Kadr 2
Nina
- Tadeusz, idź do sali konferencyjnej, ja muszę tylko zabrać z biura dokumenty i dołączę do ciebie.
- Poczekam - mówi, otwierając mi drzwi mojego biura.
Uśmiecham się tylko do niego. Odkładam torebkę i zabieram teczkę, którą wczoraj przygotowałam.
- Pokażę ci moje propozycje modelek do sesji, którą mamy w przyszłym tygodniu. Piotr wybrał kogoś zupełnie innego. Może tobie uda się go przekonać, że to nie jest dobry wybór. Te jego są za chude, a to sesja dla marki odzieżowej. No wiesz... Sportowe topy i legginsy. - Pokazuję mu zdjęcia modelek. Jestem pewna, że się ze mną zgodzi.
Wychodzimy z pokoju i przemierzamy korytarz przy recepcji, w której jest pusto.
- Zdecydowanie te. Mają ładnie podkreślone mięśnie i pasują do reklamy sportowej odzieży. Te są zdecydowanie zbyt kościste. - Chwyta za zdjęcia i uważnie im się przygląda.
Łapię za klamkę drzwi i przechodzę przez próg sali konferencyjnej. Odwracam głowę i staję w miejscu.
Nie wierzę w to, co widzę. Mrugam szybko, jakby to, co dzieje się przede mną, było snem.
Piotr bzyka moją asystentkę. Stoję i po raz pierwszy w życiu nie wiem, jak mam się zachować. Są tak bardzo zajęci sobą, że nie zdają sobie sprawy z naszej obecności.
- Piotr! Co ty wyrabiasz?! - Głos Tadeusza niesie się po pomieszczeniu.
Wszystko zamiera. Piotr podnosi głowę i wpatruje się w nas. Weronika, moja asystentka, ma na tyle przyzwoitości, by zakryć swój odsłonięty biust.
- Tata? Nina? - No, brawa dla niego, że wie, kim jesteśmy.
- A kogo się spodziewałeś? Świętego Mikołaja? - drę się. - A ty gdzie się wybierasz? - zwracam się do Weroniki, która opuszcza spódnicę i w biegu próbuje zapiąć koszulę.
- Ja muszę wyjść - mówi w panice.
- O nie, kochana, nigdzie nie idziesz. Siadaj. - Podchodzę do pierwszego lepszego krzesła i je odsuwam. - Siadaj! - powtarzam groźniej, po czym rzucam w kierunku Piotra: - A ty co masz do powiedzenia?
- To nie tak, jak myślisz, kochanie - tłumaczy, podciągając spodnie.
- A jak? Weronika przez przypadek się na ciebie nadziała? - Chcę ruszyć w jego stronę, ale Tadeusz chwyta mnie za dłoń.
- Zawiodłem się na tobie, synu. Byłem przekonany, że masz więcej oleju w głowie - odzywa się Tadeusz.
Wszystko się we mnie gotuje. Nie mogę na nich patrzeć. Jest mi niedobrze.
- Jak długo? - rzucam i wpatruję się w Piotra. Próbuję zrozumieć to, co czuję, bo to nie jest ból. To chyba bardziej złość i wstyd. Robi to pod moim nosem. W naszej firmie. Z moją asystentką.
- To nic nie znaczy, Nina. To było jednorazowe.
- Co?! Mówiłeś, że mnie kochasz! - drze się Weronika.
- Zamknij się! - syczy Piotr i wygładza koszulę.
- Pięć miesięcy. - Asystentka odwraca głowę w moim kierunku. - Spotykamy się regularnie od pięciu miesięcy.
A więc tyle czasu mnie oszukują. Jedno i drugie umiało ze mną rozmawiać, patrzeć mi w oczy i kłamać.
- Jesteście imitacjami ludzi! - krzyczę i odwracam się od nich. Nie chcę mieć z nimi nic do czynienia.
Wychodzę z sali i kieruję się do swojego biura. Czuję, jak krew dosłownie gotuje mi się w żyłach. Jakim trzeba być człowiekiem, aby zrobić coś takiego? Przechodzę obok recepcji i dostrzegam siedzącego na kanapie mężczyznę. Nie spuszcza ze mnie wzroku.
- Rudowłosa, mogę liczyć na kawę? Czarna, bez cukru - odzywa się bezczelnie.
Już myślałam, że bardziej wściekła być nie mogę. A jednak...
- Słucham?! - Podchodzę bliżej i czuję, jak podnosi mi się ciśnienie.
- Kawa. Czarna. Bez cukru. - Dokładnie akcentuje każde słowo, lustrując mnie.
- Bozia rączki dała? To sobie zrób. - Wskazuję na ekspres przy recepcji. - Nie jestem tutaj od podawania kawy!
- A od czego tutaj jesteś, rudzielcu? - pyta, podnosząc się z kanapy. Jest wysoki i barczysty. Włosy ma dłuższe, w kolorze ciemny blond. Oczy błyszczą intensywną zielenią, ale inną niż moje. Jego mienią się też małymi brązowymi plamkami. Jest ubrany w ciemnozielone bojówki i czarną koszulkę. Do tego wysokie, wiązane buty i czarna skóra.
- Już sobie popatrzyłaś?
Jego głos wyrywa mnie z zamyślenia. Już mam puścić jakiś kąśliwy komentarz, kiedy za moimi plecami odzywa się Tadeusz.
- Kostek, odpuść, to nie jest dobry moment.
Kostek? To jest brat mojego Piotra? Cholera, jakiego mojego...
- Kostek, to Nina.
- Szwagierka? - mówi, układając usta w idealnym uśmiechu.
- Była szwagierka - odpowiadam, mijając go. - Będę u siebie.
Idę szybkim krokiem do swojego pokoju. Opadam na fotel i chowam twarz w dłoniach. Nie wierzę w to, co przed chwilą miało miejsce. Pięć lat, a on od pięciu miesięcy posuwał Weronikę w naszym biurze. Czuję się upokorzona i poniżona. Dobra, nasz związek od dawna nie był idealny, brakowało w nim namiętności i wielkiego uczucia, ale takich rzeczy się nie robi. Tak nie można traktować drugiego człowieka. Nikt nie zasługuje na coś takiego. Zawsze mu pomagałam, robiłam dla niego więcej, niż na to zasługiwał, i nigdy się nie skarżyłam. Kiedy zaczynał pracę, wspierałam go na każdym kroku. Byłam obok niego, kiedy piął się po szczeblach kariery. Zawsze w cieniu, nie ujawniając, ile z tego to tak naprawdę zasługa moja i moich pomysłów. To ja wspomogłam go w tworzeniu tej firmy. To dzięki mnie ma to wszystko.
- Kochanie. - Unoszę gwałtownie głowę. Stoi przede mną w swoim idealnym garniturze i śnieżnobiałej koszuli. Obie te rzeczy wybrałam ja. - Nie dramatyzuj, nic takiego się nie stało.
- Ty chyba żartujesz! - Podnoszę się gwałtownie z fotela. - Nic się nie stało?! Nakryłam cię na romansie z MOJĄ asystentką w NASZEJ sali konferencyjnej!
- Po pierwsze, opanuj emocje, kochanie. - Rozsiada się na krześle naprzeciwko mnie. Patrzę na niego, jakby za chwilę miała mu wyrosnąć druga głowa. - Po drugie, jestem tylko mężczyzną, uwiodła mnie.
- Czy ty siebie słyszysz? - pytam, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszę. - Zdradziłeś mnie. Robiłeś to od pięciu miesięcy w naszej firmie.
- W MOJEJ firmie, Nina. Ona należy do mnie. - Gładzi krawat i wpatruje się we mnie. Nie czuje się winny, nie ma wyrzutów sumienia. - I nie rób z tego wielkiego halo.
- Co ty tutaj robisz?! - Do biura wchodzi Tadeusz. Widzę, że jest zdenerwowany.
- Rozmawiam z moją kobietą, ojcze - mówi jakby od niechcenia. On chyba nie rozumie, co się przed chwilą wydarzyło.
Nagle doznaję olśnienia.
- Tadeusz, czy twoja propozycja jest nadal aktualna? - Kątem oka dostrzegam ruch przy drzwiach. To Kosma opiera się o futrynę z uśmiechem na twarzy. Cała sytuacja go bawi.
- Jaka propozycja? - W głosie Piotra wyczuwam lekką niepewność.
- Tak, oczywiście. Nadal jest aktualna - oznajmia Tadeusz i podchodzi do mnie. - Potrzebujesz pomocy?
- Daj mi kilka dni - odpowiadam. - Sprzedaż mieszkania zlecę biuru nieruchomości. Spakowanie się też nie zajmie dużo czasu. Mariusz na pewno mi pomoże. Pod koniec tygodnia będę gotowa.
Zabieram torebkę i już mam wyjść, kiedy Piotr chwyta mnie za dłoń.
- Gdzie będziesz? Co z firmą?
- To TWOJA firma, masz asystentkę, dasz sobie radę. Umiecie się dogadać na każdej płaszczyźnie. - Patrzę na niego i czuję jedynie wstręt.
- Nie możesz. - Zaciska palce na moim nadgarstku zdecydowanie za mocno. Jego wzrok jest pewny siebie, zbyt pewny.
- To patrz! - Biorę zamach i wymierzam mu mocnego liścia. Od razu puszcza moją dłoń.
Podchodzę do drzwi. Kosma nadal się uśmiecha i unosi ręce.
- Mnie nie bij - mówi spokojnym tonem.
Nie reaguję, tylko szybko wychodzę z biura. Muszę jak najprędzej opuścić to miejsce. Przechodzę przez korytarz i widzę, jak pracownicy na mnie patrzą. Czyli wieści już się rozniosły.
Gdy stoję przed budynkiem, biorę głęboki oddech i staram się poukładać myśli. Muszę mieć jakiś plan działania. Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to rozmowa z Mariuszem. Wybieram numer i czekam na połączenie. Znamy się jeszcze z dzieciństwa. Wychowywaliśmy się w tym samym domu dziecka. Jest jak brat. Od zawsze był moim największym wsparciem.
- No nie wierzę, dzwonisz do mnie w godzinach pracy - rzuca od razu po odebraniu.
- Pakuj swoje seksowne cztery litery do auta, kup wino i czekam na ciebie w moim mieszkaniu.
- Jak bardzo jest źle?
- Bardzo - szepczę i kończę połączenie.
Zamawiam Ubera, chcąc jak najszybciej znaleźć się gdzieś indziej.
Jak najdalej od niego.
***
Przebieram się w coś wygodniejszego i zaczynam planować, co dalej. W internecie znajduję firmę z długoterminowym najmem schowków. Zamawiam na razie na pół roku, potem zobaczymy. Wiem na pewno, że nie chcę mieć nic wspólnego z Piotrem. Tylko jak to zrobić? Pracuję u niego, żyłam z nim przez pięć lat...
Siedzę na kanapie i zaczynam rozumieć, że nie czuję bólu związanego z tym, że mnie zdradził. Jestem upokorzona faktem, że robił to pod moim nosem, z moją asystentką, a ja dowiedziałam się o tym dopiero po pięciu miesiącach. Zdaję sobie sprawę, że w biurze pewnie już huczy od plotek. I w dodatku widział to jego ojciec...
Z myśli wybija mnie dzwoniący telefon. Numer nieznany.
- Tak, słucham? - Wstaję i zaczynam krążyć po mieszkaniu, wrzucając do kartonów to, co wpadnie mi do ręki.
- Nino, uspokoiłaś się?
Nie wierzę, jak można mieć taki tupet.
- Piotr, czy ty jesteś normalny? Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Nie dzwoń do mnie.
- Dobrze, uspokój emocje, zróbmy sobie przerwę na miesiąc, a później wróć i wszystko przedyskutujemy.
Siadam na krześle, bo to, co mówi, wciąż do mnie nie dociera.
- Piotr, nie ma już żadnych nas! Nie będę ani z tobą pracować, ani tym bardziej z tobą w związku. - Kończę połączenie i blokuję go wszędzie, gdzie się da.
Odkładam telefon, po czym chowam twarz w dłoniach.
***
- No mów! - W drzwiach staje Mariusz. Rozgląda się uważnie po mieszkaniu, a następnie szybko zmniejsza dzielący nas dystans i klęka przede mną. - Mów.
- Piotr od pięciu miesięcy spotykał się z Weroniką - odpowiadam, wtulając się w niego.
- O cholera, mała. - Zaczyna gładzić moje włosy. - Jaki plan? Zakopiemy go w lesie czy najpierw tortury?
Unoszę głowę i uśmiecham się przez łzy.
- Mała, mów. Jaki masz plan?
- Gibraltar - odzywam się cicho.
Jego oczy robią się ogromne.
- No okej, a co z tym? - Przyjaciel patrzy po pomieszczeniu. - Rozumiem, że mam się tym zająć?
Mariusz ma biuro nieruchomości, nikomu innemu nie pozwoliłabym objąć pieczy nad swoim mieszkaniem.
- Tylko tobie ufam, poza tobą nie mam nikogo. Wiem, że nigdy się nie rozstawaliśmy, ale ja nie mogę z nim pracować i tutaj zostać. Tadeusz potrzebuje pomocy w swoim biurze.
- Mała, nie przez takie gówno przechodziliśmy, damy radę. Będziemy się odwiedzać. Podnoś się, działamy. Otwórz wino, a ja skończę pakowanie. Masz gdzie to wszystko przechować?
- Tak, wynajęłam schowek na pół roku.
Mariusz mruczy coś pod nosem i zaczyna chować książki do kartonów.
Kosma
To się porobiło. Uśmiecham się pod nosem i przyglądam, jak rudzielec odchodzi. I mimo że strzelenie w pysk mojego brata było typowo kobiece, muszę przyznać, że zrobiło na mnie wrażenie.
- Witaj, braciszku - mówię i wchodzę do biura.
- Witaj. - Mierzy mnie wzrokiem, ale pozostaję na to obojętny. - Przenieśmy się do mojego gabinetu.
- A może do sali konferencyjnej? - rzucam.
- Kosma! - Ton jego głosu mówi mi tylko jedno: jest wkurwiony, a to rzadkość.
Kroczymy przez korytarz, dostrzegam wychodzącą z łazienki kobietę. To ta sama, którą Piotr pukał kilka minut temu. Uśmiecha się do mnie. Unoszę tylko brew i patrzę na nią z politowaniem. Nie zamierzam dojadać resztek po bracie.
- Co ty masz w głowie?! - wybucha ojciec, kiedy tylko drzwi gabinetu się zamykają. - Nie tak cię wychowałem!
- Jestem dorosły i sam podejmuję decyzje, ojcze. - Piotr wygładza swój szyty na miarę garnitur i siada za biurkiem.
- Dorosły? To, co przed chwilą zaprezentowałeś, nie jest zachowaniem dorosłego i inteligentnego mężczyzny. Tak postępują niedojrzali emocjonalnie chłopcy, którzy nie potrafią poradzić sobie sami ze sobą! Zdajesz sobie sprawę z tego, co zrobiłeś Ninie?
-Skontaktuję się z nią, jak ochłonie. Co to za propozycja, o której mówiła? - rzuca Piotr.
Przysłuchuję się rozmowie i zaczynam się nudzić.
- Będzie pracować dla mnie - odzywam się i uśmiecham w jego kierunku.
- Dla ciebie? - Widzę, jak napina mu się szczęka.
- Tak, mam natłok pracy, a moja menedżerka... Zrezygnowała z dnia na dzień - tłumaczę spokojnie. Więcej informacji mu nie udzielę.
- Okej, maksymalnie na miesiąc. Ona ma tu swoją pracę i nie może jej zostawić na dłużej. - Piotr przerzuca papiery na biurku.
- Synu, czy ty siebie słyszysz? Wiesz, jak ją zraniłeś? Takich rzeczy się nie wybacza ot tak. Nina zostanie na Gibraltarze tak długo, jak będzie chciała. Tobie nic do tego. - Ojciec mówi to głosem, jakiego jeszcze u niego nie słyszałem.
No dobra, może trochę żal mi rudzielca. Rozmawiałem z ojcem kiedyś na ten temat, wspominał, że ona ma głowę na karku. Większość kontraktów, jakie Piotr podpisał, to jej zasługa. Z tego, co pamiętam, jest w jego firmie od samego początku. I to w dużej części dzięki rudzielcowi mój brat ma to, co ma.
- Zrobimy sobie przerwę na ten miesiąc. Ochłonie, wróci i wszystko będzie tak, jak powinno.
Nie wytrzymuję i zanoszę się śmiechem, na co Piotr tylko podnosi głowę znad dokumentów i zaciska szczęki.
- Zdradzę ci małą tajemnicę, braciszku. - Wstaję z fotela. - Jak kobieta publicznie sprzeda ci takiego liścia, nie licz już na nic. Tatuśku, pogadajcie sobie, a ja idę coś zjeść. Będziemy w kontakcie.
Klepię ojca w ramię i wychodzę z biura.
Zahaczam o najbliższą knajpę serwującą późne śniadania. Postanawiam dowiedzieć się czegoś o mojej już byłej szwagierce. W tych czasach media społecznościowe to potęga. Od razu odnajduję jej konto na jednym z portali. Ma zaledwie kilkanaście zdjęć. Z jakichś wycieczek, kilka fotek potraw i widoków. Jej sylwetka jest tylko na kilku ujęciach. Sprawdzam też komentarze. Przy każdym poście notatkę zostawia jakiś Mariusz.
Wchodzę na jego konto, ale ma profil prywatny. Wracam na stronę rudzielca. Obserwowanych nie ma zbyt wielu, ale konta, które ją obserwują? No, nieźle.
- Co dla pana?
Unoszę głowę i widzę stojącą przede mną młodą kobietę w białej koszuli i czarnej spódniczce przed kolano.
- Kawa i zestaw śniadaniowy - rzucam i wracam do przeglądania profilu.
Czuję na sobie jej wzrok. Nie reaguję na niego. Czekam, aż odejdzie. Słyszę tylko ciche westchnienie i oddalające się kroki. Wchodzę później na stronę firmy Piotra, spędzam kilka minut na każdej możliwej zakładce. Rudzielec figuruje na tej zatytułowanej: "Pracownicy". Krótka notka biograficzna nie zdradza o niej wiele. To suche fakty.
Moment. Co ja robię? Co mnie interesuje jakaś obca kobieta?
Przecieram twarz i zrzucam to na zmęczenie po długim locie.
- Proszę, i smacznego. - Kelnerka stawia moje zamówienie i odchodzi od razu szybkim krokiem.
Wywracam oczami. Mam już wejść na pocztę, kiedy zaczyna dzwonić tatusiek.
- Tak - mówię po odebraniu połączenia i upijam łyk kawy.
- Gdzie jesteś? - pyta od razu.
- Jak wyjdziesz z budynku, to skręć w prawo, idź prosto do końca ulicy i po lewej będzie knajpa. Siedzę w środku.
- Dobrze - odpowiada, po czym się rozłącza.
Odkładam telefon i zamawiam u przechodzącego kelnera jeszcze jedną czarną kawę i butelkę wody gazowanej. Nie mija nawet pięć minut, gdy ojciec wchodzi do pomieszczenia.
Siada naprzeciwko mnie i przeczesuje palcami włosy. Nie odzywam się na razie, wiem, że staruszek potrzebuje czasu.
- Robię się na to wszystko za stary. - Opiera łokcie na blacie i wpatruje się we mnie.
- Co zrobisz, jak nic nie zrobisz? - rzucam, kiwając kelnerowi, który stawia kawę i wodę na stoliku.
- Kostek. - Zawsze, kiedy ojciec zwraca się do mnie w ten sposób, to czeka nas poważna rozmowa. - Nie wnikam i nie ingeruję w twoje czy jego życie. Jesteście dorośli, ale tak nie można. Tak was nie wychowałem. Nina to naprawdę cudowna, inteligentna i bardzo pracowita kobieta.
- Nie znam jej, mogę tylko przytaknąć na to, co mówisz.
- Ma lot pod koniec tygodnia, a ty?
- W piątek o dziesiątej. - Obym tylko nie musiał jej niańczyć.
- Okej, polecicie razem. To będzie trudny czas dla niej. Zrób wszystko, aby dobrze czuła się w firmie.
Odpowiadam mu jedynie kiwnięciem głowy.
- I najważniejsze. Trzymaj łapy przy sobie.
- Tatuśku. - Pochylam się w jego kierunku. - To nie mój typ, nie masz się o co martwić. Poza tym nie chcę niczego, co brał już mój brat.
- Kostek, zważaj na słowa! Ty nie masz typu, byleby była kobietą, ale ona jest nietykalna, rozumiesz?
Wybucham śmiechem. Kto to mówi? W czasie między związkiem z matką Piotra a moją, z tego, co udało mi się dowiedzieć, tatuś do grzecznych nie należał.
- Słowo harcerza. - Unoszę dwa palce.
- Ostrzegam cię, trzeba wynająć jej na początku hotel gdzieś koło biura, a później jakieś mieszkanie. Zajmę się tym - stwierdza.
Ponownie przytakuję i nie ukrywam, że jest mi to na rękę. Nie mam głowy do takich bzdetów.
- A co z Carmen? - pyta.
Kiedy pada jej imię, zastygam na kilka sekund z widelcem przy ustach.
- Nic. Sprawa jest zamknięta.
- Na pewno? Ostatniego, czego teraz potrzebujemy, to...
- Tato, powiedziałem, że sprawa jest załatwiona i zamknięta. Koniec. - Zaciskam mocniej palce na widelcu. Nie lubię się tłumaczyć. Jak mówię, że sprawa jest ogarnięta, to tak jest. Temat skończony. - A ty kiedy wracasz?
- Jutro mam samolot. Piotr już wie o tym, że przejmujesz biuro na Gibraltarze - oznajmia.
Nie interesuje mnie, co brat o tym myśli. Zapracowałem na to, aby ojciec zostawił mi drugi oddział. Ja, poza tym, że siedzę na stołku właściciela, zajmuję się też fotografią. I jestem w tym zajebiście dobry. Mój grafik jest wypełniony po brzegi do końca roku. O pracę nie muszę się martwić. I na pewno nie będę niańczył rudzielca.
- Kosma, słyszysz mnie?
- Tak, zamyśliłem się. Co mówiłeś?
- Kamila zaprasza na obiad w niedzielę.
- Muszę sprawdzić grafik i dam wam znać. - Kocham rodziców, ale ostatnio mama ciągle naciska na to, abym się już ustatkował, bo chce zostać babcią...
- Jadę do hotelu. Jesteśmy w kontakcie, synu.
- Daj znać, jak dolecisz. Ucałuj mamę. - Żegnam się z nim i wracam do śniadania.