PRZEDMOWA
DNI DECYZJI
Stoimy na krawędzi niewiarygodnej globalnej zmiany. Na rozdrożu, na którym podejmujemy decyzje, które wpłyną nie tylko na nasze życie na Ziemi, ale także na życie naszych potomków. Możemy otworzyć szeroko drzwi umysłowych i emocjonalnych więzień, które ograniczały rasę ludzką przez tysiące lat. Możemy też pozwolić, aby agenci tej kontroli zakończyli swój plan umysłowego, emocjonalnego, duchowego i fizycznego zniewolenia każdego mężczyzny, każdej kobiety i każdego dziecka na tej planecie za pomocą światowego rządu, armii, centralnego banku i waluty - wzmacnianych przez populację na mikrochipach.
Wiem, że to brzmi fantastycznie, ale jeśli rasa ludzka oderwałaby swój wzrok od ostatniej opery mydlanej lub teleturnieju na tak długo, by zaangażować mózg, to zobaczyłaby, że to nie są wydarzenia, które mają nastąpić - one już się dzieją. Pęd do scentralizowanej kontroli globalnej polityki, biznesu, bankowości, wojska i mediów przybiera na sile z każdą godziną. Pomysł mikrochipowania ludzi już się pojawił, a w wielu przypadkach jest realizowany.
Za każdym razem kiedy ma zostać wprowadzona jakaś ukryta Agenda, zawsze jest okres, kiedy ukryte musi wyjść na powierzchnię, żeby finalnie zaistnieć w fizycznej rzeczywistości. Widzimy to teraz w postaci eksplozji fuzji między globalnymi imperiami bankowości i biznesu oraz prędkości, z jaką kontrola ekonomiczna i polityczna centralizuje się za pośrednictwem Unii Europejskiej, Organizacji Narodów Zjednoczonych, Światowej Organizacji Handlu, Wielostronnej Umowy Inwestycyjnej i przez strumień innych globalistycznych ciał, takich jak Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz szczyty G7/G8.
Za tą ciągłą i skoordynowaną centralizacją stoi grupa krzyżujących się wzajemnie rodów, których śladów można szukać na starożytnym Bliskim i Środkowym Wschodzie. Wyłoniły się one stamtąd, by następnie stać się monarchią, arystokracją i kapłaństwem Europy, zanim rozciągnęły swoją władzę na cały świat, w dużej mierze poprzez "Wielkie" Imperium Brytyjskie. Dzięki temu grupa ta mogła eksportować swoje rody do krajów zajmowanych przez brytyjskie i europejskie potęgi, nie wyłączając Stanów Zjednoczonych, gdzie kontynuują to przedsięwzięcie do dzisiaj. Z nieco ponad czterdziestu prezydentów Stanów Zjednoczonych trzydziestu trzech było spokrewnionych genetycznie z dwójką ludzi - Alfredem Wielkim, królem Anglii, a teraz i Karolem Wielkim, słynnym monarchą z Francji IX stulecia. Od tego czasu te dwa rody stopniowo wprowadzały swój plan, aż doszły do punktu, w którym scentralizowana, globalna kontrola jest rzeczywiście możliwa.
Jeśli chcesz wiedzieć, jak będzie wyglądało życie, jeśli nie obudzimy się dostatecznie szybko, spójrz na nazistowskie Niemcy. Taki będzie świat, który czeka globalną populację. To plan, który nazywam Agendą Bractwa, a który narodzi się w 2000 roku i rozwinie się przez pierwsze 12 lat nowego stulecia. Szczególnie rok 2012 wydaje się decydujący z powodów, które omówimy. Ludzie nie mają pojęcia o otchłani, w którą się wpatrujemy, ani o naturze świata, który zostawiamy dla naszych dzieci i wnuków, aby musieli w nim przetrwać. I zdaje się, że większości ludzi to wcale nie obchodzi. O wiele bardziej wolą ignorować oczywiste fakty i zaprzeczać prawdzie, którą mają prosto przed oczami.
Rys. 1. Wiedza pozostaje w rękach niewielu, a reszta ludzi tkwi w niewiedzy. To klasyczna struktura manipulacji i kontroli.
Czuję się jak krowa, która wbiega na pole, krzycząc: "Hej, wiecie o tej ciężarówce, którą wywożą naszych przyjaciół każdego miesiąca? Cóż, nie zabierają ich na inne pole, jak nam się wydawało. Oni strzelają im w głowę, spuszczają krew, ćwiartują i wkładają kawałki ich ciał do paczek. Wtedy inni ludzie kupują to i jedzą!". Wyobraźcie sobie, jaka byłaby reakcja reszty stada: "Zwariowałeś. Oni nigdy nie zrobiliby czegoś takiego. Tak czy inaczej mam udziały w tej spółce przewozowej i osiągam niezły zysk. Zamknij się, stwarzasz przeszkody".
Agenda, którą ujawniam, rozwijała się przez tysiące lat, aż doszła do obecnego, bliskiego ukończenia kształtu, ponieważ ludzie oddali swoje umysły i zrzucili z siebie odpowiedzialność. Wolą raczej robić to, co wydaje im się słuszne w danej chwili, niż rozważyć konsekwencje swojego zachowania dla całej ludzkiej egzystencji. Mówimy, że ignorancja jest błogosławieństwem, i to prawda - ale tylko przez chwilę. Błogosławieństwem może być niewiedza o tym, że nadchodzi tornado, ponieważ nie musisz się martwić ani podejmować działania. Nawet jednak kiedy twoja głowa jest w piasku, a twój tyłek jest w górze, to tornado i tak nadchodzi. Jeśli jednak się rozejrzysz i z tym zmierzysz, możesz uniknąć katastrofy. Ignorancja i zaprzeczanie zawsze jednak sprawiają, że dostaniesz z największą siłą i poniesiesz najbardziej ekstremalne konsekwencje, ponieważ problem uderzy w ciebie wtedy, gdy najmniej się tego spodziewasz i jesteś do tego najmniej przygotowany. Tak jak powiedziałem, ignorancja jest błogosławieństwem - ale tylko na tak długo.
Tworzymy własną rzeczywistość poprzez nasze myśli i działania. Każde działanie lub jego brak niesie jakąś konsekwencję. Kiedy oddajemy nasze umysły i rezygnujemy z odpowiedzialności, oddajemy nasze życia. Jeśli wystarczająco dużo z nas tak postąpi, to oddamy nasz świat - dokładnie w ten sam sposób, jak robiliśmy to przez całą znaną ludzkości historię. To dlatego niewielu zawsze kontrolowało masy. Jedyna różnica polega dziś na tym, że nieliczni manipulują całą planetą, dzięki globalizacji biznesu, bankowości i komunikacji. Założenia kontroli zawsze były takie same - utrzymywanie ludzi w ignorancji, strachu i wojnie. Dziel, rządź i podbijaj, trzymając najważniejszą wiedzę dla siebie (patrz Rys. 1). I jak zobaczymy w tej książce, ci, którzy używali takich metod do kontrolowania ludzkości przez tysiące lat, są członkami tej samej siły, tej samej krzyżującej się grupy, realizującej długoterminowy plan, który obecnie osiąga punkt kulminacyjny. Wisi nad nami globalne faszystowskie państwo.
Wcale jednak nie musi tak być. Prawdziwą władzę można sprawować z wieloma, nie z kilkoma jednostkami. W rzeczywistości nieskończona moc tkwi w każdym człowieku. Powód, dla którego jesteśmy tak kontrolowani, nie wynika z tego, że nie mamy władzy, by decydować o naszym własnym przeznaczeniu, ale z tego, że oddajemy tę władzę w każdej minucie naszego życia. Kiedy zdarza się coś, czego nie chcemy, szukamy kogoś do obwinienia. Kiedy na świecie pojawia się problem, pytamy: "Co oni z tym zrobią?". W tej sytuacji oni, ci, którzy potajemnie stworzyli ten problem, w pierwszej kolejności odpowiadają na to żądanie, przedstawiając gotowe "rozwiązanie" - więcej centralizacji i erozji wolności. Jeśli chcesz rozszerzyć zakres władzy policji, agencji bezpieczeństwa i wojska oraz chcesz, by opinia publiczna domagała się, byś to zrobił, musisz zapewnić ludzi, że jest więcej zbrodni, przemocy i terroryzmu, a wtedy osiągnięcie tego celu to bułka z masłem.
Kiedy ludzie żyją w strachu przed włamaniem, napadem lub zamachem bombowym, żądają, byś zabrał ich swobodę i ochronił ich przed tym, czego - zmanipulowani - się obawiają. Zamach w Oklahomie jest tego klasycznym przykładem, co szeroko omówiłem w ... And the truth shall set you free (... I prawda cię wyzwoli [tłumaczenie własne, przyp. tłum.]. Nazywam tę technikę problem-reakcja-rozwiązanie. Stwórz problem, wywołaj reakcję ("coś należy z tym zrobić") i wtedy zaoferuj swoje rozwiązanie. Działanie to podsumowuje wolnomasońskie motto: "Ordo ab chao" - porządek z chaosu. Stwórz chaos i wtedy zaoferuj rozwiązanie, żeby odbudować porządek. Twój porządek.
Masy są tłamszone i kierowane przez wiele rozmaitych form umysłowej i emocjonalnej kontroli. To jedyny sposób, w jaki można to zrobić. Niewielka grupa nie może kontrolować fizycznie miliardów ludzi, tak jak zwierzęta na farmie nie mogą być doglądane, jeśli nie bierze w tym udziału duża grupa ludzi. Kiedy dwie świnie uciekły z rzeźni w Anglii, to mimo wysiłku wielu ludzi tak długo unikały schwytania, że stały się narodowymi sławami. Fizyczna kontrola globalnej populacji nie może zadziałać, ale nie jest też konieczna, kiedy można zmanipulować sposób myślenia ludzi i ich odczuwania do takiego stopnia, że "decydują" zrobić dokładnie to, czego od nich chcesz, i żądają, byś wprowadził dokładnie te prawa, które chciałeś wprowadzić. Jest takie stare porzekadło, które mówi, że jeśli chcesz, żeby ktoś zrobił coś po twojej myśli, musisz sprawić, by uwierzył w to, że to jego pomysł.
Ludzkość jest kontrolowana umysłowo i tylko nieco bardziej świadoma niż przeciętny zombie. Naciągane? Nie. Definiuję kontrolę umysłu jako manipulowanie umysłem innej osoby tak, żeby myślała (i przez to zachowywała się) w sposób, jakiego od niej oczekujesz. W świetle tej definicji powstaje pytanie nie o to, jak wielu ludzi jest kontrolowanych umysłowo, ale o to, jak niewielu nie jest. Dotyczy to każdego, w większym lub mniejszym stopniu. Kiedy jesteś nakłaniany przez reklamę lub ulotkę, żeby kupić coś, czego tak naprawdę nie potrzebujesz, to jesteś kontrolowany umysłowo. Kiedy czytasz lub słyszysz stronnicze wiadomości i pozwalasz, żeby wpłynęło to na twoje postrzeganie osoby lub wydarzenia, to jesteś kontrolowany umysłowo.
Spójrz na trening sił zbrojnych. To czysta kontrola umysłu. Od pierwszego dnia wmawia ci się, żebyś przyjmował rozkazy bez pytania, i jeśli jakiś typek w czapce z daszkiem nakaże ci strzelać do ludzi, których nigdy nie spotkałeś i o których nic nie wiesz, to musisz strzelać bez pytania. Ta mentalność pokroju: "Tak jest!" przenika również do świata niewojskowego. "Cóż, wiem, że to nie w porządku, ale szef powiedział mi, że muszę tak zrobić, więc nie miałem wyboru". Nie było wyboru? Nigdy nie jest tak, że nie mamy wyboru. Mamy wybory, których chcielibyśmy dokonać, i wybory, których wolelibyśmy uniknąć. Ale nigdy nie jest tak, że nie mamy wyboru. Mówienie w ten sposób jest kolejnym unikiem.
Lista technik manipulacji umysłu jest nieskończona. Chcą twojego umysłu, ponieważ kiedy go mają, to mają i ciebie. Kluczem jest odzyskanie naszych umysłów, samodzielne myślenie i pozwolenie na to innym, bez obawy o bycie wyśmianym lub potępionym za zbrodnię bycia innym. Jeśli tego nie zrobimy, Agenda, którą zamierzam przedstawić, zostanie ustanowiona. Ale jeśli odzyskamy kontrolę nad naszymi umysłami i osiągniemy intelektualną suwerenność, to Agenda nie będzie mogła się ukonstytuować, ponieważ podstawy jej istnienia zostaną usunięte. Przemawiałem i prowadziłem poszukiwania w ponad 25 krajach i w każdym z nich widzę ten sam proces. Identyczna polityka i struktury są wprowadzane razem z globalną Agendą. W tym samym czasie następuje jednak globalne przebudzenie. Coraz więcej ludzi słyszy duchowy budzik i wynurza się ze swoich umysłowych i emocjonalnych snów, z ziemskiego transu. Która siła zdoła uzyskać przewagę w pierwszych latach Millenium, do 2012 roku? To zależy wyłącznie od nas. To my tworzymy naszą rzeczywistość poprzez myśli i działania. Jeśli zmienimy nasze myśli i działania, to przekształcimy świat. To takie proste.
W tej książce zamierzam nakreślić historię krzyżującej się wzajemnie grupy rodów, które kontrolują świat, a także ujawnić prawdziwą naturę globalnej Agendy. Podkreślam też, że ujawniam Agendę jako plan, a nie konspirację jako taką. Konspiracja przejawia się w manipulowaniu ludźmi i wydarzeniami, co pozwala się upewnić, że plan zostanie wdrożony. Taka konspiracja przyjmuje trzy główne formy: konspirację w celu usunięcia ludzi i organizacji, które są zagrożeniem dla Agendy (zabójstwo Diany, księżnej Walii); konspirację w celu umieszczenia na właściwych szczeblach władzy odpowiednich ludzi, którzy sprawią, że plan Agendy zostanie zrealizowany (George Bush, Henry Kissinger, Tony Blair itp.); i konspirację mającą na celu stworzenie wydarzeń, które sprawią, że opinia publiczna sama zażąda wprowadzenia Agendy na zasadzie problem-reakcja-rozwiązanie (wojny, terrorystyczne zamachy bombowe, kryzysy ekonomiczne). W ten sposób wszystkie pozornie niepowiązane ze sobą wydarzenia i manipulacje stają się postacią tej samej konspiracji, by wprowadzić tę samą Agendę.
W nadchodzących miesiącach i latach, za każdym razem kiedy weźmiesz do ręki gazetę, włączysz telewizor lub wysłuchasz przemówienia liderów polityki i biznesu, zobaczysz, że przedstawione informacje właśnie nadchodzą. Możesz to dostrzec już teraz, jeśli rozumiesz sens przekrętu. Spójrz na moje poprzednie książki: ...And the truth shall set you free oraz Wolność. Przewodnik dla robotów [Wydawnictwo Stapis, 2009 - przyp. red.], wideo Zmieniając poglądy [1996 - przyp. tłum.] i prace innych badaczy w ciągu ostatnich dekad, a przekonasz się, że to, co zostało przewidziane, właśnie się dzieje. To nie proroctwo, to zaledwie wcześniejsza wiedza na temat Agendy. Czy więc w ciągu najbliższych paru lat zostanie stworzone globalne, faszystowskie państwo? Na to pytanie można odpowiedzieć jedynie innym pytaniem: czy zamierzamy stać się ludźmi, czy też chcemy kontynuować swoją egzystencję jako ludzkie owce?
Agenda zależy od tego ostatniego.
Autor książki podaje w niej fakty z perspektywy czasu, w którym ją pisał, czyli 1999 roku. Wiele wymienionych w niej osób może już nie pełnić wskazanych funkcji albo nie żyć. Podobnie zmianie mogły ulec nazwy wielu instytucji i organizacji, a wiele z nich mogło przestać istnieć. Mimo to Czytelnik ma okazję skonfrontować z czasem, w którym żyje, na ile słuszne były opinie i przewidywania autora - przyp. red.
ROZDZIAŁ 1
MARSJANIE WYLĄDOWALI?
Były dwa możliwe sposoby napisania tej książki. Mogłem powstrzymać się od wypisywania tych wszystkich niesamowicie dziwacznych, ale prawdziwych rzeczy. Pozostanie w strefie komfortu i zakomunikowanie tylko tego, co u zbyt wielu ludzi nie przerasta skali wiarygodności, byłoby znacznie łatwiejszym sposobem.
Mogłem jednak potraktować czytelników jak w pełni ukształtowane, całkowicie połączone, wielowymiarowe, dojrzałe istoty i przekazać im wszystkie ważne informacje - nie wyłączając tych, które rozciągną ich pojmowanie rzeczywistości do granic wytrzymałości. Jak zawsze, wybrałem tę drugą możliwość. Nie do mnie należy redagowanie informacji przeznaczonych dla czytelników, to sami czytelnicy mają je zredagować. Jakże aroganckie i pyszałkowate byłoby myślenie, że powinienem zatrzymać te informacje dla siebie, ponieważ "ludzie nie są na nie gotowi". Kim jestem, by o tym decydować? I skąd mogę wiedzieć, czy są "gotowi", dopóki tych informacji nie poznają ani nie zadecydują sami za siebie?
Niektórzy z moich przyjaciół naciskali mnie, żebym opisał jedynie podstawową historię, ale abym "na miłość boską, nie wspominał o gadach". Za chwilę przekonacie się, co mieli na myśli. Rozumiem ich obawy, ale mogę być tylko sobą. I muszę przekazać wszystko, co wiem, a nie tylko to, co pozostaje w strefie komfortu. To po prostu ja, taki już jestem. Oczywiście, temat tej książki narazi mnie na drwiny ze strony ludzi, których wizja możliwych scenariuszy ma rozmiary ziarna grochu, i ludzi, którzy wiedzą, że to prawda, ale nie chcą, aby reszta w to uwierzyła. No i co z tego? Kogo to obchodzi? Na pewno nie mnie. Jak powiedział Gandhi: "Nawet jeśli jesteś w mniejszości, prawda wciąż jest prawdą". Oto historia - nienaciągana i nieocenzurowana.
Pokrótce rzecz ujmując, rasa krzyżujących się wzajemnie rodów (a w zasadzie rasa wewnątrz rasy) była skupiona w starożytnym świecie na Bliskim i Środkowym Wschodzie oraz w ciągu tysięcy lat rozciągnęła swoje wpływy na całą Ziemię. Kluczowy aspekt ich działalności opierał się na stworzeniu sieci tajemnych szkół i tajnych stowarzyszeń, które skrycie miały wprowadzać Agendę, tworząc jednocześnie takie instytucje jak religie, które miały na celu umysłowe i emocjonalne zniewolenie mas oraz pogrążenie ich w wojnie. W hierarchii tej grupy rodów nie występują wyłącznie mężczyźni, niektóre z kluczowych pozycji zajmują kobiety. Ponieważ jednak liczbowo męska część przeważa, wobec tej grupy będę używał sformułowania Bractwo. Dla większej precyzji - w związku z dużym znaczeniem starożytnego Babilonu w tej historii - będę nazywać ich Bractwem Babilonu. Plan, który określają "Wielką Pracą Dziejów", będę nazywał Agendą Bractwa lub planem Bractwa. Obecny zakres kontroli Bractwa nie wykształcił się w ciągu paru lat, paru dekad ani nawet w ciągu paru stuleci. Jego początków można szukać tysiące lat wstecz. Struktury dzisiejszych instytucji w rządzie, bankowości, biznesie, wojsku i w mediach nie zostały przeniknięte przez te siły, one zostały przez nie stworzone. Tak naprawdę Agenda Bractwa jest planem wielu tysiącleci. To rozłożony w czasie plan scentralizowania kontroli nad całą planetą.
Hierarchia rodów na szczycie ludzkiej piramidy kontroli i ucisku przekazuje pałeczkę z pokolenia na pokolenie, głównie z ojców na synów. Dzieci z tych rodzin, wybierane do przejęcia pałeczki, od urodzenia wychowuje się tak, aby rozumiały Agendę i metody urzeczywistniania "Wielkiej Pracy" za pomocą manipulacji. Rozwój Agendy to misja wpajana im od najmłodszych lat życia. Do momentu, w którym nadchodzi ich kolej na przyłączenie się do hierarchii Bractwa i dzierżenie pałeczki przez następne pokolenie, są już ukształtowani na wysoce niezrównoważonych ludzi. Charakteryzują się przenikliwą inteligencją, ale są wyprani ze współczucia i arogancko przeświadczeni, że mają prawo rządzić światem i kontrolować nieświadome masy, które postrzegają jako podrzędne. Dzieci Bractwa, które stawiają opór temu kształtowaniu albo je odrzucają, odsuwa się na bok lub pozbywa się ich w inny sposób - żeby mieć pewność, że tylko "bezpieczni" ludzie dostaną się na wyższe poziomy tej piramidy, otrzymując dostęp do tajnej, zaawansowanej wiedzy, która jest tam skrywana.
Niektóre z tych rodów można nazwać po imieniu. Brytyjski Dom Windsorów jest jednym z nich, tak jak Rothschildowie, europejska monarchia i arystokracja, Rockefellerowie i reszta tak zwanego wschodniego establishmentu Stanów Zjednoczonych, który produkuje amerykańskich prezydentów, liderów biznesu, bankierów i administratorów. Natomiast na samym szczycie znajduje się klika, która kontroluje rasę ludzką i działa z ukrycia, poza areną publiczną. Każda grupa, niezrównoważona do tego stopnia, żeby dążyć do przejęcia całkowitej kontroli nad planetą, będzie toczyć wewnętrzną wojnę z innymi frakcjami, starając się zdominować pozostałych. Tak się z pewnością dzieje w Bractwie. Nastąpił w nim ogromny wewnętrzny rozłam, panują konflikt i współzawodnictwo. Jeden z badaczy określił ich jako gang bankowych złodziei, którzy zgadzają się na dokonanie napadu, ale kiedy im się uda, zaczynają się kłócić o podział łupów. To świetny opis, ponieważ na przełomie dziejów różne frakcje walczyły ze sobą o dominację. Ostatecznie jednoczy ich jednak wspólne pragnienie zobaczenia, jak ich plan wchodzi w życie. Dlatego w kluczowych momentach przeważająca większość odłamów łączy siły, żeby posuwać realizację Agendy do przodu, nawet w trudnych sytuacjach.
Prawdopodobnie musielibyśmy cofnąć się o setki tysięcy lat, żeby znaleźć początek historii ludzkiej manipulacji oraz tych rodów, które dyrygują "Wielką Pracą". W toku wieloletnich badań wydawało mi się coraz bardziej oczywiste, że pochodzenie tych rodów i plan przejęcia Ziemi sięgają poza planetę do rasy lub ras z innych sfer czy wymiarów ewolucji. Do istot pozaziemskich, jak je nazywamy. Jeśli wątpicie w istnienie życia pozaziemskiego, rozważcie to przez chwilę. Nasze Słońce jest jedną z jakichś 100 miliardów gwiazd, tylko w tej galaktyce. Sir Francis Crick, laureat Nagrody Nobla, powiedział, że we wszechświecie znajduje się w przybliżeniu 100 miliardów galaktyk, i zauważył, że w naszej galaktyce jest co najmniej milion planet, które mogą mieć warunki sprzyjające rozwojowi życia podobnego naszemu. Pomyślcie, jak wielka może być ta liczba dla całego wszechświata, nawet zanim weźmiemy pod uwagę wszystkie inne wymiary istnienia, poza zakresem częstotliwości naszych pięciu zmysłów. Jeśli podróżujesz z prędkością światła, 300 tysięcy kilometrów na sekundę, dotarcie do gwiazdy znajdującej się najbliżej naszego Układu Słonecznego zajmie ci 4,3 roku świetlnego.
O poziomie indoktrynacji ludzkości wiele mówi to, że wspominanie o życiu pozaziemskim jest odbierane jako dziwactwo, a odrzucanie tego i wykazywanie, że życie powstało tylko na tej jednej maleńkiej planecie, jest uważane za wiarygodne! Wystarczy tylko spojrzeć na zdumiewające struktury, które powstawały tak licznie w starożytnym świecie, żeby uzmysłowić sobie, że istniała wtedy zaawansowana rasa. Wmawia się nam, że w tych czasach żyli jedynie ludzie prymitywni w porównaniu z współczesnymi, ale to ewidentna bzdura. Podobnie jak w przypadku większości oficjalnych "myśli", archeologiczny i historyczny establishment tworzy własne historyjki, nazywa je udowodnionymi faktami i po prostu ignoruje przytłaczające dowody na to, że się myli. Przecież nie chodzi o to, żeby uświadamiać, ale o to, aby indoktrynować. Każdy, kto kwestionuje oficjalną wersję historii, zostaje opuszczony przez swoich kolegów archeologów i historyków, którzy albo wiedzą, że ich posady, reputacja i fundusze są bezpieczniejsze, kiedy trzymają się oficjalnej wersji, albo po prostu nie widzą dalej niż czubek własnego nosa. To samo można powiedzieć w odniesieniu do większości ludzi z edukacyjnych i "inteligenckich" profesji.
Na całym świecie istnieją fantastyczne struktury, które zbudowano tysiące lat temu i które można było stworzyć tylko przy użyciu technologii równie, lub nawet często, zaawansowanej bardziej niż ta, którą dziś dysponujemy. W Baalbeku, na północny wschód od Bejrutu w Libanie, znajdują się trzy masywne kamienne bloki, każdy o wadze 800 ton, które przesunięto o co najmniej 500 metrów i umieszczono wysoko w murze, a dokonano tego tysiące lat przed naszą erą! Kolejny blok w pobliżu waży 1000 ton - to waga trzech jumbo jetów. Jak to możliwe? Oficjalna historia nie życzy sobie zadawania takich pytań, ponieważ obawia się tego, dokąd mogą one prowadzić. Wyobrażacie sobie, że dzwonicie do współczesnego budowlańca z prośbą, żeby postawił coś takiego? "Chcesz, żebym CO zrobił?", powiedziałby. "Zwariowałeś!" W Peru znajdują się tajemnicze rysunki z Nazca. Pradawni ludzie odgarnęli wierzchnią warstwę gleby, odsłaniając białą powierzchnię, i w ten sposób stworzyli niewiarygodne wizerunki zwierząt, ryb, owadów i ptaków. Niektóre z nich są tak duże, że można je zobaczyć w całości tylko z wysokości 300 metrów!
Wiedza, która pozwalała na zbudowanie takich cudów, jak Nazca, Baalbek, Wielka Piramida w Gizie, i innych zdumiewających tworów, z taką precyzją i na taką skalę, pochodziła od zaawansowanej rasy, która żyła w dawnych czasach pośród o wiele prymitywniejszej od siebie ludności. Ta rasa jest określana jako "bogowie" w tekstach Starego Testamentu i w innych, przekazywanych ustnie, tradycjach starożytności. Już słyszę zwolenników Biblii zaprzeczających temu, że ich księga mówi o "bogach". Ale tak właśnie jest. Kiedy w Starym Testamencie występuje słowo "Bóg", często jest to tłumaczenie słowa, które oznacza bogów w liczbie mnogiej - na przykład Elohim i Adonai. To zrozumiałe, że rasa dokonująca technologicznych wyczynów na taką skalę byłaby postrzegana jako "bogowie" przez ludzi niebędących w stanie pojąć takich możliwości. W latach 30. XX wieku amerykańscy i australijscy lotnicy lądowali samolotami w odległych częściach Nowej Gwinei, żeby zaopatrzyć swoje oddziały. Miejscowi, którzy nigdy wcześniej nie widzieli samolotu, wierzyli, że lotnicy są bogami, dlatego wkrótce stali się oni główną częścią ich wierzeń religijnych. W starożytnym świecie byłoby to jeszcze bardziej ekstremalne, gdyby odwiedzająca ich zaawansowana rasa była istotami z innych planet i wymiarów - latającymi statkami powietrznymi bardziej zaawansowanymi niż cokolwiek, czym lata (przynajmniej oficjalnie!) dzisiejsze wojsko.
Napływ wiedzy spoza tej planety lub z innego źródła tłumaczyłby wiele "tajemnic", które oficjalna historia wita głuchą ciszą. Wytłumaczalne stają się niewiarygodne właściwości budowli, podobnie jak zagadka, dlaczego wczesne cywilizacje - takie jak Egipt i Sumer (kraj Szinear w Biblii) - na początku były u szczytu swojego rozwoju, a potem upadały, podczas gdy normalnym kierunkiem ewolucji jest zaczynanie od niskiego poziomu i powolny rozwój poprzez naukę i doświadczenie. Najwyraźniej zaistniał tu odwrotny proces - najpierw zanotowano napływ zaawansowanej wiedzy, która później "zaginęła". W każdej kulturze na całym świecie istnieją prastare historie i teksty opisujące "bogów", którzy przynieśli tę zaawansowaną wiedzę. To znów wyjaśniałoby tajemnicę, skąd starożytni tak fenomenalne rozumieli astronomię. Na całym świecie istnieją niezliczone legendy o czasach, które nazywali Złotą Erą, a które zostały zniszczone przez kataklizm i "upadek człowieka". Starożytny grecki poeta Hezjod opisuje świat przed "upadkiem":
"Ludzie żyli jak Bogowie, byli bez wad, nie ulegali namiętnościom, nie mieli utrapień i nie dokuczał im znój. W szczęśliwym towarzystwie boskich istot (istot pozaziemskich?) ich dni upływały w spokoju i radości, żyli razem w idealnej równości, zjednoczeni przez wzajemne zaufanie i miłość. Ziemia była piękniejsza, niż jest teraz, i spontanicznie rodziła obfitą różnorodność owoców. Istoty ludzkie i zwierzęta mówiły tym samym językiem i rozmawiały ze sobą (telepatycznie). Mężczyźni w wieku stu lat wyglądali na chłopców. Nie mieli żadnych słabości podeszłego wieku, które by ich kłopotały, a kiedy odchodzili do regionów lepszego życia, odbywało się to w delikatnym śnie"1.
Jakkolwiek bardzo utopijnie by to brzmiało, w każdej starożytnej kulturze istnieją niezliczone historie, które opisują świat w odległej przeszłości w ten sposób. Moglibyśmy odtworzyć tę wizję, gdybyśmy tylko zmienili sposób myślenia i odczuwania. Najobszerniejsze podania o zaawansowanej rasie zapisane są na tysiącach glinianych tablic, znalezionych w 1850 roku, około 400 kilometrów od Bagdadu w Iraku, przez Anglika - Sir Austena Henry'ego Layarda - kiedy prowadził wykopaliska w Niniwie, stolicy Asyrii. Zostały zlokalizowane niedaleko obecnego irackiego miasta - Mosulu. W tym regionie, zwanym kiedyś Mezopotamią, nastąpiły też inne odkrycia. Prawdziwym źródłem wiedzy nie byli jednak Asyryjczycy, ale Sumerowie, którzy według szacunków żyli na tym samym obszarze od czwartego do drugiego tysiąclecia przed naszą erą. Będę więc określał te gliniane tablice Tekstami lub Tablicami Sumeryjskimi. To jedno z największych, wyobrażalnych, historycznych odkryć, a jednak - 150 lat po ich odkryciu - wciąż są lekceważone przez konwencjonalną historię i edukację. Dlaczego? Ponieważ obalają oficjalną wersję wydarzeń.
Najsłynniejszym tłumaczem Tablic jest autor książek i uczony Zecharia Sitchin, który potrafi odczytać języki: sumeryjski, aramejski, hebrajski i inne starożytne języki Bliskiego i Środkowego Wschodu2. Tablice Sumeryjskie zostały przez niego dokładnie zbadane i przetłumaczone i nie ma wątpliwości, że opisują istoty pozaziemskie. Niektórzy badacze twierdzą, że Sitchin użył późniejszej wersji języka sumeryjskiego, żeby przetłumaczyć wcześniejszą z Tablic i dlatego niektóre z jego tłumaczeń mogą nie być w stu procentach precyzyjne. Moim zdaniem główne założenia jego tłumaczenia są prawidłowe i rzeczywiście inne podania i dowody je potwierdzają, natomiast mam obiekcje co do niektórych szczegółów. Myślę, że wiele interpretacji Sitchina jest mocno wątpliwych, chociaż zgadzam się z ogólnymi tezami.
Według jego (i innych) tłumaczeń Teksty podają, że cywilizacja sumeryjska, z której wywodzi się wiele współczesnych cywilizacji, była "darem od bogów". Nie od mitycznych bogów, ale od fizycznych, którzy żyli wśród ludzi. Tablice nazywają tych bogów AN.UNNAK.KI (Ci, którzy zeszli z Nieba na Ziemię) i DIN.GIR (Prawi z Płonących Rakiet). Sama nazwa Sumeru brzmiała KI.EN.GIR (Kraina Prawych z Płonących Rakiet, jak również Kraina Obserwatorów, według Sitchina). Starożytny tekst znany jako Księga Henocha określa też bogów "Obserwatorami", podobnie jak Egipcjanie. To oni bowiem nazywali swoich bogów "Neteru", co w dosłownym przekładzie oznacza "Obserwatorzy", i powiadali, że ich bogowie przybyli w niebiańskich łodziach.
Według Zecharii Sitchina Tablice opisują przybycie Anunnakich z planety zwanej Nibiru (Planety Przejścia), z której, jak twierdzi, przybyli na mającej 3600 lat eliptycznej orbicie, transportującej ich między Marsem a Jowiszem i następnie daleko w przestrzeń kosmiczną poza Plutonem. Według Sitchina Sumerowie nazywali ją Tiamat lub Wodnym Potworem. Wyjaśnia on, że to kolizja planety Tiamat z Księżycem Nibiru stworzyła Wielką Bransoletę - pas asteroid odkryty między Marsem a Jowiszem. Jak mówią Teksty, pozostałości z Tiamat zostały wyrzucone na inną orbitę i w końcu stały się Ziemią (patrz Rys. 2). Sumeryjska nazwa Ziemi oznaczała "dosłownie wydrążona", ponieważ, jak twierdzili Sumerowie, kolizja stworzyła ogromną dziurę. Co ciekawe, gdyby usunąć wodę z Oceanu Spokojnego, to na jego dnie pozostałaby gigantyczna dziura. Inni badacze uważają jednak, że Sumeryjczycy postrzegali układ gwiezdny Draco jako smoka i nazywali go Tiamat, czyli imieniem babilońskiej bogini, która zmieniała się w smoka, kiedy inni bogowie rzucali jej wyzwania, aby zyskać przewagę w walce. Ten związek z konstelacją Draco stanie się bardzo istotny w następnym rozdziale.
Na Tablicach widnieją zapisy przekazywanej ustnie tradycji, które sięgają głęboko w przeszłość, dlatego należy być bardzo ostrożnym i brać pod uwagę to, że coś mogło zostać dodane lub zaginęło. Nie powinniśmy też brać symboliki ani przypowieści zbyt dosłownie. Jestem pewien, że w ten sposób pojawiły się pewne pomyłki. Mam wątpliwości co do scenariusza Nibiru-Tiamat i skali czasowej tego zdarzenia. W Tekstach jest jednak wiele prawdy, którą można udowodnić, jak choćby wiedza Sumerów o astronomii. Tablice przedstawiają Układ Słoneczny z planetami na prawidłowych pozycjach, orbitach i we właściwych proporcjach rozmiarowych. Ich dokładność została potwierdzona dopiero w ciągu ostatnich 150 lat, od czasu odkrycia niektórych z tych planet. Tablice opisują naturę oraz kolor Neptuna i Urana w sposób, który został potwierdzony dopiero w ostatnich latach! Co więcej, współcześni "eksperci" nie spodziewali się, że te planety będą tak wyglądać, a Sumerowie wiedzieli tysiące lat przed naszą erą to, co nasza "zaawansowana" nauka odkryła dopiero teraz.
Najbardziej zdumiewające w Sumeryjskich Tablicach jest to, w jaki sposób opisują stworzenie homo sapiens. Sitchin twierdzi, że Anunnaki przybyli na Ziemię około 450 000 lat temu, żeby wydobywać złoto w miejscu zwanym obecnie Afryką. Opowiada, że główne centrum wydobywcze znajdowało się w dzisiejszym Zimbabwe, na obszarze zwanym przez Sumerów AB.ZU (Głębokie Złoże). Korporacja Anglo-Amerykańska, która to zbadała, znalazła rozległe dowody wydobycia złota w Afryce co najmniej 60 000, a prawdopodobnie 100 000 lat temu3. Jak twierdzi Sitchin, gliniane tablice mówią, że Anunnaki wydobywane złoto transportowali na ich ojczystą planetę z baz na Środkowym Wschodzie. Myślę, że musimy się jeszcze wiele dowiedzieć o sprawie "wydobywania złota", ale nie wierzę, że był to główny powód przybycia Anunnakich na Ziemię. Początkowo złoto wydobywała ich własna klasa robotników, ale jak twierdzi Sitchin, ostatecznie wybuchła rebelia górników i królewska elita Anunnakich zdecydowała się stworzyć do pracy nową rasę robotników. Tablice opisują, jak geny Anunnakich i rdzennych ludzi połączono w próbówce, żeby stworzyć "ulepszonego" człowieka, zdolnego do wykonywania zadań wymaganych przez Anunnakich. Pomysł dzieci z próbówki brzmiałby niedorzecznie w czasie, kiedy odkryto Tablice, czyli w 1850 roku, ale obecnie dokładnie do tego samego zdolni są naukowcy.
Ponownie współcześni badacze wspierają motywy Sumeryjskich Tablic. Na przykład około 200 000 lat temu nastąpił nagły i jak dotąd niewytłumaczalny rozwój fizycznej ludzkiej formy. Oficjalnie nauka milczy w tej sprawie i mamrocze określenia w stylu "brakującego ogniwa", ale pewne nieuniknione fakty trzeba nazwać. Nagle poprzednia fizyczna forma, znana jako homo erectus, stała się tym, co nazywamy homo sapiens. Od samego początku homo sapiens miał zdolność mówienia złożonym językiem, a rozmiar ludzkiego mózgu ogromnie się powiększył. Biolodzy, jak Thomas Huxley, twierdzą, że tak poważne zmiany następują przez dziesiątki milionów lat. Ten punkt widzenia wspiera znalezienie homo erectusa, który, jak się wydaje, wyłonił się w Afryce około 1,5 miliona lat temu. Przez przeszło ponad milion lat ich fizyczna forma zdaje się być taka sama, ale nagle, zupełnie znikąd, w homo sapiens zaszła radykalna zmiana. Około 35 000 lat temu nastąpił kolejny nagły skok - do postaci homo sapiens sapiens - fizycznej formy, którą widzimy dzisiaj.
Rys. 2. Układ Słoneczny ukazuje położenie pasa asteroid między Marsem a Jupiterem, który - choć różni się w szczegółach - według wielu starożytnych i współczesnych relacji jest pozostałością jakiejś planety lub części planety.
Tablice Sumeryjskie opisują dwoje ludzi zamieszanych w stworzenie rasy niewolników. Byli to: szef naukowy imieniem Enki, czyli Pan Ziemi (En = Pan, Ki = Ziemia), i Ninkharsag, nazywana również z powodu znajomości medycyny, Nintu (Pani Życia). Określano ją później jako Mami, od czego pochodzą określenia mama i matka. Mezopotamskie wizerunki Ninkharsag przedstawiają ją z narzędziem o kształcie podkowy używanym w starożytności do przecinania pępowiny. Stała się również Boginią Matką całego strumienia religii i występowała pod imionami - królowa Semiramida, Izyda, Barati, Diana, Maria i pod wieloma innymi, które wyłoniły się z legend na całym świecie. Jest również często przedstawiana jako kobieta w ciąży. Teksty mówią o przywództwie Anunnakich:
"Poproszono boginię, żeby przyszła,
położną bogów, mądrą Mami (mówiąc):
"Stwórz robotników! Stwórz prymitywnego robotnika,
który może dźwigać jarzmo!
Niech on dźwiga jarzmo nałożone przez Enlila,
niech robotnik ponosi trud bogów!"4.
Enlil był głównodowodzącym Anunnakich, a Enki jego przyrodnim bratem. Jak mówią nam Tablice, Enki i Ninkharsag ponieśli wiele porażek, szukając właściwej mieszanki genów. Istnieją podania o tym, że stworzyli ludzi z poważnymi defektami, a nawet zwierzęco-ludzkie hybrydy. Straszne rzeczy, ale zgodnie z niektórymi twierdzeniami dokładnie to samo dzieje się również dzisiaj w ludzko-pozaziemskich, podziemnych bazach na całym świecie. Historia Frankensteina, człowieka stworzonego w laboratorium, może symbolizować te wydarzenia. Została napisana przez Mary Shelley, żonę słynnego poety. Oboje byli wysoko postawionymi członkami tajnych stowarzyszeń, które gromadziły i ukrywały tę wiedzę od starożytności. Tablice mówią, że w końcu Enki i Ninkharsag znaleźli właściwą mieszankę, która stała się pierwszym homo sapiens, istotą nazywaną przez Sumerów LU.LU (czyli: ten, który został zmieszany). To prawdopodobnie biblijny Adam. LU.LU - genetyczna hybryda, mieszanka homo erectus z genami "bogów", powstała jakieś 200 000-300 000 lat temu w celu stworzenia niewolnika, ludzkiego robotnika. Stworzono również jego żeńską wersję. Sumeryjskim określeniem człowieka było LU, źródłosłów oznaczający robotnika lub sługę, używany również w odniesieniu do udomowionych zwierząt. I tym właśnie rasa ludzka pozostaje od tamtego czasu.
Niegdyś Anunnaki rządzili jawnie, ale od tysięcy lat sterują całą planetą w ukryciu. Błędne tłumaczenie Biblii i symboliczny język rozumiany dosłownie zniszczyły ich oryginalne znaczenie i zostawiły nam historię fantasy. Księgę Rodzaju i Księgę Wyjścia napisała hebrajska kasta kapłańska - Lewitów, po tym, jak zostali zabrani do Babilonu około 586 roku p.n.e. Babilon był kiedyś częścią ziem Sumeru i dlatego Lewici znali sumeryjskie historie i podania. To właśnie z tych zapisów, w przeważającej większości, Lewici złożyli Księgi Rodzaju i Wyjścia. Ich źródło jest oczywiste. Sumeryjskie Tablice mówią o E.DIN (Domu Prawych). Łączy się to z sumeryjskim określeniem bogów DIN.GIR (Prawi z Płonących Rakiet). Tak więc Sumerowie mówią o Edin, a Księga Wyjścia traktuje o Ogrodzie Edenu, który był centrum ich bogów - Anunnakich. Tablice Sumeryjskie mówią, że król Sargon Starszy został jako dziecko znaleziony w koszyku płynącym po rzece i wychowała go rodzina królewska. Księga Wyjścia natomiast traktuje o Mojżeszu, znalezionym przez księżniczkę jako dziecko w płynącym koszyku i wychowanym przez egipską rodzinę królewską. Lista takich "zbiegów okoliczności" jest o wiele dłuższa.
Stary Testament jest klasycznym przykładem religijnego recyklingu, który wytworzył wszystkie większe religie. Tak więc kiedy patrzymy na oryginalne znaczenie Księgi Rodzaju i historię Adama, musimy cofnąć się do sumeryjskich podań, żeby zobaczyć, w jaki sposób sfabrykowano tę historię. Genesis mówi, że "Bóg" (bogowie) stworzył pierwszego człowieka - Adama - z "pyłu leżącego na ziemi", a następnie użył jego żebra, żeby stworzyć Ewę, pierwszą kobietę. Zecharia Sitchin wykazał, że tłumaczenie wyrażenia "pył leżący na ziemi" pochodzi od hebrajskiego słowa "tit", które samo w sobie wywodzi się z sumeryjskiego zwrotu TI.IT, oznaczającego "to, co jest życiem". Adam nie został stworzony z pyłu leżącego na ziemi, ale z tego, co zawiera życie - z żywych komórek. Sumeryjski zwrot TI oznacza zarówno żebro, jak i życie, i po raz kolejny tłumacze dokonali złego wyboru. Ewa (Ta, która jest Życiem) nie została stworzona z żebra, ale z tego, co ma życie - z żyjących komórek.
Ludzkie jajo, które posłużyło do stworzenia Lulu/Adama, pochodziło od kobiety z Abzu w Afryce. Według Sumerów oraz zgodnie ze współczesnymi znaleziskami skamieniałości i sugestiami antropologów człowiek rzeczywiście wywodzi się z Afryki. W latach 80. XX wieku Douglas C. Wallace z Uniwersytetu Emory w Georgii porównał DNA (wzór życia fizycznego) u 800 kobiet i doszedł do wniosku, że pochodzi ono od pojedynczego żeńskiego przodka5. Wesley Brown z Uniwersytetu Michigan po zbadaniu DNA u 21 kobiet o różnej genetycznej przeszłości stwierdził, że wszystkie pochodzą z jednego źródła, które żyło w Afryce pomiędzy 180 000 a 300 000 lat temu6. Rebecca Cann z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley zrobiła to samo ze 147 kobietami o różnorodnym rasowym i geograficznym pochodzeniu oraz powiedziała, że ich wspólne dziedzictwo genetyczne wywodzi się od pojedynczego przodka żyjącego między 150 000 a 300 000 lat temu7. Na podstawie kolejnego badania 150 amerykańskich kobiet z linii genetycznych sięgających do Europy, Afryki i Środkowego Wschodu (nie wyłączając Aborygenów z Australii i Nowej Gwinei) wywnioskowała, że miały tego samego żeńskiego przodka, który żył w Afryce między 140 000 a 290 000 lat temu8. Sądzę, że rasa ludzka została zasiana przez wiele różnych źródeł, a nie tylko przez samych Anunnakich.
Afryka jest kluczem do zrozumienia tak wielu rzeczy, ale często ignorowanym przez badaczy. W 1999 roku, kiedy przygotowywałem to zaktualizowane wydanie, spędziłem wiele godzin ze swoim przyjacielem, Credo Mutwą, zuluskim sanusi lub - jak inni to określają - szamanem. Jest on jednym z dwóch ostatnich sanusi w Afryce Południowej i najbardziej zaskakującym geniuszem, jakiego miałem zaszczyt spotkać. Oficjalnie Credo jest gawędziarzem i strażnikiem starożytnej wiedzy nacji Zulusów. Rozmawiał ze mną o nieskończonej liczbie opowieści wywodzących się z afrykańskiej tradycji o tym, jak rasa z gwiazd skrzyżowała się z ludźmi i stworzyła hybrydową rasę. O tym, jak te hybrydy zostały ustanowione "królewskimi" rodami starożytnego świata, oraz o tym, jak od tamtej pory władają planetą. (Te rozmowy zostały sfilmowane i są dostępne na dwóch kasetach). W środkowo- i południowoafrykańskich sprawozdaniach Anunnaki nazywani są różnymi imionami, lecz jak twierdzi Credo Mutwa, wszystkie odnoszą się do tych samych istot. Pokazał mi niesamowity "naszyjnik", zdumiewająco ciężki i zrobiony z miedzi. Ma co najmniej 500 lat, a Credo wierzy, że jego historia sięga 1000 lat wstecz albo i więcej (patrz Dział zdjęć). Wiszą na nim symbole opowiadające historię Afryki, a na jego przodzie widnieje obca istota z dużym fallusem, a tuż obok niej ludzka kobieta. Te dwie postacie tworzą razem, jeśli za mną nadążasz, symbol krzyżowania ras. Z naszyjnika zwisa również latający spodek, a w jego innej części znajduje się rysunek konstelacji Oriona.
Tablice Sumeryjskie i późniejsze akkadyjskie historie podają nam imiona i hierarchię Anunnakich. "Ojca" bogów nazywali oni AN, co oznaczało niebo. Ojcze nasz, który jesteś w niebie? AN lub Anu dla Akkadyjczyków pozostawał głównie w niebie ze swoją żoną Antu i składał jedynie rzadkie wizyty na planecie, którą nazywali E.RI.DU (Dom zbudowany w odległym miejscu). To słowo ewoluowało w angielskie Earth (Ziemia). Przynajmniej taka jest wersja tłumaczenia według Zecharii Sitchina. Opisy mogą również sugerować, że Anu pozostawał głównie w wysokich górach Bliskiego Wschodu, gdzie - jak wskazuje wiele dowodów - istniały "Ogrody Edenu", miejsce bogów, a na równinach Sumeru składał jedynie rzadkie wizyty. Jedno z sumeryjskich miast zwano Eridu. Anu wysłał dwóch synów, żeby rozwijali Ziemię i rządzili nią, jak mówią Tablice. Byli to Enki, który według Tablic stworzył homo sapiens, i jego przyrodni brat Enlil. Ci dwaj stali się później wielkimi rywalami walczącymi o przejęcie ostatecznej kontroli nad planetą. Enki, pierworodny syn Anu, był podporządkowany Enlilowi z powodu obsesji Anunnakich na punkcie genetycznej czystości. Matka Enlila była bowiem przyrodnią siostrą Anu i ten związek wpływał na męskie geny bardziej niż to, że Enkiego urodziła inna kobieta. Później Tablice opisują, jak Anunnaki stworzyli rody, żeby rządziły ludzkością w ich imieniu, i chciałbym zasugerować, że te rodziny kontrolują świat aż po dzisiaj.
Sumeryjskie Tablice opisują również, że monarchia została podarowana ludzkości przez Anunnakich i pierwotnie była znana jako dziedzictwo Anu po Anie lub Anu, władcy "bogów". Credo Mutwa potwierdza to wszystko zgodnie z własną tradycją i uważa, że jest to prawdziwe źródło "boskiego prawa królów" - prawa do tego, żeby rządzić dzięki pochodzeniu. Boskie = bogowie, a nie Bóg. Rodziny Bractwa mają obsesję na punkcie czystości rodu i przekazywania genów, dlatego rozmnażają się niezależnie od tego, czy się kochają. Rody królewskie (właściwie rodzina!), arystokracja Europy i rodziny tak zwanego wschodniego establishmentu Stanów Zjednoczonych są tego oczywistymi przykładami. Wywodzą się z tego samego rodu i są genetycznie spokrewnieni. To właśnie dlatego rodziny Bractwa od zawsze miały obsesję na punkcie krzyżowania się, zupełnie jak Anunnaki z opisów na Tablicach Sumeryjskich. Nie krzyżują się wzajemnie z powodu snobizmu, ale po to, żeby utrzymać strukturę genetyczną, która daje im pewne możliwości, zwłaszcza zdolności do "zmiany kształtu" i manifestowania się w innych formach.
Tablice opisują, jak Enki dał ludziom zdolność do prokreacji, która zaowocowała eksplozją ludzkiej populacji. Groziło to przytłoczeniem Anunnakich, którzy nigdy nie byli zbyt liczni. Anunnaki zmagali się z wieloma wewnętrznymi konfliktami i wojnami z użyciem zaawansowanej technologii, kiedy frakcje Enkiego i Enlila walczyły o przejęcie kontroli. Powszechnie badacze Anunnakich zgadzają się z tym, że spośród nich to Enki stał po stronie ludzkości, ale wydaje mi się, że obie grupy pragnęły dominacji nad planetą i to był prawdziwy motyw ich działania. Jak udokumentował to w swych tłumaczeniach Zecharia Sitchin i jak potwierdzają to czytelnicy hinduskich świętych ksiąg - Wed, istnieje wiele podań mówiących o bogach, którzy prowadzili między sobą wojny w walce o dominację. Sumeryjskie podania opisują, że synowie "bogów" Anunnaki byli w nie najbardziej zaangażowani. Było to potomstwo Enkiego i Enlila, przyrodnich braci, którzy stali się zaciekłymi rywalami, a ich synowie rozgrywali te bitwy, używając zaawansowanej technologii.
Jedną z takich bitew była biblijna zagłada Sodomy i Gomory. Prawdopodobnie obydwa miasta znajdowały się na południowym krańcu Morza Martwego, gdzie dzisiaj odczyty promieniowania są znacznie wyższe od normalnych. To wtedy, według Biblii, żona Lota obejrzała się do tyłu i zamieniła w słup soli. Po odwołaniu się do sumeryjskich oryginałów Zecharia Sitchin stwierdził, że prawidłowe tłumaczenie tego ustępu powinno mówić, że żona Lota odwróciła się i zamieniła w słup pary, co (po rozważeniu) jest o wiele bardziej prawdopodobne!
Na całym świecie w każdej rdzennej kulturze znajdziemy historie o Wielkim Potopie i Tablice Sumeryjskie nie są tu wyjątkiem. Według Sitchina opowiadają one o opuszczeniu planety przez Anunnakich w latającym statku, podczas gdy ogromny potop zgładził większość ludzkości. Nie ma żadnych wątpliwości, że wielka katastrofa lub, co bardziej prawdopodobne, katastrofy nawiedziły Ziemię w okresie między 11 000 a 4000 rokiem przed naszą erą. Biologiczne i geologiczne dowody na to są przytłaczające, a wspierają je niezliczone historie i tradycje, które opisują takie wydarzenia. Pochodzą one z Europy, Skandynawii, Rosji, Afryki, całego kontynentu amerykańskiego, Australii, Nowej Zelandii, Azji, Chin, Japonii i ze Środkowego Wschodu. Zewsząd. Niektóre mówią o wielkim gorącu, które ugotowało morza, o górach zionących ogniem, o zniknięciu Słońca i Księżyca oraz ciemności, która nastąpiła, o deszczu krwi, lodu i skał, o tym, jak Ziemia się przewróciła, a niebo spadło, o wynurzeniu się i zatonięciu lądów, o stracie wielkiego kontynentu, nadejściu lodu i dosłownie wszystkie opisują niesamowitą powódź, ścianę wody, która zalała Ziemię.
Fala pływowa, spowodowana przez kometę w filmie Deep Impact [Dzień zagłady, 1998, reż. Mimi Leder - przyp. red.], daje pojęcie o tym, jak mogło to wyglądać. Stare chińskie teksty opisują, jak filary wspierające niebo runęły i jak Słońce, Księżyc i gwiazdy spłynęły na północny zachód, gdzie niebo stało się niskie, a rzeki, morza i oceany pospieszyły na południowy wschód, gdzie Ziemia zatonęła, a wielki pożar zdusiła szalejąca powódź. W Ameryce Indianie Pawnee [Paunisi - przyp. red.] opowiadają tę samą historię o czasie, kiedy gwiazdy polarne - północna i południowa - zamieniły się miejscami i ruszyły złożyć sobie wzajemną wizytę. Północnoamerykańskie tradycje mówią o pojawieniu się wielkich chmur i żaru tak potężnego, że wody się zagotowały. Eskimosi z Grenlandii opowiadali wczesnym misjonarzom, że dawno temu Ziemia się przewróciła. Legendy peruwiańskie mówią, że Andy się rozdzieliły, kiedy niebo toczyło wojnę z Ziemią. Brazylijskie mity opisują, jak niebo wybuchło i spadające fragmenty zabiły wszystko i wszystkich, kiedy Ziemia i niebo zamieniły się miejscami. A Indianie Hopi z Ameryki Północnej wspominają, że: "Ziemia była rozdarta przez wielkie rozpadliny i woda pokryła wszystko z wyjątkiem jednego wąskiego pasa błota"9.
Wszystko to pokrywa się z legendami o Atlantydzie i Mu lub Lemurii - dwóch wielkich kontynentach, jednym na Atlantyku i drugim na Pacyfiku, które (jak wierzy wielu ludzi) były rządzone przez bardzo zaawansowane rasy. Mówi się, że kontynenty zniknęły pod wodą w okolicznościach opisanych powyżej, pozostawiając jedynie wyspy Azorów, jako resztki byłej wielkości i chwały. Atlantyda została opisana przez Platona (lata 427-347 p.n.e.), starożytnego greckiego filozofa i wysokiego rangą członka sieci tajnych stowarzyszeń i tajemnych szkół. Do dzisiaj ta tajna sieć przekazuje wiele ze swojej wiedzy niewielu wybranym, odmawiając tego przywileju masom ludzi. Oficjalna historia lekceważy twierdzenia Platona o istnieniu takiego kontynentu, a w jego relacjach są widoczne wyraźne historyczne nieścisłości - zasadniczy motyw podpierają jednak dowody geologiczne. Azory (uważane przez niektórych za dawną część Atlantydy) leżą na Grzbiecie Śródatlantyckim, który jest połączony z linią spękań obejmujących planetę (patrz Rys. 3). Ta linia ciągnie się na długości 40 000 mil.
Grzbiet Śródatlantycki jest jednym z głównych obszarów trzęsień ziemi i aktywności wulkanów. Cztery ogromne płyty tektoniczne - euroazjatycka, afrykańska, północnoamerykańska i karaibska - spotykają się i zderzają w tym regionie, co czyni go bardzo niestabilnym geologicznie. Zarówno Azory, jak i Wyspy Kanaryjskie (od angielskiego słowa "canine", czyli "psie", a nie od kanarków!) były wystawione na rozległą aktywność wulkaniczną w okresie, który - według Platona - był czasem końca Atlantydy. Lawa tachylitowa rozpada się w wodzie morskiej w ciągu 15 000 lat, a jednak wciąż znajduje się ją na dnie morskim wokół Azorów, co geologicznie potwierdzają niedawne wypiętrzenia10. Inne dowody, włączając w to piasek plażowy zebrany z głębokości 10 500-18 440 stóp, ujawniają, że dno morskie w tym regionie musiało występować całkiem niedawno w skali geologicznej ponad poziomem morza11. Oceanograf Maurice Ewing napisał w magazynie "National Geographic", że: "Albo ląd musiał zatonąć o dwie, trzy mile, albo poziom morza musiał być dwie, trzy mile niższy niż obecnie. Oba wnioski są zaskakujące"12.
Biologiczne i geologiczne dowody sugerują również, że rozległa aktywność wulkaniczna, która spowodowała zatonięcie lądu w regionie Azorów, wydarzyła się w tym samym czasie, co rozpad i zatonięcie masywu lądowego znanego jako Appalachia, który łączył to, co znamy obecnie jako Europę, Amerykę Północną, Islandię i Grenlandię13. Nawet ich stopień zanurzenia wygląda na zbliżony. Podobne dowody można przytoczyć na potwierdzenie poglądu, że na dnie Pacyfiku spoczywa kontynent znany jako Mu lub Lemuria14. Tak zwany Trójkąt Bermudzki - między Bermudami, południową Florydą i punktem niedaleko Antyli - od dawna był łączony z Atlantydą. To również obszar, o którym krąży wiele legend o znikających statkach i samolotach. Niedaleko Bimini pod wodami Wysp Bahama i wewnątrz "trójkąta" zlokalizowano zatopione budynki, mury, drogi i kamienne kręgi, takie jak Stonehenge, a nawet coś, co przypomina wyglądem piramidy15. Znaleziono też mury i drogi tworzące przecinające się linie16.
Według innych faktów, o których większość ludzi nie wie, Himalaje, Alpy i Andy osiągnęły swoją obecną wysokość około 11 000 lat temu17. Jezioro Titicaca na granicy Peru i Boliwii jest dziś najwyższym żeglownym jeziorem na świecie, położonym na wysokości około 3810 metrów. Około 11 000 lat temu duży obszar tego regionu był na poziomie morza! Dlaczego tak wiele ryb i innych oceanicznych skamieniałości znajduje się wysoko w masywach górskich? Ponieważ góry były kiedyś na poziomie morza - i to jeszcze niedawno, w znaczeniu geologicznym. Stopniowo akceptuje się, że Ziemia ucierpiała z powodu jakichś kolosalnych geologicznych wypiętrzeń. Dyskusja (i często wrogość) pojawia się wraz z pytaniami: kiedy i dlaczego? Wstrząsy te dotyczyły oczywiście Układu Słonecznego jako całości, ponieważ każda planeta nosi ślady po jakichś katastrofalnych wydarzeniach, które dotknęły jej powierzchni, atmosfery, prędkości, kąta orbity lub obrotów.
Myślę, że tematy przewodnie Sumeryjskich Tablic są prawidłowe, ale wątpię w niektóre ich szczegóły, przynajmniej te dotyczące długiego okresu, który upłynął między przybyciem 450 000 lat temu Anunnakich, a czasem, kiedy zaledwie kilka tysięcy lat temu te podania spisano. Z całą pewnością około 11 000 lat p.n.e. nastąpił na Ziemi ogromny kataklizm, który zniszczył zaawansowane cywilizacje Złotego Wieku technologii, a data 13 000 lat temu jest bardzo znacząca i istotna dla okresu, w którym żyjemy. Tak jak planety Układu Słonecznego krążą wokół Słońca, tak Układ Słoneczny krąży wokół centrum. Co ciekawe, około 13 000 lat temu Złoty Wiek zakończył się, jak się zdaje, czasem kataklizmu i konfliktu, a dziś - kiedy kolejny cykl 13 000 lat "ciemności" zmierza ku końcowi - obserwujemy gwałtowne, globalne duchowe przebudzenie i w ciągu następnych paru lat czekają nas niewiarygodne wydarzenia. Znów wchodzimy w światło. Tak więc 13 000 lat temu niesamowity kataklizm zakończył istnienie zaawansowanej technicznie cywilizacji Złotego Wieku. Ale czy był on jedyny? Dowody sugerują, że nie.
Mój przyjaciel z Kalifornii, Brian Desborough, jest badaczem i naukowcem, którego darzę wielkim szacunkiem. Brał udział w badaniach aerokosmicznych i był zatrudniany do pracy w wielu ekspedycjach naukowych, realizowanych przez różne firmy. Brian jest twardo stąpającym po ziemi człowiekiem, który patrzy na dowody i podąża tam, gdzie go zaprowadzą, a nie tam, dokąd kieruje ogólnie przyjęta konwencja. Brian zebrał pewne bardzo szczegółowe i interesujące informacje o starożytnym świecie i jego związku z dzisiejszą manipulacją Bractwa. Kiedy pracował dla dużej amerykańskiej korporacji, w latach 60. XX wieku jej fizycy zakończyli własne niezależne badania, które sugerowały, że około 4800 lat p.n.e. wielkie ciało niebieskie - które znamy jako Jowisza - wtargnęło do naszego Układu Słonecznego. Zewnętrzne planety zostały przez niego wytrącone z szyku, a on uderzył ostatecznie w planetę orbitującą między dzisiejszym Jowiszem a Marsem. Fizycy powiedzieli, że szczątki tej planety stały się pasem asteroid, a część Jowisza odpadła od niego i stała się dzisiejszą Wenus.
Według badań, zanim Wenus została złapana przez ziemskie pole grawitacyjne, była ogromnym kawałkiem materii poruszającym się w kosmosie, który zniszczył atmosferę i życie na Marsie. Wenus wykonała kilka okrążeń wokół Ziemi, zanim jej pęd wyrzucił ją na obecną pozycję w Układzie Słonecznym. To orbitowanie wokół Ziemi stało się, zdaniem fizyków, przyczyną zniszczenia i fali pływowej około 4800 lat p.n.e. Podobnie jak Brian Desborough, fizycy uważali, że zanim to nastąpiło, Mars orbitował tam, gdzie jest Ziemia, natomiast ta znajdowała się o wiele bliżej Słońca. Jaskrawe światło Wenus, które mija z bliska Ziemię, mogło doprowadzić do powstania idei Lucyfera - "nosiciela światła". Najstarsze zapisy z Mezopotamii i Ameryki Środkowej nie wymieniają Wenus w planetarnych spisach, pojawia się ona tam dopiero później. W wielu kulturach panowała obsesja na punkcie Wenus, łącznie ze składaniem dla niej ofiar z ludzi.
Rys. 3. Grzbiet Śródatlantycki jest centrum trzęsień ziemi i erupcji wulkanów, które występują na obszarze Oceanu Atlantyckiego, gdzie Platon najprawdopodobniej umiejscowił Atlantydę.
Nieoficjalne badania tych fizyków nigdy nie zostały opublikowane, ale rozważmy dowody na niektóre z ich twierdzeń. Kiedy rozsypiesz drobiny na wibrującej płaszczyźnie, możesz odtworzyć orbity planet Układu Słonecznego. Kiedy fale wibracyjne poruszające się na zewnątrz od środka płaszczyzny spotykają się z falami zdążającymi w przeciwnym kierunku, wówczas podczas ich zderzenia formują się tak zwane fale stojące. To powoduje, że drobinki wytwarzają serię koncentrycznych kręgów. Będą one jednakowo rozmieszczone, jeśli zderzają się nawzajem pojedyncze częstotliwości, ale jeśli - jak w przypadku Układu Słonecznego - bierze w tym udział całe spektrum częstotliwości, to kręgi będą rozmieszczone nierównomiernie, zgodnie z ciśnieniem ich wibracji. Umieść obiekt w tych wibrujących kręgach, a zacznie on okrążać centrum talerza niesiony przez strumień energii, powodowany przez wzajemne oddziaływania wibracyjne. Cięższe obiekty umieszczone w jakimkolwiek punkcie na płaszczyźnie przyciągnie jeden z tych koncentrycznych kręgów i obiekty te same zaczną formować wokół siebie wzorce fal, które przyciągną do nich lżejsze obiekty.
W naszym Układzie Słonecznym najpotężniejsze fale są emitowane ze środka Słońca, ponieważ stanowi ono 99 procent materii Układu Słonecznego. Fale ze Słońca reagują z innymi kosmicznymi falami, co tworzy serie fal stojących, które następnie formują koncentryczne kręgi lub też pola wibracyjne orbitujące wokół Słońca. Najcięższe ciała niebieskie, planety, zostają złapane w te kręgi i krążą wokół Słońca. Planety również tworzą wokół siebie mniej potężne kręgi fal, które mogą przyciągnąć lżejsze ciała na orbitę wokół nich. Przykładem jest Księżyc orbitujący wokół Ziemi. Jeśli więc cokolwiek zakłóciłoby tę harmonię wzajemnych oddziaływań wibracyjnych, wpłynęłoby na koncentryczne kręgi energii i (jeśli byłoby wystarczająco potężne) mogłoby zmienić orbity planet.
Według tych fizyków to, co stało się z Jowiszem i Wenus, byłoby z całą pewnością wystarczająco potężne, żeby tego dokonać. Kręgi fal stojących występują wokół Słońca w związku z ciśnieniem wibracyjnym i nie potrzebują planet do istnienia. Funkcjonują tak czy inaczej, a ciało planetarne tylko się w nich lokuje. Dlatego w Układzie Słonecznym jest o wiele więcej tych wibracyjnych "dróg" niż planet i jeśli planeta lub inne ciało niebieskie jest wyrzucane ze swojej orbity, lokuje się w końcu na innej fali. Natomiast kiedy jego pęd zwalnia wystarczająco, zostaje pochwycony. Desborough wierzy, że właśnie to się wydarzyło, kiedy fantastyczne ciśnienie wibracyjne "komety" Wenus minęło z bliska Ziemię i Marsa oraz wysłało je na inne orbity.
Wenus byłaby pokrytą lodem "kometą", jak mówi Desborough, i lód ten rozpadłby się, kiedy Wenus zbliżyłaby się do Ziemi i osiągnęła punkt znany jako Granica Roche'a18. Jest to wibracyjny mechanizm bezpieczeństwa, jeśli wolicie. Kiedy dwa ciała są na kursie kolizyjnym, jedno z nich, o mniejszej masie, zacznie się rozpadać w punkcie Granicy Roche'a. W tym wypadku lód wystrzeliłby z Wenus ku powierzchni Ziemi. Również przy wejściu w tak zwany Pas Van Allena, który absorbuje wiele niebezpiecznego promieniowania ze Słońca, lód uległby jonizacji - magnetyzacji, a przez to zostałby przyciągnięty do biegunów magnetycznych Ziemi19. Miliardy ton lodu oziębionego do -273 stopni Celsjusza opadłyby na regiony polarne i błyskawicznie zamroziłyby wszystko w czasie nieco dłuższym niż mgnienie oka20. Mogłoby to wreszcie wytłumaczyć tajemnice zamrożonych jak skały mamutów. Wbrew ogólnym wierzeniom nie były one zwierzętami zimnych rejonów, lecz żyły na łąkach strefy umiarkowanej. W jakiś sposób jednak te umiarkowane regiony w jednej chwili zamarzły. Niektóre ze znalezionych mamutów zamarzły w trakcie jedzenia! Stały sobie, przeżuwając, a chwilę później były już blokiem lodu.
Gdyby z Wenus spadł zjonizowany deszcz, największy osad opadłby w pobliżu biegunów magnetycznych, ponieważ mają one najsilniejsze przyciąganie. I tak też było w tym przypadku. Masyw lodowy w regionach polarnych jest większy na biegunach niż na peryferiach, chociaż opady deszczu i śniegu, które mogłyby spowodować taki osad, są tam mniejsze21. Wyjaśnień dostarcza scenariusz z Wenus. W Księdze Hioba, która według wierzeń jest arabskim dziełem dużo starszym niż reszta Biblii, zadano pytanie: "Skąd przybył lód?". Powiedziałbym, że to jest odpowiedź. Wyjaśnia to również, skąd starożytni mieli mapy biegunów północnego i południowego, przedstawiające ich wygląd przed pojawieniem się lodu. Na biegunach nie było lodu aż do jakichś 7000 lat temu. Nie było żadnej epoki lodowcowej, jak się oficjalnie uznaje. Jest to kolejna iluzja. Kiedy patrzymy na "dowody", które prezentuje oficjalna nauka, żeby poprzeć obowiązującą ideę epoki lodowcowej, i na fundamentalną sprzeczność między "dowodami" a udowodnionymi faktami, wydaje się zdumiewające, że taki nonsens mógł stać się ogólnie przyjętą "prawdą"22. Przed tym niewiarygodnym kataklizmem, i/lub kolejnymi, na całej Ziemi panował jednakowy tropikalny klimat, czego dowodzą skamieniałe rośliny. Zmiana mogła nastąpić nie tylko ze względu na pojawienie się lodu, ale również przez zniszczenie sklepienia pary wodnej wokół Ziemi, jak to opisano w Księdze Rodzaju i innych starożytnych tekstach. Relacje Credo Mutwy zawierają te same opisy z afrykańskiej tradycji. To sklepienie zapewniałoby wszędzie jednorodny tropikalny klimat, ale nagle zniknęło.
Dramatyczna zmiana temperatury na biegunach zderzyłaby się z ciepłym powietrzem i spowodowała niszczycielskie wichry - dokładnie takie, jakie opisuje chiński folklor. Według fizyków ciśnienie stworzone przez orbitowanie "Wenus" wokół Ziemi mogło wytworzyć wysoką na 3000 metrów falę pływową. Pokrywa się to z dowodami na to, że rolnictwo rozwinęło się na wysokości 3000 metrów i wyżej. Platon w swojej pracy Prawa pisze, że miało ono początek na dużych wysokościach po tym, jak gigantyczna powódź pokryła wszystkie niziny. Botanik Nikołaj Iwanowicz Wawiłow zbadał ponad 50 000 dzikich roślin zebranych na całym świecie i odkrył, że wszystkie pochodzą jedynie z ośmiu różnych obszarów - ale wszystkie to regiony górskie23. Taka fala pływowa spowodowałaby ciśnienie dwóch ton na cal kwadratowy na powierzchni Ziemi, tworząc nowe łańcuchy górskie i fosylizując wszystko w ciągu godzin24. Obecnie przy użyciu takiego ciśnienia wytwarza się sztuczne kamienie. Znaleziono nietknięte skamieniałe drzewa, co byłoby niemożliwe, jeśli ten proces nie przebiegłby błyskawicznie - z reguły bowiem drzewo ulega rozkładowi, zanim zdoła skamienieć, na co potrzebuje wiele czasu25. I rzeczywiście skamieniałości tego rodzaju dziś już się nie formują26. Według Desborough są one rezultatem katastrofalnych wydarzeń opisanych powyżej.
Rosyjsko-żydowski pisarz i psychiatra, Immanuel Velikovsky, wywołał oburzenie naukowego establishmentu, kiedy w latach 50. XX wieku zasugerował, że Ziemia przeżyła niewiarygodne wstrząsy, kiedy Wenus (która według niego była wtedy kometą) przeleciała przez tę część Układu Słonecznego, zanim weszła na swoją obecną orbitę. Kiedy Wenus została sfotografowana przez misję Mariner 10, wiele z opisów Velikovsky'ego okazało się prawidłowych, nie wyłączając pozostałości kometarnego ogona. Zdjęcia Marsa z sondy Mariner 9 również wspierają niektóre z teorii Velikovsky'ego. Stwierdził on bowiem, że "kometa" Wenus zderzyła się z Marsem, przelatując przez Układ Słoneczny. Określił, że te wydarzenia nastąpiły około 1500 lat p.n.e. Różni badacze lekceważą wzajemnie swoje odkrycia, ponieważ sugerują bardzo różne okresy dla głównych wstrząsów, podczas gdy, prawdę mówiąc, niemal na pewno wiele kataklizmów wystąpiło w okresie od 11 000 do 1500 lat p.n.e., a nawet jeszcze wcześniej.
Badania fizyków wykazały również, że Mars został zdewastowany przez wydarzenia z udziałem Wenus. Odkryli oni, że Mars został wyrzucony ze swojej orbity i podążał po wysoce niestabilnej eliptycznej orbicie, która co 56 lat zabierała go między Księżyc a Ziemię27. Ostatnie z tych przejść mogło wydarzyć się około 1500 lat p.n.e., kiedy na greckiej wyspie Santorini eksplodował wielki wulkan, a cywilizacja minojska na Krecie przeszła do historii. W tym samym okresie, czyli 1600-1500 lat p.n.e., poziom oceanów opadł o około 20 procent, a w Kalifornii uformowały się jeziora lodowcowe. Najprawdopodobniej również w tym czasie zostało opróżnione ogromne jezioro na żyznej Saharze i zaczęła się formować obecna pustynia28. W końcu Mars osiadł na swojej obecnej orbicie, ale do tego czasu życie na jego powierzchni zostało już zniszczone. Po raz kolejny potwierdzają to wszystko dowody znalezione na Marsie. Misja Mars Pathfinder udowodniła, że marsjańskie skały cechuje brak erozji wskazujący, że znajdowały się na powierzchni dłużej niż 10 000 lat29.
Brian Desborough oraz fizycy, których znał i z którymi pracował, wierzą, że Ziemia znajdowała się kiedyś dużo bliżej Słońca, niż jest obecnie, a Mars orbitował tam, gdzie obecnie jest Ziemia. Jeśli, jak się twierdzi, głębokie kaniony na powierzchni Marsa były wyżłobione masowym przepływem wody, to na Marsie musiał panować cieplejszy klimat. Obecnie bowiem jest tam tak zimno, że woda zamarzłaby natychmiast, a bliska próżni atmosfera spowodowałaby natychmiastowe jej wyparowanie30.
Desborough twierdzi, że niedaleka odległość Ziemi od Słońca wymagałaby, żeby pierwsi ziemscy ludzie pochodzili z rasy czarnej z pigmentacją zdolną do zniesienia o wiele bardziej srogich promieni słonecznych. Starożytne szkielety znalezione niedaleko Stonehenge w Anglii i wzdłuż zachodniego wybrzeża Francji mają cechy charakterystyczne dla nosa i kręgosłupa wielu afrykańskich kobiet31. Desborough uważa, że kiedy klimat na Marsie był bardzo podobny do naszego, przed kataklizmem z Wenus zamieszkiwała go biała rasa. Badania przekonały go, że to biali Marsjanie zbudowali piramidy, które zarejestrowano na Marsie, i wyruszyli na wojnę z zaawansowaną czarną rasą, żeby podbić Ziemię. Te wojny były potyczkami "bogów", opisywanymi w niezliczonych starożytnych tekstach, chociażby w hinduskich Wedach. To może się odnosić do czasów Atlantydy. Desborough dodaje, że po kataklizmie biali Marsjanie, którzy osiedlili się na Ziemi, zostali tu uwięzieni bez swej technologii, a ich ojczysta planeta została zdewastowana. Według niego biali Marsjanie stali się białymi ludźmi Ziemi.
Co fascynujące, niektórzy naukowcy twierdzą, że kiedy biali ludzie są zanurzeni w komorach deprywacji sensorycznej przez długie okresy czasu, rytm ich serca ma częstotliwość 24 godzin i 37 minut, co koresponduje z okresem rotacyjnym nie Ziemi, ale Marsa32! Nie jest tak w przypadku pozostałych ras, które są dostrojone do rotacji Ziemi. Desborough wierzy, że biali Marsjanie byli bardzo zaawansowaną rasą starożytnego świata, znaną jako Fenicjanie lub Aryjczycy, a po wstrząsach, które zniszczyły powierzchnię ich własnej planety i zdewastowały Ziemię, rozpoczęli długi proces powrotu do swojej dawnej technologicznej potęgi. Moje własne poszukiwania popierają tę podstawową tezę, jednak jak każdy, kto szuka prawdy o tym, co zaszło, mam wiele pytań.
Biała rasa, znana jako Fenicjanie lub występująca pod innymi nazwami, była z całą pewnością "mózgiem" stojącym za egipską cywilizacją, przynajmniej w okresie od 3000 lat p.n.e. Natomiast Płaskowyż Gizy, gdzie zbudowano wielką piramidę, był kiedyś określany jako El-Kahira, która to nazwa wywodzi się od arabskiego rzeczownika "El-Kahir", oznaczającego... Marsa33. Przez długi czas sfinks był pomalowany na czerwono - kolor kojarzony z Marsem. Egipcjanie niegdyś nazywali Marsa Hor Dshr bądź "Czerwonym Horusem". Był on również znany jako Horakhati albo "Gwiazda Wschodu", według badaczy także i zwróconego ku wschodowi sfinksa znano jako Horakhati lub... Marsa. Sfinks jest najprawdopodobniej po części człowiekiem i po części lwem, a hinduska mitologia (zainspirowana przez tę samą białą rasę, która zainspirowała Egipcjan) odnosi się do Marsa jako do "człowieka-lwa" (są też tacy, którzy wierzą, że twarz sfinksa jest tak naprawdę twarzą kobiety).
Na całym świecie starożytne kultury fascynowały się Marsem. Chciałbym mocno podkreślić, że to znaczenie Marsa wynikało z tego, że starożytni zdawali sobie sprawę, że właśnie z tej planety przybyła biała rasa. Powiedziałbym, że gwałtownie wzrasta waga dowodów, jakoby Mars został zniszczony przez te same kataklizmowe wydarzenia, które spowodowały olbrzymie geologiczne wstrząsy na Ziemi w przedziale 11 000 lat p.n.e. do 5000 lat p.n.e. Ci sami biali Marsjanie, którzy zbudowali piramidy na Marsie i nienaturalne obiekty, takie jak sfinksopodobna "twarz", byli tym samym ludem, który potem zbudował zarówno sfinksa i piramidy w Gizie, jak i inne wspaniałe budowle, takie jak Stonehenge czy Avebury w Anglii. Więcej dowodów na to zobaczymy w dalszej części książki.
Starożytne teksty ujawniają, że w dużej mierze związany z Marsem był pomiar czasu i że 15 marca - dzień Id Marcowych (Marsa) - był kluczową datą w kalendarzu, związanym z Marsem, tak jak 26 października. Pierwsza data oznaczała w celtyckim kalendarzu początek wiosny, a druga - koniec roku34. Historie króla Artura o Świętym Graalu również łączą się z tym motywem. Camelot prawdopodobnie oznacza Marsjańskie Miasto lub Miasto Marsa35. Naukowe dowody, wiele z nich skrywanych bądź nieupublicznionych, niezbicie pokazały, że na Marsie występowały opady deszczu, oceany, jeziora i rzeki, silne pole magnetyczne, a także atmosfera, która mogła podtrzymywać życie, takie jakie znamy na Ziemi. Pozostaje ponad wszelkimi wątpliwościami, że Mars - jako dom dla takiego życia - został zniszczony przez ogromny kataklizm, podczas którego został uderzony bądź zbombardowany przez obiekt albo obiekty o wielkim rozmiarze. Zgromadzone dowody wskazują, że to wszystko wydarzyło się bardzo niedawno, z pewnością w ciągu ostatnich 20 000 lat. Doskonałe streszczenie tych dowodów można znaleźć w książce The Mars Mystery [Tajemnica Marsa, tłumaczenie własne, przyp. tłum.] autorstwa Grahama Hancocka, Roberta Bauvala i Johna Grigsby'ego (Penguin Books, Londyn, 1998).
Myślę, że jest dużo prawdy we wszystkich poglądach podsumowanych w tym rozdziale, dotyczących katastrofalnych wstrząsów, od których Ziemia ucierpiała w okresie między 11 000 i 1500 rokiem p.n.e. Pierwszy z nich zakończył Złotą Erę i wymazał zaawansowane technologicznie cywilizacje, które istniały wcześniej. Rasy pozaziemskie opuściły planetę przed tymi wydarzeniami albo przeżyły na dużych wysokościach lub zeszły głęboko do wnętrza Ziemi. Tak samo było z późniejszymi kataklizmami. Wiele istot pozaziemskich i większość ludzi nie przetrwało tych wydarzeń. Ci, którzy przeżyli, musieli zacząć wszystko od początku, bez technologii dostępnej przedtem, przynajmniej na starcie. Podzielili się na dwie kategorie - tych o głównie pozaziemskim pochodzeniu, którzy zachowali zaawansowaną wiedzę, oraz ludzi, w większości rasy niewolników, którzy nie mieli do niej dostępu. Ci pierwsi także rozpadli się na dwa obozy - tych, którzy pragnęli używać swojej wiedzy dla dobra ogółu, chcąc przekazać ją ludzkości, i tych, którzy całą wiedzę chcieli zagarnąć dla siebie, wykorzystując ją do manipulacji i przejęcia kontroli. Walka między tymi dwiema grupami o sposób użytkowania wiedzy trwa do dziś. Kiedy społeczeństwa odbudowywały się po wstrząsach sprzed 11 000 lat p.n.e., kolejne kataklizmy sprowadziły jeszcze większe zniszczenie w ciągu następnych tysięcy lat i ludzkość jeszcze nieraz musiała się mierzyć z nowym początkiem.
Wspólnym tematem pozostała jednak manipulacja ludzkością ze strony zaawansowanej intelektualnie, ale nie duchowo rasy lub ras o pozaziemskim pochodzeniu. Czas, abym wprowadził do tej historii dodatkowy wymiar, który rozciągnie wasze pojmowanie rzeczywistości do granic wytrzymałości.
ROZDZIAŁ 2
"NIE WSPOMINAJ O GADACH"
Jesteście na to gotowi? Wolałbym nie przedstawiać poniższych informacji, ponieważ komplikuję tym całą historię i wystawiam się na pośmiewisko. Ale mam to gdzieś. Jeśli właśnie do tego zaprowadzą mnie dowody, to tam pójdę.
Nie sądzę, żeby Anunnaki z Sumeryjskich Tablic i biali Marsjanie, proponowani przez scenariusz Briana Desborough, byli tymi samymi osobnikami, choć równie dobrze może istnieć między nimi genetyczne powiązanie. Po zestawieniu masy dowodów, poglądów, badań i opinii, które czytałem i słyszałem niemal codziennie w ciągu ostatnich lat, czuję, że Anunnaki są rasą pochodzącą z gadziego strumienia genetycznego. Wśród badaczy UFO stali się znani jako reptilianie, więc nie jestem osamotniony w tym poglądzie. Byłem oszołomiony tym, jak wielu ludzi jest dziś otwartych na tę możliwość i dochodzi w trakcie swoich badań do tych samych wniosków co ja. I nie wykluczam tu tych, którzy nie tak dawno śmialiby się z tego pomysłu. Przykładem jest tutaj dr Arthur David Horn, były profesor antropologii biologicznej z Uniwersytetu Stanu Kolorado w Fort Collins, który wierzył kiedyś z całkowitym oddaniem w darwinowską wersję teorii ewolucji człowieka, powolny rozwój gatunków ludzkich i w założenia o przeżywaniu najlepiej przystosowanych. Wyłącznie z powodu przekonujących dowodów Horn uważa teraz, że ludzkość została zapoczątkowana przez obcych i że rasa reptilian kontroluje tę planetę od tysięcy lat. Jest to też i mój pogląd, chociaż do tych samych wniosków dochodziłem całkowicie inną drogą. Badania dr. Horna są szczegółowo opisane w jego wspaniałej książce Humanity's extraterrestrial origins1 [Pozaziemskie pochodzenie ludzkości, tłumaczenie własne, przyp. tłum.], w której sugeruje, że ci, których Sumeryjskie Tablice nazywają Anunnaki, są rasą reptilian, i jest to kolejny punkt, w którym się z nim zgadzam.
Słynny brytyjski astrofizyk Fred Hoyle powiedział na konferencji prasowej w Londynie w 1971 roku, że świat jest kontrolowany przez siłę, która może manifestować się w wielu formach. "Oni są wszędzie", oznajmił zdumionym dziennikarzom, "na niebie, w morzu i na ziemi...". Powiedział im również, że "oni" kontrolują ludzkość poprzez umysł. Wiem, że brzmi to dziwacznie, ale musisz przeczytać Największy sekret w całości, żeby poznać bogactwo potwierdzających to dowodów. Jeśli zrezygnujesz już teraz lub po paru rozdziałach, ponieważ twój system wierzeń uległ przeładowaniu, to twój wybór. Pamiętaj jednak, że przegapisz możliwość odkrycia tego, że to, co wydaje się niemal histerycznie niewiarygodne, jest w rzeczywistości prawdziwe.
Im więcej łączę tych niewiarygodnych informacji, tym bardziej wygląda mi na to, że mówimy tu o dwóch osobnych, dziejących się równocześnie sytuacjach. Istniały bowiem obok siebie zarówno inne rasy pozaziemskie przebywające na Ziemi w dużej liczbie, jak i pozaziemska rasa, którą Sumerowie nazywali Anunnaki, a inne starożytne teksty określały mianem Wężowej Rasy. Może być również prawdopodobne, że niektóre z tych innych grup wyruszyły na wojnę przeciwko reptilianom - Anunnakim. Starożytne teksty opisują te "wojny bogów" rozgrywające się na całym świecie i być może ten termin obejmuje również konflikty między różnymi rasami pozaziemskimi, także i te, które opisano na Sumeryjskich Tablicach, traktujące o wzajemnych walkach różnych frakcji wśród Anunnakich.
Spisano wiele relacji współczesnych ludzi, którzy twierdzą, że widzieli ludzi typu humanoidalnego, których skóra i twarze wyglądały jak u jaszczurek i żab z dużymi, wyłupiastymi oczami. Jason Bishop III (to pseudonim), badacz pozaziemskich fenomenów, mówi, że reptilianie są zwykle znacznie wyżsi od ludzi i są zimnokrwiści, tak jak ziemskie gady2. Wydają się znacznie mniej wrażliwi emocjonalnie niż ludzie i większość z nich ma wielkie trudności z wyrażaniem miłości, chociaż są ekstremalnie inteligentni i posługują się bardzo zaawansowaną technologią. Muszę powiedzieć, że jest to doskonały opis postawy i zachowania Bractwa, które kontroluje dzisiejszy świat.
Współczesne relacje o reptilianach są zbieżne z opisem wielu "bogów" starożytnego świata, który przetrwał w zapisach i legendach. Kultura Ubaid, która istniała na terenach dzisiejszego Iraku między 5000 a 4000 rokiem p.n.e., czyli jeszcze przed Sumerem, pozostawiła figurki ich bogów, które wyraźnie przedstawiają gadoidalne, jaszczuropodobne humanoidy. W Dziale zdjęć możecie zobaczyć figurkę jaszczura z Ubaid, która trzyma gadzie dziecko. Region, gdzie rozkwitła kultura Ubaid-Sumeru, ma fundamentalne znaczenie dla całej tej historii, a figurki z Ubaid odzwierciedlają opisy "bogów", którzy zdominowali wiele starożytnych społeczeństw.
Kultury środkowoamerykańskie wyznawały kult uskrzydlonego boga - węża Quetzalcoatla, Indianie Hopi czcili pierzastego boga - węża Baholinkonga, a i kultura rdzennych Amerykanów jest zalana wizerunkami węży (dość wspomnieć o tajemniczej górze w kształcie węża w Ohio). Legendy wschodnich Hindusów mówią o reptiliańskich bogach - Nagach (byli oni rasą "demonów" z hinduskich legend, a ich nazwa oznacza: "Ci, którzy nie chodzą, lecz pełzną"). Egipcjanie oddawali cześć wężowemu bogu Knepha, a faraonowie często byli portretowani z wężami. Fenicjanie mieli Agathodaemona, kolejną wężową figurę, wyznawcy voodoo - boga, którego nazywali Damballah Wedo, przedstawianego oczywiście jako węża, a Hebrajczycy - Nakhustana (Mosiężnego Węża). Starożytny brytyjski bóg, znany jako Smoczy Władca Świata, był zwany HU. Chcę zasugerować, że od niego pochodzi angielski zwrot hu-man (człowiek). Sumeryjski symbol skrzydlatego dysku, który można znaleźć w całym starożytnym świecie, przedstawiany był zwykle z dwoma wężami. W symbolikę węża w powiązaniu z wizerunkami starożytnych "bogów" obfituje wiele przykładów z całego świata. Wielebny John Bathhurst Deane w książce The Worship Of The Serpent3 [Oddawanie czci wężowi - tłumaczenie własne, przyp. tłum.] pisze:
"... Jeden (z) pięciu budowniczych Teb (w Egipcie) został nazwany po bogu-wężu Fenicjan Ofhionie... Pierwszy ołtarz wzniesiony Cyklopom w Atenach był ku czci "Opsa", boga-węża... Symboliczne oddawanie czci wężowi było w Grecji tak pospolite, że Justyn Męczennik oskarżył Greków, że włączyli je do misteriów wszystkich swoich bogów. Chińczycy są, jak się mówi, przesądni w... wyborze kawałka gruntu pod budowę mieszkania lub grobowca, wyznaczając go głową, ogonem i stopami rozmaitych smoków, które żyją pod powierzchnią ziemi" [tłumaczenie własne, przyp. tłum.].
Credo Mutwa, zuluski sanusi czy też szaman, swoją niebywałą wiedzę o reptiliańskiej kontroli przedstawił w dwóch filmach nagranych ze mną, w pierwszej i drugiej części The Reptilian Agenda [Agenda reptilian - tłumaczenie własne, przyp. tłum.] oraz w książce wydanej przez David Icke Books Children Of The Matrix [Dzieci Matrixa - tłumaczenie własne, przyp. tłum.]. Opierając się na badaniach z blisko 80 lat swoich studiów o utajnianej wiedzy Afryki, Credo podaje historię Chitauri, reptiliańskiej rasy, która (jak twierdzi) jest tą samą co Anunnaki. Opowiada o tym, jak kontrolowali oni ludzkość na przestrzeni tysięcy lat i że są rządzącymi rodami współczesnego świata. Jest to najwspanialsze potwierdzenie dla wątków w tej książce, z których wszystkie zostały opisane, zanim jeszcze rozmawiałem z Credo na ten temat. Namalował on portret tego, jak wyglądają Chitauri na podstawie starożytnych i współczesnych relacji, co możesz zobaczyć w Dziale zdjęć.
Credo twierdzi, że jest tak mało dosłownych obrazów reptiliańskich "bogów", ponieważ ludziom mówiono, że zginą, jeśli kiedykolwiek ujawnią, jak oni naprawdę wyglądają. Zamiast ich wizerunków ludzie używali więc symboli węży, krokodyli itd. oraz ryby z powodu jej łusek! Chitauri byli znani, jak kontynuuje Credo, jako Dzieci Pytona bądź Dzieci Węża. A tę symbolikę węża bądź pytona możesz dostrzec w każdym zakątku świata, w tym również na nakryciach głowy noszonych przez egipskich faraonów. Credo twierdzi, że niektórzy z wężowej rasy mają kopułowate głowy i właśnie z tego powodu rdzenne ludy w Afryce oraz w niektórych innych miejscach dążą do kształtowania głów swoich dzieci w kopuły, za pomocą makabrycznych technik, już od momentu urodzenia, ponieważ wydaje im się, że wtedy dzieci te "wyglądają jak bogowie". Zauważysz również te same kopułowate głowy na egipskich obrazach i w innych źródłach.
Pomysł przedstawiania bogów jako ziejących ogniem smoków i złych węży, które pojawiają się w legendach i podaniach na całym świecie, zrodził się po tym, jak niegdyś, tysiące lat temu, reptiliańscy "bogowie" działali oficjalnie. Byli to Wężowi Ludzie znani ze starożytnych tekstów, a także z Biblii, w której wąż jest powtarzającym się motywem. Oczywiście, symbolizuje on wiele rzeczy, więc nie każde odniesienie do niego będzie oznaczało dosłownie gada. Z całą pewnością jednak odnosić się będzie do większości. Istnieje również wiele wspólnych motywów świętego miejsca strzeżonego przez węża lub smoka, czego przykładem jest wąż w Ogrodzie Edenu. Motyw smoka/węża występuje zatem już globalnie. Persowie mówili o regionie błogości i rozkoszy, zwanym Heden, który był piękniejszy niż reszta świata. Opowiadali, że był to pierwotny dom pierwszych ludzi, zanim jeszcze zostali skuszeni przez złego ducha - węża, do zerwania owoców z zakazanego drzewa. Znane jest również Drzewo Baobabu, pod którym hinduski "Jezus" - Krishna - usiadł na zwiniętym wężu i przekazał ludzkości duchową wiedzę. W tradycji starożytnych Greków utrwalano wyobrażenia Wysp Błogosławionych i Ogrodu Hesperyd, w którym rosło drzewo dające złote jabłka nieśmiertelności, a który był chroniony przez smoka4. Również w świętych księgach Chin opisany jest ogród, w którym rosną drzewa rodzące owoce nieśmiertelności, chroniony przez skrzydlatego węża, zwanego smokiem. Wielki samiec węża występuje także w starożytnych meksykańskich podaniach, traktujących o historii Ewy5. Kolejne hinduskie legendy mówią o świętych górach Meru strzeżonych przez straszliwego smoka6. Nieustannie widzimy ten sam motyw świętych miejsc pilnowanych przez straszne smoki i reptilian lub pół gadów, pół ludzi dających ludziom duchową wiedzę.
Rys. 4. Konstelacja "smoka" Draco, którą inspirowanych jest tak wiele starożytnych monumentów.
Gadzi gatunek ma bardzo długie związki z Ziemią, sięgające ponad 150 milionów lat wstecz do okresu dinozaurów, a nawet wcześniej. Jeśli mamy zrozumieć prawdziwą naturę życia, musimy uwolnić nasze umysły z uwarunkowanych więzów i zdać sobie sprawę, że to, co widzimy na naszej planecie, jest jedynie malutkim ułamkiem możliwości. Kosmolog Carl Sagan powiedział, że możliwych kombinacji DNA (fizycznych form) jest więcej niż atomów we wszechświecie! Gadzie gatunki, takie jak jaszczurki i węże, są tylko jedną z form reptiliańskiego strumienia genów w tym wszechświecie. Chociaż dinozaury, jak wykazała współczesna nauka, nie były zimnokrwistymi gadami, to zarówno one, jak i gady są blisko związane przez fizyczne podobieństwo oraz oba gatunki rozwinęły zdumiewającą różnorodność form. Dinozaury występowały w każdej formie - począwszy od latających stworzeń, dużych i małych, do ośmiotonowego Tyrannosaurusa rexa. Czy my naprawdę myślimy, że strumień genetyczny gadów-dinozaurów, który mógł wyprodukować taką różnorodność, nie był w stanie zamanifestować się jako dwunoga, dwuręczna forma z mózgiem o takiej pojemności, żeby mogła nim operować technicznie zaawansowana forma świadomości?
Ostatnie badania, które pozwoliły na znacznie większe zrozumienie dinozaurów, ujawniły, że wiele z nich było bardzo inteligentnych już setki milionów lat temu. Zaurornitoid, nazwany tak przez swoje podobieństwo do gadopodobnego ptaka, miał duży mózg, szeroko rozstawione oczy, co dawało mu stereoskopowe widzenie, i palce z przeciwstawnym kciukiem, co z kolei pozwalało mu chwytać i zjadać małe ssaki7. Adrian J. Desmond, jeden z czołowych na świecie badaczy dinozaurów, stwierdził, że stworzenia takie jak zaurornitoidy dzieliła od innych dinozaurów "przepaść porównywalna z tą odróżniającą ludzi od krów"8. Stąd jego pytanie: "kto wie, jaki szczyt możliwości mogłaby osiągnąć jego wyrafinowana "ptasia mimika", gdyby udało mu się przetrwać"9? Badania sugerują, że gdyby dinozaury nie zostały unicestwione przez jeszcze jeden kataklizm około 65 milionów lat temu, mogłyby do tej pory ewoluować do postaci humanoidalnego gada10.
Dale Russell, starszy paleontolog z Uniwersytetu Północnej Kalifornii, został poproszony przez amerykańską agencję kosmiczną NASA o spisanie raportu o tym, jak mogłoby wyglądać życie pozaziemskie11. Przeprowadził więc symulację ewolucji dinozaura troodona, zgodnie z naturalnymi zmianami genetycznymi, które zaszły w ciągu milionów lat, i stworzył model istoty, którą określił mianem dinozauroida. To nowe stworzenie było niewiarygodnie bardzo podobne do reptiliańskiego humanoida i identyczne z opisami ludzi, którzy twierdzą, że widzieli pozaziemskich reptilian. Kto wie, czy skok ewolucyjny od klasycznych dinozaurów do humanoidalnych reptilian nie odbył się w innym wymiarze lub na innej fizycznej planecie, a być może nawet na Ziemi, zanim dinozaury zostały wyeliminowane. I czy rzeczywiście zostały wyeliminowane? Współczesna paleontologia (nauka zajmująca się badaniem skamieniałości) sugeruje, że nie wszystkie dinozaury zostały zabite przez uderzenie meteorytu 65 milionów lat temu i że niektóre żyją do dziś. Pojawia się coraz więcej dowodów, że od dinozaurów pochodzą ptaki. I chociaż ciała większości dinozaurów zostały zapewne zniszczone, ich świadomość mogła przetrwać, ponieważ jest ona energią, a energia jest niezniszczalna. Może ona jedynie transmutować w inną formę.
Co więc się stało ze świadomością, która dominowała na Ziemi przez 150 milionów lat? Jak zauważyliśmy, w najwcześniejszych podaniach z Asyrii, Babilonu, historii Starego Testamentu, Chin, Rzymu, Ameryki, Afryki, Indii i z innych miejsc - wszędzie występują historie o smokach. Symbole węża można znaleźć również w starożytnej Brytanii, Grecji, na Malcie, w Egipcie, Nowym Meksyku, Peru i na wszystkich wyspach Pacyfiku. Istnieje niewątpliwe podobieństwo między niektórymi dinozaurami a starożytnymi wizerunkami smoków. Kilka gatunków małych indo-malezyjskich jaszczurek ze spiętymi błoną skrzydłami tak bardzo przypomina smoka, że otrzymały nazwę Draco - po konstelacji gwiezdnej, z której, jak się przyjęło, pochodzi reptiliańska hierarchia.
I co jeszcze bardziej interesujące, pewna opancerzona jaszczurka nosi nazwę Moloch horridus [moloch straszliwy - przyp. red.] i również ma smokopodobny wygląd. Moloch był starożytnym bóstwem, któremu tysiące lat temu składano w ofierze dzieci i wciąż się to robi w rozległej sieci satanistycznych rytuałów. Są one innymi słowy składane w ofierze reptilianom, ponieważ - jak się to później wyjaśni w niniejszej książce - wiele spośród "demonów" w satanizmie to reptilianie, którzy od tysięcy lat szukają sposobu zawładnięcia planetą. Charles Gould, który szczegółowo pisał o smokach i gadach, twierdzi, że: "Istniał zaginiony gatunek hibernujących i drapieżnych jaszczurów, które mają dracopodobne skrzydła i były chronione przez pancerz i kolce"12. Wierzy on, że ich środowiskiem życia były wyżyny Azji Środkowej, a ich zniknięcie zbiegło się w czasie z Wielkim Potopem13. Wciąż jednak obserwuje się gigantyczne "latające jaszczury" w odległych obszarach świata, zwłaszcza w Meksyku, Nowym Meksyku i Arizonie.
Kim oni są i skąd pochodzą?
Są trzy sugerowane źródła, skąd ingerują w działania ludzi reptiliańscy Anunnaki: 1) Są oni istotami pozaziemskimi; 2) Są oni wewnątrz-Ziemianami, którzy żyją we wnętrzu Ziemi; 3) Manipulują oni ludzkością z innego wymiaru poprzez "opętywanie" ludzkich ciał. Myślę, że wszystkie trzy źródła są prawdziwe.
Istoty pozaziemskie?
Badacze reptiliańskiego fenomenu doszli do wniosku, że co najmniej część z nich pochodzi z konstelacji gwiezdnej Draco (patrz Rys. 4). Na system gwiezdny Draco składa się również gwiazda Thuban, dawna Gwiazda Polarna, według której zorientowane są egipskie piramidy14. Według autora i badacza Grahama Hancocka starożytny kompleks świątynny Angkor Wat ["Miasto / Stolica Świątyń" - przyp. red.] w Kambodży jest repliką konstelacji Draco - takiej, jak mogła ona wyglądać 10 500 lat p.n.e.15. Był to czas, w którym Ziemia i jej ludy, ludzie i istoty pozaziemskie regenerowały się po kataklizmie sprzed 11 000 lat p.n.e. i odbudowywały swoje cywilizacje. Badacz i autor Robert Bauval mówi, że piramidy w Gizie dopasowywały się do "pasa" Oriona, takiego, jak powinien on wyglądać 10 500 lat p.n.e., kiedy był w najniższym punkcie swojego cyklu (jak rozumiem, Orionidzi są kolejną pozaziemską rasą działającą na tej planecie), i ta konstelacja jest powiązana również z reptilianami. (Gwiazdy Oriona znajdują się także na "naszyjniku" Credo Mutwy).
Zarówno Hancock, jak i inni badacze sugerują, że mający ciało lwa sfinks w Gizie, który według wierzeń jest o wiele starszy, niż go pierwotnie datowano, wskazywał bezpośrednio na pozycję konstelacji Lwa w tym samym czasie 10 500 lat p.n.e. Pod oceanem w Japonii trwają badania fantastycznych struktur, które można datować na co najmniej 10 500 lat p.n.e. Jest wielu takich, którzy kwestionują te odkrycia, a zwłaszcza synchronizację piramid w Gizie z Orionem, ale sprowokowało to przynajmniej przeprowadzenie badań tego ważnego obszaru, nawet jeśli można im zarzucić wiele nieścisłości. W końcu poszukiwanie prawdy w tak odległej przeszłości nigdy nie jest łatwe. Z całą pewnością zdumiewające jest to, jak te starożytne struktury i świątynie, pochodzące z najwyraźniej niepołączonych ze sobą kultur z całego świata, pasują do siebie niemal z fantastyczną astronomiczną, matematyczną i geometryczną precyzją. Ale wtedy te społeczeństwa nie były rozdzielone i, jak zobaczymy, pochodziły z tego samego źródła. Świątynie w Angkor Wat są pokryte wizerunkami reptilian - motywem charakterystycznym dla wszystkich starożytnych kultur, nie wyłączając Egiptu, Ameryki Środkowej i Indii.
Profesor Philip Callahan w studium dotyczącym ocalałych, tajemniczych, okrągłych wież w Irlandii stwierdził, że są one umiejscowione z niewiarygodną synchronizacją z konstelacjami gwiezdnymi na północnym niebie w czasie zimowego przesilenia. I że wieże te najdokładniej pasują do konstelacji... Draco. Głowa i oczy formacji zaprojektowane na irlandzkich ziemiach są, według Callahana, umiejscowione po obu stronach Lough Neagh, w samym centrum Irlandii Północnej, a wschodni brzeg Lough Neagh leży blisko stolicy - Belfastu16. Tak więc głowa konstelacji Draco znajduje się na ziemiach Irlandii Północnej, dlatego ten mały kraj stał się sceną tak wielu wstrząsów, morderstw i cierpienia. Do momentu ukończenia tej książki ci z was, którzy dopiero poznają tę koncepcję, docenią siłę symboliki w przyciąganiu do danego miejsca pozytywnej i negatywnej energii. John Rhodes17, jeden z czołowych badaczy reptiliańskiej obecności, mówi, że mogą być oni kosmicznymi najeźdźcami, którzy poruszają się od planety do planety, infiltrując po kryjomu tłumy ludzi, żeby ostatecznie nimi zawładnąć. Wojsko reptilian porywa, jak twierdzi Rhodes, miejscowe formy życia po to, żeby ich naukowcy przestudiowali biologię uprowadzanych gatunków i wprowadzili reptiliański kod genetyczny do tych, których chcą zmanipulować. Dotyczy to programu krzyżowania gatunków i jest dokładnie tym samym, co Sumeryjskie Tablice opisują w odniesieniu do Anunnakich. Rhodes dodaje również, że:
"Ze swoich podziemnych baz reptiliańskie wojsko E.T. (buduje)... sieć ludzko-reptiliańskich hybryd, które infiltrują wybrane poziomy kultury z powierzchni: kompleks militarno-przemysłowy, ciała rządowe, grupy UFO / paranormalnych badań, religie i tajne bractwa (kapłaństwo) zakonne itp. Niektóre z tych krzyżówek, zupełnie nieświadome swoich genetycznych, reptiliańskich instrukcji "kontroli umysłu", odgrywają swoje podświadome role jako "reptiliańscy agenci", szykujący scenę dla prowadzonej przez reptilian pozaziemskiej inwazji"18.
Zetknąłem się z pracami Johna Rhodesa w zaledwie kilka dni przed ukończeniem tej książki i (jak zobaczycie dalej w tekście) doszedłem do dokładnie tych samych wniosków co on. Rhodes stwierdza, że po tym, jak reptilianie dokonują inwazji planet z kosmosu i swoich podziemnych baz, populacja naziemna szybko się poddaje ich zaawansowanemu uzbrojeniu. Następnie reptilianie ograbiają planetę z jej zasobów, takich jak woda, minerały i informacje DNA. Infiltracja ludzkiego społeczeństwa poprzez tajne stowarzyszenia jest kluczową metodą reptiliańskiej kontroli, co wyjaśnię szczegółowo dalej. Amerykański badacz i pisarz William Bramley w swojej książce Bogowie Edenu [Nolpress, 1995 - przyp. red.] wywnioskował, że Anunnaki stworzyli tajne stowarzyszenie zwane Bractwem Węża i że jest ono używane do manipulowania ludzkością w sposób, który opiszę w następnych rozdziałach19. To Bractwo Węża jest dziś rdzeniem sieci tajnych stowarzyszeń, która jest kontrolowana przez reptilian.
Wewnątrz-Ziemianie?
W swojej fizycznej ekspresji Anunnaki są jedną z wielu wewnątrz ziemskich ras, które żyją pod powierzchnią ziemi w ogromnych katakumbach, jaskiniach i tunelach. Legendy Indian Hopi głoszą, że pod Los Angeles istnieje starożytny kompleks tuneli, który był zamieszkiwany przez rasę "jaszczurów" jakieś 5000 lat temu. W 1933 roku G. Warren Shufelt - inżynier górnictwa z Los Angeles - stwierdził, że je odnalazł20. Dziś mówi się, że w tym kompleksie tuneli zdarzają się niektóre z brutalnych rytuałów wolnej masonerii. Tu także władze ukrywały dowody istnienia tych podziemnych ras i tego, gdzie one żyją.
W 1909 roku podziemne miasto, zbudowane z precyzją Wielkiej Piramidy, znalazł G.E. Kincaid niedaleko Wielkiego Kanionu w Arizonie. Było ono wystarczająco wielkie, żeby ugościć 50 000 ludzi, a - według lidera ekspedycji profesora S.A. Jordana - mumie, które tam znaleziono, były orientalnego lub prawdopodobnie egipskiego pochodzenia21. Znaleziono wiele artefaktów, w tym miedziane narzędzia o twardości stali. Władze Instytutu Smithsonian w Waszyngtonie DC zastrzegły jednak, że te odkrycia nie zostaną upublicznione (mimo że to cała ich praca!). I nikt nigdy by się o nich nie dowiedział, gdyby nie dwa artykuły w lokalnej "Arizona Gazette", które ukazały się w kwietniu 1909 roku.
Badacz i autor John Rhodes twierdzi, że znalazł to miejsce, i łączy je z Sipapuni, podziemnym światem, z którego Indianie Hopi (jak sami twierdzą) pochodzą. Według ich legend Hopi żyli kiedyś wewnątrz Ziemi, a karmili je i ubierali "ludzie mrówki", którzy prawdopodobnie byli istotami pozaziemskimi, znanymi jako Szaraki. Hopi odnoszą się do swoich przodków jako do "wężowych braci", a ich najświętszym podziemnym rytuałem jest taniec węża. I - jak wciąż będę to podkreślał - nie wszyscy reptilianie mają wrogie intencje. Nie chcę tutaj demonizować całego reptiliańskiego strumienia genów, mówimy tu tylko o jednej grupie. Hopi twierdzą, że pewnego dnia, zgodnie z rozkazami ich bogini - Kobiety Pająka - wyruszyli na powierzchnię Ziemi i wyłonili się poprzez ich jaskinię, zwaną Sipapuni. Wówczas pojawił się przedrzeźniający ptak, żeby zmieszać ich języki i stworzyć różne plemiona. Jest to wyraźne powtórzenie biblijnej historii o wieży Babel, a jak wyjaśnia Credo Mutwa, ta sama historia jest opowiadana w Afryce. Do dzisiaj Hopi nie odtwarzają wizerunków swoich wężowych przodków z obawy przed śmiercią - i dokładnie to samo powiedział Credo Mutwa o Afrykanach.
Układ podziemnego świata odkrytego w Arizonie został opisany przez G.E. Kincaida jako "... mamucia komnata, z której rozchodzą się promieniście przejścia, zupełnie jak szprychy koła". Tak samo przedstawiana jest współczesna podziemna baza reptilian w Dulce w Nowym Meksyku, a koncentryczne kręgi ludzi, pofragmentowane różnymi poziomami wiedzy, stanowią schemat struktury, przez którą globalne Bractwo manipuluje światem. Arizona, Nowy Meksyk i Cztery Rogi, czyli miejsce, w którym spotykają się cztery stany - Arizona, Utah, Kolorado i Nowy Meksyk - są najważniejszymi regionami na Ziemi dla podziemnych baz reptilian. Ale w podziemne miasta i światy, starożytne i współczesne, obfituje również cała planeta. Istnieją raporty naocznych świadków o gigantycznych humanoidach, widzianych w latach 30. XX wieku w katakumbach Hal Saflieni na Malcie, które zamknięto po tym, jak zaginęła tam grupa dzieci szkolnych wraz z ich przewodnikiem. Ponad 30 rozległych kompleksów starożytnych tuneli i miast odkryto niedaleko Derinkuyu [Głębokiej Studni - przyp. red.] w Turcji, a lista ta wciąż się wydłuża. Ogromne, tajemnicze, małpopodobne stworzenie, znane jako Wielka Stopa, pochodzi przypuszczalnie z wnętrza Ziemi. Istnieje szeroko rozprzestrzeniony pogląd wśród badaczy UFO, że znajdują się tam również podziemne bazy reptilian, gdzie pracują oni z elitą gadzio-ludzkich hybryd. Rozmawiałem o tym także z byłymi pracownikami CIA, którzy to potwierdzili. Rasa reptilian zdecydowanie żyje wewnątrz tej planety w fizycznej formie i pozostaje tylko pytanie: czy są oni rdzennymi mieszkańcami tej planety, czy pochodzą z innego miejsca? Po raz kolejny stwierdzam, że prawdopodobnie są mieszanką jednego i drugiego.
Istoty z innego wymiaru?
Z moich badań wynika, że to głównie z poziomu innego wymiaru - z niższego czwartego - reptilianie rozciągają swoją kontrolę i zarządzają poprzez manipulację. Bez zrozumienia wielowymiarowej natury życia i wszechświata niemożliwe jest "podążenie" za manipulacją Ziemi przez tę nieludzką siłę. Jak obecnie potwierdzają to naukowcy o otwartych umysłach, Kreacja zawiera nieskończoną liczbę częstotliwości lub wymiarów życia, które dzielą tę samą przestrzeń w taki sam sposób, jak robią to częstotliwości radiowe i telewizyjne. W jednej chwili jesteś dostrojony do trójwymiarowego świata lub trzech wymiarów, więc postrzegasz to jako swoją rzeczywistość. Innymi słowy, jesteś dostrojony do tej stacji, ale - tak jak z radiem i telewizją - wszystkie inne stacje nadają w tym samym czasie i jeśli przesuniesz pokrętło radia lub zmienisz kanał TV, to się z nimi połączysz. Kiedy to zrobisz, stacja lub kanał, do którego byłeś wcześniej dostrojony, nie znikają, kontynuując nadawanie, ale nie możesz ich już usłyszeć czy zobaczyć, ponieważ nie jesteś już na tej samej długości fali.
Tak samo jest z ludzką świadomością. Niektórzy ludzie (prawdę mówiąc, każdy to potrafi) mogą dostroić swoją świadomość do innych zakresów fal i połączyć się z informacjami i świadomościami działającymi na tej częstotliwości. Nazywamy to zdolnościami parapsychicznymi, ale jest to zaledwie zdolność do przesunięcia swojego "dostrojenia" na inną "stację". To z jednej z tych innych stacji lub wymiarów Wężowa Rasa - Anunnaki - kontroluje świat poprzez "opętanie" pewnych rodów. W miarę jednak prowadzenia badań staje się dla mnie jasne, że ci czterowymiarowi reptiliańscy kontrolerzy sami są kontrolowani przez istoty z piątego wymiaru. Gdzie to się kończy? Kto to, u licha, wie. Tak, tak, tak, wiem, że te słowa odbijają się głuchym echem, ale tak zwykle jest z prawdą. Możesz odłożyć książkę, jeśli to dla ciebie zbyt wiele, ale powinieneś przeczytać ją w całości, żeby zobaczyć, jak ogromne są dowody, że jest to prawdą.
"Stacją", z której działają reptilianie, jest niższy poziom czwartego wymiaru, ten najbliższy dla fizycznego świata. Inni ludzie znają go jako legendarny dom demonów i złowrogich istot, którego sława sięga starożytności. To stamtąd dzisiejsi sataniści wzywają swoje demoniczne istoty w rytuałach czarnej magii. W rzeczywistości przyzywają oni reptilian z niższego czwartego wymiaru. Jak sugerują to, nie bez powodu, niektórzy badacze, ci niefizyczni reptilianie byli w stanie wniknąć do tego wymiaru poprzez dziury i portale w czasoprzestrzeni, powstałe wskutek nuklearnych testów i eksplozji, rozpoczętych na pustyniach Nowego Meksyku we wczesnych latach 40. XX wieku. Myślę jednak, że takie dziury zaczęto tworzyć już dawno temu, przed kataklizmami, kiedy świat stał na nawet bardziej zaawansowanym technicznie szczeblu niż dziś.
W reptiliańskiej kontroli planety Ziemi biorą udział wszystkie trzy powyższe czynniki. Myślę, że reptiliański strumień genów działa w całym wszechświecie, i daleko mi do poglądu, że wszyscy reptilianie są złowrodzy. Tak jak ludzie, prezentują całe spektrum podejścia do życia, od miłości do nienawiści, od wolności do kontroli. Identyfikuję tu tylko jedną, szczególną grupę, a nie gatunek jako całość - nie mogę tego wystarczająco mocno podkreślić. Ta kontrolująca grupa przybyła z konstelacji Draco i z innych miejsc i stąd właśnie pochodzi słowo "drakoński", które określa ich zachowanie i plany. Uwielbiają oni bowiem spożywać ludzką krew, są wysysającymi ją demonami z legend. Symbolizują to historie o wampirach, a przy okazji: jak nazywa się najsłynniejszy wampir? Książę Drakula! "Książę" symbolizuje arystokratyczne gadzio-ludzkie rody hybryd, które reptilianie opętują z poziomu niższego czwartego wymiaru, a Drakula jest znów oczywistym odniesieniem do Draco.
Ostatnie raporty o wysysających krew istotach, zwanych chupacabra [z hiszp. chupar (ssać), la cabra (koza) - przyp. red.] z Puerto Rico, Meksyku, Florydy i północno-zachodniego Pacyfiku, pasują do opisów reptilian. Wysysają oni krew domowych zwierząt hodowlanych, takich jak kozy, i stąd ich nazwa oznacza "wysysacz kóz". Ruchy reptilian coraz bardziej zaciskają się wokół rasy ludzkiej. Ich fizyczna ekspresja żyje pod ziemią i współdziała z ludźmi oraz gadzio-ludzkimi hybrydami naukowców i wojskowych przywódców. Biorą też udział w niektórych porwaniach ludzi, ale główna kontrola przychodzi poprzez bezprawne opętywanie ciał. Program krzyżowania (poprzez seks i zapłodnienie w probówce) jest opisany na Tablicach Sumeryjskich i w Starym Testamencie (synowie Boga, którzy łączyli się z córkami człowieka). Te hybrydy z gadzio-ludzkich rodów noszą reptiliański kod genetyczny i dlatego ich opętanie przez reptilian z niższego czwartego wymiaru jest o wiele łatwiejsze.
I jak zobaczymy, te rody stały się brytyjską i europejską arystokracją oraz rodzinami królewskimi i dzięki "Wielkiemu" Imperium Brytyjskiemu zostały eksportowane na cały świat, żeby rządzić obiema Amerykami, Afryką, Azją, Australią, Nową Zelandią i tak dalej. Te genetyczne rody są manipulowane tak, by mogły objąć władzę w polityce, wojskowości, mediach, bankowości i biznesie - w ten sposób stanowiska te w rzeczywistości piastują reptilianie z niższego czwartego wymiaru, którzy ukrywają się pod ludzką formą, lub umysłowe marionetki tych samych stworzeń. Działają oni poprzez wszystkie rasy, ale w głównej mierze poprzez białą.
Jak już to wcześniej podkreślałem, do dzisiejszego dnia w ludzkim mózgu jest obszar znany jako gadzi mózg. Wewnątrz mózgu znajduje się oryginalna część, do której pasują wszystkie dodatki i - według neuroanatoma Paula MacLeana - ten starożytny obszar mózgu jest rządzony przez kolejny prehistoryczny segment, zwany przez neuroanatomów Kompleksem R22. "R" jest skrótem od reptiliański, ponieważ dzielimy tę część z gadami. MacLean mówi, że Kompleks R odgrywa ważną rolę w "agresywnym zachowaniu, terytorialności, rytualizmie i w ustalaniu hierarchii społecznych"23. Jest to wzorzec zachowań reptilian i ich gadzio-ludzkich hybryd, które ujawniam w tej książce. Słynny astronom Carl Sagan wiedział o wiele więcej, niż kiedykolwiek wyjawił to publicznie, i spędził wiele lat na odciąganiu ludzi od prawdy. Jego wiedza o rzeczywistej sytuacji okazjonalnie wychodziła jednak na jaw - tak jak wtedy, kiedy powiedział: "... nigdy i w żadnym przypadku nie przyniesie nam nic dobrego ignorowanie reptiliańskiego komponentu natury ludzkiej, w szczególności naszego rytualistycznego i hierarchicznego zachowania. Wręcz przeciwnie, ten model może nam pomóc w zrozumieniu tego, o co chodzi w istotach ludzkich"24. W swojej książce Rajskie smoki [Zysk i S-ka, 1999 - przyp. tłum.] dodał też, że negatywna strona ludzkiego zachowania jest wyrażana nawet gadzimi zwrotami, takimi jak np. zimnokrwisty morderca. Sagan (mała ciekawostka - nazwisko, po odwróceniu kolejności liter, tworzy nazwę reptiliańskich bogów Wschodnich Indii, zwanych Nagas) z całą pewnością wiedział, o co chodzi, ale nie chciał tego wyjawić.
Kiedy ludzki płód rozwija się w dziecko, przechodzi przez wiele stadiów, które można powiązać z głównymi punktami pośrednimi w ewolucji, która prowadzi do rozwoju obecnych form fizycznych. Nie wyklucza to połączenia z nienaczelnymi ssakami, gadami i rybami. Jest na przykład etap, w którym u embriona rozwijają się skrzela. Ludzki embrion jest bardzo podobny do tych występujących u ptaków, owiec i świń, aż do ósmego tygodnia, kiedy obiera własną ścieżkę ewolucyjną. Czasami instrukcje genetyczne zawodzą w zapamiętaniu ostatniego scenariusza i niektóre dzieci rodzą się z ogonami. Ogony te nazywane wyrostkami ogonowymi formują się w regionie krzyżowym. Większość z nich jest natychmiast usuwana przez lekarzy, ale w niektórych biedniejszych krajach, gdzie takie wsparcie medyczne nie jest dostępne, są ludzie, którzy żyją z nimi przez całe życie25. Z kolei na przykład feromony są substancją wytwarzaną i wydzielaną przez zwierzęta po to, żeby mogły wykryć przedstawicieli tego samego gatunku. Feromony u ludzkiej kobiety i u iguany pasują do siebie pod względem chemicznym26.
Spójrzcie ponownie na początek pierwszego rozdziału, szczegółowo omawiający liczbę planet i gwiazd, które istnieją w tym ułamku Kreacji, o jakim wiemy. Liczba form życia tylko w tej galaktyce jest ponad nasze wyobrażenie, a jest to jedynie trójwymiarowy poziom egzystencji. Jeśli szacujemy możliwości i robimy to tylko przez pryzmat tego, co widzimy na naszej małej planecie w jednym małym Układzie Słonecznym, nasz zakres postrzegania, wyobraźni i wizji będzie tak mikroskopijny, że zrozumienie tego, co naprawdę się dzieje na świecie, stanie się niemożliwe. Do tego stopnia, że pomysł rasy gadów kontrolujących planetę z innego wymiaru będzie wybiegał tak daleko w przód, że stanie się to nie do pojęcia. Tak będzie w przypadku zdecydowanej większości czytających tę książkę, przynajmniej na początku lektury, ale badacze, którzy są zainteresowani prawdą, a nie tylko troską o ochronę swojego systemu wierzeń i o aprobatę opinii publicznej, coraz bardziej doceniają te "reptiliańskie związki".
Przez niezwykłych 15 dni, kiedy podróżowałem po Stanach Zjednoczonych w 1998 roku, spotkałem ponad tuzin różnych osób, które powiedziały, że widziały ludzi transformujących się w gady i z powrotem w istoty ludzkie. Dwoje prezenterów telewizyjnych miało takie doświadczenie podczas wywiadu z człowiekiem, który działa dla globalnej centralizacji władzy, znanej jako Nowy Porządek Świata. Po wywiadzie na żywo prezenter oświadczył swoim kolegom, że podczas wywiadu widział coś zdumiewającego. Widział, jak twarz tego człowieka zmieniła się w jaszczuropodobną i wróciła do ludzkiej formy. Jego koleżanka, prezenterka, była zdumiona, bo widziała, jak ręce człowieka udzielającego jej wywiadu zmieniły się w reptiliańskie. Ten prezenter opowiedział mi też o doświadczeniu jego przyjaciela z policji podczas rutynowej wizyty w biurowcu w Aurorze, niedaleko Denver w stanie Kolorado. Policjant powiedział kierowniczce jednej z firm na parterze o ekstremalnej naturze zabezpieczeń w budynku. Odrzekła mu, że powinien rzucić okiem na górne piętra, jeśli chce wiedzieć, jak naprawdę poważne są te zabezpieczenia. Wskazała mu również na windę, która jeździ tylko na pewne piętra. I kiedy tak rozmawiali o czymś, co widziała tam parę tygodni wcześniej, winda się otworzyła i wyłoniła się z niej bardzo dziwna postać. Była biała, niemal jak albinos, ale twarz miała ukształtowaną jak u jaszczurki, a źrenice jej oczu były pionowe jak u gadów. Ta jaszczuropodobna postać wyszła z windy i przeszła do oficjalnie wyglądającego samochodu czekającego na zewnątrz. Policjant był tym tak zaintrygowany, że w swoim wolnym czasie sprawdził firmy na szczycie budynku, obsługiwane przez tajemniczą windę. I odkrył, że wszystkie były czołowymi spółkami, pracującymi dla Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA).
Są też doświadczenia Cathy O'Brien, kontrolowanej umysłowo przez ponad 25 lat niewolnicy rządu Stanów Zjednoczonych, co szczegółowo oddała w szokującej książce Trance Formation Of America [Trans-formacja Ameryki - tłumaczenie własne, przyp. tłum.], spisanej przez Marka Phillipsa27. Cathy była wykorzystywana seksualnie jako dziecko i jako dorosły przez grupę sławnych ludzi wymienionych w jej książce. Wśród nich byli prezydenci USA - Gerald Ford, Bill Clinton i najbardziej odrażający George Bush Senior, poważny gracz Bractwa, co od dawna ujawniają książki moje i innych autorów. To właśnie Bush, pedofil i seryjny morderca, regularnie wykorzystywał i gwałcił córkę Cathy - Kelly O'Brien, kiedy była jeszcze małym dzieckiem. Robił to, dopóki jej matka nie ujawniła odważnie tych zdumiewających wydarzeń, co zmusiło władze do usunięcia Kelly z programu kontroli umysłów, znanego jako Projekt Monarch.
W Trance Formation Of America Cathy pisze o tym, jak George Bush siedział przed nią w swoim gabinecie w Waszyngtonie DC, kiedy otworzył książkę na stronie przedstawiającej "jaszczuropodobnego obcego z odległego miejsca w głębinach kosmosu"28. Wtedy Bush stwierdził, że sam jest "obcym", i zdawał się na jej oczach "jak kameleon" zmieniać w gada. Cathy była przekonana, że aktywowano jakiś hologram, i jestem w stanie zrozumieć, dlaczego racjonalizowała to w taki sposób. Każdy by tak zrobił, ponieważ prawda wydaje się zbyt fantastyczna do pojęcia, dopóki nie zobaczysz nagromadzonych dowodów. Nie ma wątpliwości, że programy umysłu, które bazują na obcych, są częścią tych projektów kontroli umysłu i że cała tematyka UFO i istot pozaziemskich jest ogromnie manipulowana, w szczególności przez hollywoodzkie filmy, zaprojektowane tak, aby kształtowały opinię publiczną. Cathy w swojej książce opowiada o tym, że George Lucas, producent Gwiezdnych Wojen, współpracuje z NASA i Agencją Bezpieczeństwa Narodowego (NSA - National Security Agency), która jest "ciałem rodzicielskim CIA"29. Biorąc jednak pod uwagę dowody prezentowane przez tylu innych ludzi, nie wierzę, że to, co powiedział Bush i widziała Cathy, nie było tylko programem kontroli umysłów. Myślę, że ujawniał on Największy Sekret o tym, że reptiliańska rasa z innego wymiaru kontroluje planetę od tysięcy lat. Znam też innych ludzi, którzy widzieli, jak Bush zmienia się w reptilianina.
Miguel de la Madrid, prezydent Meksyku w latach 80. XX wieku, również wykorzystywał Cathy w jej kontrolowanym umysłowo stanie. Według relacji Cathy opowiedział jej legendę iguany i wytłumaczył, że jaszczuropodobni obcy zstąpili wśród Majów w Meksyku. Piramidy Majów, ich zaawansowana wiedza i technologia astronomiczna oraz składanie w ofierze dziewic zostały - jak twierdził - zainspirowane przez jaszczuropodobnych obcych30. Dodał też, że ci reptilianie skrzyżowali się z Majami, żeby wyprodukować formę życia, którą mogą zamieszkiwać. De la Madrid powiedział Cathy, że te gadzio-ludzkie rody mogą zamieniać się wyglądem człowieka i iguany dzięki ich podobnym do kameleona właściwościom - "idealne pojazdy dla transformacji ich w światowych przywódców", skonstatował. De la Madrid twierdził, że jego krew zawiera dziedzictwo przodków Majów-jaszczurek, co pozwala mu zmieniać się wedle jego woli w iguanę. Wtedy przekształcił się na jej oczach, tak jak Bush, oraz zdawał się mieć język i oczy jak u jaszczurki31. Cathy wierzyła, co zrozumiałe, że jest to kolejna holograficzna projekcja, ale czy naprawdę tak było? Czy też de la Madrid powiedział coś bardzo bliskiego prawdy?
Ten motyw bycia jak kameleon jest zaledwie kolejnym określeniem dla "zmiennokształtności" - motywu, który znajdziemy zarówno w całym starożytnym świecie, jak i współcześnie wśród otwartych umysłowo ludzi. Zmiennokształtność jest zdolnością używania swojego umysłu do tego, żeby wyświetlał ludziom inny fizyczny obraz. Wszystko jest energią wibrującą z różnymi prędkościami, więc jeśli użyjesz swojego umysłu, aby zmienić wibracje tej energii do innego rezonansu, to możesz się pojawić w dowolnej formie, jaką tylko sobie wybierzesz. Wielu świadków opisuje, jak tzw. Ludzie w Czerni [men in black są często przywoływani w opowieściach o UFO - przyp. red.] materializują się i dematerializują, kiedy grożą ludziom, którzy szerzą informacje o istotach pozaziemskich i obiektach UFO. Ludzie w Czerni mogą to robić, ponieważ są międzywymiarowymi istotami, które są w stanie pojawić się w dowolnej formie. Jest to główny powód obsesji na punkcie wzajemnego krzyżowania się rodzinych elit. Chcą oni utrzymać strukturę genetyczną, która pozwala im poruszać się między wymiarami i zmieniać wygląd na kształt ludzi i reptilian. Kiedy ich struktura genetyczna odchodzi zbyt daleko od swojego reptiliańskiego pochodzenia, wtedy nie mogą już zmieniać kształtu w ten sposób, a przynajmniej nie tak łatwo.
Jak wyjaśnia Credo Mutwa, zmiennokształtność jest stałym zjawiskiem w afrykańskich podaniach ludowych.
Monoatomowe złoto
Podczas przygotowywania drugiego wydania niniejszej książki natknąłem się na nową informację, która - według badań Briana Desborough - może wyjaśniać zmiennokształtność i wiele innych zjawisk. Chodzi o monoatomowe złoto, które istnieje w formie białego proszku i ma dwuwymiarową budowę atomu (jeden bądź dwa atomy działające wspólnie), podczas gdy zwykłe złoto odznacza się budową trójwymiarową (dziesięć bądź więcej atomów działających wspólnie). Bez wdawania się we wszystkie naukowe szczegóły - kiedy przyjmiesz to monoatomowe złoto, doustnie lub poprzez iniekcję, zwiększy ono przewodnictwo twojego układu nerwowego 10 000-krotnie! To pozwoliłoby człowiekowi przetwarzać ogromne ilości danych, niemal jak superkomputer, a kiedy przyswoiłby ich już wystarczająco dużo, mógłby świadomie przemieszczać się między wymiarami i zmieniać kształt - ponieważ nagle jego mózg zostałby zaktywowany do tego, by otworzyć swoje rozległe obszary, których obecnie, w tym świecie, nie używa. Monoatomowe złoto dostraja bowiem komórki mózgowe tak, aby zaczęły ze sobą ponownie rozmawiać. Ponadto, jeśli spożyjesz go wystarczająco dużo, twoje fizyczne ciało zacznie świecić, co wyjaśnia starożytne relacje o reptiliańskich bogach i dzieciach bogów, którzy "świecili niczym Słońce".
Monoatomowe złoto może zostać wyprodukowane ze zwykłego złota lub wydobyte z określonych rud. Wiele z nich możemy odnaleźć w takich miejscach jak Arizona w Stanach Zjednoczonych. Sugeruję więc, że to właśnie do niego odnoszą się Sumeryjskie Tablice, kiedy mowa w nich o złocie i jego wydobywaniu, a nie dosłownie do zwykłego złota. Chyba że było to czynione po to, aby wyprodukować jego monoatomową odmianę. Ta substancja dawała - i nadal daje - reptilianom niesamowite zdolności do przetwarzania informacji oraz zmiany kształtów właśnie w związku ze zdumiewającą ilością energii, jaką mogą gromadzić i przetwarzać. Jestem pewien, że starożytni Egipcjanie, Sumerowie, Babilończycy oraz Fenicjanie używali tego (albo ściślej - ich elity używały), ponieważ dawał im potencjał niedostępny dla reszty populacji. To samo dzieje się dzisiaj. Była to jedna z wielkich tajemnic strzeżonych wewnątrz szkół tajemnic, którą przekazano najwyższym szczeblom współczesnej sieci tajnych stowarzyszeń. Monoatomowe złoto ma również niewyobrażalne właściwości lecznicze, ponieważ dostraja komórki tak, aby mogły przenosić nieprawdopodobne ilości energii światła. Dzięki temu rozpuszczają się blokady i nierówności, które my nazywamy chorobami bądź niedomaganiem.
W laboratorium kontroli umysłu, należącym do NASA Centrum Lotów Kosmicznych imienia Roberta H. Goddarda, nieopodal Waszyngtonu, DC, Cathy była - jak twierdzi - zabrana przez kolejnych obcych. Byli nim Bill i Bob Bennett, dwie dobrze znane postacie w świecie politycznym Stanów Zjednoczonych - fundamentalnie połączone z sieciami Bractwa. Po tym, jak Cathy podano zmieniające świadomość leki, doświadczyła - jak mówi - tego:
"W ciemnościach wokół mnie mogłam usłyszeć, jak Bill Bennett mówi: "To jest mój brat Bob. On i ja pracujemy jako jedność. Jesteśmy obcymi dla tego wymiaru - dwiema istotami z innego planu"".
"Zaawansowane technicznie świetlne manifestacje wirujące wokół przekonały mnie, że razem z nimi zmieniam wymiar. Laserowe światło uderzyło w czarną ścianę przede mną, która zdawała się eksplodować w panoramiczny widok przyjęcia koktajlowego w Białym Domu - kiedy zmieniałam wymiar i stałam pośród nich. Nie rozpoznając nikogo, panicznie zapytałam: "Kim są ci ludzie?"".
""Oni nie są ludźmi, a to nie jest statek kosmiczny", powiedział Bennett. Kiedy mówił, scena zmieniała się nieznacznie, dopóki ludzie nie zdawali się wyglądać na jaszczuropodobnych obcych".
"Witaj na drugim poziomie podziemi. Jest on zaledwie odbiciem pierwszego, obcego wymiaru. Jesteśmy z międzywymiarowego planu, który pokrywa i obejmuje wszystkie wymiary...".
""Zabrałem cię przez mój wymiar w celu ustanowienia silniejszej kontroli nad twoim umysłem, niż pozwala na to ziemski plan", mówił Bill Bennett. "Będąc obcym, po prostu czynię moje myśli twoimi, kierując je do twojego umysłu. Moje myśli są twoimi myślami""32.
I znów może to być kolejne urządzenie do programowania, ale biorąc pod uwagę inne dowody, które prezentuję, czy nie jest bardziej prawdopodobne, że pod wpływem leków i innych technik umysł Cathy przełączył się do wymiaru, w którym działają reptilianie? Reptilianie pochodzą z niższego czwartego wymiaru i używają fizycznych ciał jedynie jako ich pojazdów, żeby manipulować tym wymiarem. Ma to sens, ponieważ jeśli możesz dostroić swój umysł do ich prawdziwego wymiaru, zobaczysz, kim tak naprawdę są. Opisy Cathy odzwierciedlają relacje niektórych "uprowadzonych", którzy przypominają sobie, jak ich pozaziemscy porywacze na początku wyglądali na całkiem ludzkich, a potem zmieniali się w humanoidalne jaszczury. Czy ci ludzie naprawdę są porywani przez obcych w statkach kosmicznych, czy też są poddawani technikom kontroli umysłu (takim jak te, których doświadczyła Cathy O'Brien), które łączą ich z niższym czwartym wymiarem?
Hunter S. Thompson w swojej książce Lęk i odraza w Las Vegas33 [Wydawnictwo Niebieska Studnia, 2008 - przyp. tłum.] opisuje widzenie gadów pod wpływem narkotyków. Także człowiek, którego spotkałem w Stanach Zjednoczonych (w ciągu tych 15 dni, o których wspominałem wcześniej), opowiedział mi podobną historię. "Podróżował" na dużych dawkach LSD w latach 60. XX wieku i w poważnie odmienionym stanie świadomości widział niektórych ludzi w kształcie ludzkim, a innych jako humanoidalne jaszczury lub inne gady. Przez jakiś czas myślał, że to zwykłe halucynacje, ale jako regularny "podróżnik" wysokich dawek LSD zaczął sobie zdawać sprawę z tego, że to, co widział, zwykle od trzeciego dnia pięciodniowej "podróży", nie było halucynacją. Było podnoszeniem się zasłony wibracyjnej, która pozwalała mu patrzeć poza fizyczność na siłę kontrolującą daną osobę. W takich chwilach ci sami ludzie zawsze mieli wygląd jaszczurek i ci sami wyglądali na ludzi, to się nigdy nie zmieniało.
Zaczął się również przyglądać tym wokół niego, którzy w jego odmiennym stanie świadomości wyglądali jak jaszczury, i wyglądało na to, że zawsze tak samo reagują na filmy, programy telewizyjne itp. "Zwykliśmy się śmiać i mówić "oto nadchodzą jaszczurki", jak mi opowiadał. Wierzył, że istnieje, używając jego własnego określenia, "pole morfogenetyczne", które jest transmitowane do DNA ludzi jaszczurów i dostosowuje strukturę komórek do reptiliańskiego schematu genetycznego. Im więcej reptiliańskich genów nosi dana osoba, tym łatwiej ta komunikacja, czy też raczej kontrola, przebiega. Tymi ze strukturą komórek najbardziej dopasowaną do reptiliańskiego wzorca są rodziny elit, które do dzisiaj rządzą światem. Nie bez powodu Diana, księżna Walii, zwykła nazywać Windsorów "jaszczurami" i "gadami" oraz z całą powagą mówiła: "Oni nie są ludźmi". Powiedziała mi to bliska zaufana Diany, z którą przyjaźniła się ona przez dziewięć lat, a którą będę cytował w tej książce.
Pod koniec tych 15 dni, kiedy spotykałem wiele osób opowiadających mi te same historie o widywaniu ludzi stających się gadami, siedziałem w "pokoju mówców" na spotkaniu Whole Life Expo w Minneapolis. Gawędziłem tam o tych doświadczeniach, kiedy pani będąca utalentowanym medium powiedziała, że wie, o czym mówię - może bowiem zobaczyć gady wewnątrz i wokół ciał czołowych światowych polityków i elity biznesu, bankowości i wojska. Wyjaśniła, że jest to możliwe, ponieważ jako ktoś, kto może dotrzeć do własnych parapsychicznych zmysłów, jest w stanie widzieć poza fizycznością w niższym czwartym wymiarze, tam, gdzie reptilianie rezydują. Co Miguel de la Madrid powiedział Cathy O'Brien? Że te gadzio-ludzkie rody mogą zmieniać swój wygląd między kształtem człowieka a iguany dzięki podobnym do kameleona właściwościom - "to idealne pojazdy dla transformowania ich w światowych przywódców". Ta kobieta medium powiedziała mi, że w większości ludzie, którzy są u władzy, wyglądają na gady, ale są też inni, którzy wciąż są ludźmi, i właśnie ci są "śledzeni i kontrolowani" przez gady, ale sami właściwie nimi nie są. My nazwalibyśmy to byciem opętanym i jest to ważne rozróżnienie.
Są więc wśród nich "pełnokrwiści", którzy są reptilianami używającymi zewnętrznej ludzkiej formy, żeby ukryć swoją prawdziwą naturę, oraz owe "hybrydy", gadzio-ludzkie rody krzyżówek, które są opętane przez reptilian z czwartego wymiaru. Trzecim typem są reptilianie, którzy manifestują się bezpośrednio w tym wymiarze, ale nie mogą utrzymywać tego stanu w nieskończoność. Niektórzy Ludzie w Czerni są tego przykładem. Wielu opętanych nie ma pojęcia, że ich koncepcje są myślami reptilian, i zachowuje się w sposób, który rozwija Agendę, nie zdając sobie sprawy z tego, jak i dlaczego są do tego wykorzystywani. Czołowe rodziny Bractwa - jak Rothschildowie i Windsorowie - są pełnej krwi reptilianami, którzy noszą fizyczne ludzkie ciała jak okrycie wierzchnie oraz mają pełną wiedzę, kim są, i o Agendzie, którą chcą wprowadzić. Kolejnym komentarzem tej kobiety o zdolnościach medialnych było to, że w odmiennym stanie świadomości Hillary Clinton wygląda jak gad, podczas gdy jej mąż został jedynie "ocieniony" i był kontrolowany przez jednego z reptilian. Jest to interesujące, ponieważ - jak ujawniły to badania moje i innych - Hillary Clinton stoi znacznie wyżej w hierarchii niż Bill. On, mimo że pochodzi z rodu krzyżówek, jest tylko pionkiem w grze, którego można używać, a w razie potrzeby się go pozbyć. Nie zawsze jest tak, że najpotężniejsi ludzie są umieszczani na najważniejszych stanowiskach, wręcz przeciwnie. Oni pociągają za sznurki tych, którzy wydają się mieć władzę.
Jest to kolejna kluczowa różnica między pełnokrwistymi a rodami hybryd. Wszystko jest tworzone przez dźwięk - kiedy myślisz lub czujesz, emitujesz falę energii, która z kolei zmienia energię wokół ciebie, żeby rezonować na tym samym poziomie wibracyjnym. Ta fala jest w rzeczywistości dźwiękiem emitowanym poza zakresem ludzkiego słuchu. Forma nie może istnieć bez dźwięku i (jak możecie zobaczyć w fantastycznej serii wideo pod tytułem Cymatics34 [Cymatyka - tłumaczenie własne, przyp. tłum.]) to właśnie dźwięk nadaje materii formę. Na tych filmach piasek i inne cząsteczki są umieszczane na metalowym naczyniu, gdzie wibruje on różnymi dźwiękami, które przegrupowują piasek w zdumiewające, często geometryczne wzory. Z każdą zmianą dźwięku odpowiednio przekształceniu ulega wzorzec. Po powrocie do pierwotnego dźwięku natychmiast powraca oryginalny wzorzec. To jak fale, które formują koncentryczne kręgi planetarnych orbit, o których wspominałem w poprzednim rozdziale. Ten Układ Słoneczny również jest tworzony przez dźwięk. Wszystko jest dźwiękiem. Na początku było słowo, a słowo to... dźwięk. W serii wideo Cymatics zobaczycie cząstki formujące miniaturowe planety, układy słoneczne i galaktyki, wyłącznie poprzez dźwięk wibracji.
Dźwięk jest również cudowną formą leczenia, ponieważ poprzez rezonowanie ciała i jego organów do odpowiedniej wibracji mogą one zostać uleczone. Choroba jest niepokojem, dysharmonią w naturalnym stanie wibracyjnym ciała. A ponieważ myśli i emocje są w rzeczywistości falami dźwiękowymi, nasze niezbalansowane myśli i emocje rozpraszają wibracyjną harmonię i poprzez to prowadzą do niepokoju - choroby. To w ten sposób emocjonalny stres może spowodować chorobę, to takie proste. Tak czy inaczej kolejnym zdumiewającym przykładem tego wszystkiego w wideo z serii Cymatics jest zobaczenie niemalże ludzkiej postaci formującej się z cząstek w chwili, w której emitowany jest odpowiedni dźwięk. Nasze ciała są również rezultatem działania dźwięku, który rezonuje w formę, i jeśli nasze umysły są wystarczająco potężne, żeby zmienić zakres dźwięku ciała, to ciało przechodzi w inną formę albo też równocześnie znika z tego wymiaru. To jest właśnie to, co nazywamy zmiennokształtnością - nie jest to cud, tylko nauka, są to naturalne prawa Kreacji. Dlatego pełnokrwiści reptilianie z niższego czwartego wymiaru mogą sprawić, że ich "ludzka" forma fizyczna znika i wchodzą na reptiliański poziom egzystencji, gdzie mogą zmieniać kształt. Dla nas w tym wymiarze wyglądają na ludzi, ale jest to tylko wibracyjne okrycie.
Po tym, jak zakończyłem pierwszy szkic tego rozdziału, spotkałem kolejną kobietę (tym razem w Anglii), która była żoną człowieka zamieszanego w satanistyczne rytuały i sieć Bractwa. Był on głową nadzorców na obszarze lądu, zwanym Burnham Beeches (Plaże Burnham), znajdującym się niedaleko granicy hrabstw Buckinghamshire i Berkshire, parę mil od Slough, na zachód od Londynu. Jest to starożytne miejsce - wspominane w Księdze Domesday, spisanej w czasach Wilhelma Zdobywcy w XI stuleciu - które ma reputację jako miejsce znane z satanizmu. Kobieta, która ze mną rozmawiała, opowiadała, że kiedy we wczesnych latach 70. wyprowadzała o zmierzchu swojego psa na spacer, dostrzegła postać w długiej, czerwonej szacie. Kiedy ta postać podniosła głowę, kobieta zobaczyła, że ma twarz jaszczura. Pomyślała oczywiście, że zwariowała, ale - jak potem stwierdziła - nie było to złudzenie. "Jaszczur" był bardzo realny, o wyrazistej cielesności, nie był zjawą. Dziś ta kobieta jest bardzo uzdolnionym medium, a po tym zdarzeniu zaczęła widzieć ludzi albo zmieniających się w jaszczury na jej oczach, albo przez nie przyćmionych dokładnie tak samo, jak opisywało to amerykańskie medium. Jeśli zajrzycie do Działu zdjęć, zobaczycie artystyczną impresję tego, co widzi ta kobieta jako medium, a co inni ludzie potwierdzają na podstawie takich samych doświadczeń. W miasteczku Bishopville w Południowej Karolinie 20 czerwca 1988 roku wielu ludzi zostało sterroryzowanych przez "siedmiostopowego (2,10-metrowego) człowieka-jaszczura, który nie miał włosów, brwi ani warg, miał po trzy palce u każdej ręki i duże świecące na czerwono oczy o pionowych źrenicach". Pięciu świadków złożyło swoje zeznania, a historię opisano w "Los Angeles Times" i w "Herald Examiner"35.
Kiedy idziesz przez życie z "prądem" i słuchasz swojej intuicji, pokazuje ci się to, co musisz widzieć przez niewiarygodną synchroniczność, która otacza cię każdego dnia oraz prowadzi cię poprzez zasłony dymne i sale luster. Pewnego dnia, w lutym 1998 roku, w Johannesburgu w Południowej Afryce, spędziłem blisko pięć godzin, rozmawiając z szamanem Zulusów, nazwiskiem Credo Mutwa. Słowo Zulu oznacza Ludzi z Gwiazd, ponieważ wierzą oni, że są królewską rasą, która pochodzi spoza naszej planety. Kiedy rozmawialiśmy o globalnej manipulacji, szaman powiedział, że wierzy w to, że pozaziemska rasa stoi za globalnym Bractwem monarchów, polityków, bankierów i właścicieli mediów. Po tej rozmowie wróciłem do miejsca, w którym się zatrzymałem na nocleg, i zanim zszedłem na dół do salonu na kolację, zapisałem główne kwestie, o których wspominał Credo Mutwa. Kiedy zasiadałem do pisania, właśnie zaczynał się film pod tytułem Spotkanie36 [1996, reż. David Twohy - przyp. tłum.], który opowiadał o pozaziemskiej gadopodobnej rasie, przejmującej planetę poprzez zawładnięcie ludzkich ciał. Ktoś próbował mi coś powiedzieć i to coś było prawdą! Kolejnym mniej znanym filmem, który widziałem w tym czasie, był Oni żyją37 [1988, reż. John Carpenter - przyp. tłum.]! I znów głównym wątkiem była pozaziemska rasa przejmująca świat i działająca poprzez fizyczne ludzkie ciała. Także i w Obcym: Przebudzenie38 [1997, reż. Jean-Pierre Jeunet - przyp. tłum.] znalazły się reptiliańskie motywy z wnioskiem, że obcy zajmują ciała ludzi. Ale najbliższym prawdy, ze wszystkich produkcji kiedykolwiek nakręconych, jest amerykański serial telewizyjny z lat 80. XX wieku pt. V39. Opowiada on o rasie pozaziemskich gadów, wyglądającej jak ludzie, która przejmuje świat. Film przedstawia gady pokryte jakimś rodzajem lateksowej skóry i mimo że jest to dalekie od prawdy, to scenariusz serialu trafia w sedno i stanowi przedsmak tego, co może nadejść, jeśli się nie obudzimy - i to szybko. Mocno polecam, żebyście pomyśleli o obejrzeniu serialu V, aby umieć zwizualizować sobie to, co ujawniam w tej książce.
Jednym z czołowych badaczy tego fenomenu jest Amerykanka Alex Christopher, autorka książek Pandora's Box, tom I i II40 [Puszka Pandory - tłumaczenie własne, przyp. tłum.], w których po części ujawnia reptiliańską obecność na tej planecie. Alex widziała reptilian i nazywa ich wielkookimi Szarakami. Ich istnienie odkryła, kiedy pewnej nocy w Panama City na Florydzie zadzwonili do niej około 2:30 nad ranem jej przerażeni sąsiedzi - kobieta i jej partner, pilot komercyjnych linii lotniczych. Kiedy wbiegła do ich domu, odkryła, że kobieta zemdlała, osunęła się po ścianie i ma wywrócone gałki oczne. Alex wyczuła wówczas w tamtym pokoju niesamowitą energię, która zdawała się usiłować spenetrować jej głowę. Zdecydowanie było to tak silne jak promieniowanie, czego dowodem był fakt, że następnego dnia wszystkie rośliny w tym pokoju były martwe. Alex szybko wyprowadziła sąsiadów na zewnątrz i tam przez chwilę z nim rozmawiała. Powiedzieli wówczas, że zaczęło się to, kiedy się kochali. To bardzo znaczące, ponieważ reptilianie żywią się ludzką energią emocjonalną i seksualną, co jest jednym z powodów, dla których seks jest tak ważny w satanistycznych rytuałach wykonywanych dla "demonów" - tej reptiliańskiej grupy. Sąsiedzi powiedzieli także, że zobaczyli błysk światła i wtedy zostali wyciągnięci z łóżka. Mężczyzna wciąż miał na boku ślad zrobiony przez palce, które musiały mieć 10 cali [25,4 cm - przyp. red.] długości, i szpony, które wypaliły skórę. Następnego dnia ten punkt na ciele był tak bolesny, że mężczyzna nie mógł go dotknąć. Alex zrobiła nawet nagranie wideo tego odcisku. Kiedy w końcu uspokoiła sąsiadów i wróciła do łóżka, sama twarzą w twarz zetknęła się z reptilianinem:
"Obudziłam się i to "coś" stało nad moim łóżkiem. Miał widmowe, żółte, okrągłe oczy z pionowymi źrenicami i spiczaste uszy, a jego szeroki uśmiech niemal okrążał jego głowę. Miał srebrzysty kombinezon i kompletnie mnie przeraził. Zarzuciłam kołdrę na głowę i zaczęłam krzyczeć... Znaczy, stało tu to "coś" z uśmiechem kota z Cheshire [postać z Przygód Alicji w Krainie Czarów Lewisa Carrolla - przyp. red.] i zabawnie świecącymi oczami... tego było już za wiele. Widziałam tego rodzaju istoty przy więcej niż jednej okazji... Miał haczykowaty nos i bardzo ludzki wygląd, w przeciwieństwie do jego oczu, i jakby szarawą skórę..."
"Później, w 1991 roku, pracowałam w budynku w dużym mieście i zrobiłam sobie przerwę około 18:00, i następną rzeczą, którą wiedziałam, było to, że jest 22:30, a ja myślę, żeby zrobić krótką przerwę. Zaczęłam sobie przypominać, że zostałam zabrana na pokład statku (kosmicznego), pokonując cztery piętra tego biurowca i dach. Na tym statku spotkałam Amerykanów i Niemców pracujących razem, jak również Szaraków obcych, i wtedy zostaliśmy zabrani do innego rodzaju ośrodka, gdzie znów zobaczyłam reptilian... tych, których nazywam "Małymi Godzillami", którzy mają krótkie zęby i żółte, pionowe oczy... Rzeczami, które utkwiły mi w pamięci, są istoty, które wyglądają jak gady albo "Welociraptory". Są to najokrutniejsze istoty, jakie można sobie wyobrazić, i nawet śmierdzą ohydnie"41.
Ze swojego pobytu na "statku" Alex Christopher pamięta, jak widziała Amerykanów i Niemców, którzy nosili symbol niebieskiego trójkąta z czerwonookim smokiem i kręgiem wokół tego. Mój informator powiedział mi później, że widział ten sam symbol w Fort Walden w Stanach Zjednoczonych. Uskrzydlonego węża można też zobaczyć na rękawach izraelskiego żołnierza, kiedy pocieszał córkę zabitego w zamachu premiera Icchaka Rabina na pogrzebie jej ojca w 1995 roku (zobaczcie "Newsweeka" z 20 listopada 1995). Jedną ze "specjalności" Alex Christopher jest lotnisko w Denver, określane jako przykrywka dla głębokiej, podziemnej gadzio-ludzkiej bazy wojskowej. I z całą pewnością jest to dziwne miejsce. Kiedy pierwszy raz mówiłem w Stanach Zjednoczonych o tych konspiracyjnych tematach, byłem w Denver w kwietniu 1996 roku i wylądowałem na tym lotnisku, nie mając pojęcia o jego "sławie". Już w chwili, w której wylądował tam mój samolot, poczułem bardzo dziwną i nieprzyjemną energię.
Lotnisko zbudowano niewiarygodnie wysokim kosztem na otwartej przestrzeni, daleko od Denver i jest pełne masońskich symboli. Są tam również gargulce, skrzydlate figury gadów, które można znaleźć na posiadłościach reptiliańskiej arystokracji w Wielkiej Brytanii oraz na kościołach i w wielkich gotyckich katedrach Europy, które zbudowała sieć Bractwa. Gargulce widnieją również na budynku przy Dealey Plaza, gdzie prezydent Kennedy zginął podczas zamachu. A teraz pojawiają się na współczesnym lotnisku, zbudowanym na przypuszczalnej reptiliańskiej, podziemnej bazie. Gargulce są symbolem reptilian i dlatego znajdujemy je na lotnisku w Denver. Kamień węgielny lub też dedykacyjny jest naznaczony klasycznym symbolem kompasu wolnej masonerii i stoi w części terminalu, zwanej Wielką Halą - to kolejny masoński zwrot. Mury pokryto groteskowymi malowidłami pełnymi brutalnej symboliki, nie wyłączając trzech trumien z martwymi kobietami: żydowską dziewczynką, rdzenną Amerykanką i czarnoskórą kobietą. Kolejna dziewczynka trzyma majańską tablicę z zapisaną historią zniszczenia cywilizacji. Wielka postać - opisywana przez Alex Christopher jako "zielony Darth Vader" - stoi nad zniszczonym miastem z mieczem i karabinem maszynowym, a kobiety idą wzdłuż drogi, trzymając na rękach martwe dzieci. Wszystkie dzieci z całego świata są przedstawione w sytuacji, w której zabierają z każdego kraju broń oraz przekazują ją niemieckiemu chłopcu z żelazną pięścią i kowadłem w dłoni. Denver jest najwyraźniej wyznaczone jako kwatera główna zachodniego sektora Stanów Zjednoczonych, która pozostaje pod zwierzchnictwem globalnego faszystowskiego państwa - zwanego Nowym Porządkiem Świata - którego wprowadzenie jest planowane po 2000 roku. Atlanta, jak mówią, ma być centrum wschodniego sektora. Pamiętam, jak jakichś parę lat temu zastanawiałem się, dlaczego projekty lotnisk w Denver i w Atlancie są tak podobne - teraz wiem.
Kolorado jest ważnym centrum dla Nowego Porządku Świata, dlatego królowa Anglii wykupuje tam ziemie pod innym nazwiskiem. Jak zobaczycie dalej, brytyjska rodzina królewska jest mocno zamieszana w tę historię, tak jak w morderstwo Diany - księżnej Walii. Jednym z głównych informatorów Alex Christopher był Phil Schneider, syn dowódcy niemieckiego U-Boota z czasów II wojny światowej. Zlecono mu zbudowanie wielu głębokich, podziemnych baz w Stanach Zjednoczonych. Widziałem niektóre z jego przemówień na wideo, kiedy zaczął publicznie wygłaszać swoje opinie dotyczące sieci podziemnych baz, miast i tuneli pod całymi Stanami Zjednoczonymi. Zginął później w bardzo podejrzanych okolicznościach - upozorowano "samobójstwo".
Schneider twierdził, że lotnisko w Denver było połączone z głęboką, podziemną bazą, która schodziła w dół na co najmniej osiem poziomów, co nie wykluczało liczącego 4,5 mili sześciennej podziemnego miasta i wielkiej bazy. Inni informatorzy, którzy twierdzą, że byli w podziemiach lotniska w Denver, mówią, że znajduje się tam bardzo dużo ludzkich niewolników, wielu z nich to dzieci pracujące pod kontrolą reptilian. Dwie z baz, w których rozbudowie Phil Schneider, jak twierdził, brał udział, to niesławna Strefa 51 w Nevadzie i Dulce w Nowym Meksyku. Przez sieć tuneli są one połączone z Laboratorium Narodowym Los Alamos. Byłem w tym mieście i odczułem tam straszne wibracje.
Po tym, jak w show radiowym Sightings w Stanach Zjednoczonych mówiłem o reptiliańskim wpływie na ludzkie relacje, swoją relację przysłał mi szeregowiec armii, stacjonujący w Dulce. Zdał sobie sprawę, że jest coś "potężnie dziwnego" w tym miejscu, ale nie umiał wytłumaczyć, co to takiego. Przypominał sobie, że:
"Wykonywałem rutynowe czynności, kiedy kolejny z młodych rekrutów, mechanik, przyszedł do mnie z małą, pilną pracą, trzeba było coś natychmiast zespawać. Miał rysunek techniczny i podszedł do mnie, żeby mi pokazać, czego dokładnie chce. Pochylaliśmy się obaj nad stołem przed spawarką, kiedy przypadkiem spojrzałem mu prosto w twarz. Zdawało mi się, że nagle pokryła go półprzezroczysta chmura lub przezrocze. Jego twarz wyblakła, a na jej miejscu pojawiło się "coś" z wyłupiastymi oczami, bez włosów i łuskami zamiast skóry".
Później szeregowiec zobaczył, jak to samo dzieje się ze strażnikiem przed frontową bramą Dulce. Inni świadkowie mówią, że widzieli więcej reptilian-kameleonów w Wojskowym Centrum Medycznym Madigan, niedaleko Fort Lewis na południe od Seattle w stanie Waszyngton. Udałem się więc tam i nawiązałem kontakt z wieloma osobami, wskutek czego odkryłem wiele dziwnych rzeczy, chociażby to, że niedaleko Fort Lewis znajduje się centrum New Age. Jason Bishop III przeprowadził szerokie badania operacji w Dulce i ustalił, że bierze w tym udział kartel, który ujawniłem w ... And the truth shall set you free, w skład którego wchodzą takie organizacje jak Rand Corporation, General Electric, AT&T, Hughes Aircraft, Northrop Corporation, Sandia Corporation, Stanford Research Institute, Walsh Construction, Bechtel Corporation, the Colorado School of Mines i tak dalej. Bechtel (wymawiane: Beck-tul) jest głównym łączem w sieci Bractwo-gady. W Dulce jest co najmniej siedem poziomów podziemi, a prawdopodobnie nawet więcej. Bishop zebrał relacje robotników z tego, co tam widzieli. Stanowią one niemal lustrzane odbicie opisów Anunnakich z Sumeryjskich Tablic, traktujące o krzyżowaniu gatunków po to, żeby wyprodukować ohydne hybrydy wielu typów. Oto, co robotnicy mieli do powiedzenia o Dulce:
"Poziom numer sześć jest prywatnie zwany "Halą Koszmarów", są na nim laboratoria genetyczne. Zgłoszenia od robotników, którzy widzieli te dziwaczne eksperymenty, są następujące: "Widziałem wielonogich "ludzi", którzy wyglądali jak pół ludzie, pół ośmiornice. Również ludzi-reptilian i futerkowe stworzenia, które miały ręce jak ludzie i płakały jak dzieci, naśladowały ludzkie słowa... również wielką mieszankę ludzi-jaszczurów w klatkach". Są tam ryby, foki i myszy, które z trudem można rozpoznać jako te gatunki. Jest tam kilka klatek (i zbiorników) ze skrzydlatymi humanoidami groteskowymi, stworzeniami podobnymi do nietoperzy... od trzech i pół do siedmiu stóp wysokości (od 1 do 2,10 metra - przyp. tłum.). Istoty podobne do gargulców i reptoidów Draco".
"Poziom numer siedem jest jeszcze gorszy, rząd za rzędem tysiące ludzi i ludzkich mieszanek w chłodniach. Są tam również zbiorniki do przechowywania embrionów humanoidów w rozmaitych stadiach rozwoju (jeden z robotników powiedział): "... Często napotykałem ludzi w klatkach, zwykle oszołomionych lub nafaszerowanych lekami, ale czasem płakali i błagali o pomoc. Powiedziano nam, że są nieuleczalnie szaleni i biorą udział w wysokiego ryzyka testach leków do leczenia niepoczytalności. Powiedziano nam, żebyśmy nigdy nie próbowali z nimi rozmawiać. Na początku wierzyliśmy w tę historię. W końcu, w 1978 roku mała grupa robotników odkryła prawdę""42.
To odkrycie doprowadziło najwyraźniej do "wojny w Dulce", bitwy między ludźmi a istotami pozaziemskimi w 1979 roku, kiedy zostało zabitych wielu naukowców i osób z personelu wojskowego (66 ludzi). Phil Schneider twierdził, że brał udział w tej strzelaninie z obcymi w Dulce i został trafiony przez broń laserową, która otworzyła mu klatkę piersiową. Z całą pewnością miał dziwaczną bliznę w dole klatki piersiowej, którą pokazał publicznie. Wskutek tego konfliktu bazę na jakiś czas zamknięto, ale jakiś czasu temu ponownie ją otworzono.
Kolejna podziemna baza reptilian znajduje się pod Kanionem Boynton w Sedonie, w stanie Arizona. Jej centrum stanowi - odpowiednio nazwany - Kanion Sekretów. Podobne bazy i podziemne miasta istnieją na całym świecie i są połączone tunelami z niewiarygodnie szybkimi "wahadłowcami tunelowymi". Tunele te budowane są w bardzo szybkim tempie, przy wykorzystaniu takich technologii, jak Subterrene - maszyn o napędzie nuklearnym, które topią skały i kształtują z nich ściany tunelu. Technika ta została opracowana w Los Alamos. Znaczące jest to, że podziemne testy nuklearne zostały przeprowadzone w Nevadzie i w Nowym Meksyku, miejscach, w których istnieje wiele głębokich podziemnych ośrodków powiązanych z reptilianami. Czy te "testy" zlokalizowano tam po to, żeby otworzyć ogromne podziemne pieczary? Kolejną wiadomością, którą otrzymałem od wielu informatorów, jest to, że reptilianie mogą się żywić energią nuklearną.
Jak oni wyglądają
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
PRZYPISY
ROZDZIAŁ 1. Marsjanie wylądowali?
1 T. W. Done, Bible Myths, And Their Parallels In Other Religions, Health Research: PO Box 850, Pomeroy, WA, USA 99347, 1882 (wyd. I), s. 10.
2 Informacje o Anunnakich zapisane na Sumeryjskich Tablicach pochodzą z serii książek Zecharii Sitchina, znanej jako Kroniki Ziemi. Ich tytuły to: Dwunasta Planeta, Schody do nieba, Wojny bogów i ludzi, Zaginione królestwa i Kiedy zaczął się czas. Kolejną pracą Sitchina jest Genesis jeszcze raz.
3 Genesis jeszcze raz, s. 22.
4 Ibid, s. 161.
5 Ibid, s. 198.
6 Ibid, s. 199.
7 Ibid.
8 Ibid, s. 200.
9 Pełną dokumentację tych globalnych legend i ich naukowe uzasadnienie znajdziesz w świetnej książce autorstwa D.S. Allana i J.B. Delaira pod tytułem: When The Earth Nearly Died, Gateway Books: Wellow, Bath, Anglia, 1995.
10 Ibid, s. 31.
11 Ibid, s. 32.
12 Maurice Ewing, New Discoveries On The Mid-Atlantic Ridge, "National Geographic", listopad 1949, s. 614, 616.
13 When The Earth Nearly Died, s. 32, 33.
14 Ibid, s 34.
15 Charles Berlitz, Atlantis, The Eighth Continent, Fawcett Books: Nowy Jork, 1984, s. 96-101.
16 Ibid.
17 When The Earth Nearly Died, s. 25-28.
18 Brian Desborough, The Great Pyramid Mystery, Tomb, Occult Initiation Center, Or What?, dokument przesłany autorowi i opublikowany również w gazecie "The California Sun", Los Angeles.
19 Ibid.
20 Ibid.
21 Ibid.
22 Książka When The Earth Nearly Died zawiera imponującą dokumentację, która udowadnia, dlaczego epoka lodowcowa to mit.
23 "The Great Pyramid Mystery".
24 Ibid.
25 Ibid.
26 Ibid.
27 Ibid.
28 Ibid.
29 Ibid.
30 Ibid.
31 Ibid.
32 Ibid.
33 Ibid.
34 Preston B. Nichols i Peter Moon, Pyramids Of Montauk, Sky Books: Nowy Jork, 1995, s. 125.
35 Ibid, s. 129.
ROZDZIAŁ 2. "Nie wspominaj o gadach"
1 Dr Arthur David Horn, Humanity's Extraterrestrial Origins, ET Influences On Humankind's Biological And Cultural Evolution, A and L Horn: PD Box 1632, Mount Shasta, Kalifornia, 96067, 1994.
2 Jason Bishop III, Matrix 11, oprac. Valdamar Valerian, Arcturus Book Service: USA, 1990, s. 96.
3 Rev John Bathhurst Deane, The Worship Of The Serpent, J.G. and F. Rivington: Londyn, 1833.
4 Bible Myths, s. 11.
5 Ibid, s. 15.
6 Ibid, s. 12.
7 Francis Hitching, The Wodd Atlas Of Mysteries, Pan Books: Londyn, 1981, s. 10, w rozdziale zatytułowanym Death of the Dinosaurs.
8 Ibid.
9 Ibid.
10 John Rhodes, strona internetowa poświęcona Reptoidom: http://www.reptoids.com.
11 Dale Russell, Exponential Evolution: Implications For Intelligent Extraterrestrial Life, Advanced Space Research, 1983.
12 The Wodd Atlas Of Mysteries, s. 159.
13 Ibid.
14 Herbert S. Zim i Robert H. Baker, Stars, A Golden Guide, Golden Press: Nowy Jork, 1985, s. 58.
15 Graham Hancock, Quest For The Lost Civilisation, Channel Four Television, 1998.
16 Profesor Philip Callahan, Ancient Mysteries And Modern Visions, Acres: Kansas City, USA, 1984.
17 Zobacz stronę internetową Johna Rhodesa: http://www.reptoids.com.
18 John Rhodes pisze o tym na swojej stronie internetowej.
19 William Bramley, Gods Of Eden, Avon Books: Nowy Jork.
20 "Nexus magazine", kwiecień-maj 1994, s. 52-54.
21 Explorations In Grand Canyon, "Arizona Gazette", 5 kwietnia 1909.
22 John Rhodes, The Human-Reptilian Connection, wydane i rozdystrybuowane nakładem własnym w 1993 roku.
23 Ibid.
24 Ibid.
25 Ibid.
26 Ibid.
27 Cathy O'Brien i Mark Phillips, Trance Formation Of America, Reality Marketing Inc: Las Vegas, Nevada, USA, 1995.
28 Ibid, s. 165, 166.
29 Ibid, s. 165.
30 Ibid, s. 209-210.
31 Ibid.
32 Ibid, s. 174.
33 Hunter S. Thompson, Fear And Loathing In Las Vegas, Vintage Books: Nowy Jork, 1998 (wyd. I: 1971).
34 Cymatics, The Healing Nature Of Sound, wideo udostepnione przez MACROmedia, P0 Box 279, Epping, NH 03042, USA.
35 "Los Angeles Times and Herald Examiner", 21 lipca 1988.
36 The Arrival, Steelworks Films, 1988.
37 They Live, Alive Films, 1988.
38 Alien Resurrection, 20th Century Fox, 1997.
39 V: The Final Battle, Warner Brothers Television, 1984, i Warner Brothers Home Video, 1995.
40 Alex Christopher, Pandora's Box Volumes 1 and 2, udostępnione przez Pandora's Box, 2663 Valleydale Road, Suite 126, Birmingham, Alabama 35224.
41 Alex Christopher mówiła w Radiu KSEO, USA, 26 kwietnia 1996, kopia zachowana w Leading Edge Research Group.
42 Jason Bishop III, cytowany przez Leading Edge.