ROZDZIAŁ 1
Amelia
Biegłam na oślep, gdzieś przed siebie, nawet nie myśląc, dokąd zmierzam. Łzy przesłaniały mi widoczność, ale na szczęście, gdy szybciej mrugałam powiekami, udawało mi się łapać ostrość i omijać przeszkody. Wysoko podnosiłam nogi, aby uniknąć potknięcia o wystające korzenie, które co jakiś czas pojawiały się na mojej drodze.
Uporczywe kłucie z boku nie dawało mi spokoju, ale próbowałam się tym nie przejmować. Przebierałam dalej nogami, dopóki kolka nie zaczęła mi dokuczać. Po chwili zabrakło mi tchu. Zatrzymałam się, aby złapać oddech. Wsparłam się na kolanach, gdyż w pewnym momencie zrobiło mi się ciemno przed oczami. Mojemu organizmowi brakowało wyciszenia oraz sporej dawki życiodajnego tlenu. Miałam wrażenie, jakby całe moje płuca zostały naszpikowane igłami, które raniły i rozrywały od środka, robiąc z nich sito.
Nie miałam siły, by dalej uciekać. Nim się zorientowałam, Gabriel już trzymał mnie w objęciach. Szarpałam się z całych sił, lecz byłam zbyt słaba, a on zbyt silny. Nie miałam najmniejszych szans, by się wyrwać z jego żelaznego uścisku. Nie powodował bólu, ale równocześnie nie pozwalał wykonać mi żadnego ruchu. Byłam w potrzasku. Wiedziałam, że ten mężczyzna zna mnie na tyle dobrze, iż wie, że to jego jedyna szansa, by powiedzieć mi wszystko, co chciał.
- Wysłuchaj mnie chociaż, skarbie - wyszeptał mi do ucha.
Czułam, jak szybko oddycha. Potrząsnęłam głową, jakbym od razu chciała wyrzucić z niej jego słowa. Bolało mnie serce, ale nie ze zmęczenia po przebytym biegu, tylko przez to wszystko, co mi zrobił. Drugi raz w życiu czułam tak ogromny ból, ale tym razem byłam przekonana, że nie dam rady się podnieść. Roztrzaskane serce nie tak łatwo posklejać w całość.
- NIE! Nie chcę cię słuchać! Wracaj do swojej żony! - krzyczałam.
A gdy tylko lekko poluźnił uścisk, zaczęłam bić go pięściami po klatce piersiowej. Nic sobie z tego nie robił, tylko patrzył zbolałym wzrokiem winnego. Pragnęłam zadać mu taki sam ból, jaki sama obecnie czułam. Łudziłam się, że wywalając z siebie rozpacz w fizyczny sposób, przerzucę ją chociaż w małym stopniu na niego, a tym samym trochę sobie ulżę. Niestety, to wszystko było na nic.
Byłam zmęczona szarpaniem się z nim oraz wcześniejszą ucieczką przez las. Miałam wrażenie, że od natłoku kłębiących się myśli zaraz wybuchnie mi głowa. Chciałam zapaść się w czarną dziurę, która by mnie pochłonęła i w której nic bym nie czuła. Karmiłam się złudzeniami, bo dobrze wiedziałam, że takie miejsce nie istniało.
- Skarbie, wysłuchaj mnie - powtórzył po raz kolejny błagalnym tonem.
Chwycił mnie za nadgarstki, abym przestała okładać go pięściami. Próbował przykuć moją uwagę, lecz uparcie nie chciałam dać mu szansy na rozmowę.
- Nie! Puść mnie, bydlaku! - warknęłam zdecydowanie, choć cicho.
Miałam zdarte gardło. O dziwo, podziałało. Dał spokój moim nadgarstkom, ale teraz chwycił mnie za podbródek. Wciąż smutno spoglądał w moje tęczówki. Stałam jak sparaliżowana. Czułam się pokonana. Tak kochałam te oczy, a równocześnie cierpiałam przez to, że mnie zranił. Mimo wszystko nadal mi na nim zależało. Nie byłam w stanie wymazać tego uczucia jak za jednym machnięciem magicznej różdżki Harry'ego Pottera. Gabriel mnie złamał. Wiedziałam, że w życiu nie będę w stanie się po tym pozbierać i że te oczy będą prześladowały mnie w snach.
- Pozwól mi się wytłumaczyć. Ona nic dla mnie nie znaczy. To ciebie kocham! Słyszysz?! Ciebie kocham... - powiedział dobitnie.
Milimetry dzieliły nasze ciała, więc dobrze czułam ciepło oraz zapach jego skóry. Jego słowa spowodowały, że nie byłam w stanie się poruszyć, pomimo że teraz tylko delikatnie trzymał w rękach moją twarz i z łatwością mogłabym mu się wyrwać. Ciało stało jednak bez ruchu, za to serce szaleńczo się do niego wyrywało.
Jego wyznanie miłosne mnie zraniło, chociaż powiedział dokładnie to, co pragnęłam usłyszeć jeszcze kilka godzin temu. Teraz nie zawierało takiego wydźwięku, jakie powinno. Nie w takich okolicznościach chciałam tych słów. Nie po tym wszystkim, czego właśnie doświadczyłam.
- Nie chcę tego słuchać - wyjęczałam zrezygnowana, a on pocałował mnie delikatnie i czule, nie zważając na moje protesty.
Gdy wyczuł, że się nie opieram, wdarł się językiem w moje usta. Całował mnie tak gorliwie, aż w końcu zaczęłam oddawać pocałunki. Chwycił mnie za talię, przycisnął bliżej do swojej klatki piersiowej, a ja - zaskakując samą siebie - oparłam dłonie na jego ramionach. Od tych niespodziewanych doznań zakręciło mi się w głowie.
Miałam pustkę w głowie, mózg odmawiał współpracy, a do głosu doszło serce, które wariowało na punkcie tego mężczyzny. Górę nade mną wzięły emocje. Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Działałam mechanicznie, a on skrzętnie to wykorzystywał, znając bardzo dobrze moje ciało i reakcję na jego dotyk.
- Kocham cię, rozumiesz? - mówił i całował mnie po każdym wypowiedzianym słowie. - Nigdy nie pozwolę ci odejść.
Mocno przyciągnął mnie do siebie, a ja wtuliłam się w jego szeroką pierś. Gdy zadarłam głowę, tak cholernie smutno na mnie spojrzał. Pociągnęłam nosem w mało seksowny sposób. Wytarłam rękawem twarz mokrą od łez. Nie byłam w stanie patrzeć na jego ból, kiedy mój własny rozsadzał mnie od środka. Tego było dla mnie zdecydowanie za dużo. Czułam się zdradzona, a mimo to nadal go pragnęłam i kochałam. Moje myśli są poplątane, ale teraz, czy tego chcę, czy nie, powinnam pozwolić mu odejść, a nie potrafię, zachowując się jak egoistka.
Czy to nie na maksa popieprzone? Czy to nie ironia relacji damsko-męskich? Nie potrafiłam do końca go odepchnąć, bo tak naprawdę wcale nie chciałam go nikomu oddawać, chociaż tak należało zrobić.
- Puść mnie! Chcę wrócić do domu... - wyznałam cicho łamiącym się głosem, gdyż jakaś cząstka mnie chciała jeszcze walczyć i chronić już i tak zgniecione serce.
Odwróciłam twarz w drugą stronę, by uniknąć jego spojrzenia. Starałam się być stanowcza, bo tak podpowiadał mi zdrowy rozsądek. Wiedziałam, że tak trzeba postąpić. Serce jednak chciało poskładać się na nowo w jego objęciach. I w tym momencie to było najgorsze, a zarazem najsilniejsze uczucie.
- Wysłuchaj mnie, a później cię odwiozę, jeśli nadal będziesz chciała wracać. Zawiozę cię, gdzie tylko będziesz chciała. Zostawię cię w spokoju, jeśli taka będzie twoja decyzja. Tylko pozwól mi się wytłumaczyć, a powiem ci wszystko, całą prawdę... - mówił szybko i nieskładnie, byle tylko mnie zagłuszyć.
Ewidentnie chciał mnie przy sobie zatrzymać i chyba miał nadzieję, że jeśli szybko wypowie te słowa, to będzie miał większe szanse na to, że go wysłucham.
- Nie, Gabrielu. To nie ma już sensu. I tak chciałam dzisiaj z tobą zerwać. - Wbiłam wzrok w piaszczystą uliczkę, na której staliśmy.
Wiedziałam, że zadaję mu cios prosto w serce, szczególnie po tym, co wyznał mi chwilę wcześniej. Nie byłam w stanie nawet na niego spojrzeć. Żal wylewał się ze mnie strumieniami, a mętlik w głowie powodował, że pragnęłam uciec jak najdalej stąd. Musiałam pobyć sama ze sobą, aby móc w spokoju poużalać się nad swoim losem.
Największą zagadką była dla mnie kwestia tego, jak udało mu się ukryć, że jest żonaty, a nawet ja się nie domyśliłam. Przecież to ze mną spędzał ostatnio całe dni. Nie zauważyłam, aby chował telefon czy cokolwiek skrywał przede mną. Byłam w jego domu i nie znalazłam niczego, co mogłoby świadczyć o obecności innej kobiety w jego życiu. Jego zachowanie zmieniło się dopiero tutaj. Do tej pory to ja byłam tą niezdecydowaną i mogłam sprawiać wrażenie irytującej, lecz on dzielnie o mnie walczył. Teraz wszystko stanęło na głowie.
Może ktoś tam, na górze, dawał mi wcześniej znaki, których nie dostrzegałam? Może byłam tak zaślepiona miłością, że nie potrafiłam zobaczyć niczego poza nią? Jak można mieć takie klapki na oczach?
- Dlaczego? Co ci zrobiłem, że mnie tak traktujesz, co? Nie jestem gówniarzem, Amelio! Popełniłem błąd, ale dlaczego mnie skreślasz i nie dajesz szansy, bym to wytłumaczył? - warknął na mnie lodowatym i przepełnionym żalem głosem.
Odsłonił przede mną swoje emocje, a ja od razu dostrzegłam w nim tę zmianę. Po jego niespodziewanym wybuchu stałam jak słup soli, otwierałam i zamykałam usta na przemian. Mój mózg nie chciał mnie wspierać, chociaż chaotyczna gonitwa myśli trwała w nim w najlepsze.
- Odpowiedz mi, do cholery! - Chwycił mnie za brodę, zmuszając, żebym na niego spojrzała.
- Nie pasujemy do siebie, a teraz to i tak nieważne. Wracaj do swojej żony, Gabrielu. Nie będę powodem rozpadu twojej rodziny. - Przełknęłam wielką gulę, którą miałam w gardle, a ona ciężko spadła do żołądka.
Po tym wyznaniu zaczęłam ronić łzy. Pomimo że cierpiałam, to i tak uważałam, że to żona powinna być dla niego najważniejsza. Gabriel miał kobietę na papierze, więc to automatycznie wszystko zmieniało. Za żadne skarby świata nie chciałabym być tą drugą. Odejdę, jeśli istnieje szansa, że to połączy ich na nowo. Nie rozumiałam, dlaczego szukał miłości gdzie indziej. Od razu założyłam, że ożenił się nie bez powodu. Skoro przyjechała, musiało jej na nim zależeć, tak samo jak mnie. Teraz moje uczucia i tak były bez znaczenia. Ona była żoną, a ja zostałam zwykłą kochanką.
- Nie mów tak - wychrypiał, ścierając kciukiem moje łzy.
Raniłam go, widziałam ból w jego oczach. Już na zawsze zapamiętam jego wyraz twarzy, którego nigdy nie chciałam oglądać. Od teraz miałam zamiar patrzeć tylko na siebie i żyć z własnym czystym sumieniem. Łudziłam się, że postępuję poprawnie, rezygnując ze swojego szczęścia.
- Ona nic dla mnie nie znaczy, jest żoną tylko formalnie! Nie chce mi dać rozwodu bez orzekania o mojej winie. Nie kocham jej, nie jestem z nią już od dawna, a nawet ciężko powiedzieć, że kiedykolwiek tworzyliśmy związek. Wierz mi, nigdy już z nią nie będę, nawet jeśli miałby to być choć jeden dzień. Ona mnie nienawidzi i dla swojej chorej satysfakcji chce zniszczyć to, co jest między nami. Zależy jej tylko na szmalu, którego nie chcę jej dać. To o pieniądze w tym wszystkim chodzi, o nic więcej.
- Okłamałeś mnie. Nie mówiąc już o tym, że mi nie ufasz, zatajając tak ważne informacje.
Chciałam mu wierzyć. Chciałam, by zawsze mówił mi prawdę. Może teraz nie czułabym się tak okropnie z myślą, że jestem kochanką. A tym właśnie byłam, zwykłą kochanicą Gabriela. Jego zapewnienia, że to nic takiego, niczego nie zmieniały. Cały czas tkwił w związku małżeńskim. Poczułam się jak nic nieznacząca przygoda, która właśnie się zakończyła.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki