Rozdział 2
Od czasu mojego powrotu wszyscy chcieli się ze mną zobaczyć. Dziennikarze pracujący dla różnych mediów prosili o wywiady, na które moi rodzice nie chcieli się zgodzić. Moje zdjęcie pojawiło się na pierwszych stronach gazet, ale po kilku dniach bez żadnych nowych informacji wreszcie nastał spokój. Byłam wdzięczna rodzinie za trzymanie mnie z dala od tego cyrku.
Prawdę mówiąc, nie wiedziałabym nawet, co mam powiedzieć dziennikarzom, bo przecież udawałam, że mam zanik pamięci, żeby uniknąć wyjawiania prawdy o tym wszystkim, co przeżyłam.
Po odebraniu wyników badań medycznych i opinii różnych lekarzy moi rodzice zyskali pewność, że ani nie byłam molestowana, ani nie zostałam zgwałcona. Byłam w dobrej formie, odpowiednio odżywiona i zachowałam bystry umysł. Rodzicom nareszcie ulżyło. Mimo że sama mówiłam im to wcześniej ze sto razy, musieli usłyszeć potwierdzenie z ust specjalistów, żeby w to uwierzyć.
Mama wciąż się zastanawiała, co takiego wydarzyło się tamtego wieczoru, kiedy w miasteczku odbywała się impreza, że zniknęłam bez śladu na tak długo. Któregoś popołudnia niechcący podsłuchałam rozmowę rodziców. Snuli przypuszczenia na temat narkotyków, stawiali bowiem na to, że zmuszano mnie do ich zażywania.
Kawałek po kawałku opowiedziałam im moją przygodę, dawkując ją w taki sposób, żeby ich nie przerazić. Z ich perspektywy straciłam niemal pięć miesięcy życia. Ja tymczasem miałam wrażenie, że w tym nowym świecie coś zyskałam - drugą rodzinę i wielu znajomych.
Na początku rodzice to niepokoili się, to znów wydawali się mnie rozumieć. Z jednej strony szczerze pragnęli mi uwierzyć, ale z drugiej bardzo się bali, że mam po prostu halucynacje po jakimś upadku. Trudno było im przyjąć za prawdę przygodę, którą - jak twierdziłam - przeżyłam. Dawali mi dużo miłości, z ich spojrzeń jednak zbyt często wyczytywałam, że wątpią w moją wersję wydarzeń i nieustająco dociekają, co naprawdę mogło mi się przytrafić.
- Chcę ci uwierzyć, kochanie - mówiła mama. - Musisz jednak zrozumieć, że ta historia jest zaskakująca i trudna do przełknięcia.
- Wiem o tym. Ale to wszystko mi się nie przyśniło ani nie przywidziało... Ja naprawdę to przeżyłam, mamo, i bardzo się martwię o przyjaciół, którzy tam pozostali.
- Najważniejsze, że jesteś tu z powrotem, a do tego cała i zdrowa. Gdybyś wiedziała, co przeżyliśmy przez te miesiące! Nie możesz nic zrobić dla tamtych ludzi. Musisz wierzyć, że sobie poradzą, i myśleć raczej o sobie.
Opowiedziałam im o burzy i o worteksie, który przeniósł mnie na szczyt Mont Royal, a także o tamtym świecie, w którym Québec był ogromnym państwem i nazywał się Kébec.
Opisałam królewską rodzinę i napiętą sytuację panującą w kraju za sprawą arystokratów, którzy przenieśli z Francji ten sam układ władzy i przywileje, jakie mieli w momencie wybuchu Wielkiej Rewolucji Francuskiej.
Ojciec zadawał pytania dotyczące elektrycznych pojazdów, a mama na temat obozu republikanów. Hélo?se chciała natomiast wiedzieć wszystko o modzie, balach i moim życiu uczuciowym.
Z zaskoczeniem przyjęli wiadomość o tym, że udało mi się pójść na Bal Kwiatów, a kiedy wyznałam im, że książę Armand - pomimo zakazu swojego ojca - zakochał się we mnie, poczułam, że rodzice mają spore wątpliwości.
Dzięki dużej liczbie szczegółów w mojej relacji z pobytu w więzieniu, do którego wtrącił mnie król, a także informacji na temat obozu moich przyjaciół, ostatecznie przyznali jednak, że moja opowieść brzmi prawdopodobnie. Zadawali wiele pytań, a mnie możliwość mówienia o tym otwarcie sprawiła ulgę.
Kébec, gdzie mieszkali Armand, Henri, Logan i reszta, był światem, do którego czułam, że przynależę. Zamierzałam zrobić wszystko, żeby dostać się tam z powrotem. Potrafiłam sobie jednak wyobrazić, co musieli przeżywać rodzice podczas mojej nieobecności, i dlatego zdecydowałam, że nie zdradzę im moich planów. Gdybym się im do tego przyznała, na pewno staraliby się mi przeszkodzić. Ale jeśli uda mi się wrócić do Kébecu, przynajmniej tym razem będą wiedzieli, gdzie jestem.
Mój brat Milo uwielbiał wypytywać mnie o wszystko. Codziennie rozmawiałam również z pochodzącą z Kamerunu Na?ą, którą poznałam dokładnie tego samego wieczoru, kiedy zniknęłam. Od razu się polubiłyśmy, a po moim powrocie ta znajomość szybko przerodziła się w przyjaźń. Rozmawiałam często także z jej mamą, Robertą, która była astronomką. Z upodobaniem opisywałam im, jak zostałam przyjęta w Kébecu przez innych przeniesionych. Logan, Kim, Margot i inni dali mi wiele cennych wskazówek pozwalających wdrożyć się w to nowe życie. Miałam szczęście, że na nich trafiłam.
W mieszkaniu, które dzieliliśmy, wszyscy mieli ten sam cel: znaleźć sposób na powrót do naszego świata. I oto udało mi się wrócić do domu, ale jedynie przez przypadek. Zdaniem Roberty nawet najbanalniejszy szczegół tego wydarzenia był ważny. Opisywałam jej każdy mój ruch, każdy element otoczenia, podawałam temperaturę, prędkość, miejsce, w którym się znajdowałam tuż przed moimi przeniesieniami. Roberta nanosiła obliczenia na dużą tablicę. Razem z Na?ą patrzyłyśmy na to, niewiele jednak z tego rozumiejąc.
Pytania zadawane przez Milo uzmysłowiły mi, jak mało zwracałam uwagę na otoczenie. Czy były tam lotniska? Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Powiedziano mi, że istniały samoloty, ale skąd startowały?
- A czy widziałaś jakieś pociągi?
- Nie, podobno jeździły w tunelach, ale nigdy tam nawet nie zajrzałam.
- Samochody działały na elektryczność, tak?
- Tak, tego jestem pewna.
- Kto jest tam władcą Anglii? Czy to ta sama osoba, co w naszym świecie?
- Nigdy o to nie zapytałam.
- Czy oni segregują odpady tak jak my?
- Nie mam pojęcia, Milo.
- A niebo jest takie samo?
- Sądzę, że tak. Henri też się interesuje gwiazdami - dodałam.
- Chciałbym go poznać - rzucił Milo.
- To niemożliwe, braciszku... Przykro mi.
- Nie ma tam podziału na prowincje tak jak tutaj?
- Nie. Nie ma Kanady, jaką znamy. Bitwę na Równinie Abrahama wygrali Francuzi i od tego momentu wszystko potoczyło się inaczej. Żeby uniknąć więzienia lub gilotyny podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej, szlachta przeniosła się za ocean. Tam też nazywają się arystokracją.
Rozmawialiśmy o różnych teoriach dotyczących czasu i wymiarów. Wciąż wiedzieliśmy tak niewiele. Udało mi się odbyć podróż w obie strony, ale na próżno zbieraliśmy wszystkie dane, bo nic nie wskazywało na to, że wkrótce będę mogła ją powtórzyć.
Najgorsza była niemożność komunikacji pomiędzy dwoma światami. Co w tym czasie wydarzyło się w tamtym świecie? Brak informacji był dla mnie prawdziwą torturą.
Czy gdybym wiedziała, nadal chciałabym tam wrócić?