Rozdział pierwszy
ROZDZIAŁ PIERWSZY
O cudowna i cna Dolores,
Nasza biedna wielmożna pani!
Algernon Charles Swinburne
Aż do tego strasznego dnia w środku lutego lady Rose Summer przysięgłaby
na cały stos Biblii, że nie należy do zazdrosnych kobiet.
Wraz ze swoją damą do towarzystwa Daisy Levine zostały odpowiednio
ubrane przez pokojówkę do pracy: skromne tweedowe spódnice i żakiety,
długie wełniane płaszcze oraz - nad czym Daisy ubolewała -
przygnębiająco proste kapelusze.
Fakt, że hrabia i hrabina Hadshire pozwolili córce iść do pracy, był
wynikiem wielu dramatycznych scen. Rose była zaręczona z prywatnym
detektywem, kapitanem Harrym Cathcartem. Jego poprzednia sekretarka,
zbytnio lubująca się w ginie, przestała pić i wyjechała do pracy
misyjnej na Borneo. Rose, która była biegła w stenografii i pisaniu na
maszynie, natychmiast zaproponowała, że ją zastąpi.
Rodzice lady Summer nie wiedzieli, że z Harrym łączy ją dość osobliwy
układ. Po nieudanym sezonie zagrozili, że wyślą ją do Indii, gdzie
zwykło się odsyłać debiutantki, które wciąż nie były po słowie.
Przerażona Rose zwróciła się do Harry'ego o pomoc - wspólnie ustalili,
że się jej oświadczy.
Powodem, dla którego rodzice Rose w końcu zaakceptowali decyzję córki,
było to, że młoda lady miała talent do pakowania się w kłopoty - pomimo
młodego wieku przeżyła już wiele niebezpiecznych sytuacji. Harry
podniósł argument, że pod jego stałą ochroną będzie bezpieczniejsza.
Daisy bez wahania zaproponowała, że zostanie zastępczynią sekretarki, by
strzec swej pani.
Dzień był zimny, wietrzny i ciemny. Lady Summer i panna Levine weszły do
agencji detektywistycznej Harry'ego na Buckingham Palace Road.
Daisy zapaliła lampy gazowe, zgarnęła popiół z kominka, w którym ułożyła
stos z papieru, podpałki oraz węgla. Ogień szybko zaczął wesoło
trzaskać.
Za matową szybą wewnętrznych drzwi zauważyły cień, co oznaczało, że
Harry był już na miejscu. Powiesiły płaszcze, zdjęły kapelusze i usiadły
przy swoich biurkach.
Harry wystawił głowę zza drzwi.
- Mam do podyktowania kilka listów, panno Summer. Proszę wziąć ze sobą
notes - uzgodnili między sobą, że w pracy nie będzie zwracał się do Rose
zgodnie z jej tytułem. - Panno Levine, na swoim biurku znajdzie pani
różne rachunki, które wymagają wysłania.
Rose usiadła sztywno naprzeciwko Harry'ego, mając przygotowany zeszyt.
Harry rzucił jej pełne irytacji spojrzenie. Nawet pomimo prostoty stroju
oraz fryzury Rose rozpraszała go swym pięknem. Miała duże, niebieskie
oczy i nieskazitelną cerę. Często przeklinał w myślach te przedziwne
zaręczyny i zastanawiał się nad ich zerwaniem, ale jednocześnie nie mógł
znieść choćby myśli o Rose z kimkolwiek innym.
Harry był wysokim mężczyzną o gęstych, czarnych włosach, lekko
siwiejących przy skroniach. Miał przystojną twarz o ostrych rysach, a jego ciężkie powieki skrywały czarne oczy.
Rose wydała z siebie lekkie chrząknięcie. Zastanawiała się, dlaczego nie
zaczął dyktować. Harry otrząsnął się z natrętnych myśli i przeszedł do
swoich zawodowych obowiązków, podczas gdy Rose szybko pisała ołówkiem w notesie stenograficznym.
Harry już prawie skończył dyktować, kiedy Rose usłyszała otwierające się
drzwi zewnętrzne. Po chwili weszła Daisy i oznajmiła:
- Pewna dama pragnie się z panem widzieć. Panna Dolores Duval - wręczyła
Harry'emu mały bilet wizytowy.
- Na tym na razie skończymy, panno Summer - powiedział Harry. - Proszę
ją wprowadzić, panno Levine.
Najpierw do gabinetu wleciała subtelna woń, a zaraz za nią pojawiła się
Dolores. Rose aż zamrugała na jej widok, gdy przybyła dama wkroczyła do
gabinetu. Dolores miała sylwetkę o apetycznie zaokrąglonych kształtach.
Odziana była w błękitną suknię z aksamitu. Poły jej płaszcza z soboli
były rozpięte. Suknia miała głęboki dekolt, tak by eksponować wspaniałe
i okazałe blade piersi. Na złocistych włosach spoczywał zalotny
trójgraniasty kapelusz, którego czubek do połowy oplatało strusie pióro.
Zawadiacko.
Rose zostawiła Harry'ego sam na sam z Dolores i usiadła za swoim
biurkiem.
- Nie wiedziałam, że kapitan pracuje również dla
demi-monde1 - syknęła Daisy. - Na taką mi wygląda.
- Może jest aktorką? - zasugerowała Rose.
- Taka z niej aktorka, jak ze mnie pieruński kuński zad.
- Daisy! Cóż to za język?! - Daisy często zapominała się w towarzystwie,
zdradzając w ten sposób swoje cockneyowskie korzenie.
Z gabinetu kapitana dobiegł dźwięczny uwodzicielski śmiech.
- Jest Francuzką - mruknęła Daisy.
Wtedy Rose usłyszała śmiech Harry'ego.
- Nigdy dotąd nie słyszałam, by tak się śmiał! - wykrzyknęła Rose.
Młoda lady Summer próbowała pisać na maszynie, lecz jej palce, zwykle
tak zwinne, wciąż trafiały w niewłaściwe klawisze.
Dolores spędziła w gabinecie Harry'ego sporo czasu. W końcu oboje
wyszli. Rose miała wrażenie, że odkąd zna kapitana, nigdy nie wyglądał
na młodszego i szczęśliwszego.
- Proszę dokończyć swoją pracę - nakazał Harry - i to na dziś wszystko.
Resztę dnia mają panie wolne.
Wyszedł z agencji w towarzystwie Dolores. Rose i Daisy słyszały, jak
schodzą po schodach. Dobiegł je głos Dolores:
- Jakże ponuro wygląda ta para sekretarek. Tiens! Doprawdy, czyż one
pana nie przerażają?
Nie były w stanie usłyszeć odpowiedzi Harry'ego. Podeszły do okna. Harry
pomógł Dolores wsiąść do powozu, po czym do niej dołączył.
- Czy to ciem nie trapi? - zapytała Daisy.
- Cię - poprawiła ją Rose. - Czemuż by miało? Doskonale wiesz, że moje
zaręczyny z kapitanem nie są niczym ponad zwykły układ.
- To układ, który wkrótce zostanie zerwany - powiedziała Daisy - jeżeli
nie będziesz ostrożna.
***
- Tak wcześnie w domu? - skomentowała lady Polly, gdy jej córka weszła
do bawialni. - Czyż to oznacza, że porzuciłaś te głupiutkie bzdury?
Żywię nadzieję, że tak.
- Nic podobnego, kapitan miał pewne sprawy do załatwienia.
- Och, doprawdy? Cóż, twój ukochany narzeczony właśnie zatelefonował, by
oznajmić, że nie będzie mógł udać się z tobą dziś wieczorem do Brandonów
z powodu pracy. Cóż za hańba! Poprosiłam Jimmy'ego Emery'ego, by ci
towarzyszył.
Rose czuła się okropnie. Jimmy Emery był jednym z młodych salonowców,
proszonych o wzięcie udziału w kolacji jako gość lub eskorta dla kobiet,
które w ostatniej chwili zostały wystawione do wiatru.
- Nie zostałyśmy wspomniane w "Queen" - powiedziała hrabina, wymachując
rzeczonym czasopismem. - Jest tam pełne sprawozdanie z balu państwowego
wydanego przez króla, ale ani słówka o nas. Piszą: Hrabina Dundonald
miała na sobie piękną satynową suknię obszytą dżetami. Phi!
Przypominała wronę. Hrabina Powis wyglądała wyjątkowo pięknie w bladoniebieskiej satynowej sukni wyszywanej diamentami. Nikt przy
zdrowych zmysłach nie nazwałby jej piękną - pełna zazdrości lady Polly
kontynuowała czytanie: - Lady Ashburton była ubrana w jasnoniebieską
suknię z szyfonu i srebrnego materiału wykończoną pasami brylantów.
Górna część jej doskonale skrojonego stroju została pokryta diamentami.
Doprawdy, miałam na sobie wszystkie swoje diamenty, a moja suknia była
jedną z najlepszych kreacji pana Wortha. Dlaczego zostałam pominięta? -
spojrzała w górę, lecz jej córka zdążyła już po cichu wymknąć się z pokoju.
Ponieważ była młodą niezamężną damą, która nie osiągnęła jeszcze
pełnoletności, suknie Rose zawsze były białe lub pastelowe. Tego
wieczoru zeszła po schodach, by dołączyć do Jimmy'ego Emery'ego -
wysokiego, szczupłego młodzieńca z włosami wysmarowanymi niedźwiedzim
sadłem i przedziałkiem na środku głowy.
Rose miała na sobie białą szyfonową suknię ozdobioną z przodu dwiema
długimi wstawkami z francuskiej koronki. Na nogach zaś białe jedwabne
pończochy oraz buciki w tym samym kolorze. Jedynym odstępstwem od bieli
w jej ubiorze była niewielka złota tiara z topazami i szafirami.
Gdy zmierzali do powozu hrabiego, delikatna mgła spowijała uliczne
lampy. Ojciec Rose - niski i zrzędliwy mężczyzna, opatulony tego
wieczoru obszernym płaszczem z foczej skóry - głośno wyraził nadzieję,
że pogoda nie zepsuje się jeszcze bardziej.
Spod cienia swojego kapelusza hrabia przyglądał się córce, która
siedziała w powozie naprzeciwko niego. Po jednej jej stronie siedziała
matka, a po drugiej - Daisy. Twarz Rose była gładka i bez wyrazu.
Właśnie to odstrasza od niej mężczyzn, pomyślał. Zimna jak lód. Nic
dziwnego, że zyskała przydomek Królowej Lodu.
***
Była to kolejna duszna i zatłoczona sala balowa, rozbrzmiewająca
najnowszym slangiem, który kultywowały wyższe klasy w celu pogłębienia
wykluczenia warstw niższych. Mówiąc o członku rodziny królewskiej,
używano zwrotu man-man. Gdy chciano powiedzieć po angielsku, że coś
jest drogie, czyli expensive, używano określenia expie. Na suknię
popołudniową mówiło się teagie zamiast teagown. Dlatego koszula
nocna była nazywana nightie, a nie jak dotychczas nightgown. Słowo
"zachwycający", czyli delightful, zaczęto skracać do deevie.
Natomiast jeśli któraś z dam zdecydowała się wyrazić na głos aprobatę
lub podziw dla kroju sukni koleżanki, wołała: "Fittums!". W miejsce
słowa "obrzydliwe" - disgusting - zaczęto mówić diskie, a jeśli
któraś z modnych pań (było takich wiele) chciała pożyczyć pieniądze, nie
zamierzając jednak ich zwracać, mówiła o lootin'. W zasadzie w wymowie
wszędzie opuszczano literę "G", a słowa takie jak saw wymawiano
sawr. Choć do sezonu było jeszcze daleko, panny powracające jako
pierwsze do Londynu pragnęły pierwszeństwa również na "rynku
małżeńskim".
Rose nie czuła się w towarzystwie komfortowo, ponieważ wciąż słyszała za
plecami szepty: "Znów bez narzeczonego!".
Jej karnet był zapełniony tylko w połowie. Chociaż miała duży posag,
poszukiwacze przygód dali sobie spokój i przestali nawet próbować, a odpowiedni kandydaci, czyli młodzieńcy z dobrych rodzin, nie byli
zainteresowani z powodu zaręczyn Rose. Tańce z nią w dużej mierze
rezerwowali więc przyjaciele hrabiego oraz hrabiny Hadshire.
Jimmy był dobrym tancerzem, w przeciwieństwie do znajomych jej rodziców,
którzy na parkiecie poruszali się niezdarnie i nudzili Rose. Niechęć do
nieobecnego Harry'ego zaczęła w niej narastać i osiągnęła punkt
krytyczny, gdy siedząca razem z nią podczas jednego z tańców Daisy
powiedziała:
- Dowiedziałam się już wszystkiego o pannie Duval. To słynna paryska
kurtyzana. Podobno jeden mężczyzna zginął w pojedynku o nią. Przejęła
się tym tak bardzo, że wyjechała do Anglii. Wszyscy mężczyźni za nią
szaleją.
- A któż jest jej obecnym protektorem?
- Tego nie udało mi się dowiedzieć - powiedziała Daisy. - Może Becket
będzie wiedzieć.
Becket był służącym Harry'ego i Daisy miała nadzieję, że go poślubi.
- Czy kapitan wspomniał ci może coś więcej o pozwoleniu na mój ślub z Becketem? - zapytała Daisy.
- Nie. Powinnaś go o to spytać.
- Tak też uczyniłam, lecz on ciągle odpowiada tylko: "Już niedługo".
Myślałam, że teraz, kiedy pracujemy dla kapitana, będę widywać Becketa
częściej, lecz on tylko zawozi swojego pana do pracy i od razu odjeżdża.
Po tych słowach obie zamilkły. Rose planowała następnego dnia
skonfrontować się z Harrym odnośnie fo Dolores, a Daisy zamierzała po
raz kolejny poruszyć z nim kwestię swoich małżeńskich perspektyw.
***
Ustaliły z Harrym, że jeśli będą obecne na balu lub przyjęciu,
następnego dnia nie muszą przychodzić do pracy przed południem. Jednak
tym razem obie bardzo chciały jak najszybciej otrzymać odpowiedź na
nurtujące je pytania. Dlatego też o dziewiątej rano były już przy swoich
biurkach - zmęczone i zaspane.
Po Harrym natomiast nie było śladu.
Minuty wlokły się niemiłosiernie i powoli przechodziły w godziny. W międzyczasie zdążyły wyjść na szybki posiłek i gdy wróciły o pierwszej,
Harry'ego nadal nie było.
Daisy zadzwoniła do Becketa, ale nie odebrał. Położyła głowę na biurku i zasnęła.
Harry doznał urazu nogi podczas wojny burskiej. Minęła trzecia po
południu, gdy Rose usłyszała na schodach jego charakterystyczne
kuśtykanie. Szturchnęła Daisy w ramach pobudki i gdy tylko wszedł,
zerwała się na równe nogi.
- Byli jacyś klienci? - zapytał Harry.
- Do tej pory nie - powiedziała Rose. - Chciałabym zamienić z panem
słowo.
Zaprosił ją do gabinetu. Rose stanęła naprzeciwko niego.
- Czym zajmuje się pan dla panny Duval?
- To delikatna sprawa poufnej natury.
- Powiedział pan, że w ramach swoich obowiązków mogę pomagać panu w niektórych pracach detektywistycznych.
- Nie tym razem. Zobowiązałem się do całkowitej dyskrecji.
- Wczoraj wieczorem po raz kolejny nie mogłam liczyć na pana towarzystwo
i z tego powodu zostałam wystawiona na liczne komentarze.
- Następnym razem zrobię wszystko, co w mojej mocy, by się pojawić.
Proszę iść do domu. Wygląda pani na zmęczoną.
- Więc mogę ufać, że pańskie spotkania z panną Duval nie mają charakteru
osobistego?
- To są sprawy czysto służbowe, a gdyby nawet było inaczej, to cóż pani
do tego? Pragnę przypomnieć, że całe te zaręczyny były pani pomysłem.
Czy pragnie je pani zerwać?
Rose przygryzła wargę. Jeśli zerwie zaręczyny, nie mając w odwodzie
żadnego innego zalotnika, jej rodzice spełnią swoją groźbę i wyślą ją do
Indii.
- Na razie nie - powiedziała sztywno.
- W takim razie proszę wrócić do domu.
- Daisy chce z panem porozmawiać.
- Dobrze więc, w takim razie proszę ją tu przysłać.
Daisy weszła do gabinetu, a Harry - patrząc na nią - poczuł się
niezręcznie. Wiedział, że zamierza poruszyć kwestię jej ewentualnego
małżeństwa z Becketem, ale ten w zaufaniu powiedział mu, że nie czuje
się gotowy do ożenku. Harry wyrwał z nędzy niejakiego Phila Marshalla i zatrudnił go, podobnie jak wcześniej Becketa. Czasem zastanawiał się,
czy w tym wszystkim nie chodziło o zazdrość. Być może Becket nie chciał
odejść i pozwolić, by Phil zajął jego miejsce.
Harry przyjrzał się Daisy, gdy weszła do gabinetu. Miała na sobie drogie
ubrania, ale w jej oczach wciąż można było dostrzec specyficzną
cockneyowską mądrość, spryt i pewną świadomość ulicy. Kiedyś pracowała
jako chórzystka i choć teraz na co dzień starała się baczyć na wymawiane
samogłoski, Harry zawsze czuł, że w środku wciąż skrywa śmiałą i łobuzerską Daisy, stłamszoną przez etykietę oraz duszące ramy gorsetu,
którym ścisnęło ją imperium.
- Czy poczynił pan już jakieś kroki w celu umożliwienia Becketowi ożenku
ze mną? - zapytała Daisy.
Harry stłumił westchnienie. Doszedł do wniosku, że Becket najzwyczajniej
w świecie będzie musiał sam poradzić sobie z tą sytuacją. - Myślę, że
powinna pani porozmawiać o tym z Becketem - powiedział.
Daisy otworzyła szeroko oczy ze zdumienia.
- Co się dzieje?
- Naprawdę jestem zdania, że Becket powinien powiedzieć to pani
osobiście - Harry zadzwonił do swojego domu w Chelsea i nakazał
Becketowi natychmiast przybyć do agencji. Odłożył telefon i powiedział:
- Wkrótce tu będzie. Możecie skorzystać z mojego gabinetu. A teraz pora
na mnie.
Gdy Rose usłyszała te wieści, powiedziała, że poczeka na Daisy. Patrzyła
za Harrym ze smutkiem, a ten, wychodząc, skinął jej głową na pożegnanie.
Wciąż pamiętała chwilę, gdy ją pocałował, i sposób, w jaki to uczynił.
Wszystko wydawało się wtedy takie wspaniałe. Jednak od czasu tego
pocałunku wycofał się i ponownie schował w zimnej skorupie.
Becket przyjechał i Daisy zabrała go do gabinetu Harry'ego.
- Dlaczego wciąż nie poczyniono żadnych kroków, abyśmy mogli się pobrać?
- zapytała ostrym tonem.
Becket był schludnym, skrupulatnym mężczyzną o bladej twarzy,
regularnych rysach oraz starannie przyciętych i natłuszczonych włosach.
- Sądzę, że kapitan nie jest jeszcze gotowy na to, abym go opuścił -
powiedział.
Daisy mierzyła go wzrokiem przez dłuższą chwilę.
- Więc dlaczego kapitan sam mi tego nie powiedział? To do niego
niepodobne, by pozostawiać tobie tego typu rozmowę do przeprowadzenia -
służący, nawet ci najwyżej postawieni, byli przyzwyczajeni do tego, że
pracodawcy zachowują się wobec nich jak rodzice.
Becket wbił wzrok w podłogę. Zapadła długa cisza.
Płomień lampy gazowej zasyczał i wyglądał, jakby miał zaraz wyskoczyć z klosza. W kominku jeden węgielek zsunął się na dół stosu, a pracowite
tykanie zegara z żółtą tarczą było słychać nader głośno i wyraźnie.
- Tak naprawdę chodzi o to - powiedział w końcu Becket - że nie czuję
się jeszcze do końca gotowy na małżeństwo.
Twarz Daisy zrobiła się cała czerwona od gniewu.
- W takim razie, jeśli o mnie chodzi, możesz głośno upaść z kretesem
niczym bramka rozbijana podczas bowl-offu w krykiecie. Niech cię piekło
pochłonie, ty głupi, kłamliwy draniu!
Wybiegła z impetem z gabinetu.
- Chodźmy - powiedziała do Rose. - Wynośmy się stąd.
Rose założyła płaszcz oraz kapelusz.
- Chodźmy na drugą stronę ulicy na herbatę. Tam będziesz mogła mi o tym
wszystkim opowiedzieć.
Becket przeszedł obok nich ze spuszczoną głową.
Zamknęły drzwi agencji i wyszły na zewnątrz. Kiedy tylko rozsiadły się w kawiarni po drugiej stronie ulicy, Daisy wyrzuciła z siebie, że Becket
już nie chce się z nią żenić. Zaraz potem wybuchnęła płaczem. Rose
poklepała Daisy po plecach i starała się ją uspokoić, mówiąc: "Ciii...". W końcu panna Levine wydmuchała nos, a potem wytarła oczy czystą chustką,
którą podała jej Rose.
Wtedy zauważyła, że Rose wpatruje się w coś po drugiej stronie drogi.
Stanął tam powóz. Rose rozpoznała ten pojazd.
- Zaczekaj tu na mnie! - poleciła swojej damie do towarzystwa.
Wyszła na zewnątrz i przeszła przez ulicę. Rozważała ukrycie się za
drzwiami kawiarni, dopóki nie zdała sobie sprawy, że para wychodząca z powozu na ulicę w ogóle nie zwróciła na nią uwagi.
Harry pomógł Dolores przy wysiadaniu. Uśmiechnęła się do niego spod
ronda kapelusza obszytego różowymi jedwabnymi różami. Harry odwzajemnił
uśmiech. Potem wziął ją pod rękę i poprowadził w kierunku agencji
detektywistycznej.
Rose skręcała się z zazdrości, choć inaczej interpretowała swoje emocje.
Uważała, że przepełnia ją słuszny gniew. Pojawiając się publicznie w towarzystwie kurtyzany, Harry niszczył w ten sposób nie tylko swoją
reputację, ale też pośrednio Rose.
Po raz pierwszy Daisy, doszczętnie pochłonięta własnym nieszczęściem,
była głucha na żale swej pani.
***
Dla socjety poza sezonem Londyn nie tętnił zbytnio życiem. Jednak były
pewne spotkania towarzyskie i niewielkie, lecz uroczyste kolacje, na
których należało bywać. Przy każdej z tych okazji inne damy raczyły Rose
kąśliwymi uwagami o tym, jak to niezwykle często jej narzeczony widywany
jest z Dolores.
Jednak moment krytyczny nadszedł dla Rose dopiero, gdy wraz z rodzicami
i Daisy udała się do opery. Hrabia i hrabina Hadshire chodzili na opery
tylko dlatego, że tak wypadało, i oboje byli skłonni zasnąć, gdy tylko
wybrzmiała pierwsza nuta uwertury.
Rozglądając się po innych lożach, Rose nagle zesztywniała z szoku. Harry
wraz z Dolores właśnie usiedli naprzeciwko niej. Panna Duval miała na
sobie złotą jedwabną suknię oraz ciężki naszyjnik z diamentami i rubinami, a na jej blond włosach pobłyskiwała diamentowa tiara. Rose
przez chwilę zastanawiała się z goryczą, które paryskie damy zauważyły
zaginięcie swoich klejnotów po tym, jak ich zaślepieni mężowie
podarowali je Dolores.
Młoda lady jeszcze dotkliwiej poczuła serce w gardle, gdy jej ojciec
nagle krzyknął:
- W loży naprzeciwko siedzi Cathcart z tą francuską córą Koryntu!
Hrabina znalazła po omacku lornetkę operową, przyłożyła ją do oczu i wysyczała:
- Cóż za hańba. Rose, kapitan zostanie wezwany do naszego domu, byś
zerwała swoje paradne, niedorzeczne zaręczyny. Peggy Struthers jedzie ze
swoją córką do Indii. Poproszę ją, by na ten czas była twoją
przyzwoitką.
- Nie chcę jechać do Indii!
- Zrobisz, co ci każemy.
Rose nie mogła skupić się na operze. Dolores w sposób zuchwały
kokietowała Harry'ego, a ten zdawał się napawać każdą chwilą tych
zalotów.
W przerwie, kiedy wszyscy zgromadzili się w zatłoczonej kawiarence w foyer, lord Hadshire podszedł do Harry'ego, odciągnął go na bok i mruknął:
- Jutro o jedenastej w naszej rezydencji i ani słowa.
Dolores przeprosiła Harry'ego i poszła porozmawiać z jakimś mężczyzną.
Lady Summer podążyła za nią i gdy panna Duval zawróciła, by ponownie
dołączyć do Cathcarta, Rose powiedziała głośno i wyraźnie:
- Zostaw mego narzeczonego w spokoju, ty ladacznico, albo cię zabiję!
Nagle zapadła cisza. Wszyscy byli zszokowani.
- Dość tego! - powiedziała z wściekłością lady Polly, podchodząc do
córki. - Wracamy do domu.
***
Rose prawie nie spała tej nocy. Wierciła się w łóżku, przez cały czas
zastanawiając się, jak może powstrzymać rodziców przed wysłaniem jej do
Indii. Rodzice debiutantek, dla których sezon okazał się bezowocny,
zawsze mieli nadzieję, że ich dotychczas nienadające się do zamążpójścia
córki nagle - gdy wyjadą do Indii - staną się świetną partią. Wszystko
dzięki temu, że będą otoczone samotnymi mężczyznami przebywającymi z dala od domu.
W końcu Rose zdecydowała, że jedynym rozwiązaniem jest śmiałość, a wręcz
zuchwałość. Jedyną informacją o Dolores, jaką udało jej się znaleźć w agencji Harry'ego, był adres w Cromwell Gardens w Kensington.
Postanowiła, że uda się tam rano w celu konfrontacji z Dolores. Pragnęła
wiedzieć, co się dzieje.
Daisy była zaniepokojona, gdy następnego ranka usłyszała plan Rose.
- Pójdę sama - powiedziała Rose. - Idź do biura i, jeśli kapitan zapyta,
powiedz, że źle się czuję.
***
Gdyby Rose wzięła jeden z powozów ojca, naraziłaby się na zbędne
komentarze, dlatego wezwała dorożkę i poprosiła kierowcę, by zawiózł ją
do Kensington.
W Cromwell Gardens zapłaciła za przejazd i przystanęła na chwilę, by
przyjrzeć się domowi. Czy Dolores naprawdę stać na cały przybytek?
Jednak gdy podeszła do drzwi, wszystko stało się jasne. Posiadłość
została podzielona na cztery mieszkania. Nazwisko Dolores widniało na
tabliczce informującej, że zajmuje część przestrzeni znajdującej się na
parterze i pierwszym piętrze.
Rose pociągnęła za białą gałkę dzwonka. Czekała i czekała. Potem
nacisnęła na klamkę drzwi wejściowych. Nie były zamknięte na klucz.
Weszła do dużego, kwadratowego holu. Sprzątaczka szorowała podłogę na
kolanach.
- Które mieszkanie należy do panny Duval? - zapytała Rose.
- Drzwi po pani lewej - powiedziała przez ramię kobieta.
Drzwi były lekko uchylone. Rose zapukała, a następnie zawołała. Nie
otrzymała żadnej odpowiedzi. Wkroczyła więc do środka mieszkania.
Zamierzała zostawić bilet wizytowy na tacy, którą dostrzegła na małym
stoliku. Wyjęła wizytownik, jednak szybko schowała go z powrotem.
Dolores jedynie rozbawiłby fakt, że postanowiła ją odwiedzić. Wtedy Rose
zobaczyła, że drzwi do pokoju przyjęć są otwarte. Podeszła do nich. Być
może znajdę tam wskazówki. Cokolwiek, co nakieruje mnie na powód
zatrudnienia Harry'ego przez Dolores.
Pierwsze, co zobaczyła, to wystająca zza sofy przy oknie ludzka stopa w domowym pantoflu. Serce Rose zaczęło walić jak młotem. Obeszła sofę i wydała z siebie przenikliwy krzyk przerażenia. Dolores leżała martwa na
podłodze. Była ubrana jedynie w białą jedwabno-koronkową koszulę nocną i misternie haftowaną podomkę. Na piersi Dolores widniała czerwona plama
krwi, a obok, na podłodze, leżał rewolwer. Rose była w tak ogromnym
szoku, że bez zastanowienia podniosła broń.
Zza jej pleców rozległ się głośny krzyk. Lady Summer obróciła się. Jej
źrenice były rozszerzone ze strachu. W ręku wciąż trzymała rewolwer.
Przed sobą zobaczyła sprzątaczkę.
- Morderstwo! - krzyknęła piskliwym głosem, po czym wybiegła na ulicę,
krzycząc już głośniej. - Morderstwo! Odrażająca zbrodnia! Morderstwo!
Do mieszkania Dolores zaczęli tłumnie przybywać ludzie. Rose wpatrywała
się w nich, a oni w nią, dopóki pewien mężczyzna nie podszedł do niej i nie zabrał jej rewolweru.
- Co tu się dzieje? - policjantowi udało się przepchnąć przez tłum.
Podniósł się chór głosów, niektórzy krzyczeli:
- Ona ją zamordowała! Miała broń w ręku!
- Ja nie... znalazłam ją - wyszeptała Rose przez sine usta.
- Nazwisko?
- Lady Rose Summer.
Policjant odwrócił się i wyprosił wszystkich z mieszkania. Zobaczył
telefon na stoliku przy kominku i wybrał numer Scotland Yardu.
***
- Nie mogę powiedzieć, dlaczego przebywałem w towarzystwie panny Duval.
To poufne - powiedział Harry do rozwścieczonego hrabiego.
- Paradowałeś z tą ulicznicą w operze, na oczach wszystkich. Twoje
zaręczyny z moją córką niniejszym zostały zerwane. O co chodzi, Jarvis?
Sekretarz hrabiego kręcił się nerwowo w drzwiach.
- Proszę o wybaczenie, mój panie, lecz otrzymałem pilny telefon ze
Scotland Yardu. Lady Rose została aresztowana w sprawie o morderstwo.
Rozdział drugi
ROZDZIAŁ DRUGI
Choć odrobina szczerości stanowi rzecz niebezpieczną, natomiast w nader
hojnej dawce jest bezwzględnie zabójcza.
Oscar Wilde
Nadinspektor Kerridge znał Rose. Była zaangażowana w kilka jego
poprzednich spraw. Kazał przyprowadzić lady do swojego gabinetu i podać
jej gorącą, słodką herbatę. Chciał jak najszybciej przesłuchać Rose,
ponieważ był pewien, że hrabia zaraz zjawi się u niego z batalionem
prawników.
Kerridge był szarym człowiekiem, dosłownie: miał siwe włosy, siwe
krzaczaste brwi, szarą twarz, a wszystko to zestawiał z szarym
garniturem. Miał również słabość do lady Rose, prawdopodobnie dlatego,
że widział w niej odmieńca podobnego do siebie. W głębi serca Kerridge'a płonął ogień. Był marzycielem, który napawałby się widokiem
przedstawicieli arystokracji powieszonych na słupach latarni. Jednak
zachowywał swe poglądy dla siebie. Miał żonę i dzieci, o które winien
się troszczyć.
- A teraz, wielmożna pani - zaczął - proszę powiedzieć mi możliwie
najdokładniej, cóż się stało i czemuż się pani tam zjawiła.
- Widziałam Harry'ego... to znaczy kapitana Cathcarta... w operze z panną
Duval. Powiedział mi, że zajmuje się dla niej pewną delikatną sprawą,
jednak w moich oczach pośrednio okrył mnie hańbą. Nie miał prawa
publicznie jej eskortować. Pragnęłam rozmówić się z panną Duval. Z tegoż
powodu udałam się do jej mieszkania. Drzwi były otwarte. Kiedy weszłam
do środka, ujrzałam stopę wystającą zza sofy. Obeszłam mebel. Panna
Duval była martwa. Została zastrzelona. Krzyknęłam. Obok niej leżał
rewolwer. Byłam w szoku. Całkowicie zamroczona. Podniosłam rewolwer i wtedy do mieszkania wpadła sprzątaczka. Zaczęła krzyczeć: "Morderstwo!".
Za drzwiami rozległy się odgłosy głośnej kłótni. Kerridge przeklął w myślach automobile. Tak szybko przewoziły ludzi z punktu A do B.
W drzwiach stanął policjant.
- Sir, przybył lord Hadshire... - zaczął, lecz prawie od razu został
brutalnie odepchnięty na bok. Hrabia wpadł do gabinetu, a za nim jego
żona, lady Polly, kapitan Harry i sir Crispin Briggs, radca królewski.
- Ani słowa więcej! - warknął hrabia do córki.
- Czy postawiono jej zarzuty? - zapytał Briggs.
- Jeszcze nie - odpowiedział szorstko Kerridge. - Właśnie rozpocząłem
przesłuchanie.
- Cóż, w takim razie, jeśli pragnie pan zadać jej jeszcze jakieś
pytania, może pan to uczynić w naszym domu, w obecności sir Briggsa.
Kerridge westchnął.
- Skoro tak, złożę waszej lordowskiej mości wizytę dziś po południu. Mam
świadków do przesłuchania. Kapitanie Cathcart, chciałbym zamienić z panem słowo na osobności.
Poczekał, aż Rose zostanie wyprowadzona przez rodziców oraz radcę
królewskiego. Harry usiadł i spojrzał ponuro na Kerridge'a.
- Co, u licha, knuła Rose?
- Wygląda na to, że zaproszenie przez pana panny Duval do opery
przepełniło czarę goryczy. Lady Rose poszła rozmówić się z panną Duval.
Twierdzi, że znalazła ją martwą i pod wpływem szoku podniosła rewolwer.
Wtedy ujrzeli ją sprzątaczka i kilku innych świadków. Doprawdy źle to
wygląda.
- Odciski palców?
- Zostały już wysłane do biura. Jakąż to sprawą zajmował się pan dla
panny Duval?
- Panna Duval otrzymywała rozliczne listy z pogróżkami. Chciała, bym
ustalił, kto je napisał, oraz zapewniał jej ochronę aż do czasu wykrycia
przeze mnie autora winowajcy.
- Czemuż nie udała się w tej sprawie na policję?
- Błagała mnie, bym nie angażował do tego policji. Panna Duval miała
kłopoty w Paryżu. Pewna arystokratka twierdziła, że Dolores ukradła jej
naszyjnik z pereł. Według panny Duval rzeczona ozdoba została jej
podarowana przez małżonka owej damy. Z całej sprawy wyniknął wielki
skandal. Panna Duval twierdziła, że została niewłaściwie potraktowana
przez policję i gazety.
- Czy jest pan w posiadaniu tych listów?
- Panna Duval przechowywała je w swoim mieszkaniu.
- Jakież to były groźby?
- Dla przykładu: Zabiję cię. Dziewkom twego sortu nie należy się
życie. Napisane na tanim papierze.
Kerridge wstał.
- Lepiej jedźmy jak najszybciej do Kensington. Muszę przejrzeć te listy.
- Becket nas zawiezie. Czeka na dole.
***
Becket podczas jazdy był milczący i przygnębiony. Skoro lady Rose wpadła
w tarapaty, oznaczało to, że również Daisy narażona jest na
niebezpieczeństwo. Żałował, że nie powiedział Daisy całej prawdy o swoich obawach związanych ze ślubem. Małżeństwo oznaczałoby konieczność
porzucenia pracy u kapitana, gdzie miał bardzo stabilną sytuację
finansową. Wkroczyłby w świat handlu, bowiem Cathcart obiecał, że pomoże
mu z otwarciem własnego interesu. Kapitan uratował Becketa, gdy ten był
nędzarzem. Sługa drżał na myśl o niepowodzeniu w interesach i powrocie
do życia w ubóstwie. Phil Marshall, również ocalony przez kapitana i pracujący dla niego, już cieszył się na możliwość przejęcia stanowiska
Becketa. Teraz był wyraźnie smutny oraz rozczarowany. Nic nie wskazywało
na to, by Becket miał w najbliższym czasie odejść z pracy. Daisy
początkowo zasugerowała, by otworzyli salon sukien. Kreacje miałyby być
projektowane przez pannę Friendly, krawcową lady Polly. Becket miał inny
pomysł. Był zdania, że prowadzenie salonu jest w pewien sposób
niemęskie. Wolał założyć pub, lecz z kolei Daisy nie w smak była
perspektywa napełniania kufli.
- Uważaj! - krzyknął Harry. - Uważaj, Becket. Doprawdy, niewiele
brakowało, a przejechałbyś tego człowieka.
***
W Cromwell Gardens Kerridge skinął na policjantów, którzy wciąż zbierali
zeznania od sprzątaczki oraz sąsiadów, i wszedł do mieszkania. Klęczący
przy ciele patolog wstał na ich przybycie.
- Czysty strzał, prosto w serce - oznajmił. - Nie widać śladów walki.
Wszedł detektyw inspektor Judd.
- Wygląda na to, że nie doszło do włamania lub manipulowania przy
zamkach. Uczynił to ktoś, kogo znała.
- Szukamy listów z pogróżkami, które według obecnego tu kapitana zostały
wysłane do panny Duval. Do roboty.
Wszyscy szukali z należytą dokładnością, ale po listach nie było śladu.
Już mieli się poddać, gdy ktoś donośnym tonem zawołał:
- Cóż się tu wyprawia?! Co też państwo tutaj robią?!
Wszyscy zwrócili swe oblicza w stronę, z której dobiegał głos. W drzwiach do pokoju przyjęć stała wysoka, surowo wyglądająca kobieta.
Harry ją rozpoznał.
- To pokojówka - powiedział szybko do Kerridge'a. - Panno Thomson,
obawiam się, że mam dla pani złe wieści. Wielmożna pani Duval została
zamordowana.
Panna Thomson osunęła się na najbliższy fotel, trzymając rękę na gardle.
- Te przeklęte listy! Mówiłam mojej pani, by udała się na policję -
powiedziała z charakterystycznym szkockim akcentem.
- Dlaczego nie było pani w domu? - zapytał Kerridge. - I gdzie reszta
służby?
- Panna Duval nalegała, żebyśmy wszyscy wzięli dzień wolny.
- Kto oprócz pani tu pracuje?
- Są pokojówka Ralston, kucharka i gosposia, pani Jackson, podkuchenna
Betty oraz pani Anderson, która przychodzi trzy razy w tygodniu, by
wykonywać najcięższe prace. Ta ostatnia jest tu teraz. Powiedziała mi,
że musiała po coś wrócić. Reszta przybędzie wczesnym wieczorem. W jaki
sposób zamordowano moją panią?
- Panna Duval została zastrzelona. Czy wspominała cokolwiek o tym, że
spodziewa się gości?
- Nie powiedziała tego wprost, jednak przypuszczałam, że zamierza kogoś
przyjąć i nie chce, żebyśmy widzieli tę osobę.
- Czy domyśla się pani, któż to miał być?
- Podejrzewam, że może to być członek rodziny królewskiej.
- Proszę zachować to dla siebie - powiedział ostrym tonem Kerridge.
Dobry Boże! Czy będę zmuszony przesłuchiwać króla?
- Jak długo pracuje pani u panny Duval?
- Odkąd wielmożna pani przybyła do Londynu. Pozbyła się francuskiego
personelu. Wszystkich. Nie ufała im. Podejrzewała, że któreś z nich
przekazywało prasie strzępy informacji o niej.
- Kiedy w takim razie przybyła do Londynu?
- Raptem miesiąc temu - odpowiedział Harry.
- A w jaki sposób zatrudniła służbę?
- Wszystkich oprócz mnie wielmożna pani znalazła za pośrednictwem
agencji. Przed wyjazdem z Paryża zamieściła anons w "The Times". Szukała
pokojówki damy. Zgłosiłam się.
- Kim była pani poprzednia pracodawczyni?
- Wielmożna pani lady Burridge.
- A czemuż przestała pani dla niej pracować?
- Ponieważ zmarła.
- Szukamy listów z pogróżkami wysłanych do panny Duval. Czy wie pani,
gdzie też je przechowywała?
- Oczywiście. Trzymała je w małym sekretarzyku w buduarze na górze.
- Proszę nas tam zaprowadzić.
Harry i Kerridge podążyli po schodach za wyprostowaną sylwetką
pokojówki.
- Czemuż zdecydowała się pani na pracę dla przedstawicielki
demi-monde? - zapytał Kerridge.
Na półpiętrze odwróciła się do niego.
- Panna Duval płaciła sowicie i była życzliwą osobą. Będzie mi jej
brakowało.
Zaprowadziła ich do ładnego buduaru i od razu podeszła do sekretarzyka.
- Ach, o ten chodzi - powiedział Kerridge ponuro. - Ten mebel już został
przeszukany.
- Nie nosił śladów gorączkowych poszukiwań - powiedział Harry. - Żadnych
wyjętych lub otwartych szuflad. Nie sforsowano także drzwi zewnętrznych.
Wygląda na to, że panna Duval znała osobę składającą jej wizytę, być
może nawet zwierzyła się jej i pokazała listy. A co z jej klejnotami? I dlaczego była ubrana tylko w koszulę nocną i podomkę? Wygląda na to, że
spodziewała się kochanka.
- Madame frustrowała się uciskiem gorsetów. O poranku chodziła głównie w negliżu. Nieraz próbowałam ją namówić, by przyodziała coś bardziej
stosownego, lecz wtedy tylko śmiała się ze mnie i nazywała nudziarą.
Panna Thomson usiadła, jakby nagle nogi się pod nią ugięły. Wyciągnęła
chustkę i otarła oczy.
- Klejnoty! - powiedział Harry ostro. - Czy którekolwiek zostały
zabrane?
Panna Thomson podeszła do dużej szkatułki na biżuterię.
- Kluczyk jest w zamku - powiedziała. - Osobliwe. Szkatułka zawsze była
zamykana. Jeden kluczyk należał do wielmożnej pani, drugi znajdował się
w moim posiadaniu.
Podniosła do góry wieko. W środku znajdowała się szufladka z mnóstwem
przegródek wypełnionych pierścionkami i kolczykami. Panna Thomson
wyciągnęła ją, by dostać się do dolnej części szkatułki, w której leżał
stos naszyjników.
- Wielmożna pani trzymała swoje diamenty w banku - powiedziała Thomson.
- Jednak brakuje trzech naszyjników: z szafirów, rubinów i tego z czarnych pereł.
- Jest pani tego pewna? - zapytał Kerridge.
- Codziennie wieczorem sprawdzam biżuterię oraz stan zapasów koronek.
Koronki były w modzie - stanowiły kosztowny dodatek, niekiedy wręcz
bezcenny. Używano ich często do ozdoby oraz wykończenia.
- Dlaczego wszystko jest pokryte kurzem? - zapytała panna Thomson.
- Ludzie z Biura Odbitek Linii Papilarnych pokryli wszystko proszkiem,
by pobrać odbitki, zanim rozpoczniemy poszukiwania listów.
Kerridge wzbraniał się przed zadaniem następnego pytania. Jednak
ostatecznie się przemógł, wiedział, że to jego obowiązek.
- Dlaczego przypuszczała pani, że gość panny Duval może być członkiem
rodziny królewskiej?
- Chodziło o coś, co powiedziała moja wielmożna pani. Robiłyśmy zakupy w Fortnum's. Sprzedają tam pewien gatunek herbaty, który moja wielmożna
pani szczególnie sobie upodobała. Wciąż tam byłyśmy, gdy Jego Wysokość
odwiedził sklep. Wydawał się pod nie lada wrażeniem mojej pani.
Odciągnął ją na bok i szepnął jej coś na ucho. Na to moja wielmożna pani
zarumieniła się i roześmiała. Przez resztę tamtego dnia wprost tryskała
radością.
- Lecz nie powiedziała na ten temat nic konkretnego?
Panna Thomson potrząsnęła głową.
- Czy miała przyjaciółkę? Damę, której mogła się zwierzyć?
- Nic mi o tym nie wiadomo.
- A może miała przyjaciół wśród dżentelmenów?
- Tylko kapitana Cathcarta.
- Cóż, dziękuję, panno Thomson, to wszystko. Może pani powrócić do
swoich zajęć. Poczekamy na przybycie reszty służby.
Kiedy wyszła z pokoju, Kerridge spojrzał na Harry'ego podejrzliwie.
- Czy pańska relacja z panną Duval była czysto zawodowej natury?
- Tak. Zapewniałem jej ochronę i czyniłem starania, by dowiedzieć się,
kto wysłał te listy.
- Jednakowoż przyzna pan, że to osobliwe - powiedział ostrym tonem
Kerridge. - Oto słynna francuska nierządnica, w której interesie leży
znalezienie bogatego protektora, widywana jest wyłącznie w pana
towarzystwie.
- Panna Duval powiedziała mi, że nie chce... ekhem... wracać do swego
dotychczasowego zajęcia, dopóki autor listów nie zostanie wykryty.
- Jaka ona była?
- Powiedziałbym, że była jedną z najznamienitszych w swoim fachu. Widzi
pan, nie chodzi jedynie o to, co potrafią czynić w łożu, lecz także o to, jak wprawnie, jakże umiejętnie są w stanie oczarować i zabawiać poza
nim. Była serdeczna, błyskotliwa i dowcipna. I zabawna. Niezmiernie ją
lubiłem.
- Lubiłem? Nic ponad to?
- Nic.
Kerridge wyciągnął duży zegarek kieszonkowy i spojrzał na niego.
- Czas najwyższy, byśmy przesłuchali lady Rose.
Podczas podróży automobilem do rezydencji hrabiego Harry czuł się podle.
Nie był do końca szczery z Kerridge'em. Dolores go oczarowała i zafascynowała. Była nie tylko urocza i niezwykle pociągająca seksualnie.
Emanowała niemal matczynym ciepłem. Na myśl o Rose Harry'ego
przepełniało poczucie winy. Tak, pocałował ją namiętnie, a ona
odpowiedziała tym samym, jednak gdy spotkał ją ponownie, wydała mu się
zimna i nieprzystępna. Harry'emu nawet przez chwilę nie zaświtała w głowie myśl, że na co dzień odważna w wielu kwestiach Rose jest
zwyczajnie nieśmiała. Jutro gazety zmieszają ją z błotem. Kapitan był
pewien, że sąsiedzi, którzy znaleźli ją z rewolwerem w ręku, już
podzielili się tą rewelacją z prasą. O sprzątaczce nawet nie
wspominając.
Nikomu nie przyszło do głowy, by powiadomić Daisy o wydarzeniach tego
dnia. Przeprowadziła więc wywiad rozpoznawczy z dżentelmenem, który
chciał udowodnić żonie cudzołóstwo, oraz z dwiema damami, które były
wielce przejęte zaginięciem swoich zwierzątek domowych.
Czując, że ma w tej chwili pełną kontrolę i odpowiedzialność, Daisy
postanowiła sama zająć się sprawami. Wyszła w poszukiwaniu zaginionych
pupili i doszła do wniosku, że następnego dnia rozpocznie obserwację
żony dżentelmena.
* * *
Rose jeszcze raz opowiedziała ze szczegółami, co wydarzyło się tego
ranka, jednak tym razem w obecności Briggsa, radcy królewskiego. Była
blada i roztrzęsiona. Harry pragnął ją pocieszyć, lecz ani razu na niego
nie spojrzała. Zamiast tego powiedział więc do hrabiego:
- Ktoś wysyłał pannie Duval listy z pogróżkami. Wszystkie zniknęły.
Jestem święcie przekonany, że to właśnie autor owych listów stoi za tym
mordem.
- Och, Rose, czemuż nie powstrzymałaś się w operze? Groziłaś tej
kobiecie śmiercią.
- Co proszę?! - zapytał hrabiego ostrym tonem Kerridge.
- Nie musi pani odpowiadać na żadne dalsze pytania - powiedział szybko
Briggs.
- Wolę odpowiedzieć - powiedziała smutno Rose. - Nadinspektor i tak by
się o tym dowiedział. Ostatecznie było tak wielu świadków. Mój
narzeczony eskortował pannę Duval do opery. Byłam tym faktem wzburzona.
Czułam, że niszczy nasz związek, zadając się publicznie z nierządnicą.
Podeszłam do niej podczas przerwy, gdy obie przebywałyśmy w kawiarence w foyer, i rzekłam: "Zostaw mego narzeczonego w spokoju, ty ladacznico,
albo cię zabiję!".
- Och, na Boga, czemuż to pani powiedziała? - lamentował Harry.
Po raz pierwszy na niego spojrzała.
- Nie powinnam była tego rzec. Ani pan, ani panna Duval nie byliście
tego warci.
- Myślę, że czas już najwyższy zakończyć to przesłuchanie - powiedział
Briggs.
- W rzeczy samej, idź do swojego pokoju - powiedziała lady Polly.
Harry patrzył, jak odchodzi. Nawet nie marzył, że byłby w stanie w jakikolwiek sposób sprawić, by Rose szalała z zazdrości. Być może mimo
wszystko go kochała. Jednak z pewnością nigdy nie wybaczy mu, że zabrał
Dolores do opery. Nie powinien był dać się jej na to namówić.
* * *
- Ta sprawa wygląda bardzo źle dla lady Rose - powiedział Kerridge, gdy
Becket wiózł ich do Scotland Yardu. - Hrabia, nie zezwalając na
przeszukanie jej pokoju, postąpił niczym ostatni głupiec. Gdyby okazało
się, że nie jest w posiadaniu brakującej biżuterii, byłby to pierwszy
krok w kierunku oczyszczenia jej z zarzutów.
- Może pan uzyskać nakaz przeszukania.
- Miejskiej rezydencji hrabiego? Moje starania będą blokowane na każdym
kroku.
- Muszę przekonać hrabiego i hrabinę Hadshire, by odesłali gdzieś lady
Rose. Gdy jutro ukażą się gazety, zostanie potępiona jako morderczyni.
Tylko czekać, aż tłuszcza pojawi się u jej drzwi.
- Z pewnością prasa poświęci jej wiele uwagi, jednak nie sądzę, by w tym
przypadku była napiętnowana.
- A czemuż to?
- Gdyby lady Rose zabiła szanowaną damę, to co innego. Jednak jej
narzeczonego widywano w towarzystwie francuskiej nierządnicy. Zostanie
to uznane za zbrodnię w afekcie. Proszę się nie zdziwić, jeśli
ostatecznie to pan zostanie okrzyknięty łotrem, a nie lady Rose.
* * *
Daisy wróciła do domu. Wyczuła, że coś jest nie tak, gdy tylko Brum,
kamerdyner, otworzył jej drzwi. Daisy miała klucz do drzwi wejściowych,
jednak nie oczekiwano, że będzie go używać, chyba że w nagłych
wypadkach. Kiedyś została nawet skarcona przez lady Polly za samodzielne
otworzenie drzwi. Hrabina powiedziała jej wtedy: "Po cóż otwierać drzwi,
skoro płacimy za to odpowiedniej służbie?".
- Dzień dobry, Brum - powiedziała Daisy. - Coś taki ponury?
Potrząsnął głową i oznajmił złowieszczo:
- Złe czasy nastały.
Daisy rzuciła mu pełne niepokoju spojrzenie i pomknęła po schodach do
prywatnego saloniku Rose. Młoda lady siedziała w fotelu przed kominkiem,
w którym tlił się ogień. Na jej kolanach leżała otwarta książka. Daisy
od razu zauważyła, że Rose płakała. Uklękła obok niej.
- Cóż takiego się stało? Proszę, powiedz mi. Powiedz swojej Daisy.
Zmęczonym, beznamiętnym głosem Rose opowiedziała jej o morderstwie i swoim udziale w znalezieniu ciała.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki