Mając wyliczyć główne momenty naporu Orientu na Zachód, nie mogę pominąć określenia warunków i okoliczności tych pochodów jako pochodów cywilizacji, przy czym trzeba będzie stwierdzić pewne prawa historyczne, wysnute ze studiów w zakresie nauki o cywilizacjach.
Niedawno (w 1917 r.) Spengler obwieścił w swym głośnym dziele "Der Untergang des Abendlandes", że każda cywilizacja przywiązana jest do pewnego terenu, i to, jak się wyraził, "pflanzenhaft gebunden". To nie jedyny lapsus w jego dziele i nie jedyny dowód tego, jak niedostateczne miał przygotowanie ogólnonaukowe. Roślina bowiem tylko jednostkowo, każda z osobna, jest zespolona z gruntem, którego nie może opuścić, lecz nie dotyczy to gatunku, który za pomocą nasion, wielce ruchomych, wędruje po szerokim świecie – tak dalece, że w botanice wyodrębniono osobny dział poświęcony geografii roślin (fitogeografię), a w nim jeszcze oddzielne miejsce na naukę o wędrówkach roślin – naukę wielce pouczającą. Otóż jeżeli cywilizacje mają jakąś analogię w świecie roślinnym, polega ona nie na nieruchomości przyrośniętej do gruntu rośliny, lecz na jej ruchomości w stanie nasiennym; cywilizacje są ruchome, ich teren jest zmienny. Arcydziełem pod tym względem jest cywilizacja żydowska; pod względem ruchliwości ustępują jej wszystkie inne – niemniej jednak ruchu im nie brak, dopóki znajdują się w normalnym stanie żywotności.
Pierwsze prawo dotyczące cywilizacji orzeka, że każda z nich, dopóki jest żywotna i nie zamiera, dąży do ekspansji. Gdyby tak nie było, nigdy by się nie wytworzyła żadna znaczniejsza cywilizacja wśród rojowiska drobnych zrzeszeń, pełnych jednak rozmaitości w trójprawie. Ta, której powiedzie się ekspansja kosztem sąsiednich, stanie się znaczniejsza, i to coraz znaczniejsza w miarę dokonywania coraz większej ekspansji. A gdy natrafi na inną, równie silną, nastaje walka. Walka toczyła się zresztą już wówczas, kiedy zwycięska cywilizacja pochłaniała inne, drobne, a ta, na którą natknęła się następnie w swym pochodzie, także już silniejsza, staczała przedtem podobne walki ze swymi sąsiadami, aż sama stała się znaczniejsza. Gdy zetkną się dwie znaczniejsze, walka będzie i dłuższa, i wielostronniejsza, prowadzona najrozmaitszą bronią, duchową i fizyczną.
Czyż dwie znaczniejsze cywilizacje, spotkawszy się w sąsiedztwie, nie mogą bytować w spokoju obok siebie? Historia poucza, że nie mogą, bo oto drugie prawo dziejowe: dwie cywilizacje, znalazłszy się na tym samym terenie, muszą ze sobą walczyć. Pogranicze żywotnych cywilizacji jest zawsze i wszędzie widownią ich walki i na to nie ma rady, a zresztą jest to objaw dodatni. Możemy jedynie, a raczej powinniśmy, starać się o to, by walka cywilizacji odbywała się zawsze w sposób cywilizowany.
Przy tych licznych pochodach i zachodzeniu jednej cywilizacji na drugą wpływają one oczywiście wzajemnie na siebie. Wpływy mogą być dodatnie i ujemne, może ich być niewiele, a może być dużo. Mylne jest jednak mniemanie, iż z ciągłych wzajemnych wpływów może powstać synteza cywilizacji. Przenigdy! Nie ma syntez między cywilizacjami – i to jest trzecie prawo dziejowe.
Zastanówmy się nad możliwością syntezy. Na przykład każda cywilizacja ma swoją etykę – czy zatem miałaby dokonywać się synteza rozmaitych systemów etycznych? Etyka turańska i arabska otaczają obłąkanych nimbem świętości jako "nawiedzonych przez Boga", a więc Jego wybrańców. Przeszło to do kultury turańsko-słowiańskiej, tj. moskiewskiej, gdzie "jurodiwyj" zajmuje uświęcone miejsce; przeszło nawet w znacznej części na Ruś prawosławną. Gdzież więc miejsce i jakie miejsce na... rozum?