Nastolatki na głodzie. Pokochaj swoje ciało! Nie daj się anoreksji i bulimii - Agnieszka Sztyler Turovsky


Reflow text when sidebars are open.
JULKA:
DZIEWCZYNA TATY JEST CHUDA
1 czerwca 2014 r., niedziela, Dzień Dziecka. Kawiarnia w Galerii Mokotów, Warszawa.
"Córciu, zapamiętaj: Nie robisz laski, nie grasz w słoneczko, nie musisz udowadniać miłości. Zrozumiano?!" - mówi tata. Weekendowy. Od rozwodu z mamą Julki "wychowuje" córkę w centrach handlowych.
- Dziewczyna taty nie chce widzieć mnie w swoim domu - tłumaczy Julka. Ma 15 lat, chodzi do II klasy renomowanego gimnazjum publicznego w Warszawie.
"O, i nie szukasz sponsora. A iPhone'a ja ci kupię!" - dorzuca tata nagle z głośnym rechotem.
- Obrzydliwy, obleśny - tak myślę o ojcu. A on? Uważa, że jest zabawny - mówi Jula. Czuje, że ludzie w kawiarni gapią się na nią. Boi się podnieść wzrok. O tej porze może spotkać znajomych: z osiedla, ze szkoły. - Chciało mi się płakać, wymiotować, zapaść pod ziemię - wspomina. - Nie jestem, nie byłam galerianką, nie znam żadnej takiej dziewczyny. Nawet nie mam chłopaka. A tato znów naczytał się czegoś w "Newsweeku" i WIE, JAK ŻYJE DZISIEJSZA MŁODZIEŻ - mówi Julka sarkastycznie.
Wymyka się do łazienki. Pięć kabin, trzy zajęte. Wniosek: trzy kobiety usłyszą... Wpycha palce do gardła. Głęboko. Lody lądują tam, gdzie ich miejsce - w muszli klozetowej. Jula płacze. Nad umywalką płucze usta wodą, opłukuje twarz. Myje ręce. Sześć razy. Zmyć zapach, by ojciec nie poczuł.
"Płakałaś?" - pyta, gdy córka wraca do stolika. Twarz opuchnięta, oczy przekrwione.
"Nie, chyba mam alergię".
"Sorbet truskawkowy. Truskawki. Wszystko jasne" - ucina ojciec. Julka zastanawia się, czy uwierzył w alergię, czy woli udawać, że nie wie o bulimii.
Dobra żona odchodzi sama
Dwa lata temu. Warszawska restauracja Ale Gloria. Czternasta rocznica ślubu rodziców. Przy stole 20 osób.
"Dobra żona odchodzi sama po piętnastu latach!" - żartuje tato. Mama Julki się uśmiecha. Dlaczego?! Dlaczego mama udaje, że to zabawne?! - myśli Jula.
- Było mi wstyd, że kobieta daje się tak traktować - wspomina dziewczyna.
Pięć miesięcy później jej mama odkrywa, że mąż ją zdradza. Kolejne tygodnie wyglądają podobnie: Julka wraca ze szkoły, zamyka się w swoim pokoju. Odrabia lekcje, je, słucha muzyki, gra w "Farm Ville" na komputerze: sadzi truskawki, podlewa, hoduje konie. Gada przez Skype'a z koleżankami. Ale ulgę czuje tylko wtedy, gdy wpycha w siebie dwudaniowy obiad. A potem dwie tabliczki czekolady albo słoik Nutelli. Wtedy mija smutek. Czasem Julce udaje się zapaść w drzemkę. Budzi ją krzyk:
"Ta twoja kur...!", "Ta twoja szmata!". I jeszcze: "Ty chu...!", "Nie, nie chu...! Ch... to brzmi dumnie. Ty jesteś zwykłym siurkiem!" - To głos mamy. Tato zawsze milczy.
- Raz, gdy tato wrócił z pracy, mama jeszcze w progu uderzyła go w twarz. Z liścia. Bałam się, że ojciec jej odda, ale nigdy tego nie zrobił - wspomina.
Przeprowadzka "na wesoło"
Rozwód. Pod dom zajeżdża ciężarówka. Na wielkiej pace napis: "Na wesoło przeprowadzimy cię w nowe życie!".
Tato przeprowadzony "na wesoło" do domu swojej nowej kobiety. Potem żony. Mamy Julki nie ma przez rok. To znaczy jest - na zwolnieniu od psychiatry. Depresja. Julka myśli o mamie, że jest jak cyborg.
- Japoński robot, pokazują takie czasem w telewizji. Są ładne, uśmiechają się, mają piękne imiona, np. Vanessa. I zawsze pomagają w domu samotnemu mężczyźnie: odkurzają, podają piwo i pytają "How are you?". - Mama Juli nie ma na imię Vanessa, ale Grażyna. Brzydko. Choć nie tak kiczowato jak Vanessa. I nie ma mężczyzny, któremu by odkurzała i mówiła "How are you?". A zamiast garsonki albo seksownego fartuszka ma na sobie fioletowy szlafrok w winogrona. W ręce papieros albo kieliszek wina. I gapi się w telewizor. Tak jak dawniej tato. - Tylko zamiast TVN24 i kanałów sportowych na ekranie serial za serialem - opowiada Julka. Wciąż pamięta, jak tato wściekał się, że mama kładzie pilota przy telewizorze.
"Nienawidzę bezmyślności! Pilot jest po to, żeby leżał na kanapie. Gdyby miał leżeć przy telewizorze, to nie byłby potrzebny, zmieniałoby się programy guzikiem wmontowanym w ekran".
Jula tęskni za mamą, choć ta jest obok.
- Przysiadałam przy niej na sofie. Po kilku miesiącach Kości, House of Cards, Mad Max znałam na pamięć. Nie rozmawiałyśmy. Mama milczała, gapiłam się na te seriale, bo to była jedyna szansa, by mnie przytuliła - wspomina Jula. Czuła wtedy z ust mamy zapach wina. I pizzy. Bo mama nie gotowała, odkąd tato się wyprowadził.
Mule nie dla "słoika"
"Zakłócasz nam domowy mir. To naruszenie art. 193 kodeksu karnego". - Dziewczyna taty, prawniczka, roześmiała się, gdy Julka posprzeczała się z nim w jej domu. W czasie pierwszej wizyty. Rok po rozwodzie rodziców. Wcześniej nikt nie był gotowy na takie spotkanie. Na obiad mule.
- Jadłam je pierwszy raz w życiu. Nie smakowały mi. Prawie nie gryzłam, połykam w całości kawałki, by nie robić tacie przykrości - wspomina.
"Co, Jula, tylko proste, chłopskie jadło? Twoja eks była słoikiem? Z genami się nie powalczy" - dziewczyna taty mruczy pod nosem. "O mojej mamie! A tato udawał, że nie słyszy!" - opowiada Julka. Przypomina sobie, że mama mówi o ojcu: "Nie ma jaj, tylko wydmuszki". Mama ma rację - myśli wtedy.
Wybiega do łazienki. "Niech ta dziwka nie widzi, że płaczę!" - mamrocze, puszcza wodę do wanny, by zagłuszyć odgłos wymiotów. Klęczy nad toaletą. Totalna blokada. Wypija kilka łyków wody z prysznica. Uderza pięścią w przeponę. Raz, drugi... Dopiero wtedy się udaje.
"Bierzesz prysznic?" - dziewczyna taty zagląda do łazienki. "Fu! Jak śmierdzi! Marek, chodź tu! Nie chcę, żeby twój bękart rzygał w mojej łazience!" - krzyczy. "Nie mów tak o Julii" - ojciec zareagował pierwszy raz.
- Niepewnym głosem - wspomina Jula. Wybiega z płaczem z mieszkania. Tato dogania ją przy windzie. Próbuje przytulić. - Nie dotykaj mnie! - krzyknęłam.
- Najpierw zdradził mamę, teraz mnie. Poczułam, że nie mam już ojca - mówi Jula. Przez zamykające się drzwi windy krzyczy: "Bękarta to wy możecie mieć. Ślub miałeś z mamą! Nie jestem wpadką".
"G" jak gruba i głupia
W drodze do domu płacze, ale czuje radość, że udało jej się pozbyć tych muli.
- Jak będę gruba, skończę jak mama. Tato zostawił ją dlatego, że była gruba. Wiem to - mówi. I jeszcze, że mama przytyła, gdy była z nią w ciąży. I już nie wróciła do dawnej wagi. - Czasem myślę, że to przeze mnie tato ją porzucił. Gdybym się nie urodziła... - zawiesza głos.
Po chwili mówi, że mama sama sobie jest winna. Inne kobiety rodzą dzieci i są piękne. Bachledę-Curuś trzy tygodnie po porodzie paparazzi sfotografowali na plaży w bikini. Zero brzucha.
- To znaczy, że się da! - stwierdza Jula. - Dziewczyna taty jest chuda... Ale tato mówi, że zostawił mamę nie dlatego, że była GRUBA. Tylko dlatego, że była GŁUPIA. "Zresztą też na G!", rzucił raz mamie w twarz - wspomina Jula.
- Mama prawie nic nie mówi. Tylko z rzadka rzuca jakiś komentarz do sceny, którą akurat widzi w serialu. "Facetowi trzeba trzy razy dziennie dać d... A raz jeść. Nie odwrotnie!" - to usłyszałam wczoraj - mówi Julka.
I teraz, jak tato powtarza: "Córcia, nie musisz udowadniać miłości...", nie wie, komu wierzyć.
W tej kawiarni w Dzień Dziecka zamawia jeszcze jedną porcję lodów. Zwymiotuje dopiero, gdy tato odwiezie ją do domu. Czuje ulgę, że robi to już we własnej łazience.
Ciąg dalszy w wersji pełnej
"A ty jeszcze żresz?! Patrz, jakie masz uda!" - Julka słyszy to od taty w dniu swoich 15. urodzin. Właśnie zaczyna jeść drugi kawałek tortu. Już go nie kończy. Staje przed lustrem. I na wadze: 51 kilogramów?! Sześć do zrzucenia! Co dalej? Dieta, której nie wytrzymała. Potem głodówka. Objadanie się, wymioty. Wiecznie powtarzane: "Od jutra biorę się w garść!". Aż wreszcie raz się udaje. Z głodówką. Z czterdziestu dziewięciu kilogramów Jula zrzuca jedenaście. Za mało... - tak czuje... Co dalej? Szpital, kroplówki, depresja. I... psychiatra. Dziwne? Nie. Bo:
Trudno dziś być dziewczyną. Naprawdę można zwariować!
Musisz mieć twarz Cary Delevingne, IQ Marii Skłodowskiej-Curie, a ciało Barbie. Być fit girl[1], it girl[2] albo szafiarką. Znaleźć czas na wolontariat, naukę wietnamskiego, przygotowania do olimpiady. Mieć świadectwo z paskiem. I wysoką średnią w Librusie, bo ten, choć wirtualny, realnie wytknie ci, jak wypadasz na tle klasy. Aplikacja w iPhonie obliczy, ile zjadłaś, ile przebiegłaś, a z Facebooka dowiesz się, czy cię lubią. Wrzucasz zdjęcie, łapiesz doła: Tylko 76 lajków? Wszystko wymyka się spod kontroli. Myślisz: Jedyne, nad czym naprawdę mogę zapanować, to moje ciało. Tylko co z tego wynika?
AŻ 90 PROC. DZIEWCZYN W POLSCE JEST NIEZADOWOLONYCH ZE SWOJEGO CIAŁA
Zaczynasz czuć się brzydka w czwartej klasie podstawówki, a potem z każdym rokiem jest gorzej. Bo... nie masz już ciała... 12-latki!
"Od jutra biorę się za siebie. Dieta, jogging, fitness!" - powtarzasz co dnia. I zajadasz stres. Efekt jo-jo, diety i obżarstwo? A może głodówki i wymioty? Zaburzenia odżywiania to cena za twoje ambicje i twoją wrażliwość. Nie jesteś sama. To co ty przeżywa tysiące polskich wrażliwych, ambitnych, młodych kobiet. One też nie wierzą, że są OK takie, jakie są. I jedna po drugiej wpadają w:
bulimię, anoreksję, kompulsywne objadanie się...
Kto jest winien? Magazyny pełne zdjęć wyretuszowanych, wychudzonych kobiet? Perfekcjonizm i chore ambicje - twoje, a może twoich rodziców? Program "Top Model"? Projektanci z "Project Runway"? A może winne są geny, kompleksy i traumy?
Nie wiem. Wiem za to, że podczas warsztatów prowadzonych w klasie, w której było 30 pięknych nastolatek, w anonimowej ankiecie ani jedna z nich nie przyznała: "Podobam się sobie cała". Wiem, że po reportażu o anoreksji i bulimii, który napisałam dla jednego z miesięczników, redakcja dostała tak wiele mejli, że uznano to za rekord roku. I wiem, że:
ANOREKSJA TO NAJBARDZIEJ ŚMIERTELNE Z ZABURZEŃ PSYCHICZNYCH.
I jeszcze, że:
POLSKIE NASTOLATKI CHORUJĄ NA ZABURZENIA ODŻYWIANIA CZĘŚCIEJ NIŻ ICH RÓWIEŚNICZKI NA ŚWIECIE.
W tym poradniku znajdziesz historie dziewczyn takich jak ty. I sposoby na emocjonalny "reset" inne niż czekolada. Poznasz także ćwiczenia, które sprawią, że bardziej polubisz swoje ciało, porzucisz podjadanie i uzależnisz się od... zdrowego stylu życia.
Stajesz przed lustrem i wypatrujesz, co powinnaś w sobie zmienić. Jak powinnaś wyglądać, by poczuć się atrakcyjną dziewczyną. PIĘKNA KOBIETA, CZYLI JAKA? - zastanawiasz się. Ile waży? Ile ma centymetrów w biuście, pasie, biodrach, kostkach? Czy naprawdę chcesz być niczym koń wyścigowy, któremu mierzy się pęciny?!
Liczysz kalorie, głodzisz się, odchudzasz. I wściekasz się na samą myśl, że musisz znęcać się nad swoim ciałem, by podobać się chłopakom. STOP! Twój entuzjazm jest dla nich bardziej sexy od twojej niedowagi. A chudość? Podoba się twoim koleżankom. Czy naprawdę musisz przeglądać się w ich oczach?!
Podobno dojrzewanie to czas buntu
Chcesz przefarbować włosy na zielono, zrobić sobie dredy, a może ogolić się na łyso? Fajnie, ale to już chyba nie jest zbyt oryginalne... Może zrobisz coś bardziej szalonego? Nie chciałabyś stanąć przed lustrem i - zamiast zastanawiać się, co w sobie zmieniać - po prostu powiedzieć: PIĘKNA KOBIETA? To właśnie taka jak ja! Trudne? Nie aż tak bardzo. Po prostu spróbuj! Podobno jeśli powtórzysz coś tysiąc razy, staje się to prawdą. Może wykorzystasz tę zależność w pozytywny sposób?
OD DZIŚ BUNT TO MYŚL: NIKT NIE BĘDZIE MI DYKTOWAŁ, JAK MAM WYGLĄDAĆ. MOJE CIAŁO TO NIE TOWAR! YOLO[3] ;)
[1] Fit girl - dziewczyna wysportowana.
[2] It girl - dziewczyna na czasie.
[3] YOLO (skrót od ang. YOU ONLY LIVE ONCE) czyli żyje się tylko raz.