Naga narzeczona - Anton Czechow

Kup ebooka

4.49 zł
3.68 zł (2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Naga narzeczona

Romans z kontrabasem.

Muzyk Smyczkow szedł z miasta w kierunku letniska do willi księcia Bibułowa, gdzie z okazji zaręczyn córki księcia miał się odbyć wieczór z muzyką i tańcami. Na plecach muzyk miał olbrzymi kontrabas w skórzanym futerale.

Szedł brzegiem rzeki, której wody nie płynęły bynajmniej groźnym potokiem, lecz raczej cicho i poetycko szemrały. - A może się wykąpać? - pomyślał muzyk. I niedługo się namyślając, zrzucił ubranie i pogrążył ciało w chłodnych falach żywiołu. Wieczór byt wspaniały. Poetycka dusza Smyczkowa stopiła się w jedno z pięknem i harmonią otoczenia. Lecz jakże słodkie uczucie go ogarnęło, gdy odpłynąwszy ze sto kroków od miejsca swej kąpieli, ujrzał śliczną dziewczynę, spoczywającą na urwistym brzegu i zajętą łowieniem ryb. Smyczkow wstrzymał oddech i zamarł pod napływem najróżnorodniejszych uczuć: wspomnienia dawnej przeszłości, tęsknota za tym, co przeszło, nagle zbudzona miłość... Mój Boże, a jemu się zdawało, że nie jest już w stanie pokochać - po fakcie, kiedy utracił wiarę w ludzkość (gorąco ukochana żona uciekła z przyjacielem, flecistą Sobakinym), poczuł pustkę i stał się mizantropem. - Czym jest życie? - niejednokrotnie pytał samego siebie. - Po co żyjemy? Życie to mit, marzenie, sen. Lecz stojąc przed śpiącą pięknością (nie trudno było spostrzec, iż dziewczę zasnęło}, nagle wbrew woli poczuł w piersiach coś, co było bardzo podobne do zakochania. I długo tak stał przed nią, pożerając ją oczami... - Niestety, już czas na mnie! - pomyślał, głęboko westchnąwszy. - Żegnaj, cudowne zjawisko! Czas już iść na bal do jego ekscelencji... Spojrzawszy jeszcze raz na piękną dziewczynę, Smyczkow chciał już odpłynąć z powrotem, lecz w tej samej chwili w głowie błysnęła mu pewna myśl... - Zostawię jej jakiś upominek. - postanowił. - Przyczepię jej do haczyka kwiaty... Będzie to dar od tajemniczego nieznajomego. Smyczkow dopłynął do brzegu, zebrał wielki bukiet z kwiatów polnych i lilij wodnych, związał sitowiem i przyczepił do haczyka wędki. Bukiet poszedł na dno, pociągając za sobą malowany korek pływaka. Rozsądek, prawo natury i społeczne stanowisko naszego bohatera wymagają, ażeby w tym miejscu zakończyło się nasze opowiadanie, ale - niestety - los autora jest nieubłagany: z powodów zupełnie niezależnych od autora romans nie zakończył się bukietem. Wbrew zdrowemu rozsądkowi i wbrew naturze rzeczy biednemu, skromnemu kontrabasiście sądzonym było odegrać ważną rolę w życiu pięknej arystokratki. Dopłynąwszy z powrotem do brzegu, Smyczkow osłupiał. Ubranie jego znikło. Ubranie zostało skradzione... Nieznani sprawcy, skorzystawszy z rozmyślań Smyczkowa, ukradli mu wszystko, prócz kontrabasu i cylindra. - Przekleństwo! - wyrwał się okrzyk Smyczkowowi. - O, jakże podstępni są ludzie! Nietyle oburza mnie kradzież ubrania (odzież jest znikomym prochem), ile myśl, że zmuszony będę przespacerować się w kostiumie Adama i w ten sposób obrażę moralność publiczną. Usiadł na futerale od kontrbasu i zaczął szukać wyjścia z tej przykrej sytuacji. - Przecież nie mogę przyjść nago do księcia Bibułowa! - rozmyślał nieszczęśliwiec. - Tam będą damy! A w dodatku złodzieje razem ze spodniami ukradli mi kalafonię! Rozmyślał długo i głęboko, aż do bólu głowy.

CIĄG DALSZY TEKSTU W PEŁNEJ WERSJI