Nastoletnie problemy. Adam - Elżbieta Jodko-Kula

Reflow text when sidebars are open.
Książka powstała na podstawie sztuki teatralnej "Zapis", która została wyróżniona w Ogólnopolskim Konkursie na Sztukę dla Dzieci i Młodzieży w 2000 roku (organizowanym przez Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu) i wystawiana przez Teatr Animacji w Poznaniu w sezonie 2004/2005.
Rozdział I
Zdjęła płaszcz z wieszaka i zarzuciła go na ramiona, nerwowo usiłując wsunąć ręce w rękawy. Ilekroć była zdenerwowana, czynność ta sprawiała jej wielką trudność. Niestety, poranne boje z rękawami zdarzały się coraz częściej i Barbara nie mogła sobie przypomnieć dnia, w którym wkładanie płaszcza nie nastręczałoby jej trudności.
Nic nie wskazywało jednak na to, żeby poranne awantury z Ewą miały się w najbliższym czasie skończyć. Córka najwyraźniej upodobała sobie właśnie tę porę dnia, by zatruwać matce życie. Robiła to zresztą na tyle skutecznie, że samopoczucie Barbary poprawiało się dopiero około południa, gdy wzburzenie z wolna ustępowało miejsca zaabsorbowaniu zawodowymi sprawami.
Jeszcze trochę, a stanę się kompletnie zgorzkniałą babą - pomyślała, uporawszy się wreszcie z rękawami.
- To nie jest moja wina, ta baba po prostu uwzięła się na mnie! Nie mogę jej znieść, słyszysz? - wrzasnęła Ewa ze swojego pokoju.
Barbara westchnęła głęboko i krokiem skazańca pomaszerowała do pokoju córki. Stanąwszy w progu, zrezygnowanym wzrokiem omiotła bałagan na biurku i łóżku, i powstrzymując się od kolejnego złośliwego komentarza, powiedziała, usiłując zachować spokój:
- Masz prawo jej nie lubić, ale nie możesz się tak zachowywać. To, co wyprawiacie na jej lekcjach, jest zwyczajnym chamstwem.
- Bo my jesteśmy zwyczajne chamy i dobrze nam z tym, a jej nienawidzę, rozumiesz? - oświadczyła Ewa i spojrzawszy na matkę wściekłym wzrokiem, dodała: - Uważam, że to jest w porządku.
- Nie, nie jest w porządku! Musisz przeprosić panią Sieni-cką, to twoja nauczycielka - oznajmiła matka, czując przypływ nowej fali gorąca oblewającej jej twarz.
- To co z tego? Nie przeproszę jej - ton głosu Ewy przypominał nieco ton naburmuszonej czterolatki walczącej z dorosłymi o prawo do sprzeciwu.
Barbara, czując nadchodzące zwycięstwo, nie zrezygnowała ze stanowczego tonu i zakończyła krótko:
- Przeprosisz, bo zachowałaś się skandalicznie...
Ewa nie była jednak naburmuszoną czterolatką i jej sprzeciwy wobec ustalonego przez matkę i innych dorosłych porządku były coraz bardziej skuteczne. Chwilowe wahanie w jej głosie było więc tylko pozorem uległości. W rzeczywistości dziewczyna zamierzała walczyć dalej.
- Nie rozumiesz chyba, co do ciebie mówię? - znów podniosła głos. - Nie zrobię tego! - wrzasnęła Ewa.
Barbara nerwowo ścisnęła dłonie i cofnęła się w głąb korytarza, po chwili jednak zawróciła i przekroczywszy próg pokoju córki, podeszła do tapczanu, na którym leżała dziewczyna.
- Zrobisz, bo ja cię o to proszę... - cedziła każde słowo. - Nie, nie proszę, żądam tego od ciebie - dodała po chwili.
Ewa prychnęła pogardliwie i odwróciła wzrok od matki.
- Jak ci tak zależy, to ją sama przeproś! - podniosła się z tapczanu, po czym podeszła do radia i podkręciła potencjometr. Ryknęła rytmiczna muzyka.
Barbara ze złością spojrzała na córkę i wyraźnie wyprowadzona z równowagi, krzyknęła:
- Ewa!
Jednak dziewczyna nie zareagowała, udając, że przekłada coś na biurku. Barbara zrzuciła z oparcia fotela bluzę córki i usiadła, wyjmując z kieszeni paczkę papierosów. Był to stary, nie raz sprawdzony sposób, by ściągnąć uwagę Ewy, która nie znosiła papierosowego dymu.
- Czy możesz tu nie palić? - krzyknęła dziewczyna, odwracając się gwałtownie w stronę matki.
- A czy ty możesz to ściszyć? - odpowiedziała Barbara dużo spokojniej niż poprzednio; po czym widząc, że córka wyciąga rękę w kierunku radia, schowała papierosy z powrotem do kieszeni.
- Wychodzę, idę do pracy, wrócę dopiero o ósmej, bo po południu mam dyżur w poradni! - oświadczyła, podnosząc się z fotela. - Zrób sobie kolację i odrób lekcje - dodała po chwili. Zastanawiała się, czy powinna kontynuować temat zachowania córki wobec pani Sienickiej, ale uznała, że nie ma czasu ani ochoty na dalszą awanturę i ten problem zamknęła krótkim "do widzenia!".
Ewa najwidoczniej nie uważała tematu za zamknięty, gdyż nie odpowiedziała matce i nie zareagowała na jej wyjście. Barbara zatrzymała się więc w progu i powtórzyła dużo głośniej:
- Do widzenia!
Jednak córka pokiwała jedynie głową, nie odwracając się nawet od biurka.
Po wyjściu matki ustawiła na biurku szkolny plecak; powoli wrzucała do niego zeszyty i książki. Chwilę później przerwała tę czynność i wysupłała z kieszeni spodni telefon komórkowy. Wybrała numer, a uzyskawszy połączenie, powiedziała całkowicie spokojnym, sympatycznym głosem:
- Babcia? Dzień dobry, mówi Ewa! Co u ciebie słychać?... Tak, wspaniale. Mam ochotę do ciebie przyjechać, zaprosisz mnie?... Ekstra, przyjadę jutro po lekcjach i zostanę do soboty, dobrze?... Nie, nie wiem, czy mama przyjedzie, ma dużo pracy... Tak, oczywiście zapytam. To do zobaczenia!
Rozdział II
Adam zjechał rowerem z chodnika na jezdnię, nie patrząc nawet, czy zza zakrętu nie wyjeżdża samochód. Od pewnego czasu w tym właśnie miejscu zachowywał się zawsze tak samo. To było jak rosyjska ruletka, na którą pozwalał sobie coraz częściej. Skoki z murka, wjazd w zakręt z zamkniętymi oczami, slalom pomiędzy samochodami kończący się niezmiennie trąbieniem i wrzaskiem rozwścieczonych kierowców - to było to, co ostatnio bardzo mu odpowiadało. Lubił te momenty, czuł wtedy, że znowu mu się udało. Udało się kogoś wkurzyć, wykiwać los, odnieść małe zwycięstwo nad...
No właśnie, to nad czym lub nad kim odnosił zwycięstwo było zawsze nieokreślone. Nie zmieniało to jednak faktu, że chłopak lubił ryzyko nawet takie najgłupsze.
- A co mi zależy! - odpowiadał zwykle na uwagi wzburzonych widzów jego niemądrych wyczynów i nie odczuwał wcale wstydu czy zażenowania. To był jego teatr, teatr jednego aktora, na scenie którego grał swoją ryzykowną rolę.