Rozdział 1
Obudziłam się w swoim pokoju. Został całkowicie odnowiony, co było prezentem od rodziców. Mama spożytkowała tydzień urlopu na przekształcenie mojego dziecinnego pokoju w sypialnię osoby dorosłej. Ciepłe kolory ścian i nowe, duże łóżko bardzo mi się podobały. Zakopana w nową miękką pościel w motyle, nie miałam jeszcze ochoty wstawać. Chciałam się nacieszyć miękkością materaca.
Najwyraźniej jednak nie miał to być leniwy poranek, bo mama wołała mnie coraz natarczywiej:
- Nellie? Nellie? Słyszysz mnie?
Przeszło mi przez myśl, że mogłabym udawać, że jeszcze śpię, ale już dochodził mnie odgłos kroków na schodach. Trzeba było wstawać. Zresztą czekałam na ten dzień z niecierpliwością.
Po zaledwie jednym puknięciu do drzwi matka otworzyła je gwałtownie. Była zadyszana po zbyt szybkim wejściu na piętro.
- Nellie?
- Tak, mamo, takie właśnie imię dałaś mi po urodzeniu - odpowiedziałam radośnie.
- Przykro mi, ale musisz wstawać. Potrzebuję coś pilnie załatwić w związku z wieczorną imprezą. Zespół muzyczny właśnie odwołał występ. Twój ojciec jest jeszcze w szpitalu, więc potrzebuję ciebie, kurczaczku.
Mama pracowała w wydziale promocji Deux-Rives - miasta, w którym mieszkaliśmy. Tego wieczoru miało się odbyć Święto Róż, czyli atrakcja, na którą zjeżdżali się ludzie z całego regionu. Mój ojciec był ginekologiem-położnikiem i często był uziemiony w pracy przy porodach.
- Czy mogłabyś pomóc bratu w przygotowaniu drugiego śniadania? Pamiętasz, że ma swój pierwszy mecz z drużyną klasową...? Błagam cię, nie mów mi, że nie możesz się nim zająć, bo to byłaby katastrofa.
Nie było sensu przypominać jej o rozdaniu nagród, które miało się odbyć dzisiaj w szkole, ani o tym, że miałam nadzieję zostać doceniona za pokaz mody, któremu poświęciłam cztery miesiące przygotowań.
Trudno, przekażą mi nagrodę później, jeśli w ogóle jakąś dostanę.
- Mogę to zrobić dla ciebie - odpowiedziałam, przeciągając się wolno. - I dla Milo.
- Dziękuję! Pospiesz się, bardzo cię proszę. Ja się ubieram i już wychodzę.
Wstałam szybko i zasalutowałam jak żołnierz. Wskoczyłam pod prysznic, a potem chwyciłam szczoteczkę do zębów.
Pomimo wczesnej pory było już bardzo gorąco. W ciągu dnia będzie duchota. Taka pogoda nie sprzyjała moim włosom, które kręciły się pod wpływem wilgoci. Będę musiała zaakceptować się taką, jaką stworzyła mnie natura, bez makijażu czy prostownicy. Wszyscy będą mogli oglądać moje piegi, a włosy - rude według niektórych, a wenecki blond według mojej mamy - pozostaną nieokiełznane przez najbliższe godziny.
Nie uważam się za nieładną, ale też nie jestem jakąś pięknością. Ot, zwykła dziewczyna, najzwyklejsza. Zwracano na mnie uwagę zwłaszcza dzięki moim włosom. W każdym razie nie miałam nic wspólnego ze wspaniałą księżniczką z koszmaru, który przyśnił mi się tej nocy.
Mama weszła do łazienki, żeby się umalować. Zaczęłam opowiadać jej mój sen. To był nasz rytuał, bo często pytałam o jej zdanie na temat znaczenia snów.
- Byłam w mieście, którego nie znałam - wyjaśniłam. - Niczego nie rozpoznawałam. I nie mogłam odnaleźć naszego domu. Masz pomysł, co to może oznaczać?
- Czy to miejsce było ładne, brzydkie, przyjazne, odpychające? To ważne, gdzie dzieje się sen - wymamrotała, malując sobie oko i robiąc grymas, który pozwalał jej na patrzenie drugim.
- Bardzo ładne. Bardzo czyste. Ale byłam niespokojna, a nawet przestraszona. Uhm... no i ludzie byli tajemniczy. Zastanawiam się, co to może znaczyć.
- Pewnie postaci z filmu, który oglądałaś wczoraj wieczorem, wróciły do ciebie w ciągu nocy.
Uśmiechnęła się do mnie i spryskała perfumami o delikatnej woni zielonej herbaty.
- Ależ skąd, gdyby tak było, przypomniałabym je sobie, tak mi się wydaje. W każdym razie ten sen pozostawił po sobie dziwne wrażenie.
- Chyba po prostu potrzebujesz wakacji.
- Gdybyś widziała moją suknię! Była niesamowita! W kolorze głębokiej czerwieni, odsłaniająca ramiona, długa i zwiewna. Wiesz, z takiej tkaniny jak mgiełka, która tańczy podczas ruchu. Czułam się, jakbym była księżniczką.
Od kilku sekund mój brat Milo, który zatrzymał się przy drzwiach łazienki, obserwował nas w milczeniu.
- Pewnego dnia będziesz królową - oświadczył. Spojrzał na telefon komórkowy i dodał: - Zostało dziewięć minut do wyjścia. Powinnaś się pospieszyć.
Jedną z pasji - żeby nie powiedzieć: obsesji - mojego brata był czas. Z upływem miesięcy stał się nie do pokonania w tym temacie. Organizował swoje życie co do minuty i nie był w stanie przestać zerkać na zegarek.
Mój brat cierpiał na zespół Aspergera, nazwany tak od nazwiska niemieckiego lekarza prowadzącego badania tej przypadłości w połowie XX wieku. Milo potrafił być uroczy i był bardzo inteligentny. Po prostu - inny. Nie rozumiał podtekstów, nie lubił, kiedy wkraczano w jego osobistą przestrzeń ani kiedy go dotykano. Właśnie dlatego trzeba było mu towarzyszyć podczas uprawiania sportu. Dopiero niedawno zdecydował się na dołączenie do drużyny. To był znak postępu w procesie socjalizacji.
- Wiesz, Milo, Nellie nigdy nie będzie mogła zostać królową. Monarchie prawie zupełnie zniknęły - stwierdziła mama, usiłując szybko go uczesać, podczas gdy on robił uniki.
- Jest ich kilka w Europie.
- Nie za dużo - powiedziałam.
- W Anglii, w Hiszpanii, w Belgii...
- No tak, Milo, wiem, ale powiedzmy, że to trochę daleko... i że do zostania księżniczką trzeba, żebym była... jak to się nazywa, mamo?
- Arystokratką.
- No właśnie, arystokratką.
- Co to takiego? - zapytał Milo.
- Arystokraci to ludzie, którzy należą do elity szlachty i dzierżą władzę na zasadzie dziedziczności - wyjaśniła mama. - Na przykład hrabia lub markiz.
- Więc musisz tylko poślubić księcia - ciągnął Milo.
- No tak, ale skoro książęta nie biegają po ulicach Deux-Rives... - zauważyłam, pokazując mu jednocześnie, żeby szedł za mną - moje szanse są raczej marne.
- Uprzedziłam szkołę o twojej nieobecności do południa. Upewnij się, że wszystko przebiegnie gładko z Milo - rzuciła mi mama, przechodząc do sypialni.
- Nie martw się, mamo. Wszystko będzie dobrze - odpowiedziałam, kierując się ku schodom.
Chciałam ją uspokoić, ale doskonale wiedziałam, że najmniejsza zmiana w przyzwyczajeniach mojego brata sprawiała, że można było spodziewać się po nim wszystkiego. Mógł zrobić się obojętny, odmawiać grania i jedynie kiwać się z nogi na nogę albo przeciwnie - stać się agresywny i biegać tak, że nie będzie dało się go zatrzymać. Trzymałam kciuki i powtarzałam sobie w duchu: "Wszystko będzie dobrze".