Wstęp
W 1603 r. zmarła bezpotomnie królowa angielska Elżbieta I. Jej śmierć
zakończyła pomyślne dla Anglii rządy dynastii Tudorów (1485-1603) i wprowadziła na tron angielski szkocką dynastię Stuartów w osobie Jakuba
I (1603-1625). Już wkrótce okazało się, że zmiana dynastii i panującego
oznaczała całkowite odejście od dotychczasowych założeń w polityce
wewnętrznej i zagranicznej.
Jakub I, człowiek wprawdzie wykształcony, inteligentny i zdolny do
podejmowania szybkich decyzji, był w istocie miernym politykiem i złym
gospodarzem. Znany ze swoich homoseksualnych skłonności i zamiłowania do
polowań na jelenie, zamiast ograniczać wydatki dworu, trwonił pieniądze
na ekstrawaganckie zachcianki i nieudolnych faworytów. Zapatrzony we
wzory rodzinnej Szkocji był gorącym zwolennikiem absolutyzmu i nieograniczonej władzy królewskiej. Na średniowieczną modłę przyrównywał
władzę królewską do władzy boskiej, nie uznając niczyjego prawa do jej
ograniczania. Jego wygórowane i przestarzałe poglądy na temat znaczenia
i charakteru władzy królewskiej nie pasowały do rzeczywistości Anglii,
kraju o starych tradycjach parlamentarnych i znacznych, jak na owe
czasy, swobodach politycznych. Co gorsza, Jakub I nie rozumiał i nie
chciał zrozumieć najważniejszych problemów kraju, którym przyszło mu
rządzić. Nie bez powodu zyskał u potomnych opinię "najmądrzejszego
głupca w świecie chrześcijańskim".
Początkowo Jakuba I przyjęto w Anglii z dużymi nadziejami. Jego
intronizacja oznaczała unię personalną ze Szkocją i zażegnanie
odwiecznych konfliktów pomiędzy obu krajami. Duchowieństwo anglikańskie
widziało w nim sojusznika w walce z szerzącym się w kraju purytanizmem.
Purytanie natomiast mieli nadzieję, że wychowany w kalwińskim otoczeniu
król poprze ich zabiegi zmierzające do reformy państwowego Kościoła
anglikańskiego i likwidacji istniejącej hierarchii kościelnej. Liczyli
także na to, że jako władca protestanckiej Szkocji doprowadzi do
ostatecznej likwidacji katolicyzmu. Z kolei arystokracja feudalna,
częściowo jeszcze katolicka na północy i zachodzie, wierzyła, że Jakub I (był synem katoliczki, królowej Szkotów, Marii Stuart) przywróci w Anglii katolicyzm lub przynajmniej złagodzi ostrze antykatolickich ustaw
uchwalonych za czasów Elżbiety I.
Wbrew purytanom, mającym silne wpływy wśród klas posiadających, i reakcyjnym kręgom katolickim Jakub I opowiedział się za episkopalnym
Kościołem anglikańskim i wszczął represje zarówno w stosunku do
purytanów, jak i katolików. W listopadzie 1605 r. stało się to przyczyną
tzw. spisku prochowego, który zrodził się w kręgach niezadowolonej
opozycji katolickiej. Spiskowcy z Guyem Fawkesem na czele zamierzali
wysadzić w powietrze gmach parlamentu (pałac Westminster) wraz z królem.
W ostatniej chwili spisek udaremniono, a jego przywódcy zostali skazani
na śmierć. To wydarzenie na krótko zbliżyło do siebie króla i parlament1.
W rzeczywistości Jakub I od początku traktował parlament z niechęcią i lekceważeniem, głosząc tezę, że funkcjonuje on jedynie z "łaski króla".
Niejednokrotnie przyznawał, że ciąży mu działalność parlamentu i z trudem toleruje jego istnienie. Uważał, że parlament nie powinien
posiadać praw ustawodawczych, a tylko prawo ogłaszania ustaw
zatwierdzonych uprzednio przez króla. Szczególnie oburzały go próby
ograniczania prerogatyw królewskich, zwłaszcza w zakresie ściągania
podatków. W przekonaniu o swej władzy absolutnej Jakub I dążył do
prowadzenia polityki bez udziału parlamentu i zwoływał jego sesje
sporadycznie, w zależności od swoich potrzeb. Starał się przy tym
wpływać na działalność parlamentu w taki sposób, żeby nie dopuścić do
poszerzenia jego uprawnień poza to, co parlamentowi udało się wywalczyć
za panowania jego poprzedników.
Pierwszy konflikt pomiędzy Jakubem I a parlamentem zaistniał na tle
wprowadzania nowych podatków i ceł bez zgody Izby Gmin (tzw.
impositions). Jakub otrzymał w spadku po Elżbiecie I duży deficyt
państwowy. Ponieważ dotychczasowe źródła finansowania wydatków Korony w postaci tradycyjnych danin feudalnych i ceł handlowych nie wystarczały,
rząd królewski przywracał dawno zapomniane opłaty i wprowadzał nowe
podatki, co wywoływało zaniepokojenie arystokracji i klas posiadających.
W petycji z 1611 r. parlament zażądał od króla zniesienia wprowadzonych
podatków i rezygnacji z danin feudalnych, należnych królowi jako
najwyższemu seniorowi Anglii. W zamian za to parlament zgodził się
przyznawać mu co roku stałe subsydium w wysokości 200 000
funtów2. Ponieważ w sprawie tej nie udało się uzyskać
kompromisu, problem nowych podatków i ceł pozostał kością niezgody do
końca panowania Jakuba I (około roku 1620 opłaty te stanowiły jedną
trzecią wszystkich dochodów Korony).
Parlament angielski, który w okresie elżbietańskim zdobył dla siebie
ważną pozycję, nie mógł pozostać obojętny wobec poczynań króla i zdecydowanie przeciwstawił się jego absolutystycznym zapędom. Wszystkie
parlamenty obradujące za panowania Jakuba I prowadziły ostrą krytykę
polityki dworu i występowały przeciwko ściąganiu nowych podatków bez
zgody Izby Gmin oraz stosowaniu na szeroką skalę handlu patentami,
monopolami i tytułami szlacheckimi. Rozrzutność dworu, niechęć do
poddania kontroli parlamentarnej ściągania i wydatkowania dochodów
państwowych oraz próby zdobywania pieniędzy z pominięciem parlamentu
spowodowały nawet oskarżenia opozycji o zły i szkodliwy sposób
sprawowania władzy królewskiej. Pomimo to Jakub I okazał się na tyle
sprytny i przewidujący, że udało mu się uniknąć otwartej wojny z parlamentem.
W pierwszych dziesięcioleciach XVII w. w Anglii toczyła się nieustanna
walka polityczna między Koroną a parlamentem o sprawy konstytucyjne,
ekonomiczne i religijne. Opozycję parlamentu wzbudzała dodatkowo
polityka zagraniczna króla. Wbrew tradycji elżbietańskiej Jakub I dążył
do zbliżenia w stosunkach z Hiszpanią, którą uważał za ideał kraju
feudalno-absolutystycznego. Zaraz po objęciu tronu zakończył trwający
formalnie od 1588 r. stan wojny z Hiszpanią i zerwał sojusz z Niderlandami prowadzącymi walkę z uciskiem hiszpańskim. W początkowym
okresie wojny trzydziestoletniej zamierzał nawet ożenić swego syna
Karola z infantką hiszpańską, córką Filipa III. Po wybuchu wojny Jakub I stanął wprawdzie po stronie protestantów przeciwko Habsburgom, zamiast
jednak udzielić konkretnej pomocy protestantom w Niemczech, usiłował w tajemnicy przed parlamentem uzyskać pomoc hiszpańską dla swego zięcia,
elektora Palatynatu Fryderyka V, przywódcy niemieckich książąt
protestanckich, który utracił swoje księstwo na rzecz koalicji
habsbursko-katolickiej.
Plany powiązania Anglii z Hiszpanią za pomocą małżeństwa księcia Karola
z infantką wywołały istną burzę w parlamencie, gdzie ujawniły się silne
tendencje antyhiszpańskie. Wprawiło to we wściekłość nieprzyzwyczajonego
do oporu króla, który w 1621 r. rozpędził parlament i aresztował kilku
jego członków z Johnem Pymem na czele. Ostatecznie pod wpływem opinii
publicznej do niepopularnego mariażu nie doszło. Klęskę prohiszpańskiej
polityki dworu przypieczętowało niepowodzenie misji następcy tronu,
który w 1624 r. wraz z głównym doradcą Jakuba I, księciem Buckingham,
udał się do Madrytu, aby tam rozwiązać kwestie swojego małżeństwa i uzyskania pomocy dla elektora.
Nie powiodła się również późniejsza próba zawarcia przez Anglię sojuszu
z Francją przeciwko Hiszpanii, poparta zaaranżowanym przez Buckinghama w 1625 r. małżeństwem Karola z siostrą króla Ludwika XIII, Henriettą
Marią. Francja nie była jeszcze wtedy gotowa do przystąpienia do wojny
ani zainteresowana udzielaniem pomocy Fryderykowi V. Poza tym w tak
antykatolickim kraju jak Anglia flirt z Francją spotkał się z chłodnym
przyjęciem. Obawiano się, że może to wciągnąć kraj do intryg obozu
katolickiego i wojny przeciwko francuskim hugonotom, którzy byli
kalwińskimi protestantami, przez co cieszyli się sympatią purytanów.
Wszczęty przez Jakuba I konflikt z parlamentem kontynuował jego syn i następca, Karol I (1625-1649). Po ojcu odziedziczył kłopoty finansowe,
brak stabilizacji w polityce zagranicznej i słabość do znienawidzonego
przez wszystkich królewskiego faworyta, księcia Buckingham, którego
obwiniano o wszystkie niepowodzenia Anglii. Trudny charakter nowego
króla, pusty skarb i agresywna polityka zagraniczna dworu, która
wymagała pokaźnych funduszy, od początku wywołały ogromne problemy w stosunkach pomiędzy Koroną a parlamentem.
W chwili obejmowania tronu w 1625 r. Karol I był młodzieńcem nad wiek
poważnym, surowym w obejściu i nienagannie wychowanym w dworskiej
etykiecie. Chociaż przewyższał swego ojca licznymi zaletami osobistymi,
w przeciwieństwie do niego brakowało mu pewności siebie i poczucia
humoru. Podczas gdy Jakub był rubaszny i miał cięty język, Karol był
małomówny i zamknięty w sobie. Jakub był towarzyski, uwielbiał hazard i pijatyki. Karol był wyniosłym, pełnym godności ascetą. Jakub był
człowiekiem usposobionym pokojowo, Karol natomiast, zwłaszcza po
upokorzeniu doznanym w Madrycie, był pełen agresji i skory do wojny. Z drugiej strony przypominał ojca uporem, lekkomyślnością, tą samą wiarą w boskie pochodzenie władzy królewskiej i słabością do faworyzowania
nieudolnych doradców. Mimo że był autorem wielu ciekawych pomysłów i projektów, rzadko kiedy udawało mu się je realizować. Całe jego życie
było nacechowane brakiem konsekwencji i zdecydowania. Dwór, w otoczeniu
którego żył, był odizolowany od problemów zwykłych ludzi. Karol nigdy
nie rozumiał uczuć swoich poddanych i sprzeczności dzielących
społeczeństwo. Jego dworzanie i faworyci we własnym interesie dbali o to, żeby do króla nie docierały żadne informacje zmieniające ten stan
rzeczy.
Fatalne wady charakteru króla, niezrozumienie stosunków panujących w kraju oraz ustawiczny brak pieniędzy na potrzeby agresywnej polityki
zagranicznej i rozpasanego dworu miały w końcu doprowadzić do upadku
rządów Karola i jego śmierci z rąk własnych poddanych.
Przyczyny wydarzeń, które do tego doprowadziły, określane mianem
"rewolucji angielskiej", były, ogólnie mówiąc, mieszanką motywów
ekonomicznych, religijnych i konstytucjonalnych, na które wpływ miały
zarówno wydarzenia w kraju, jak i w Europie. Złożyły się na to konflikty
religijne pomiędzy purytanami i anglikanami, historyczny spór
konstytucyjny o wyższość prawa do panowania z "łaski Boga"
przysługującego królowi nad "przyrodzonymi swobodami narodu
angielskiego", ekonomiczna walka wzrastającej w siłę burżuazji z feudalizmem, konflikt interesów pomiędzy dworem a nowym ustrojem
społecznym i wreszcie walka o władzę będąca wynikiem niekompetencji
Stuartów i ambicji parlamentu.
Bezpośrednią konsekwencją starcia sił starego i nowego porządku w Anglii
(właściwie na Wyspach Brytyjskich, gdyż działania wojenne toczyły się na
terenie Anglii, Szkocji i Irlandii) były trzy oddzielne wojny domowe, z których każda reprezentowała różne fazy tego samego konfliktu. Druga
(1647-1648) i trzecia (1649-1652) były właściwie kontynuacją wielkiej
wojny domowej z lat 1642-1646. O jej rozstrzygnięciu na korzyść
parlamentu zadecydowała bitwa stoczona 14 czerwca 1645 r. pod wsią
Naseby na terenie hrabstwa Leicestershire w środkowej Anglii. Większość
współczesnych uznało ją za zwycięstwo decydujące pod względem
taktycznym, nie doceniało jednak jej politycznego i strategicznego
znaczenia. W rzeczywistości bitwa pod Naseby dokonała ostatecznego
przełomu w przebiegu wojny domowej. W jej wyniku strona królewska
została pozbawiona głównej armii polowej. Po Naseby Karol I nie miał już
środków, żeby podjąć walkę o inicjatywę strategiczną.
"Nie ma sławniejszej bitwy na ziemi angielskiej, z wyjątkiem Hastings,
niż bitwa pod Naseby - napisał jeden ze znanych historyków angielskich
A. H. Burne w pracy pt. "The Battlefields of England" (1950) - i w żadnej bitwie lądowej, jaka została stoczona w Anglii od czasów
Hastings, nie odniesiono bardziej zdecydowanego zwycięstwa".
Jak się miało okazać, klęska pod Naseby przesądziła nie tylko o przegranej Karola I w wojnie z parlamentem, ale była także pierwszym
stopniem w jego drodze na szafot.
"Oddajcie cesarzowi, co cesarskie!"
"Myślę, że nie można zapominać o powiedzeniu:
Wojna temu miła się wydaje, kto nie zna jej oblicza".
(John Taylor, 1642)
22 sierpnia 1642 r. na rozległym pastwisku Eastcroft Common u podnóża
starego, ponurego zamczyska w Nottingham odbyła się niecodzienna
uroczystość. Tego dnia "około szóstej wieczorem" - jak skrupulatnie
zanotował królewski historyk Edward Hyde, późniejszy hrabia Clarendon
- Karol I Stuart oficjalnie wypowiedział wojnę parlamentowi i jego
rebelianckiej armii pod dowództwem hrabiego Essexa.
Po raz pierwszy od wielu lat król Anglii miał napiętnować swoich
poddanych jako zdrajców i buntowników. Ani Karol, ani jego heroldowie
nie bardzo wiedzieli, jak powinna wyglądać realizacja takiego aktu. Król
odrzucił radę, żeby z okna zamkowej wieży wywiesić królewski sztandar
wojenny i dać tym samym znak formalnego wypowiedzenia wojny. Uparł się,
żeby uroczystość odbyła się na łąkach poza murami miasta, żeby wszyscy
mogli ją obejrzeć. Chociaż wszystkie symboliczne szczegóły przygotowano
z wielką pedanterią, nie wypadło to jednak aż tak podniośle, jak tego
chciał król. Wieczór był deszczowy i wietrzny. Ulewa i silny wiatr
sprawiły, że na Eastcroft Common nie pojawiło się wielu chętnych do
obejrzenia aktu podniesienia królewskiego sztandaru.
Sam król, szczupły, niewysoki mężczyzna o bladej cerze i melancholijnym
wyrazie twarzy, wjechał z niewielkim orszakiem na szczyt zamkowego
wzgórza. Towarzyszyli mu dwaj starsi synowie, książę Walii, Karol, i książę Yorku, Jakub, oraz siostrzeńcy, młodsi książęta Palatynatu,
Rupert i Maurycy. Otaczała ich garść oficerów, dworzan i możnych panów,
wśród których - jak to zwykle bywa w wypadku wojny domowej -
niejeden zadawał sobie pytanie, czy wzniecanie wojny jest w ogóle
potrzebne.
U podnóża wzgórza królewski chorąży, sir Edmund Verney, w otoczeniu
dwudziestu żołnierzy wzniósł sztandar wojenny, na którym widniał herb
królewski i ręka wskazująca wypisane na placie motto: "Oddajcie
cesarzowi, co cesarskie" (Give Caesar his due). Podczas gdy trzy
szwadrony kawalerii i regiment 300 piechurów stały karnie w deszczu,
herold usiłował odczytać królewską proklamację podającą powody
wypowiedzenia wojny. W ostatniej chwili Karol, zanim jeszcze trębacze
zdążyli dać znak fanfarami, zażądał, aby przyniesiono mu dokument i naprędce dokonał odręcznych zmian w tekście. Wywołało to konsternację
wśród słuchaczy i wprawiło w zakłopotanie herolda, któremu krople
ulewnego deszczu rozmywały dopiski, powodując przerwy w czytaniu. Na
koniec żołnierze wykrzyknęli sakramentalne hasło: "Boże, chroń króla!",
a poczet sir Verneya przy wtórze bębnów i trąbek osadził drzewce
sztandaru w płytkim zagłębieniu u stóp wzgórza, wykopanym naprędce nożem
i gołymi rękami. Jeszcze tej samej nocy silny powiew wiatru zmiótł
chorągiew i rzucił ją na błotnistą ziemię. Co bardziej przesądni w obozie królewskim odebrali to jako zły znak na przyszłość.
Ci, którzy powątpiewali jeszcze w intencje Karola, pozbyli się
ostatecznie złudzeń, kiedy ta sama ceremonia została powtórzona na
Eastcroft Common w obecności króla w ciągu dwóch kolejnych dni. Tym
razem nie było już żadnych wątpliwości, że wojna domowa stała się
faktem.
Przez pierwsze osiem miesięcy 1642 r. w całym królestwie mówiono o nadejściu "wielkiej wojny". W owych czasach nie istniały jeszcze żadne
formy masowej informacji i ludzie polegali głównie na wieściach i plotkach przekazywanych sobie z ust do ust. Cztery piąte ludności Anglii
żyło na wsi w tysiącach małych wiosek rozrzuconych po całym kraju, do
których można się było dostać tylko wąskimi błotnistymi drogami. Poczta
funkcjonowała nieregularnie i tylko między większymi miastami.
Mimo to wojna domowa nie nadeszła jako coś niespodziewanego ani też nie
wybuchła przez przypadek. Obie strony, publicznie mówiąc o pokoju, od
początku roku przygotowywały się do walki. Wiosną 1642 r. król i parlament prowadzili kampanię propagandową nazwaną "wojną pamfletową". W licznych manifestach oponenci przedstawiali swoje poglądy i racje mające
uzasadnić ich działania. Król przedstawiał się w nich jako obrońca swych
tradycyjnych praw i prerogatyw oraz stróż jedności Kościoła
angielskiego. Jego przeciwnicy nie pozostawali dłużni, dowodząc swej
legitymacji do obrony równie tradycyjnych praw jednostki, "prawdziwej
religii" i przywilejów parlamentu (tak naprawdę tylko jeden na ośmiu
mieszkańców Anglii korzystał z prawa wyborczego, wobec czego trudno
uznać ówczesną Izbę Gmin za ciało w pełni reprezentatywne). Akcja
przyniosła tylko ten skutek, że zamiast przekonać i przyciągnąć
niezdecydowanych, których była większość, umocniła w poglądach
ekstremistów po obu stronach.
Przez całe lato zwolennicy parlamentu w Londynie gromadzili konie i broń
oraz pieniądze, srebra stołowe i w ogóle wszystko, co można było
przetopić na brzęczącą monetę. Ceny koni urosły do niespotykanych
rozmiarów. Kupowano ogromne ilości skóry na uprzęże i oporządzenie dla
wojska. To samo dotyczyło drewna, z którego wyrabiano wozy taborowe i łoża do dział. Żeby uzupełnić arsenały, rekwirowano tysiące sztuk broni,
zdobiącej do tej pory ściany domów i dworów szlacheckich.
Na terenach, gdzie przewagę mieli zwolennicy króla, kowale w sekrecie
kuli broń i zbroje. Zbrojne oddziały rojalistów przemierzały konno kraj,
wymuszając pożyczki i nakładając kontrybucje na bogatych kupców. Z kolei
lokalne milicje sprzyjające parlamentowi wdzierały się siłą do
szlacheckich dworów w poszukiwaniu broni i prochu.
Trudno powiedzieć, gdzie doszło do pierwszych starć i w jakich
okolicznościach przelano pierwszą krew. W hrabstwie Hertford samozwańcze
siły parlamentarne operowały już od czerwca. W Canterbury rozjuszony
tłum zwolenników parlamentu wdarł się do katedry i zdemolował wnętrze po
tym, jak w zakrystii znaleziono skład broni i prochu. W lipcu padły
pierwsze ofiary w Manchesterze, a na początku sierpnia w Coventry. Nic
dziwnego, że w tych warunkach normalne życie w kraju zaczęło zamierać. W wielu regionach zaprzestano płacenia podatków i renty feudalnej.
Większość produkcji pozostawała niesprzedana. Rozpoczęła się pogoń za
rekrutem i w niektórych miejscach tylko młodzi chłopcy i starcy mogli
zająć się pracą przy nadchodzących żniwach. Szlachta na prowincji
ściągała konie z pastwisk i barykadowała się w swoich dworach gotowa do
odparcia niespodziewanego ataku. Zwykli mieszkańcy, udając się w podróż,
starali się zaopatrywać w przepustki i nie okazywać zbytnio swoich
sympatii politycznych. W całej Anglii ludzie żyli pod wrażeniem
zbliżającej się zawieruchy wojennej. Oczywiście w historii Anglii bywały
już wcześniej liczne wojny domowe. Ostatnia z nich, Wojna Dwóch Róż,
miała jednak miejsce prawie 200 lat wcześniej. Wszystkie one toczyły się
między ograniczonymi frakcjami politycznymi lub religijnymi, tym razem
jednak w konflikt miała być zaangażowana większość społeczeństwa.
Tymczasem armia królewska zgromadzona w Nottingham cierpiała na brak
pieniędzy i zaopatrzenia. Wkrótce jej stan stał się tak żałosny, że
dowódca piechoty królewskiej, sir Jacob Astley, ostrzegał: "Gdyby
rebelianci dokonali nagłego zamachu, nie zapobiegłbym aresztowaniu króla
nawet w łóżku"3. Przedłużający się pobyt sił rojalistycznych w Nottingham wywoływał wielkie niezadowolenie wśród tamtejszych mieszczan,
przerażonych kosztami podejmowania króla i wyższych oficerów oraz
zniszczeniami dokonanymi przez wojsko na pastwisku Eastcroft Common.
W drugim tygodniu września sytuacja armii królewskiej znacznie się
poprawiła. Pod jej sztandary zaczęli tłumnie napływać rekruci z północnych hrabstw, zwłaszcza z Yorku, Stafford i Lincoln. Znalazły się
także pieniądze na ich wyekwipowanie, podarowane przez uniwersytety w Oxfordzie i Cambridge oraz katolicką szlachtę z hrabstwa Shropshire.
Wobec dotkliwego braku uzbrojenia dla nowych oddziałów Karol kazał
rozbroić niektóre pułki milicji szkolone do tej pory w Nottingham,
których lojalność wydawała mu się wątpliwa, a wartość bojowa niewielka.
Ich broń przekazał bardziej lojalnym jednostkom ochotników. Po dokonaniu
reorganizacji król podjął decyzję o opuszczeniu miasta i marszu na
zachód, gdzie mógł liczyć na dalsze wzmocnienie swoich sił rekrutami z Walii i posiłkami z Irlandii.
13 września armia królewska wymaszerowała z Nottingham, śpiewając słynną
rojalistyczną pieśń, która miała towarzyszyć jej podczas pierwszej
kampanii wojennej:
Niech Pyma i jemu podobnych zaraza zabierze,
Wiwat książę Rupert i jego rycerze,
Gdy te kundle tu przyjdą, popędzimy im kota,
Nie ukryje strachu ta pieska hołota4.
Kraj, przez który maszerował król ze swoją armią w drodze na zachód,
zupełnie nie przypominał dzisiejszej Anglii. Pokrywały go głównie lasy,
pełne jeszcze dzikiego zwierza, i pastwiska, z których miejscowa ludność
zdążyła już spędzić bydło. Drogi były nieoznakowane, wąskie i nierówne.
Często ginęły w otaczających je wrzosowiskach i moczarach. Ciężkie wozy
taborowe ciągnięte przez woły zapadały się w rozmokłych koleinach i trzeba je było wyciągać przy pomocy koni. Z drugiej strony dwory i farmy, w których zatrzymywano się na postój, były na ogół zamożne i dobrze zaopatrzone. Większość z nich przypominała małe, samowystarczalne
osady z pełnym zapleczem gospodarczym.
19 września, sześć dni po wymarszu z Nottingham, na drodze z Derby do
Stafford król zebrał swoich oficerów, żeby przekazać im rozkazy, które
miały być odczytane wszystkim oddziałom. Karol, czuły na punkcie
etykiety i właściwego zachowania, przypomniał o konieczności zachowania
dyscypliny wojskowej i wytrwałości w walce o prawdziwą religię, w obronie króla i obowiązującego prawa. Potem wszedł między żołnierzy i cichym, przerywanym głosem wygłosił do nich mowę:
"Panowie, słyszeliście rozkazy, jakie Wam odczytano. Waszym zadaniem
jest je dokładnie wykonywać. Już niedługo wejdziemy do akcji, dlatego
musicie być bardziej ostrożni. Wszyscy, którzy będą łamać instrukcje,
zostaną surowo ukarani.
Nie wątpimy w Waszą odwagę i stanowczość, Waszą świadomość i lojalność,
które przywiodły Was tutaj, żeby walczyć o prawdziwą religię, za Waszego
króla i prawa tego kraju.
Ludzie, z którymi się spotkacie, nie są wrogami, to jedynie zdrajcy
[...], którzy pragną zniszczyć Kościół i Państwo i którzy chcą Was
doprowadzić do ruiny za waszą lojalność wobec nas [...]. Uwierzcie nam,
że nie moglibyście walczyć w słuszniejszej sprawie, w której -
obiecujemy - pozostaniemy z Wami na śmierć i życie"5.
Jak wielu innych wodzów podczas wojny, Karol miał nadzieję i głęboko
wierzył w to, że wszystko będzie można rozstrzygnąć jedną, zwycięską
bitwą.
Anglia za panowania pierwszych Stuartów
"Jesteśmy ostatnim królestwem chrześcijańskim, które do tej pory
zachowywało dawne prawa i przywileje".
(Sir Robert Phelips, 1625)
Przez wiele stuleci poprzedzających rewolucję Anglia była krajem
feudalnym, składającym się z odosobnionych i samowystarczalnych
wspólnot, utrzymujących między sobą słabe kontakty handlowe. Na początku
XVII w. jej obszar wraz z Walią obejmował około 160 000 km2, a ludność liczyła nieco ponad 4 mln, z czego Walijczycy stanowili nie więcej niż 300 000, tj. około 8%.
Szkocję, która była niezależnym królestwem, chociaż od 1603 r.
połączonym unią personalną z Anglią, zamieszkiwało w tym czasie ok. 700
000 ludzi. Jednostką podziału administracyjnego Anglii było hrabstwo
(shire). Najwyższymi urzędnikami królewskimi w hrabstwach byli
szeryfowie (sheriff).
Przeważająca część ludności, ponad 80%, mieszkała w wioskach liczących
od 100 do 600 osób i zajmowała się niemal wyłącznie wytwarzaniem
produktów rolniczych lub hodowlą. Stopień urbanizacji kraju był
niewielki. Jedynym wielkim miastem był Londyn, który w przededniu
rewolucji liczył około 200 tysięcy mieszkańców. Inne większe miasta
Anglii: Norwich, Bristol, York i Newcastle - zamieszkiwało od 15 000
do 30 000 ludzi. Pozostałe miasta były niewielkie i liczyły nic więcej
niż 2000 mieszkańców. Szacuje się, że łącznie w miastach mieszkało
poniżej miliona ludzi, tj. około 20% mieszkańców Anglii. Przeciętna
gęstość zaludnienia wynosiła 25 osób na km2, ale rozmieszczenie ludności było bardzo
nierównomierne.
Już w XVI w. nastąpił widoczny podział kraju na dwie części. Część
południowo-wschodnia i wschodnia była bardziej uprzemysłowiona i gęściej
zaludniona. Część północna i zachodnia, łącznie z Walią, była
biedniejsza i słabiej zaludniona. Nieformalna granica pomiędzy obydwoma
obszarami przebiegała wzdłuż rzek Severn i Trent, przecinających Anglię
na ukos z północnego wschodu na południowy zachód.
Rozwój gospodarczy obu części kraju odbywał się różnie. Na terenach
południowej i południowo-wschodniej Anglii już od XV w. struktura
społeczna zaczęła się zmieniać. Na wsi zaczęto sprzedawać nadwyżki
żywności i wełny, a dotychczasowi rolnicy i hodowcy stawali się
wytwórcami towarów na rynek. Rozwijały się manufaktury wytwarzające
sukno. Wraz z rozwojem przemysłu sukienniczego zwiększył się popyt na
wełnę, zwłaszcza na rynkach zagranicznych. Sukno angielskie stało się
podstawowym artykułem eksportowym kraju.
Obok sukiennictwa rozwijały się inne gałęzie przemysłu: górnictwo
węglowe, hutnictwo, metalurgia, produkcja prochu, szkła, papieru i budowa okrętów. Wydobycie węgla już w połowie XVI w. stało się drugim
przemysłem narodowym Anglii (głównym centrum przemysłu węglowego było
Newcastle). W 1560 r. roczne wydobycie węgla wynosiło około 210 000 ton.
Na początku XVII w. węgiel stał się powszechnie stosowanym opałem w Anglii. Głównym odbiorcą węgla z Newcastle był Londyn, do którego
dostawy wzrosły w latach 1580-1605 aż siedmiokrotnie. Około 1640 r.
produkcja węgla w Anglii była trzykrotnie większa niż całe jego
wydobycie w Europie. W tym samym czasie pięciokrotnie wzrosło także
wydobycie rud żelaza i produkcja hutnicza.
Stuartowie, wzorem ostatnich Tudorów, popierali większość nowych gałęzi
przemysłu, zwłaszcza tych, które przyczyniały się do lepszego
wyposażenia floty i armii. W niektórych uprzemysłowionych hrabstwach
wschodniej i południowej Anglii już na początku XVII w. ponad 50%
dorosłej ludności męskiej było zatrudnione w przemyśle i rzemiośle, co
daje dość wyraźny obraz uprzemysłowienia tych okręgów.
W zachodnich i północnych hrabstwach Anglii wciąż dominowały stosunki
feudalne, a elementy gospodarki kapitalistycznej były ledwo widoczne. Ta
dysproporcja w rozwoju ekonomicznym znalazła później odbicie w dziejach
politycznych Anglii. Aż do czasów rewolucji przemysłowej w XVIII w.
konflikty polityczne oznaczały niejednokrotnie rywalizację między
rozwiniętym południem i wschodem a zacofaną północą i zachodem.
W miarę jak rozwijał się przemysł i rzemiosło, rosła liczba ludności w miastach, a wraz z nią zwiększał się popyt na żywność. Niektóre tereny
przestały być samowystarczalne. Trzeba było zaopatrywać je w żywność i inne towary niezbędne do życia. To z kolei wymagało zwiększenia
produkcji zbóż i mięsa na potrzeby rynku wewnętrznego. Na ten okres
przypadają też początki pracy najemnej w rolnictwie.
Aby podnieść produkcję rolną, w pierwszej połowie XVII w. zaczęto
wprowadzać nowe metody uprawy ziemi i osuszać grunty w celu zwiększenia
powierzchni użytków rolnych. Szczególnego natężenia proces ten nabrał w latach trzydziestych XVII w., kiedy to prace melioracyjne i osuszanie
bagien objęły 13 hrabstw północno-wschodniej i środkowej Anglii. Mimo to
jedną z cech charakterystycznych XVII-wiecznej Anglii był wysoki procent
ziem leżących odłogiem. Zaledwie 22,5% ziemi zajmowały grunty orne,
31,25% łąki i pastwiska, a aż 46,25% stanowiły lasy, bagna i inne
nieużytki.
Oprócz produkcji zbóż i hodowli trzody decydującym czynnikiem w ekonomice angielskiej była od dawna hodowla owiec i produkcja wełny.
Przemysł wełniany stał się w XVI w. głównym czynnikiem rozwijającego się
kapitalizmu i wprowadzania stosunków kapitalistycznych. Sukiennictwo
rozwijało się nic tylko w miastach, ale rozpowszechniło się w całym
kraju. Na początku XVII w. znaczna część produkcji znajdowała się już w rękach właścicieli dużych manufaktur, dysponujących zarówno surowcem,
jak i najemną siłą roboczą. Była to tzw. manufaktura scentralizowana.
Oprócz tego istniała też manufaktura rozproszona, której właściciel,
posiadający wełnę, dawał ją do przędzenia i tkania ludności wiejskiej,
pozbawionej ziemi w wyniku charakterystycznego dla wsi angielskiej
procesu ogradzania.
Ogradzanie (enclosure) było formą wywłaszczania chłopów z gruntów
gminnych, znaną w Anglii już od XV wieku. Polegało na ogradzaniu przez
dziedziców (landlords) i zamienianiu na pastwiska dla wielkich stad
owiec otwartych pól, będących do tej pory we wspólnym posiadaniu pana i chłopów. Bezwzględna dominacja hodowli nad rolnictwem powodowała
rugowanie rolników z ziemi i powstawanie mas biedoty wiejskiej. Była ona
później głównym rezerwuarem taniej siły roboczej, potrzebnej rodzącemu
się kapitalizmowi zarówno w rolnictwie, jak i w przemyśle. Ponieważ
liczba rąk do pracy znacznie przewyższała zapotrzebowanie na siłę
roboczą, część bezrobotnych chłopów zasilała szeregi żebraków i włóczęgów, a nawet band rozbójniczych. Zjawisko to stało się poważnym
problemem społecznym XVI- i XVII-wiecznej Anglii. Pomimo masowych
ogradzań chłopstwo pozostawało wciąż najliczniejszą grupą drobnych
wytwórców, mających wprawdzie wolność osobistą, ale uzależnionych od
szlachty - landlordów.
W tym czasie, mimo utrzymywania się większości form feudalnych, na wsi
dał się zauważyć kryzys starego ustroju. Ważną rolę w rozkładzie
feudalizmu odgrywało zastąpienie danin i pańszczyzny przez opłaty
pieniężne. W pierwszej połowie XVII w. na wsi angielskiej dominowała już
gospodarka czynszowa, której istotą była renta feudalna płacona przez
chłopów landlordowi, mającemu zwierzchnie prawo własności ziemi.
Charakterystyczne dla tego okresu jest także głębokie rozwarstwienie
samego środowiska chłopskiego. Jego najzamożniejszą częścią stało się
tzw. yeomantry. Byli to ludzie stanu wolnego, tworzący pośrednią
warstwę społeczną między średnim ziemiaństwem a chłopami. Spośród
yeomanów rekrutowali się dożywotni lub dziedziczni dzierżawcy majątków
szlacheckich i kościelnych. Wraz z bogatym chłopstwem sprzyjali
rozwojowi stosunków kapitalistycznych, zabezpieczając swoje interesy
poprzez rozszerzanie wielkiej dzierżawy w porozumieniu z burżuazją
wiejską i przedstawicielami nowej szlachty. Oprócz nich istniało średnie
i biedne chłopstwo, drobni dzierżawcy i inni mali posiadacze pracujący
na roli "zgodnie z obyczajem i wolą lorda". Ci ostatni widzieli w swoich
panach i bogaczach wiejskich grabieżców gruntów gromadzkich i swych
najgorszych wrogów. Razem z biedotą miejską, bezrobotnymi mieszkańcami
wsi i nędzarzami stanowili oni najliczniejszą grupę społeczeństwa
angielskiego, liczącą około 75% ludności kraju.
Chłopi angielscy niejednokrotnie przeciwstawiali się zgubnym dla nich
ogradzaniom, wywołując bunty i powstania zbrojne. Nasilenie procesu
ogradzań wywołało w 1607 r. wielkie powstanie chłopskie w środkowej
Anglii, które objęło swym zasięgiem hrabstwa Northampton, Warwick i Leicester. W końcu lat trzydziestych doszło także do wystąpień chłopów
przeciwko akcji melioracyjnej w północno-wschodniej Anglii (tzw.
powstanie ludzi z bagien), odbierające biedocie wiejskiej niektóre
środki do życia (rybołówstwo, polowanie na ptactwo wodne, zbiór trzciny
itp.). Podobne reakcje wywołała wyprzedaż lasów królewskich w hrabstwach
Wiltshire, Somerset i w Kornwalii, gdzie ludności wiejskiej
przysługiwały serwituty leśne.
W okresie poprzedzającym rewolucję liczba ogradzań znacznie się
zmniejszyła. Wpłynęły na to zarówno próby poszukiwania nowych rozwiązań
poprawienia sytuacji rolnictwa i wyżywienia ludności, jak i polityka
dworu. W latach 1630-1639 rząd Karola I wprowadził kilka rozporządzeń
zakazujących nowych ogradzań. Właściciele ziemi, którzy się do nich nie
stosowali, byli karani grzywną pod pretekstem walki z "wyludnianiem"
kraju.
W rzeczywistości kary pieniężne nie miały na celu walki z ogradzaniami.
Rząd wykorzystał je jedynie jako okazję do zdobycia nowych funduszy na
potrzeby dworu. Oczywiście grzywny te najdotkliwiej odczuła nowa
szlachta, która popierała politykę ogradzań i to wzmogło dodatkowo jej
niechęć do władzy.
Rządy pierwszych Stuartów, zależne zwykle od subsydiów parlamentarnych,
próbowały różnych metod, żeby wycisnąć z ludności pieniądze na potrzeby
Korony. Nie poprzestając na zwykłych cłach handlowych i dotychczasowych
podatkach (tonnage and poundage)6, wynajdywały wszelkie
preteksty do wprowadzania nowych form "fiskalnego feudalizmu", które
miały stworzyć niezależną od parlamentu bazę finansową.
Jedną z najbardziej znanych i wzbudzających najwięcej protestów była
tzw. danina okrętowa (ship money). Była ona właściwie znana już
dawniej jako forma podatku przeznaczonego na budowę okrętów i organizowanie obrony przed napadami piratów na wybrzeża Anglii.
Zaniechaną od wielu lat daninę rząd Karola I przywrócił stopniowo w latach 1634-1637. Początkowo nałożono ją w formie kontyngentu okrętów
potrzebnych do zwalczania piratów tylko na Londyn (1634). W roku
następnym daninę rozciągnięto na miasta portowe i hrabstwa nadmorskie.
Później, w latach 1636-1637, objęto nią już wszystkie hrabstwa Anglii. Z punktu widzenia obiektywnych interesów Anglii była ona nawet
uzasadniona, pochodzące z niej bowiem fundusze rzeczywiście przeznaczano
na rozbudowę i wyposażenie floty. Mimo to wprowadzenie "daniny
okrętowej" wywołało w całym kraju ogromne wzburzenie jako działanie
pozakonstytucyjne i przejaw samowoli królewskiej. Nie bez racji
podejrzewano, że rząd chce w ten sposób wprowadzić jeszcze jedno źródło
swoich stałych dochodów. Koronie "danina okrętowa" dała jednak szansę
zaoszczędzenia wydatków skarbu na potrzeby floty i złudną nadzieję, że z czasem uniezależni się ona od subsydiów parlamentarnych.
Wynajdywanie przez rząd starych precedensów podatkowych prowadziło
często do przywracania dawnych opłat feudalnych, którym towarzyszyły
grzywny nakładane na opornych z byle powodu. W 1630 r. na przykład
powrócono do dawno zapomnianej ustawy, w myśl której każdy właściciel
ziemi o dochodzie rocznym przekraczającym 40 funtów obowiązany był do
stawienia się przed królem w celu pasowania go na rycerza. Odmowa
stawienia pociągała za sobą wysoką karę. Rząd Karola I zebrał w ten
sposób na swoje potrzeby ponad 100 000 funtów. Z kolei w 1634 r. rząd
rozpoczął generalną kontrolę ziem wchodzących dawniej w skład lasów
królewskich. Skutkiem tych poczynań były liczne grzywny nakładane na
landlordów z tytułu rzekomego naruszania ustaw leśnych (forest laws),
dochodzące niekiedy do kilkudziesięciu tysięcy funtów szterlingów.
Rozbudowie polityki fiskalnej towarzyszył jednocześnie, rozpoczęty
jeszcze w poprzednim stuleciu, handel ziemią i tytułami
arystokratycznymi, co w końcu doprowadziło do spadku prestiżu tytułu
lordowskiego i spowodowało rywalizację między starymi feudalnymi rodami
arystokratycznymi i nową arystokracją "handlową".
Inną skuteczną metodą podnoszenia dochodów króla była sprzedaż monopoli
handlowych i przemysłowych. Chociaż już dwukrotnie za czasów Elżbiety I i Jakuba I zostały one uroczyście potępione przez parlament, rządy
stuartowskie stosowały je nadal. Dla niepoznaki nadano im nazwę
patentów, które miały być oficjalnie formą premiowania wynalazców,
przedsiębiorców i finansistów. W praktyce napełniały one skarb Korony i przyczyniały się do rozwiązywania przejściowych kłopotów finansowych
Stuartów. Utrzymaniem monopoli była zainteresowana znaczna część wyższej
arystokracji, bogatego kupiectwa i finansjery, czerpiących dochody z tytułu udziałów w kompaniach handlowych. Na początku XVII w. wielkie
monopolistyczno-kapitalistyczne kompanie handlowe o charakterze spółek
osiągnęły już znaczne sukcesy, szczególnie na rynkach zamorskich,
torując drogę przyszłej ekspansji kolonialnej Anglii. Były one w większości własnością nielicznej bogatej oligarchii kupieckiej z Londynu
(tzw. 200 rodzin angielskich), która uzyskała monopolistyczną pozycję w handlu i operacjach finansowych. Już na początku panowania Stuartów
bogate kupiectwo z londyńskiej City7, związane ściśle z dworem i feudalną arystokracją, skupiało w swoich rękach około 90% całej masy
towarowej w Anglii, uzyskując znaczne wpływy polityczne.
Działalność monopolistyczna budziła zdecydowany protest szerokich mas
średniego i mniej zamożnego kupiectwa oraz rzemieślników, drobnych
przemysłowców i wielu przedstawicieli nowej szlachty, którzy w monopolach dostrzegali ograniczenia wolnego handlu i zagrożenie dla
rozwoju przemysłu. Walka z monopolami, będąca zarazem walką o wolność
handlu, stała się z czasem jedną z podstaw opartego na wspólnocie
interesów sojuszu między średnią burżuazją a nową szlachtą. Te właśnie
klasy średnie stały się siłą napędową rewolucji angielskiej i inspiratorem obalenia monarchii Stuartów. Stuartowie bowiem, jak się
okazało, woleli sojusz ze starą feudalną szlachtą oraz bogatymi kupcami
i monopolistami niż zbliżenie z prokapitalistyczną nową szlachtą i burżuazją.
Szlachta angielska dzieliła się w tym czasie na dwie podstawowe grupy.
Jedną z nich była dawna szlachta feudalna (nobility), która dominowała
w najbardziej zacofanych regionach kraju i utrzymywała się głównie z renty feudalnej pobieranej od dziedzicznych posiadaczy chłopskich.
Znaczną jej cześć stanowiła arystokracja rodowa i wielcy właściciele
ziemscy. Oprócz nich na północy i zachodzie kraju dosyć licznie
występowała szlachta średnia i drobna, która kultywowała dawne,
średniowieczne obyczaje w sposobie życia i gospodarowania. Wielu
przedstawicieli starej szlachty pozostało wiernych dawnej feudalnej
wierze katolickiej. Pozostali gorliwie popierali panujący Kościół
anglikański i jego episkopalną organizację.
Drugą grupę stanowiła nowa szlachta (gentry), która porzuciła dawne
formy produkcji towarowej, czynnie uczestnicząc w handlu i przemyśle.
Zamieszkiwała ona głównie rejony rozwinięte gospodarczo, gdzie stosunki
kapitalistyczne powstawały wcześniej i szybciej. Znaczne wpływy wśród
nowej szlachty osiągnął purytanizm, który jako nowa ideologia
religijno-społeczna formułowała zasady rozwijającego się kapitalizmu i zakładał walkę z feudalizmem we wszystkich jego postaciach.
Bezpośrednim skutkiem polityki mobilitowania bogatszych właścicieli
gruntów, sprzedaży ziem królewskich i handlu tytułami arystokratycznymi
był znaczny wzrost liczebny stanu szlacheckiego. Było to możliwe głównie
dzięki konfiskacie ogromnych dóbr kościelnych dokonanej przez Koronę w okresie reformacji kościelnych. Olbrzymia ich większość jeszcze za
Tudorów, została sprzedana prywatnym właścicielom. Rządy Stuartów
prowadziły wyprzedaż dziedzicznych dóbr królewskich i dawnych
kościelnych. Wiele z nich trafiło do rąk przedstawicieli średniej
burżuazji, którzy poprzez kupno ziemi zasilili szereg gentry. W rezultacie w okresie poprzedzającym rewolucję klasa właścicieli
ziemskich w Anglii wzrosła trzykrotnie.
Najwięcej na tych transakcjach zyskali przedstawiciele gentry. Od
końca XVI w. w ich ręce zaczęły przechodzić także dobra należące do
arystokracji rodowej, kupione wcześniej od Korony lub stanowiące jej
dziedziczną własność. Było to skutkiem ogólnego kryzysu nobility,
spowodowanego upadkiem średniowiecznego systemu dochodów z renty
feudalnej. Kryzysu dawnych feudałów dopełniły zmiany w sztuce i technice
wojennej, które doprowadziły do obniżenia wartości jazdy rycerskiej, i wzrost tendencji absolutystycznych dworu. Monarchia Tudorów i pierwszych
Stuartów, likwidując tendencje odśrodkowe wśród możnowładców, w znacznym
stopniu przyczyniła się do upadku znaczenia dawnej arystokracji
feudalnej. Załamanie gospodarcze najwyższej warstwy nobility
doprowadziło bezpośrednio do zmniejszenia liczby najwybitniejszych rodów
angielskich. W ciągu stu lat od 1559 do 1659 r. wygasło w Anglii ponad
40% wielkich rodów arystokratycznych. Równocześnie jednak, dzięki
szczególnej polityce handlu tytułami, ogólna liczba arystokracji
angielskiej znacznie się powiększyła.
Sprzedaż monopoli, grzywny i nowe podatki, które znacznie zwiększyły
niezadowolenie ludności, niewiele poprawiły stan finansów królewskich.
Budżet Korony pod koniec lat trzydziestych XVII w. wciąż cierpiał na
chroniczny deficyt. Dług państwowy wzrósł z 700 000 w 1617 r. do ponad 1
000 000 w 1629 r. i doszedł do 1 200 000 funtów szterlingów w 1635 roku.
Rząd próbował rekompensować go wierzycielom za pomocą nadań ziemskich,
przyznawania urzędów, dożywotnich rent itp.
Deficyt skarbu państwa za panowania Karola I był wynikiem nie tylko
rozrzutności króla i wzrostu wydatków dworu, ale również zmniejszenia
się dochodów Korony, zwłaszcza z tytułu cel handlowych i renty
feudalnej. Początek rządów Stuartów zbiegł się z okresem inflacji,
spowodowanej napływem szlachetnych kruszców z Ameryki i równie cennych
korzeni z Dalekiego Wschodu. Co gorsza, na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych XVII w. w Anglii doszło do poważnego kryzysu
ekonomicznego. Zastój w przemyśle i handlu, który nastąpił po krótkim
okresie ożywienia gospodarczego na początku lat trzydziestych,
spowodowany był m.in. przypadkową i nieudolną polityką rządu
angielskiego w dziedzinie gospodarki oraz niepohamowanym handlem
patentami i monopolami. W wyniku rozpowszechnienia monopoli zaczął
podupadać przemysł, rosła drożyzna, a wśród drobnych przemysłowców,
rzemieślników i robotników najemnych zaczęło się szerzyć bezrobocie. W 1640 r. powołani do zbadania przyczyn kryzysu komisarze królewscy
specjalnie podkreślali w swym sprawozdaniu negatywne skutki konkurencji
zagranicznej i nadmiernie rozwiniętego systemu pośrednictwa przy
sprzedaży towarów, celowo zatajając dane o szkodliwej działalności
monopoli i ograniczeniach wolności handlu.
Szczególnie dotkliwy stał się kryzys w przemyśle sukienniczym,
spowodowany wojną trzydziestoletnią i ogólnym pogorszeniem koniunktury
handlowej w całej Europie Zachodniej. Produkcja sukna w Anglii spadła w tym czasie o połowę w porównaniu z ostatnimi latami rządów
elżbietańskich. W latach czterdziestych XVII w. pogorszenie warunków w przemyśle wełnianym stało się przyczyną licznych powstań w większych
ośrodkach sukiennictwa skoncentrowanych we wschodniej części kraju,
głównie w hrabstwach York, Norfolk, Suffolk i Essex.
Na zastój w przemyśle i handlu wpływała także konkurencja dobrze
rozwiniętej Holandii, której rząd Karola I nie umiał się przeciwstawić.
Szczególnie groźna była ona w dziedzinie produkcji i eksportu sukna.
Rozwój holenderskiego przemysłu wełnianego i operatywność floty
niderlandzkiej stały się poważnym zagrożeniem dla sukiennictwa
angielskiego. Rywalizacja angielsko-holenderska na tym tle obfitowała w zatargi i konflikty, które niejednokrotnie prowadziły do otwartej wojny.
Niderlandy, w okresie elżbietańskim najważniejszy sojusznik w walce z Hiszpanią, stały się w pierwszej połowie XVII w. jednym z największych
wrogów Anglii na arenie międzynarodowej.
Niezadowolenie znacznej części społeczeństwa z rządów Stuartów
pozostawało w ścisłym związku z problematyką religijną. Źródłem tego
niezadowolenia była przede wszystkim działalność zwierzchnika Kościoła
anglikańskiego Williama Lauda (od 1628 r. biskupa Londynu, a od 1633 r.
arcybiskupa Canterbury). Po śmierci Buckinghama, zamordowanego w 1628
r., Laud stał się faktycznie pierwszym ministrem Karola I i jego głównym
doradcą w dziedzinie polityki finansowej i religijnej. Dążąc do
stworzenia trwałych finansów państwowych, narzucał metodami
feudalno-biurokratycznymi wyzysk finansowy i decydował o fiskalnym
charakterze polityki rządu. Jednocześnie jako prymas Kościoła
anglikańskiego starał się uczynić z niego jednolitą, ściśle
zbiurokratyzowaną instytucję w rękach królewskich. Znalazło to odbicie w organizacji hierarchii kościelnej, wzmocnieniu władzy biskupów i ich
kontroli nad parafiami oraz w jednolitości kultu. Celem polityki Lauda
było stworzenie silnego kościoła, który miał być posłusznym narzędziem
władzy królewskiej i główną podporą absolutnej monarchii Stuartów.
Laud i podległe mu duchowieństwo uczyło posłuszeństwa i lojalności wobec
Korony. Jednocześnie tępiło wszelkie odstępstwa od doktryny
anglikańskiej, posługując się nierzadko metodami policyjnymi. Ze
szczególnym okrucieństwem prześladowano purytanów, widząc w nich
głównych wrogów Kościoła i króla. Tępiąc purytanów osłabiono zarazem
nacisk na katolików. Polityka Lauda zbliżała Kościół anglikański
bardziej do katolicyzmu, a oddalała od tradycji protestanckiej. Nic
dziwnego, że wielu purytanów wierzyło, że walka z parlamentem i fiskalna
polityka dworu są dziełem "kliki papistów skupionych wokół króla,
których celem jest obalenie prawdziwej wiary i praw Anglii"8. W środowisku niechętnym Karolowi I dość powszechnie wyrażano przekonanie o istnieniu na dworze spisku katolickiego i wątpliwości co do pobożności
króla "otoczonego złymi ludźmi".
W warunkach zastoju gospodarczego i prześladowań religijnych znaczna
część bogatej burżuazji zaczęła emigrować za granicę wraz ze swoim
kapitałem. Wielu purytanów wyjeżdżało do Ameryki, szukając tam lepszych
warunków do życia. Emigracja do kolonii amerykańskich przybrała pod
koniec lat trzydziestych takie rozmiary, że rząd Karola I zabronił na
pewien okres wyjazdów z Anglii do Ameryki. Mimo to tylko w latach
1630-1640 do Ameryki przesiedliło się ponad 80 000 Anglików. Powstające
za oceanem kolonie, w których dominowali ludzie wrogo usposobieni wobec
władz centralnych, szybko stawały się prężnymi organizacyjnie i gospodarczo ośrodkami dążącymi do utrzymania samodzielności. Tendencje
odśrodkowe były najbardziej widoczne w opozycyjnych koloniach
purytańskich, które zwłaszcza w okresie wojny domowej wykazywały dążenie
do oderwania się od metropolii. Bezsilność rządu, który bezskutecznie
starał się regulować przepływ osadników i wziąć w swoje ręce zarządzanie
koloniami, umocniła tylko elementy opozycyjne w kraju i przyspieszyła
jego upadek.
Pierwsza połowa XVII w. była okresem wzmożonej aktywności angielskiego
kolonializmu i rozwoju handlu zagranicznego. Od czasów tych datują się
początki brytyjskiego imperium kolonialnego. Złamanie potęgi morskiej
Hiszpanii w wyniku klęski Wielkiej Armady w 1588 r. umożliwiło Anglii,
Francji i Holandii ekspansję gospodarczą i polityczną nie tylko w Europie, ale i w Ameryce oraz w Azji. Dla rozwijającej się burżuazji
angielskiej i związanych z nią kół nowej szlachty rozwój kolonializmu i walka z Hiszpanią stały się życiową koniecznością. Polityka Jakuba I i jego następcy, szukających zbliżenia w kontaktach z Hiszpanią, hamowała
te tendencje i stała się istotnym czynnikiem wrogości elementów
burżuazyjnych wobec Stuartów.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. Dla upamiętnienia tego wydarzenia rocznica "spisku prochowego", przypadająca 5 listopada, obchodzona jest w Anglii do dziś jako "Dzień Guya Fawkesa" (Guy Fawkes' Day). [wróć]
2. Był to tzw. Wielki Kontrakt (the Great Contract). [wróć]
3. C. Carlton, Karol I, PIW, Warszawa 1993, s. 350. [wróć]
4. Ang. Plague take Pym and his peers,\ \ Huzza for Prince Rupert and his Cavaliers,\ \ When they come here these hunds will have fears,\ \ Which nobody can deny (tekst polski w tłum. autora). [wróć]
5. J. Fisher, The true book about the Civil War, Frederick Muller Ltd., London 1958, s.19-20. [wróć]
6. Tonnage and poundage - prawo pobierania ceł handlowych z tytułu eksportu i importu, przyznawane formalnie królowi przez parlament jednorazowo na cały okres panowania. [wróć]
7. City (ang. The City) - tradycyjna nazwa londyńskiego centrum finansów i handlu. [wróć]
8. M. Ashley, The Battle of Naseby and the Fall of King Charles I, St. Martin Press, New York 1992, s. 9. [wróć]