Rozdział I. "Z marsowego zrodzon rodu"
ROZDZIAŁ I
"Z MARSOWEGO ZRODZON RODU"
PIERWSZE LATA ŻYCIA BOLESŁAWA III KRZYWOUSTEGO
Książę Bolesław III Krzywousty pojawił się na świecie najpóźniej w 1086
roku. Jego ojcem był panujący w Polsce w latach 1079-1102 Władysław I Herman, matką zaś księżniczka czeska Judyta, córka Wratysława II i Adelajdy węgierskiej. W świetle kroniki Anonima zwanego Gallem para
książęca, nie mogąc doczekać się przez dłuższy czas upragnionego
potomka, zwróciła się z prośbą o wstawiennictwo do benedyktynów z klasztoru w Saint Gilles w Prowansji, aby zaradzili bezpłodności
księżnej. Według kronikarza małżonkowie posłuchali rad jednego z polskich biskupów, niejakiego Franka (przypuszczalnie rezydującego w Poznaniu).
"Jest - rzecze - pewien święty na ziemi francuskiej, ku południowi, koło
Marsylii, gdzie Rodan wpada do morza - ziemia zwie się Prowansją, a święty Idzim - ma on tak wielkie wobec Boga zasługi, że każdy, kto
pobożnie mu zaufa i czci jego pamięć, jeżeli poprosi go o coś, z pewnością to otrzyma. Każcie więc zrobić posąg ze złota wielkości
dziecka, przygotujcie królewskie dary i co prędzej wyślijcie je do
świętego Idziego". Bez zwłoki sporządzono posążek chłopca oraz kielich z najczystszego złota; przygotowano złoto, srebro, płaszcze i święte
szaty, które zaufani posłowie mieli zawieźć do Prowansji z listem
następującej treści: "Władysław, z łaski Boga książę Polski, i Judyta,
jego prawowita małżonka, Odilonowi, czcigodnemu opatowi św. Idziego, i wszystkim braciom przesyłają pokorne wyrazy głębokiej czci.
Dowiedziawszy się, że św. Idzi góruje nad innymi godnością
szczególniejszej pobożności i że ochotnie wspomaga wiernych mocą z nieba
sobie daną, ofiarujemy mu pobożnie w intencji otrzymania potomstwa nasze
dary i pokornie błagamy o wasze święte modlitwy w intencji naszej
prośby".
Przeczytawszy tedy list i odebrawszy dary, opat i bracia przesłali
wzajemnie dary ofiarodawcy i odprawili trzydniowy post z litaniami i modlitwami, błagając wszechmocny majestat Boży, aby spełnił pobożne
prośby wiernych, którzy teraz tak wielkie dary mu przesłali, a wiele
więcej jeszcze ślubowali, bo w ten sposób podniesie chwałę swego imienia
u ludów nieznanych, a sławę swego sługi, św. Idziego, rozszerzy daleko i szeroko.
[...] Po cóż mówić więcej? Jeszcze mnisi w Prowansji nie skończyli
postu, a już matka w Polsce cieszyła się z poczęcia syna! Jeszcze
posłowie stamtąd nie odeszli, a już mnisi przepowiadali, że pani ich
właśnie poczęła. Dlatego wysłańcy jeszcze prędzej i bardziej ochoczo
wracają do domu, przekonani, że zapowiedź mnichów się spełni, i cieszą
się z poczęcia syna, lecz radość ich jeszcze większa będzie, gdy się
urodzi"1.
Narodzinom Bolesława - jak wynika z powyższego cytatu - towarzyszyły
wyjątkowe okoliczności. Współcześni historycy raczej wątpią w prawdziwość przytoczonej przez Galla opowieści, uznając ją za wyssaną z palca. Nie podlega natomiast wątpliwości, iż patronem narodzin Bolesława
był faktycznie św. Idzi. Z kolei jego patronem życiowym został - jak
przystało na prawdziwego wojownika i władcę - starorzymski bóg wojny
Mars. Według Galla Anonima syn Władysława Hermana w chłopięcym wieku
"nie uganiał się za czczymi zabawami, jak to zwykła czynić częstokroć
swawola chłopięca, lecz starał się naśladować dzielne i rycerskie czyny,
o ile mógł to w tym wieku. I aczkolwiek jest zwyczajem chłopców
szlachetnego rodu zabawiać się psami i ptakami, to Bolesław jeszcze w pacholęctwie więcej cieszył się służbą rycerską. Jeszcze bowiem nie
zdołał o własnych siłach dosiąść lub zsiąść z konia, a już wbrew woli
ojca lub niekiedy bez jego wiedzy, wyruszył na wyprawę przeciw wrogom
jako wódz rycerstwa"2.
Młodość Bolesław Krzywousty spędził u boku ojca, przygotowując się do
objęcia w przyszłości samodzielnych rządów. W omawianym czasie nauka
miała charakter czysto praktyczny, wszelką wiedzę przeznaczony na
następcę tronu książę zdobywał, wypełniając kolejne zadania nakazane mu
przez ojca. W ich realizacji wspomagali go opiekunowie zwani piastunami.
Pierwszym piastunem Bolesława był - jak wszystko na to wskazuje -
palatyn Sieciech, z którym około 1092 roku wyprawił się na Morawy. Była
to pierwsza poświadczona w źródłach wyprawa wojenna z udziałem
Krzywoustego3.
Z relacji pozostawionej przez Galla wynika, iż niewiele brakowało, aby
Bolesław rozstał się z tym światem jeszcze w pierwszych latach swego
życia. Kronikarz przytoczył kilka opowieści, które miały to
potwierdzić. Pierwszy raz życie Bolesława miało zostać zagrożone podczas
polowania na dzikiego zwierza. "Pewnego dnia Marsowe dziecię [Bolesław
- przyp. M.S.] - jak relacjonuje Anonim - siedząc w lesie przy
śniadaniu, ujrzało ogromnego dzika, przechodzącego i chowającego się w gęstwinę leśną; natychmiast zerwał się od stołu, pochwycił oszczep i popędził za nim, atakując go zuchwale sam jeden, nawet bez psa. A gdy
zbliżył się do bestii leśnej i już cios chciał wymierzyć w szyję, z przeciwka nadbiegł pewien jego rycerz, który powstrzymał jego ramię
wzniesione do ciosu i chciał mu odebrać oszczep. Wtedy to Bolesław,
uniesiony gniewem oraz męstwem, sam zwycięsko stoczył w cudowny sposób
podwójny pojedynek: z człowiekiem i ze zwierzem. Albowiem i owemu
rycerzowi oszczep wyrwał, i dzika zabił. Ów zaś potem zapytany, dlaczego
to uczynił, wyznał, że sam nie wiedział, co robi. Chłopiec zaś powrócił
stamtąd zmęczony i ledwo odzyskał siły długo wachlowany"4.
Na Bolesława Krzywoustego zorganizowano zatem zamach! Nie od dziś
zastanawiano się nad tym, kto był zainteresowany pozbyciem się młodego
Piasta? Na interesujący temat sformułowano kilka teorii. Według jednej z nich na życie Bolesława miał czyhać palatyn Sieciech, będący w zmowie z drugą żoną Władysława Hermana, Judytą Marią. Czy tak rzeczywiście było,
trudno przesądzić z braku bliższych danych. Nie ulega jedynie
wątpliwości w tym momencie, iż Sieciecha i Judytę Marię musiała łączyć
jakaś bliższa relacja. Druga małżonka Władysława (od około 1089 roku),
wdowa po królu węgierskim Salomonie, była kobietą bardzo ambitną i energiczną. Podobne cechy przejawiał także książęcy palatyn, co wobec
niedołężności i bezwolności Hermana, co rusz podkreślanej przez Galla,
stwarzało kapitalne warunki do zbliżenia się księżnej i wielmoży5.
Gall w pewnym miejscu zasugerował nawet, iż Sieciecha i Judytę Marię
łączył romans. To kolejny fakt, którego nie da się zweryfikować,
opierając się na innych przekazach z epoki. Ten sam kronikarz nie
wskazał równocześnie, kiedy zaczął się ten romans i jak długo trwał.
Jest mało prawdopodobne, aby wdowa zbliżyła się do wszechwładnego
palatyna w pierwszych latach swego pobytu w Polsce. Przed 1093 rokiem
urodziła bowiem Władysławowi aż trzy córki. Ten w późniejszym okresie
wydał dwie z nich za mąż - za któregoś z władców Rusi oraz za jakiegoś
ze swoich poddanych. Drugą pod względem starszeństwa córkę Agnieszkę
książę przeznaczył do stanu duchownego.
Judyta Maria marzyła o synu, zaś każda z jej ciąż podtrzymywała nadzieję
na urodzenie męskiego potomka. Jeśli rzeczywiście księżna była ambitną
kobietą, to nie może dziwić, iż dążyła do zapewnienia władzy swoim
jeszcze nienarodzonym dzieciom i dlatego usuwała ze swojej drogi
pozostałych pretendentów do objęcia schedy po śmierci Władysława
Hermana. Najpierw ofiarą knowań Judyty stał się najstarszy z synów
Władysława - Zbigniew - którego odesłano do Kwedlinburga w Saksonii,
gdzie znajdował się klasztor żeński, którego przeoryszą była siostra
księżnej, Adelajda. Podobny los (lub nawet gorszy) mógł w przyszłości
spotkać również młodego Bolesława, który był szykowany na następcę
tronu. Krzywousty miał chyba dużo szczęścia, skoro ze związku Judyty z Władysławem nie urodził się żaden męski potomek6.
Wspomniany wyżej Zbigniew pojawił się na świecie około 1070 roku. Jego
matką była nieznana z imienia kobieta (najprawdopodobniej wywodząca się
z rodu Prawdziców), z którą nieco wcześniej ożenił się Władysław Herman.
Trudno przesądzić, czy ten związek został uświęcony przez Kościół, czy
też nie. Niektórzy historycy przypuszczali, iż ślub zawarto według
obrządku słowiańskiego. Zawierając takie małżeństwo, panujący otwierał
sobie wręcz wrota do kolejnego związku, tym razem sakramentalnego. W późniejszym okresie Władysław rzeczywiście skorzystał z przysługującego
mu prawa, co odbiło się niekorzystnie na statusie Zbigniewa, który był
najprawdopodobniej, choć nie ma co do tego absolutnej pewności,
pierworodnym synem Hermana7.
Wczesne dzieje Zbigniewa są mało znane. Wiadomo tylko, iż przed
"wygnaniem", jak niektórzy historycy nazywają oddanie go do saskiego
klasztoru, przebywał przez jakiś czas na nauce w innym klasztorze.
Niewykluczone, iż ten etap życia Zbigniew zwieńczył otrzymaniem tzw.
niższych święceń kapłańskich8.
W 1093 roku Zbigniew został zabrany przez księcia czeskiego Brzetysława
II z Kwedlinburga i wraz z przebywającymi w Pradze polskimi emigrantami,
nieprzychylnymi działaniom księcia Władysława i palatyna Sieciecha,
pojawił się we Wrocławiu. Na czele buntu stanął namiestnik prowincji
śląskiej, komes Magnus, po którego stronie opowiedział się cały Śląsk.
Wobec poczynań Ślązaków Władysław i jego palatyn postanowili sięgnąć po
siłę oręża, gromadząc liczne siły. Dodatkowo Piast wysłał gońców z prośbą o pomoc do króla Węgier Władysława i księcia Czech Brzetysława.
Siłowe rozwiązanie sporu ostatecznie nie dało spodziewanego rezultatu.
Okazało się, iż wojska Władysława Hermana nie zamierzały walczyć
przeciwko swoim rodakom. Dodatkowo zawiodły posiłki zagraniczne. Władca
Węgier, zamiast zaatakować buntowników, usiłował z nieznanych bliżej
powodów pojmać Sieciecha, czego ostatecznie nie udało mu się dokonać. Z oczywistych też względów polski książę nie mógł liczyć na wsparcie
południowego sąsiada, wyraźnie popierającego rebeliantów9.
Mimo poniesienia klęski w walce z synem i popierającym go obozem
Władysław Herman nie zamierzał łatwo składać broni, ponownie
przygotowując się do rozprawy ze zbuntowanym potomkiem. Nie sposób
przesądzić, jak długo trwały te przygotowania. Pewne jest natomiast to,
iż włożony wysiłek przyniósł sędziwemu już władcy sporo profitów.
Zaowocowało to wyparciem Zbigniewa ze Śląska, który w obawie o swoje
życie uciekł do Kruszwicy.
W ślad za rejterującym synem podążył niezwłocznie Władysław Herman. Pod
murami Kruszwicy rozegrała się krwawa bitwa, podczas której wojska
Zbigniewa i wspierające go oddziały pomorskie poniosły druzgoczącą
klęskę. Świetnie poinformowany Anonim zwany Gallem tak oto przedstawił
ten etap wojny domowej:
"Ojciec wszakże rozgniewany, że on tak bezkarnie uszedł oraz że go
kruszwiczanie przyjęli, występując w ten sposób przeciw niemu samemu, z tym samym wojskiem ruszył w pościg za uciekającym i ze wszystkimi siłami
podstąpił pod gród kruszwicki. Zbigniew zaś, przyzwawszy na pomoc
mnóstwo pogan i mając przy sobie siedem hufców kruszwiczan, wyszedł z grodu i stoczył walkę z ojcem, lecz sprawiedliwy Sędzia rozsądził sprawę
między ojcem a synem. Była to bowiem wojna gorzej niż domowa, gdzie syn
przeciw ojcu, a brat przeciw bratu wzniósł zbrodniczy oręż. Tam to, jak
sądzą, nieszczęsny Zbigniew przeklęty przez ojca zasłużył sobie na to,
co się z nim stać miało; tam też Bóg wszechmogący księciu Władysławowi
tak wielkie okazał miłosierdzie, że wytępił nieprzeliczone mnóstwo
przeciwników, a z jego żołnierzy tylko bardzo niewielu śmierć zabrała.
Tyle bowiem rozlano tam krwi ludzkiej i taka masa trupów wpadła do
sąsiadującego z grodem jeziora, że od tego czasu żaden dobry
chrześcijanin nie chciał jeść ryby z owej wody. W ten sposób Kruszwica,
opływająca przedtem w bogactwa i zasobna w rycerstwo, zamieniła się
nieomal w pustynię. Zbigniew tedy, ocaliwszy się wraz z nieliczną
garstką ucieczką do grodu, nie był pewien, czy życie straci, czy któryś
z członków. Atoli ojciec, nie szukając pomsty za młodzieńczą głupotę, by
w rozpaczy nie przystał do pogan lub obcych ludów, skąd większe jeszcze
mogłoby grozić niebezpieczeństwo - udzielił mu żądanej gwarancji
nietykalności życia i członków, zabrał go jednak ze sobą na Mazowsze i tam go przez czas pewien trzymał w więzieniu w grodzie Sieciecha.
Później zaś przy konsekracji kościoła gnieźnieńskiego, za wstawieniem
się biskupów i możnych przyzwał go do siebie i za ich prośbami odzyskał
Zbigniew łaskę, którą utracił"10.
Historycy utrzymują, iż ułaskawienie Zbigniewa miało miejsce najpóźniej
w 1099 roku. Dokładniejsza data tego wydarzenia jest trudna do
ustalenia, Anonim zwany Gallem nie podawał bowiem w swoim przekazie dat
rocznych prezentowanych przez siebie wydarzeń. Bez względu jednak na to,
kiedy Zbigniew rzeczywiście został zwolniony z Sieciechowego lochu,
należy stwierdzić, iż ten etap wojny domowej definitywnie należał do
Zbigniewa, który znowu zaczął liczyć się w rozgrywce o władzę
zwierzchnią w państwie piastowskim11. Zapewne jeszcze w tym
samym 1099 roku doszło do wznowienia działań wojennych między
zwalczającymi się obozami. Jako pierwszy do walki przystąpił Zbigniew,
który zdołał przeciągnąć na swoją stronę Bolesława, pozostającego do tej
pory na uboczu rozgrywających się wydarzeń. Bracia zawarli między sobą
tajne porozumienie i zamiast wyprawić się na Pomorze, co wcześniej
obiecali swemu ojcu, zawrócili z drogi, nie dochodząc do celu.
Postępowanie synów kompletnie zaskoczyło ojca, zmuszonego wydzielić im
dzielnice. Śląsk przypadł w udziale Bolesławowi, zaś Wielkopolska
Zbigniewowi. Co ciekawe, w najważniejszych grodach w tych dzielnicach
Władysław Herman pozostawił wierne sobie załogi, co oznacza iż władza
młodych książąt nie była pełna12.
W chwili podziału państwa Bolesław Krzywousty miał co najwyżej 13 lat i w świetle obowiązującego wówczas prawa był jeszcze niepełnoletni. Jego
opiekunem, wyznaczonym mu przez ojca, był niejaki Wojsław, krewny
Sieciecha. Razem z Wojsławem młody książę podejmował wyprawy w różne
rejony Pomorza. Miały one charakter wybitnie łupieski13. Jedna
z takich ekspedycji dosięgła Międzyrzecz, uznawany za jedną z bram
wiodących ku Pomorzu, gdzie zmuszono dzielnie broniącą się załogę do
kapitulacji14.
Około 1099 roku życie nastoletniego Bolesława zostało po raz kolejny
zagrożone. Urządzono na niego zasadzkę, za którą najprawdopodobniej
odpowiedzialny był palatyn Sieciech. Młodzieniec otrzymał od ojca
polecenie, by udał się na pogranicze czeskie, skąd miało nadejść
niespodziewane uderzenie Przemyślidów. Kiedy wyprawa opuściła Wrocław,
okazało się, że wśród jej uczestników są jedynie stronnicy Sieciecha.
Dziwnym zbiegiem okoliczności na wyprawie zabrakło komesa Wojsława, co
dało młodemu księciu bardzo dużo do myślenia. Według Anonima zwanego
Gallem, Bolesław zalał się nawet "potem i łzami", po czym wysłał gońca
do przyrodniego brata Zbigniewa, aby rychło przyszedł mu z pomocą.
Zbigniew nie pozostał obojętny na błagania brata i po zebraniu drużyny
ruszył mu na ratunek.
Ostatecznie wszystko zakończyło się pomyślnie i nikt nie ucierpiał w szykowanym na Bolesława zamachu. Cała sytuacja miała też swoje pozytywne
strony, ponieważ Bolesław i Zbigniew powzięli zdecydowane kroki w celu
usunięcia z najbliższego otoczenia ojca nieprzyjaznego i niewygodnego im
Sieciecha. Braci w ich zamierzeniach wsparło mnóstwo możnych, również
zainteresowanych pozbawieniem władzy wszechwładnego palatyna, który
zdobył swoją pozycję ich kosztem.
Do spotkania sił zbrojnych młodych książąt z wojskiem Władysława Hermana
i Sieciecha doszło pod Żarnowcem nad górną Pilicą. Przebieg ówczesnych
wydarzeń zrelacjonował z kronikarską drobiazgowością Anonim zwany
Gallem. Według niego skonfliktowane strony przez dłuższy czas prowadziły
rokowania. Ostatecznie Herman ugiął się pod żądaniami synów i odsunął od
siebie Sieciecha, z którym niezwykle się zżył. Palatyn, widząc, iż grunt
usunął mu się spod nóg, umknął do własnego grodu - Sieciechowa nad
Wisłą15.
Wydaje się, iż Władysław Herman porozumienie żarnowieckie traktował
koniunkturalnie i chciał tylko zyskać czas, aby ponownie zetrzeć się z synami, których zamierzał zmusić do uległości. Wskazują na to dalsze
wypadki opisane przez bezimiennego mnicha zwanego Gallem:
"Gdy go [Sieciecha - przyp. M.S.] tak ścigali i usiłowali wypędzić z kraju, sam książę w nocy, gdy sądzono, że spoczywa w swym łożu, bez
wiedzy kogokolwiek ze swoich, z trzema tylko najzaufańszymi powiernikami
potajemnie wymknął się spośród wojska i z drugiej strony rzeki Wisły
przepłynął w łódce do Sieciecha. Wobec tego wszyscy wielmoże oburzeni
oświadczyli, że opuszczenie synów i tylu dostojników wraz z wojskiem nie
jest decyzją człowieka rozumnego, lecz szalonego, i natychmiast
złożywszy radę, postanowili, aby Bolesław zajął Sędomirz i Kraków,
główne i najbliższe stolice królestwa, a odebrawszy przysięgę wierności,
dzierżył je jako swą dzielnicę; Zbigniew zaś miał pospieszyć na Mazowsze
i zająć miasto Płock oraz leżące w tamtej stronie ziemie. Bolesław więc
istotnie zajął i dzierżył wymienione grody, Zbigniew natomiast,
uprzedzony przez ojca, nie zdołał wymienić swego zamiaru"16.
Ryzykowna gra Władysława Hermana finalnie mu się nie opłaciła. Nie dość,
że skompromitował się wobec możnych i synów, to również musiał się
pogodzić z zajęciem przez Bolesława Małopolski. Oznaczało to faktyczne
uszczuplenie posiadłości i zarazem władzy księcia zwierzchniego.
Początkowo Bolesław i Zbigniew zostali zaskoczeni postępowaniem ojca i rozwojem sytuacji, jednak w porę zareagowali na nią, co przyniosło im
wymierne korzyści, szczególnie młodszemu bratu, który okazał się być -
przynajmniej w świetle przekazu Anonima - bardziej przedsiębiorczy od
Zbigniewa.
Po opisanych wydarzeniach Sieciech został definitywnie zmuszony do
opuszczenia ziem polskich, co wydatnie wpłynęło na polepszenie relacji
między Władysławem Hermanem a jego synami. Niewykluczone też, iż senior
rodu był już zmęczony wieloletnimi zmaganiami z juniorami, z których
wyszedł wyraźnie osłabiony. 15 sierpnia 1100 lub 1101 roku Władysław
pasował Bolesława Krzywoustego na rycerza. Na tę uroczystość zaproszono
wielu gości. Jeszcze jako giermek Bolesław przepędził wojska pomorskie
spod obleganego przez nie Santoka, a następnie powrócił w triumfie na
pasowanie, które odbyło się w stolicy państwa Władysława,
Płocku17.
ZMAGANIA O JEDYNOWŁADZTWO
Nowy rozdział w życiu Bolesława Krzywoustego rozpoczął się w czerwcu
1102 roku. Wtedy bowiem - jak opisał to w swej relacji Anonim zwany
Gallem - "zmarł książę Władysław w podeszłym wieku i długą słabością
złożony, a arcybiskup Marcin z kapelanami przez pięć dni w mieście
Płocku odprawiał za niego egzekwie, nie śmiejąc go pogrzebać przed
przybyciem synów. Skoro zaś obaj bracia przybyli, zanim jeszcze
pochowali ojca, doszło pomiędzy nimi do wielkiego sporu o podział
skarbów i królestwa, lecz za natchnieniem łaski Bożej i za pośrednictwem
wiernego starca, arcybiskupa, zastosowali się w obliczu zmarłego do
zarządzeń wydanych przezeń za życia. Tak więc po wcale zaszczytnym i okazałym pogrzebie księcia Władysława w kościele płockim, po
rozdzieleniu skarbów ojcowskiego pomiędzy synów i po urządzeniu
królestwa polskiego wedle podziału dokonanego jeszcze za życia ojca
każdy z braci zajął część przypadłą mu z podziału. Bolesław atoli, jako
prawy syn, otrzymał dwie główne stolice królestwa i część kraju
ludniejszą. Objąwszy tedy swój dział ojcowizny, wzmocniony rycerstwem i radą, chłopiec Bolesław zaczął składać dowody dzielności ducha i siły
ciała i zaczął w opinii i w latach wyrastać na młodzieńca o najlepszych
cechach charakteru"18.
Do dnia dzisiejszego historycy sprzeczają się o to, kto sprawował władzę
w państwie polskim po zgonie Władysława Hermana. Przedstawiciel starszej
historiografii Roman Grodecki wystąpił z hipotezą, iż począwszy od 1102
roku, Polska miała księcia zwierzchniego w osobie Zbigniewa19.
W nowszych badaniach historycznych kwestionuje się ten pogląd, uznając,
iż obaj bracia, rządząc we własnych dzielnicach, byli sobie równi. W świetle dostępnych relacji pisanych bardziej prawdopodobny jest ten
drugi scenariusz. Według współczesnego kronikarza czeskiego Kosmasa z Pragi, zmarłego w 1125 roku, "w roku od wcielenia Pańskiego 1102
Władysław książę Polski mając dwóch synów - jednego spłodzonego z konkubiny, imieniem Zbigniew, drugiego urodzonego z Judyty, córki króla
Wratysława, imieniem Bolesław - między nich podzielił po połowie swoje
królestwo"20.
Informacje praskiego dziejopisa potwierdza po części relacja samego
Galla Anonima, który przy okazji prezentacji podziału państwa z 1100
roku, dokonanego przez Władysława Hermana, włożył w usta seniora rodu
mowę do możnych w sprawie sukcesji po swojej śmierci:
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki