Bohaterami tej książki nie są członkowie wokalnego tria z lat 60. XX w. o nazwie Peter, Paul and Mary, chciałbym jednak rozpocząć swoją opowieść cytatem z jednego z ich największych przebojów:
"Gdybym miał młot, biłbym nim cały ranek, Biłbym nim i wieczorem, biłbym po całym tym kraju Wybiłbym niebezpieczeństwa, wybiłbym ostrzeżenia, Wykułbym miłość między braćmi i siostrami, W całym tym kraju".2
Zespół Peter, Paul and Mary pojawił się na amerykańskiej scenie folkowej w apokaliptycznym momencie historii Ameryki. Na początku lat 60. XX w. zimna wojna stawała się coraz bardziej gorąca. Broń jądrowa niemal bez ograniczeń i nadzwyczaj szybko rozprzestrzeniała się na terenach obu rywalizujących ze sobą mocarstw - Stanów Zjednoczonych i Związku Sowieckiego. W całych Stanach dzieci w wieku szkolnym uczono, by chowały się pod ławki, na wypadek gdyby bomba atomowa wybuchła nad ich miastem. Ameryka zaczynała angażować się w wojnę z Wietnamem, która wkrótce - by posłużyć się tytułem filmu Francisa Forda Coppoli - miała stać się czasem apokalipsy. Wewnątrzkrajowy ruch praw obywatelskich rozwijał się, a stosunek do segregacji rasowej i przemocy na tym tle głęboko podzieliły społeczności lokalne - nikt nie wiedział, jak poradzić sobie z rosnącym napięciem społecznym. Był to okres wielkich zagrożeń; czas, który stanowił ostrzeżenie przed nadejściem jeszcze większych niebezpieczeństw, ale też epoka nawołująca do rezygnacji, na rzecz miłości, z wojny, nienawiści i opresji "w całym tym kraju".
Pod koniec cytowanej piosenki, po słowach o młocie, dzwonie i pieśni, trio ujawnia sens przekazu:
"Oto młot sprawiedliwości, oto dzwon wolności, Oto pieśń miłości Między braćmi i siostrami, W całym tym kraju".
W kontekście lat 60. XX w., w czasach, gdy społeczeństwo skupiało się na takich kwestiach jak bieda, wyzysk, rasizm i seksizm - nie wspominając o konfliktach międzynarodowych - twórcy piosenki opowiadali się za powrotem do tego, co ludzkie: do sprawiedliwości, wolności i miłości.
Jak się okazuje, sytuacja ta niewiele różniła się od istniejącej w rzymskiej Palestynie w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Wtedy także rozstrzygała się kwestia politycznej dominacji w świecie, a także ekspansji imperialistycznej; był to również okres podziałów klasowych, prześladowań, nienawiści, przemocy i wojen.
W takim świecie przyszło żyć prekursorom wspomnianej grupy folkowej z lat 60. Zwano ich prorokami. Na problemy i zło ówczesnej rzeczywistości reagowali, przekazując słowo "z góry". Jednym z proroków - niewątpliwie dziś najbardziej znanym - był Jezus z Nazaretu. Głosił naukę o sprawiedliwości, wolności i miłości. Podobnie jak inni współcześni mu Żydzi Jezus utrzymywał, że zło tego świata pochodzi od kosmicznych sił, które występują przeciw Bogu i jego ludowi, pustosząc ziemię. Moce te wywołują cierpienie, nieszczęścia i ból; są odpowiedzialne za wojny, epidemie, susze, głód, przemoc, prześladowania i nienawiść. A jednak dni tych mocy na ziemi są już policzone. Jezus wierzył, że Bóg przywróci wkrótce swoją władzę nad światem i pokona moce zła, utworzywszy na ziemi nowe królestwo - Królestwo Boże, w którym nie będzie już nieprawości, przemocy, bólu ani cierpienia. Światem tym będzie rządzić sam Bóg, a ludzie zamieszkają w raju.
Jezus miał licznych uczniów, którzy podziwiali Go i angażowali się bez reszty w jego dzieło. Gdy Chrystus zginął na krzyżu, uczniowie ponieśli naukę Mistrza świat, głosząc, że tylko przez samego Chrystusa, który powstał z martwych i wstąpił do nieba, przyszłe Królestwo Jezusowe ogarnie ziemię. Wśród naśladowców Jezusa była także nasza trójka - Piotr, Paweł i Maria Magdalena.
Bardzo prawdopodobne, że to najważniejsi spośród wszystkich uczniów Jezusa: Szymon Piotr, prawa ręka Mistrza w okresie działalności publicznej i przywódca dwunastu apostołów; Paweł apostoł, po śmierci Jezusa największy misjonarz i teolog nowo powstałego Kościoła chrześcijańskiego; oraz Maria Magdalena, najbliższa mu kobieta-uczennica, która pierwsza rozpoznała go po tym, jak zmartwychwstał, dzięki czemu stała się prawdopodobnie pierwszą chrześcijanką.
Piotr, Paweł i Maria Magdalena to postacie znaczące nie tylko ze względu na istotne miejsce w historii I w. n.e., lecz także przez wzgląd na sposób postrzegania ich w późniejszych wiekach, w okresie rozpowszechniania się legend na ich temat. Legend, które uważano za mające w sobie ziarno "prawdy ewangelicznej".
W okresie trzech pierwszych wieków chrześcijaństwa, które stanowią główny temat tej książki, Piotr słynął ze spektakularnych cudów, prowadzących do masowych nawróceń na nową wiarę. Uważano, że ma moc uzdrawiania chorych, wypędzania demonów i wskrzeszania umarłych. Niektóre z tych opowieści współczesnemu czytelnikowi mogą wydawać się dziwaczne - jak ta, w której Piotr przywraca do życia wędzonego tuńczyka3 tylko po to, aby przekonać patrzących o potędze Bożej mocy. Podobnie nieprawdopodobna może być opowieść o pozbawieniu złego maga zdolności lotu nad Rzymem, w wyniku czego ów mag spadł na ziemię i zginął.
Także o Pawle opowiadano legendy, wedle których był wielkim cudotwórcą; wystarczyło zanieść choremu jego chustę bądź fartuch, by cierpiący wyzdrowiał. Apostoł miał też jakoby ochrzcić mówiącego lwa, który później - na arenie pełnej dzikich bestii - nie chciał go pożreć. Paweł zasłynął jako zwolennik ascezy. Nauczał, że życia wiecznego dostąpią tylko ci, którzy powstrzymają się od uciech cielesnych, nawet w małżeństwie. Współczesnego czytelnika zdziwi zapewne, że nauka ta znalazła posłuch wśród wielu starożytnych słuchaczy - niektórzy porzucali małżeńskie łoża w zamian za obietnicę szczęśliwszego życia po śmierci.
Jeśli chodzi o Marię Magdalenę, wiele mówiono o szczegółach dotyczących jej życia seksualnego. Wedle krążących opowieści była ladacznicą, którą Jezus wyprowadził na właściwą drogę, a która następnie nawiązała z mistrzem niezwykle intymny związek (przed jego śmiercią). Późniejsze legendy głosiły, że została wysyłana do Francji, jako jedna z pierwszych misjonarek w Europie Zachodniej.
Żadna z owych opowieści o Piotrze, Pawle i Marii Magdalenie nie jest ścisła pod względem historycznym. Nie oznacza to jednak, że nie mają one znaczenia. Ludzie, którzy przekazywali te opowieści (a także ich słuchacze), wierzyli, że przedstawiają one prawdziwą przeszłość. Co więcej, historie te znakomicie oddawały ich poglądy, obawy, wartości, priorytety i namiętności. Jeśli kogoś interesują nie tylko losy pierwszych uczniów Jezusa, lecz także żyjący w późniejszych wiekach i przekazujący legendy o Mesjaszu gawędziarze, powinien skupić się na opowieściach dotyczących Piotra, Pawła i Marii Magdaleny.
Niektórzy badacze twierdzą, że współcześni wcale tak bardzo nie różnią się od starożytnych twórców legend - my także nie ograniczamy się do przekazania czystych faktów, lecz akcentujemy te elementy z przeszłości, które są ważne dla naszego obecnego życia. Tak naprawdę nikt nie jest wyłącznie antykwariuszem zainteresowanym przeszłością w jej najczystszej postaci. Interesujemy się przeszłością dlatego, że może nam pomóc odnaleźć sens współczesności, sens życia, naszych przekonań, wartości, priorytetów naszego świata i sposobów jego doświadczania. Jeśli ten pogląd jest słuszny - a tak właśnie sądzę - to, mówiąc precyzyjnie, nie istnieje bezinteresowne badanie przeszłości. Wszyscy historycy chcą bowiem wiedzieć, jak przeszłość może nam pomóc w zrozumieniu naszego życia i nas samych.
To interesowne podejście do przeszłości charakteryzowało także żyjących na początku naszej ery opowiadaczy, którzy przekazywali sobie legendy o pierwszych uczniach Jezusa. Historie te opowiadano nie tylko po to, by obiektywnie przedstawić fakty. Miały dla rozpowszechniających je znaczenie - i nieważne, czy legendy były historycznie ścisłe. Możemy więc śmiało stwierdzić, że współcześni historycy mają przed sobą dwojakie zadanie. Z jednej strony, powinni dążyć do ustalenia, co rzeczywiście zaszło w przeszłości: co Piotr, Paweł i Maria naprawdę mówili, robili i przeżywali. Z drugiej strony, jednocześnie zmuszeni są zbadać, jak przeszłość zapamiętali ludzie, którzy później o niej rozmawiali i ją opowiadali - nawet jeśli historie te nie są do końca zgodne z prawdą historyczną.
Mówiąc nieco sarkastycznie, czasem łatwiej jest ustalić, jak przeszłość została zapamiętana, niż dowiedzieć się, co się naprawdę w niej wydarzyło. Odróżnienie historii od legendy, sfabrykowanych przekazów od historycznych wydarzeń, jest czasem, mimo najszczerszych wysiłków, niemożliwe. Najbardziej niefortunnym aspektem historii jest przemijanie. Zachowane do dziś ślady przeszłości są często niekompletne, cząstkowe, niewyraźne i podlegają najróżniejszym interpretacjom. Historycy dokładają starań, by na podstawie zachowanych materiałów źródłowych zrekonstruować minione wydarzenia. Jednak historia nie jest nauką empiryczną, w której wiarygodne wnioski można podeprzeć powtarzalnymi eksperymentami i niepodważalnymi wynikami badań. Historia jest w takim samym stopniu nauką, jak dziedziną sztuki.