Wszystko się zaczyna i wszystko się kończy - bez żadnych wyjątków. A może to mit?
- temat debaty w Szkole Mentatów
Reprezentacyjna łódź Imperatora unosiła się wysoko nad Salusą Secundusem
pośród ogromnych, złowrogich okrętów wojennych. Jej wnętrze lśniło od
złota i drogich kamieni, a połyskliwy kadłub rzeźbiony był w krzywizny i ozdoby, które nie służyły żadnemu celowi. Jako najbardziej okazały okręt
we flocie oszałamiała tych, na których takie rzeczy robiły wrażenie.
Salvador ją uwielbiał.
Nawet Roderick Corrino, nowy Imperator, chociaż uznawał ją za zbyt
wystawną, rozumiał konieczność podniosłych ceremonii, zwłaszcza tak
krótko po objęciu tronu po śmierci - nie, po zamordowaniu - jego
brata.
Innym obowiązkiem Imperatora było wymierzenie sprawiedliwości
dyrektorowi Josefowi Venportowi, człowiekowi, który zaplanował zabójstwo
jego brata. Okręty Imperatora już się zbierały.
Roderick miał gęste, jasne włosy i pięknie rzeźbione rysy twarzy. Stał
wyprostowany w szkarłatno-złotej szacie swojego szlachetnego rodu.
Władczy i potężny, patrzył przez szerokie okno widokowe wielopoziomowego
centrum dowodzenia łodzi. Zebrane na orbicie zgrupowanie setek jego
okrętów wojennych szykowało się do nagłego uderzenia na twierdzę
Venporta.
Roderickowi spieszno było ujrzeć ich start, ale należało to wykonać z największą precyzją. Imperialne Siły Zbrojne miały tylko jedną szansę na
pokonanie Venporta - przez zaskoczenie.
Imperator przyglądał się, jak jego okręty wślizgują się do przedziałów
ładowni ogromnego transportowca, który unosił się na orbicie przed
łodzią. Zaginające przestrzeń silniki Holtzmana pozwalały przemierzać w mgnieniu oka olbrzymie odległości, chociaż pilot leciał właściwie na
oślep bez przewodnictwa nawigatora.
Tylko Venport Holdings umiało tworzyć nawigatorów, te zaawansowane
umysłowo istoty, które potrafiły wyznaczać bezpieczne szlaki przez
rozległe połacie przestrzeni. Josef Venport wycofał ich wszystkich ze
służby Imperium, kiedy jego zbrodnia wyszła na jaw. Gdy tylko, jako
wyjęty spod prawa, zostanie pokonany, a jego majątek przejęty, Imperium
będzie miało nawigatorów. To była po prostu jeszcze jedna korzyść - i to
ważna - ze zniszczenia dyrektora. Roderick zacisnął pięści.
Generał Vinson Roon, dowódca grupy uderzeniowej zmierzającej na Kolhara,
stał przy nim na baczność. Swoją czerwono-złotą czapkę oficerską trzymał
w dłoniach.
- Przewiduję szybkie i wspaniałe zwycięstwo, Najjaśniejszy Panie -
powiedział z oburzeniem.
Szlachetnie urodzony generał zbliżał się do pięćdziesiątki, podobnie jak
Roderick, był jednak niższy i bardziej muskularny. Miał ciemną cerę,
kruczoczarne włosy i zachowywał się bardziej emocjonalnie. Ci dwaj mieli
za sobą burzliwą osobistą historię, której Roderick starał się teraz nie
pamiętać.
- Tak, chciałbym, żeby było szybkie i wspaniałe, Vinsonie. - Umyślnie
zwrócił się do generała po imieniu. Byli przyjaciółmi od dzieciństwa aż
do nieszczęsnego poróżnienia się - z powodu kobiety oczywiście. Odtąd
rozmawiali tylko podczas formalnych spotkań z innymi oficerami i doradcami wysokiego szczebla, nadszedł jednak czas, by odrzucić te
nonsensy. Szło o Imperium.
Roderick wiedział, że może liczyć na tego człowieka, w którego lojalność
i oddanie Imperium nigdy nie wątpił. Nie odwracając się od okna
widokowego, powiedział:
- Imperium Venporta musi zostać obalone, zanim zdążą umocnić się jeszcze
bardziej. Musimy działać szybko.
Roon skinął głową.
Grupa uderzeniowa zgromadziła się pośpiesznie w sekrecie i wystartuje w ciągu paru dni. Imperator zaryzykował przydzielenie do niej sporej
części swych sił defensywnych, które zwykle stacjonowały wokół Salusy
Secundusa, ale rozprawienie się z VenHoldem znacznie zwiększyłoby
bezpieczeństwo Imperium, a to usprawiedliwiało ryzyko. Roderick chciał
szybkiej misji w celu zabicia lub pojmania dyrektora Venporta, przejęcia
jego inwestycji na Kolharze i sparaliżowania jego dalekosiężnych
interesów.
Roderick miałby wtedy pełną kontrolę nad Imperium.
Przed dwoma miesiącami, kiedy jego wina wyszła na jaw, Venport uciekł z pomocą Normy Cenvy. A potem nagle wycofał wszystkie statki handlowe
VenHoldu, sabotując handel i pozostawiając wiele planet w skrajnym braku
zaopatrzenia. Następstwa tego dopiero zaczynały być odczuwalne, a będą o wiele gorsze. Prywatne floty starały się przerwać ten zastój, ale żadna
międzygwiezdna kompania transportowa nie była tak pewna jak flota
kosmiczna Venport Holdings, bo nikt inny nie miał nawigatorów.
Wskutek fatalnego zbiegu okoliczności Venport przetrzymywał też
zakładników z armii imperialnej. Cała grupa bojowa Imperialnych Sił
Zbrojnych - siedemdziesiąt okrętów - podróżowała rutynowo na pokładzie
transportowca VenHoldu, kiedy rozpoczął się cały ten kryzys. Imperialne
okręty były potężne, ale nie miały silników Holtzmana, musiały więc być
dostarczane do miejsca przeznaczenia przez zaginacze przestrzeni. Całymi
latami transportowce VenHoldu przewoziły okręty wojenne Imperatora w ramach swojej służby dla Imperium, teraz jednak nieprzyjaciel przejął
znaczącą część tych jednostek i zabrał pionki z szachownicy w tej
galaktycznej partii szachów.
- Zamierza sparaliżować nas i zmusić do spełniania jego żądań - mruknął
Roderick.
- Czy chociaż wiemy, jakie to żądania, Najjaśniejszy Panie? - zapytał
generał, wciąż przyglądając się okrętom wpływającym do ogromnego
transportowca. - On zachowuje milczenie, odkąd wycofał się na Kolhara.
Myślałem, że ucieka i kryje się przed sprawiedliwością.
- Jego żądania są dla mnie oczywiste. Venport chce robić to, co mu się
podoba. Po bezkarnym zabiciu Imperatora chce teraz, żebym został
marionetkowym władcą, podczas gdy macki jego imperium handlowego sięgają
wszędzie. Chce też, żebym wytępił butlerowskich fanatyków. - Jego myśli
zawirowały. "To coś, czego Salvador nigdy nie dokonał".
Roon parsknął z niesmakiem i ściszył głos.
- Czy po wszystkich szkodach, które wyrządził Manford Torondo, byłoby to
takie straszne, Najjaśniejszy Panie?
Kiedy Roderick pomyślał o szkodach, jakie spowodowały wrogie technologii
tłumy, w tym o zabójstwie jego pięknej córeczki, westchnął głęboko.
- Nie aż tak straszne, nie... ale jeśli to znaczy, że musimy współpracować
z człowiekiem, który zamordował Salvadora, nie mogę się na to zgodzić.
Nigdy się na to nie zgodzę, Vinsonie. - Pokręcił głową. - Nie
zdziwiłbym się, gdyby Venport miał też coś wspólnego ze zniknięciem
Anny.
Roon zamrugał z niedowierzaniem.
- Ale twoja siostra zniknęła z Lampadasa, Wasza Miłość... podczas
oblężenia Szkoły Mentatów przez butlerowców. Ja bym podejrzewał Manforda
Torondo. Jak możesz myśleć, że odpowiada za to Venport?
- Masz rację. - Roderick pokręcił głową. - Wygląda na to, że chciałbym
obwinić tego człowieka o wszystko... kiedy tak naprawdę odpowiada tylko za
połowę moich problemów.
Generał skrzywił się z wyraźnym niesmakiem.
- Kiedy pomyślę o wszystkich machinacjach dyrektora: o monopolu na
bezpieczne podróże z zaginaniem przestrzeni, o jego tajnych
nawigatorach, o przyprawowym przemyśle na Arrakis, o jego operacjach
bankowych jak Imperium długie i szerokie... nikt nie powinien kontrolować
takiej potęgi i...
Roderick przerwał mu.
- Nieprawda, Vinsonie. To ja powinienem kontrolować taką potęgę, nikt
inny.
Roon wyprężył się.
- Nasza flota zajmie się nim, Najjaśniejszy Panie. Możesz na mnie
liczyć.
- Wiem, że mogę, Vinsonie. - Imperator wlał nieco ciepła do swego głosu.
Ten człowiek miał wkrótce poprowadzić decydujący atak, który mógł
zmienić bieg historii, dobrze więc było przypomnieć mu o przyjaźni, jaka
ich kiedyś łączyła.
Niecierpliwe wyczekiwanie było wręcz namacalne, kiedy ci dwaj patrzyli,
jak coraz więcej okrętów zajmuje miejsca w gigantycznym transportowcu.
Roon odchrząknął.
- Jest jeszcze coś, co muszę powiedzieć, Wasza Miłość. Dziękuję, że nie
pozwoliłeś, żeby nasze osobiste nieporozumienia przeszkodziły w moim
ostatnim awansie. I dziękuję za wiarę we mnie i powierzenie mi tej
misji. Człowiek mniejszego kalibru niż ty zachowałby się inaczej.
Roderick skinął uspokajająco głową.
- Te nieporozumienia zdarzyły się dawno temu i powinienem wznieść się
ponad nie dla dobra Imperium. - Uśmiechnął się nieznacznie. - Haditha
nie zniosłaby niczego innego. Prosiła, żebym ci przekazał jej
pozdrowienia i życzenia sukcesu.
Roon odpowiedział słodko-kwaśnym uśmiechem.
- Mimo wszystko zdobyłeś jej serce. Już dawno musiałem się pogodzić z tą
porażką. Jesteś lepszym człowiekiem niż ja, Najjaśniejszy Panie... zawsze
byłeś.
Awans Roona był zasłużony, zważywszy na jego wprawę i niezawodność, a powinien awansować nawet szybciej, po tym jak przejęcie armii Imperium
przez Rodericka zmiotło wielu niekompetentnych oficerów wysokiego
szczebla. Vinson Roon był logicznym kandydatem na miejsce usuniętego
głównodowodzącego, generała Odma Saxby'ego, a to odwetowe uderzenie było
dlań pierwszą szansą, by udowodnić swoją wartość.
Imperialne Siły Zbrojne były w strasznym stanie po latach zaniedbywania
ich przez Salvadora, nabrzmiałe niezasłużonymi awansami, obfitujące w korupcję i jawną niekompetencję. Po objęciu tronu Roderick przeprowadził
w armii szczegółowy audyt i czystkę.
Imperator wyciągnął dłoń.
- Być może, kiedy wrócisz jako zwycięzca z Kolhara, będziemy mogli
spędzać razem więcej czasu.
- Nie pragnąłbym niczego więcej, Najjaśniejszy Panie. Byliśmy kiedyś
wielkimi przyjaciółmi, czyż nie?
- Tak było.
Roon uśmiechnął się przy uścisku dłoni.
- Kupię brandy.
- Czekam niecierpliwie.
Choć dołożono wszelkich starań, by utrzymać w sekrecie przygotowania do
ataku, Josef Venport miał niewątpliwie szpiegów na Salusie. Gdyby jednak
zaginający przestrzeń transportowiec wystartował w porę, okręty generała
Roona dotarłyby do Kolhara, zanim jakikolwiek statek szpiegowski
podniósłby alarm. Czas był tu kluczowy.
Niemniej jednak, ze szpiegami czy bez, Venport nie był głupcem. Z pewnością przewidywał jakiś rodzaj odpowiedzi Salusy, a Kolhar nie był
pozbawiony groźnych środków obronnych.
Roderickowi spieszno było wyrwać się ze szponów VenHoldu i przywrócić
swoją prawowitą władzę. Niedoświadczone Imperium istniało niecałe sto
lat od upadku opresyjnych rządów myślących maszyn, a Roderick musiał
utrzymywać swój autorytet dla dobra rasy ludzkiej i, co równie ważne,
dla pomszczenia brata.
Generał włożył czapkę i zasalutował, zbierając się do odejścia.
- Wybacz, Najjaśniejszy Panie, ale muszę dopilnować wielu szczegółów,
zanim wyślemy siły uderzeniowe. Szybkość jest najlepszym gwarantem
tajności.
Głos Rodericka stwardniał.
- Zajmij się nim dla mnie, Vinsonie. Będę oczekiwał twego triumfalnego
powrotu.
- Masz moją obietnicę, Najjaśniejszy Panie. Poruszę gwiazdy i planety,
żeby jej dotrzymać.
- Może będziesz musiał to właśnie zrobić.
Są tacy, którzy postrzegają wpływy i władzę raczej jako nagrodę niż
odpowiedzialność. Tacy ludzie nie będą dobrymi przywódcami.
- directeur Josef Venport, wewnętrzna notatka VenHoldu
Kolhar był twierdzą, ale Josef Venport nie pozwalał sobie na
samozadowolenie, czekając na ruch Imperatora. Wiedział, że armia
Imperium uderzy z całą siłą, by go zniszczyć, kiedy tylko pojawi się na
to szansa.
Żeby zwiększyć bezpieczeństwo planety, musiał wycofać liczne dobrze
uzbrojone okręty z floty kosmicznej VenHoldu i umieścić je na orbicie
Kolhara, odciągając tym samym od lukratywnych szlaków komercyjnych.
Zwiększył także moc swoich tarcz planetarnych i liczbę statków
zwiadowczych wokół systemu gwiezdnego.
Teraz, gdy jego siły zajęły pozycje, mógł szukać wyjścia z tego
zamieszania. Gdyby tylko mógł zasiąść z Imperatorem Roderickiem i negocjować jak rozsądni ludzie!
Josef nigdy nie chciał mieć nic wspólnego z tą porażką. Kiedy konieczne
stało się usunięcie tego błazna Salvadora i zastąpienie go na tronie
bardziej kompetentnym bratem, nie przypuszczał, że jego rola w tym
zabójstwie zostanie odkryta. Planował raczej zostać partnerem nowego
Imperatora, ku ich wzajemnej korzyści. Imperium było gotowe do rozkwitu
- gdyby tylko Roderick dostrzegł uzasadnienie.
Był to czas egzystencjalnego kryzysu ludzkiej cywilizacji, historyczna
chwila wymagająca trudnych decyzji - ludzkość nadal budziła się z długiego koszmaru zniewolenia przez myślące maszyny, po którym nastąpiły
chaos i przemoc pociągające za sobą następstwa w rodzaju konserwatywnego
ruchu butlerowców, fanatyków pragnących pozbyć się wszelkich
pozostałości "złej" technologii. Osadzając na tronie człowieka
kompetentnego, Josef zamierzał przysłużyć się ludzkości. Zamiast tego
jednak spowodował nieprzewidzianą katastrofę.
Imperator nie osiągnie niczego, niszcząc VenHold, aresztując Josefa i,
co całkiem prawdopodobne, skazując go na śmierć. Dlaczego Roderick
Corrino nie widzi, ile szkód może spowodować jego zawzięte upieranie się
przy zemście? VenHold powinien zapłacić za zabójstwo - Josef dałby
pieniądze lub przyprawę - po czym międzyplanetarny handel i władza
wróciłyby do normalności.
Venport w głębokiej zadumie pogładził gęste, rude wąsy. Musi być jakieś
wyjście z tej sytuacji!
Zmęczony niekończącym się czekaniem opuścił swoją kwaterę główną,
drapacz chmur o wielu wieżach, i wyszedł pod kopułę nieba. Potrzebował
chłodnego powietrza i widoku podnoszącej na duchu aktywności. Lubił
przypominać sobie, że nadal jest jednym z najpotężniejszych ludzi w Imperium.
Tuż pod wieżą kwatery głównej spotkała się z nim jego żona Cioba. Była
wysoką, elegancką brunetką z rodu potężnych czarodziejek telepatek z Rossaka. Długie włosy opadały jej aż do pasa, a królewska postawa i chłodne zachowanie były rezultatem lat szkolenia w zgromadzeniu żeńskim.
Milcząca, lecz wspierająca go, przeszła z nim przez płytę lądowiska,
która zwykle była pełna statków handlowych i przyprawowców. Teraz jednak
port kosmiczny przypominał poligon. Hałaśliwe tankowce latały tam i z powrotem, zaopatrując w paliwo okręty obrony i promy. Patrolowce
wychodziły na orbitę. Kiedy Josef nabrał tchu, powietrze przyniosło
ostrą woń spalin i szorstkość zimy.
Cioba przystanęła, jakby robiła w myślach obliczenia.
- Kolhar jest tak przygotowany, jak to tylko możliwe, mój mężu. Dopóki
nie opuszczamy gardy, nie dajmy się sparaliżować niepotrzebnemu
strachowi. Jesteśmy silni i bezpieczni.
Josef powtarzał to samo wiele razy, ale nie pozwalał sobie na
odprężenie.
- Zbytnia pewność siebie to większa słabość niż strach i troska. Musimy
być czujni, dopóki nie przetrwamy tego kryzysu.
- Wiem, że go przetrwamy. Mamy zaawansowaną broń, jakiej reszta Imperium
nie może sobie nawet wyobrazić. - Jej usta wykrzywiły się w uśmiechu. -
Broń, która śni się w koszmarach Manfordowi Torondo i jego butlerowcom.
Josef odpowiedział uśmiechem. Przyglądali się trzem mechanicznym
postaciom patrolującym obrzeża portu kosmicznego - wyższym niż niejeden
budynek podobnym do pająków formom kroczącym cymeków. Przybyły dopiero
co z jego tajnego laboratorium na Denali.
Cymeki były zmorą ludzkości - pozbawionymi ciał ludzkimi mózgami
wbudowanymi w opancerzone mechaniczne formy. Pierwotne cymeki zostały
zniszczone pod koniec dżihadu Sereny Butler, ale znakomici naukowcy
Josefa odwzorowali je i odtworzyli. Zamiast zawodnych, głodnych władzy
umysłów te nowe cymeki kontrolowane były przez rozwinięte umysły
niedoszłych nawigatorów. Teraz ci mechaniczni strażnicy patrolowali
obszar wokół kwatery głównej na Kolharze, ich tłoki pracowały, a czujniki szukały jakiegokolwiek zagrożenia.
Kiedy Josef wezwał pojazd naziemny, Cioba nie musiała pytać, dokąd jadą.
Odwiedzanie pojemników rozwijających się kandydatów na nawigatorów stało
się jego codziennym rytuałem, zwłaszcza w miarę narastania napięć.
Jadąc, kręcił z niepokojem głową.
- Zamiast skakać sobie do gardeł, Roderick i ja powinniśmy
współpracować, by pokonać prawdziwego wroga! Ci butlerowscy fanatycy są
dla cywilizacji równie wielkim zagrożeniem jak niegdyś myślące maszyny.
A ten PółManford ma swoje okręty.
Cioba uniosła podbródek.
- Te starożytne okręty nie wystarczą, by cię pokonać! Sto czterdzieści
zaginaczy przestrzeni z czasów Armii Dżihadu. Pomyśl o swoich okrętach,
o swoim monopolu na nawigatorów, o swoich niezmiernie lojalnych
pracownikach. Ponad połowa planet w Imperium zależy w handlu od VenHoldu
i nadal handlują one z tobą, chociaż Imperator ogłosił cię wyjętym spod
prawa. O czym to świadczy? - Obróciła ku niemu swą klasycznie piękną
twarz i uniosła brwi. - Masz więcej statków, więcej władzy i więcej
wpływów niż ktokolwiek, nawet Corrinowie. Gdyby ludzie musieli
decydować, wybraliby jakąś postać na tronie na dalekim Salusie
Secundusie czy raczej regularne transporty żywności i przyprawy?
Wiedział, że żona ma rację. Poprowadził pojazd przez grzbiet, a potem w dół, w szeroką nieckę doliny wypełnioną setkami pojemników. Każdy z nich
mieścił kandydata na nawigatora. Kiedy zatrzymał się wśród zamkniętych
pojemników, Cioba schyliła się i pocałowała go w policzek.
Szli między grubościennymi komorami wypełnionymi stężonym gazem
przyprawowym. Przez ciemne plazowe okna i wirujące wewnątrz opary Josef
widział zmutowane postacie podlegające ciągłym myślowym zawirowaniom
poszerzającym ich umysły. Żaden niezmodyfikowany umysł nie mógł ogarnąć
obliczeń zaginania przestrzeni i prekognicji koniecznych do
przeprowadzenia statku przez pustkę kosmosu, ale umożliwiała to jego
transformacja pod wpływem przyprawy.
Josef podziwiał tych dziwacznych, ale też dziwnie imponujących
nawigatorów. Gdyby nawet okręty Imperatora najechały Kolhara, będą ślepe
i bezradne, bo nie mają nawigatorów. Starodawne nadświetlne jednostki
zapewniały względne bezpieczeństwo przemierzania kosmosu, ale były też
niezmiernie powolne - potrzebowały tygodni czy miesięcy na podróże
między systemami gwiezdnymi. Okręty VenHoldu natomiast były szybkie i bezpieczne.
Przystanęli z Ciobą przed wielką centralną komorą spoczywającą na
marmurowej platformie i podobną do świątyni. Josef z radością ujrzał, że
Norma Cenva, jego prababka, jest w komorze, otoczona snami przyprawowymi
i nieskończonymi możliwościami sięgającymi daleko we wszechświat.
Przed ponad stu laty Norma została pierwszym nawigatorem. Chociaż była
kimś więcej niż zwyczajnym człowiekiem, utrzymywała kontakt z Josefem i zachowywała dla własnych celów świadomość polityki imperialnej.
- Kiedy stawką jest rasa ludzka, czuję przerażające zobowiązanie -
powiedział Josef do Cioby, chociaż podejrzewał, że Norma ich
podsłuchuje. - Jako jedyny zachowuję rozsądek i mogę nas uratować. Muszę
pozostać przy życiu i zwyciężyć. Roderick nie przełamie naszej obrony,
a przy wszystkich moich komercyjnych powiązaniach jak Imperium długie i szerokie mogę pociągać za sznurki i wymusić decyzje przekraczające jego
możliwości.
Choć Norma pomagała w umacnianiu Venport Holdings, Josef wiedział, że
jej głównym celem jest tworzenie nawigatorów. Potrafiła zaginać
przestrzeń samą tylko siłą umysłu i podróżować dokąd chciała, podczas
gdy wszyscy inni nawigatorzy musieli korzystać z wielkich statków z silnikami Holtzmana. Czasami jej komora znikała na całe dnie w tajemniczych sprawach, teraz jednak Cenva pozostawała tutaj, medytując i obserwując.
Potrzebując odpowiedzi, Josef podszedł do zbiornika i zapytał bez
wstępów:
- Co o tym myślisz, babciu? Jeżeli jestem potężniejszy niż Imperator
Roderick, powinienem kryć się tu i wzmacniać obronę czy też myśleć o czymś większym?
Norma przemówiła śpiewnym głosem przez mikrofon komory:
- Masz władzę i możliwość objęcia tronu... jeżeli tego właśnie pragniesz.
Zdziwił się, słysząc ją mówiącą to. Niektórzy snuli fantazje o byciu
wielkimi władcami, ale Josef zawsze uważał się za człowieka interesu,
wytrawnego handlowca, nie za kogoś zainteresowanego wielką karierą
polityczną.
- Wiesz, że nie tego pragnę. Chcę, żeby to Roderick był Imperatorem, i to rozsądnym. Osadziłem go na tym tronie, do diaska! Chciałem, żeby był
silny i mądry... i żeby prosił mnie o radę! Mam własne imperium handlowe.
W moich bankach planetarnych przelewają się pieniądze, które powierzyli
mi deponenci. Prowadzę ogromne operacje przyprawowe na Arrakis, chociaż
ten głupiec Salvador usiłował je przejąć. Dla mnie polityka jest tylko
narzędziem załatwiania interesów, niczym więcej. - Westchnął. - Zostałem
jednak zapędzony do rogu. Jesteśmy w zwrotnym punkcie cywilizacji, a jeśli Imperator Roderick nie zrobi tego, czego się od niego wymaga, czy
to właśnie ja muszę go zastąpić? - Zastanawiał się, ale wciąż nie
widział jasnej odpowiedzi. - Chciałbym raczej wrócić do sytuacji sprzed
roku, kiedy mogłem się skupić na unicestwianiu barbarzyńców Manforda.
- I na naszych operacjach przyprawowych... dla moich nawigatorów - dodała
Norma. - Powinniśmy raczej udać się na Arrakis, niż pozostawać tutaj. Ty
i ja.
- Zrobimy to wkrótce, babciu.
Już planował długo odkładaną podróż inspekcyjną, musiał jednak
dopilnować tu ostatnich kilku szczegółów.
- Wkrótce - powiedziała z naciskiem Norma - nas tam zabiorę.
Josef poczuł przypływ rozczarowania. Podczas gdy Imperator marnował czas
i środki, starając mu się odpłacić, fanatyczni butlerowcy bez przeszkód
niszczyli postęp, który tak wiele go kosztował.
Cóż, podjął już działania. Umacniał obronę Kolhara, ale oddelegował też
ważną grupę sił specjalnych do ataku na Lampadasa, kwaterę główną
butlerowców. Może gdy jego niezwyciężone cymeki zarżną tego plugawego
kalekę, będzie naprawdę usatysfakcjonowany.
- Podjąłeś już decyzję - powiedziała Norma swym zniekształconym głosem.
- Przyszedłem tu szukać twojej rady, babciu.
- Podjąłeś już decyzję - powtórzyła Norma i już nie odpowiadała.
Wybieram sojuszników najlepiej jak potrafię, ale to Bóg wybrał mego
wroga - wroga całej ludzkości. Sam Bóg jest moim najwierniejszym
obrońcą. Po cóż mi jesteś potrzebny?
- Manford Torondo do Imperatora Salvadora Corrino
Draigo Roget, przywódca mentatów Josefa Venporta, przybył szybkim
okrętem VenHoldu o poszyciu, które czyniło go niewidzialnym dla
butlerowskich patroli orbitalnych. Przy swym uzbrojeniu ta mała
jednostka mogła zniszczyć nawet dziesięć okrętów starego typu używanych
przez fanatyków.
Draigo nie przybył jednak na Lampadasa, by walczyć z planetą pełną
barbarzyńców, nie w tej chwili. Tym razem był tylko pilotem
doświadczalnej misji, która mogła wyeliminować to zagrożenie dla
cywilizacji. Miał zademonstrować moc nowych cymeków.
Lampadas... Został tu wykształcony w Szkole Mentatów i nauczył się
nienawidzić Manforda Torondo i jego zwolenników, ekstremistów, którzy
zinfiltrowali, a potem zniszczyli tę wielką szkołę. Butlerowcy ucięli
głowę jego mentorowi i dyrektorowi tej instytucji Gilbertusowi
Albansowi. Draigo nigdy im tego nie wybaczy.
Nie mogąc uratować Gilbertusa, Draigo zdołał uciec z Anną Corrino i z pamięcią rdzeniową Erazma, osławionego robota odpowiedzialnego za tyle
okrucieństw i zniszczeń podczas dżihadu Sereny Butler. Teraz Anna była
cenną kartą przetargową, a Erazm głównym źródłem informacji dla
naukowców z Denali; razem gwarantowali zwycięstwo dyrektora Venporta,
triumf rozumu nad fanatyzmem, cywilizacji nad barbarzyństwem.
Ostatecznie o to toczył się ten konflikt. Rozumiał to każdy człowiek
Venporta.
Dziś wieczorem cymeki Draiga napełnią nieprzyjaciela grozą, a może nawet
zabiją Manforda Torondo, co raz na zawsze zneutralizowałoby fanatyków.
Ale jeśli nie, okażą swoją straszliwą moc, a wielu naukowców dyrektora
Venporta chciałoby to zobaczyć.
Z trzech cymeków w ładowni okrętu Draiga dwa były kierowane przez
ulepszone mózgi nawigatorów, trzeciego zaś kontrolował Ptolemeusz,
pierwszy dobrowolny nowy cymek, geniusz wiedziony nienawiścią do
Manforda Torondo. Ptolemeusz porzucił swą słabowitą ludzką postać,
zamieniając ją na takie mechaniczne ciało, które przypadło mu do gustu.
Potężne, niszczycielskie ciało.
Manford z pewnością przysporzył sobie wielu wrogów.
Bezpieczny na orbicie nad spokojną planetą, pewny, że systemy uchronią
go przed wykryciem przez prymitywne okręty butlerowskie, Draigo
przygotowywał się do misji. Pojemnik z mózgiem Ptolemeusza został
zainstalowany w jego formie bojowej, podczas gdy dwa cymeki kierowane
przez nawigatorów wprowadzały swe formy kroczące do pancernych kapsuł
zrzutowych. Mózgi nawigatorów pozostawały ciche i zamyślone, ale
trzymały się poleceń. Po sprawdzeniu myślowodów Roget oznajmił, że
wszystkie trzy maszyny są gotowe do zrzutu.
Ptolemeusz podniósł rękę o wielu szponach i zacisnął długie, ostre
nożyce.
- Ten sadystyczny potwór spalił żywcem mojego przyjaciela i zmusił mnie,
bym na to patrzył. Manford Torondo musi umrzeć.
- Usiłował też zniszczyć ludzki intelekt i postęp. Ten człowiek zasiał
wiele ziaren nienawiści, a my wszyscy chcemy wziąć udział w żniwach. -
Draigo uśmiechnął się do mózgu zawieszonego w jasnoniebieskim
elektrofluidzie, nim zamknięta została ostatnia płyta kapsuły. Byli
gotowi do zrzutu. - To wasza szansa.
Odpowiedzialność za losy ludzkości była brzemieniem, którego Manford
Torondo nie przyjął chętnie, ale zrobił to mimo wszystko. Czy miał jakiś
wybór?
Obecny kryzys w Imperium był czymś więcej niż walką o bogactwa naturalne
albo terytoria. Po całych stuleciach w niewoli myślących maszyn ludzkość
była wreszcie wolna, wyrwała się ze szponów technologii. Odrodzeni,
ludzie mogli wrócić do jakiegoś nowego Edenu - ale tylko wtedy, gdyby
zdecydowali się to zrobić. O ile nie zniszczą ich własne słabości.
Kłamcy pokroju Josefa Venporta chcieli raz jeszcze zniewolić ludzkość, a jej radosnego ducha poddać znów maszynom! Po zakończeniu dżihadu Rayna
Butler - ukochana mentorka i nauczycielka Manforda - poprowadziła ludzi
właściwym szlakiem, ale taka droga nie mogła obyć się bez przemocy i oporu ani bez tych, którzy rzucali bomby na tłumy przeciwników...
Dławiąc gniew, późną nocą Manford siedział wyprostowany w wyściełanym
fotelu i patrzył na swoje ciało, które kończyło się poniżej bioder. Ta
deformacja czasami go szokowała, nawet teraz, całe lata po eksplozji,
która prawie go zabiła, pozostawiając ledwie połowę człowieka. "Ale za
to po dwakroć przywódcę!" - jak krzyczeli jego lojalni zwolennicy
podczas wieców.
Przyszłość była tak niepewna, a ciężar na jego sercu tak wielki. Jakże
by chciał, żeby mądra Rayna nadal tu była, by prowadzić ten ruch! Tak
bardzo ją kochał! Czuł, że po policzkach ciekną mu gorące łzy.
Anari Idaho, jego lojalna i zawzięta mistrzyni miecza, dostrzegła te łzy
i podeszła bliżej, strapiona. Dla Manforda rzuciłaby się na każdego
wroga, oddała życie, by go ratować. Teraz wyglądało na to, że chce go
bronić przed jego uczuciami.
Anari była potężnie zbudowaną kobietą wyszkoloną przez mistrzów miecza z Ginaza. Od lat opiekowała się Manfordem w jego prostej chacie z kamieni
polnych na Lampadasie. Ściany wewnętrzne były wyposażone w poręcze i uchwyty, by Torondo mógł się poruszać dzięki silnym mięśniom górnej
części ciała. Kiedy chciał ukazać imponującą postać wiwatującym tłumom
albo nieprzyjaciołom, korzystał z uprzęży na ramionach Anari. Nie czuł
się wtedy gorszy od innych ludzi, przeciwnie - wydawał się
najpotężniejszym człowiekiem w Imperium.
Jego prawdomówczyni, siostra Woodra, przyszła porozmawiać z nim, ale nie
zauważyła jego posępnego nastroju i zarzuciła go swoimi troskami.
- Imperator Roderick wciąż uważa, że odpowiadamy za zniknięcie jego
siostry po opanowaniu Szkoły Mentatów. - Jej głos miał w sobie coś
irytującego. - Musisz go przekonać, przywódco, że Anna Corrino musiała
jakoś uciec.
- Nie mamy nic wspólnego z jej zniknięciem, czy Imperator wierzy w to
czy nie. - Manford podejrzewał, że lekkomyślna dziewczyna została
pożarta przez smoka bagiennego, gdy próbowała wyrwać się z oblężenia. -
Na szczęście gniew Imperatora zwrócił się przeciw Josefowi Venportowi.
Wcale mnie to nie martwi. - Nie mógł przestać myśleć o tym, że to jakiś
tajemny cud.
- Być może - przyznała Anari - on jednak nigdy nie zapomni, że tłum
butlerowców zabił jego córkę. Wystarczy mu gniewu i na nas.
- To był wypadek, nic więcej - powiedziała lekceważąco Woodra, jak gdyby
myślała, że sprawa jest zakończona. - Nie możemy być o to obwiniani.
- A mimo to będzie nas obwiniał - odparła mistrzyni miecza.
- Przymierza mogą znów się zmienić - rzekł Manford. - Rodericka Corrino
trzeba przekonać, by zobaczył swoje przeznaczenie w roli naszego
sprzymierzeńca... najchętniej rozsądnymi namowami, ale jeśli będzie
trzeba, siłą.
Siostra Woodra wyciągnęła rejestry i spisy, które chciała szczegółowo
omówić, ale Manford nie miał teraz na to siły. Wyczuwając znużenie swego
pana, Anari posłała Woodrze karcące spojrzenie.
- Wystarczy tych spraw. Manford potrzebuje odpoczynku i medytacji. Jak
inaczej moglibyśmy oczekiwać, że będzie nam przewodzić?
Opryskliwa prawdomówczyni pokręciła nosem na tę odprawę.
- Powodzenie naszego ruchu zależy tak samo od szczegółów jak od silnego
przywództwa. I musimy znaleźć czas na te szczegóły.
Woodra została wyszkolona w zgromadzeniu żeńskim, zanim straszliwa
schizma rozdarła tę szkołę. Manford wiedział, że jest tak żarliwą
przeciwniczką technologii, jak każdy z jego zwolenników. Okazała się też
cennym nabytkiem nie tylko jako prawdomówczyni, ale także jako doradca.
Była jednak szczera i brakowało jej finezji. No i czasami męczyła go.
Teraz właśnie był zbyt wyczerpany, bez względu na jej nalegania.
- Anari ma rację. Jestem zmęczony. Zabierz mnie do sypialni.
Mistrzyni miecza podniosła go, jakby był psiakiem, i ciężko stąpając,
poszła ku jego prywatnym pokojom, gdzie umieściła go na wąskim łóżku.
Otworzyła okno, żeby wpuścić świeże nocne powietrze.
Empok, stolica Lampadasa, iskrzył się ciepłymi oranżowymi światłami
niezliczonych prostych budynków. Owady śpiewały ciche pieśni, a planeta
wydawała się zwodniczo spokojna, gdy Manford układał się do
kontemplacyjnego snu. Dopóki grzmiący ryk nie wstrząsnął ciemnością.
Jakieś ciężkie obiekty przedzierały się przez atmosferę spowite
płomieniami. Trzy pociski uderzyły w grunt za Empokiem.
Anari wszczęła alarm i wtargnęła do sypialni, by go chronić.
Ludzie wybiegli z domów sprawdzić, co zaszło, a potem podnieśli krzyk
trwogi. Trzy miejsca uderzeń kipiały złowrogo, oświetlone białą i oranżową poświatą i podkreślone pulsującymi cieniami. Osłony kapsuł
otworzyły się niczym wyszczerbione płatki opancerzonych kwiatów, a potem
wyłoniły się z nich mechaniczne formy. Ciężkie, poruszane tłokami nogi
niosły najeżone bronią kadłuby, z których każdy zawierał pozbawiony
ciała ludzki mózg. Trzy górujące nad domami cymeki rozpoczęły marsz na
miasto.
Gdy Anari wyciągnęła Manforda z łóżka, zobaczył przez okno odległy ruch
i zrozumiał, że wrogowie przyszli po niego.
Trzymając go, mistrzyni miecza powiedziała:
- Ocalę cię.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki