UWAGI DODATKOWE
Uwaga 1. (ze strony 66.): To Bóg wypełnił Prawo w Chrystusie. Wypełnianie go nie jest czymś, co odbywa się cały czas w życiu współczesnych wierzących. Bóg uwolnił nas spod Prawa, abyśmy mu nie podlegali, ani nie byli przez nie kontrolowani (Ga 3,25).
Duch Święty nie zachęca nas do przestrzegania Prawa Mojżeszowego; nie sądzę również, abyśmy mieli traktować przepisy Prawa jako wskazówki do codziennego stosowania. Dlatego jest w nas Duch Święty, gdyż: " Jeśli jednak Duch was prowadzi, nie podlegacie Prawu" (Ga 5,18, NP). Co więcej, Gdyby Bóg zachęcał nas do przestrzegania Prawa, dotyczyłoby to całego Prawa, a nie tylko jakiejś jego części. Wyobraź sobie, jak by wyglądało nauczanie Ducha Świętego, gdyby miał nas motywować do zachowywania setek reguł obowiązujących w Prawie Mojżeszowym.
Myślę, że to jasne, że wierzący nie powinni mieć nic wspólnego z Prawem. Siódmy rozdział Listu do Rzymian wyjaśnia, że umarliśmy dla Prawa, a teraz podlegamy Innemu. Bóg postrzega powrót do życia opartego na Prawie jako duchowe cudzołóstwo. Życie według reguł jest oszukiwaniem Jezusa!
Uwaga 2. (ze strony 81.): Owoce Ducha to piękne zjawisko. Sposób, w jaki Chrystus się manifestuje, znacznie wykracza poza wszelkie ludzkie rozumienie moralności czy etyki. W rajskim ogrodzie Adam i Ewa popełnili błąd, wybierając "poznanie" dobrego i złego. Wkroczyli na teren moralności i etyki, w którym mogli osądzać dobro i zło. Zamiast żyć dzięki Życiu, któremu zawdzięczali pierwsze tchnienie, postanowili wybrać kontrolę.
Grzech pierworodny na zewnątrz nie wydawał się czymś złym; dziś też nie byłby przedmiotem kpin. Może nawet spotkałby się z aprobatą, tak jak kibicujemy tym, którzy szukają tego, co "właściwe" w ich własnym mniemaniu. Nazywamy to spójnością charakteru i samodyscypliną. Ale Bogu nie podobała się ta pierwsza ludzka decyzja wkroczenia na teren dobra i zła.
Bóg stworzył nas, żebyśmy byli od Niego zależni, nie zajmując się moralnością czy etyką. Adam i Ewa mieli wiedzieć tylko jedno: życie, jakie widać na zewnątrz, to Boże życie. To wystarczało, by ich zadowolić. Ale historia upadku pokazuje, że nie czuli się zaspokojeni. Zostali zwiedzeni, by zadowolić się namiastką. Tę namiastkę nazywamy dziś moralnością i etyką.
Gdzie nas to stawia? Chrystus żyje w nas z tego samego powodu, dla którego Bóg tchnął życie w Adama - abyśmy mogli zależeć od Chrystusa, nie polegając na żadnym innym źródle życia. Tak jak kiedyś mógł to powiedzieć Adam, a potem powtórzył to apostoł Paweł, i my możemy teraz ogłosić: "Żyję już nie ja - żyje we mnie Chrystus" (Ga 2,20, NP).
Skoro otrzymujemy życie od Ducha, naszym przeznaczeniem nie jest życie zgodne z żydowskim Prawem, religijnymi przepisami, kodeksem moralnym czy nawet chrześcijańskimi "zasadami". Przyjęcie i przekazywanie dalej życia Chrystusowego przewyższa to wszystko.
Uwaga 3. (ze strony 88.): Jak wspomina List do Galacjan, Jezus urodził się pod Prawem. List do Hebrajczyków podaje, że Stare zastąpiło Nowe dopiero po śmierci Jezusa. A więc Ewangelie są opisem relacji Jezusa z Żydami przed nastaniem Nowego. Każdy system wierzeń, który tego nie bierze pod uwagę, wprawi chrześcijan w konsternację. Próbując połączyć nauczanie Jezusa skierowane do faryzeuszy i pobożnych Żydów z tym, co znajduje się w listach apostolskich, niechybnie przyniesie zamęt.
Jezus mówi swoim słuchaczom, żeby sobie odcięli ręce, wyłupili oczy i byli tak doskonali jak doskonały jest Bóg. Mówi im, że ich sprawiedliwość powinna przewyższyć sprawiedliwość faryzeuszy. Mówi, że muszą najpierw wybaczyć sobie nawzajem, żeby im również zostało przebaczone. Jednym słowem, Jezus zniechęca współczesnych Mu ludzi, usiłujących osiągnąć sprawiedliwość poprzez przestrzeganie Prawa. Robi to, by później, poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie, móc im podarować doskonałą sprawiedliwość.
Uwaga 4. (ze strony 88.): Dzieje Apostolskie nie są serią doktryn, mających uczyć Kościół, jak żyć na co dzień. To księga historyczna, szczegółowo opisująca podróże apostołów i działanie Boga we wczesnym Kościele.
Jak więc możemy popełnić błąd, używając jej do stworzenia doktryny? Na przykład, polegając jedynie na księdze Dziejów Apostolskich możemy stworzyć następujące błędne nauczanie: (1) kiedy ktoś wierzy ku zbawieniu, powinien oczekiwać, że spocznie na nim ogień; (2) kiedy ktoś kłamie na temat tego, jaką część dochodów przeznacza na kościół, może nagle paść trupem; no i (3) zdolność mówienia nieznanymi ludzkimi językami otrzymuje się w chwili zbawienia. Mimo że wszystkie te wydarzenia są opisane w Dziejach Apostolskich, nie znaczy to, że mają być nauczane jako doktryna.
Okres początków Kościoła był czasem przemiany. Bóg dokonywał cudów, by ogłosić, że Jahwe można teraz odnaleźć poprzez osobę Jezusa Chrystusa. Wyobraź sobie rozmach potrzebny do zaprezentowania całego Nowego Przymierza tym, którzy tak długo doświadczali Starego. Bóg działał więc w potężny sposób, niosąc ewangelię poganom, którzy wcześniej nie byli związani żadnym przymierzem.
Te fajerwerki we wczesnym Kościele były czymś niezwykłym. Oczekiwanie, że dziś również możemy ich doświadczać równie intensywnie, z pewnością przyniesie wiele rozczarowania. Taki rodzaj manifestacji po prostu nie jest dziś niezbędny. Mamy spisane Słowo Boże, przetłumaczone na większość języków świata. Jego przesłanie dotarło niemal do krańców ziemi. W wielu miejscach (choć nie wszędzie), tych, którzy nauczają Ewangelii wita się z otwartymi ramionami. We wczesnym Kościele nie miało to miejsca.
Nie mówię tutaj, że zanikły dary duchowe. Staram się jedynie pokazać, że nie powinniśmy tworzyć doktryn przeznaczonych dla wszystkich chrześcijan, tylko na podstawie historycznych wydarzeń opisanych w Dziejach Apostolskich.
Uwaga 5. (ze strony 102.): Zabranie wierzącemu dziesięciu przykazań można porównać do zabrania dziecku ulubionego kocyka. Dziecko może zareagować lękiem, ale usunięcie laski jest niezbędne do osiągnięcia dojrzałości. To naturalne, że dorośli będą się czuć niepewnie, kiedy coś, co uznawali za fundamentalną prawdę w swoim życiu, jest, w przenośni, wyciągnięte im spod nóg. Jednak świadomość, że zostaliśmy uwolnieni spod Prawa, stanowi zasadniczy krok na drodze do chrześcijańskiej dojrzałości. Apostoł Paweł nie przebiera w słowach, starając się wyjaśnić kwestię wolności pierwszemu Kościołowi, a także nam dzisiaj.
Prawo nigdy nie było przeznaczone jako fundament dla chrześcijańskiego życia. Nie mamy prawa ani biblijnego precedensu, by wybierać pewne fragmenty Prawa Mojżeszowego i głosić, że wierzący powinni im podlegać. Paweł uczy, że wierzący są prowadzeni przez Ducha Świętego, a więc, że nie są pod Prawem. Z tego wynika, że nawet dziesięć przykazań nie powinno kierować naszym codziennym życiem. Dekalog jest określony jako służba potępienia, która niesie śmierć. Kto miałby na to ochotę w swoim życiu? Dowiadujemy się również, że grzech znajduje sposobność poprzez przykazania, w tym również przez "Wielką Dziesiątkę". Prawo sprawia, że grzech, zamiast maleć, narasta. Kiedy w życiu zaczynamy kierować się Prawem, możemy oczekiwać więcej walki i więcej grzechu. I na odwrót, uwolnienie od Prawa ma bezpośrednie przełożenie na wolność od mocy grzechu. Bez Prawa, grzech jest martwy.
Nie wolno nam jednak lekceważyć celu Prawa dzisiaj. Prawo jest święte i doskonałe i ma swoje szczególne zastosowanie w dzisiejszym świecie. Jego przeznaczeniem jest przekonywanie grzeszników o ich upadłym stanie. Prawo pokazuje brud znajdujący się na obliczu ludzkości, jednak nie jest w stanie zaproponować rozwiązania. Tylko Jezus Chrystus obmywa nas z grzechu, ujawnianego przez Prawo.
Mimo że Prawo odgrywa dziś ważną rolę, w życiu wierzącego nie ma na nie miejsca. Duch Święty, który w nas przebywa, jest nadrzędnym Bożym zamiennikiem w miejsce uczynków Prawa. W gruncie rzeczy, czego Prawo nie mogło dokonać z powodu swojej niższości, tego dokonał Chrystus, zapewniając nam doskonałe miejsce przed Bogiem. Naszym powołaniem jest uwolnienie się od Prawa i podążanie za samym Duchem jako naszym Przewodnikiem w codziennym życiu.
Uwaga 6. (ze strony 132.): Gdybyś leżał na stole operacyjnym, a chirurg zabierałby się do użycia skalpela, oczywiście nie znalazłby w środku mocy grzechu! Tak samo jak nie jesteśmy w stanie wizualnie zlokalizować naszego ducha czy duszy, tak samo moc grzechu również jest niewidzialna. Jednak każdego dnia skrzętnie wysyła nam sygnały.
I tak jak Jezus był kuszony przez myśli, tak samo szarpie nas świat i sam grzech, atakując nasze zmysły. Przejmowanie grzesznych myśli od kogoś innego nie wskazuje na Twoją własną naturę czy prawdziwe pragnienia. Uznając moc grzechu działającego w ciele, możemy jednocześnie wytłumaczyć, skąd bierze się pokusa, a zarazem zrozumieć, że jesteśmy nowym stworzeniem. Możemy się zgodzić z Bogiem, że stare przeminęło i że nie walczymy przeciwko samym sobie.
Uwaga 7. (ze strony 136.): Wierzący wciąż grzeszą, ale nie z powodu swojego dawnego "ja". Dawne "ja" zostało ukrzyżowane i pochowane wraz z Chrystusem. Teraz, kiedy jesteś w Chrystusie, ta duchowa osoba, którą kiedyś byłeś, została unicestwiona. Zostałeś wskrzeszony jako nowe stworzenie i posadzony wraz z Chrystusem. Jesteś całkiem nowym stworzeniem i w sercu Twojej istoty nie ma nic grzesznego. Twój sprawiedliwy ludzki duch przebywa tam, gdzie przebywa Jezus.
Niektóre nauczania na temat Listu do Rzymian nie wspominają o rzeczywistości naszego współukrzyżowania z Chrystusem. Powodem, dla którego niektórzy nie są gotowi, by jasno powiedzieć, że nasze dawne "ja" zostało wymazane, jest fakt, że wciąż popełniamy grzechy. Mamy wrażenie, że byłoby czystą hipokryzją nauczanie, że stary człowiek umarł, kiedy my wciąż zmagamy się z grzechem. Jednak apostoł Paweł nie był hipokrytą, a to on podaje nam dwa niezbite powody, tłumaczące dlaczego wciąż grzeszymy.
Pierwszym z nich jest obecność grzechu - mocy, która w nas żyje, ale nie jest nami. Moc grzechu nie jest naszym dawnym "ja". Moc grzechu kontrolowała "starego" człowieka, którym byliśmy. Dawne "ja" było niewolnikiem grzechu, w odróżnieniu od nowego "ja". Podobnie ciała nie należy utożsamiać z naszym dawnym "ja". Ciało to całe nasze "zaprogramowanie" (mentalność, postawy, reakcje), które z biegiem czasu się rozrasta, w miarę jak dana osoba pozwala, by w jej życiu działał grzech. Kiedy stajemy się nowym stworzeniem w Chrystusie, te pokłady wspomnień, jak należy sobie radzić w życiu, wciąż znajdują się w naszym mózgu. Wciąż wracamy do starych nawyków z czasu, kiedy chodziliśmy w ciele.
Tak więc dawny człowiek został unicestwiony, ale wciąż działają dwa połączone ze sobą czynniki, usiłujące skierować wierzącego w stronę niewiary. Dlatego wciąż popełniany grzechy. Gdyby komentatorzy nauczali o obecności grzechu i ciała, jednocześnie mówiąc o naszym dawnym "ja", jako tym, co zostało ukrzyżowane, pochowane i przeminęło, nie musieliby się martwić, że ktokolwiek uzna, że uczą herezji o bezgrzesznej doskonałości.
Uwaga 8. (ze strony 137.): Niektórzy odwołują się do słów Pawła w 1 Liście do Koryntian, w którym pisze: "Ja codziennie umieram" (1 Kor 15,31, BW), jako argumentu na rzecz teologii skupionej na wyrzekaniu się siebie. Jednak biorąc pod uwagę kontekst, ten fragment nie ma nic wspólnego z naszym dawnym oraz nowym "ja". Jest to po prostu werset, w którym Paweł broni swojego apostolatu. Mówi jedynie, że codziennie ryzykuje życiem, nawet potykając się z dzikimi zwierzętami w Efezie. Najwyraźniej wspomina tu o fizycznych zagrożeniach, z jakimi się spotkał. A to nie wystarczy jako fundament dla teologii wyrzekania się samego siebie.
W Ewangelii Mateusza 16,24 Jezus mówi: "Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się wyrzeknie samego siebie, weźmie swój krzyż i naśladuje Mnie" (NP). Ten werset to w gruncie rzeczy zaproszenie, by zrezygnować z własnego życia. I to właśnie dzieje się z chrześcijanami w momencie zbawienia. Ukrzyżowani wraz z Chrystusem, tracimy nasze poprzednie życie (Rz 6,6; Ga 2,20). A więc dla chrześcijanina próby dalszego "wyrzekania się samego siebie" oznaczają zlekceważenie wymiany, starego człowieka na nowe stworzenie, która odbyła się w momencie zbawienia.
Najważniejsze jest to, że chrześcijanie nie muszą umierać dla samych siebie. Natomiast potrzebujemy coraz lepiej rozumieć, kim jesteśmy w samej głębi naszej istoty. W ten sposób chodzimy w Duchu a nie w ciele.
Uwaga 9. (ze strony 139.): Prezentując prawdę o naszej nowej tożsamości i o tym, dlaczego wciąż zmagamy się z grzechem, często słyszę uwagę, że "to tylko kwestia nazewnictwa". Ale tak nie jest! Chrześcijanin, który sądzi, że grzeszy z powodu dawnego "ja", ulega poważnemu zwiedzeniu co do swojej natury, prawdziwych pragnień i tego, co dokonało dzieło Jezusa na krzyżu. Ostatecznie chodzi o to, że nie walczymy z sobą samym. To ważne, ponieważ Jezus uczył, że dom, który jest podzielony, nie ostoi się.
Prawda o naszej tożsamości w Chrystusie ma bardzo praktyczne zastosowanie. Kiedy sprzeciwiamy się grzechowi, nie sprzeciwiamy się samym sobie. Kiedy wyrzekamy się grzechu i postanawiamy ukazywać Chrystusa, żyjemy zgodnie z naszym przeznaczeniem, jednocześnie zaspokajając nasze najgłębsze pragnienia. Mimo że ciało jest szpetne i grzeszne, my tacy nie jesteśmy. Moc grzechu jest nader podstępna, przebiegła i nikczemna, ale nie my sami. Jesteśmy obmyci, a nasze serca pragną tego, czego pragnie Bóg.
Uwaga 10. (ze strony 186.): Zdaję sobie sprawę, że na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że 6. i 10. rozdział Listu do Hebrajczyków mówi albo o sądzie, albo o możliwej utracie zbawienia przez wierzącego. Poruszę obie te kwestie w kolejnej książce poświęconej temu listowi. Tutaj chciałbym tylko zauważyć, że autor Listu do Hebrajczyków zwraca się do "nieprzyjaciół Boga", którzy zakosztowali deszczu ewangelii, jaki na nich spadł, ale nie napili się go. Nadal dopuszczali się zła, popełniając jedyny grzech wspomniany w pierwszych dziesięciu rozdziałach listu - grzech braku wiary w Ewangelię. Żaden inny rodzaj grzechu nie jest tu wspomniany zanim nie przebrzmią te ostrzeżenia. Z kontekstu wynika, że autor kieruje te słowa do tych, którzy aktualnie się wahają, natomiast prawdziwi wierzący nie są "z tych, którzy się cofają na własną zgubę" (Hbr 10,39).