Nakarmić kamień - Bronka Nowicka

Kup ebooka

16.64 zł
13.81 zł (14,14 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Guziki

Babka hoduje swoją matkę w pokoju z połową drzwi. Połowę urżnęła, żeby widzieć, co stara wyczynia. Połowę z zamkiem zostawiła. Przekręca w nim klucz, wrzuca za stanik. Nie da nikomu. Jeszcze by wypuścił tę plagę na dom.

W zeszłym tygodniu na moment spuściła ją z oka: prababka pocięła zasłony, wsadziła torbę cukru w ogień. Myślała, że węgiel - jedno i drugie twarde. Rozbebeszyła szafę: szukała fartuszka, bo idzie do szkoły. Ma dziewięćdziesiąt lat, nie pamięta własnego nazwiska, ale fartuch, co się zapinał na krzyż na plecach, owszem. Jak się jej nie zamknie, wywróci wszystko do góry nogami.

- Coś mi tam za cicho jesteś, mamusiu - woła babka do dziury w futrynie.

- Zesrałam się - nad krechę uciętych drzwi wyskakuje głowa.

- To poczekasz.

Babka nie rzuci roboty. Nie przypali mięsa. Kiedy ma się pod dachem wariactwo, reszta ma być normalna. Porządny obiad należy do reszty.

Do kuchni wpada sweter. Za nim lecą: spódnica, halka, stanik.

- Przepraszam, czy może pani zawołać moją córkę? Bo ja tu stoję goła.

- Zaraz przyjdę, jestem twoją córką.

- Nieprawda. Moja córka ma czarne włosy i jest szczupła jak łodyga. O, taka - nad drzwiami pokazują się palce, które biorą w kleszcze centymetr powietrza. - Ty jesteś siwa i tłusta.

Babka przewija swoją matkę. Rzepy pieluchy trzeszczą na biodrach.

- Umrę, jak mi dobrze zapłacisz - mówi stare niemowlę.

Babka przynosi worek pościelowych guzików. Wysypuje na podłogę.

- Wystarczy?

- Bo ja wiem? Muszę policzyć.

Siedzę z prababką na ziemi. Liczymy na palcach guziki.

- Widziałaś kiedyś tyle pieniędzy? - pyta.

Kiedy nie patrzy, wsadzam je do butów, wrzucam za koszulę, połykam. Niech będzie ich mniej. Za mało na śmierć.