej własnego pomysłu.
Nikt z obecnych nigdy nie wiedział, czy ona tam jest, ukryta za ścianą z tkaniny, wzbudzając oburzenie bogów i naruszając prawa Rzymu swoim
bezwstydem. Ta kobieta nigdy nawet nie próbowała żyć zgodnie z ideałami
wzorowej Rzymianki.
Neron poczuł ścisk w gardle, jakby oplotły go jej włosy. Podrapał się po
podbródku zadraśniętym podczas golenia; oderwał pasemko pajęczyny,
wałkując je w palcach. Z wysiłkiem odzyskał spokój i dał znak
Lentulusowi, że może zaczynać.
Konsul Kossus Lentulus nie był dobrym mówcą, ale to akurat odpowiadało
cesarzowi, który już czwarty rok z rzędu pełnił funkcję drugiego
konsula. Kiedy przemawiał do senatu w tej roli, starał się sprawić, by
jego głos dźwięczał im w uszach - nie chciał, by Lentulus wypadł od
niego lepiej na scenie. Lentulus wyraźnie rozumiał marionetkowy
charakter tej roli. Tradycja wymagała, aby każdego roku wybierano dwóch
konsulów. Neron sam siebie wyniósł na stanowisko, stale bowiem słyszał
od senatu, że musi zasięgnąć rady u obu konsulów, zanim wyrazi zgodę na
podjęcie danych działań. Tak było znacznie prościej - i przekonał się,
że niemal zawsze to on przykłada konsularną pieczęć do własnych planów.
Lentulus chrząknął.
- Drogą głosowania, przeprowadzonego dziś w tej szacownej izbie,
wnioskowano o wydanie wyroku. W związku ze sprawą okropnej zbrodni,
której ofiarą padł senator Pedaniusz, los jego niewolników podlega
prawom Dwunastu Tablic. Ten, kto po przebudzeniu widzi stojących przed
nim niewolników, rozumie na pewno, po co one istnieją.
Neronowi znienacka przyszedł na myśl Talamus i jego brzytwa. Podał się z napięciem do przodu.
Lentulus milczał przez chwilę, czekając, aż wszyscy przyswoją jego
słowa.
- Bunt niewolników może zniszczyć miasto do cna, jak byle wojna, o czym
w przeszłości przekonała się Sparta. Kara została wpisana do ustawy
prawnej; niewolników danego domu skazuje się na egzekucję, publiczną i okrutną, co służyć ma ochronie nas wszystkich. Jeśli jakiś niewolnik
zamierza się nożem na swego pana, to inni niewolni ludzie z jego
otoczenia pohamują go, a może nawet zabiją ze strachu przed utratą
własnego życia. To dobre prawo, które dobrze nam wszystkim służy.
Domagam się zatem wyroku przeciwko temu domowi. Niechaj niewolnicy
senatora Pedaniusza zostaną zabrani na miejsce publicznych egzekucji.
Niechaj ich los stanie się przykładem dla wszystkich rzymskich
niewolników, niech wrazi się w pamięć kolejnym pokoleniom. Niechaj to
będzie lekcja. Proszę o udział mądrości bogów w naszych rozważaniach.
Konsul złożył ukłon przed cesarzem i usiadł. Teraz powstał prokurator
Eprius, wciąż trzymając swe papirusowe zwoje. Neron umościł się
wygodniej, zagryzając dolną wargę. Pragnął okazać litość, ale argumenty
podane przez drugiego konsula okazały się jasne i oczywiste. Trudno się
tu było spierać.
- Patres conscripti, wasza cesarska mość. Neronie Klaudiuszu Cezarze...
przyjaciele - zaczął Eprius. - Dwanaście Tablic to podwaliny tego
miasta. Wyryto je w brązie, a jednak są dziełem dziesięciu
śmiertelników, którzy tego dokonali czterysta lat temu z okładem. Nadal
możemy spłacać długi niewolnikami, a także zabijać przy narodzinach
zdeformowane dzieci, ale to są filary państwa i dzięki nim powstaje
zdrowa populacja. Po co wychowywać dziecko, które całe życie będzie
żebrakiem? Albo pozwalać dłużnikowi wymigiwać się od spłaty długu?
Faktem jednak pozostaje, że od stulecia nie mieliśmy procesu o czary
użyte do zniszczenia plonów, zakaz picia bez umiaru zaś jest traktowany
na ogół jako żart.
Zaczekał, aż fala śmiechu przetoczy się przez salę.
- Panowie, te prawa stworzyli ludzie tacy jak my. Jeśli ich nie będziemy
podważać, będą nami rządzić, a my damy się zniewolić. Nie, winniśmy
oceniać stan rzeczy po męsku. Taki nasz obowiązek, bo całe cesarstwo
patrzy na nas, na tę salę i te ławy, oczekując mądrości. Jest jeszcze
taka sprawa, że spadkobiercy senatora Pedaniusza domagają się
kompensaty. Twierdzą, że czterystu niewolników stanowi cenny składnik
schedy po nim, które to stwierdzenie jest jak najbardziej zasadne.
Neron spostrzegł, że Eprius zwraca baczną uwagę na reakcję zgromadzonych
w trakcie przemowy. Ten brzydki człowieczek był doświadczonym
prawnikiem. Gdy zauważył, że jego wywód się nie podoba, prawie
niedostrzegalnie zmienił taktykę.
- Proponuję zatem szlachetny kompromis, który nie spowoduje większej
szkody. Niechaj niewolnicy płci męskiej zostaną poddani egzekucjom,
panowie. Będzie to narzucona przez naszego czcigodnego konsula lekcja
dla tych w niewoli. Nasza lekcja. Może zrekompensujemy rodzinie tę
stratę. Sugeruję z kolei, by kobiety i dzieci zostały zwrócone
spadkobiercom. Będą mogli je sprzedać albo zatrzymać.
Senatorowie wydawali się teraz podzieleni, na ile Neron mógł stwierdzić.
Niektórzy głośno wychwalali Epriusa za to, że znalazł rozwiązanie dla
niewygodnego problemu. Inni jednak siedzieli z kamienną twarzą albo
kręcili głową, jawnie się nie zgadzając. Bo prawda była taka, że ludzie
bali się swoich niewolników. Jeśli członek danego domu mógł zabić
właściciela i nie ponieść za to straszliwej kary, to w takim razie nikt
z nich nie był bezpieczny. Przecież każdy ze znajdujących się na tej
sali co rano wystawiał gardło pod dotyk brzytwy... i po tym zdarzeniu
pewnie jeden z drugim zacznie się zastanawiać, czy aby ta poranna
godzina nie jest jego ostatnią.
Eprius zasiadł na ławie z tyłu, między dwoma senatorami pogrążonymi w zajadłej kłótni. Neron zamyślił się, wspierając głowę na pięści. Czekali
na niego, a on czuł, że gorący rumieniec wypełza mu na szyję. Wiedzieli,
że jego wyrok może się okazać połowiczny, dlatego w tej chwili byli dość
zadowoleni, jazgotali i wygłaszali uwagi, dźgając palcami powietrze.
Neron zaklął bezgłośnie, wstał i podszedł do mównicy.
- Czcigodni senatorowie, obywatele Rzymu... - zaczął.
Umilkli, zanim skończył mówić. Nawet zgiełk miasta docierający przez
otwarte drzwi przycichł. Neron zrobił głęboki wdech. W przekonaniu
Seneki miał zaakceptować kompromis - wiedział o tym. Co jest dobrego w karaniu niewinnych kobiet i dzieci? Zapewne znajdowały się w innej
części majątku senatora, nie wiedząc, że ich los został przypieczętowany
podczas jednej chwili wypełnionej krwią i szaleństwem. Czemu mieliby
ponosić publicznie śmierć za coś takiego? A jednak... Pomyślał o Talamusie
i brzytwie, o swoim degustatorze, o całej grupie niewolników, którzy
mogliby go przytrzymać i poderżnąć mu gardło podczas snu. Zacisnął
dłonie na skraju mównicy, pochylając się do przodu.
- Wysłuchałem wszystkich wywodów... - zaczął.
Mógł okazać litość! Ci ludzie poznali Tyberiusza i Kaligulę. Ich rządy
kończyły się morderstwami, drugie było jeszcze gorsze od pierwszego.
Powiódł spojrzeniem w stronę miejsca, gdzie stali Seneka z Burrusem.
Spojrzenie filozofa było pełne blasku, jakby uwięzło w nim światło
Forum. Niemal słyszał głos starca mówiącego o godności niewolników.
Jeśli ktoś sprzedaje człowieka za własne długi, to jego upadek jest
nieunikniony, bo zdaniem Seneki niewolnicy także są ludźmi.
Młody cesarz przymknął oczy. Zbyt długo już milczał.
- Wychowaliśmy się wszyscy na prawach i tradycjach Rzymu - powiedział. -
Chronią one lud przed okrucieństwem wysoko urodzonych, którzy nie mają
nad sobą żadnych panów. Prawo użycza im sprawiedliwości, kiedy zostaną
podle potraktowani. Mogą zwracać się do sądów z roszczeniami, wysłuchują
ich przedstawiciele magistratury, trybuni występują w ich imieniu. Słowa
konsula Lentulusa przypominają mi o mądrości tych, których nie ma już
między nami. Ich zapatrywania nazwałbym ponadczasowymi. - Urwał,
wiedząc, że w tym momencie rozczaruje Senekę. - Zastosuję to prawo
zgodnie z jego literą. Niewolnicy, którzy należeli do senatora, zostaną
zgładzeni na Forum, jeszcze przed zachodem słońca dzisiejszego dnia. Ich
los posłuży jako ostrzeżenie dla niewolników wszelkich domostw w mieście
i poza nim, dla wszelkich nacji podległych Rzymowi. Bogowie odtrącają
tego, który podnosi rękę na swego pana. Niewolnicy służą i będą służyć
wedle naszych rozkazów. Nie dopuszczam apelacji od tego wyroku. Ma on
być dziś odnotowany pod pieczęcią konsularną i cesarską.
Senatorowie podnieśli się z miejsc i stali z pochylonymi głowami, gdy
Neron kroczył pośród nich ku wyjściu, ku światłu dnia. Towarzyszyli mu
Burrus i Seneka, a gdy wychynął na słońce, zeszli się w parę za jego
plecami. Nie odważył się spojrzeć na żadnego, bo nie wątpił, że ujrzy na
ich twarzach zawód. Przedstawiciele magistratury i pretorianie szli za
nim jedną grupą, jakby był kometą wlokącą za sobą długi warkocz. Za nimi
z kolei dołączyli liktorzy z niewielkich koszar na skraju publicznych
włości, którym płacono za ochronę pretorów, westalek a także cesarzy.
Neron nie spojrzał nawet na tych sześciu mężczyzn stąpających ciężko na
samym końcu. Każdy na ramieniu niósł pęk rózeg z osadzonym w środku
toporem, ale nie pamiętał, by któryś ostatnimi czasy rozwiązał rzemień
opasujący pęk albo nawet użył rózeg; to był tylko symbol i ostrzeżenie,
że nie wolno tknąć cesarza. Gdyby jakiś obywatel się na to poważył,
liktorzy mogli narzucić posłuszeństwo toporem albo rózgami.
Cała grupa przeszła przez plac, kierując się do jego ulubionej łaźni,
wielkiego budynku z kolumnadą od frontu. Neron zauważył nową twarz; jej
właściciel wśliznął się między nich i ziewał jak ktoś, kto poszedł spać
późno, a wstał wcześnie. Anneusz Serenus był jego najbardziej zaufanym
przyjacielem i prefektem rzymskich wigilów. W teorii zwalczał pożary i polował na przestępców, w praktyce poczynał sobie bez umiaru. W całym
Rzymie nie było takiego domu, do którego by nie wszedł, jeśli chciał
przeprowadzić tam śledztwo. Żaden senator nie mógł przejść obok niego,
nie zastanawiając się, czy nie zostanie zatrzymany i wypytany. Serenus
przydał swemu stanowisku ważności, choćby dzięki temu, że sam cesarz go
cenił.
- Dobrze czy źle? - mruknął do niego Neron.
Serenus wzruszył ramionami.
- Wszyscy się bali, że pozwolisz tym niewolnikom odejść wolno.
Dopilnuję, by to się dokonało, choć wolałbym mieć trzy dni więcej.
- Wyjadę na wieś - oznajmił Neron. - Do majątku w Ancjum albo Mizenum.
Burrus odkaszlnął i Neron obrócił się w stronę najważniejszego
pretorianina. Aż za dobrze znał tego człowieka.
- Mów, skoro musisz, Burrusie. Bez ogródek.
- Stało się, wasza cesarska mość. Nie możesz teraz odwołać swojej
decyzji, bo okazałbyś słabość. To tyle ode mnie.
- Popełniłem błąd, twoim zdaniem? Mów! Rozkazuję ci.
- Mogłeś okazać litość kobietom i dzieciom, którzy nie brali w tym
udziału. Eprius dał ci taką szansę, ale ją odrzuciłeś. A teraz mówisz,
że wyjedziesz do jakiegoś spokojnego majątku, gdy będą trwały egzekucje?
Powinieneś zostać, wasza cesarska mość, i przekonać się na własne oczy,
jaką moc mają twoje słowa.
- A ty, Seneko? Zgadzasz się z tym? - natarł na swego nauczyciela Neron,
już poczerwieniały ze zdenerwowania.
Starzec nadal rzęził, a oczy miał załzawione z wysiłku.
- Doprawdy, wydaje się, że nie skorzystałeś z szansy - odrzekł. - Mogłeś
ich... ułaskawić. Senat przystałby na to. W końcu kierują się twoim
przykładem.
- A więc obaj przeciwko mnie? - warknął Neron. - Przynajmniej ten jeden
raz mówicie jednym głosem! A przecież zawsze chcecie, żebym był
Rzymianinem, żebym szanował tradycję, prawo i... godność! Nie mogę grać na
lirze ani śpiewać dla tłumów, bo moja reputacja mogłaby na tym
ucierpieć. Nie mogę mówić o Grekach, o ich sztukach teatralnych i muzyce, ale kiedy wydaję wyrok całkowicie zgodny z Dwunastoma Tablicami,
to się mylę?
- Prawo powinno nam służyć, a nie... - zaczął Seneka, znajomym
jednostajnym tonem wykładu.
Neron dotarł do łaźni. Wsparł jedną dłoń na filarze i zebrawszy się w sobie, spojrzał na nich wyniośle.
- Stańcie tu, wszyscy. I czekajcie na słońcu, dopóki nie wrócę. Może
wykorzystam ten czas na zastanowienie się nad tym, co mi
powiedzieliście. Bo ja... - Zacisnął dłoń w pięść, nie posiadając się z gniewu. - Nawet nie wiecie, jak się staram... - Usłyszał słabość w swoim
głosie i aż warknął z irytacji. A potem machnął ręką z obrzydzeniem i skinął głową na Serenusa. - Chodź ze mną! Chcę zmyć ten kurz i się
najeść. A wy pozostali... zostańcie tu sobie.
Obaj z Serenusem weszli w chłodny mrok, gdzie czekała na nich woda we
wszelkich odmianach, od zmrożonej po parującą, a także niewolnicy,
którzy nacierali oliwą, szorowali i masowali bywalców przybytku gotowych
płacić za takie usługi. Po chwili jednak Neron bez ostrzeżenia wyszedł
znowu na zewnątrz.
Wycelował palec w stronę Burrusa, wyróżniając go spośród pozostałych.
- Moja kochanka, Poppea, jest brzemienna, Burrusie. To już widać i skoro
oczekuje mojego potomka, to w takim razie nadszedł czas, bym się z nią
ożenił. Skrzyknij kohortę i pójdźcie zebrać dobytek Oktawii. Życzę
sobie, by dziś wieczorem już jej nie było na Palatynie. Skoro mam się
przyglądać egzekucji czterystu niewolników, potrzebuję czegoś, co doda
mi ducha. Takie są moje rozkazy.
Burrus wyglądał na ogłuszonego. Rzecz jasna wiedział o ciąży, ale nie
miał pojęcia, że Neron zamierza rozwieść się z żoną. Zerkał na
przechodniów i na tłum, który się zebrał, kiedy tam stali. Bardzo
niewiele rzeczy w Rzymie odbywało się w prawdziwej prywatności, a plotki
tego rodzaju rozchodziły się lotem ptaka po mieście i mogły zaraz
dotrzeć do uszu samej cesarzowej. Pretorianin zniżył głos.
- Cały lud Rzymu wielbi twą małżonkę, domine, a jej ojciec Klaudiusz
jest wciąż czczony jako bóg. Twoja własna matka była jego główną
kapłanką.
- To może Poppea będzie teraz doglądała jego ognia - odrzekł szorstkim
tonem Neron. Wciąż był zirytowany na nich i pragnął czym prędzej
zanurzyć się w chłodnej wodzie, by zapanować nad złością.
- To ta sama Poppea Sabina, która nadal jest żoną Otona? - odezwał się
nagle Seneka.
Neron aż się wzdrygnął pod jego spojrzeniem. Na to wyglądało, że Seneka
dotąd o niczym nie wiedział; teraz z trudem znosił oburzenie na twarzy
starca. Seneka był nauczycielem Otona, Serenusa i Nerona od czasów, gdy
byli jeszcze niedorostkami.
Nie potrafił odpowiedzieć, tylko zachmurzony patrzył w dal ponad Forum.
- Każę oficjalnie zakończyć to małżeństwo. Oton jest wciąż w Luzytanii,
już od dwóch lat. Wiem, że to ja jestem ojcem tego dziecka, Seneko. Nie
możesz w to wątpić. Jeszcze dziś poślę do niego kuriera z listem
napisanym osobiście przez Poppeę. Jestem pewien, że nie będzie nam stał
na drodze.
Zerknął na Burrusa i z wysiłkiem ukrył wstręt, gdy zauważył, że
pretorianin pociera się po szczęce okaleczoną, szponiastą dłonią
przypominającą łapę wrony. Tego właśnie się nauczył od takich ludzi jak
Seneka i Burrus. Opanowania.
- Myślałem, że dziś to uczcimy - powiedział. Zmusił się do uśmiechu, ale
usta miał zaciśnięte, a jego oczy wciąż lśniły. - Od przebudzenia ta
wieść miesi się we mnie. Myślałem, że wydam jakiś byle wyrok, którego
domaga się senat, a potem będziecie mi gratulować, bo posucha nareszcie
się skończyła. - Zawiesił głos, ale po chwili zaczął mówić głośniej. - W tej łaźni czeka na mnie jadło i wino! Zaprosiłbym tam was wszystkich,
zanim wy... Ach, nie ma już o czym mówić. Serenus i ja zjemy sami, a wy
postoicie sobie na słońcu. Albo nie, możecie się rozejść. Burrusie,
zbierz dobytek mojej żony i każ go wysłać do portu w Ostii. Niech ona
tam na mnie czeka. Przybędę się z nią rozwieść, kiedy będę gotów.
- Gdybyś zaufał memu osądowi, domine - zaryzykował Burrus - może
zechciałbyś jeszcze raz się zastanowić... nie musisz przecież zadawać tej
rany. Możesz przysposobić to dziecko, jeśli takie twoje życzenie, ale
nie odrzucaj Oktawii. Lud...
- Lud i senat Rzymu zrobią, co każę - wszedł mu w słowo Neron i Burrus
przestał mówić, bo nikt się nie sprzeczał z cesarzem, nawet prefekt jego
straży przybocznej. - I choć wprawdzie ufam twemu osądowi, Burrusie, to
jednak w tej kwestii się mylisz. Mogę nareszcie rozpocząć swe panowanie.
Wolny od... wpływów. Takie są moje rozkazy. Możesz odejść.
Zawahał się, bo w głowie miał wir myśli. Chciał ułaskawić niewolników
Pedaniusza, ale Burrus powiedział przecież, że wówczas okazałby słabość.
Uwiązł w pułapce i ten dzień już był zepsuty. Wydawszy jakiś
niezrozumiały odgłos, okręcił się na pięcie i wszedł do chłodnego
wnętrza łaźni.
Serenus podążył jego śladem, nie oglądając się. Nic go nie obchodziły
opinie Seneki i Burrusa. To Neron miał do nich słabość, nie on. Urządził
sobie dobre życie i za nic nie miał ochoty go zmieniać. Słyszał, że
Burrus nakazuje trzem pretorianom wejść do łaźni, ale już z oddalenia.
Cesarz nie mógł się nigdzie przemieszczać bez osobistej ochrony. Serenus
zdjął ściągniętą pasem tunikę, przepaskę z bioder i płaszcz. Był pewien,
że porządna kąpiel, a potem kilka kielichów do lekkiego posiłku poprawią
mu nastrój.
Oktawia płakała. Było to widać, bo miała spuchnięte oczy. Łzy zostały
wytarte, a czyjeś wprawne dłonie domalowały nowe kreski kohlem. Neron
zastanawiał się, czy jego własna twarz ukazuje oznaki smutku. Przybył do
niej z Forum i choć wprawdzie kąpał się tego ranka, znowu czuł się lepki
od potu. Po części to upał spowodował, że odzienie przylgnęło do jego
skóry i że oliwa, którą został natarty, zjełczała. Nie... w tym było coś
więcej. To było poczucie winy.
Jego żona stała przed nim niczym ogłupiałe cielę. Widział, że trzyma w dłoniach naszyjnik z rubinów wielkości przepiórczych jaj ofiarowany jej
przez ojca. Owijała go sobie wokół palców niczym pasmo krwi. Wzdrygnął
się, starając się nie myśleć o tym, co tego dnia widział. Wszyscy
niewolnicy Pedaniusza zostali zabici. A on był zmuszony na to patrzeć -
ich los przypieczętowały jego słowa, a jednak... a jednak... nie powinien
był przekazywać tego zadania Serenusowi. Jego przyjaciel zrobił się
mroczny i ponury, odzwierciedlając nastrój tłumu. W życiu nie widział,
by wśród zgromadzonych ludzi zapadło nagle takie milczenie. Zazwyczaj
wystarczało rzucać w ich stronę żetony i zaraz walczyli ze sobą, albo
nawet dźgali się nożami, okazując nadzwyczajną wolę życia.
Dotarło do niego, że cały cuchnie dymem. Odór przesiąkł jego togę i włosy, a przy tym zostawił ślady sadzy na jego skórze, jakby doglądał
stosu pogrzebowego. Na bogów, nie mógł powstrzymać obrazów, które
przemykały mu przed oczyma, tych otwartych w krzyku ust. Bał się, że
będą mu się teraz śniły, że jeszcze inne dłonie będą go wciągały w zieloną topiel.
- W takim razie powiedz to! - rzuciła rozkazującym tonem Oktawia. -
Burrus mi powiedział, że chcesz mnie odtrącić. Żałuję tylko, że twoja
matka nie żyje i tego nie słyszy! Albo mój ojciec. Bo oczywiście wtedy
nie byłbyś cesarzem.
Nie należało tego mówić. Neron rzucił się w jej stronę i uchwycił dłońmi
sznur rubinów. Nie zerwał go, ale w samym dotyku była pogróżka.
Zastygła, bojąc się go, bojąc się woni krwi i ognia, którą biło od niego
niczym żarem.
- Nawet o niej nie wspominaj, Oktawio. Ona odeszła i uwolniłem się.
Jestem cesarzem, tak jak kiedyś twój ojciec.
Miała ochotę wychłostać go słowami, ale ona też nauczyła się panować nad
sobą. Wprawdzie miała zaledwie dwadzieścia lat, ale niekiedy myślała, że
rok spędzony na Palatynie jest jak cały żywot w innym miejscu. Strach
potrafił postarzyć.
- Czemu mnie odsyłasz? - spytała.
Głos jej się łamał; opanowała się z wysiłkiem, bo nie chciała płakać.
Nienawidził, kiedy płakała. Wyrzucał wtedy ręce w górę i twierdził, że
ona nic nie rozumie, bo jest na to za głupia. A potem szedł poszukać
swoich przyjaciół i wracał ileś dni później, śmierdząc winem i kurwami.
Zmusiła się do spokoju i łzy skrzące się w jej oczach nie pociekły po
twarzy.
- Burrus powiedział, że Poppea spodziewa się twojego dziecka. Pewnie nie
uwierzysz, ale moje serce aż podskoczyło pod wpływem tych wieści! Tysiąc
nocy modliłam się, by moje łono się wypełniło... Skoro tak ma być, to ja
się na to zgodzę. Pozwól mi tylko być nadal twoją żoną, Neronie. Możemy
wychować to dziecko razem, a potem tylu jego braci albo sióstr, ile ona
da radę urodzić. Czyż nie jest to wspaniała perspektywa? Proszę...
Spojrzał na nią z pogardą, widząc tylko desperację. Oktawia została
niegdyś nazwana jego siostrą, zaraz po ślubie jego matki z cesarzem
Klaudiuszem. Byli kuzynostwem, a jednak rzymscy plotkarze zabawiali się
tym faktem całe lata.
Związek był sposobem na utarcie nosa spiskowcom i niczym więcej. Wyniósł
go na piedestał, ale przy okazji także jego matkę. Tyle przynajmniej
rozumiał. To nigdy nie było małżeństwo z miłości! Oktawia miała małe
piersi, była blada i chuda i dlatego nigdy nie uważał jej za atrakcyjną,
w odróżnieniu od Poppei. Mimo woli wydął wargę. Gdyby Oktawia została
matką jego dzieci, rzuciłby jej cały świat do stóp. A tak... może sprawił
to ten potworny widok na Forum, ale miał ochotę zadać jej ból, wylać na
nią całą swoją złość i niechęć.
- Nie potrzebuję cię - oznajmił zimnym tonem. - Dociera to do ciebie?
Mojej matki już nie ma wśród żywych i twojego ojca też nie. Zaczynam
swoje długie panowanie w wieku dwudziestu dwóch lat! Nawet sobie nie
wyobrażasz, jakie dzieła mam w planach, Oktawio! I w tych planach nie ma
dla ciebie miejsca. Nie, ożenię się z Poppeą Sabiną i to ona będzie
rodzicielką potomków mojego rodu. To ona będzie ogrzewała moje łoże...
czego ty nigdy nie potrafiłaś, nawet kiedy w nim leżałaś.
Słysząc to, zaczerwieniła się. Neron puścił rubiny, jakby je właśnie jej
ofiarował.
- Jeśli sobie życzysz, jeśli masz coś do dodania, powiedz to teraz.
Nakazuję ci to.
Spojrzała na niego gniewnie, ale bunt, jaki się w niej wcześniej
narodził, równie prędko wyciekł.
- Postąpisz, jak zechcesz - odparła. - Nigdy mnie nie kochałeś, wiem o tym. Nie musisz być okrutny. Starałam się, ale nie byłam w stanie począć
nowego życia. Nie masz pojęcia, jak ja się modliłam i jakie dziwne
napary wypijałam, byle tylko począć. Tysiące razy dostawałam od nich
wymiotów, ale zaciskałam zęby, w nadziei... Nieważne zresztą. A teraz ty
mnie odrzucasz. Bardzo ciężko się tego słucha. - Przekrzywiła głowę,
jakby naszła ją jakaś myśl. - Czy zwrócisz mi moje wiano? Majątek, który
dał ci mój ojciec?
Tym razem to Neron odwrócił wzrok.
- Część z tego, ma się rozumieć. Przygotowałem akty własności kilku
posiadłości. Będziesz żyła jak zawsze, choć... - Zacisnął zęby. - Nie
będzie ci wolno wyjść po raz drugi za mąż, ani też wjechać do Rzymu.
Uszanuj moją wolę. Zalecę stypendium z cesarskiego skarbca, milion
rocznie. Mieszkaj sobie spokojnie w Herkulanum i...
- Mimo to musisz wypowiedzieć te słowa - przerwała mu.
Zadarła głowę, a on spostrzegł, ile odwagi ją to kosztowało. Przytaknął.
- Rozwodzę się z tobą, Klaudio Oktawio. Jako głowa naszego domostwa
zrywam łączącą nas więź.
Zapadła się w sobie i wyglądała, jakby ją uderzył. Na swój sposób był to
cios najpoważniejszy z wszystkich, jakich do tej pory w życiu zaznała.
Przymknęła oczy i skinęła głową, jeszcze bledsza.
- Jak sobie życzysz - wyszeptała.
Była córką cesarza Klaudiusza, a potem żoną cesarza Nerona. W jednej
chwili straciła to wszystko.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki