ROZDZIAŁ 2
KALIGULA (LATA 37-41). JAK ABSOLUTNA JEST WŁADZA ABSOLUTNA?
Pewnie spodziewaliście się tej postaci. Może nawet sięgnęliście po tę książkę jedynie dla niej, gdyż Kaligula uosabia w naszej zbiorowej wyobraźni najgorszego z cesarzy - szalonego, sadystycznego władcę, postrzelonego tyrana przekonanego o własnej boskości, któremu nikt nie śmiał się przeciwstawić. Kaligula stawia nas przed etycznym dylematem. Każe zadać sobie pytanie: "Co sam bym zrobił, gdybym się z nim zetknął? Czy uczestniczyłbym w jego obłąkańczej zabawie, by przetrwać, czy też zaryzykowałbym straszną śmierć, by przeciw niemu wystąpić i powiedzieć prawdę?".
W filmie Ja, Klaudiusz jego pamiętną postać wykreował John Hurt, który stał się inspiracją dla twórców odpychającego króla Joffreya w Grze o tron. Wspominał o nim w swojej piosence zespół The Smiths i ukazany został jako morderczy typ w stylu woskowej figury z muzeum Madame Tussauds w sitcomie Red Dwarf. Został nawet bohaterem naprawdę okropnego filmu soft porno, o którym jeszcze wspomnimy. Kaligula to skrajny i bezdyskusyjny symbol najgorszego cesarza. Jeśli Tyberiusz był pierwszym cesarzem, który sprawdził, czy magiczna sztuczka Augusta może działać dalej, to trzeci cesarz rzymski nie miał najmniejszej ochoty bawić się w przebieranki. Kaligula odsłonił do końca stan faktyczny, o którym każdy wiedział, ale nikt nie mówił: że imperium było monarchią, a on był królem.
W ciągu swego krótkiego panowania Kaligula raz po raz sprawdzał, co to słowo znaczy, a dokładniej: jaką władzę mu daje. Czy cesarz ma w ogóle jakieś ograniczenia? Misją Kaliguli było to ustalić. Przy okazji dawał dowody takiej deprawacji i niewątpliwego szaleństwa, że trudno w nie uwierzyć, a co dopiero opisać. Ale jestem pisarką, więc przeryłam źródła i zrobiłam, co mogłam.
WIELKA NADZIEJA
Tyberiusz zmarł, nie zaskarbiwszy sobie sympatii ludu rzymskiego. Był dobrym administratorem, ale człowiekiem ponurym i nudnym, pozbawionym charyzmy Augusta, który go adoptował i wyznaczył na następcę. Pozostawił pełny skarbiec i bezpieczne granice, lecz jako cesarz zyskał niewielu przyjaciół. Senat miał aż nadto powodów, by cieszyć się z jego śmierci, bo jego panowanie przyniosło istne tornado procesów o zdradę stanu, w których wielu patrycjuszy zostało oskarżonych o nielojalność i skazanych na wygnanie, a czasem na śmierć.
Okazja, by pozbyć się politycznego rywala, skąpać w blasku wdzięczności cesarza za to, że ocaliło się go przed strasznym niebezpieczeństwem, a przy okazji się wzbogacić53, była rydwanem, na który każdy chciał wskoczyć. I wskakiwali bez opamiętania. Widać to po absurdalności oskarżeń. Swetoniusz zgrabnie podsumował, jak marne bywały powody donosów: "Wreszcie takie oto drobiazgi stały się sprawą gardłową: koło posągu zbić niewolnika lub zmienić ubranie, mieć przy sobie w ustępie lub w domu publicznym wizerunek Augusta wyryty na pieniądzu lub pierścieniu, obrazić krytyką jakikolwiek czyn jego lub powiedzenie. Wreszcie zginął i ten, który pozwolił się wybrać urzędnikiem w swojej osadzie tegoż samego dnia, w którym niegdyś uchwalono dla Augusta zaszczytne urzędy"54.
Jak nietrudno się domyślić, nie tworzyło to komfortowej atmosfery pracy dla senatorów, którzy nieustannie obawiali się przypadkowego zrobienia czegoś, co mogło uchodzić za obrazę cesarza. Woleli żyć w cieniu i po cichu, by w ten sposób udowodnić swą lojalność i nie ryzykować procesu. Ta ciężka atmosfera działała źle nawet na samego Tyberiusza, który wolał spędzać czas na malowniczej wyspie Capri55, niż wysłuchiwać niekończących się donosów kolejnych wiernych senatorów na kolegów spiskujących przeciw niemu, nienawidzących go albo sikających w obecności wizerunku jego poprzednika. Nawet on miał tego dosyć i postanowił już nigdy nie wracać ze swojej letniej rezydencji do Rzymu.
Zważywszy, że przez całą dekadę nie pokazywał się w stolicy, trudno się dziwić, że lud po nim nie płakał, gdy opuścił go na zawsze. Kiedy usłyszano wieści o jego śmierci, wykrzykiwano "Do Tybru z Tyberiuszem!", a bardziej rozgoryczeni "błagali Matkę Ziemię i bogów Manów, aby zmarłemu wyznaczyli miejsce tylko wśród bezbożników. Inni wreszcie grozili trupowi hakiem i Schodami Gemońskimi"56.
Z powodu skrytej natury, ponuractwa i szpecącej choroby skóry, na którą zapadł w późnym wieku, Tyberiusz nie mógł i nawet się nie starał zdobyć sympatii ludzi. Ale wszelka życzliwość, jaką mogli jeszcze odczuwać wobec swojego cesarza poddani, zniknęła ostatecznie wskutek prześladowań, jakie spadły z woli Tyberiusza na Agrypinę, wnuczkę Augusta, i jej rodzinę. Agrypina miała być zamieszana tak jak jej dwaj synowie - Neron i Druzus - w spisek przeciw Tyberiuszowi. Cała trójka została uwięziona i zmarła w strasznych okolicznościach. I tego uczynku zwykli Rzymianie nie wybaczyli Tyberiuszowi. Na dodatek spisek ten był, jak się okazało, wymysłem Sejana, ambitnego dowódcy pretorianów Tyberiusza. Zresztą Agrypina nie była jedyną ofiarą kłamstw Sejana57. Tyberiusz zmarł w 37 roku w wieku siedemdziesięciu siedmiu lat. Panował dwadzieścia trzy lata. Rzym był już spragniony nowej krwi.
Ta nowa krew pojawiła się pod postacią jedynego pozostałego przy życiu syna Agrypiny, Gajusza. W 37 roku miał tylko dwadzieścia pięć lat i brakowało mu przygotowania do roli cesarza, ale brak doświadczenia nadrabiał wysokim urodzeniem zarówno ze strony swej matki Agrypiny, jak i ojca, Germanika, wojennego bohatera (i bratanka Tyberiusza), który zmarł w bardzo tajemniczych okolicznościach za panowania Tyberiusza58.
Według Tacyta Agrypina była kobietą o nieposzlakowanej moralności, natomiast o Germaniku Swetoniusz wyraził się tak: "Niewątpliwie posiadał Germanik wszelkie zalety duchowe oraz fizyczne w takim stopniu, w jakim tego nikomu nie udało się osiągnąć: piękność i niezwykłą odwagę bojową, wybitne uzdolnienia w zakresie wymowy i nauki w obydwu językach: greckim i łacińskim, szczególną dobroć, niebywałą i owocną żarliwość w jednaniu sobie ludzkiego uznania i zdobywania miłości"59. Na tym idealnym portrecie pojawia się tylko jedna drobna skaza: "Jedynym brakiem jego urody była szczupłość łydek"60. To pocieszające dla większości z nas, też niedoskonale pięknych.
W starożytnych źródłach nowy cesarz występuje zawsze jako Gajusz, ale dziś znamy go pod imieniem Kaligula. Przydomek ten nadały mu legiony reńskie, którymi dowodził jego ojciec w czasach, gdy przyszły cesarz był jeszcze dzieckiem. Legioniści traktowali małego Gajusza jak maskotkę i zrobili dla niego malutkie wojskowe sandały, zwane caligae, więc przydomek władcy można tłumaczyć jako "bucik". I choć Gajusz nigdy nie używał imienia Kaligula, wziął wszystkich pod but - o czym świadczą okrucieństwa i zbrodnie, jakie później popełnił.
Nowy cesarz miał zatem dobre pochodzenie - a właściwie najlepsze, bo wywodził się od samego Augusta. Przyszedł po cesarzu, który utracił lojalność senatu i miłość ludu, a którego rządy upłynęły pod znakiem procesów o zdradę i egzekucji. W tej sytuacji mogło być tylko lepiej - i przez jakiś czas rzeczywiście było. "Uzyskawszy tron, spełnił najgorętsze życzenia narodu rzymskiego lub, powiem raczej, całego rodu ludzkiego, jako władca szczególnie upragniony przez większość mieszkańców prowincyj i żołnierzy, gdyż znali go przeważnie jeszcze jako niemowlę. Również pragnęła go cała ludność stolicy, mając jeszcze w pamięci jego ojca, Germanika, i przejęta współczuciem dla tego prawie wygasłego rodu"61 - tak to widział biograf cesarzy Swetoniusz. Tymczasem gdy Kaligula towarzyszył ciału Tyberiusza w drodze do Rzymu, nowego cesarza witały "tłumy pełne radości, nadając mu różne przydomki pomyślność wróżące, między innymi nazywając go: swą "gwiazdą", "chłopaczkiem", "pieszczotką", "wychowankiem""62. Ponury Tyberiusz nigdy nie prowokował do tak czułych określeń.
Jedną z pierwszych decyzji Kaliguli jako cesarza było sprowadzenie prochów jego zamęczonej matki i braci i oddanie im czci należnej rodzinie Augusta. "Następnie ustanowił (...) państwowe coroczne ofiary żałobne za nich. Ponadto ku czci matki igrzyska cyrkowe. Ofiarował rydwan, aby jej posąg na nim umieszczony obwożono w uroczystej procesji. Ku pamięci ojca miesiąc wrzesień nazwał Germanikiem. Z kolei swej babce, Antonii, jednorazową uchwałą senatu przyznał wszystkie zaszczyty, jakie kiedykolwiek otrzymała Liwia Augusta"63.
Z jego najbliższej rodziny czystki Sejana przeżyły jedynie siostry - Julia Liwilla, Julia Druzylla i Agrypina Młodsza. Ich imiona włączył do wszystkich przysiąg: "Sprawił, że odtąd we wszystkich przysięgach dodawano takie słowa, dotyczące jego sióstr: "Będę kochał Gajusa i zaraz po nim siostry jego nie mniej od siebie i moich dzieci"; a także w sprawozdaniach konsulów: "Oby to było dobre i pomyślne dla G. Cezara i jego sióstr""64. Pojawił się też na monetach z wyobrażeniami Securitas, Konkordii i Fortuny - bogiń bezpieczeństwa, zgody i powodzenia - bo tego właśnie chciał Kaligula dla Rzymu jako cesarz - i szybko wziął się do roboty, idąc za przykładem swego wielkiego pradziadka Augusta.
Swetoniusz pozostawił nam całkiem długą listę chwalebnych dokonań nowego cesarza. Wymienił przedsięwzięcia mające utrzymać dobre nastroje wśród patrycjuszy: ci, którzy byli niesprawiedliwie wygnani przez Tyberiusza, mogli wrócić do Rzymu, urzędnikom znów wolno było podejmować decyzje bez konieczności odwoływania się do cesarza, a kreśląc grubą kreskę pomiędzy jego rządami i panowaniem poprzednika, "odmówił posłuchu zeznaniom donosicieli"65. Patrycjusze odetchnęli zapewne z ulgą - złe czasy naprawdę przeminęły.
Jak zanotował Swetoniusz, Kaligula zdobył sobie lud, jeszcze zanim dotarł z Capri do Rzymu, po prostu dlatego, że nie był Tyberiuszem, za to był synem Germanika i Agrypiny, choć żadne z nich nie miało na niego wpływu. I chociaż stał się obiektem nagłego uwielbienia, nadal starał się zadowalać poddanych. Czynił to poprzez organizowanie naprawdę imponujących igrzysk, trwających nawet od wczesnego ranka do późnego wieczora. "Urządzał często przedstawienia sceniczne, i to różnorodne, oraz nawet nocne, oświetliwszy całą stolicę"66 - pisał Swetoniusz dość ogólnikowo może dlatego, że Kaligula wyprawiał tak wiele igrzysk, że trudno je było wszystkie odnotować, a może po prostu nie interesował go zbytnio ten rodzaj rozrywki.
Pomiędzy wyścigi rydwanów Kaligula wprowadził nowy sport - szczucie panter. Dla naszych uszu brzmi to strasznie, ale Rzymianom się podobało. A jeśli dla kogoś było zabawy jeszcze za mało, "chcąc pomnożyć na wieczne czasy ilość uciech ludowych, dorzucił jeden dzień do Saturnaliów i nazwał go dniem Młodości"67. Gdyby wszyscy nasi obecni politycy tak się przejmowali "uciechami ludowymi" swoich obywateli!
Innym przynoszącym popularność posunięciem było wygnanie "miłośników, zwanych spintrie, którzy swe ciało wydali na łup potwornej rozpusty"68. Ale największą chyba sympatię wśród zwykłych mieszkańców Rzymu zyskał tym, że - jak pisze Swetoniusz - "dwukrotnie kazał rozdać ludowi zapomogę po trzysta sesterców"69. Historyk Kasjusz Dion podaje nieco inne liczby: "Wypłacił ludowi ponad czterdzieści pięć milionów (...) i dodatkowo dwieście czterdzieści sesterców na głowę tym, którzy nie otrzymali ich przy okazji otrzymania przez niego toga virilis, razem z odsetkami wynoszącymi sześćdziesiąt sesterców"70. Niezależnie od tych rozbieżności faktem jest, że Kaligula był niezwykle hojny, i to nie tylko dla ludu, bo nie zapomniał też w tym rozdawnictwie o swojej gwardii pretoriańskiej - każdy z żołnierzy dostał po tysiąc sesterców. Wszyscy zatem byli zadowoleni - senat, lud, pretorianie.
Nowy cesarz podążał krok w krok za przykładem Augusta, co objęło również przedsięwzięcia budowlane: "Wykończył budowle zaczęte za Tyberiusza: świątynię Augusta i teatr Pompejusza. Zaczął budowy: wodociągu w okolicy Tybur i amfiteatru niedaleko Septów"71. Wszystko zatem układało się znakomicie, czyż nie? Cesarz pozyskał sobie wszystkie grupy, które powinien. Był ogromnie popularny dzięki swej szczodrobliwości, wyrażającej się zarówno w pieniądzach, jak i wspaniałych igrzyskach. Ułaskawił niesłusznie skazanych i ukarał jakichś bliżej nieokreślonych zboczeńców. Odciął się od ciemnych dni panowania Tyberiusza i wpuścił do imperium światło.
I nagle Swetoniusz wylewa nam na głowę wiadro zimnej wody jednym zwięzłym zdaniem: "odtąd muszę [o nim] mówić jako o potworze"72.
POTWÓR
Trudno się zdecydować, od czego zacząć opisywanie panowania tego potwora, bo tyle już na ten temat powiedziano. Historia Kaliguli jako dobrego cesarza wypełnia u Swetoniusza osiem akapitów, Kaliguli potwora - trzydzieści osiem. I to nie byle jakich.
Wielka nadzieja Rzymian, maskotka żołnierzy, naśladowca stylu rządzenia Augusta, kochany przez lud, szanowany przez senat - ten Kaligula władał Rzymem przez jakieś dwa lata. Potem stery państwa przejęło zupełnie inne stworzenie, całkiem niepodobne do młodzieńca, który przywdział cesarską purpurę.
Zagłębimy się w historię potwora, korzystając z pomocy naszego dobrego znajomego Swetoniusza po pierwsze dlatego, że daje on jedną z najpełniejszych relacji o rządach Kaliguli, jakimi dziś dysponujemy, a po drugie - jego dzieło jest bardzo zajmujące i zadowoli każdego, kto chce się dowiedzieć, do jakich wybryków posuwał się ten zwariowany cesarz. Jest jeszcze jedna przyczyna, dla której postanowiłam oprzeć się na Swetoniuszu bardziej niż na innych źródłach. Kwestię tę jednak rozpatrzymy później, gdy zadamy sobie pytanie: jak bardzo powinniśmy wierzyć naszym źródłom? Na razie dajmy się wciągnąć anegdotom Swetoniusza, poznając wszystkie te skandaliczne, zdeprawowane, perwersyjne i sadystyczne szczegóły dotyczące panowania potwora.
Początkowo Kaligula, wielka nadzieja Rzymu, jak Swetoniusz uczciwie przyznaje, wiernie podążał za wzorem Augusta, czyniąc to, co cesarz czynić powinien - organizując igrzyska, wznosząc budowle i okazując hojność wobec każdego. Ale władca z dalszych trzydziestu ośmiu akapitów w niczym go już nie przypomina. Nie bawi się jak August w udawanie, że nie ma żadnej władzy, mając w istocie władzę absolutną. Kaligula nie zamierza być powściągliwy: "(...) omal nie włożył natychmiast diademu królewskiego oraz nie zmienił formy pryncypatu na ustrój królewski"73. Nie ogłosił się wprost królem74, ale nie miał zamiaru udawać, że nim nie jest, ani stosować się do starych reguł: "W zakresie stroju, obuwia i w ogóle wyglądu zewnętrznego nie stosował się nigdy ani do obyczaju ojczystego, ani obywatelskiego, ani męskiego, ani wreszcie przyjętego w ogóle wśród ludzi"75.
Lecz Kaligula posuwał się dalej: nie tylko odmawiał udawania, że nie ma żadnej władzy, ale wręcz badał jej granice, by zobaczyć dokładnie, na co mu pozwala. Widzimy to wyraźnie w historii podanej przez Swetoniusza, a dotyczącej uczt Kaliguli, na których cesarz wykazywał wyraźne zainteresowanie żonami senatorów: "Gdy przechodziły obok jego stóp, starannie i rozważnie im się przyglądał obyczajem handlarzy niewolników, nieraz ręką podnosząc którejś głowę, jeżeli schylała ją ze wstydu. Następnie, ilekroć miał ochotę, opuszczał salę jadalną, uprowadzając na stronę tę, która mu się najbardziej podobała. Wkrótce wracał ze świeżymi jeszcze śladami rozpusty i bądź to jawnie chwalił, bądź ganił, wyliczając poszczególne zalety lub usterki cielesne i miłosne"76.
Bezradni mężowie, obserwujący, jak Kaligula znika z ich żonami, nie protestowali. Bo co mogli zrobić? On był cesarzem, mógł ich wygnać, zabrać im cały majątek, skazać na śmierć. Ci mężczyźni wiedzieli dobrze, co stało się z ich przyjaciółmi za panowania Tyberiusza, więc nic dziwnego, że milczeli. A Kaligula już wiedział, że jako cesarz może uprawiać seks z każdym, kto mu się spodoba, i gdzie mu się spodoba - nie zważając na to, co o takim zachowaniu sądzą inni77.
Warto zauważyć celowe okrucieństwo Kaliguli, bo będzie charakterystyczną cechą jego panowania. Cesarz nie tylko miał stosunki seksualne z żonami senatorów (bo mógł), ale wróciwszy potem do sali, opowiadał ich mężom ze szczegółami o tych aktach i wyliczał niedoskonałości partnerek, co było dodatkowym upokorzeniem.
To okrucieństwo, to bawienie się ludźmi, których powinien traktować jak najbliższych współpracowników, ujawnia się też w innej niezwykłej anegdocie: "Tańczył nieraz także nocą. Raz nawet wezwano trzech byłych konsulów na Palatyn o drugiej zmianie warty. Spodziewali się po tym wezwaniu wiele złego, nawet rzeczy najgorszych. Tymczasem Kaligula umieścił ich na estradzie i nagle wśród ogłuszającego hałasu fletni i rytmicznego przytupywania drewnianych sandałów orkiestrantów wyskoczył na scenę w płaszczu i w tunice do stóp, wykonał taniec przy wtórze śpiewu i znikł"78.
Terror i okrucieństwo stanowiły dla Kaliguli część jego pracy, ale stosował je ze szczególnym zuchwalstwem - przyprawiając upokorzeniem. Był pewien ekwita, który głośno zaklinał się, że jest niewinny, gdy wydano go na pastwę dzikich zwierząt. Cesarz uratował go przed zwierzętami, kazał uciąć mu język i wrzucić z powrotem do klatki. Pewnego nadzorcę w koszarach gladiatorów bito łańcuchami ku uciesze cesarza. Podobno trwało to przez kilka dni, aż biedakowi rozbito głowę i postradał zmysły. Dopiero wtedy Kaligula kazał go dobić, ale nie z cesarskiego miłosierdzia, tylko dlatego, że smród zmaltretowanego człowieka go brzydził.
W innych sytuacjach przerażał szyderczym traktowaniem ludzi, których kazał stracić, i ocalałych członków ich rodzin: "Zmuszał rodziców, aby byli obecni przy śmierci synów. Po jednego z ojców, gdy wymawiał się złym stanem zdrowia, przysłał lektykę. Drugiego wprost z oględzin egzekucji zaprosił na ucztę do siebie i wszelkimi uprzejmościami pobudzał do wesołości i żartów"79. To lubowanie się w śmierci było charakterystyczną cechą jego panowania. Zwykł otwarcie narzekać, że za jego rządów nie doszło do żadnych masowych katastrof (choć jego współcześni mogliby stwierdzić - gdyby się odważyli - że sam Kaligula był jedną wielką katastrofą), i tęsknił za taką straszną wojenną klęską jak masakra trzech legionów Kwintyliusza Varusa w Germanii za panowania Augusta80. Ale mogłyby to być też głód albo trzęsienie ziemi.
Kaligula miał podobno powiedzieć: "Niech mnie nienawidzą, byleby się mnie bali". Innym razem zawołał ponoć: "Oby lud rzymski jeden miał tylko kark!"81 - bo wówczas mógłby jako cesarz ściąć wszystkich za jednym razem. Kaligula miał nad ludźmi władzę i używał jej, by się dobrze zabawić.
Wraz z ograniczeniem do minimum, jeśli nie do zera, ustawodawczej władzy senatu Kaligula zaczął wierzyć, że ma nadludzkie przymioty. "Odtąd zaczął sobie przypisywać majestat boski"82. Zbudował świątynię poświęconą jego czci, gdzie stał jego posąg naturalnej wielkości ubrany w szaty noszone aktualnie przez cesarza. O mało nie wywołał wojny w Judei, żądając, by w świątyni jerozolimskiej stanął jego posąg, któremu miano oddawać hołd. Ubierał się nawet w sceniczne kostiumy jakiegoś boga czy którejś bogini, co musi zastanawiać, bo Kaligula był podobno tak owłosiony na całym ciele, że przezywano go kozłem.
Wspomniałam już o okrucieństwie Kaliguli, jego skłonności do upokarzania ludzi i wierze we własną boskość. A co z seksualnymi wybrykami ukazanymi w filmie z 1979 roku? Już, już... bo jak powiedział Swetoniusz w swej starożytnej wersji clickbait, Kaligula "nie oszczędzał ani swojej, ani cudzej wstydliwości83.
GWAŁCENIE TABU
Jak we wszystkim, Kaligula wciąż testował granice, które mógł przekroczyć w sferze seksu. Kobiety, które wybierał, należały do elity - urodziły się jako wolne i były zamężne, co stanowiło złamanie tabu. Lecz było to tylko jedno z wielu pogwałceń tego typu zakazów.
Homoseksualizm, czyli pociąg seksualny do osób tej samej płci, nie był w Rzymie problemem. W łacinie nie istniały słowa na określenie stosunków homo- czy heteroseksualnych. Nie znaczy to jednak, że akty pomiędzy osobami tej samej płci były całkowicie akceptowalne. Na homoseksualność bowiem patrzono inaczej niż dziś.
Rzymskie obyczaje zakładały, że należący do elity Rzymianin powinien zawsze penetrować, a nie być penetrowany. Wynika z tego jasno, kto mógł być jego seksualnym partnerem: oczywiście nie inny Rzymianin z elity, bo oznaczałoby to, że jeden z nich musiałby być penetrowany. A o tym, że było to istotne tabu, świadczy mnogość oskarżeń tego rodzaju pod adresem polityków, mających zrujnować im reputację84. Akceptowalny partner seksualny musiał mieć niższy status niż Rzymianin z elity; mógł być na przykład niewolnikiem albo wyzwoleńcem (byłym niewolnikiem). Jak zauważył Seneka, seksualna pasywność w przypadku wolno urodzonego mężczyzny jest przestępstwem, w przypadku niewolnika - koniecznością, a wyzwoleńca - powinnością85.
Wśród odnotowanych partnerów Kaliguli był aktor Mnester. Aktorzy zajmowali ciekawą pozycję w rzymskim społeczeństwie - czczono ich i uwielbiano, a zarazem gardzono nimi i traktowano jak najgorszą warstwę z najgorszych. Publiczność do tego stopnia kochała aktorów, że dochodziło do bijatyk między rywalizującymi gangami ich wielbicieli. Gdy te potyczki urastały do groźnych rozmiarów, zarówno gangi wielbicieli, jak i samych aktorów wyrzucano z Rzymu. Doszło do tego za panowania Nerona, co nie było całkiem w porządku, gdyż sam cesarz był uczestnikiem takich incydentów. "Podczas dnia nieraz przyjeżdżał potajemnie w lektyce do teatru i ze swej loży na proscenium brał udział w burzliwej ocenie gry pantomimistów jako widz; sam dawał do niej sygnał. Gdy raz doszło do walki ręcznej i powierzono rozstrzygnięcie kamieniom i połamanym deskom siedzeń, rzucał wiele pocisków na publiczność, zranił w głowę pretora"86. Aktorzy mieli też wielbicielki, można powiedzieć "fanki". Juwenalis opisał, jak to wyglądało:
Kiedy giętki Batyllus tańczy rolę Ledy,
Czuje niemoc w pęcherzu Tukcja, piszczy wtedy
Appula jakby w nagłym objęciu (...)87
Mnester też miał później sławną fankę, cesarzową Messalinę, żonę Klaudiusza, następcy Kaliguli, i jedną z najbardziej znanych starożytnych Rzymianek. Była nim tak zauroczona, że zamówiła jego rzeźbę z brązu, którą trzymała w prywatnych apartamentach88. Ale wielbienie rzeźby szybko jej się znudziło i zapragnęła prawdziwego Mnestera z krwi i kości. Postanowiła więc go uwieść w dość powieściowy sposób, o czym w księdze sześćdziesiątej swojej Historii rzymskiej pisze Kasjusz Dion Kokcejanus. Messalina była w Mnesterze szaleńczo zakochana, a ponieważ nie mogła go nakłonić ani obietnicą, ani groźbą, by jej uległ, poprosiła męża, by rozkazał mu się stawić i wypełnić wszelkie jej polecenia. No tak, jeśli zawiodą wszystkie sposoby, by zaciągnąć faceta do łóżka, nie ma to jak poprosić męża, by rozkazał mu spełnić twój każdy kaprys. Romantyczne jak cholera.
Aktorzy mogli być popularni, ale należeli do klasy zwanej infames, czyli osób bytujących na samym dnie rzymskiego społeczeństwa. Infames nie mieli praw wynikających z rzymskiego obywatelstwa - takich jak ochrona przed karami cielesnymi - nie mogli też piastować publicznych urzędów, składać pozwów w sprawach kryminalnych ani występować w charakterze świadków w procesach. Żaden obywatel nie mógł zawrzeć małżeństwa z członkiem klasy infames, a w przypadku patrycjuszy dotyczyło to również dzieci i wnuków infames.
Infamia nie była stanem permanentnym. Mogła być zasądzona jako kara i zdjęta, gdy uznano, że skazany odcierpiał już wystarczająco na społecznym dnie. Ale infamią obejmowano na ogół z racji wykonywanej profesji; do tej klasy zaliczano generalnie aktorów, gladiatorów i prostytutki. Kontakty z człowiekiem należącym do infames były złamaniem tabu i kilku praw - jeśli nie zachowało się ostrożności. W rezultacie osoby te otaczała aura zakazanego owocu, któremu nie mógł się oprzeć nawet Marek Antoniusz, który miał długotrwały romans ze sławną aktorką Cytheris. Juwenalis natomiast pozostawił opowieść o dobrze urodzonej Eppi, która złamała wszelkie zasady i zadawała się z gladiatorem.
Romans Kaliguli z Mnesterem układałby się wedle dobrze znanego wzoru - oczywiście pod warunkiem, że to cesarz byłby dominującym, penetrującym partnerem. Ale publiczne demonstrowanie tej zażyłości bywało kłopotliwe dla świadków: "Mnestera, aktora pantomimy, całował w czasie samego przedstawienia. Jeśli ktoś w chwili jego występu tanecznego wywołał choćby najlżejszy szmer, kazał go ściągnąć z miejsca i własnoręcznie siekł rózgami"89.
Wracamy tu do rzymskiej cnoty umiaru, tej granicy, której żaden prawy Rzymianin nie powinien przekraczać. Można było romansować z aktorem, ale nie należało się z tym afiszować, gdyż groziło to stanięciem po niewłaściwej stronie owej granicy. Związek Kaliguli z Mnesterem był częściowo akceptowany, choć wielu zazdrościło pozycji aktorowi, bo cesarz obdarzał go rangą, honorami i przywilejami, które wielu arystokratom przeszły koło nosa. Każdy chciał być blisko cesarza i korzystać z jego szczodrobliwości.
Ale jednym ze swych związków homoseksualnych Kaligula wyraźnie przekroczył granicę tego, co uważano za stosowne w sypialni: "Waleriusz Katullus, młodzieniec z rodziny konsularnej, na cały głos wykrzykiwał, że musiał oddać się Kaliguli i że boki ma już obolałe od tego stosunku"90.
Do trudnych do zaakceptowania zachowań seksualnych należało również kazirodztwo, którego Kaligula dopuszczał się podobno ze wszystkimi trzema siostrami już we wczesnej młodości. Wspomnijmy tu też o czterech żonach - a żadna z nich nie doczekała trzeciej rocznicy ślubu. Swoją drugą żonę, Liwię Orestyllę, poderwał w dniu jej zaślubin z innym mężczyzną: "Oto na przykład zaślubiny Liwii Orestylli z G. Pizonem zaszczycił wprawdzie swą obecnością, lecz rozkazał odprowadzić ją do siebie. W kilka dni zaledwie porzucił"91. Wszystko to wyglądało jak kpiny z praw Augusta dotyczących moralności i zmierzających do nadania małżeństwom statusu permanentnego.
Tak jak w sprawach seksu Kaligula nie znał też miary w umiłowaniu luksusu i w wydatkach. Wspomnieliśmy już, że potrafił być hojny dla ludu rzymskiego, ale był również niezwykle szczodry dla samego siebie. "Rozmiarami rozrzutności przeszedł wszystkich marnotrawców. Wymyślił nowy rodzaj łaźni, najdziwaczniejsze rodzaje potraw i posiłków. Kąpał się w ciepłych i zimnych wonnościach. Pijał najcenniejsze perły, rozpuszczone w occie. Biesiadnikom przy nakryciu kładł chleb i zakąski ze złota, powtarzając, że "albo musi być sknerą, albo Cezarem""92.
Powinniśmy się teraz na chwilę zatrzymać, by docenić to, co Swetoniusz nazywa rozrzutnością, bo założę się, że nikt z nas nie marzył nawet o jedzeniu złota. A tak na marginesie, na wypadek gdyby ktoś z was wygrał w totka, to zdradzę, że perły nie rozpuszczają się w occie. Lepiej więc wydajcie swoją fortunę na kanapkę z szynką na chlebie z płatkami złota i nieziemsko relaksującą kąpiel w Chanel N? 5.
Takie ekstrawagancje były jednak tylko czubkiem góry lodowej. Tyberiusz, zawsze rozważny i oszczędny administrator, pozostawił skarbiec państwowy pękający od dwustu siedemdziesięciu milionów sesterców. Zdumiewające, ale wszystko to rozeszło się w rok i Kaligula wreszcie odkrył, że rozrzutność, jedna z przyjemności bycia cesarzem, ma swoje granice.
Kaligula potrafił myśleć nieszablonowo. Dotyczyło to nie tylko nowych sposobów upokarzania senatu czy kolejnych skandali seksualnych. Był cesarzem i miał pomysły, które bez wahania wprowadzał w życie. Kiedy potrzebował pieniędzy, wpadał na sprytne sposoby wzbogacania się takie jak ten: "Unieważniał jakoby za niewdzięczność testamenty najpoważniejszych centurionów, zmarłych od początku panowania Tyberiusza, którzy nie wyznaczyli spadkobiercami ani jego, ani Tyberiusza"93. Uzyskane tak dobra przejmował. Sztuczka przyniosła znakomity efekt, bo przerażeni ludzie masowo zmieniali swe testamenty, by cesarza wpisać do grona spadkobierców. A Kaligula nie mógł się już doczekać tych spadków, bo brakowało mu na chleb ze złotem do kanapek z bekonem. "Nazywając ich z przekąsem figlarzami za to, że po wyznaczeniu spadkobierców ociągają się ze śmiercią, niejednemu posłał zatrute smakołyki94.
Po zmuszeniu poddanych do zapisów testamentowych na jego korzyść, a potem zabiciu ich, by szybciej przejąć ich spadek, oraz sprzedaży wielu sprzętów i wywindowaniu podatków Kaligula wpadł na kolejny pomysł dochodowego interesu: w swoim pałacu otworzył burdel, ale nie byle jaki - prostytucji oddawały się w nim rzymskie matrony i wolno urodzona młodzież. To był kolejny upadek Kaliguli, bo osoby te były chronione prawem stuprum, co ogólnie można przetłumaczyć jako "haniebny akt". I choć nie mamy pełnej listy czynów uznawanych za haniebne, możemy założyć, że chodziło o napaści seksualne, zaczepianie dziewiczych westalek, a już na pewno o zmuszanie dobrze urodzonych rzymskich kobiet i młodzieży do świadczenia usług seksualnych w burdelu założonym w pałacu cezarów. Kaligula robił sobie kpiny z rzymskiego poczucia przyzwoitości, a przy okazji łamał wiele praw.
KALIGULA NA WOJNIE
Jest w Swetoniuszowskim arsenale obrzucania błotem anegdota, która przebija wszystkie przytoczone wcześniej. Ta historia bywa przywoływana najczęściej jako dowód, że Kaligula nie tylko był sadystą, ale też chorował psychicznie. Opowiada o tym, co się stało, gdy cesarz postanowił zrobić to, co robili wszyscy dobrzy Rzymianie od samego założenia miasta - stoczyć wojnę.
Wyruszył w tym celu do Germanii, ale kampania ta była farsą od początku do końca, bo nie było z kim walczyć. "Wkrótce wobec braku podstawy do dalszej wojny kazał kilku Germanom ze swej straży przybocznej przeprawić się za Ren i tam się ukryć oraz polecił, aby po śniadaniu oznajmiono mu z jak największym zgiełkiem o zbliżaniu się wroga. Gdy tak się stało, pomknął z przyjaciółmi i grupą konnicy pretorianów do najbliższego lasu, powycinał trochę drzew i przybrawszy je na kształt trofeów zwycięskich, powrócił nocą przy pochodniach"95. Kaligula nie chciał jednak skończyć tej zabawy w wojnę i postanowił zaatakować zimną, mokrą i posępną wyspę Brytanię. Uszykowawszy wojska na brzegu kanału, wstał i dał rozkaz. Z tym że nie był to rozkaz, by wsiadać do łodzi i ruszyć za morze, tylko... by żołnierze poszli na plażę i nazbierali jak najwięcej muszelek. Tak też zrobili. Gdy zebrali już pryzmę muszli, Kaligula obwieścił zwycięstwo i zaczął kontemplować wspaniałość swego triumfu.
Nie wiemy, co o tym myśleli żołnierze. Fakt, że zmuszono ich do zbierania na plaży muszelek, jakby byli dziećmi, zapewne obrażał legionistów i nie widzieli w tym nic zabawnego. Oznacza to, że i żołnierzy musimy dodać do listy ludzi, których Kaligula z wysoka i serdecznie olewał.
ŚMIERĆ CESARZA
Taki był Kaligula, cesarz, który lubował się w torturach, bawił się śmiercią, upokarzał senatorów, trwonił zawartość państwowego skarbca, by zaspokoić swą manię wielkości, i brał udział w seksualnych ekscesach, które w Rzymie były zarówno nieobyczajne, jak i uznawane za przestępstwo. Cesarz, który wierzył, że jest nie tylko królem, ale i żyjącym bogiem. W tej sytuacji trudno się dziwić, że kres jego panowaniu położyło brutalne morderstwo.
Zaskakujące w zabójstwie Kaliguli jest to, że doszło do niego nie z tych powodów, których można by się spodziewać. Cesarza nie zabił również żaden wiedziony szczytnymi intencjami niesłychanie odważny człowiek, który sięgnął po taki ostateczny środek, by ocalić Rzym przed szalonym władcą, niszczącym wszystko, czego się tknie. Nie, Kaligula został zamordowany, bo naśmiewał się z czyjegoś głosu. Dokładnie: głosu Kasjusza Cherei, trybuna wojskowego pretorianów. "(...) Gajus miał zwyczaj piętnować tego starszego już oficera przezwiskiem niedołęgi i baby, obrzucając wszelkimi obelgami. Gdy ten pytał o hasło, dawał: "Priapa" lub "Wenerę". Gdy dziękował mu za coś, podawał dłoń do pocałowania, nadając jej sprośny kształt i ruch"96.
Jak na taki czyn powód był dość małostkowy. Ale jeśli przyjrzymy się wszystkim słynnym zabójstwom w dziejach Rzymu, to się okaże, że za wspaniałymi, szlachetnymi porywami kryły się zwykle jakieś osobiste urazy. Brutus i Kasjusz mogli się głosić wyzwolicielami i odnowicielami republiki, gdy zabijali Juliusza Cezara, ale u podstaw ich działań leżały urażone uczucia i upokorzenie po publicznym przebaczeniu im przez Cezara udziału w wojnie domowej po stronie Pompejusza. A Kasjuszowi Cezar zabrał w dodatku lwy: Kasjusz nienawidził władcy, a wśród innych zarzutów mu stawianych było to, że zabrał mu kilka lwów, które Kasjusz sprowadził, gdy miał zostać edylem97. Poza tym Cezar przez lata zadawał się z matką Brutusa. I z takich drobnych żołędzi - ukradzionych lwów i sypiania z matką - wyrósł wielki dąb nienawiści, zazdrości i resentymentu. W Kasjuszu Cherei też urosło takie wielkie drzewo i widział już tylko jeden sposób, by je ściąć - mord na cesarzu.
Gdy jego dręczyciel przechodził krytą galerią pałacową w drodze do teatru, "Cherea z tyłu w kark ugodził go śmiertelnie mieczem, wołając: "Bij!""98. Inni się przyłączyli i doszło do krwawej jatki: "Reszta spiskowców dobiła go trzydziestoma ciosami. Mianowicie hasło wszystkich brzmiało: "Powtórz". Niektórzy wbili żelazo nawet w organy męskie. Na pierwszy odgłos walki zbiegli się na pomoc tragarze lektyki z drągami oraz przyboczna gwardia germańska i położyli trupem niektórych spośród morderców, nawet kilku niewtajemniczonych senatorów"99.
Taki był koniec cesarza Gajusza vel Kaliguli vel Bucika. Ale zanim zaczniemy opowiadać o następnym najgorszym cesarzu, wyobrażając sobie, że gorszego od Kaliguli być już nie mogło, powinniśmy może poruszyć kwestię, którą każdy podnosi w przypadku Kaliguli: czy był szaleńcem, potworem, a może należałoby go nazwać jeszcze inaczej?
DEMENTI
Kiedy w 1976 roku zaczęto kręcić we Włoszech film oparty na wątkach z biografii Kaliguli, prasa zwracała uwagę na szczególną dbałość, z jaką reżyser i scenografowie starali się odtworzyć świat starożytnego Rzymu. "Wszystkie kostiumy, czy to arystokratów, czy chłopów, w tym wiązane sandały, pasy, klamry, naszyjniki, wymyślne fryzury i zdobienia, były wykonane ręcznie"100. W filmie wykorzystano 3492 kostiumy, w tym dwa tysiące par wojskowych sandałów. Ta dbałość o detale widoczna była również w przygotowaniu sześćdziesięciu czterech elementów dekoracji wnętrz wykorzystanych w filmie, w tym "wyłożonej płatkami złota łodzi, długiej na sto sześćdziesiąt stóp i wysokiej na trzydzieści stóp, udekorowanej ponad stu misternie zaprojektowanymi rzeźbami i wyposażonej w sto dwadzieścia wioseł"101. Ekipę stanowił kwiat talentów aktorskich: Malcolm McDowell, Helen Mirren, John Gielgud i Peter O'Toole. Nie wspominając już o tysiącach statystów zatrudnionych, by w pełni ukazać skalę i wspaniałość cesarskiego Rzymu. Autorem scenariusza był Gore Vidal. Film przyciągał jak magnes. W Kaligulę wpompowano siedemnaście i pół miliona dolarów, więc powinien być barwną i fascynującą podróżą do psyche najgorszego cesarza rzymskiego, odkrywającą tajemnice władzy i niszczącego wpływu politycznej zgnilizny. Ale Kaligula nie jest filmem fascynującym. Jest raczej, jak napisał krytyk Roger Ebert, "odrażającym, całkowicie bezwartościowym i żałosnym śmieciem"102. Tak złym, że reżyser, scenarzysta i cała obsada, poza Johnem Gielgudem, próbowali się od niego odciąć. I zapewne od razu zwolnili swoich agentów. Cóż tak strasznego stało się z projektem, w który zaangażowano takie talenty i pieniądze?
Zaskakująca odpowiedź prowadzi do magazynu "Penthouse", który wybulił na to przedsięwzięcie owe siedemnaście i pół miliona dolarów. Otóż mający decydujące słowo Bob Guccione z "Penthouse'a" obejrzał materiał nakręcony przez reżysera Tinto Brassa i stwierdził, że brakuje w nim jednej rzeczy: seksu. Tak się składało, że dysponował środkami, by wypełnić ten brak modelkami i modelami z "Penthouse'a". Nie poinformował jednak o tym ani reżysera, ani scenarzysty, ani też obsady aktorskiej. Zrobił tak zapewne dlatego, że słusznie podejrzewał, iż nie będą zachwyceni jego pomysłem. W rezultacie powstał film, który w dziewięćdziesięciu procentach należy do gatunku soft porno, a tylko w dziesięciu ma coś wspólnego z rzymskim cesarzem - tak mi się wydaje, choć w tym natłoku golizny trudno o dokładną ocenę.
Kaligula był klapą na niebywałą skalę, a ekipa naraziła się ponadto na kłopoty z cenzurą obyczajową różnych krajów. W Bostonie wezwano jako ekspertów seksuologa i szanowanego naukowca z zakresu literatury renesansowej, by poświadczyli przed sądem, że film ma wartość artystyczną, a zatem nie może być uznany prawnie za obsceniczny103. Sędzia, który zapewne musiał obejrzeć Kaligulę przed procesem, w podsumowaniu sprawy stwierdził, że nie mieli racji, a film nie przedstawiał żadnej wartości "literackiej, artystycznej ani naukowej". Nie powiedział jednak wprost, że jest obsceniczny, tylko umieścił go gdzieś pomiędzy graficznym obrazem seksu i przemocy a swego rodzaju politycznym komentarzem - co pod względem prawnym ocaliło Kaligulę przed bezpośrednim zakazem rozpowszechniania104.
W Wielkiej Brytanii dopiero od 2008 roku można oglądać pełną wersję filmu, choć niewielu jest chętnych na zobaczenie tych dodatkowych minut. Jak napisał krytyk filmowy "Guardiana" Peter Bradshaw, niektórych kapsuł czasu lepiej nie otwierać105.
Trzeba jednak przyznać, że John Gielgud był w tym filmie zakochany. Malcolm McDowell zdradził: "Dobrze pamiętam jego pierwszy dzień na planie. Spytał mnie, czy skończyłem. Powiedziałem, że nie, a on na to: "Mój drogi, to absolutnie cudowne. W życiu nie widziałem tylu kutasów""106.
W tym kontekście nie da się nie pomyśleć o relacji Swetoniusza, podobnie napompowanej seksualną rozwiązłością, która tak zraziła brytyjskich cenzorów. Film z 1979 roku mocno czerpie z twórczości tego rzymskiego historyka, odtwarzając sceny z jego relacji, łącznie z kazirodztwem. Czy Swetoniusz był starożytnym odpowiednikiem Boba Guccionego? Czy przedstawiając panowanie Gajusza, uznał, że trzeba je wzbogacić o większą dawkę seksu, większą dawkę przemocy, większą dawkę wszystkiego? Czy w istocie zrobił z historii pornografię? Istnieją pewne poszlaki, że mogło tak być.
Nasze źródła niewiele mówią na temat panowania Kaliguli. Oprócz Swetoniusza, który spisał swoją wersję zdarzeń ponad sześćdziesiąt lat po śmierci cesarza, możemy opierać się na Kasjuszu Dionie, który pozostawił nam świadectwo podobnie szczegółowe, ale powstałe prawie dwieście lat po tych wydarzeniach. Relacja Tacyta niestety przepadła, co jest wielką stratą, gdyż wzmianki o Kaliguli zawarte w innych jego dziełach sugerują, że byłoby to źródło o pierwszorzędnym znaczeniu.
W literaturze rzymskiej Kaligulę wspomina filozof Seneka, współczesny cesarzowi. Żydowski historyk Józef Flawiusz (urodzony w 37 roku, a zmarły około roku 94), autor Wojny żydowskiej, mówiącej o trudnych relacjach pomiędzy Rzymem a Judeą, poświęca kilka fragmentów tego dzieła osobistemu wkładowi Kaliguli. Bucik bowiem zdecydował, że w najważniejszym dla Żydów miejscu, świątyni jerozolimskiej, brakuje jego posągu: "Obłęd Gajusza wyrażał się nie tylko w gwałtach, popełnianych w stosunku do Żydów mieszkających w Jerozolimie i w jej okolicy; odczuły go także wszystkie kraje i morza, jak daleko sięgało państwo rzymskie, na które sprowadził niezliczone cierpienia, o jakich przedtem świat nie słyszał"107. Wyrażenie "o jakich przedtem świat nie słyszał" wskazuje jednak na baśniowy sposób opisywania reżimu Kaliguli przez Flawiusza. Inny historyk żydowski, Filon z Aleksandrii, spotkał się rzeczywiście z Kaligulą, gdy przybył w poselstwie do cesarza, by rozwiązać spór o kult jego posągów.
We wspomnianych źródłach znajdziemy niewiele - w porównaniu ze Swetoniuszem - szczegółów na temat panowania Kaliguli, ale informacje te pochodzą od ludzi, którzy znali cesarza osobiście albo żyli w jego czasach, więc mogą nam pomóc w odpowiedzi na pytanie, czy Swetoniusz nie zaprawił zanadto seksem swojej biografii.
Zacznijmy od kwestii kazirodczych stosunków Kaliguli z jego trzema siostrami, która pojawia się po raz pierwszy u Swetoniusza, a próżno jej szukać u Józefa, Seneki i Filona z Aleksandrii. Relacja Tacyta może być dla nas stracona, ale możemy wydedukować, że nie wspominał o kazirodztwie w rozdziale o panowaniu Kaliguli, biorąc pod uwagę, ile miejsca poświęcił niszczeniu pamięci o Agrypinie Młodszej - bez zrzucenia przy tym prawdziwej bomby atomowej, która by jej reputację zupełnie pogrążyła. Jest to szczególnie godne odnotowania, gdyż miał doskonałą okazję, by zadać taki morderczy cios, opisując, jak Agrypina została cesarzową Rzymu: "(...) często odwiedzając stryja pod pozorem pokrewieństwa, tak go uwiodła, że przed wszystkimi innymi miała pierwszeństwo i nie będąc jeszcze żoną - już posiadała władzę żony"108.
Tak, to prawda, że Agrypina uwiodła własnego stryja i za niego wyszła. Można by ten czyn uznać za kazirodztwo, gdyby nie to, że Klaudiusz zmienił prawo, by pozwolić na małżeństwa pomiędzy stryjem i bratanicą, co moglibyśmy uznać za niesmaczne nadużycie władzy. Dla Tacyta byłby to znakomity pretekst, by wypomnieć Agrypinie seks z bratem - ale nic takiego nie następuje, choć o uwiedzeniu stryja jak najbardziej wspomina. Myślę więc, że nie było o tym wzmianki również w rozdziale o Kaliguli. Dlaczego? Na pewno nie ze skromności czy chęci udowodnienia, że jest ponad takimi plotkami. Nie wahał się bowiem Tacyt przytaczać skandalizujących szczegółów z życia poprzedniczki Agrypiny na stanowisku cesarzowej - Messaliny: "A Messalina bardziej niż kiedykolwiek w zbytkach wyuzdana, gdy jesień swą pełnię osiągnęła, urządza w pałacu scenę winobrania: tłoczą prasy, w kadziach przelewa się wino. Kobiety przepasane skórami podskakiwały przy tym jak składające ofiarę albo szalejące bachantki; ona sama z rozpuszczonymi włosami i potrząsająca tyrsem"109. Możemy się stąd domyślać, że Tacyt nie wspomina o kazirodczym związku Agrypiny i Kaliguli, bo nic o tym po prostu nie słyszał. Dopiero później Agrypinę oskarżono o seksualne kontakty z bratem. Nie twierdzę, że Swetoniusz całą sprawę wymyślił, ale z pewnością rozpowszechnił tę plotkę i pomógł jej stać się "faktem" z życia Kaliguli.
Inne Swetoniuszowe "fakty" są podobnie wątpliwe. Weźmy kwestię wiary Kaliguli we własną boskość. Według Swetoniusza cesarz upierał się, by ludzie nazywali go bogiem. Ale takie jego określenie nie pojawia się na monetach z czasów jego panowania ani w żadnych zachowanych inskrypcjach. Czy to nie dziwne? Czyżby następny wymysł? A może wyolbrzymienie, bo ostatecznie kult cesarza był ogólnie przyjętą częścią rzymskiej religii. Ta idolatria wywoływała pewne zakłopotanie u poprzednika Kaliguli, Tyberiusza, który nie zgodził się na wybudowanie w Hiszpanii świątyni dedykowanej jego kultowi. Na podobny wniosek z Grecji Tyberiusz odpowiedział: "Osobiście satysfakcjonują mnie skromniejsze godności, takie jak przynależność do ludzi"110.
Tyberiusz czuł się nieswojo, będąc czczonym jak bóg, jego poprzednik, August, podobnie, ale czynił pod tym względem ważne rozróżnienie ze względów geograficzno-kulturowych. W prowincjach wschodnich "pozwolił tym, których miał za Hellenów, konsekrować przybytki ku swojej czci, Azjatom na posiadanie własnych w Pergamonie, a Bityńczykom w Nikomedii"111. Takie decyzje dotyczyły jednak ziem oddalonych od Rzymu, gdyż wspaniałe wielkie świątynie służące kultowi Augusta ukazywałyby dobitnie, jak daleki od prawdy był pielęgnowany przez cesarza wizerunek "zwykłego pierwszego obywatela".
Do takiego świata, w którym cesarze byli czczeni jak bogowie (nawet jeśli twierdzili, że im to nie odpowiada), wszedł Kaligula. W tym kontekście wzniesienie świątyni dedykowanej samemu sobie nie było niczym nadzwyczajnym - choć nie na samej italskiej ziemi. Może wyolbrzymianie konsekwencji tej decyzji przerodziło się w opinię, jakoby Kaligula sam wierzył w swoją boskość.
W relacji Swetoniusza są ewidentne luki, ale wprowadzanie przez niego anegdot za pomocą zwrotów w rodzaju "uważano, że", "niektórzy autorzy twierdzą", "inni piszą, że" albo "mówią, że zrobił" to czy tamto, ma sugerować opieranie się na cudzych opiniach. Nie dyskredytuje to Swetoniusza jako biografa. Jako sekretarz kancelarii cesarskiej Hadriana miał przecież dostęp do prywatnych papierów cesarzy, o których pisał, i korzystał z niego, cytując obficie fragmenty korespondencji Augusta na poparcie swoich poglądów. Wkrótce jednak po ukończeniu biografii Tyberiusza został zwolniony ze stanowiska za "zbyt swobodne przestawanie z cesarzową Sabiną". To zastanawiające. Tym bardziej że z tego samego powodu został zdegradowany wraz ze Swetoniuszem prefekt pretorianów Clarus112.
O ile jednak Roczniki i Dzieje Tacyta są epicką (i wartą przytaczania) rozprawą z demoralizującym wpływem władzy cesarskiej na państwo i rzymskiego ducha, o tyle cel Swetoniusza jest inny, choć nie mniej wzniosły. Jego biografie są traktatami o znaczeniu virtus (lub jej braku) w życiu człowieka, dlatego Swetoniusz nie trzyma się ściśle porządku chronologicznego, lecz organizuje je raczej tematycznie, co daje czytelnikowi znakomitą okazję do oceny poszczególnych cesarzy. Jest to też bardzo wygodne dla kogoś, kto pisze książkę zatytułowaną Najgorsi cesarze starożytnego Rzymu, bo Swetoniusz zestawia wszystkie najgorsze cechy władców - i między innymi z tego powodu tak go uwielbiam.
Zgodnie bowiem z duchem rzymskiej polityki należało obrzucić oponenta jak największą porcją błota w nadziei, że coś z tego się do niego przyklei. Jednocześnie pod rządami despotycznego władcy trzeba było mocno uważać, co się mówi, bo inaczej groził publiczny proces, nierzadko kończący się wygnaniem albo egzekucją. Ale gdy taki despotyczny cesarz już odszedł, można było sobie pofolgować - i wtedy ruszała lawina opowieści typu: "pamiętam, jak zrobił to czy tamto". Trudno się dziwić, że w takich historiach pojawiało się zwykle nieco przesady, a przy każdym powtórzeniu nabierały one silniejszych barw i obrastały w skandalizujące szczegóły. Swetoniusz jest naczelnym kustoszem tych historii i winniśmy mu za to wdzięczność. Owszem, niektóre z biografii jego autorstwa zawierają wątpliwe zdarzenia - ale i tak mówią nam dużo o tym, co starożytni Rzymianie myśleli o Kaliguli. Miał taką, a nie inną reputację i jeśli nawet z biegiem czasu coraz trudniej było uwierzyć w pewne sytuacje czy wręcz można je było uznać za bzdury, to tkwiło w nich ziarno prawdy. Panuje bowiem powszechna zgoda co do prawdziwości niektórych ekscesów Kaliguli - potwierdzają je inne źródła niż Swetoniusz, w tym naoczni świadkowie jak Filon z Aleksandrii. Poza tym ofiary wybryków Kaliguli należały do tej samej klasy co historycy - czyli do klasy senatorskiej.
CESARZ SZALENIEC?
Oto jest pytanie, na które chcą odpowiedzieć autorzy wszystkich biografii i filmów dokumentalnych: czy cesarz był psychicznie niezrównoważony? My też o to zapytamy, choć może niepotrzebnie, bo Kaligula ma na koncie dość wybryków i zbrodni, by zdobyć tytuł najgorszego cesarza niezależnie od tego, czy miał problemy psychiczne, czy w stu procentach był świadom swych czynów.
Jak już wspomniałam, ludzie, którym Kaligula wyrządził krzywdy, "o jakich przedtem świat nie słyszał" - by użyć barwnego określenia Józefa - należeli do patrycjuszy i ekwitów, tak jak Tacyt i Swetoniusz oraz wszyscy ich informatorzy. Utrzymywanie dobrych nastrojów wśród tych warstw społecznych było częścią programu Augusta, "jak być dobrym cesarzem". Zawartych w tym programie punktów należało przestrzegać, jeśli się chciało: (a) zachować długie i wolne od lęku przed gwałtowną śmiercią życie, (b) zostawić chwalebne dziedzictwo na długie lata po najspokojniejszym zejściu z tego świata, (c) zostać bogiem.
Kaligula rozmyślnie raz po raz i - trzeba to powiedzieć: z sadystycznym upodobaniem - atakował patrycjuszy i klasę ekwicką. Sypiał z ich żonami, zmuszał do robienia na swoją rzecz zapisów testamentowych, nakładał na nich upokarzające kary, a później otwarcie stwierdził, że jego koń Incitatus nadaje się lepiej na senatora niż oni. Lecz Incitatusowi nie dano szansy, by to potwierdził, więc sprawa pozostaje jednym z wielkich "a co, jeśli...?" historii.
Z senatorskiego punktu widzenia było to czyste szaleństwo, bo kto inny mógłby traktować ludzi o wysokim statusie i urodzeniu z taką pogardą, jakby byli warci nie więcej niż uliczni żebracy? Kto inny mógłby dopuszczać się takich sadystycznych aktów wobec tego szacownego gremium, jeśli nie szaleniec, który stracił poczucie rzeczywistości i nie wie, jak działa świat? Z naszych źródeł dobywa się skarga biednych, bezbronnych i niewinnych ofiar Kaliguli.
Przestańmy jednak pytać o to, j a k Kaligula traktował elity, a zadajmy pytanie istotniejsze i dające lepszy wgląd w sytuację: d l a c z e g o traktował je w ten sposób. W dłuższej perspektywie da to nam większą szansę na uzyskanie odpowiedzi na pytanie o stan zdrowia Kaliguli, gdyż jego ataki na patrycjuszy i ekwitów nie były tak bezmyślnie sadystyczne, jak chciały nam wmówić nasze źródła. "W tym szaleństwie jest metoda" - powiedział Szekspir. I w szaleństwie Kaliguli też była.
Panowanie Kaliguli nie zaczęło się od szaleństw, ale od wielkiej nadziei. Senat był wręcz zakochany w nowym cesarzu. Przypomnijmy sobie: Kaligula ogłosił, że nie ma czasu dla donosicieli, nie objął konsulatu (najwyższego urzędu w Rzymie), dając tym samym okazję senatorom do awansu na to zaszczytne stanowisko, ściągnął z powrotem do Rzymu senatorów wygnanych z miasta przez Tyberiusza. Przez pierwsze dwa lata jego panowania stosunki z patrycjuszami układały się znakomicie, a potem nagle się załamały. Dlaczego?
Wysuwane są trzy wytłumaczenia tej przemiany Kaliguli z wielkiej nadziei w potwora. Według pierwszego Kaligula po siedmiu zaledwie miesiącach panowania poczuł się źle. Wywołało to wybuch powszechnej rozpaczy. Za niedomagającego cesarza odmawiano modlitwy. Publiusz Afraniusz Potitus zaklinał się, że z radością odda życie za uzdrowienie młodego władcy. Inny obywatel zaofiarował się, że wystąpi na arenie jako gladiator, byleby cesarz uniknął śmierci. Najlepsza jest puenta tych deklaracji: otóż gdy Kaligula ozdrowiał, zmusił obu tych superlojalnych poddanych, by zrealizowali swe obietnice. "Zamiast pieniędzy, na które liczyli, oferując życie za cesarza, zostali zmuszeni do spełnienia swych zobowiązań, aby nie być uznanymi za krzywoprzysięzców"113.
Kaligula, który podźwignął się z owej niesprecyzowanej choroby, mocno się różnił od władcy rządzącego wcześniej - przynajmniej według niektórych źródeł. "Jakaś ciężka choroba zaatakowała Gajusza, który zmienił przez to sposób bycia"114 - zanotował Filon z Aleksandrii. Robert Graves w swej powieści Ja, Klaudiusz przedstawił to samo wydarzenie jako punkt zwrotny, od którego wszystko potoczyło się źle. I chociaż u Gravesa Kaligula jest potworem od urodzenia, odpowiedzialnym za śmierć ojca i utrzymującym kazirodcze stosunki z siostrami, to właśnie choroba zepchnęła cesarza w całkiem nowe wymiary szaleństwa. "On jest szalony. Zawsze taki był, ale teraz to gorzej niż szaleństwo - to opętanie"115.
Śmierć ulubionej siostry Kaliguli Druzylli w czerwcu 38 roku była kolejnym domniemanym momentem, gdy cesarza ogarnęło szaleństwo. Jest niewątpliwie prawdą, że Kaligulę dręczył żal po odejściu siostry. Urządził jej okazały publiczny pogrzeb i cały Rzym musiał ją opłakiwać wraz z cesarzem: "Po śmierci Druzylli ogłosił całkowite zawieszenie wszystkich sądów, w czasie którego za sprawę gardłową poczytywano: śmiać się, myć się, obiadować z rodzicami albo żoną lub dziećmi"116.
Te dwa punkty zwrotne - niesprecyzowana choroba mózgu i śmierć ukochanej siostry - stanowią wygodne wyjaśnienie zachowania Kaliguli: no cóż, spotkał go nieszczęśliwy wypadek, któremu nikt nie był winny i który zmienił zrównoważonego i kochanego cesarza w okrutnego potwora. Rozwiązaliśmy więc zagadkę i możemy przejść do następnego cesarza. Ale coś jeszcze zdarzyło się w początkach panowania Kaliguli, w roku 39, co może być bardziej wiarygodnym wyjaśnieniem późniejszych jego ekscesów.
NIE TAKIE NIEWINNE OFIARY?
Relacje z panowania Kaliguli pełne są bezkrytycznie przytaczanych aktów złośliwości wobec patrycjuszy. Tymczasem wśród nich oprócz takich płaszczących się pochlebców jak ci, którzy publicznie - w nieskrywanej nadziei na zysk - zapewniali o chęci ofiarowania swego życia w zamian za zdrowie cesarza, byli też tacy senatorowie jak Liwiusz Geminius, który otrzymał milion sesterców od Kaliguli za stwierdzenie, iż widział ukochaną siostrę cesarza Druzyllę "wstępującą do nieba i rozmawiającą z bogami"117. Wzruszające.
Z takimi ludźmi cesarz stykał się każdego dnia - deklarującymi dozgonną lojalność i miłość wobec władcy. Jakiego rodzaju komplementami obsypywano cesarzy, mówi nam epigram poety Marcjalisa, oddający jego uczucia do cesarza Domicjana:
Przypuśćmy, że wezwanie dwóch posłów przynosi:
Ten do Jowisza, tamten do Cezara prosi;
Dajmy, że niebo bliżej a Palatyn dalej,
I tak jeszcze odpowiedź tę by otrzymali:
"Niech z Jowiszem ucztuje, kto tu bogów nie ma:
Mnie na ziemi mój Jowisz skrępował i trzyma"118.
Taki oto był styl pochlebstw, kierowanych również w stronę młodego Kaliguli. Jak kochany musiał się czuć w tych wczesnych latach panowania i jak bardzo musiał być dotknięty, gdy odkrył, że wszystkie te miodopłynne słowa były tylko słowami. Słowami pochwały i miłości równie pustymi i bez znaczenia jak to zaklinanie się Publiusza Afraniusza Potitusa, że odda życie za jego ozdrowienie. W 39 roku bowiem doszło do dwóch prób obalenia cesarza przez senatorów, a w jedną z nich zamieszane były dwie siostry Kaliguli.
O pierwszym z tych spisków niewiele wiemy, a Kasjusz Dion potraktował go w swojej relacji marginalnie i aluzyjnie: "W tych i następnych dniach wielu najwybitniejszych ludzi zginęło z wyroków skazujących i wielu też innych, mniej znacznych, w walkach gladiatorskich"119. Musiała to być jakaś wielka czystka, ale Dion nie podaje niestety jej przyczyn. Jednak wzmianka o wyrokach skazujących dowodzi, że poprzedziły ją procesy sądowe. To zaś sugeruje, że doszło do jakiejś zbrodni. A jaki rodzaj zbrodni mogła popełnić wspólnie grupa najwybitniejszych ludzi? Nie chodziło raczej o kradzież sklepową. Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że doszło do spisku przeciw cesarzowi. Nic więcej nie da się wydedukować, bo Kasjusz Dion tego wątku nie rozwija.
Według Kasjusza Diona niedługo po tym tajemniczym wydarzeniu Kaligula wygłosił znamienną przemowę w senacie. Poświęcona była procesom o zdradę za panowania Tyberiusza, a dokładniej roli, jaką odegrali w nich sami senatorowie. "Zajął się oddzielnie każdym przypadkiem skazania na śmierć i starał się wykazać, tak przynajmniej się wydawało, że to senatorowie byli współodpowiedzialni za większość tych wyroków. Dowody, zaczerpnięte ponoć z dokumentów, które kiedyś rzekomo spalił, kazał odczytać cesarskim wyzwoleńcom"120.
Jak ci senatorowie musieli się kręcić na swoich miejscach, kiedy cesarz przypominał im ich postępki: udział w wydarzeniach, które później potępiali. Przypomniał im, jak potraktowali człowieka, który zniszczył własną rodzinę: "Sejana też najpierw wbiliście w pychę i zepsuliście go, a potem skazaliście na śmierć". I dodał: "Więc i ja nie powinienem oczekiwać od was żadnego przyzwoitego traktowania"121. Kryła się w tym zdaniu aluzja, że zdarzyło się coś poważnego, w co zamieszani byli członkowie senatu.
Przemowa Kaliguli świadczy o tym, że spadły mu z oczu łuski, że nagle zdał sobie sprawę, iż ludzie, którzy twierdzą, że go kochają, wcale nie są jego przyjaciółmi. To przecież oni podpisali się pod dokumentami skazującymi jego matkę i braci na straszną śmierć. Naprawdę straszną. Brat Kaliguli, Druzus, zmarł z głodu, a przedtem jadł w więzieniu włosie ze swojego materaca. Agrypina, kiedyś ulubienica Rzymu, została tak ciężko pobita przez strażników, że straciła oko. A teraz Kaligula staje przed ludźmi odpowiedzialnymi za to jako ich władca. Owszem, schlebiali mu, ale równie mocno deklarowali swą miłość do Sejana i Tyberiusza, których teraz potępiali w najostrzejszych słowach.
Kaligula widział już, że senatorowie nie kochają cesarzy, że to była jedynie czcza gadanina. Zresztą na jego przemowę odpowiedzieli kolejnymi pustymi gestami: "Przegłosowali coroczne ofiary ku czci jego Łaskawości, zarówno w rocznice tego przemówienia, jak i dni poświęcone pałacowi; przy tych okazjach na Kapitol miał być wnoszony złoty wizerunek cesarza, a chłopcy z najpierwszych rodów mieli śpiewać hymny na jego cześć"122.
Potem nastąpił kolejny spisek, tym boleśniejszy dla młodego Kaliguli, że zamieszane w niego były dwie jego siostry oraz Marek Emiliusz Lepidus, wdowiec po tak bardzo opłakiwanej Druzylli. Lepidus został stracony, Agrypina Młodsza i Julia Liwilla - zesłane. W zmowie uczestniczyli też bez wątpienia inni przedstawiciele klasy senatorskiej. I w tym kontekście szczególne traktowanie patrycjuszy przez Kaligulę nabiera głębszego sensu. To na pewno nie były niewinne owieczki wysyłane na rzeź, jak chcieliby nam wmówić historycy wywodzący się z tej samej klasy. Brali udział w spiskach zmierzających do obalenia cesarza. I to będzie wciąż powracający motyw w naszym przeglądzie najgorszych władców Rzymu. I dlatego utrzymanie senatu w dobrym nastroju powinno było znaleźć się na liście zadań każdego cesarza.
Kaligula jednak wybrał inny sposób dyscyplinowania senatorów - terroryzowanie ich. Od niego zależało życie osób, które zniszczyły jego rodzinę - i oczywiście miał zamiar to wykorzystać, bo pragnął rewanżu. Skazywał senatorów na pracę w kopalniach, zmuszał ich do udziału w walkach gladiatorskich, wzywał w środku nocy pod groźbą śmierci, a potem tańczył frywolnie przed tymi przerażonymi ludźmi. Chciał ich terroryzować i upokarzać - i robił to z powodzeniem.
No tak, Swetoniusz za bardzo przyprawił biografię Kaliguli seksem, senatorowie zasłużyli sobie na upokorzenia, a Kaligula nie zwariował tak nagle... Tylko co z tymi muszelkami? Czyż historia ta nie świadczy jednak o szaleństwie? Nikt nie zaprzecza, że jest prawdziwa, i można by ją racjonalnie wytłumaczyć. A może nie? Wam pozostawiam osąd. Otóż Kaligula, jak już wspomniałam, zaczął szykować swe wojska do podboju Brytanii, ale zamiast nakazać inwazję na pełną skalę, polecił żołnierzom zbierać muszle na plaży, a wreszcie ogłosił zwycięstwo. Niektórzy historycy próbowali przekonywać, że te dziwaczne działania nie były wcale dziwaczne, bo cały problem wyniknął z nieporozumienia. Kaligula nie miał wcale na myśli muszelek, gdy kazał żołnierzom zebrać musculi, ale wojskowe baraki, używane przy oblężeniach, które również nazywano musculi123. Całe zamieszanie wzięło się więc z nieznajomości terminologii wojskowej przez starożytnych historyków!
Natomiast Aloys Winterling sugeruje w swojej biografii Kaliguli, że zbieranie muszelek było rozmyślną próbą upokorzenia żołnierzy za to, że odmówili przekroczenia kanału i walki124. Nigdzie jednak nie ma żadnej wzmianki o buncie wojsk Kaliguli ani odmowie walki, co poniekąd osłabia tę hipotezę. W istocie wyjaśnienie to oparte jest na fakcie z czasów panowania cesarza Klaudiusza, gdy rzeczywiście część żołnierzy nie chciała pokonać kanału i wziąć udziału w udanej - jak się okazało - inwazji na Brytanię. Byłoby to więc dobre wytłumaczenie ewentualnego rozkazu Klaudiusza - tyle że on nie nakazał zbierania muszelek.
Z czym więc zostaliśmy? Nie uważam, że powinniśmy trzymać się tezy o szaleństwie cesarza ani uznać, że cała ta historia to dęta bujda, bo pasuje doskonale do tego, czego już się dowiedzieliśmy - że Kaligula uwielbiał upokarzać ludzi. Żołnierze nie musieli niczym szczególnym zasłużyć sobie na poniżenie. Cesarz nie potrzebował powodu czy pretekstu do uzasadnienia takich ekscesów. Mógł podjąć w odniesieniu do każdego człowieka każdą decyzję. Tak było od czasów Augusta. August jednak działał zakulisowo, a Kaligula zerwał wszelkie zasłony i wystawił swą władzę na światło dzienne. Cesarze, którzy przyszli po nim, nie mogli już udawać, że nie reżyserują spektaklu. Tajemnica się wydała: Imperium Rzymskie było monarchią i w rękach monarchy spoczywała władza absolutna.
PO BUCIKU
Zakrwawione ciało Kaliguli drżało jeszcze, gdy senatorowie, których tak prześladował i upokarzał, postanowili, że mają dość cesarzy. "Senat okazał tak jednomyślną wolę przywrócenia wolności, iż konsulowie zwołali pierwsze posiedzenie nie do kurii, gdyż nosiła nazwę Juliuszowej, lecz na Kapitol"125. Niestety, jak zwykle wyprzedziły ich wydarzenia, bo kiedy debatowali w pałacu nad nowymi politycznymi porządkami, gwardia pretoriańska znalazła schowanego za kotarą stryja Kaliguli, Klaudiusza, i obwołała go cesarzem. Senatorowie do tego stopnia dali się porwać radości, iż ich odziedziczone po przodkach prawa do rządzenia znów nabrały mocy, że nawet do głowy im nie przyszło, że Rzym może już mieć nowego cesarza. Wyobrażam sobie ich miny, gdy się o tym dowiedzieli!
Po Klaudiuszu przyszedł jego siedemnastoletni pasierb Neron, chłopak o jeszcze mniejszych kwalifikacjach do rządzenia niż młody Kaligula, ale mogący się tak jak Kaligula mienić potomkiem Augusta. Był ostatnim cesarzem, który mógł się powoływać na takie pochodzenie, bo wraz z jego śmiercią wygasła dynastia julijsko-klaudyjska. Kiedy Neron został w 68 roku obalony w wyniku przewrotu, senat musiał poszukać nowego cesarza poza pałacem. Znalazł go w Hiszpanii.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI
53 Informatorzy, którzy zgłosili potwierdzone później zarzuty, byli nagradzani jedną czwartą majątku skazanego. Zważywszy na bogactwo klasy senatorskiej, mogły to być bardzo pokaźne sumy.
54 Swetoniusz, Boski Tyberiusz, w: op. cit., akapit 58, s. 226.
55 Istnieją najrozmaitsze tłumaczenia przeprowadzki Tyberiusza na Capri. Swetoniusz pisał, że cesarz zyskał wątpliwą reputację z racji zboczeń, o których trudno opowiedzieć, a co dopiero w nie uwierzyć. Podaje jednak listę tych deprawacji, z którymi trudno porównywać wszystko to, co czyta się o innych cesarzach, nawet Kaliguli. Tyberiusz jednak osiadł na Capri po siedemdziesiątce i jest mało prawdopodobne, by zachował tyle sił witalnych, aby zdołał popełnić nawet trzecią część wybryków, o jakie go oskarżano.
56 Swetoniusz, Boski Tyberiusz, w: op. cit., akapit 75, s. 238.
57 Sejan - ten zdradziecki i nielojalny prefekt pretorianów - przekonał Tyberiusza, że Agrypina i dwóch jej synów spiskują przeciw niemu. Cała ta trójka zmarła na wygnaniu. Prefekt miał oko na jedynego ocalałego syna Agrypiny, Gajusza, który stał się następnym jego celem. Gdy Tyberiusz w końcu uświadomił sobie dwulicowość prefekta, o czym świadczyły między innymi jego romans z synową Tyberiusza Liwillą i zamordowanie jej męża, syna cesarskiego Druzusa, Sejan został stracony. Liwillę podobno zamurowała w pałacowej komnacie jej matka Antonia. Kobieta zmarła w tej pułapce z głodu.
58 Germanik skonfliktował się z gubernatorem Syrii Gnejuszem Kalpurniusem Pizonem. Gdy zachorował i umarł w wieku trzydziestu trzech lat, Pizon został oskarżony o otrucie go i stanął przed sądem w Rzymie. Ponieważ Pizon był zaufanym Tyberiusza, powszechnie plotkowano, że mógł otruć Germanika na rozkaz cesarza. Nigdy jednak tego nie dowiedziono, gdyż Pizon popełnił samobójstwo. Współcześni naukowcy jednak sądzą, że prawdopodobnie Germanik zmarł po prostu na febrę.
59 Swetoniusz, Gajus Kaligula, w: op. cit., akapit 3, s. 241.
60 Ibidem.
61 Ibidem, akapit 13, s. 247.
62 Ibidem, s. 248.
63 Ibidem, akapit 15, s. 249.
64 Ibidem.
65 Ibidem.
66 Ibidem, akapit 18, s. 251.
67 Ibidem, akapit 17, s. 251.
68 Ibidem, akapit 16, s. 250.
69 Ibidem, akapit 17, s. 251.
70 Kasjusz Dion Kokcejanus, Historia rzymska, LIX.
71 Swetoniusz, Gajus Kaligula, w: op. cit., akapit 21, s. 253.
72 Ibidem, akapit 22, s. 254.
73 Ibidem.
74 Jak już wspomniałam, Gajusz Oktawiusz oznajmił, że nie przyjmie imienia Romulus, gdyż Romulus był królem. Poruszająca mowa Brutusa Wyzwoliciela była wciąż bardzo droga Rzymianom, przekonanym, że już nigdy nie będą rządzeni przez królów.
75 Swetoniusz, Gajus Kaligula, w: op. cit., akapit 52, s. 276.
76 Ibidem, akapit 36, s. 267.
77 Pradziad Kaliguli, August, wprowadził serie praw penalizujących właśnie takie zachowania, jakie demonstrował Kaligula. Chodzi o cudzołóstwo z wolno urodzonymi mężatkami.
78 Swetoniusz, Gajus Kaligula, w: op. cit., akapit 54, s. 277.
79 Ibidem, akapit 27, s. 260.
80 Utratę tych legionów odczuwano tak mocno, że August przez kilka miesięcy z rzędu nie strzygł się ani nie golił, wołając: "Kwintyliuszu Warusie, oddaj legiony!" (Swetoniusz, Boski August, w: op. cit., akapit 23, s. 119).
81 Ibidem, Gajus Kaligula, akapit 30, s. 262.
82 Ibidem, akapit 22, s. 254.
83 Ibidem, akapit 36, s. 266.
84 Klasycznym tego przykładem jest Juliusz Cezar. W początkach swej kariery był oskarżany o seksualne uleganie królowi Bitynii Nikomedesowi. Jego polityczni rywale potrafili podtrzymywać ten temat w dyskursie publicznym przez dekady po domniemanym występku.
85 Seneka, Controversies, 4.
86 Swetoniusz, Nero, w: op. cit., akapit 26, s. 345.
87 Juwenalis, Satyra VI, wersy 63-65, w: Trzej satyrycy rzymscy. Horacy, Persjusz, Juwenalis, przeł. Jan Sękowski, oprac. Lidia Winniczuk, PIW, Warszawa 1958, s. 45.
88 Jak na ironię posąg ten odlano ze stopionych monet Kaliguli po tym, jak senat zdecydował, że wszystkie przedmioty z jego wizerunkiem mają być zniszczone. Można pochwalić Messalinę za jej pomysł na recykling.
89 Swetoniusz, Gajus Kaligula, w: op. cit., akapit 55, s. 278.
90 Ibidem, akapit 36, s. 266.
91 Ibidem, akapit 25, s. 257.
92 Ibidem, akapit 37, s. 267.
93 Ibidem, akapit 38, s. 268.
94 Ibidem.
95 Ibidem, akapit 45, s. 271.
96 Ibidem, akapit 56, s. 279.
97 Pisał o tym Plutarch w Żywotach sławnych mężów, w części poświęconej Brutusowi.
98 Swetoniusz, Gajus Kaligula, w: op. cit., akapit 58, s. 281.
99 Ibidem.
100 Na temat tej produkcji: 1980 Press Notes on Caligula Film, s. 2.
101 Ibidem.
102 Strona WWW Roberta Eberta.
103 S. Schoenbaum, Caligula and the courting of an expert witness, "The Washington Post", 10.08.1980.
104 Burton F. Jablin, Professors testify in Caligula case, "The Harvard Crimson", 5.08.1980.
105 Peter Bradshaw, Caligula's sex and excess is bizarre and depressing, "The Guardian", 28.08.2008.
106 Alan Royce, The Making of Caligula, www.filmstarfacts.com.
107 Józef Flawiusz, Dzieje dawnego Izraela, www.zrodla.historyczne.prv.pl [dostęp: 4.02.2025], księga XIX, akapit I.1.
108 Tacyt, op. cit., księga XII, rozdz. 3, s. 325.
109 Ibidem, księga XI, rozdz. 32, s. 319.
110 Cyt. za: L.R. Taylor, Tiberius' Refusals of Divine Honors, "Transactions and Proceedings of the American Philological Association" 1929, nr 60, s. 87-101.
111 Kasjusz Dion, op. cit., rozdz. LI, akapit 20.
112 Bawię się myślą o swoistym trójkącie cesarzowej, Swetoniusza i Clarusa. Albo że Swetoniusz czytał cesarzowej na głos swój rozdział o ciekawych latach spędzonych przez Tyberiusza na Capri, co jej mąż uważał za niedopuszczalne. Ale istnieje też bardziej trywialna możliwość: że Swetoniusz po prostu naruszył protokół, zwracając się do cesarzowej bardziej bezpośrednio, niżby wypadało.
113 Kasjusz Dion, op. cit., księga LIX, rozdz. 8.
114 Filon z Aleksandrii, Legatio ad Gaium (Poselstwo do Gajusza), księga 2, rozdz. 14.
115 Graves, Robert, Ja, Klaudiusz, przeł. Stefan Essmanowski, PIW, Warszawa 1991, s. 367.
116 Swetoniusz, Gajus Kaligula, op. cit., akapit 24.
117 Kasjusz Dion, op. cit., księga LIX, rozdz. 11.
118 M. Waleryus Marcyalis, Nietrudny wybór, w: Epigramy, przeł. Jan Czubek, Kraków 1908, księga 9, epigram XCI, s. 304.
119 Kasjusz Dion, op. cit., księga LXI, akapit 13.
120 Ibidem, akapit 16.
121 Ibidem.
122 Ibidem, akapit 11.
123 Arther Ferrill, Caligula: Emperor of Rome, s. 128.
124 Aloys Winterling, Caligula, s. 118.
125 Swetoniusz, Gajus Kaligula, op. cit., akapit 60.