Rozdział 2
Pierwszy dzień w Sandomierzu zawsze będzie się kojarzył Joasi z zapachem świeżo skoszonej trawy, smakiem młodego wina, ciepłą nocą i odgłosami życia, jakie dochodziły do niewielkiej rezydencji Natalii w centrum miasta, gdzie znajdował się rynek, ogródki piwne i masy przesiadujących w nim turystów. Będzie pamiętać również kaca z następnego dnia rano, ale takie rzeczy już wcześniej jej się zdarzały, kiedy jako bardzo młoda pisarka uważała, że trzeba bywać na tych wszystkich spotkaniach literackich z uznanymi pisarzami, którzy zazwyczaj byli starszymi panami uwielbiającymi, gdy pieściło się ich ego. Zwłaszcza gdy robiła to młoda, aspirująca pisarka. Na szczęście czasy ostatnio się zmieniły, Joasia nie zdążyła się zestarzeć, a ci panowie w większości odeszli już do lamusa, nierzadko ciągnąc za sobą smugę seksualnych afer. Tak, w literaturze zdecydowanie nastał teraz czas kobiet i Joasia idealnie się w ten moment wpisała, zwłaszcza że tworzyła powieści, w których stawiała głównie na opisywanie kobiecych emocji, co podobało się samym kobietom, choć wśród jej fanów byli również mężczyźni. Nawet nie chciała myśleć, gdzie byłaby teraz ze swoim pisarstwem, gdyby to wciąż panowie narzucali trendy, sposoby narracji i kierunki myślenia o literaturze. Owszem, sytuacja nie była do końca tak idealna, ale zdecydowanie lepsza niż jeszcze dziesięć lat temu.
Będzie też pamiętać tamtego mężczyznę, z którym w połowie imprezy zorganizowanej z okazji jej przyjazdu przez Natalię, usiadła na ogrodowej huśtawce i nie zeszła z niej aż do momentu, gdy na horyzoncie pojawiły się pierwsze oznaki świtu.
Zaczęło się od tego, że poczuła znużenie przyjęciem, ilością wypitego wina, a także towarzystwem nieznanych osób, z których żadna nie sprawiała wrażenia wyjątkowej. Miała swoisty radar pomagający jej rozpoznawać interesujących ludzi, wystarczyło, że coś powiedzieli, jakoś wyjątkowo się zachowali, a Joasia od razu pragnęła się do nich zbliżyć, usłyszeć ich historię, poznać radości i smutki. A potem wykorzystać w jakiejś powieści. Była więc poniekąd swoistym wampirem, wysysała z ludzi ich historie, a oni nawet nie byli tego świadomi. Czy to cecha prawdziwej pisarki?
Jednak tym razem początkowo radar zdawał się nie działać. Aż nagle dostrzegła tamtego samotnego mężczyznę na huśtawce. Coś jej podpowiedziało, że powinna do niego podejść.
- Hej, mogę się przysiąść? - spytała i nie czekając na odpowiedź, usiadła na huśtawce, która lekko się rozbujała.
- Jasne, każdy może się przysiąść - powiedział mężczyzna i przytrzymał Joasię za przedramię, bo bujanie, a także szumiące już w jej żyłach wino sprawiły, że ledwo usiadła, a już zaczęła się zsuwać do przodu.
- Joasia - przedstawiła się i wyciągnęła dłoń do nieznajomego.
- Pisarka z Warszawy? - spytał bez złośliwości. - Damian.
Pisarka. Joasia się uśmiechnęła. Lubiła, gdy tak o niej mówiono, w końcu ciężko sobie na to zapracowała. Owszem, była pisarką i była z tego dumna.
- Właściwie tak, teraz z Warszawy. Ale nie zawsze tam mieszkałam.
- Spoko. Nie zawsze pewnie byłaś też pisarką.
- No nie. A ty? Czym się zajmujesz?
- Jestem fryzjerem. Tu, w Sandomierzu.
Joasia spojrzała uważniej na Damiana. Miał wypielęgnowane dłonie, duże niebieskie oczy, nad którymi piękne łuki brwiowe musiały być wyregulowane, żaden mężczyzna o nie tak nie dba. Gładka cera, aż nazbyt idealnie dobrane do siebie spodnie i koszula, rozpięta niemal do pępka, przy okazji ukazująca piękną klatkę piersiową. A do tego pełne usta, jakby stale gotowe do pocałunku. Joasia poczuła, iż sama mogłaby złożyć na nich swoje usta. Dawno już nie była z mężczyzną, czasem brakowało jej po prostu fizyczności, splotu dwojga ciał, które połączyło pożądanie, ciepła drugiej osoby, uczucia, że świat jest piękny, nawet jeśli akurat panuje najgorsza zima z długimi, ciemnymi porankami i wieczorami.
Poczuła, że mogłaby zarzucić Damianowi ramiona na szyję i zacząć się z nim całować, gdyby nie... lęk. Przestraszyła się nie tego, co mogłaby zrobić, ale konsekwencji. Nie miała szczęścia do mężczyzn, z jakichś niezrozumiałych dla niej powodów zwykle ją ranili, porzucali, odchodzili do innej, czasem nie siląc się nawet na wytłumaczenie. Dlatego ich nie rozumiała. Jak można odejść i niczego nie wyjaśnić? Na pewno nie chodziło o jej wygląd. Przecież była atrakcyjna, nie tylko fizycznie, kiedyś nawet jeden z jej partnerów ciągle powtarzał, że ma piękny umysł i że otworzyła nieznane drogi dla jego umysłu. Coś jednak musiało być z nią nie tak, że nawet tamten ją zostawił. Nie podbudowywało to jej poczucia wartości, zwłaszcza że bywały okresy w jej życiu, gdy miała bardzo niskie mniemanie o sobie, nawet gdy zaczynała odnosić sukcesy. Tak, mężczyźni, którzy stawali się jej bliscy, potrafili jednocześnie być dla niej wyznacznikiem poziomu jej wartości, przeglądała się w ich oczach i jeśli widziała blask, dopiero wtedy czuła się dowartościowana. Zdawała sobie sprawę z tego, że tak nie powinno być, ale to było silniejsze od niej. Ktoś, gdzieś, kiedyś popełnił błąd w jej wychowaniu - nawet wiedziała kto i jaki - ale nie potrafiła się od tego uwolnić, mimo że kiedyś myślała, że to jej się udało.
Po tylu życiowych porażkach zaczynała się bać, że każdy kolejny mężczyzna pojawia się obok niej tylko po to, aby ją zranić. Z jednej strony więc ubolewała trochę nad brakiem emocji w swoim życiu, z drugiej zaczynała się obawiać, że już nigdy więcej nikomu nie zaufa.
Ale w przypadku Damiana to nie miało znaczenia. Szybko zdała sobie sprawę, że niepotrzebnie czuje lęk, że nie ma sensu rzucać się na niego, choćby nie wiadomo jak wygłodniałe były jej usta, że nawet najbardziej namiętnym pocałunkiem nie zrobi na nim wrażenia. Damian bowiem był gejem, przynajmniej to Joasia nauczyła się właściwie rozpoznawać. A może po prostu chodziło o to, że nie krył się ze swoją orientacją? Przecież manifestował to we wszystkim, w stroju, w gestach, w sposobie mówienia. Joasia pomyślała, że tak właśnie powinno być, ludzie mają prawo do wyrażania siebie w sposób, jaki uznają za słuszny i naturalny dla nich.
- To może skorzystam z twoich usług? Niedawno skończyłam pracę nad książką, przez kilka miesięcy nie byłam ani u kosmetyczki, ani u fryzjera.
- Mógłbym ci trochę rozjaśnić ten brąz, wygląda jak czarny, a w jaśniejszym odcieniu byłoby ci zdecydowanie lepiej.
Joasia miała intuicję, od razu wyczuwała, gdy ktoś mówił o czymś, na co kompletnie nie miał ochoty, jakby mówiły tylko jego usta, jakby słowa wypływały z nich automatycznie, a w głowie gnieździło się milion innych myśli, doskwierających i powodujących ból. Damiana najwyraźniej coś w środku bolało, a mówienie o odcieniu włosów Joasi było jakimś zastępczym słowotokiem, na który wcale nie miał ochoty.
- Dlaczego siedzisz tu sam? Nie podoba ci się impreza? - spytała, przekierunkowując rozmowę na inny temat.
- Nie chodzi o to całe przyjęcie, ale o mnie. Jestem dziś w ogóle nieimprezowy.
- Jakieś niepowodzenie?
Damian zaśmiał się z lekkim sarkazmem.
- Żeby tylko jedno. Moje życie ostatnio to wielkie pasmo wielu niepowodzeń.
- Jeśli chcesz, możesz się przede mną wygadać. Potrafię słuchać.
- A potem umieszczasz wszystko w swoich książkach.
Tym razem Joasia rozciągnęła usta w delikatnym uśmiechu. Czy wszystko umieszcza w swoich książkach? Filtruje, przerabia, ale bywa również tak, że odwzorowuje coś jeden do jednego. Bo przecież czasem zdarzają się w jej życiu tak książkowe sytuacje i rozmowy, że każda przeróbka byłaby tylko zmianą na gorsze, a już na pewno marnotrawstwem byłoby nie wykorzystać tego w ogóle. W większości przypadków jednak coś ubarwia, dodaje, zmienia imiona, miejsca, ale ostatecznie sporo rzeczy, o których napisała, wydarzyło się naprawdę. Czy użyje w jakiś sposób Damiana? Nie mogła na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie, więc tylko ułożyła usta w ten wieloznaczny uśmiech.
- Właściwie jeśli chcesz, możesz o tym napisać. A ja chyba naprawdę muszę się przed kimś wygadać - odparł jej nowy znajomy z miną zdradzającą, że jest mu wszystko jedno.
Damian pomyślał, że może przynajmniej ta pisarka nada temu w jakiejś swojej powieści głębszy sens, bo w nim to powoduje jedynie zrezygnowanie. Zaczął szukać w głowie odpowiednich słów.
- Zamieniam się w słuch - zapewniła go Joasia.
- Jestem zakochany, cholernie mnie wzięło i nie wiem, co z tym zrobić.
Być zakochanym... Dziewczyna poczuła lekkie ukłucie w okolicy serca. Ona tak dawno nie czuła się zakochana. Nie przerywała jednak Damianowi, który kontynuował:
- Nie planowałem tego, to się po prostu stało, wzięło mnie i już. Zawsze wolałem prowadzić hulaszczy tryb życia, szybkie imprezy, przelotne związki. Nie wierzyłem, że znajdę kogoś, na kim zacznie mi zależeć. Wiesz gdzie go poznałem? W kolejce do dentysty, ależ banalnie. A może właśnie nie do końca konwencjonalnie. Wstajesz rano, ubierasz się, idziesz na kolejną wizytę do stomatologa, a tam czeka na ciebie miłość twojego życia.
- Wielkie miłości czasem się tak zaczynają - wtrąciła Joasia i na chwilę sama wpadła w nostalgiczny nastrój. Gdy wraca do przeszłości, często zadaje sobie pytanie, jak wyglądałoby jej życie, gdyby pewnego dnia nie zdążyła na autobus, została w łóżku, skręciła w inny korytarz na uczelni, usiadła obok innej osoby. Czy byłaby teraz zupełnie odmiennym człowiekiem? Szczęśliwszym? A może wręcz przeciwnie, wciąż szukałaby tego, czego nadal nie potrafiłaby zdefiniować? Teraz przynajmniej wie, czego oczekuje od życia, nawet jeśli tego w ostatnim czasie nie posiada.
- Zacząłem jakąś głupią rozmowę o czasopismach leżących na stoliku w poczekalni. - Damian nie zważał na komentarz Joasi. - Mówiłem coś o tym, że gdziekolwiek pójdziesz, do dentysty, do fizjoterapeuty, wszędzie znajdują się tylko gazety dla kobiet. Maciek, bo tak ma na imię, przyznał mi rację, a potem sam nie wiem, jak to się stało, ale przez pół godziny zdążyłem mu opowiedzieć niemal całą historię mojego życia. A kiedy z gabinetu wyszła córka Maćka, dotarło do mnie, że ten facet ma pewnie żonę, rodzinę, taką wiesz, przykładną, wzorową, bo jak większość gejów nie potrafi przeciwstawić się presji społecznej. Ja już wtedy wiedziałem, że chcę go koniecznie spotkać jeszcze raz, ale w tamtym momencie zdałem sobie sprawę również z tego, że to będzie cholernie trudne, jeśli okaże się, że z jego strony również zaiskrzyło. Jego rodzina... Nie miałem złudzeń, na pewno to wszystko będzie dla nas przeszkodą, z czasem pewnie również płaszczyzną konfliktu. Znałem już takie historie i postanowiłem, że nigdy w coś takiego się nie zamieszam.
- Ale z jego strony też zaiskrzyło - stwierdziła Joasia po to, aby coś wtrącić, dać do zrozumienia Damianowi, że go słucha i obchodzą ją jego słowa.
- Wtedy, w poczekalni, nie mogłem tego jeszcze wiedzieć. Mnie wzięło od pierwszego spotkania, wydawało mi się, że w jego oczach też coś zobaczyłem, ale wiesz, to mogło być tylko moje złudzenie. Na sto procent jednak byłem pewien, że jest gejem. I dlatego mimo wszystko nie odpuściłem. No dobra, po prostu straciłem rozum. Szlag trafił wszelkie postanowienia.
- Naprawdę geje mają taki radar?
- Radar nie radar. Po prostu poczułem, że ten gość może mi dać to, czego nigdy od nikogo nie otrzymałem. Poczułaś kiedyś coś takiego?
Oczywiście, że tak, Joasia kiedyś to poczuła. Dawno, dawno temu, spojrzała kiedyś na chłopaka i odniosła wrażenie, że jest kimś wyjątkowym, kimś, kto ma coś, czego od dawna pragnie, a nie potrafi tego nazwać. Na początku ją zaciekawił, ciekawość wzrastała i Joasia zapragnęła tego chłopaka poznać. Bez względu na wszystko. Najwidoczniej los sprzyjał jej pragnieniom, bo potem sam dał jej okazję do ich realizacji. Gdyby tylko później jej tego nie odebrał...
- Lepiej opowiadaj dalej. Wyszła córka i? - Tym pytaniem odsunęła od siebie konieczność mówienia o swoich przeżyciach.
- I wtedy nic. On też wyszedł. Nie wziąłem od niego numeru telefonu, ale za to wiedziałem, czym się zajmuje, bo o tym mi powiedział.
- Kim jest?
- Nie zgadniesz.
- Pilotem śmigłowca? Kaskaderem? No nie wiem, księdzem?
Damian się zaśmiał.
- To się oczywiście zdarza, ksiądz plus dziecko, ksiądz gej. Ale on jest chirurgiem. Ponoć bardzo znanym i dobrym. Nie miałem o nim pojęcia, bo, odpukać w niemalowane - Damian stuknął palcami o siedzisko huśtawki, która, choć drewniana, na pewno musiała być pociągnięta jakąś farbą - nigdy nie miałem do czynienia z tego typu lekarzami. Odszukałem go na portalu znanylekarz.pl i okazało się, że przyjmuje prywatnie, więc się umówiłem i poszedłem na wizytę.
- Pewnie był zaskoczony.
- To też. Ale i ucieszony. Od tamtej pory się spotykamy. Trwa to już prawie rok.
- Kochacie się?
- Ja jego tak. On mówi, że również mnie kocha, ale jest cholernie trudno. Tak jak przewidywałem. Choć na początku przede wszystkim ucieszyłem się, że przynajmniej sam pogodził się ze swoją orientacją, nie wypiera jej, nie muszę go przekonywać, że poczuje się lepiej, jeśli choćby przed samym sobą przyzna, że jest gejem, bo on to doskonale wie. Wszystko w swoim życiu zrobił świadomie, z rozmysłem. Założył rodzinę, ma dzieci, oprócz córki jest jeszcze syn, bo zawsze pragnął być ojcem. I szanowanym obywatelem, docenianym chirurgiem. Jako gej nie osiągnąłby tego, nie ma złudzeń. Ludzie mu ufają nie tylko dlatego, że jest świetny, ale także dlatego, że jest taki jak oni, normalny. Smutne, ale nasze społeczeństwo wciąż pełne jest uprzedzeń.
- Ale ty masz wobec niego oczekiwania.
- Po roku już tak. Wiesz, on mi siebie wydziela. Wszystko, nasze spotkania, plany, podporządkowane jest temu, co aktualnie dzieje się u niego. Nie kocha żony, ważne są jedynie dzieciaki, ale to ona zawsze jest na pierwszym miejscu. Gdy chce wyjechać na krótki urlop z nim i dziećmi, a ja pragnę zaprosić go do siebie, zawsze wybierze ją. Cierpię przez to.
- Ale przynajmniej kochasz.
Joasia chciała dodać, że ona ostatnio nie czuje nic, ale uznała, że to jednak rozmowa o Damianie, a nie o niej. Ona zwykle wygaduje się w książkach, bywają dla niej terapią. Choć o czym pisać, gdy nie czuje się nic? Znów, to powracające jak bumerang pytanie.
- Tak. Ale nie chciałbym cierpieć. Wolałbym być szczęśliwy.
- Gdybyś nie był, odszedłbyś.
- To nie takie proste. Maciek mnie uszczęśliwia i unieszczęśliwia jednocześnie. Trwam, bo go kocham. Wiesz czego teraz bym pragnął najbardziej? By tu był, tak po prostu, by przyszedł ze mną na imprezę, a ja mógłbym bez skrępowania wziąć go za rękę, spleść z nim dłonie, czuć jak się o mnie opiera, jak patrzy mi w oczy i wiem, że jest tak samo szczęśliwy jak ja.
Joasia doskonale rozumiała uczucia Damiana, była sama, ale te wszystkie związki, w jakich przez różnej długości okresy żyła, te rozstania, których doświadczyła, nauczyły ją tego, czym jest miłość, taka zdrowa i spełniona. Zrozumiała czego chce, a czego nie chce. A chciałaby wreszcie nie tylko kochać, ale być również kochaną. Banał, ale jak trudno w miłości osiągnąć taki stan, udaje się jedynie prawdziwym szczęściarzom, bo zawsze jest tak, że któraś osoba w związku daje za dużo. Takie przynajmniej były doświadczenia Joasi. Potrafiła pięknie kochać, ale sama jakby nie umiała w nikim wzbudzić podobnych uczuć. Dlaczego jej się to przytrafiało? Dlaczego zawsze przyciągała podobnych facetów, takich, którzy sycili się jej miłością, dopieszczali swoje ego, a potem porzucali? Joasia żyła już trochę na tym świecie, aby rozumieć pewne mechanizmy, aby zrozumieć nawet siebie, ale mimo wszystko w życiu często dokonywała tych niewłaściwych wyborów. Napisała sporo książek, w których kobiety potrafią zostawić przeszłość za sobą i pójść dalej. Pisząc je, uczyła się również samej siebie, ale życie zwykle toczyło się według własnych scenariuszy. O wiele łatwiej było zapanować nad sytuacją życiową bohaterki książki niż nad własną. W prawdziwym życiu Joasi czasem trudno było podejmować decyzje. Nawet jeśli intuicja podpowiadała jej, aby nie wchodziła w relację, ona czasem zachowywała się jak ćma lgnąca do płomienia świecy. Jego blask i ciepło bardziej ją urzekało niż przerażały ewentualne złe konsekwencje, które niechybnie zawsze przychodziły.
Popatrzyła na Damiana, wyglądało na to, że jest taką samą ćmą jak ona, przynajmniej jeśli chodziło o jego relację z Maćkiem. Może faktycznie dotąd był rozrywkowym mężczyzną, a wzięło go naprawdę dopiero przy tym chirurgu z żoną i dziećmi. Tak też się zdarza. Żyjemy w błogiej niewiedzy na temat głębszych uczuć, a potem nas trafia, zdarza się miłość intensywniejsza niż wszystkie dotychczasowe, miłość, która zmienia nas na całe życie. Bo przecież był czas, kiedy Joasia czuła, że czegoś szuka, że czegoś potrzebuje, może nawet nazywała to miłością, ale co ona mogła o tym uczuciu wiedzieć, dopóki nie spotkała swojej prawdziwej pierwszej miłości?
Wyciągnęła rękę w stronę Damiana i chwyciła jego dłoń, splotła mocno palce z jego palcami. Może to nie uścisk o jakim ten mężczyzna teraz marzy, ale tylko to mogła mu w tej chwili ofiarować, nic innego nie przychodziło jej do głowy. Poza tym przecież on tylko na taką bliskość mógł się zdobyć, nie tylko wobec niej, Damian żadnej kobiecie nie mógłby dać nic więcej.
- I co? Znalazłaś pomysł na nową powieść? - spytał, wciąż trzymając ją za rękę, równie mocno jak ona, aż poczuła, że jej dłoń wilgotnieje.
- Może. Tak bardzo chciałabym napisać coś, co przywraca wiarę w miłość - odparła i zwróciła głowę w jego stronę.
- Ja go naprawdę kocham.
- Wiem, ale to ja tym razem muszę przeżyć coś, co przywróci mi wiarę. W innym wypadku będzie to kolejna opowieść o rozczarowaniu. Albo historia nie o mnie.