Najgorsi cesarze starożytnego Rzymu - L.J. Trafford

Kup ebooka

48.00 zł
36.96 zł (32,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ 1

PODSTAWA: KIM WŁAŚCIWIE BYŁ CESARZ?

Wkażdej książce historycznej przeczytasz, że pierwszym cesarzem rzymskim był August. Ale sam August nigdy nie nazywał siebie cesarzem i nie mówił tak o nim nikt z jemu współczesnych. Właściwie August robił wszystko, by podkreślić, jak dalece był niecesarzem. Jako siedemdziesięciosześciolatek po długim okresie swego - jak to w podręcznikach się mówi - panowania stwierdził, że władzy nie miał więcej niż każdy z jego kolegów piastujących poszczególne urzędy1. Aż do śmierci w 14 roku August utrzymywał, że odnowił republikański system rządów. Ale to nieprawda. Zaprowadził bowiem regularną - choć nikt nie używał tego określenia - monarchię. A jak to zrobił, jest nadzwyczajną historią.

August nie był pierwszym człowiekiem, który uzyskał samodzielną władzę nad Rzymem. To miasto flirtowało z jedynowładztwem na długo przed tym, zanim na dobre i złe związało się z tą formą rządów. Republika rzymska powstała po obaleniu założycielskiej dynastii Rzymu, której siódmy król, Tarkwiniusz Pyszny, okazał się despotą i tyranem. Przepędził go z Rzymu Lucjusz Juniusz Brutus - tak, tak, przodek innego Brutusa, który również wiedział, jak się pozbyć despoty2.

Brutus wygłosił poruszającą mowę: "Na tę krew czystą przed zbrodnią królewską przysięgam i was, bogowie, biorę na świadków, że ja Lucjusza Tarkwiniusza Pysznego wraz z jego występną małżonką i całym potomstwem będę ścigał żelazem, ogniem i czym tylko będę mógł, i nie pozwolę ani jemu, ani komukolwiek więcej królować w Rzymie"3. Republika była ustrojem zrodzonym z intencji, by Rzym nigdy już nie był rządzony przez królów - i tak też teoretycznie się stało. Lecz z czasem panowanie nad nim przejęli ludzie, którzy dysponowali wszelkimi prerogatywami władzy królewskiej, działali jak królowie i przekazywali władzę potomstwu jak królowie. Choć mogli się nazywać cesarzami czy imperatorami, tak naprawdę byli królami.

Ustrój republikański, który poprzedził epokę cesarstwa, wymyślono właśnie po to, by zapobiec takiemu obrotowi rzeczy i powściągnąć każdego, kto stawał się zbyt potężny. W republice najwyższe stanowisko konsula dzieliło dwóch mężczyzn, uprawnionych do sprawowania tej funkcji tylko raz w życiu i jedynie przez rok. Konsulów wspierało sześciusetosobowe ciało, złożone z najgodniejszych obywateli (tak się akurat składało, że należeli oni do elitarnej i bogatej klasy patrycjuszy), znane jako senat.

Działało to zadziwiająco dobrze przez blisko czterysta lat (z pewnym dziwnym tąpnięciem), w trakcie których Rzym podbijał wielkie połacie Europy. Ale w pierwszym stuleciu przed naszą erą ten idealnie zbalansowany system, w którym żaden człowiek nie mógł stać się zbyt potężny, został mocno rozchwiany przez następujące po sobie rządy charyzmatycznych mężczyzn, którym udawało się, przynajmniej na krótko, osiągnąć to, co w zasadzie powinno być niemożliwe. Uzyskali to dzięki sile, której Brutus Wyzwoliciel nie wziął pod uwagę - ogromnej i stałej armii rzymskiej.

Jednoroczna kadencja konsula, powściągająca ambicje każdego człowieka, który zyskał wielką władzę, wyglądała świetnie na papierze, ale w praktyce oznaczała brak ciągłości w rządzeniu i kłopoty z długofalowym rozwiązywaniem problemów4. System ten prowadził też do powiększania się grupy mężczyzn o dużych ambicjach, którzy osiągnęli już wszystko, co było do osiągnięcia w Rzymie, a dostrzegali dla siebie szansę zdobycia dalszej chwały poprzez podbój dla cesarstwa nowych ziem.

Konsul mógł sprawować urząd jedynie przez rok, ale rzymscy generałowie służyli znacznie dłużej, co dawało im czas na zbudowanie trwalszych relacji z żołnierzami, zwłaszcza jeśli sprzyjało im szczęście w bojach5. Wszystko, co udawało się wydusić z przeciwnika w trakcie umacniania chwały Rzymu, trafiało bezpośrednio do kiesy generała i sakiewek jego legionistów. Kim dla tych żołnierzy byli odlegli i zmieniający się co roku konsulowie? Znaczyli bardzo niewiele w odróżnieniu od dowódców dających im sposobność do wzbogacenia się.

Szereg takich ludzi zyskało na znaczeniu w I wieku p.n.e., a największą sławę wśród nich zdobyli Gajusz Mariusz, Sulla, Pompejusz Wielki i Juliusz Cezar. Ci charyzmatyczni przywódcy wykorzystali reputację zdobytą dzięki zwycięskim wojnom do takiego przeobrażenia ustroju republikańskiego, by odpowiadał ich ambicjom. Mariusz sprawował urząd konsula siedmiokrotnie, co w zasadzie nie było możliwe, ale w tym czasie naginano już i łamano prawo permanentnie. Sulla poprowadził armię na Rzym i zmusił senat do powierzenia mu funkcji dyktatora. Przez trzy lata rządził samowładnie. Zastraszeni przez niego obywatele byli wykorzystywani zarówno do terroryzowania jego konkurentów, jak i przepychania ustaw, co prowadziło do coraz większego bezprawia6.

Pompejusz i Cezar porozumieli się z najbogatszym człowiekiem w Rzymie, Markiem Krassusem, by stworzyć pierwszy triumwirat. Był to spisek zawiązany po to, by zyskać wybieralne stanowiska, jakich chcieli, no i dodatkowe korzyści. Dzięki temu sojuszowi Cezar został gubernatorem Galii i odnosił tam tak niebywałe sukcesy militarne, że Pompejusz i członkowie senatu przestraszyli się, iż skieruje swą zwycięską armię na Rzym i zdobędzie nad nim władzę jak kiedyś Sulla. Poprosili, by oddał dowództwo, ale on przekroczył rzekę Rubikon7 i tak zaczęła się wojna domowa, jedna z wielu w tej epoce, pomiędzy Cezarem a Pompejuszem. Zwyciężył Cezar, który wykorzystał swoją pozycję do przelicytowania Sulli - i w lutym 44 roku p.n.e. ogłosił się dożywotnim dyktatorem. Jako jedynowładca mógł teraz odpocząć i nacieszyć się swoją potęgą, lecz jego relaks trwał ledwie miesiąc, gdyż już 15 marca 44 roku został zasztyletowany w portyku teatru noszącego imię jego rywala, Pompejusza. Sam Pompejusz pewnie by się z tego ucieszył, gdyby cztery lata wcześniej nie pozbawiono go głowy.

Zabójcy Cezara nie wstydzili się motywów, jakie skłoniły ich do zadania przyjacielowi ciosów w plecy. Kazali wybić monetę upamiętniającą ten marcowy dzień z napisem Liberates, co sugerowało, że czuli się wyzwolicielami. Wierzyli głęboko, że zabijając Cezara, ocalili Republikę przed panowaniem jednego człowieka. I rzeczywiście tak było, choć na krótko.

Próba Juliusza Cezara, by uczynić się jedynym władcą Rzymu, była eksperymentem krótkotrwałym. Następny człowiek, który spróbował tego samego, był znacznie sprytniejszy - wiedział, jak osiągnąć swój cel, unikając zarazem losu Cezara.

NA SCENIE POJAWIA SIĘ OKTAWIAN

W 44 roku p.n.e. Rzym przechodził trudne chwile. Ustrój republikański nie działał już od dziesięcioleci, a sposobem na przepchnięcie w senacie aktów prawnych nie było już wygłoszenie wspaniałej mowy i przekonanie do swego rozumowania kolegów, lecz zastraszenie ich przy pomocy sprzedajnego motłochu. W dodatku istniała groźba wojny pomiędzy zabójcami Cezara a jego przyjacielem i zarazem spodziewanym mścicielem Markiem Antoniuszem. Sprawy nie wyglądały dobrze - do czasu, aż pewien młodzieniec nie zgłosił swoich praw do objęcia dziedzictwa po Juliuszu Cezarze, który go adoptował8. Miał osiemnaście lat i nazywał się Gajusz Oktawiusz Turyn (Gaius Octavius Thurinus).

Oktawian uporządkował sytuację. Wykorzystał do tego taktykę znaną z poprzedniego stulecia: za pomocą armii zmusił senat do przyznania mu nadzwyczajnych uprawnień, niepasujących do republikańskiego etosu, wyeliminował swoich politycznych wrogów i pokonał byłych sojuszników, by stanąć samodzielnie na szczycie.

Gdy Brutus i Kasjusz ponieśli klęskę w bitwie pod Filippi w 42 roku p.n.e., a były przyjaciel Antoniusz przegrał z nim bitwę morską pod Akcjum w 31 roku p.n.e., na scenie pozostał tylko Oktawian. Miał trzydzieści jeden lat, był zatem wciąż dość młody, by zawstydzać innych miałkością ich dokonań i ambicji. Wróciwszy do Rzymu, Oktawian stanął przed senatem jako zwycięzca dwóch wojen domowych, dodając je do wszystkich prerogatyw, do jakich udzielenia sobie zmusił senatorów w ciągu poprzednich piętnastu lat. Jak sam określił: "Podczas mego szóstego i siódmego konsulatu, po zakończeniu wojny domowej, mając wszystkie me godności uzyskane w wyniku powszechnej zgody, zrzekłem się swej władzy na rzecz dominacji senatu i ludu rzymskiego"9. W rewanżu za zwrot tych prerogatyw i ocalenie republiki przed rządami uzurpatorów senat nagrodził swego dobroczyńcę nowiutkim imieniem - Augustus, co oznacza "poświęcony bogom", "boski". Brzmiało majestatycznie i z pewnością było łatwiejsze do wymówienia niż Gajusz Oktawiusz Turyn. Podobno zastanawiano się nad imieniem Romulus, ale złotemu chłopcu się nie spodobało, bo Romulus był przecież królem, a świeżo upieczony August dystansował się od wszelkich skojarzeń z monarchią. Było to jedno z wielu jego sprytnych posunięć.

Rzym pogrążył się więc na dziesięciolecia w brutalnych wojnach domowych, które skończyły się z chwilą odnowienia republiki i przejęcia znów przez senat kontroli nad systemem politycznym, a August, który z powodzeniem zakończył te wojny, oddał wszystkie uprawnienia, jakie mu przyznano w tych burzliwych latach. Myślicie, że teraz marzyły mu się domowe zacisze i rzymski odpowiednik popołudniowej herbatki? O nie!

POPRZECZKA WĘDRUJE WYSOKO: PIERWSZY CESARZ RZYMSKI

Mowa o reformach konstytucyjnych Augusta, a na samą wzmiankę o nich z piersi każdego studenta historii starożytnej wydobywa się głębokie westchnienie. Teoretycznie August zwrócił władzę senatowi, ale w istocie zastosował nadzwyczajną sztuczkę niczym magik pierwszej klasy. "Władzy nie miałem więcej niż każdy z mych kolegów piastujących poszczególne urzędy"10. Trik polegał na tym, by nie mając pozornie żadnej władzy, jednak ją sprawować. August nazywał siebie tylko pierwszym obywatelem (princeps), ale właściwie rządził Rzymem i cesarstwem. Jakim cudem mu się to udawało?

W 27 roku p.n.e., w tym wielkim historycznym momencie, gdy August stanął przed senatem, zakończywszy wojny domowe, które przez dekady gnębiły Rzym, i zwrócił swoje uprawnienia w ręce senatorów, tak naprawdę wcale tego nie uczynił. A dokładniej mówiąc, niektóre oddał, lecz senat przyznał mu inne specjalne prerogatywy, dzięki którym przez następne czterdzieści lat mógł robić, co chciał. Należały do nich - no trudno, muszę użyć łaciny - tribunicia potestas, czyli ogół uprawnień, jakimi dysponowali trybuni ludowi (tribunus plebis). Tradycyjnie stanowisko trybuna było zastrzeżone dla ludzi z niższych stanów niż patrycjuszowski. W praktyce niektórzy znani ambitni patrycjusze celowo obniżali swój status, by zostać trybunami ludowymi. Tak właśnie postąpił Publiusz Klodiusz Pulcher, który w 59 roku p.n.e. dał się adoptować plebejuszowi, młodszemu zresztą od niego. Wszystko wskazuje, że kupił sobie to pochodzenie, by zaspokoić swoje ambicje polityczne11.

Podstawowym zadaniem trybuna ludowego było reprezentowanie plebsu, co służyło równoważeniu oligarchicznych rządów kilku bogatych rodów dominujących w senacie. Urząd ten zrodził się w wyniku gwałtownych konfliktów z V wieku p.n.e., będących zresztą stałym sposobem wyrażania niezadowolenia w Rzymie. Jednym z wielu powodów gniewu było traktowanie plebejuszy, którzy popadli w długi. Władze odpowiedziały na bunt najpierw szybkim (to znaczy brutalnym) stłumieniem niepokojów, co nie może dziwić, bo ten czas w dziejach republiki obfitował w konflikty między lewicą, prawicą i centrum - które nie pozwalały na uśmierzenie wewnętrznych waśni - a w końcu doprowadziły do wojny w pełnej skali, rodzącej głębokie podziały i panikę po obu stronach. Wielu plebejuszy zbiegło wówczas z Rzymu i ukryło się na szczycie etruskiej świętej góry. Historyk Liwiusz uchwycił nastroje tego czasu: "W mieście zapanowało ogromne przerażenie i wzajemna nieufność paraliżowała wszystko: część ludu pozostawiona w mieście bez tamtych obawiała się jakiegoś gwałtu ze strony patrycjuszów, patrycjusze patrzyli ze strachem na pozostałą ludność; nie wiedzieli, czy życzyć sobie ich odejścia, czy pozostania"12.

W tej atmosferze powszechnej podejrzliwości i strachu lękano się czegoś jeszcze: "Co się stanie, jeżeli z zewnątrz zagrozi jakaś wojna?"13. Ta obawa, że młody Rzym nie będzie mógł wystawić odpowiedniej armii, by obronić się przed coraz liczniejszymi wrogami, zrodziła rozwiązanie kryzysu: "Poczęto więc obradować nad wzajemnym porozumieniem i zgodzono się na takie warunki, że lud ma mieć swoich urzędników nietykalnych, z prawem niesienia pomocy ludowi przeciw konsulom, a żadnemu patrycjuszowi nie będzie wolno tego urzędu piastować"14. Urzędem tym był trybun ludowy, rzecznik interesów plebejskiej ludności Rzymu, obdarzony licznymi uprawnieniami. Przysługiwał mu na przykład status nietykalnego, co znaczyło, że fizyczny zamach na niego traktowany był jak zbrodnia, co miało zapewne powstrzymywać patrycjuszy przed likwidowaniem trybunów podejmujących działania sprzeczne z ich interesami. Ale nie wszyscy przestrzegali prawa - niektórych trybunów spotkał właśnie taki los. Najbardziej znanym przykładem są bracia Tyberiusz i Gajusz Grakchowie, których starania o przeprowadzenie reformy rolnej na rzecz plebsu zakończyły się śmiercią jednego z nich z rąk senatorów. Liwiusz opowiada, że senatorowie połamali krzesła, by uzyskać prowizoryczną broń do zabicia Tyberiusza.

Nietykalność mogła być zatem symboliczna, ale symbole też mają swoją moc - a ten właśnie miał, gdyż wyniósł Augusta ponad jego kolegów w senacie. Były też jednak inne, mniej symboliczne i bardziej praktyczne uprawnienia należące do tribunicia potestas (jego prerogatyw), takie jak prawo do przewodniczenia Zgromadzeniu Plebejuszy, zwoływania senatu, a nade wszystko do wetowania każdej legislacji przyjętej przez senat.

Wraz z tribunicia potestas August otrzymał gubernatorstwo kilku prowincji, w tym Hiszpanii, Galii, Syrii i Egiptu (tak się akurat składało, że na ziemiach tych stacjonowały rzymskie legiony), a w charakterze wisienki na torcie senat przyznał mu imperium. To dawało mu pełnię najwyższej władzy rzymskiego konsula, ale pozwalało jednocześnie na stwierdzenie: "Gdy ponownie ofiarowano mi konsulat, tak roczny, jak i wieczysty, nie przyjąłem go"15. Tak działała sztuczka Augusta - miał władzę i jednocześnie mógł temu publicznie zaprzeczać.

Tribunicia potestas dawały Augustowi prawo do zwoływania i rozpędzania ludzi, kiedy tylko chciał, i wetowania wszelkich legislacji, które mu się nie podobały, a tymczasem ani senat, ani nikt inny nie mógł go tknąć czy zagrozić mu konsekwencjami. Gubernatorstwo określonych prowincji sprawiało, że dysponował bezpośrednio większą liczbą legionów niż władze państwowe. Imperium dawało mu władzę konsula przy wprowadzaniu legislacji. Jak ją wykorzystał?

Rzymski historyk Tacyt ujawnia niektóre metody, jakimi August skonsolidował przyznaną mu władzę: "Lecz skoro żołnierzy przynęcił darami, lud rozdawnictwem zboża, a wszystkich słodyczą pokoju, powoli począł się wzbijać i zagarniać w swoje ręce przywileje senatu, urzędników i praw"16. Sam August tak wyjaśniał, jak wykorzystywał otrzymane prawo do nominowania na urzędy: "(...) powiększyłem liczbę patrycjuszy w wyniku polecenia senatu i ludu rzymskiego. Trzy razy czytałem spis senatu i za szóstego mego konsulatu ustaliłem cenzus obywatelski wraz z Marcusem Agryppą, mym kolegą w konsulacie"17. Można się łatwo domyślić, że zmiany te polegały na włączeniu do grona senatorów ludzi mu sprzyjających lub spolegliwych. Wykorzystywał też swą władzę do umieszczania na kluczowych stanowiskach politycznych krewnych, często o wiele za młodych na objęcie poważnych urzędów. Pasierbowie Augusta Tyberiusz i Druzus zostali kwestorami i pretorami na pięć lat przed osiągnięciem wymaganego wieku. Tyberiusz został konsulem, gdy miał dwadzieścia dziewięć lat, a więc jedenaście lat przed osiągnięciem wymaganego wieku. Wnukowie Augusta Gajusz i Lucjusz awansowali jeszcze szybciej, bo zostali konsulami jako czternastolatkowie.

Wszyscy ci krewni byli wysyłani do prowincji stosownie do potrzeb. Druzus był utalentowanym dowódcą wojskowym, osiągającym sukcesy w walkach z ciągle groźnymi plemionami germańskimi. Gajusz udał się na wschód, by ułatwić pomysłową interwencję na dworze judejskim. Tyberiusza wysłano z dyplomatyczną misją do Partii, aby odzyskał orły legionowe utracone przez Marka Krassusa18. Umacniało to jeszcze władzę Augusta i jego rodziny - a nie senatu - w tych prowincjach. "Prowincje temu stanowi rzeczy nie były przeciwne: wszak podejrzliwie patrzyły one na rządy senatu i ludu z powodu sporów możnowładców i chciwości urzędników, a bezskuteczna była im pomoc praw, które mąciła przemoc, zabiegi, wreszcie przekupstwo"19. Godziły się na sztuczki Augusta, dlatego że jego rządy były i tak lepsze od tego, co spotkało je wcześniej.

To poniekąd stanowi odpowiedź na pytanie o to, jak Augustowi udało się zostać królem miasta, które królami się brzydziło. Otóż prowincjom powodziło się lepiej niż do tej pory, a Rzymowi, jak stwierdził Tacyt, panowanie Augusta dawało "słodycz pokoju".

Uwolnił Rzym nie tylko od plagi brutalnych wojen domowych, które zakończył, ale też od długoletniej politycznej niestabilności, przemocy i waśni. Dwie główne ówczesne frakcje polityczne - optymaci (optimates) i popularzy (populares)20 - z takim zapałem blokowały nawzajem swoje inicjatywy ustawodawcze i deprecjonowały poglądy drugiej strony, że niczego nie dawało się uzgodnić. August zaś umiał dokonać wszystkiego. Ten człowiek nigdy się nie zatrzymywał. Był istnym tornadem reform, konstruktorem i siłą napędową działań - i to dobrych. Ta jego sprawcza moc daje nam wzór tego, jaki powinien być dobry cesarz.

CO CZYNI DOBRYM CESARZEM? CZĘŚĆ I: DOKONANIA

Mamy wielkie szczęście, gdyż dysponujemy dokumentem napisanym przez samego Augusta (cytowałam go już kilkukrotnie w tym rozdziale), znanym jako Res gestae divi Augusti (Czyny boskiego Augusta), który zawiera listę wszystkich osiągnięć, jakie pierwszy cesarz rzymski uznał za warte odnotowania ku pamięci potomnych. Lista ta została umieszczona na brązowych filarach przed miejscem jego ostatniego spoczynku, mauzoleum Augusta. W licznych kopiach dystrybuowano ją po całym cesarstwie, by nikt nie zapomniał o żadnej z tych wspaniałych rzeczy, które uczynił władca. Dzięki temu tekst zachował się do naszych czasów.

Pierwsza lektura Res gestae sprawia dość osobliwe wrażenie, a chełpliwy ton tego tekstu odbiega od współczesnej wrażliwości, zgodnie z którą osiągnięcia się raczej pomniejsza, pokazując skromność i wdzięczność za należne nagrody. Wystarczy obejrzeć wystąpienia laureatów Oscarów - dziękują i doceniają wkład innych w swój sukces21.

August nie przyznaje nikomu innemu udziału w swoich sukcesach. W tekście liczącym jedynie trzy tysiące osiemset sześćdziesiąt jeden słów aż sto dwadzieścia dwa razy stosuje pierwszą osobę liczby pojedynczej. Tu nie ma miejsca na epatowanie skromnością. Daje o tym znać już w pierwszym zdaniu: "W dziewiętnastym roku mojego życia z mej własnej inicjatywy i na własny koszt wystawiłem armię, z którą wyzwoliłem rzeczpospolitą, będącą w opresji w wyniku dominacji jednej frakcji"22. Takie zdanie może zawstydzić każdego czytelnika po dwudziestce. A to dopiero początek! Teraz następuje trzydzieści pięć akapitów wyliczających to, czego August osobiście dokonał: od prowadzenia wojny po uzyskiwanie pokoju, od epickich projektów budowlanych po wiejskie osiedla dla emerytowanych żołnierzy, a nie można przeoczyć żadnej z tych licznych sytuacji, gdy senat czuł się w obowiązku nagrodzić go jakimś zaszczytem. Takich przykładów jest wiele i wszystkie są lipne, ale jeden przypadek oddaje te wszystkie zaszczyty doskonale: "Senat głosował za poświęceniem Ołtarza Pokoju w świątyni na Polu Marsowym za mój powrót i zobowiązał sędziów, kapłanów i westalki dziewice do odprawienia dorocznych ofiar"23.

August jest zatem niby zwykłym facetem, z zakresem władzy takim jak inni, a wszystkim niby rządzi senat, ale załatwia dostawę zwierząt ofiarnych, bo przyszedł czas na doroczne uroczystości dziękczynne ku jego czci. I kapłani oraz konsulowie "tak prywatnie, jak i wraz ze wszystkimi obywatelami miasta jednomyślnie i bez przerwy modlili się we wszelkich świątyniach za me zdrowie"24.

Ogólnie Res gestae utrzymane są w tonie "jestem mistrzem świata we wszystkim". Ale prawda jest taka, że August taki rzeczywiście był i można się tylko zachwycać, ile udało mu się dokonać podczas tych czterdziestu lat u władzy. Jego osiągnięcia są imponujące, a sam August może stanowić dla nas wzór, jaki powinien być dobry cesarz (choć skromność do jego cech z pewnością nie należy). Zostawmy jednak te wrażenia i skoncentrujmy się na tym, co takiego doskonałego i zachwycającego August zdziałał.

"Rzym nie dość wystawnie zbudowany jak na siedzibę majestatu cesarstwa, narażony na wylewy rzeczne i pożary, upiększył tak dalece, że słusznie mógł się chełpić, iż "zostawia marmurowy, a otrzymał ceglany""25. Tak to widział Swetoniusz, biograf cesarzy, i miał rację. August z pewnością wziął na siebie zadanie renowacji Rzymu. W Res gestae poświęca trzy pełne akapity swoim przedsięwzięciom budowlanym - forum i świątyniom, teatrom i drogom. Reperował również akwedukty i dokończył bazylikę, rozpoczętą przez Juliusza Cezara. Wszystko to były budowle publiczne.

Innym sposobem na zaskarbienie sobie wdzięczności zwykłych mieszkańców Rzymu było dawanie im pieniędzy (z własnej kiesy, jak twierdził). W Res gestae spotykamy twierdzenia w rodzaju: "Wypłaciłem plebsowi rzymskiemu po trzysta sesterców na głowę, wypełniając wolę ojca"26. Te trzysta sesterców (co nie było wcale małą kwotą!) to tylko na początek, bo August nieraz wspierał lud rzymski. Za jego piątego konsulatu każdy dostał po czterysta sesterców, podobnie jak za dziesiątego, a kolejne czterysta sesterców następnym razem, co pan skromniś skomentował: "te moje publiczne podarki nigdy nie objęły mniejszej liczby osób niż dwustu pięćdziesięciu tysięcy"27.

Można z tego zrobić zadanie arytmetyczne, a jeśli nie macie pod ręką kalkulatora, pomogę: to w sumie 100 000 000. Już po liczbie zer widać, że to OGROMNA suma, a wydał ją trzykrotnie. I nie był to koniec, bo po kolejnych dwieście czterdzieści sesterców dał trzystu dwudziestu tysiącom ludzi, a po tysiąc sesterców (roczny żołd) wypłacił stu dwudziestu tysiącom żołnierzy, po sześćdziesiąt denarów zaś dał dwustu tysiącom ludzi.

Ale August miał gest nie tylko, jeśli chodzi o gotówkę. Rozdawał też żywność. "Od kiedy konsulami byli Gnaeus i Publius Lentulus, gdy obniżono podatki, dawałem kontrybucję w zbożu i gotówce z mego spichlerza i ojcowizny czasem dla stu tysięcy mężów, czasem dla wiele większej ich liczby"28.

Res gestae podkreśla też hojność Augusta w rozdawnictwie zboża jako zbliżoną do tej w wypłatach zasiłków w sestercach - a zboże miało kluczowe znaczenie dla starożytnego Rzymu. Istniał zasiłek zbożowy, czyli państwowy program rozdawnictwa ziarna dla najuboższych obywateli miasta, to znaczy około dwustu tysięcy osób. Tak wielka rzesza ludzi zależała od programu rozdawnictwa żywności, a zarazem mogłaby się naprawdę wkurzyć, gdyby nie dostała tego darmowego ziarna. Nie było co do tego wątpliwości - plebs zdolny był do naprawdę strasznego gniewu, o czym przekonał się cesarz Klaudiusz: "W czasie braku żywności, wywołanego ustawicznymi nieurodzajami, został raz pośrodku forum zatrzymany przez tłum oraz obrzucony obelgami i jednocześnie odłamkami chleba. Z trudem zaledwie ujść zdołał na Palatyn przez tylne drzwi. Nawet wówczas nie zaniedbał zastosować wszelkich środków celem dostawy żywności, choć była to zima"29.

Wspomnieliśmy o chlebie, powiedzmy też więc o cyrku - bo był to drugi środek do uszczęśliwiania ludności Rzymu. Wiemy, że zapewnianie rozrywki było istotną funkcją rzymskiego władcy, gdyż August dwa paragrafy swoich Res gestae poświęcił na wyliczenie wszystkich igrzysk, które urządził lub/i sponsorował: "Trzy razy wydawałem walki gladiatorów pod swoim imieniem i pięć razy pod imieniem synów i wnuków; w tych walkach uczestniczyło około dziesięciu tysięcy mężów" - pochwalił się, nim wspomniał, że ponad dwadzieścia razy sprezentował publiczności pokazy atletów30. Chleb i igrzyska pozwalały panu Głębokie Kieszenie cieszyć się popularnością wśród gawiedzi.

Inną grupę, którą trzeba było zadowolić, stanowiła armia. W końcu jej poparcie wyniosło Augusta na jego pozycję. Żyjąc jeszcze w schyłkowym okresie systemu republikańskiego, August nie mógł nie zauważyć, że poparcie wojska nie było bezwarunkowe - wręcz przeciwnie, świetnie rozumiał, że jeśli sam go sobie nie kupi, zrobi to kto inny. Stąd wielokrotne wzmianki w Res gestae dotyczące wynagradzania armii: "Około pięciuset tysięcy obywateli zostało mi zaprzysiężonych. Poprowadziłem nawet więcej niż trzysta tysięcy z nich do kolonii i zwróciłem ich miastom po tym, jak zasłużyli na swój żołd, i przydzieliłem ziemie wszystkim z nich lub dałem pieniądze za ich wojskową służbę"31. W wypadku wojska August także sięgnął głęboko do własnej (powiedzmy...) kiesy, by je wynagrodzić: "Gdy zaś byłem konsulem po raz piąty, dałem z mych łupów wojennych koloniom mych weteranów każdemu po tysiąc sesterców na osobę. Około stu dwudziestu tysięcy osób w koloniach otrzymało ten triumfalny podarunek publiczny"32. Widzimy, jak cholernie szczodry był August.

Był też jednak inny sposób na podtrzymywanie dobrych nastrojów w armii - podboje. "Również i szczepy Pannonów, na których przed mym pryncypatem nie wkroczyła żadna armia rzymska (...), poddałem władzy ludu rzymskiego"33. W innym miejscu notuje, że to samo spotkało armię Daków, i dodaje: "Oddałem Egipt pod panowanie ludu rzymskiego"34 oraz "rozszerzyłem granice rzeczypospolitej we wszystkich prowincjach Rzymu, w których nasi sąsiedzi nie stosowali się do naszych reguł"35.

Twierdził, że zaprowadził pokój w prowincjach galijskich, hiszpańskich i germańskich - pod warunkiem że uznamy, iż zwykłe brutalne rzymskie metody pacyfikacji miejscowych można nazwać zaprowadzaniem pokoju. Powiódł również armię tam, gdzie nigdy wcześniej nie docierała - w głąb Afryki, na tereny dzisiejszego Sudanu, i na południe Półwyspu Arabskiego, do dzisiejszego Jemenu36. Uznając szerzenie pokoju na lądzie za niewystarczające, August rozciągnął swe działania na morza oblewające prowincje: "Na morzu przywróciłem pokój od napaści piratów"37. Musiał się tym pochwalić, ale przyznajmy, że było to rzeczywiście poważne przedsięwzięcie, przynoszące wielki pożytek cesarstwu. Dzięki temu podróże morskie stały się bezpieczniejsze, co pobudziło handel wzbogacający Rzym i sprawiło, że do domów bogaczy mogły płynąć luksusowe towary.

Za tą pokojową (choć zdecydowanie orężną) polityką stało coś jeszcze: nie tylko wojsko miało wciąż coś do zrobienia, ale akcje te przynosiły stały dopływ gotówki i budowały reputację Rzymu jako zawsze zwycięskiej potęgi. Zawsze zwycięskiej dzięki Augustowi, co podkreślał bez zbytecznej skromności.

Ale nie tylko wojnami czy kampaniami chlubi się August w Res gestae. Podkreśla też, można by nawet powiedzieć, dyplomatyczne relacje nawiązane pod jego rządami: "Posłowie od królów Indii często przybywali do mnie, a niewidziani oni byli przez żadnego rzymskiego wodza nigdy wcześniej. Bastarnowie, Scytowie i Sarmaci, którzy przebywają po tej stronie Donu, jak i dalsi królowie, królowie Albanii, królowie Iberów i Medów, zaprzysięgli przyjaźń przez posłów"38. To również wzmacniało prestiż Rzymu i budowało jego dobrobyt dzięki nowo otwartym szlakom handlowym.

CO CZYNI DOBRYM CESARZEM? CZĘŚĆ II: CHARAKTER

Przyjrzeliśmy się dokonaniom, które dowodzą dobrych cesarskich rządów: od wielkich przedsięwzięć budowlanych przez organizację wspaniałych igrzysk, zdobywanie orężnej chwały aż do bardziej praktycznych działań, jak zadbanie o pełne brzuchy poddanych. Ale oprócz takich wymiernych dokonań coś jeszcze sprawiało, że władca uważany był za dobrego cesarza: jego charakter. Cecha ta po łacinie była nazywana virtus, co niełatwo precyzyjnie przetłumaczyć.

Virtus pochodzi od słowa vir, co oznacza człowieka jako takiego, człowieka w pełni, prawdziwego, obdarzonego cnotami, które zdaniem Rzymian składały się na ideał człowieczeństwa. Tych zalet według cesarza Marka Aureliusza jest aż piętnaście. Są to: auctoritas (poważanie społeczne, świadomość swego miejsca w hierarchii), comitas (poczucie humoru, kurtuazja), clementia (łaskawość), dignitas (godność), firmitas (wytrwałość), frugalitas (oszczędność), gravitas (powaga), honestas (przyzwoitość), humanitas (człowieczeństwo, życzliwość), industria (przedsiębiorczość, pilność), pietas (obowiązkowość), prudentia (roztropność), salubritas (pełnowartościowość, zdrowie), severitas (zdyscyplinowanie) i veritas (prawdomówność). Lista ta jednak nie wyczerpuje wszystkich cnót składających się na virtus, bo istniało też wiele innych przymiotów, do których aspirowali rzymscy mężczyźni. Były to również spes (nadzieja), concordia (harmonia), felicitas (szczęśliwość), fides (zaufanie), securitas (bezpieczeństwo) i liberalitas (szczodrość).

Dla Rzymian z wyższej klasy virtus była bardzo pożądana, ale wiązała się z pewną obawą. Galen, rzymski lekarz z II wieku, sugerował, że powinno się mieć kogoś, kto towarzyszyłby człowiekowi za każdym razem, gdy zbłądzi w poszukiwaniu virtus. A jest to poszukiwanie na początku "trudne i może być doprowadzone do celu jedynie za cenę niewątpliwych porażek"39. Dlatego lekarz ten pomiędzy przepisywaniem gorących kąpieli i wywoływaniem świńskich kwików40 znajdował czas, by radzić, jak zwiększać swój potencjał virtus, będący częścią ludzkiego ciała tak jak dusza, o której Galen też zresztą dużo pisał.

Wróćmy jednak do człowieka, który zdefiniował cechy dobrego cesarza, czyli Augusta, lecz tym razem spójrzmy na niego przez pryzmat virtus i sprawdźmy, jak w jego przypadku przejawiały się cnoty w praktyce:

Auctoritas (poważanie społeczne, świadomość swego miejsca w hierarchii): "(...) mimo że senat i lud rzymski jednogłośnie zgodziły się, aby został sam jeden czyniony kuratorem praw i obyczajów z najwyższą władzą, nie chciałem występować przeciw obyczajom przodków"41.

Comitas (kurtuazja, poczucie humoru): "Szczególnie swego ukochanego Mecenasa, którego "perfumowane", jak mówi, "loki" stale prześladuje i wydrwiwa, żartobliwie przedrzeźniając"42.

Clementia (łaskawość): "Jako zwycięzca wybaczyłem tym wszystkim obywatelom, którzy tego oczekiwali. Tak samo ze wszystkimi obcymi nacjami [postąpiłem]; tych, którym nie mogłem bezpiecznie przebaczyć, wolałem zachować, niż niszczyć"43.

Iustitia (sprawiedliwość): "Przywiodłem morderców ojca swego na wygnanie, z legalnego wyroku ukarałem ich zbrodnie"44.

Frugalitas (oszczędność): O prostocie wyposażenia jego domu można się przekonać na podstawie sof i stołów zachowanych do dziś, a ledwie odpowiadających wykonaniem aspiracjom zwykłych obywateli. "Mówią, że zawsze sypiał tylko na łożu niskim i skromnie zasłanym. Szaty innej nie używał, jak tylko domowej roboty, wykonanej rękoma siostry, żony, córki lub wnuczki"45.

Industria (przedsiębiorczość): Mogłabym tu zacytować całe Res gestae, ale ograniczę się do paragrafu, od którego samej tylko lektury człowiek robi się zmęczony: "Przebudowałem Kapitol i teatr pompejański, każdą nadzwyczajnym kosztem, bez żadnej inskrypcji głoszącej me imię. Przebudowałem akwedukty, w wielu miejscach uszkodzone w wyniku działania czasu, i podwoiłem przepustowość Marcjana poprzez puszczenie nowego strumienia do jego kanału. Dokończyłem forum Juliusza i bazylikę, którą ten budował pomiędzy świątynią Kastora a świątynią Saturna, prace były zaczęte i niemalże ukończone za mojego ojca. Kiedy ta sama bazylika spłonęła w pożarze [12 rok], rozszerzyłem jej tereny i rozpocząłem na nowo [budowę]"46.

Severitas (dyscyplina): "W tej niewolniczej wojnie trzydzieści tysięcy złapanych niewolników, którzy opuścili swych właścicieli i podnieśli uzbrojoną dłoń na rzeczpospolitą, oddałem na ukaranie swym panom"47.

Honestas (przyzwoitość): "Dzięki nowemu prawu, wprowadzonemu z mojej inicjatywy, przywróciłem wiele obyczajów przodków, które upadły w związku z klęskami naszego wieku, i osobiście przekazałem wiele przykładów do naśladowania dla przyszłych pokoleń"48. Prawa, o które tu chodzi, to lex Julia i Poppaea, dotyczące moralności publicznej, zachęcające do zawierania małżeństw i rodzenia dzieci, a jednocześnie wprowadzające surowe kary dla cudzołożników.

Przyjrzeliśmy się temu, co czyni cesarza dobrym. Ale aby zapewnić sobie wysokie miejsce w tym rankingu, należy mieć coś jeszcze, co August z pewnością posiadał, czego dowodzą jego Res gestae: zdolności literackie.

CO CZYNI DOBRYM CESARZEM? CZĘŚĆ III: POZOSTAWIENIE SPUŚCIZNY

Aby zyskać pewność, że jego czyny nie ulegną zapomnieniu, August nie zostawił żadnego pola przypadkowi. Dlatego ich listę kazał wykuć w kamieniu i świadomość ich rozpowszechnił w całym imperium. Wyrycie swego imienia ponadpółtorametrowymi literami na ścianie świątyni też jest dobrym sposobem, aby nikt nie zapomniał o tobie i o tym, że to ty wyłożyłeś pieniądze na budowę. Imiona cesarzy można znaleźć na wszystkim - od amfiteatrów przez świątynie, akwedukty i drogi. A wszystkie krzyczą: JA TO ZROBIŁEM.

Cesarze rzymscy dysponowali różnymi narzędziami propagandy - od inskrypcji na świątyniach przez pochlebcze posągi ukazujące ich w bohaterskich pozach, monety upamiętniające przymioty, którymi chcieli się pochwalić, do pisanej na zamówienie poezji, wyliczającej ich wszystkie osiągnięcia i cnoty49. A gdyby ktoś tym panegirykom przeczył, zawsze można było oskarżyć go o zdradę stanu. Lecz po śmierci trudno sięgnąć po takie narzędzia - wtedy do gry wkracza kategoria ludzi bezpośrednio odpowiedzialnych za to, w jaki sposób potomni będą oceniać rzymskich cesarzy, czyli historycy. Jeden historyk może zniweczyć jedną anegdotą najlepsze starania władców o dobrą pamięć o sobie, bo błoto łatwo się przykleja, a błoto zabawne - szczególnie.

Jeśli zapytałabym was, co wiecie o cesarzu Neronie, mogę się założyć, że nie wspomnielibyście o pokoju wynegocjowanym z Partami w sprawie statusu Armenii, walce z fałszerstwami ani o rozdaniu wszystkim obywatelom miasta po czterysta sesterców. Chętniej wymienilibyście kazirodcze stosunki z matką i zabawę w trakcie katastrofy... - choć ani jedno, ani drugie zdarzenie nie ma oparcia w faktach. Taka jednak jest siła historyków, że mogą sprawić, iż ludzie uwierzą w najbardziej niewiarygodne rzeczy, i zszargać reputację jakiegoś cesarza na wieki wieków. Rzymscy historycy wywodzili się z określonej grupy społecznej - wszyscy urodzili się jako ludzie wolni, byli mężczyznami i należeli do klas ekwickiej lub patrycjuszowskiej, do których nie dało się wejść bez pokaźnego majątku50.

Mówiliśmy, że dobry cesarz powinien utrzymywać pozytywne nastroje w armii i wśród ludności cywilnej, ale należy dodać do tego jeszcze jedną grupę społeczną: klasę senatorską, bo to senatorzy właśnie mieli pisać o nim dla potomności. Jeśli władca z nimi zadarł, jego imię mogło być wiązane z najbardziej nieprawdo­podobnymi i z gruntu fałszywymi opowieściami.

Dziedzictwo Augusta utrudniało zadowolenie senatu. Jak już widzieliśmy, sprawował władzę właściwie bez oficjalnego stanowiska. Raz po raz deklarował, że jest równy swym senatorskim kolegom, choć wiedział, że to nieprawda - i oni również to wiedzieli, choć byli gotowi uczestniczyć w tej iluzji z kilku powodów, a kluczowy był ten, że nie mieli innego wyboru. Chociaż rzymska polityka była brutalnie dobra w zarzynaniu ludzi, którzy wybili się ponad swój stan, i Augusta mógł spotkać ten sam los, co wcześniej Juliusza Cezara, nie stało się tak z dwóch powodów. Po pierwsze: był rzeczywiście bardzo dobrym władcą, a współpraca z nim była i tak lepsza od wcześniejszych doświadczeń senatorów. Po drugie: August robił wielki show wokół swojego szacunku dla senatu i publicznie zachowywał się tak, jakby to jego członkowie rządzili państwem, choć potrafił dopilnować, by przyjmowali tylko te ustawy, które mu odpowiadały, i głosowali tak, jak chciał. To była kolejna magiczna sztuczka Augusta. Senat czuł się siłą rządzącą, chociaż wiedział, że żadnej realnej władzy nie ma. Szacunek i atencja okazywane senatorom wystarczały, żeby chcieli brać udział w tym przedstawieniu.

Sukces takiego balansowania zależał całkowicie od osobowości faktycznego władcy, a August posiadał niezbędne do tego cechy - spryt, przebiegłość, brutalność, inteligencję, a przede wszystkim charyzmę. Nie wszyscy jego następcy potrafili brać udział w tej grze, a niektórzy wręcz odmawiali w niej uczestnictwa, nie próbując nawet ukrywać, że w istocie są królami, a senatorowie - ich petentami. I to właśnie oni na naszej liście najgorszych cesarzy zajmują wysokie pozycje.

Oprócz okazywania szacunku był jeszcze znacznie prostszy sposób na utrzymanie klasy senatorskiej po swojej stronie. Tak prosty, że trudno uwierzyć, iż można by o nim zapomnieć - a jednak zdziwilibyście się, jak często władcy go ignorowali: wystarczyło po prostu nie skazywać członków senatu na śmierć, gdyż właśnie to - i nie ma co się dziwić - irytowało senatorów najbardziej. Choć zabijanie przedstawicieli innych klas już ich tak nie gniewało. Jak zauważył historyk Brian W. Jones, "kara śmierci była uważana przez senatorów za coś przykrego jedynie wówczas, kiedy dotyczyła ich samych"51.

Poza utrzymywaniem klasy senatorskiej w dostatecznie dobrym nastroju, by wystawiła cesarzowi celującą ocenę dla potomności, był jeszcze inny ważny sposób, aby cieszyć się uznaniem po śmierci: trzeba było upewnić się, że następca będzie cię wysławiał, a jeszcze lepiej - zrobi z ciebie boga52. Jak się niebawem przekonamy, cesarze o najgorszej reputacji nie czekali biernie, aż ktoś przypadkowy wejdzie w ich sandały.

CO CZYNI NAJGORSZYM CESARZEM?

Sprawdziliśmy, jakiego rodzaju charakter powinien mieć dobry cesarz, czego powinien dokonać i kogo mieć po swojej stronie. Ale książka ta nie nosi tytułu Najlepsi cesarze starożytnego Rzymu, tylko Najgorsi, więc przejdźmy właśnie do nich. Co sprawiło, że tak źle ich oceniamy?

Odpowiedź jest dosyć prosta. Przede wszystkim brak przymiotów, virtus, brak dokonań, brak spuścizny i zwolenników. Z powodu braku wspaniałych cech charakteru władcy ci zostawili po sobie raczej skandaliczne anegdoty niż pamięć dobrych czynów. O cesarzu, który nie szanuje armii ani senatu, ani ludu rzymskiego. Cesarzu, który pozostawia po sobie Rzym w stanie gorszym, niż go zastał.

Rozmaite są przyczyny, dla których cesarzom nie udawało się być dobrymi władcami. Czasami okoliczności ich panowania były tak trudne, że nawet August nie wybrnąłby z tych kłopotów bez uszczerbku na reputacji. Bo jak budować infrastrukturę, organizować igrzyska ku uciesze tłumów i demonstrować clementia, gdy barbarzyńcy szturmują bramy miasta, a przed oczami ma się wizję rychłej zagłady? Mogli też zdobyć godność cesarską przypadkiem (albo na przykład byli tak niegrzeczni, że sami zgładzili poprzednika), nie mając żadnego przygotowania do rządzenia, albo tak bardzo wciągały ich uroki sprawowania władzy - nieustanne bankietowanie, pałacowe rozrywki i niewyobrażalne bogactwo - że zapominali o pracy, która mogłaby unieśmiertelnić ich imiona. Niewątpliwie za brak wielu budowli, igrzysk i unikanie bitew odpowiedzialny był często zabójczy kac. Gdy się to połączy z brakiem jakiegokolwiek dostrzegalnego talentu, mamy prosty przepis na najgorszego cesarza.

Przeciwieństwem takich nieudaczników są ci, którzy weszli w rolę wszechmocnego monarchy aż za dobrze i nie chcieli korzystać z kostiumu pana Zwykłego Augusta, śmiało grając rolę jedynowładców, którzy mogą robić, co chcą, choć rzeczywistość wymykała im się z rąk.

Wiemy już, kim był cesarz i jak odróżnić cesarza dobrego od złego. Przejdźmy więc do kilku przykładów najgorszych ludzi na tym stanowisku. Ale chwila! Zanim wskoczymy w świat naprawdę wrednych władców, podejmujących fatalne decyzje i rujnujących państwo, jeszcze słówko o ich wyborze.

W ciągu pięciuset lat istnienia Cesarstwo Rzymskie się zmieniało. Zmienna była też rola jego władców. Porównanie cesarza panującego w I wieku z takim, który władał państwem w wieku V, przypominałoby zestawienie rządów królowej Elżbiety I i premier Margaret Thatcher. Niewiele sensownego by z takiej konfrontacji wynikało. A więc nie będziemy tego robić. Postanowiłam po prostu wybrać najgorszych cesarzy w całej rzymskiej historii, mając nadzieję, że uda mi się ukazać mnogość powodów ich złej oceny, ale też naświetlić ewolucję roli władcy w starożytnym Rzymie - i zmiany, jakie zachodziły w ludziach, którzy tę godność dzierżyli. Może to oznaczać, że wasz ulubiony psychicznie niezrównoważony cesarz tu nie wystąpi, bo znalazłam innego, podobnie niezrównoważonego. Ale jak by powiedział pierwszy rzymski cesarz August (oczywiście w domowym zaciszu, z dala od uszu historyków): "No trudno, w końcu to ja tu rządzę!".

1 Oktawian August, Czyny boskiego Augusta, przeł. Szymon Drej, akapit 34, www.5lo.bydgoszcz.pl/historia/pluginfile.php/75/mod_resource/content/2/Czyny%20boskiego%20Augusta.pdf [dostęp: 22.01.2025].

2 Udział Brutusa Młodszego w zabójstwie Juliusza Cezara wynikał po części z presji posiadania czcigodnego przodka. Według historyka Plutarcha w Rzymie zaczęły się pojawiać napisy na pomnikach Brutusa Wyzwoliciela, wyrażające pragnienie, by pojawił się nowy Brutus. Podejrzewam, że to Kasjusz wymalowywał w nocy te hasła, by wpłynąć na Brutusa Młodszego. Okazało się to skuteczne i Brutus dołączył do spiskowców.

3 Tytus Liwiusz, Dzieje Rzymu od założenia miasta, przeł. Andrzej Kościółek, Wrocław 1968, księga I, roz. 59, s. 73.

4 Jedną z takich spraw była reforma rolna. Drobni rolnicy byli coraz mocniej wypychani ze swojej ziemi przez duże gospodarstwa obszarnicze bogatszej warstwy społecznej. Oczywiście senatorowie, czemu trudno się dziwić, nie widzieli powodu, by się spieszyć z rozwiązaniem tego problemu. Politycy za to wykorzystywali go do podburzania tłumu, jeśli im to akurat pasowało.

5 Juliusz Cezar był gubernatorem Galii przez osiem lat - a był to czas podbojów, z których zdał potem relację, żeby nikt w Rzymie nie przeoczył jego znakomitych dokonań. Pompejusz natomiast zdobył przydomek "Wielki" za cztery lata służby na zamożnym Wschodzie - jego zwycięstwa wzbogaciły Rzym.

6 W okresie późnej republiki przemoc polityczna była powszechna. W połowie I wieku p.n.e. Pompejusz Wielki wykorzystywał motłoch do wylewania gnojówki na głowę swojego politycznego rywala Bibulusa, późniejszego trybuna ludowego. Klodiusz Pulcher przy pomocy swoich popleczników obrzucał Pompejusza oblegami i nakłaniał go do powrotu do domu. W 53 roku p.n.e. w mieście wybuchła wojna między przywódcami motłochu: niedoszłym pretorem Klodiuszem i konsulem na ten rok Milonem. Wybory trzeba było odwołać z powodu poziomu przemocy ulicznej. W 52 roku p.n.e. przepychanki pomiędzy gangami Klodiusza i Milona doprowadziły do śmierci Klodiusza i głośnego procesu Milona.

7 Dramatyczne znaczenie tego aktu brało się stąd, że Rubikon stanowił symboliczną granicę miasta. Bo sama rzeka jest rozczarowującym i zupełnie niedramatycznym ciekiem.

8 Oktawian, wielki krewniak Juliusza Cezara, został przez niego adoptowany i utrzymywał, że ten akt prawny oznaczał dziedziczenie zarówno władzy, jak i nazwiska, co nie było prawdą. Przy czym deifikacja jego zamordowanego ojca dała mu możliwość kreowania się na syna boga. Takiego wywyższenia nie mógł sobie wywalczyć Marek Antoniusz.

9 Oktawian August, op. cit., akapit 34.

10 Op. cit.

11 Klodiusz wykorzystał swoją kadencję trybuna ludowego do osobistej wendety na słynnym rzymskim mężu stanu Cyceronie. Po wygnaniu Cycerona i zdemolowaniu jego domu - tak dla zabawy - szukając godnego siebie przeciwnika, zwrócił uwagę na Pompejusza Wielkiego, na którego nasyłał motłoch, gdy ten opuszczał dom. Tłum wykrzykiwał różne obelgi pod jego adresem, co mocno irytowało Wielkiego. Dziwicie się?

12 Op. cit., księga II, roz. 32, s. 109.

13 Ibidem.

14 Ibidem, roz. 33, s. 110.

15 Oktawian August, op. cit., akapit 5.

16 Tacyt, Roczniki, księga I, rozdz. 3, w: Dzieła, t. 1, przeł. Seweryn Hammer, Warszawa 1957, s. 66.

17 Op. cit., akapit 8.

18 Próbując konkurować ze swymi kolegami triumwirami, Pompejuszem i Cezarem, i dorównać ich zdobyczom na wschodzie i w Galii, Marek Licyniusz Krassus pomaszerował w 53 roku p.n.e. na czele trzech legionów na terytorium imperium partyjskiego. Doskonali partyjscy łucznicy zabili wszystkich członków legionów. Dyplomatyczna misja Tyberiusza polegała na odzyskaniu sztandarów, co dla Rzymian miało znaczenie symboliczne.

19 Tacyt, op. cit., s. 66.

20 Optymaci, czyli "najlepsi", byli tradycjonalistami uważającymi, że Rzymianie robią wszystko cholernie dobrze, więc po co zmieniać zasady? Popularzy próbowali w tym mieszać, wprowadzając zmiany w prawodawstwie.

21 Oscarowe wystąpienie Olivii Colman jest dobrym przykładem. Chwaliła innych aktorów, którzy nie dostali statuetki, jako swoich idoli i stwierdziła, że to się już nie powtórzy. Wyraziła też wdzięczność wielu ludziom za swój sukces. Nigdzie też nie przyznała, że wygrała, bo jest aktorką lepszą od wszystkich innych nominowanych.

22 Op. cit.

23 Ibidem, akapit 12.

24 Ibidem, akapit 9.

25 Gajus Swetoniusz Trankwillus, Boski August, w: Żywoty cezarów, przeł. Janina Niemirska-Pliszczyńska, Wrocław 1972, akapit 28, s. 124.

26 Op. cit., akapit 15.

27 Ibidem.

28 Res gestae, akapit 18.

29 Swetoniusz, Boski Klaudiusz, w: op. cit., akapit 18, s. 299.

30 Op. cit., akapit 22.

31 Op. cit., akapit 3.

32 Op. cit., akapit 15.

33 Op. cit., akapit 30.

34 Op. cit., akapit 27.

35 Op. cit., akapit 26.

36 Ibidem.

37 Op. cit., akapit 26.

38 Akapit 31.

39 Galen, The affections and errors of the soul, 10.55-56.

40 Galen zasłynął doświadczeniami wykazującymi publiczności, że mózg kontroluje funkcje ciała. W trakcie wiwisekcji świni pokazywał, jak po przecięciu odpowiedniego nerwu następuje zanik pewnych czynności. Metoda bez wątpienia przerażająca. Przeszedł później do testowania swej teorii na innych zwierzętach. Niby słusznie, ale czy powierzylibyście Galenowi swojego domowego pupila?

41 Res gestae, akapit 6.

42 Swetoniusz, Boski August, w: op. cit., akapit 86, s. 168.

43 Res gestae, akapit 3.

44 Ibidem, akapit 2.

45 Swetoniusz, Boski August, w: op. cit., akapit 73, s. 162.

46 Akapit 20.

47 Ibidem, akapit 25.

48 Ibidem, akapit 8.

49 Celował w tym Stacjusz, dworski poeta cesarza Domicjana: "Czy to ciebie oglądam, leżąc, władco ziemi i wielki rodzicu podbitego świata, ciebie, nadziejo ludzi, ciebie, trosko bogów?" (Publiusz Papiniusz Stacjusz, Utwór dziękczynny do Imperatora Augusta Germanika Domicjana, w: Achilleis i sylwy, przeł. S. Śnieżewski, Polska Akademia Umiejętności). Stacjusz został zaproszony na pewien cesarski bankiet, podczas którego pękał wprost z radości i podziwu dla władcy.

50 Wejście do klasy ekwitów wymagało majątku w kwocie trzystu tysięcy sesterców. Żeby zostać senatorem, trzeba było mieć minimum milion.

51 Brian W. Jones, Domicjan, przeł. Fabian Tryl, Napoleon V, Oświęcim 2018, s. 216.

52 Pośmiertnie deifikowano między innymi Juliusza Cezara, Oktawiana Augusta, Klaudiusza, Wespazjana, Tytusa i Nerwę.

ROZDZIAŁ 2

KALIGULA (LATA 37-41). JAK ABSOLUTNA JEST WŁADZA ABSOLUTNA?

Pewnie spodziewaliście się tej postaci. Może nawet sięgnęliście po tę książkę jedynie dla niej, gdyż Kaligula uosabia w naszej zbiorowej wyobraźni najgorszego z cesarzy - szalonego, sadystycznego władcę, postrzelonego tyrana przekonanego o własnej boskości, któremu nikt nie śmiał się przeciwstawić. Kaligula stawia nas przed etycznym dylematem. Każe zadać sobie pytanie: "Co sam bym zrobił, gdybym się z nim zetknął? Czy uczestniczyłbym w jego obłąkańczej zabawie, by przetrwać, czy też zaryzykowałbym straszną śmierć, by przeciw niemu wystąpić i powiedzieć prawdę?".

W filmie Ja, Klaudiusz jego pamiętną postać wykreował John Hurt, który stał się inspiracją dla twórców odpychającego króla Joffreya w Grze o tron. Wspominał o nim w swojej piosence zespół The ­Smiths­ i ukazany został jako morderczy typ w stylu woskowej figury z muzeum Madame Tussauds w sitcomie Red Dwarf. Został nawet bohaterem naprawdę okropnego filmu soft porno, o którym jeszcze wspomnimy. Kaligula to skrajny i bezdyskusyjny symbol najgorszego cesarza. Jeśli Tyberiusz był pierwszym cesarzem, który sprawdził, czy magiczna sztuczka Augusta może działać dalej, to trzeci cesarz rzymski nie miał najmniejszej ochoty bawić się w przebieranki. Kaligula odsłonił do końca stan faktyczny, o którym każdy wiedział, ale nikt nie mówił: że imperium było monarchią, a on był królem.

W ciągu swego krótkiego panowania Kaligula raz po raz sprawdzał, co to słowo znaczy, a dokładniej: jaką władzę mu daje. Czy cesarz ma w ogóle jakieś ograniczenia? Misją Kaliguli było to ustalić. Przy okazji dawał dowody takiej deprawacji i niewątpliwego szaleństwa, że trudno w nie uwierzyć, a co dopiero opisać. Ale jestem pisarką, więc przeryłam źródła i zrobiłam, co mogłam.

WIELKA NADZIEJA

Tyberiusz zmarł, nie zaskarbiwszy sobie sympatii ludu rzymskiego. Był dobrym administratorem, ale człowiekiem ponurym i nudnym, pozbawionym charyzmy Augusta, który go adoptował i wyznaczył na następcę. Pozostawił pełny skarbiec i bezpieczne granice, lecz jako cesarz zyskał niewielu przyjaciół. Senat miał aż nadto powodów, by cieszyć się z jego śmierci, bo jego panowanie przyniosło istne tornado procesów o zdradę stanu, w których wielu patrycjuszy zostało oskarżonych o nielojalność i skazanych na wygnanie, a czasem na śmierć.

Okazja, by pozbyć się politycznego rywala, skąpać w blasku wdzięczności cesarza za to, że ocaliło się go przed strasznym niebezpieczeństwem, a przy okazji się wzbogacić53, była rydwanem, na który każdy chciał wskoczyć. I wskakiwali bez opamiętania. Widać to po absurdalności oskarżeń. Swetoniusz zgrabnie podsumował, jak marne bywały powody donosów: "Wreszcie takie oto drobiazgi stały się sprawą gardłową: koło posągu zbić niewolnika lub zmienić ubranie, mieć przy sobie w ustępie lub w domu publicznym wizerunek Augusta wyryty na pieniądzu lub pierścieniu, obrazić krytyką jakikolwiek czyn jego lub powiedzenie. Wreszcie zginął i ten, który pozwolił się wybrać urzędnikiem w swojej osadzie tegoż samego dnia, w którym niegdyś uchwalono dla Augusta zaszczytne urzędy"54.

Jak nietrudno się domyślić, nie tworzyło to komfortowej atmo­sfery pracy dla senatorów, którzy nieustannie obawiali się przypadkowego zrobienia czegoś, co mogło uchodzić za obrazę cesarza. Woleli żyć w cieniu i po cichu, by w ten sposób udowodnić swą lojalność i nie ryzykować procesu. Ta ciężka atmosfera działała źle nawet na samego Tyberiusza, który wolał spędzać czas na malowniczej wyspie Capri55, niż wysłuchiwać niekończących się donosów kolejnych wiernych senatorów na kolegów spiskujących przeciw niemu, nienawidzących go albo sikających w obecności wizerunku jego poprzednika. Nawet on miał tego dosyć i postanowił już nigdy nie wracać ze swojej letniej rezydencji do Rzymu.

Zważywszy, że przez całą dekadę nie pokazywał się w stolicy, trudno się dziwić, że lud po nim nie płakał, gdy opuścił go na zawsze. Kiedy usłyszano wieści o jego śmierci, wykrzykiwano "Do Tybru z Tyberiuszem!", a bardziej rozgoryczeni "błagali Matkę Ziemię i bogów Manów, aby zmarłemu wyznaczyli miejsce tylko wśród bezbożników. Inni wreszcie grozili trupowi hakiem i Schodami Gemońskimi"56.

Z powodu skrytej natury, ponuractwa i szpecącej choroby skóry, na którą zapadł w późnym wieku, Tyberiusz nie mógł i nawet się nie starał zdobyć sympatii ludzi. Ale wszelka życzliwość, jaką mogli jeszcze odczuwać wobec swojego cesarza poddani, zniknęła ostatecznie wskutek prześladowań, jakie spadły z woli Tyberiusza na Agrypinę, wnuczkę Augusta, i jej rodzinę. Agrypina miała być zamieszana tak jak jej dwaj synowie - Neron i Druzus - w spisek przeciw Tyberiuszowi. Cała trójka została uwięziona i zmarła w strasznych okolicznościach. I tego uczynku zwykli Rzymianie nie wybaczyli Tyberiuszowi. Na dodatek spisek ten był, jak się okazało, wymysłem Sejana, ambitnego dowódcy pretorianów Tyberiusza. Zresztą Agrypina nie była jedyną ofiarą kłamstw Sejana57. Tyberiusz zmarł w 37 roku w wieku siedemdziesięciu siedmiu lat. Panował dwadzieścia trzy lata. Rzym był już spragniony nowej krwi.

Ta nowa krew pojawiła się pod postacią jedynego pozostałego przy życiu syna Agrypiny, Gajusza. W 37 roku miał tylko dwadzieścia pięć lat i brakowało mu przygotowania do roli cesarza, ale brak doświadczenia nadrabiał wysokim urodzeniem zarówno ze strony swej matki Agrypiny, jak i ojca, Germanika, wojennego bohatera (i bratanka Tyberiusza), który zmarł w bardzo tajemniczych okolicznościach za panowania Tyberiusza58.

Według Tacyta Agrypina była kobietą o nieposzlakowanej moralności, natomiast o Germaniku Swetoniusz wyraził się tak: "Niewątpliwie posiadał Germanik wszelkie zalety duchowe oraz fizyczne w takim stopniu, w jakim tego nikomu nie udało się osiągnąć: piękność i niezwykłą odwagę bojową, wybitne uzdolnienia w zakresie wymowy i nauki w obydwu językach: greckim i łacińskim, szczególną dobroć, niebywałą i owocną żarliwość w jednaniu sobie ludzkiego uznania i zdobywania miłości"59. Na tym idealnym portrecie pojawia się tylko jedna drobna skaza: "Jedynym brakiem jego urody była szczupłość łydek"60. To pocieszające dla większości z nas, też niedoskonale pięknych.

W starożytnych źródłach nowy cesarz występuje zawsze jako Gajusz, ale dziś znamy go pod imieniem Kaligula. Przydomek ten nadały mu legiony reńskie, którymi dowodził jego ojciec w czasach, gdy przyszły cesarz był jeszcze dzieckiem. Legioniści traktowali małego Gajusza jak maskotkę i zrobili dla niego malutkie wojskowe sandały, zwane caligae, więc przydomek władcy można tłumaczyć jako "bucik". I choć Gajusz nigdy nie używał imienia Kaligula, wziął wszystkich pod but - o czym świadczą okrucieństwa i zbrodnie, jakie później popełnił.

Nowy cesarz miał zatem dobre pochodzenie - a właściwie najlepsze, bo wywodził się od samego Augusta. Przyszedł po cesarzu, który utracił lojalność senatu i miłość ludu, a którego rządy upłynęły pod znakiem procesów o zdradę i egzekucji. W tej sytuacji mogło być tylko lepiej - i przez jakiś czas rzeczywiście było. "Uzyskawszy tron, spełnił najgorętsze życzenia narodu rzymskiego lub, powiem raczej, całego rodu ludzkiego, jako władca szczególnie upragniony przez większość mieszkańców prowincyj i żołnierzy, gdyż znali go przeważnie jeszcze jako niemowlę. Również pragnęła go cała ludność stolicy, mając jeszcze w pamięci jego ojca, Germanika, i przejęta współczuciem dla tego prawie wygasłego rodu"61 - tak to widział biograf cesarzy Swetoniusz. Tymczasem gdy Kaligula towarzyszył ciału Tyberiusza w drodze do Rzymu, nowego cesarza witały "tłumy pełne radości, nadając mu różne przydomki pomyślność wróżące, między innymi nazywając go: swą "gwiazdą", "chłopaczkiem", "pieszczotką", "wychowankiem""62. Ponury Tyberiusz nigdy nie prowokował do tak czułych określeń.

Jedną z pierwszych decyzji Kaliguli jako cesarza było sprowadzenie prochów jego zamęczonej matki i braci i oddanie im czci należnej rodzinie Augusta. "Następnie ustanowił (...) państwowe coroczne ofiary żałobne za nich. Ponadto ku czci matki igrzyska cyrkowe. Ofiarował rydwan, aby jej posąg na nim umieszczony obwożono w uroczystej procesji. Ku pamięci ojca miesiąc wrzesień nazwał Germanikiem. Z kolei swej babce, Antonii, jednorazową uchwałą senatu przyznał wszystkie zaszczyty, jakie kiedykolwiek otrzymała Liwia Augusta"63.

Z jego najbliższej rodziny czystki Sejana przeżyły jedynie siostry - Julia Liwilla, Julia Druzylla i Agrypina Młodsza. Ich imiona włączył do wszystkich przysiąg: "Sprawił, że odtąd we wszystkich przysięgach dodawano takie słowa, dotyczące jego sióstr: "Będę kochał Gajusa i zaraz po nim siostry jego nie mniej od siebie i moich dzieci"; a także w sprawozdaniach konsulów: "Oby to było dobre i pomyślne dla G. Cezara i jego sióstr""64. Pojawił się też na monetach z wyobrażeniami Securitas, Konkordii i Fortuny - bogiń bezpieczeństwa, zgody i powodzenia - bo tego właśnie chciał Kaligula dla Rzymu jako cesarz - i szybko wziął się do roboty, idąc za przykładem swego wielkiego pradziadka Augusta.

Swetoniusz pozostawił nam całkiem długą listę chwalebnych dokonań nowego cesarza. Wymienił przedsięwzięcia mające utrzymać dobre nastroje wśród patrycjuszy: ci, którzy byli niesprawiedliwie wygnani przez Tyberiusza, mogli wrócić do Rzymu, urzędnikom znów wolno było podejmować decyzje bez konieczności odwoływania się do cesarza, a kreśląc grubą kreskę pomiędzy jego rządami i panowaniem poprzednika, "odmówił posłuchu zeznaniom donosicieli"65. Patrycjusze odetchnęli zapewne z ulgą - złe czasy naprawdę przeminęły.

Jak zanotował Swetoniusz, Kaligula zdobył sobie lud, jeszcze zanim dotarł z Capri do Rzymu, po prostu dlatego, że nie był Tyberiuszem, za to był synem Germanika i Agrypiny, choć żadne z nich nie miało na niego wpływu. I chociaż stał się obiektem nagłego uwielbienia, nadal starał się zadowalać poddanych. Czynił to poprzez organizowanie naprawdę imponujących igrzysk, trwających nawet od wczesnego ranka do późnego wieczora. "Urządzał często przedstawienia sceniczne, i to różnorodne, oraz nawet nocne, oświetliwszy całą stolicę"66 - pisał Swetoniusz dość ogólnikowo może dlatego, że Kaligula wyprawiał tak wiele igrzysk, że trudno je było wszystkie odnotować, a może po prostu nie interesował go zbytnio ten rodzaj rozrywki.

Pomiędzy wyścigi rydwanów Kaligula wprowadził nowy sport - szczucie panter. Dla naszych uszu brzmi to strasznie, ale Rzymianom się podobało. A jeśli dla kogoś było zabawy jeszcze za mało, "chcąc pomnożyć na wieczne czasy ilość uciech ludowych, dorzucił jeden dzień do Saturnaliów i nazwał go dniem Młodości"67. Gdyby wszyscy nasi obecni politycy tak się przejmowali "uciechami ludowymi" swoich obywateli!

Innym przynoszącym popularność posunięciem było wygnanie "miłośników, zwanych spintrie, którzy swe ciało wydali na łup potwornej rozpusty"68. Ale największą chyba sympatię wśród zwykłych mieszkańców Rzymu zyskał tym, że - jak pisze Swetoniusz - "dwukrotnie kazał rozdać ludowi zapomogę po trzysta sesterców"69. Historyk Kasjusz Dion podaje nieco inne liczby: "Wypłacił ludowi ponad czterdzieści pięć milionów (...) i dodatkowo dwieście czterdzieści sesterców na głowę tym, którzy nie otrzymali ich przy okazji otrzymania przez niego toga virilis, razem z odsetkami wynoszącymi sześćdziesiąt sesterców"70. Niezależnie od tych rozbieżności faktem jest, że Kaligula był niezwykle hojny, i to nie tylko dla ludu, bo nie zapomniał też w tym rozdawnictwie o swojej gwardii pretoriańskiej - każdy z żołnierzy dostał po tysiąc sesterców. Wszyscy zatem byli zadowoleni - senat, lud, pretorianie.

Nowy cesarz podążał krok w krok za przykładem Augusta, co objęło również przedsięwzięcia budowlane: "Wykończył budowle zaczęte za Tyberiusza: świątynię Augusta i teatr Pompejusza. Zaczął budowy: wodociągu w okolicy Tybur i amfiteatru niedaleko Septów"71. Wszystko zatem układało się znakomicie, czyż nie? Cesarz pozyskał sobie wszystkie grupy, które powinien. Był ogromnie popularny dzięki swej szczodrobliwości, wyrażającej się zarówno w pieniądzach, jak i wspaniałych igrzyskach. Ułaskawił niesłusznie skazanych i ukarał jakichś bliżej nieokreślonych zboczeńców. Odciął się od ciemnych dni panowania Tyberiusza i wpuścił do imperium światło.

I nagle Swetoniusz wylewa nam na głowę wiadro zimnej wody jednym zwięzłym zdaniem: "odtąd muszę [o nim] mówić jako o potworze"72.

POTWÓR

Trudno się zdecydować, od czego zacząć opisywanie panowania tego potwora, bo tyle już na ten temat powiedziano. Historia Kaliguli jako dobrego cesarza wypełnia u Swetoniusza osiem akapitów, Kaliguli potwora - trzydzieści osiem. I to nie byle jakich.

Wielka nadzieja Rzymian, maskotka żołnierzy, naśladowca stylu rządzenia Augusta, kochany przez lud, szanowany przez senat - ten Kaligula władał Rzymem przez jakieś dwa lata. Potem stery państwa przejęło zupełnie inne stworzenie, całkiem niepodobne do młodzieńca, który przywdział cesarską purpurę.

Zagłębimy się w historię potwora, korzystając z pomocy naszego dobrego znajomego Swetoniusza po pierwsze dlatego, że daje on jedną z najpełniejszych relacji o rządach Kaliguli, jakimi dziś dysponujemy, a po drugie - jego dzieło jest bardzo zajmujące i zadowoli każdego, kto chce się dowiedzieć, do jakich wybryków posuwał się ten zwariowany cesarz. Jest jeszcze jedna przyczyna, dla której postanowiłam oprzeć się na Swetoniuszu bardziej niż na innych źródłach. Kwestię tę jednak rozpatrzymy później, gdy zadamy sobie pytanie: jak bardzo powinniśmy wierzyć naszym źródłom? Na razie dajmy się wciągnąć anegdotom Swetoniusza, poznając wszystkie te skandaliczne, zdeprawowane, perwersyjne i sadystyczne szczegóły dotyczące panowania potwora.

Początkowo Kaligula, wielka nadzieja Rzymu, jak Swetoniusz uczciwie przyznaje, wiernie podążał za wzorem Augusta, czyniąc to, co cesarz czynić powinien - organizując igrzyska, wznosząc budowle i okazując hojność wobec każdego. Ale władca z dalszych trzydziestu ośmiu akapitów w niczym go już nie przypomina. Nie bawi się jak August w udawanie, że nie ma żadnej władzy, mając w istocie władzę absolutną. Kaligula nie zamierza być powściąg­liwy: "(...) omal nie włożył natychmiast diademu królewskiego oraz nie zmienił formy pryncypatu na ustrój królewski"73. Nie ogłosił się wprost królem74, ale nie miał zamiaru udawać, że nim nie jest, ani stosować się do starych reguł: "W zakresie stroju, obuwia i w ogóle wyglądu zewnętrznego nie stosował się nigdy ani do obyczaju ojczystego, ani obywatelskiego, ani męskiego, ani wreszcie przyjętego w ogóle wśród ludzi"75.

Lecz Kaligula posuwał się dalej: nie tylko odmawiał udawania, że nie ma żadnej władzy, ale wręcz badał jej granice, by zobaczyć dokładnie, na co mu pozwala. Widzimy to wyraźnie w historii podanej przez Swetoniusza, a dotyczącej uczt Kaliguli, na których cesarz wykazywał wyraźne zainteresowanie żonami senatorów: "Gdy przechodziły obok jego stóp, starannie i rozważnie im się przyglądał obyczajem handlarzy niewolników, nieraz ręką podnosząc którejś głowę, jeżeli schylała ją ze wstydu. Następnie, ilekroć miał ochotę, opuszczał salę jadalną, uprowadzając na stronę tę, która mu się najbardziej podobała. Wkrótce wracał ze świeżymi jeszcze śladami rozpusty i bądź to jawnie chwalił, bądź ganił, wyliczając poszczególne zalety lub usterki cielesne i miłosne"76.

Bezradni mężowie, obserwujący, jak Kaligula znika z ich żonami, nie protestowali. Bo co mogli zrobić? On był cesarzem, mógł ich wygnać, zabrać im cały majątek, skazać na śmierć. Ci mężczyźni wiedzieli dobrze, co stało się z ich przyjaciółmi za panowania Tyberiusza, więc nic dziwnego, że milczeli. A Kaligula już wiedział, że jako cesarz może uprawiać seks z każdym, kto mu się spodoba, i gdzie mu się spodoba - nie zważając na to, co o takim zachowaniu sądzą inni77.

Warto zauważyć celowe okrucieństwo Kaliguli, bo będzie charakterystyczną cechą jego panowania. Cesarz nie tylko miał stosunki seksualne z żonami senatorów (bo mógł), ale wróciwszy potem do sali, opowiadał ich mężom ze szczegółami o tych aktach i wyliczał niedoskonałości partnerek, co było dodatkowym upokorzeniem.

To okrucieństwo, to bawienie się ludźmi, których powinien traktować jak najbliższych współpracowników, ujawnia się też w innej niezwykłej anegdocie: "Tańczył nieraz także nocą. Raz nawet wezwano trzech byłych konsulów na Palatyn o drugiej zmianie warty. Spodziewali się po tym wezwaniu wiele złego, nawet rzeczy najgorszych. Tymczasem Kaligula umieścił ich na estradzie i nagle wśród ogłuszającego hałasu fletni i rytmicznego przytupywania drewnianych sandałów orkiestrantów wyskoczył na scenę w płaszczu i w tunice do stóp, wykonał taniec przy wtórze śpiewu i znikł"78.

Terror i okrucieństwo stanowiły dla Kaliguli część jego pracy, ale stosował je ze szczególnym zuchwalstwem - przyprawiając upokorzeniem. Był pewien ekwita, który głośno zaklinał się, że jest niewinny, gdy wydano go na pastwę dzikich zwierząt. Cesarz uratował go przed zwierzętami, kazał uciąć mu język i wrzucić z powrotem do klatki. Pewnego nadzorcę w koszarach gladiatorów bito łańcuchami ku uciesze cesarza. Podobno trwało to przez kilka dni, aż biedakowi rozbito głowę i postradał zmysły. Dopiero wtedy Kaligula kazał go dobić, ale nie z cesarskiego miłosierdzia, tylko dlatego, że smród zmaltretowanego człowieka go brzydził.

W innych sytuacjach przerażał szyderczym traktowaniem ludzi, których kazał stracić, i ocalałych członków ich rodzin: "Zmuszał rodziców, aby byli obecni przy śmierci synów. Po jednego z ojców, gdy wymawiał się złym stanem zdrowia, przysłał lektykę. Drugiego wprost z oględzin egzekucji zaprosił na ucztę do siebie i wszelkimi uprzejmościami pobudzał do wesołości i żartów"79. To lubowanie się w śmierci było charakterystyczną cechą jego panowania. Zwykł otwarcie narzekać, że za jego rządów nie doszło do żadnych masowych katastrof (choć jego współcześni mogliby stwierdzić - gdyby się odważyli - że sam Kaligula był jedną wielką katastrofą), i tęsknił za taką straszną wojenną klęską jak masakra trzech legionów Kwintyliusza Varusa w Germanii za panowania Augusta80. Ale mogłyby to być też głód albo trzęsienie ziemi.

Kaligula miał podobno powiedzieć: "Niech mnie nienawidzą, byleby się mnie bali". Innym razem zawołał ponoć: "Oby lud rzymski jeden miał tylko kark!"81 - bo wówczas mógłby jako cesarz ściąć wszystkich za jednym razem. Kaligula miał nad ludźmi władzę i używał jej, by się dobrze zabawić.

Wraz z ograniczeniem do minimum, jeśli nie do zera, ustawodawczej władzy senatu Kaligula zaczął wierzyć, że ma nadludzkie przymioty. "Odtąd zaczął sobie przypisywać majestat boski"82. Zbudował świątynię poświęconą jego czci, gdzie stał jego posąg naturalnej wielkości ubrany w szaty noszone aktualnie przez cesarza. O mało nie wywołał wojny w Judei, żądając, by w świątyni jerozolimskiej stanął jego posąg, któremu miano oddawać hołd. Ubierał się nawet w sceniczne kostiumy jakiegoś boga czy którejś bogini, co musi zastanawiać, bo Kaligula był podobno tak owłosiony na całym ciele, że przezywano go kozłem.

Wspomniałam już o okrucieństwie Kaliguli, jego skłonności do upokarzania ludzi i wierze we własną boskość. A co z seksualnymi wybrykami ukazanymi w filmie z 1979 roku? Już, już... bo jak powiedział Swetoniusz w swej starożytnej wersji clickbait, Kaligula "nie oszczędzał ani swojej, ani cudzej wstydliwości83.

GWAŁCENIE TABU

Jak we wszystkim, Kaligula wciąż testował granice, które mógł przekroczyć w sferze seksu. Kobiety, które wybierał, należały do elity - urodziły się jako wolne i były zamężne, co stanowiło złamanie tabu. Lecz było to tylko jedno z wielu pogwałceń tego typu zakazów.

Homoseksualizm, czyli pociąg seksualny do osób tej samej płci, nie był w Rzymie problemem. W łacinie nie istniały słowa na określenie stosunków homo- czy heteroseksualnych. Nie znaczy to jednak, że akty pomiędzy osobami tej samej płci były całkowicie akceptowalne. Na homoseksualność bowiem patrzono inaczej niż dziś.

Rzymskie obyczaje zakładały, że należący do elity Rzymianin powinien zawsze penetrować, a nie być penetrowany. Wynika z tego jasno, kto mógł być jego seksualnym partnerem: oczywiście nie inny Rzymianin z elity, bo oznaczałoby to, że jeden z nich musiałby być penetrowany. A o tym, że było to istotne tabu, świadczy mnogość oskarżeń tego rodzaju pod adresem polityków, mających zrujnować im reputację84. Akceptowalny partner seksualny musiał mieć niższy status niż Rzymianin z elity; mógł być na przykład niewolnikiem albo wyzwoleńcem (byłym niewolnikiem). Jak zauważył Seneka, seksualna pasywność w przypadku wolno urodzonego mężczyzny jest przestępstwem, w przypadku niewolnika - koniecznością, a wyzwoleńca - powinnością85.

Wśród odnotowanych partnerów Kaliguli był aktor Mnester. Aktorzy zajmowali ciekawą pozycję w rzymskim społeczeństwie - czczono ich i uwielbiano, a zarazem gardzono nimi i traktowano jak najgorszą warstwę z najgorszych. Publiczność do tego stopnia kochała aktorów, że dochodziło do bijatyk między rywalizującymi gangami ich wielbicieli. Gdy te potyczki urastały do groźnych rozmiarów, zarówno gangi wielbicieli, jak i samych aktorów wyrzucano z Rzymu. Doszło do tego za panowania Nerona, co nie było całkiem w porządku, gdyż sam cesarz był uczestnikiem takich incydentów. "Podczas dnia nieraz przyjeżdżał potajemnie w lektyce do teatru i ze swej loży na proscenium brał udział w burzliwej ocenie gry pantomimistów jako widz; sam dawał do niej sygnał. Gdy raz doszło do walki ręcznej i powierzono rozstrzygnięcie kamieniom i połamanym deskom siedzeń, rzucał wiele pocisków na publiczność, zranił w głowę pretora"86. Aktorzy mieli też wielbicielki, można powiedzieć "fanki". Juwenalis opisał, jak to wyglądało:

Kiedy giętki Batyllus tańczy rolę Ledy,

Czuje niemoc w pęcherzu Tukcja, piszczy wtedy

Appula jakby w nagłym objęciu (...)87

Mnester też miał później sławną fankę, cesarzową Messalinę, żonę Klaudiusza, następcy Kaliguli, i jedną z najbardziej znanych starożytnych Rzymianek. Była nim tak zauroczona, że zamówiła jego rzeźbę z brązu, którą trzymała w prywatnych apartamentach88. Ale wielbienie rzeźby szybko jej się znudziło i zapragnęła prawdziwego Mnestera z krwi i kości. Postanowiła więc go uwieść w dość powieściowy sposób, o czym w księdze sześćdziesiątej swojej Historii rzymskiej pisze Kasjusz Dion Kokcejanus. Messalina była w Mnesterze szaleńczo zakochana, a ponieważ nie mogła go nakłonić ani obietnicą, ani groźbą, by jej uległ, poprosiła męża, by rozkazał mu się stawić i wypełnić wszelkie jej polecenia. No tak, jeśli zawiodą wszystkie sposoby, by zaciągnąć faceta do łóżka, nie ma to jak poprosić męża, by rozkazał mu spełnić twój każdy kaprys. Romantyczne jak cholera.

Aktorzy mogli być popularni, ale należeli do klasy zwanej infames, czyli osób bytujących na samym dnie rzymskiego społeczeństwa. Infames nie mieli praw wynikających z rzymskiego obywatelstwa - takich jak ochrona przed karami cielesnymi - nie mogli też piastować publicznych urzędów, składać pozwów w sprawach kryminalnych ani występować w charakterze świadków w procesach. Żaden obywatel nie mógł zawrzeć małżeństwa z członkiem klasy infames, a w przypadku patrycjuszy dotyczyło to również dzieci i wnuków infames.

Infamia nie była stanem permanentnym. Mogła być zasądzona jako kara i zdjęta, gdy uznano, że skazany odcierpiał już wystarczająco na społecznym dnie. Ale infamią obejmowano na ogół z racji wykonywanej profesji; do tej klasy zaliczano generalnie aktorów, gladiatorów i prostytutki. Kontakty z człowiekiem należącym do infames były złamaniem tabu i kilku praw - jeśli nie zachowało się ostrożności. W rezultacie osoby te otaczała aura zakazanego owocu, któremu nie mógł się oprzeć nawet Marek Antoniusz, który miał długotrwały romans ze sławną aktorką Cytheris. Juwenalis natomiast pozostawił opowieść o dobrze urodzonej Eppi, która złamała wszelkie zasady i zadawała się z gladiatorem.

Romans Kaliguli z Mnesterem układałby się wedle dobrze znanego wzoru - oczywiście pod warunkiem, że to cesarz byłby dominującym, penetrującym partnerem. Ale publiczne demonstrowanie tej zażyłości bywało kłopotliwe dla świadków: "Mnestera, aktora pantomimy, całował w czasie samego przedstawienia. Jeśli ktoś w chwili jego występu tanecznego wywołał choćby najlżejszy szmer, kazał go ściągnąć z miejsca i własnoręcznie siekł rózgami"89.

Wracamy tu do rzymskiej cnoty umiaru, tej granicy, której żaden prawy Rzymianin nie powinien przekraczać. Można było romansować z aktorem, ale nie należało się z tym afiszować, gdyż groziło to stanięciem po niewłaściwej stronie owej granicy. Związek Kaliguli z Mnesterem był częściowo akceptowany, choć wielu zazdrościło pozycji aktorowi, bo cesarz obdarzał go rangą, honorami i przywilejami, które wielu arystokratom przeszły koło nosa. Każdy chciał być blisko cesarza i korzystać z jego szczodrobliwości.

Ale jednym ze swych związków homoseksualnych Kaligula wyraźnie przekroczył granicę tego, co uważano za stosowne w sypialni: "Waleriusz Katullus, młodzieniec z rodziny konsularnej, na cały głos wykrzykiwał, że musiał oddać się Kaliguli i że boki ma już obolałe od tego stosunku"90.

Do trudnych do zaakceptowania zachowań seksualnych należało również kazirodztwo, którego Kaligula dopuszczał się podobno ze wszystkimi trzema siostrami już we wczesnej młodości. Wspomnijmy tu też o czterech żonach - a żadna z nich nie doczekała trzeciej rocznicy ślubu. Swoją drugą żonę, Liwię Orestyllę, poderwał w dniu jej zaślubin z innym mężczyzną: "Oto na przykład zaślubiny Liwii Orestylli z G. Pizonem zaszczycił wprawdzie swą obecnością, lecz rozkazał odprowadzić ją do siebie. W kilka dni zaledwie porzucił"91. Wszystko to wyglądało jak kpiny z praw Augusta dotyczących moralności i zmierzających do nadania małżeństwom statusu permanentnego.

Tak jak w sprawach seksu Kaligula nie znał też miary w umiłowaniu luksusu i w wydatkach. Wspomnieliśmy już, że potrafił być hojny dla ludu rzymskiego, ale był również niezwykle szczodry dla samego siebie. "Rozmiarami rozrzutności przeszedł wszystkich marnotrawców. Wymyślił nowy rodzaj łaźni, najdziwaczniejsze rodzaje potraw i posiłków. Kąpał się w ciepłych i zimnych wonnościach. Pijał najcenniejsze perły, rozpuszczone w occie. Biesiadnikom przy nakryciu kładł chleb i zakąski ze złota, powtarzając, że "albo musi być sknerą, albo Cezarem""92.

Powinniśmy się teraz na chwilę zatrzymać, by docenić to, co Swetoniusz nazywa rozrzutnością, bo założę się, że nikt z nas nie marzył nawet o jedzeniu złota. A tak na marginesie, na wypadek gdyby ktoś z was wygrał w totka, to zdradzę, że perły nie rozpuszczają się w occie. Lepiej więc wydajcie swoją fortunę na kanapkę z szynką na chlebie z płatkami złota i nieziemsko relaksującą kąpiel w Chanel N? 5.

Takie ekstrawagancje były jednak tylko czubkiem góry lodowej. Tyberiusz, zawsze rozważny i oszczędny administrator, pozostawił skarbiec państwowy pękający od dwustu siedemdziesięciu milionów sesterców. Zdumiewające, ale wszystko to rozeszło się w rok i Kaligula wreszcie odkrył, że rozrzutność, jedna z przyjemności bycia cesarzem, ma swoje granice.

Kaligula potrafił myśleć nieszablonowo. Dotyczyło to nie tylko nowych sposobów upokarzania senatu czy kolejnych skandali seksualnych. Był cesarzem i miał pomysły, które bez wahania wprowadzał w życie. Kiedy potrzebował pieniędzy, wpadał na sprytne sposoby wzbogacania się takie jak ten: "Unieważniał jakoby za niewdzięczność testamenty najpoważniejszych centurionów, zmarłych od początku panowania Tyberiusza, którzy nie wyznaczyli spadkobiercami ani jego, ani Tyberiusza"93. Uzyskane tak dobra przejmował. Sztuczka przyniosła znakomity efekt, bo przerażeni ludzie masowo zmieniali swe testamenty, by cesarza wpisać do grona spadkobierców. A Kaligula nie mógł się już doczekać tych spadków, bo brakowało mu na chleb ze złotem do kanapek z bekonem. "Nazywając ich z przekąsem figlarzami za to, że po wyznaczeniu spadkobierców ociągają się ze śmiercią, niejednemu posłał zatrute smakołyki94.

Po zmuszeniu poddanych do zapisów testamentowych na jego korzyść, a potem zabiciu ich, by szybciej przejąć ich spadek, oraz sprzedaży wielu sprzętów i wywindowaniu podatków Kaligula wpadł na kolejny pomysł dochodowego interesu: w swoim pałacu otworzył burdel, ale nie byle jaki - prostytucji oddawały się w nim rzymskie matrony i wolno urodzona młodzież. To był kolejny upadek Kaliguli, bo osoby te były chronione prawem stuprum, co ogólnie można przetłumaczyć jako "haniebny akt". I choć nie mamy pełnej listy czynów uznawanych za haniebne, możemy założyć, że chodziło o napaści seksualne, zaczepianie dziewiczych westalek, a już na pewno o zmuszanie dobrze urodzonych rzymskich kobiet i młodzieży do świadczenia usług seksualnych w burdelu założonym w pałacu cezarów. Kaligula robił sobie kpiny z rzymskiego poczucia przyzwoitości, a przy okazji łamał wiele praw.

KALIGULA NA WOJNIE

Jest w Swetoniuszowskim arsenale obrzucania błotem anegdota, która przebija wszystkie przytoczone wcześniej. Ta historia bywa przywoływana najczęściej jako dowód, że Kaligula nie tylko był sadystą, ale też chorował psychicznie. Opowiada o tym, co się stało, gdy cesarz postanowił zrobić to, co robili wszyscy dobrzy Rzymianie od samego założenia miasta - stoczyć wojnę.

Wyruszył w tym celu do Germanii, ale kampania ta była farsą od początku do końca, bo nie było z kim walczyć. "Wkrótce wobec braku podstawy do dalszej wojny kazał kilku Germanom ze swej straży przybocznej przeprawić się za Ren i tam się ukryć oraz polecił, aby po śniadaniu oznajmiono mu z jak największym zgiełkiem o zbliżaniu się wroga. Gdy tak się stało, pomknął z przyjaciółmi i grupą konnicy pretorianów do najbliższego lasu, powycinał trochę drzew i przybrawszy je na kształt trofeów zwycięskich, powrócił nocą przy pochodniach"95. Kaligula nie chciał jednak skończyć tej zabawy w wojnę i postanowił zaatakować zimną, mokrą i posępną wyspę Brytanię. Uszykowawszy wojska na brzegu kanału, wstał i dał rozkaz. Z tym że nie był to rozkaz, by wsiadać do łodzi i ruszyć za morze, tylko... by żołnierze poszli na plażę i nazbierali jak najwięcej muszelek. Tak też zrobili. Gdy zebrali już pryzmę muszli, Kaligula obwieścił zwycięstwo i zaczął kontemplować wspaniałość swego triumfu.

Nie wiemy, co o tym myśleli żołnierze. Fakt, że zmuszono ich do zbierania na plaży muszelek, jakby byli dziećmi, zapewne obrażał legionistów i nie widzieli w tym nic zabawnego. Oznacza to, że i żołnierzy musimy dodać do listy ludzi, których Kaligula z wysoka i serdecznie olewał.

ŚMIERĆ CESARZA

Taki był Kaligula, cesarz, który lubował się w torturach, bawił się śmiercią, upokarzał senatorów, trwonił zawartość państwowego skarbca, by zaspokoić swą manię wielkości, i brał udział w seksualnych ekscesach, które w Rzymie były zarówno nieobyczajne, jak i uznawane za przestępstwo. Cesarz, który wierzył, że jest nie tylko królem, ale i żyjącym bogiem. W tej sytuacji trudno się dziwić, że kres jego panowaniu położyło brutalne morderstwo.

Zaskakujące w zabójstwie Kaliguli jest to, że doszło do niego nie z tych powodów, których można by się spodziewać. Cesarza nie zabił również żaden wiedziony szczytnymi intencjami niesłychanie odważny człowiek, który sięgnął po taki ostateczny środek, by ocalić Rzym przed szalonym władcą, niszczącym wszystko, czego się tknie. Nie, Kaligula został zamordowany, bo naśmiewał się z czyjegoś głosu. Dokładnie: głosu Kasjusza Cherei, trybuna wojskowego pretorianów. "(...) Gajus miał zwyczaj piętnować tego starszego już oficera przezwiskiem niedołęgi i baby, obrzucając wszelkimi obelgami. Gdy ten pytał o hasło, dawał: "Priapa" lub "Wenerę". Gdy dziękował mu za coś, podawał dłoń do pocałowania, nadając jej sprośny kształt i ruch"96.

Jak na taki czyn powód był dość małostkowy. Ale jeśli przyjrzymy się wszystkim słynnym zabójstwom w dziejach Rzymu, to się okaże, że za wspaniałymi, szlachetnymi porywami kryły się zwykle jakieś osobiste urazy. Brutus i Kasjusz mogli się głosić wyzwolicielami i odnowicielami republiki, gdy zabijali Juliusza Cezara, ale u podstaw ich działań leżały urażone uczucia i upokorzenie po publicznym przebaczeniu im przez Cezara udziału w wojnie domowej po stronie Pompejusza. A Kasjuszowi Cezar zabrał w dodatku lwy: Kasjusz nienawidził władcy, a wśród innych zarzutów mu stawianych było to, że zabrał mu kilka lwów, które Kasjusz sprowadził, gdy miał zostać edylem97. Poza tym Cezar przez lata zadawał się z matką Brutusa. I z takich drobnych żołędzi - ukradzionych lwów i sypiania z matką - wyrósł wielki dąb nienawiści, zazdrości i resentymentu. W Kasjuszu Cherei też urosło takie wielkie drzewo i widział już tylko jeden sposób, by je ściąć - mord na cesarzu.

Gdy jego dręczyciel przechodził krytą galerią pałacową w drodze do teatru, "Cherea z tyłu w kark ugodził go śmiertelnie mieczem, wołając: "Bij!""98. Inni się przyłączyli i doszło do krwawej jatki: "Reszta spiskowców dobiła go trzydziestoma ciosami. Mianowicie hasło wszystkich brzmiało: "Powtórz". Niektórzy wbili żelazo nawet w organy męskie. Na pierwszy odgłos walki zbiegli się na pomoc tragarze lektyki z drągami oraz przyboczna gwardia germańska i położyli trupem niektórych spośród morderców, nawet kilku niewtajemniczonych senatorów"99.

Taki był koniec cesarza Gajusza vel Kaliguli vel Bucika. Ale zanim zaczniemy opowiadać o następnym najgorszym cesarzu, wyobrażając sobie, że gorszego od Kaliguli być już nie mogło, powinniśmy może poruszyć kwestię, którą każdy podnosi w przypadku Kaliguli: czy był szaleńcem, potworem, a może należałoby go nazwać jeszcze inaczej?

DEMENTI

Kiedy w 1976 roku zaczęto kręcić we Włoszech film oparty na wątkach z biografii Kaliguli, prasa zwracała uwagę na szczególną dbałość, z jaką reżyser i scenografowie starali się odtworzyć świat starożytnego Rzymu. "Wszystkie kostiumy, czy to arystokratów, czy chłopów, w tym wiązane sandały, pasy, klamry, naszyjniki, wymyślne fryzury i zdobienia, były wykonane ręcznie"100. W filmie wykorzystano 3492 kostiumy, w tym dwa tysiące par wojskowych sandałów. Ta dbałość o detale widoczna była również w przygotowaniu sześćdziesięciu czterech elementów dekoracji wnętrz wykorzystanych w filmie, w tym "wyłożonej płatkami złota łodzi, długiej na sto sześćdziesiąt stóp i wysokiej na trzydzieści stóp, udekorowanej ponad stu misternie zaprojektowanymi rzeźbami i wyposażonej w sto dwadzieścia wioseł"101. Ekipę stanowił kwiat talentów aktorskich: Malcolm McDowell, Helen Mirren, John Gielgud i Peter O'Toole. Nie wspominając już o tysiącach statystów zatrudnionych, by w pełni ukazać skalę i wspaniałość cesarskiego Rzymu. Autorem scenariusza był Gore Vidal. Film przyciągał jak magnes. W Kaligulę wpompowano siedemnaście i pół miliona dolarów, więc powinien być barwną i fascynującą podróżą do psyche najgorszego cesarza rzymskiego, odkrywającą tajemnice władzy i niszczącego wpływu politycznej zgnilizny. Ale Kaligula nie jest filmem fascynującym. Jest raczej, jak napisał krytyk Roger Ebert, "odrażającym, całkowicie bezwartościowym i żałosnym śmieciem"102. Tak złym, że reżyser, scenarzysta i cała obsada, poza Johnem Gielgudem, próbowali się od niego odciąć. I zapewne od razu zwolnili swoich agentów. Cóż tak strasznego stało się z projektem, w który zaangażowano takie talenty i pieniądze?

Zaskakująca odpowiedź prowadzi do magazynu "Penthouse", który wybulił na to przedsięwzięcie owe siedemnaście i pół miliona dolarów. Otóż mający decydujące słowo Bob Guccione z "Pent­house'a" obejrzał materiał nakręcony przez reżysera Tinto Brassa i stwierdził, że brakuje w nim jednej rzeczy: seksu. Tak się składało, że dysponował środkami, by wypełnić ten brak modelkami i modelami z "Penthouse'a". Nie poinformował jednak o tym ani reżysera, ani scenarzysty, ani też obsady aktorskiej. Zrobił tak zapewne dlatego, że słusznie podejrzewał, iż nie będą zachwyceni jego pomysłem. W rezultacie powstał film, który w dziewięćdziesięciu procentach należy do gatunku soft porno, a tylko w dziesięciu ma coś wspólnego z rzymskim cesarzem - tak mi się wydaje, choć w tym natłoku golizny trudno o dokładną ocenę.

Kaligula był klapą na niebywałą skalę, a ekipa naraziła się ponadto na kłopoty z cenzurą obyczajową różnych krajów. W Bostonie wezwano jako ekspertów seksuologa i szanowanego naukowca z zakresu literatury renesansowej, by poświadczyli przed sądem, że film ma wartość artystyczną, a zatem nie może być uznany prawnie za obsceniczny103. Sędzia, który zapewne musiał obejrzeć Kaligulę przed procesem, w podsumowaniu sprawy stwierdził, że nie mieli racji, a film nie przedstawiał żadnej wartości "literackiej, artystycznej ani naukowej". Nie powiedział jednak wprost, że jest obsceniczny, tylko umieścił go gdzieś pomiędzy graficznym obrazem seksu i przemocy a swego rodzaju politycznym komentarzem - co pod względem prawnym ocaliło Kaligulę przed bezpośrednim zakazem rozpowszechniania104.

W Wielkiej Brytanii dopiero od 2008 roku można oglądać pełną wersję filmu, choć niewielu jest chętnych na zobaczenie tych dodatkowych minut. Jak napisał krytyk filmowy "Guardiana" Peter Bradshaw, niektórych kapsuł czasu lepiej nie otwierać105.

Trzeba jednak przyznać, że John Gielgud był w tym filmie zakochany. Malcolm McDowell zdradził: "Dobrze pamiętam jego pierwszy dzień na planie. Spytał mnie, czy skończyłem. Powiedziałem, że nie, a on na to: "Mój drogi, to absolutnie cudowne. W życiu nie widziałem tylu kutasów""106.

W tym kontekście nie da się nie pomyśleć o relacji Swetoniusza, podobnie napompowanej seksualną rozwiązłością, która tak zraziła brytyjskich cenzorów. Film z 1979 roku mocno czerpie z twórczości tego rzymskiego historyka, odtwarzając sceny z jego relacji, łącznie z kazirodztwem. Czy Swetoniusz był starożytnym odpowiednikiem Boba Guccionego? Czy przedstawiając panowanie Gajusza, uznał, że trzeba je wzbogacić o większą dawkę seksu, większą dawkę przemocy, większą dawkę wszystkiego? Czy w istocie zrobił z historii pornografię? Istnieją pewne poszlaki, że mogło tak być.

Nasze źródła niewiele mówią na temat panowania Kaliguli. Oprócz Swetoniusza, który spisał swoją wersję zdarzeń ponad sześćdziesiąt lat po śmierci cesarza, możemy opierać się na Kasjuszu Dionie, który pozostawił nam świadectwo podobnie szczegółowe, ale powstałe prawie dwieście lat po tych wydarzeniach. Relacja Tacyta niestety przepadła, co jest wielką stratą, gdyż wzmianki o Kaliguli zawarte w innych jego dziełach sugerują, że byłoby to źródło o pierwszorzędnym znaczeniu.

W literaturze rzymskiej Kaligulę wspomina filozof Seneka, współczesny cesarzowi. Żydowski historyk Józef Flawiusz (urodzony w 37 roku, a zmarły około roku 94), autor Wojny żydowskiej, mówiącej o trudnych relacjach pomiędzy Rzymem a Judeą, poświęca kilka fragmentów tego dzieła osobistemu wkładowi Kaliguli. Bucik bowiem zdecydował, że w najważniejszym dla Żydów miejscu, świątyni jerozolimskiej, brakuje jego posągu: "Obłęd Gajusza wyrażał się nie tylko w gwałtach, popełnianych w stosunku do Żydów mieszkających w Jerozolimie i w jej okolicy; odczuły go także wszystkie kraje i morza, jak daleko sięgało państwo rzymskie, na które sprowadził niezliczone cierpienia, o jakich przedtem świat nie słyszał"107. Wyrażenie "o jakich przedtem świat nie słyszał" wskazuje jednak na baśniowy sposób opisywania reżimu Kaliguli przez Flawiusza. Inny historyk żydowski, Filon z Aleksandrii, spotkał się rzeczywiście z Kaligulą, gdy przybył w poselstwie do cesarza, by rozwiązać spór o kult jego posągów.

We wspomnianych źródłach znajdziemy niewiele - w porównaniu ze Swetoniuszem - szczegółów na temat panowania Kaliguli, ale informacje te pochodzą od ludzi, którzy znali cesarza osobiście albo żyli w jego czasach, więc mogą nam pomóc w odpowiedzi na pytanie, czy Swetoniusz nie zaprawił zanadto seksem swojej biografii.

Zacznijmy od kwestii kazirodczych stosunków Kaliguli z jego trzema siostrami, która pojawia się po raz pierwszy u Swetoniusza, a próżno jej szukać u Józefa, Seneki i Filona z Aleksandrii. Relacja Tacyta może być dla nas stracona, ale możemy wydedukować, że nie wspominał o kazirodztwie w rozdziale o panowaniu Kaliguli, biorąc pod uwagę, ile miejsca poświęcił niszczeniu pamięci o Agrypinie Młodszej - bez zrzucenia przy tym prawdziwej bomby atomowej, która by jej reputację zupełnie pogrążyła. Jest to szczególnie godne odnotowania, gdyż miał doskonałą okazję, by zadać taki morderczy cios, opisując, jak Agrypina została cesarzową Rzymu: "(...) często odwiedzając stryja pod pozorem pokrewieństwa, tak go uwiodła, że przed wszystkimi innymi miała pierwszeństwo i nie będąc jeszcze żoną - już posiadała władzę żony"108.

Tak, to prawda, że Agrypina uwiodła własnego stryja i za niego wyszła. Można by ten czyn uznać za kazirodztwo, gdyby nie to, że Klaudiusz zmienił prawo, by pozwolić na małżeństwa pomiędzy stryjem i bratanicą, co moglibyśmy uznać za niesmaczne nadużycie władzy. Dla Tacyta byłby to znakomity pretekst, by wypomnieć Agrypinie seks z bratem - ale nic takiego nie następuje, choć o uwiedzeniu stryja jak najbardziej wspomina. Myślę więc, że nie było o tym wzmianki również w rozdziale o Kaliguli. Dlaczego? Na pewno nie ze skromności czy chęci udowodnienia, że jest ponad takimi plotkami. Nie wahał się bowiem Tacyt przytaczać skandalizujących szczegółów z życia poprzedniczki Agrypiny na stanowisku cesarzowej - Messaliny: "A Messalina bardziej niż kiedykolwiek w zbytkach wyuzdana, gdy jesień swą pełnię osiągnęła, urządza w pałacu scenę winobrania: tłoczą prasy, w kadziach przelewa się wino. Kobiety przepasane skórami podskakiwały przy tym jak składające ofiarę albo szalejące bachantki; ona sama z rozpuszczonymi włosami i potrząsająca tyrsem"109. Możemy się stąd domyślać, że Tacyt nie wspomina o kazirodczym związku Agrypiny i Kaliguli, bo nic o tym po prostu nie słyszał. Dopiero później Agrypinę oskarżono o seksualne kontakty z bratem. Nie twierdzę, że Swetoniusz całą sprawę wymyślił, ale z pewnością rozpowszechnił tę plotkę i pomógł jej stać się "faktem" z życia Kaliguli.

Inne Swetoniuszowe "fakty" są podobnie wątpliwe. Weźmy kwestię wiary Kaliguli we własną boskość. Według Swetoniusza cesarz upierał się, by ludzie nazywali go bogiem. Ale takie jego określenie nie pojawia się na monetach z czasów jego panowania ani w żadnych zachowanych inskrypcjach. Czy to nie dziwne? Czyżby następny wymysł? A może wyolbrzymienie, bo ostatecznie kult cesarza był ogólnie przyjętą częścią rzymskiej religii. Ta idolatria wywoływała pewne zakłopotanie u poprzednika Kaliguli, Tyberiusza, który nie zgodził się na wybudowanie w Hiszpanii świątyni dedykowanej jego kultowi. Na podobny wniosek z Grecji Tyberiusz odpowiedział: "Osobiście satysfakcjonują mnie skromniejsze godności, takie jak przynależność do ludzi"110.

Tyberiusz czuł się nieswojo, będąc czczonym jak bóg, jego poprzednik, August, podobnie, ale czynił pod tym względem ważne rozróżnienie ze względów geograficzno-kulturowych. W prowincjach wschodnich "pozwolił tym, których miał za Hellenów, konsekrować przybytki ku swojej czci, Azjatom na posiadanie własnych w Pergamonie, a Bityńczykom w Nikomedii"111. Takie decyzje dotyczyły jednak ziem oddalonych od Rzymu, gdyż wspaniałe wielkie świątynie służące kultowi Augusta ukazywałyby dobitnie, jak daleki od prawdy był pielęgnowany przez cesarza wizerunek "zwykłego pierwszego obywatela".

Do takiego świata, w którym cesarze byli czczeni jak bogowie (nawet jeśli twierdzili, że im to nie odpowiada), wszedł Kaligula. W tym kontekście wzniesienie świątyni dedykowanej samemu sobie nie było niczym nadzwyczajnym - choć nie na samej italskiej ziemi. Może wyolbrzymianie konsekwencji tej decyzji przerodziło się w opinię, jakoby Kaligula sam wierzył w swoją boskość.

W relacji Swetoniusza są ewidentne luki, ale wprowadzanie przez niego anegdot za pomocą zwrotów w rodzaju "uważano, że", "niektórzy autorzy twierdzą", "inni piszą, że" albo "mówią, że zrobił" to czy tamto, ma sugerować opieranie się na cudzych opiniach. Nie dyskredytuje to Swetoniusza jako biografa. Jako sekretarz kancelarii cesarskiej Hadriana miał przecież dostęp do prywatnych papierów cesarzy, o których pisał, i korzystał z niego, cytując obficie fragmenty korespondencji Augusta na poparcie swoich poglądów. Wkrótce jednak po ukończeniu biografii Tyberiusza został zwolniony ze stanowiska za "zbyt swobodne przestawanie z cesarzową Sabiną". To zastanawiające. Tym bardziej że z tego samego powodu został zdegradowany wraz ze Swetoniuszem prefekt pretorianów Clarus112.

O ile jednak Roczniki i Dzieje Tacyta są epicką (i wartą przytaczania) rozprawą z demoralizującym wpływem władzy cesarskiej na państwo i rzymskiego ducha, o tyle cel Swetoniusza jest inny, choć nie mniej wzniosły. Jego biografie są traktatami o znaczeniu virtus (lub jej braku) w życiu człowieka, dlatego Swetoniusz nie trzyma się ściśle porządku chronologicznego, lecz organizuje je raczej tematycznie, co daje czytelnikowi znakomitą okazję do oceny poszczególnych cesarzy. Jest to też bardzo wygodne dla kogoś, kto pisze książkę zatytułowaną Najgorsi cesarze starożytnego Rzymu, bo Swetoniusz zestawia wszystkie najgorsze cechy władców - i między innymi z tego powodu tak go uwielbiam.

Zgodnie bowiem z duchem rzymskiej polityki należało obrzucić oponenta jak największą porcją błota w nadziei, że coś z tego się do niego przyklei. Jednocześnie pod rządami despotycznego władcy trzeba było mocno uważać, co się mówi, bo inaczej groził publiczny proces, nierzadko kończący się wygnaniem albo egzekucją. Ale gdy taki despotyczny cesarz już odszedł, można było sobie pofolgować - i wtedy ruszała lawina opowieści typu: "pamiętam, jak zrobił to czy tamto". Trudno się dziwić, że w takich historiach pojawiało się zwykle nieco przesady, a przy każdym powtórzeniu nabierały one silniejszych barw i obrastały w skandalizujące szczegóły. Swetoniusz jest naczelnym kustoszem tych historii i winniśmy mu za to wdzięczność. Owszem, niektóre z biografii jego autorstwa zawierają wątpliwe zdarzenia - ale i tak mówią nam dużo o tym, co starożytni Rzymianie myśleli o Kaliguli. Miał taką, a nie inną reputację i jeśli nawet z biegiem czasu coraz trudniej było uwierzyć w pewne sytuacje czy wręcz można je było uznać za bzdury, to tkwiło w nich ziarno prawdy. Panuje bowiem powszechna zgoda co do prawdziwości niektórych ekscesów Kaliguli - potwierdzają je inne źródła niż Swetoniusz, w tym naoczni świadkowie jak Filon z Aleksandrii. Poza tym ofiary wybryków Kaliguli należały do tej samej klasy co historycy - czyli do klasy senatorskiej.

CESARZ SZALENIEC?

Oto jest pytanie, na które chcą odpowiedzieć autorzy wszystkich biografii i filmów dokumentalnych: czy cesarz był psychicznie niezrównoważony? My też o to zapytamy, choć może niepotrzebnie, bo Kaligula ma na koncie dość wybryków i zbrodni, by zdobyć tytuł najgorszego cesarza niezależnie od tego, czy miał problemy psychiczne, czy w stu procentach był świadom swych czynów.

Jak już wspomniałam, ludzie, którym Kaligula wyrządził krzywdy, "o jakich przedtem świat nie słyszał" - by użyć barwnego określenia Józefa - należeli do patrycjuszy i ekwitów, tak jak Tacyt i Swetoniusz oraz wszyscy ich informatorzy. Utrzymywanie dobrych nastrojów wśród tych warstw społecznych było częścią programu Augusta, "jak być dobrym cesarzem". Zawartych w tym programie punktów należało przestrzegać, jeśli się chciało: (a) zachować długie i wolne od lęku przed gwałtowną śmiercią życie, (b) zostawić chwalebne dziedzictwo na długie lata po najspokojniejszym zejściu z tego świata, (c) zostać bogiem.

Kaligula rozmyślnie raz po raz i - trzeba to powiedzieć: z sadystycznym upodobaniem - atakował patrycjuszy i klasę ekwicką. Sypiał z ich żonami, zmuszał do robienia na swoją rzecz zapisów testamentowych, nakładał na nich upokarzające kary, a później otwarcie stwierdził, że jego koń Incitatus nadaje się lepiej na senatora niż oni. Lecz Incitatusowi nie dano szansy, by to potwierdził, więc sprawa pozostaje jednym z wielkich "a co, jeśli...?" historii.

Z senatorskiego punktu widzenia było to czyste szaleństwo, bo kto inny mógłby traktować ludzi o wysokim statusie i urodzeniu z taką pogardą, jakby byli warci nie więcej niż uliczni żebracy? Kto inny mógłby dopuszczać się takich sadystycznych aktów wobec tego szacownego gremium, jeśli nie szaleniec, który stracił poczucie rzeczywistości i nie wie, jak działa świat? Z naszych źródeł dobywa się skarga biednych, bezbronnych i niewinnych ofiar Kaliguli.

Przestańmy jednak pytać o to, j a k Kaligula traktował elity, a zadajmy pytanie istotniejsze i dające lepszy wgląd w sytuację: d l a c z e g o traktował je w ten sposób. W dłuższej perspektywie da to nam większą szansę na uzyskanie odpowiedzi na pytanie o stan zdrowia Kaliguli, gdyż jego ataki na patrycjuszy i ekwitów nie były tak bezmyślnie sadystyczne, jak chciały nam wmówić nasze źródła. "W tym szaleństwie jest metoda" - powiedział Szekspir. I w szaleństwie Kaliguli też była.

Panowanie Kaliguli nie zaczęło się od szaleństw, ale od wielkiej nadziei. Senat był wręcz zakochany w nowym cesarzu. Przypomnijmy sobie: Kaligula ogłosił, że nie ma czasu dla donosicieli, nie objął konsulatu (najwyższego urzędu w Rzymie), dając tym samym okazję senatorom do awansu na to zaszczytne stanowisko, ściągnął z powrotem do Rzymu senatorów wygnanych z miasta przez Tyberiusza. Przez pierwsze dwa lata jego panowania stosunki z patrycjuszami układały się znakomicie, a potem nagle się załamały. Dlaczego?

Wysuwane są trzy wytłumaczenia tej przemiany Kaliguli z wielkiej nadziei w potwora. Według pierwszego Kaligula po siedmiu zaledwie miesiącach panowania poczuł się źle. Wywołało to wybuch powszechnej rozpaczy. Za niedomagającego cesarza odmawiano modlitwy. Publiusz Afraniusz Potitus zaklinał się, że z radością odda życie za uzdrowienie młodego władcy. Inny obywatel zaofiarował się, że wystąpi na arenie jako gladiator, byleby cesarz uniknął śmierci. Najlepsza jest puenta tych deklaracji: otóż gdy Kaligula ozdrowiał, zmusił obu tych superlojalnych poddanych, by zrealizowali swe obietnice. "Zamiast pieniędzy, na które liczyli, oferując życie za cesarza, zostali zmuszeni do spełnienia swych zobowiązań, aby nie być uznanymi za krzywoprzysięzców"113.

Kaligula, który podźwignął się z owej niesprecyzowanej choroby, mocno się różnił od władcy rządzącego wcześniej - przynajmniej według niektórych źródeł. "Jakaś ciężka choroba zaatakowała Gajusza, który zmienił przez to sposób bycia"114 - zanotował Filon z Aleksandrii. Robert Graves w swej powieści Ja, Klaudiusz przedstawił to samo wydarzenie jako punkt zwrotny, od którego wszystko potoczyło się źle. I chociaż u Gravesa Kaligula jest potworem od urodzenia, odpowiedzialnym za śmierć ojca i utrzymującym kazirodcze stosunki z siostrami, to właśnie choroba zepchnęła cesarza w całkiem nowe wymiary szaleństwa. "On jest szalony. Zawsze taki był, ale teraz to gorzej niż szaleństwo - to opętanie"115.

Śmierć ulubionej siostry Kaliguli Druzylli w czerwcu 38 roku była kolejnym domniemanym momentem, gdy cesarza ogarnęło szaleństwo. Jest niewątpliwie prawdą, że Kaligulę dręczył żal po odejściu siostry. Urządził jej okazały publiczny pogrzeb i cały Rzym musiał ją opłakiwać wraz z cesarzem: "Po śmierci Druzylli ogłosił całkowite zawieszenie wszystkich sądów, w czasie którego za sprawę gardłową poczytywano: śmiać się, myć się, obiadować z rodzicami albo żoną lub dziećmi"116.

Te dwa punkty zwrotne - niesprecyzowana choroba mózgu i śmierć ukochanej siostry - stanowią wygodne wyjaśnienie zachowania Kaliguli: no cóż, spotkał go nieszczęśliwy wypadek, któremu nikt nie był winny i który zmienił zrównoważonego i kochanego cesarza w okrutnego potwora. Rozwiązaliśmy więc zagadkę i możemy przejść do następnego cesarza. Ale coś jeszcze zdarzyło się w początkach panowania Kaliguli, w roku 39, co może być bardziej wiarygodnym wyjaśnieniem późniejszych jego ekscesów.

NIE TAKIE NIEWINNE OFIARY?

Relacje z panowania Kaliguli pełne są bezkrytycznie przytaczanych aktów złośliwości wobec patrycjuszy. Tymczasem wśród nich oprócz takich płaszczących się pochlebców jak ci, którzy publicznie - w nieskrywanej nadziei na zysk - zapewniali o chęci ofiarowania swego życia w zamian za zdrowie cesarza, byli też tacy senatorowie jak Liwiusz Geminius, który otrzymał milion sesterców od Kaliguli za stwierdzenie, iż widział ukochaną siostrę cesarza Druzyllę "wstępującą do nieba i rozmawiającą z bogami"117. Wzruszające.

Z takimi ludźmi cesarz stykał się każdego dnia - deklarującymi dozgonną lojalność i miłość wobec władcy. Jakiego rodzaju komplementami obsypywano cesarzy, mówi nam epigram poety Marcjalisa, oddający jego uczucia do cesarza Domicjana:

Przypuśćmy, że wezwanie dwóch posłów przynosi:

Ten do Jowisza, tamten do Cezara prosi;

Dajmy, że niebo bliżej a Palatyn dalej,

I tak jeszcze odpowiedź tę by otrzymali:

"Niech z Jowiszem ucztuje, kto tu bogów nie ma:

Mnie na ziemi mój Jowisz skrępował i trzyma"118.

Taki oto był styl pochlebstw, kierowanych również w stronę młodego Kaliguli. Jak kochany musiał się czuć w tych wczesnych latach panowania i jak bardzo musiał być dotknięty, gdy odkrył, że wszystkie te miodopłynne słowa były tylko słowami. Słowami pochwały i miłości równie pustymi i bez znaczenia jak to zaklinanie się Publiusza Afraniusza Potitusa, że odda życie za jego ozdrowienie. W 39 roku bowiem doszło do dwóch prób obalenia cesarza przez senatorów, a w jedną z nich zamieszane były dwie siostry Kaliguli.

O pierwszym z tych spisków niewiele wiemy, a Kasjusz Dion potraktował go w swojej relacji marginalnie i aluzyjnie: "W tych i następnych dniach wielu najwybitniejszych ludzi zginęło z wyroków skazujących i wielu też innych, mniej znacznych, w walkach gladiatorskich"119. Musiała to być jakaś wielka czystka, ale Dion nie podaje niestety jej przyczyn. Jednak wzmianka o wyrokach skazujących dowodzi, że poprzedziły ją procesy sądowe. To zaś sugeruje, że doszło do jakiejś zbrodni. A jaki rodzaj zbrodni mogła popełnić wspólnie grupa najwybitniejszych ludzi? Nie chodziło raczej o kradzież sklepową. Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że doszło do spisku przeciw cesarzowi. Nic więcej nie da się wydedukować, bo Kasjusz Dion tego wątku nie rozwija.

Według Kasjusza Diona niedługo po tym tajemniczym wydarzeniu Kaligula wygłosił znamienną przemowę w senacie. Poświęcona była procesom o zdradę za panowania Tyberiusza, a dokładniej roli, jaką odegrali w nich sami senatorowie. "Zajął się oddzielnie każdym przypadkiem skazania na śmierć i starał się wykazać, tak przynajmniej się wydawało, że to senatorowie byli współ­odpowiedzialni za większość tych wyroków. Dowody, zaczerpnięte ponoć z dokumentów, które kiedyś rzekomo spalił, kazał odczytać cesarskim wyzwoleńcom"120.

Jak ci senatorowie musieli się kręcić na swoich miejscach, kiedy cesarz przypominał im ich postępki: udział w wydarzeniach, które później potępiali. Przypomniał im, jak potraktowali człowieka, który zniszczył własną rodzinę: "Sejana też najpierw wbiliście w pychę i zepsuliście go, a potem skazaliście na śmierć". I dodał: "Więc i ja nie powinienem oczekiwać od was żadnego przyzwoitego traktowania"121. Kryła się w tym zdaniu aluzja, że zdarzyło się coś poważnego, w co zamieszani byli członkowie senatu.

Przemowa Kaliguli świadczy o tym, że spadły mu z oczu łuski, że nagle zdał sobie sprawę, iż ludzie, którzy twierdzą, że go kochają, wcale nie są jego przyjaciółmi. To przecież oni podpisali się pod dokumentami skazującymi jego matkę i braci na straszną śmierć. Naprawdę straszną. Brat Kaliguli, Druzus, zmarł z głodu, a przedtem jadł w więzieniu włosie ze swojego materaca. Agrypina, kiedyś ulubienica Rzymu, została tak ciężko pobita przez strażników, że straciła oko. A teraz Kaligula staje przed ludźmi odpowiedzialnymi za to jako ich władca. Owszem, schlebiali mu, ale równie mocno deklarowali swą miłość do Sejana i Tyberiusza, których teraz potępiali w najostrzejszych słowach.

Kaligula widział już, że senatorowie nie kochają cesarzy, że to była jedynie czcza gadanina. Zresztą na jego przemowę odpowiedzieli kolejnymi pustymi gestami: "Przegłosowali coroczne ofiary ku czci jego Łaskawości, zarówno w rocznice tego przemówienia, jak i dni poświęcone pałacowi; przy tych okazjach na Kapitol miał być wnoszony złoty wizerunek cesarza, a chłopcy z najpierwszych rodów mieli śpiewać hymny na jego cześć"122.

Potem nastąpił kolejny spisek, tym boleśniejszy dla młodego Kaliguli, że zamieszane w niego były dwie jego siostry oraz Marek Emiliusz Lepidus, wdowiec po tak bardzo opłakiwanej Druzylli. Lepidus został stracony, Agrypina Młodsza i Julia Liwilla - zesłane. W zmowie uczestniczyli też bez wątpienia inni przedstawiciele klasy senatorskiej. I w tym kontekście szczególne traktowanie patrycjuszy przez Kaligulę nabiera głębszego sensu. To na pewno nie były niewinne owieczki wysyłane na rzeź, jak chcieliby nam wmówić historycy wywodzący się z tej samej klasy. Brali udział w spiskach zmierzających do obalenia cesarza. I to będzie wciąż powracający motyw w naszym przeglądzie najgorszych władców Rzymu. I dlatego utrzymanie senatu w dobrym nastroju powinno było znaleźć się na liście zadań każdego cesarza.

Kaligula jednak wybrał inny sposób dyscyplinowania senatorów - terroryzowanie ich. Od niego zależało życie osób, które zniszczyły jego rodzinę - i oczywiście miał zamiar to wykorzystać, bo pragnął rewanżu. Skazywał senatorów na pracę w kopalniach, zmuszał ich do udziału w walkach gladiatorskich, wzywał w środku nocy pod groźbą śmierci, a potem tańczył frywolnie przed tymi przerażonymi ludźmi. Chciał ich terroryzować i upokarzać - i robił to z powodzeniem.

No tak, Swetoniusz za bardzo przyprawił biografię Kaliguli seksem, senatorowie zasłużyli sobie na upokorzenia, a Kaligula nie zwariował tak nagle... Tylko co z tymi muszelkami? Czyż historia ta nie świadczy jednak o szaleństwie? Nikt nie zaprzecza, że jest prawdziwa, i można by ją racjonalnie wytłumaczyć. A może nie? Wam pozostawiam osąd. Otóż Kaligula, jak już wspomniałam, zaczął szykować swe wojska do podboju Brytanii, ale zamiast nakazać inwazję na pełną skalę, polecił żołnierzom zbierać muszle na plaży, a wreszcie ogłosił zwycięstwo. Niektórzy historycy próbowali przekonywać, że te dziwaczne działania nie były wcale dziwaczne, bo cały problem wyniknął z nieporozumienia. Kaligula nie miał wcale na myśli muszelek, gdy kazał żołnierzom zebrać musculi, ale wojskowe baraki, używane przy oblężeniach, które również nazywano musculi123. Całe zamieszanie wzięło się więc z nieznajomości terminologii wojskowej przez starożytnych historyków!

Natomiast Aloys Winterling sugeruje w swojej biografii Kaliguli, że zbieranie muszelek było rozmyślną próbą upokorzenia żołnierzy za to, że odmówili przekroczenia kanału i walki124. Nigdzie jednak nie ma żadnej wzmianki o buncie wojsk Kaliguli ani odmowie walki, co poniekąd osłabia tę hipotezę. W istocie wyjaśnienie to oparte jest na fakcie z czasów panowania cesarza Klaudiusza, gdy rzeczywiście część żołnierzy nie chciała pokonać kanału i wziąć udziału w udanej - jak się okazało - inwazji na Brytanię. Byłoby to więc dobre wytłumaczenie ewentualnego rozkazu Klaudiusza - tyle że on nie nakazał zbierania muszelek.

Z czym więc zostaliśmy? Nie uważam, że powinniśmy trzymać się tezy o szaleństwie cesarza ani uznać, że cała ta historia to dęta bujda, bo pasuje doskonale do tego, czego już się dowiedzieliśmy - że Kaligula uwielbiał upokarzać ludzi. Żołnierze nie musieli niczym szczególnym zasłużyć sobie na poniżenie. Cesarz nie potrzebował powodu czy pretekstu do uzasadnienia takich ekscesów. Mógł podjąć w odniesieniu do każdego człowieka każdą decyzję. Tak było od czasów Augusta. August jednak działał zakulisowo, a Kaligula zerwał wszelkie zasłony i wystawił swą władzę na światło dzienne. Cesarze, którzy przyszli po nim, nie mogli już udawać, że nie reżyserują spektaklu. Tajemnica się wydała: Imperium Rzymskie było monarchią i w rękach monarchy spoczywała władza absolutna.

PO BUCIKU

Zakrwawione ciało Kaliguli drżało jeszcze, gdy senatorowie, których tak prześladował i upokarzał, postanowili, że mają dość cesarzy. "Senat okazał tak jednomyślną wolę przywrócenia wolności, iż konsulowie zwołali pierwsze posiedzenie nie do kurii, gdyż nosiła nazwę Juliuszowej, lecz na Kapitol"125. Niestety, jak zwykle wyprzedziły ich wydarzenia, bo kiedy debatowali w pałacu nad nowymi politycznymi porządkami, gwardia pretoriańska znalazła schowanego za kotarą stryja Kaliguli, Klaudiusza, i obwołała go cesarzem. Senatorowie do tego stopnia dali się porwać radości, iż ich odziedziczone po przodkach prawa do rządzenia znów nabrały mocy, że nawet do głowy im nie przyszło, że Rzym może już mieć nowego cesarza. Wyobrażam sobie ich miny, gdy się o tym dowiedzieli!

Po Klaudiuszu przyszedł jego siedemnastoletni pasierb Neron, chłopak o jeszcze mniejszych kwalifikacjach do rządzenia niż młody Kaligula, ale mogący się tak jak Kaligula mienić potomkiem Augusta. Był ostatnim cesarzem, który mógł się powoływać na takie pochodzenie, bo wraz z jego śmiercią wygasła dynastia julijsko-klaudyjska. Kiedy Neron został w 68 roku obalony w wyniku przewrotu, senat musiał poszukać nowego cesarza poza pałacem. Znalazł go w Hiszpanii.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI

53 Informatorzy, którzy zgłosili potwierdzone później zarzuty, byli nagradzani jedną czwartą majątku skazanego. Zważywszy na bogactwo klasy senatorskiej, mogły to być bardzo pokaźne sumy.

54 Swetoniusz, Boski Tyberiusz, w: op. cit., akapit 58, s. 226.

55 Istnieją najrozmaitsze tłumaczenia przeprowadzki Tyberiusza na Capri. Swetoniusz pisał, że cesarz zyskał wątpliwą reputację z racji zboczeń, o których trudno opowiedzieć, a co dopiero w nie uwierzyć. Podaje jednak listę tych deprawacji, z którymi trudno porównywać wszystko to, co czyta się o innych cesarzach, nawet Kaliguli. Tyberiusz jednak osiadł na Capri po siedemdziesiątce i jest mało prawdopodobne, by zachował tyle sił witalnych, aby zdołał popełnić nawet trzecią część wybryków, o jakie go oskarżano.

56 Swetoniusz, Boski Tyberiusz, w: op. cit., akapit 75, s. 238.

57 Sejan - ten zdradziecki i nielojalny prefekt pretorianów - przekonał Tyberiusza, że Agrypina i dwóch jej synów spiskują przeciw niemu. Cała ta trójka zmarła na wygnaniu. Prefekt miał oko na jedynego ocalałego syna Agrypiny, Gajusza, który stał się następnym jego celem. Gdy Tyberiusz w końcu uświadomił sobie dwulicowość prefekta, o czym świadczyły między innymi jego romans z synową Tyberiusza Liwillą i zamordowanie jej męża, syna cesarskiego Druzusa, Sejan został stracony. Liwillę podobno zamurowała w pałacowej komnacie jej matka Antonia. Kobieta zmarła w tej pułapce z głodu.

58 Germanik skonfliktował się z gubernatorem Syrii Gnejuszem Kalpurniusem Pizonem. Gdy zachorował i umarł w wieku trzydziestu trzech lat, Pizon został oskarżony o otrucie go i stanął przed sądem w Rzymie. Ponieważ Pizon był zaufanym Tyberiusza, powszechnie plotkowano, że mógł otruć Germanika na rozkaz cesarza. Nigdy jednak tego nie dowiedziono, gdyż Pizon popełnił samobójstwo. Współcześni naukowcy jednak sądzą, że prawdopodobnie Germanik zmarł po prostu na febrę.

59 Swetoniusz, Gajus Kaligula, w: op. cit., akapit 3, s. 241.

60 Ibidem.

61 Ibidem, akapit 13, s. 247.

62 Ibidem, s. 248.

63 Ibidem, akapit 15, s. 249.

64 Ibidem.

65 Ibidem.

66 Ibidem, akapit 18, s. 251.

67 Ibidem, akapit 17, s. 251.

68 Ibidem, akapit 16, s. 250.

69 Ibidem, akapit 17, s. 251.

70 Kasjusz Dion Kokcejanus, Historia rzymska, LIX.

71 Swetoniusz, Gajus Kaligula, w: op. cit., akapit 21, s. 253.

72 Ibidem, akapit 22, s. 254.

73 Ibidem.

74 Jak już wspomniałam, Gajusz Oktawiusz oznajmił, że nie przyjmie imienia Romulus, gdyż Romulus był królem. Poruszająca mowa Brutusa Wyzwoliciela była wciąż bardzo droga Rzymianom, przekonanym, że już nigdy nie będą rządzeni przez królów.

75 Swetoniusz, Gajus Kaligula, w: op. cit., akapit 52, s. 276.

76 Ibidem, akapit 36, s. 267.

77 Pradziad Kaliguli, August, wprowadził serie praw penalizujących właśnie takie zachowania, jakie demonstrował Kaligula. Chodzi o cudzołóstwo z wolno urodzonymi mężatkami.

78 Swetoniusz, Gajus Kaligula, w: op. cit., akapit 54, s. 277.

79 Ibidem, akapit 27, s. 260.

80 Utratę tych legionów odczuwano tak mocno, że August przez kilka miesięcy z rzędu nie strzygł się ani nie golił, wołając: "Kwintyliuszu Warusie, oddaj legiony!" (Swetoniusz, Boski August, w: op. cit., akapit 23, s. 119).

81 Ibidem, Gajus Kaligula, akapit 30, s. 262.

82 Ibidem, akapit 22, s. 254.

83 Ibidem, akapit 36, s. 266.

84 Klasycznym tego przykładem jest Juliusz Cezar. W początkach swej kariery był oskarżany o seksualne uleganie królowi Bitynii Nikomedesowi. Jego polityczni rywale potrafili podtrzymywać ten temat w dyskursie publicznym przez dekady po domniemanym występku.

85 Seneka, Controversies, 4.

86 Swetoniusz, Nero, w: op. cit., akapit 26, s. 345.

87 Juwenalis, Satyra VI, wersy 63-65, w: Trzej satyrycy rzymscy. Horacy, Persjusz, Juwenalis, przeł. Jan Sękowski, oprac. Lidia Winniczuk, PIW, Warszawa 1958, s. 45.

88 Jak na ironię posąg ten odlano ze stopionych monet Kaliguli po tym, jak senat zdecydował, że wszystkie przedmioty z jego wizerunkiem mają być zniszczone. Można pochwalić Messalinę za jej pomysł na recykling.

89 Swetoniusz, Gajus Kaligula, w: op. cit., akapit 55, s. 278.

90 Ibidem, akapit 36, s. 266.

91 Ibidem, akapit 25, s. 257.

92 Ibidem, akapit 37, s. 267.

93 Ibidem, akapit 38, s. 268.

94 Ibidem.

95 Ibidem, akapit 45, s. 271.

96 Ibidem, akapit 56, s. 279.

97 Pisał o tym Plutarch w Żywotach sławnych mężów, w części poświęconej Brutusowi.

98 Swetoniusz, Gajus Kaligula, w: op. cit., akapit 58, s. 281.

99 Ibidem.

100 Na temat tej produkcji: 1980 Press Notes on Caligula Film, s. 2.

101 Ibidem.

102 Strona WWW Roberta Eberta.

103 S. Schoenbaum, Caligula and the courting of an expert witness, "The Washington Post", 10.08.1980.

104 Burton F. Jablin, Professors testify in Caligula case, "The Harvard Crimson", 5.08.1980.

105 Peter Bradshaw, Caligula's sex and excess is bizarre and depressing, "The Guardian", 28.08.2008.

106 Alan Royce, The Making of Caligula, www.filmstarfacts.com.

107 Józef Flawiusz, Dzieje dawnego Izraela, www.zrodla.historyczne.prv.pl [dostęp: 4.02.2025], księga XIX, akapit I.1.

108 Tacyt, op. cit., księga XII, rozdz. 3, s. 325.

109 Ibidem, księga XI, rozdz. 32, s. 319.

110 Cyt. za: L.R. Taylor, Tiberius' Refusals of Divine Honors, "Transactions and Proceedings of the American Philological Association" 1929, nr 60, s. 87-101.

111 Kasjusz Dion, op. cit., rozdz. LI, akapit 20.

112 Bawię się myślą o swoistym trójkącie cesarzowej, Swetoniusza i Clarusa. Albo że Swetoniusz czytał cesarzowej na głos swój rozdział o ciekawych latach spędzonych przez Tyberiusza na Capri, co jej mąż uważał za niedopuszczalne. Ale istnieje też bardziej trywialna możliwość: że Swetoniusz po prostu naruszył protokół, zwracając się do cesarzowej bardziej bezpośrednio, niżby wypadało.

113 Kasjusz Dion, op. cit., księga LIX, rozdz. 8.

114 Filon z Aleksandrii, Legatio ad Gaium (Poselstwo do Gajusza), księga 2, rozdz. 14.

115 Graves, Robert, Ja, Klaudiusz, przeł. Stefan Essmanowski, PIW, Warszawa 1991, s. 367.

116 Swetoniusz, Gajus Kaligula, op. cit., akapit 24.

117 Kasjusz Dion, op. cit., księga LIX, rozdz. 11.

118 M. Waleryus Marcyalis, Nietrudny wybór, w: Epigramy, przeł. Jan Czubek, Kraków 1908, księga 9, epigram XCI, s. 304.

119 Kasjusz Dion, op. cit., księga LXI, akapit 13.

120 Ibidem, akapit 16.

121 Ibidem.

122 Ibidem, akapit 11.

123 Arther Ferrill, Caligula: Emperor of Rome, s. 128.

124 Aloys Winterling, Caligula, s. 118.

125 Swetoniusz, Gajus Kaligula, op. cit., akapit 60.