Chociaż Nata z Piotrkiem uwielbiali spędzać czas w Miotlej Górze, nie mogli się doczekać wyjazdu do Francji. Całymi dniami przesiadywali nad rzeką, planując wymarzone wakacje i wszystkie rzeczy, które będą robić wspólnie z Sofiją. Spakowani byli już tydzień przed zakończeniem roku szkolnego. Nata codziennie zaglądała do walizki, wielokrotnie się upewniając, że wszystko zabrała.
Trzy dni przed podróżą Trzykrotki spotkały się w kuchni Pelagii, żeby omówić ostatnie szczegóły i zjeść kolację wyczarowaną w samopiecu. Pelagia zazwyczaj przygotowywała coś nietypowego: zapiekankę z kwiatów polnych, grzyby z sosem truskawkowym czy pistacjowy omlet z rodzynkami. Nata z Piotrkiem bardzo ostrożnie próbowali tych nietypowych dań i zazwyczaj prosili jednak o naleśniki, które byli w stanie jeść niemal codziennie. Pelagia z radością wyczarowywała je na swojej magicznej patelni.
Na talerzach Pelagii i Pauliny właśnie wylądował gorący gruszecznik z solidną porcją lodów miętowych.
Spóźniona Patrycja stanęła na progu kuchni.
- Musicie coś zobaczyć!
Siostry spojrzały na Patrycję zdumione, niechętnie odrywając się od jedzenia. Nawet lama Łucja wlepiła w nią swoje wielkie oczy, podnosząc pysk znad talerza, na którym leżał olbrzymi kawał pachnącego ciasta. Jej mina mówiła: "Serio? Właśnie teraz, kiedy mam przed nosem coś tak wspaniałego?".
- Dopiero nałożyłyśmy sobie deser - zaprotestowała Paulina.
- I nie dziwi was, że Lukrecjusz nie wsadził jeszcze w niego nosa? - zapytała Patrycja, przechylając głowę.
Rzeczywiście, brak Lukrecjusza w kuchni, kiedy właśnie upiekło się ciasto, był dosyć dziwny. Zaintrygowane czarownice podniosły się z krzeseł i ruszyły za Patrycją. Łucja zawahała się przez chwilę, chapsnęła cały kawałek ciasta naraz i popędziła za nimi, stukając kopytami.
Siostry przeszły przez korytarz i ostrożnie uchyliły niedomknięte drzwi niewielkiego pokoju, na środku którego stała sofa. Mebel był w całości przykryty kolorowymi poduszkami i kocami. Przypominał bardziej posłanie bajkowej księżniczki na ziarnku grochu niż... kocie legowisko. Niedawno Lukrecjusz zdecydował się przenieść do domu Pelagii, żeby być bliżej - jak to określił - całkiem nieźle zaopatrzonej kuchni. Przez lata mieszkał u Pauliny, jednak codzienne krążenie między domami sióstr, żeby regularnie opróżniać lodówkę Pelagii ze smakołyków, przestało mu odpowiadać.
Trzykrotki przez chwilę milczały zaskoczone, przyglądając się, jak czarny kocur wrzuca do walizki kolejne rzeczy: poduszkę, książki, chipsy, parówki, mleko w kartonie, ciasteczka i batony. Liczba produktów spożywczych, zgromadzonych w stojącej pod oknem szafce, była doprawdy imponująca. Najwyraźniej Lukrecjusz znosił je tutaj już od jakiegoś czasu.
- Co ty robisz? - wyjąkała zdumiona Paulina.
Kocur wyglądał na zaskoczonego. Ewidentnie przyłapano go na czymś, co chciał ukryć, jednak już po kilku sekundach odzyskał pewność siebie.
- Pakuję się! To chyba oczywiste! - Prychnął i dodał: - Plucja, nawet nie próbuj tu wchodzić, nie znajdziesz tu niczego dla lam! - ostrzegł.
Łucja, zwana przez kota Plucją, zamrugała i zatrzymała się na progu, strzygąc uszami.
- No tak... ale dlaczego się pakujesz? - dopytywała Paulina.
- Przecież wyjeżdżamy za kilka dni! Czy tylko ja o tym pamiętam? Chcę mieć pewność, że niczego nie zapomniałem! Plucja, widzę to kopyto, do tyłu z nim! Znasz zasady, to mój teren!
Łucja była już jedną nogą w pokoju, jednak po chwili wahania zdecydowała się wycofać. Od niedawna między nią a kotem obowiązywał długo negocjowany przez Trzykrotki pakt o nieagresji i niewchodzeniu do pokoi, które zajmowało każde z nich. Lama nie chciała być pierwsza, która go złamie, chociaż miała pewne podejrzenia co do uczciwości drugiej strony...
Siostry wpatrywały się w kota z niedowierzaniem. Lukrecjusz nie cierpiał wyjeżdżać. Był domatorem, jakiego świat nie widział! Na każdą, nawet najkrótszą podróż trzeba go było długo namawiać, a potem i tak jechał obrażony i nieszczęśliwy. Sabotował wszystkie przygotowania, a pakowanie odkładał na ostatnią chwilę. Udawał chorego, rannego i umierającego, żeby tylko nigdzie nie pojechać. Raz nawet sfingował swoje porwanie i wyprawił do Trzykrotek nieświadomą niczego Łucję z żądaniem okupu przyklejonym do jej futra. Siostry sądziły, że również tym razem będą musiały użyć podstępu, żeby zabrać Lukrecjusza do Francji. Miały już nawet przygotowany plan. Na kilka dni przed wyjazdem spodziewały się wszystkiego, ale nie tego, że Lukrecjusz dobrowolnie zacznie się pakować! Kot wpatrywał się w nie wyczekująco.
- No? Długo będziecie tu stały? Czy naprawdę widok kota wkładającego swoje rzeczy do walizki jest taki dziwny? Suzi też już się spakowała i jakoś nikt nie robi z tego sensacji - zauważył.
Czarownice nie wiedziały, co na to odpowiedzieć, więc wycofały się do kuchni. Chociaż nie powiedziały tego przy kocie, to były zgodne, że należy dokładnie zbadać całą sprawę.
- Co o tym sądzicie? - zapytała Paulina, kiedy z powrotem usiadły przy stole.
- On coś knuje, to więcej niż pewne - zawyrokowała Patrycja.
Lama tylko parsknęła i pokiwała głową. Chociaż nie była gadającym zwierzęciem jak Lukrecjusz, rozumiała bardzo wiele z tego, o czym mówią czarownice. Na wszelki wypadek odwróciła łeb i dokładnie obejrzała futro, żeby sprawdzić, czy niczego tam nie przyklejono.
- Dobrze byłoby się dowiedzieć, o co chodzi, zanim wsiądziemy do pociągu - zauważyła Pelagia. - Potem może być już za późno na odkręcenie pewnych spraw...
- Myślicie, że naprawdę zamierza dobrowolnie z nami pojechać? - zapytała Patrycja.
- Jeżeli tak, a wszystko na to wskazuje, na pewno ma w tym jakiś interes... - zauważyła Paulina.
- Musimy zapytać Suzi, może ona coś wie? Widzieliście ją? - zapytała Pelagia.
- Zdaje się, że poszła z Natą i Piotrkiem nad rzekę. Niedługo powinni wrócić - wyjaśniła Paulina.
Biała kotka, w przeciwieństwie do Lukrecjusza, wszędzie chodziła za dziećmi. Czarownice miały wrażenie, że stale pilnuje Naty, co było im bardzo na rękę.
- Chyba już ich widzę - powiedziała Pelagia, patrząc w stronę okna.
Tymczasem Lukrecjusz, jak gdyby nigdy nic, pojawił się w kuchni i skierował prosto w stronę lodówki.
- Chipsożercy nadciągają! I wy się dziwicie, że chowam zapasy... - rzucił wyjaśniającym tonem, a potem wskoczył na lodówkę i wsadził łapę między nią a ścianę.
- Teraz tam wszystko znosisz? - jęknęła Pelagia.
- Dywersyfikacja ryzyka! Im więcej schowków, tym lepiej. Mieszkanie z dwójką dzieci to trudny czas dla takiego smakosza jak ja - zauważył.
Łucja prychnęła, co nie umknęło uwadze Lukrecjusza. Pokazał jej język, chwycił chipsy i pospiesznie wybiegł z kuchni.
Kiedy tylko dzieci dotarły do domu i razem z Suzi zjadły kolację, Trzykrotki zaczęły wypytywać kotkę.
Nata z Piotrkiem, chociaż nic nie rozumieli z jej miauczenia, przyglądali się temu z dużym zainteresowaniem. Dziewczynka miała nadzieję, że jej babcia, która była słynną badaczką magicznych zwierząt, będzie potrafiła sprawić, aby Nata też mogła je rozumieć. Z nikim nie podzieliła się jeszcze tym marzeniem, bo chciała najpierw sama wypytać o to Matyldę. Poza tym była niemal pewna, że nie spodobałoby się to jej mamie, która na wszelkie kontakty Naty z magią reagowała niemal alergicznie.
- Wiesz, co knuje Lukrecjusz? - zapytała Paulina, przysuwając swoje krzesło do parapetu, na którym rozsiadła się Suzi.
Kotka przestała czyścić futerko i spojrzała na nią z zaciekawieniem.
Nata z Piotrkiem również zaczęli się uważnie przysłuchiwać temu, co mówiły Trzykrotki.
- To zależy, o co pytasz. Na pewno stale kombinuje, jak przejąć władzę na światem i wszystkimi lodówkami albo zostać dyrektorem fabryki parówek... Ostatnio próbował też przetransportować łóżko Pauliny do domu Pelagii, bo podobno jest wygodniejsze niż jego sofa...
- No nie wierzę! - oburzyła się Paulina.
Patrycja nie dała się zbić z tropu i doprecyzowała:
- Raczej chodziło mi o jego plany związane z naszą podróżą... Wspominał ci coś?
Kotka pokręciła głową.
- Przecież wiecie, że jestem ostatnią istotą, z którą podzieliłby się swoimi sekretami, nawet Łucja mnie wyprzedza pod tym względem. Ale... - Tu kotka tajemniczo zawiesiła głos. - Udało mi się co nieco podsłuchać...
- A co konkretnie? - Teraz również Patrycja przysunęła swój stołek bliżej parapetu.
- Nie uwierzycie... - zaczęła.
- Zapewniam cię, że uwierzymy! Nie ma takiego numeru, którego Lukrecjusz nie byłby w stanie wywinąć, żeby tylko uniknąć podróży - wtrąciła Patrycja.
- Ale on chce jechać! I nawet jest już umówiony na spotkanie z jakąś osobą w Lil!
- W Lil? - zdziwiły się Trzykrotki.
- Tak, przecież Lil leży na naszej trasie do Francji. Czy przypadkiem same nie rozważałyście, żeby się tam zatrzymać?
- Tak, myślałam o tym - przyznała Paulina. - Chciałam odwiedzić dawną znajomą, już wiele razy jej to obiecywałam. Nasza wyprawa do Francji jest mi bardzo na rękę, ale nie zdążyłam wspomnieć Lukrecjuszowi, że chciałabym zatrzymać się tam na jeden dzień!
- Najwyraźniej on zaplanował to już za ciebie. Nie wiem, co zamierza, czy zepsuć pociąg, czy zmordować maszynistę, ale na pewno chce wysiąść w Lil.
Trzykrotki zamilkły.
Nata, która zrozumiała tylko część tej rozmowy, wykorzystała chwilę ciszy, żeby dopytać.
- Co to jest Lil?
- To miasto zamieszkałe tylko przez czarodziejów. Znajduje się mniej więcej w jednej trzeciej naszej drogi do Francji. Dzięki magii ludzie nie znają jego położenia i sami nie potrafiliby się do niego dostać - wyjaśniła Paulina.
Nacie aż zaświeciły się oczy.
- Byłyście tam kiedyś?
- O tak, wielokrotnie! Wszyscy czarodzieje bywają tam od czasu do czasu, żeby załatwić różne sprawy. Przez kilka lat pracowałam w tamtejszej bibliotece, ale to stare dzieje, sprzed ponad dwustu lat! - wyjaśniła Paulina.
- Czyli zatrzymamy się tam po drodze? - Nata aż wstrzymała oddech z przejęcia.
Paulina pokiwała głową.
- Na to wygląda.
- Jeżeli jednodniowy przystanek w Lil ma być ceną naszego spokoju na tych wakacjach, to z chęcią na to przystanę - zgodziła się z nią Pelagia.
- A nie martwi was, co knuje Lukrecjusz? - zapytała czujnie Patrycja.
- Martwi - odparła z zadziwiającym spokojem Paulina. - Ale obawiam się, że nie dowiemy się niczego więcej, jeżeli z nim nie pojedziemy i same się nie przekonamy. Poza tym, jeżeli chodzi tylko o wizytę w Lil, to z chęcią pozwolę mu na takie knucie!
- Skoro on się już spakował, pora zrobić to samo - podsumowała Pelagia i siostry zaczęły dyskutować o tym, co trzeba zabrać.
Dopiero tuż przed północą wszyscy opuścili kuchnię Pelagii. Prawie wszyscy, bo Suzi już dawno usnęła na parapecie, a Łucja pod stołem.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki