Rozdział 1 Ludzie mojej daty pamiętają takie czasy*
Alibaba: To nie tak, że nie lubię rozmawiać o swoim dzieciństwie. Po prostu uważam, że nie ma o czym mówić. Pochodzę z normalnej polskiej rodziny. Dom jak każdy inny. Wiadomo, że pod marketing można ukuć różne historie, ale moje relacje z rodzicami były naprawdę super. Okej, nie mam dziś kontaktu ze starym, bo gdzieś wyjechał, ale to w zasadzie tyle. Ojciec nie nauczył mnie w życiu zbyt wiele, raczej sam się uczyłem. W młodości wiele razy się przeprowadzałem, mieszkałem w różnych częściach Krakowa. Najlepiej wspominam czas spędzony na dzielnicy Krowodrza i w Śródmieściu. To była zabawa z kolegami od rana do nocy. (śmiech)
Primo Men: Mój dziadek kupił tu ziemię [w Krakowie - przyp. red.], a później wybudował dom, w którym właśnie siedzimy. Sprowadziłem się tu w latach dziewięćdziesiątych. Wcześniej wychowywałem się w ścisłym centrum miasta, co niosło za sobą wiele fajnych zdarzeń. (śmiech) Szybko zacząłem funkcjonować wśród bardzo ciekawych ludzi, bo w mojej szkole podstawowej były na przykład klasy złożone z osób wywodzących się z rodzin patologicznych. I jak sobie tak o tym ostatnio myślałem, to uświadomiłem sobie, że większość moich kolegów z tamtych klas już nie żyje. Zniszczyło ich życie. Jeden spadł z rusztowania, gdy goniła go policja, a inni się powiesili. Mój kolega Buła powiesił się w rocznicę śmierci swojego brata. Swoją drogą bardzo lubiłem tego brata. Kukuryk był znaną postacią w środowisku gangstersko-muzycznym. Kiedyś opierdolił ze swoimi znajomymi Izbę Pamięci. Jeden z nich trzy dni później przyszedł do szkoły (imienia Wojska Ludowego) w... mundurze SS. (śmiech) Nie muszę chyba dodawać, że wyjebali wszystkich. Lubiliśmy się, a że znali go wszyscy, to mi też później dzięki tej znajomości było łatwiej w krakowskim świecie. Był dość aktywny, gdy w Krakowie rodziła się scena hiphopowa. Zawsze kręcił się w okolicach Rynku.
Paweł Krok: Nie miałem w domu biedy, ale mieszkałem na osiedlu z wielkiej płyty, tak więc na szacunek musiałem sobie zapracować podejściem do ludzi... i pięścią. (śmiech) Gdy zapytałem mamę, jakim byłem dzieckiem, powiedziała: "Paweł, byłeś cudownym i uśmiechniętym dzieckiem, tylko zawsze z wszystkimi się biłeś". Nigdy nie musiałem kraść czy handlować narkotykami, w moim przypadku byłoby to głupotą. Z perspektywy czasu doceniam, że dostałem od rodziców tylko wędkę, a nie rybę. Mam na myśli mały sklep muzyczny, który oni prowadzili, a który rozkręciliśmy z bratem.
Primo Men: Lubiłem się napierdalać. Ale wiesz, to były takie czasy, że często trzeba było się tłuc. Wtedy konflikty rozwiązywało się głównie za pomocą pięści. Było fajnie, wesoło i krwawo. Byłem szczupłym kurduplem, ale nie trzeba było mnie długo namawiać do bójki. Mój ojciec wykładał na uczelni wyższej, a braci nie mam. Może to wynikało właśnie z tego, że byłem sam i musiałem sobie często dawać radę w pojedynkę. No i dawałem, nauczyłem się bić. Później sporo czasu spędzałem z Maćkiem "Karateką", z którym tworzyłem dość specyficzny duet. Obaj potrafimy się bić i obaj nie jesteśmy debilami. A to nie zawsze idzie w parze. Jego mama miała galerię sztuki. Później, jeszcze będąc nastolatkiem, miał swoją. Na wernisaże przychodził do niego na przykład prezydent miasta. Do dziś lubimy obcować ze sztuką. Zdarzały się takie sytuacje, że "szliśmy łukiem", a gdy pozamykali już wszystkie knajpy, to nad ranem udawaliśmy się do jego galerii. Tam piliśmy, a później biliśmy się ze sobą. Na ścianie wisiały rękawice, na podłodze było narysowane koło, więc urządzaliśmy sobie koleżeńskie sparingi. Maciek mieszka obecnie w Nowym Jorku, ale gdy jest w Polsce, to zawsze przed wylotem bierze mnie na słowo i mówi, co go wkurwia w mojej osobie. Twierdzi na przykład, że za dużo mówię o sobie. (śmiech)
Forxst: Wychowałem się w Wadowicach. To małe miasto. Nic specjalnego się tam nie działo. Mieszkałem w blokach z wielkiej płyty. Nie miałem jakichś specjalnych zajęć, odrabiałem lekcje i chodziłem palić papierosy za blok. Właściwie tyle. No dobra, jeszcze jeździłem na rowerze. (śmiech)
Primo Men: W pewnym momencie życia postawiłem na sport. Najważniejszy był tenis. Miałem też czas na grę w koszykówkę. Później trenowałem dwa razy dziennie na korcie i kosz zszedł na dalszy plan, choć przez rok grałem w koszykarskiej sekcji Wisły Kraków. Sport nauczył mnie dyscypliny i tego, by umieć sobie dawać radę sam ze sobą. Brałem udział w niejednym turnieju. Grałem trochę na Słowacji, w 1994 roku byłem nawet w Kanadzie. Ktoś mógłby pomyśleć, że doznałem jakiegoś szoku kulturowego, przyjeżdżając tam z szarej Polski, ale to nie do końca tak, bo - jak wspominałem wcześniej - mój ojciec wykładał na uczelniach, więc zabierał mnie na przykład do Zagrzebia. W młodym wieku widziałem też Paryż. No ale wracając do tenisa - nie wytrzymały mi stawy, załatwiłem sobie kolano i było po karierze. Wiedziałem, że Andre Agassim już nie będę, więc wolałem w spokoju odpalić jointa i zająć się innymi ciekawymi rzeczami.
Przez moment byłem też koszykarzem Wisły Kraków. Miałem kolegów na Wiśle, ale więcej wśród sympatyków Cracovii. Nigdy nie rozumiałem, jak można kogoś pokroić tylko za to, że ma inny kolor szalika. Nie wyobrażam sobie, że mam kogoś nienawidzić, bo kibicuje innej drużynie. To dla mnie niepojęte. W Krakowie jest to natomiast na porządku dziennym. Tu dzieciak jest z bloku, gdzie mieszkają ludzie z Cracovii, przechodzi obok dwóch, gdzie mieszka Wisła... no i co? Bez maczety do szkoły lepiej nie iść.
Ja co prawda ze sprzętem na lekcje nie musiałem chodzić, ale kiedyś wpadła po mnie Wisła, a później też Cracovia. (śmiech) Bywało wesoło. Szliśmy raz z Karateką przez Rynek, minęło nas trzech małolatów - jak się później okazało, z Cracovii - i coś się do nas spartolili. Dziś pewnie popatrzyłbym na takiego gościa i powiedział mu, że jeśli chce mieć dwie nerki, to niech lepiej idzie przed siebie. Wtedy od razu dostali po pysku. Siedzieliśmy później na Rynku z jointami i zobaczyliśmy, że w naszą stronę zmierza grupka kibiców Cracovii. Okazało się, że małolaci wzięli sobie starszych kolegów, których znaliśmy. Ci tylko popatrzyli na tych dzieciaków i powiedzieli: "Zrobiliście błąd. Jeśli chcecie powtórkę, to wybierzcie sobie partnera na solówkę, bo chłopaki zapewne nie odmówią". Tak też było. Chłopcy drugi raz nie chcieli dostać, więc zamknęliśmy temat i już ich nie ruszaliśmy. Przeprosili i poszli w swoją stronę. Z chuliganami Wisły też się kilka razy biliśmy, ale oczywiście nie o klub.
Forxst: Nic mnie w Wadowicach nie trzymało. Większość moich znajomych wyprowadziła się z miasta po ukończeniu liceum, więc zrobiłem tak samo. Pamiętam, że przez pierwsze miesiące w Krakowie zajmowałem się głównie piciem. Później wpadłem na pomysł, by dojeżdżać do Warszawy do szkoły filmowej, ale niczego się tam nie nauczyłem. Poznałem za to kilka ciekawych osób. Jakoś niespecjalnie polubiłem też ten warszawski klimat. Zostało mi to do dzisiaj. Niby nic do Warszawy nie mam, ale nie czuję tego miasta. Studiowałem też w Krakowie w Akademii Sztuk Pięknych na wydziale intermediów. Tam z kolei naprawdę się rozwinąłem. Pozwalali mi się chwytać wszystkiego, na co miałem ochotę. Chciałem zrobić film, to robiłem film. Gdy miałem chęć robienia fotografii, nie było problemu. Podobnie podchodzili do rysowania, malowania i muzyki. Nikt mnie tam nie ograniczał. Jeżeli chciałem się skupić tylko na jednym temacie, to profesor poświęcał mi w tej dziedzinie więcej czasu. Miałem tam swoje wystawy, jakieś performance'y. To był dobrze i kreatywnie spędzony czas.
Primo Men: A wiesz, jak się wychowywał Popek? On pochodzi z Legnicy, a to bardzo specyficzne miasto. Nie znam zbyt wiele osób, które tam były, bo w sumie to nie wiem, po co tam, kurwa, można jechać. Tam obwodnica jest od zawsze, chyba po to, by tam właśnie nie wjeżdżać. Przecież połowa Legnicy była kiedyś niczym innym jak rosyjskimi koszarami. Popek, Pomidor i ich koledzy to osoby, które miały bardzo trudne dzieciństwo. Mieli siedem czy dziewięć lat, gdy zaczęli kraść! Wyobraź sobie siedmioletnie dziecko, które kradnie portfele. Wyobraź sobie, że masz siedem lat i tata uczy cię kraść. No ja pierdolę! Oni nie grali w tym wieku w piłkę, tylko, kurwa mać, uczyli się opierdalać torebki! To może skrzywić. Kiedy mieli dziesięć lat, to mieli już swojego taksówkarza, których woził ich z Legnicy do Wrocławia, bo w Legnicy już nic nie mogli ukraść - wszyscy wiedzieli, że rąbią. W wieku dziesięciu lat mieli swojego taksówkarza, który ich woził na robotę! Popek bardzo szybko trafił do zakładu poprawczego. Nie wiem, ile miał lat, ale był w tym zakładzie jednym z najmłodszych osadzonych.
Paweł był prawdziwym gangsterem. On jako jeden z nielicznych z tej ekipy legnickiej był kimś więcej niż tylko pospolitym złodziejaszkiem.
* Rozbójnik Alibaba ft. Popek, La Da Da Dee Da Da Da Da.