Tam, gdzie rosną bastiony
Karl Haushofer, jeden z klasyków myśli geopolitycznej[5], zaliczył Dniestr do grupy "pogranicznych rzek świata", które mają destabilizować globalną geopolitykę. Dniestr znalazł się tu w zacnym towarzystwie Renu, Dunaju, Wisły, Prutu, Szatt al-Arabu, Indusu, Rzeki Czerwonej, Amuru i Rio Grande. Według niemieckiego generała i profesora rzeki te były "punktem wyjścia politycznych konfliktów i źródłem niebezpieczeństw nie tylko dla sąsiadów, ale dla wszystkich, dla pokoju na całym świecie". Haushofer twierdził jednak, że ta destabilizująca rola pogranicznych rzek zanika, gdy dwa ich brzegi są częścią wspólnego obszaru kulturowego, politycznego i gospodarczego oraz gdy rzeka nabiera znaczenia komunikacyjnego i energetycznego5. Innymi słowy: dla światowego pokoju lepiej, by oba brzegi były w granicach jednego państwa.
Tezy Haushofera dotyczące roli Dniestru w światowej historii bardzo spodobały się współczesnym naddniestrzańskim historykom. Obszar między Prutem a Dniestrem, na którym leży współczesna Republika Mołdawii, był przez Haushofera nazwany "Europejską Mezopotamią". Historia tego międzyrzecza, pisał Haushofer, pokazuje, że nie można budować granic na wielkich rzekach, gdyż prowadzi to do konfliktów. Dlatego ziemia znajdująca się między dwiema wielkimi rzekami nieustannie przechodzi z rąk do rąk, jest obszarem rywalizacji państw, kultur i cywilizacji.
Naddniestrzańscy historycy podkreślają, że w odróżnieniu od tego międzyrzecza tereny na wschód od Dniestru nigdy nie były strefą przejściową, w której ścierały się wpływy różnych kultur i cywilizacji. Według nich lewy brzeg Dniestru zawsze pełnił funkcję zachodniego bastionu świata euroazjatyckiego, który zaczynał się właśnie tu, a kończył daleko w Mandżurii. Najpierw był to świat ludów koczowniczych (Kimmerów, Scytów, Sarmatów), następnie Rusi Kijowskiej i imperium mongolskiego, a ostatecznie na tym obszarze rozwinęła się cywilizacja rosyjska, która na jakiś czas przybrała formę radzieckiego imperium.
Tak odrębność Naddniestrza od Mołdawii tłumaczą tyraspolscy historycy z zespołu profesora Nikołaja Babiłungi, twórcy naddniestrzańskiej historiografii. Republika Mołdawii znajduje się według nich na terenie konfliktogennego międzyrzecza i obecnie stanowi strefę buforową między cywilizacją rosyjską a cywilizacją zachodnią, Naddniestrze wypełnia zaś dziejową misję bastionu cywilizacji euroazjatyckiej[6].
Przez całe stulecia większość ziem obecnego Naddniestrza wchodziła w skład krainy nazywanej - poetycko i trafnie - Dzikimi Polami. Formalnie była to część chanatu krymskiego, który długi czas pozostawał zależny od imperium osmańskiego. Po drugiej stronie rzeki w końcu średniowiecza rozkwitło Księstwo Mołdawskie, nad którym również Turcja dość szybko przejęła kontrolę. W XVIII wieku północne Nadczarnomorze stało się areną zaciętej rosyjsko-tureckiej rywalizacji. Imperium carów dążyło do objęcia władzy nad wszystkimi ludami prawosławnymi oraz do odbicia Konstantynopola z rąk "niewiernych", więc nieustannie przesuwało granice w kierunku południowo-zachodnim.
Gdy carom udało się opanować większą część nadczarnomorskich stepów, region ten oficjalnie nazwano Noworosją. Imperium zatrzymało się jednak na dłuższy czas nad Dniestrem. Wojska carskie kilkukrotnie odbijały się od rzeki. Jej prawego brzegu strzegła potężna twierdza - Bendery (rum. Tighina). Obecnie jest to jedno z największych miast regionu. Leży wprawdzie po mołdawskiej stronie, ale stanowi część Naddniestrza. Co ciekawe, zapisało się też w historii europejskiej literatury: "Oblegaliśmy wtedy, nie pomnę już, jakie miasto, i naszemu feldmarszałkowi wielce o to chodziło, by dowiedzieć się, co się dzieje w fortecy. Rzecz była trudna, niemożliwa prawie, jakże bowiem przedrzeć się do fortecy poprzez wszystkie czaty, straże i mury obronne? [...] Pełen męstwa i żołnierskiej gorliwości stanąłem natychmiast - kto wie, czy nie nazbyt prędko? - przy jednym z największych dział. A że dawano właśnie do twierdzy ognia, wskoczyłem w okamgnieniu na kulę armatnią, aby mnie do twierdzy przeniosła..."6. Udany lot barona Münchhausena skończył się nie lądowaniem w twierdzy, lecz przesiadką na kulę lecącą w przeciwnym kierunku.
Bohater literacki stworzony przez niemieckiego pisarza Rudolfa Ericha Raspego nie pamiętał co prawda, jaką turecką twierdzę oblegał, ale postać ta ma autentyczny pierwowzór - Hieronymusa Carla Friedricha von Münchhausena, niemieckiego szlachcica, podróżnika i awanturnika, który w 1737 roku zaciągnął się na służbę w wojsku rosyjskiego cara. Tenże Hieronymus brał udział w jednej z licznych w XVIII wieku wojen rosyjsko-tureckich, toczących się na północnym i północno-zachodnim Nadczarnomorzu. Tam właśnie baron natrafił na twierdzę Bendery. Wzniesiono ją w czasach sułtana Sulejmana Wspaniałego, który rządził imperium osmańskim w pierwszej połowie XVI wieku. Przebudowywana i rozbudowywana, obecny kształt twierdza osiągnęła pod koniec XVII wieku. Garnizon uzbrojony był w tysiąc armat, a jego załoga liczyła około piętnastu tysięcy janczarów. Wojska Imperium Rosyjskiego wielokrotnie próbowały zdobyć twierdzę, lecz nie udawało się to przez dwieście lat. Podobno caryca Katarzyna II, słysząc, ilu rosyjskich żołnierzy zginęło przy tych murach, stwierdziła, że należało Bender w ogóle nie zdobywać.
Najskuteczniejszym z rosyjskich dowódców był książę Grigorij Potiomkin, wieloletni faworyt i kochanek Katarzyny, który "cywilizował" dla carycy Noworosję. Dowodząc rosyjską armią w wojnie z Turcją w latach 1787-1792, Potiomkin zyskał przydomek "pogromcy Turków". W wypadku Bender odbyło się jednak bez pogromu - żołnierze sułtana oddali twierdzę bez walki. Na mocy późniejszego pokoju Osmanowie odzyskali ją, lecz Dniestr stał się granicą między dwoma imperiami. Stan ten nie trwał długo - już w 1812 roku Rosja przekroczyła rzekę, a Osmanów wypchnięto aż za Prut.
Dla naddniestrzańskich historyków cały długi XIX wiek, który tutaj rozpoczął się wraz z przybyciem Imperium Rosyjskiego, a skończył na bolszewickiej rewolucji, ma wymiar belle époque, złotego czasu, w którym ukształtowały się specyfika i duch regionu, naddniestrzański genius loci, mający decydować o charakterze dzisiejszej nieuznanej republiki.
Profesor Nikołaj Babiłunga pisze o tym okresie następująco: "Kraj, wydawałoby się, skazany przez historię i położenie geograficzne na wieczną walkę ze wszystkimi, zaczął żyć nieśpiesznym i pokojowym rytmem. Mimo wielkiego zróżnicowania ludności przedstawiciele rozmaitych narodów żyli w spokoju. Żadnych etnicznych, religijnych czy innych konfliktów nie odnotowano tu aż do początku XX wieku"7.
Do tego sielankowego obrazu należy podchodzić oczywiście z dystansem. Naddniestrzańskim historykom jest on potrzebny przede wszystkim, by wskazać cywilizacyjną i pokojowotwórczą rolę Rosji w regionie oraz podkreślać, że wieloetniczność i tolerancja to najważniejsze cechy tamtejszej społeczności. Nie można jednak zaprzeczyć, że dla regionu był to okres prosperity. To wtedy powstał Tyraspol, obecna stolica Naddniestrza, i założono inne miasta, na ziemie te sprowadzono licznych osadników, którzy zaczęli je wykorzystywać dla rolnictwa.
Noworosja stała się czymś w rodzaju rosyjskiej kolonii. Od Petersburga czy Moskwy nie oddzielało jej co prawda morze, lecz kilkanaście tysięcy kilometrów nieprzejezdnych dróg. Podróż z Petersburga do Odessy, faktycznej stolicy regionu, mogła zająć nawet czterdzieści dni, podczas gdy z Londynu czy Hamburga docierało się tam już nawet w trzy tygodnie8. Władcy Imperium Rosyjskiego stawiali przed Noworosją ambitne cele: miała być nowym gospodarczym sercem Rosji, wykorzystującym czarnoziem stepu oraz morskie porty. Zadaniem Naddniestrza i Besarabii jako peryferii tego regionu było dostarczanie warzyw, owoców, winorośli i wina.
Największym z naddniestrzańskich miast stał się Tyraspol, założony w 1792 roku przez marszałka Aleksandra Suworowa. Carskiego generalissimusa postrzegamy przede wszystkim jako odpowiedzialnego za rzeź Pragi, która zakończyła insurekcję kościuszkowską oraz przyniosła śmierć około dwustu tysięcy cywilnych mieszkańców Warszawy. W Naddniestrzu jest on współcześnie bohaterem narodowym, wodzem, który nie tylko przyniósł cywilizację na Dzikie Pola, ale był również wzorem chrześcijanina i prawego dowódcy, kochanego przez swoich żołnierzy. To właśnie Suworow miał podjąć decyzję o budowie twierdzy przy miasteczku Sukleja, znajdującym się na przeciwnym brzegu rzeki względem tureckich jeszcze wtedy Bender.
Rozwijające się przy twierdzy miasto nazwano Tyraspolem, od starożytnej nazwy Dniestru - Tyras. Było to zgodne z noworosyjskim podejściem, które miało wskazywać na antyczny rodowód tamtejszych miast. Wkrótce po tym, jak Bendery i Besarabia weszły w skład Imperium Rosyjskiego, Tyraspol stracił na militarnym znaczeniu. Miasto zaczęło się za to rozwijać jako ośrodek handlowy i administracyjny, stając się stolicą ujezdu - jednostki terytorialnej, którą moglibyśmy przyrównać do naszych powiatów.
Budowę tyraspolskiej twierdzy powierzono Josému de Ribasowi, czy też Iosifowi Michajłowiczowi Dieribasowi, czyli hiszpańskiemu szlachcicowi służącemu Jej Carskiej Mości, który przeszedł do historii przede wszystkim jako założyciel Odessy. Zaangażował on do pomocy inżyniera sprawdzonego już przy projektowaniu południowej stolicy Imperium Rosyjskiego - François Sainte de Wollanta, rodem z Antwerpii. To on właśnie jest autorem układu prostopadłych ulic Tyraspolu, przylegających do zakola Dniestru.
Ojcowie założyciele naddniestrzańskiej stolicy byli więc nie tylko dziećmi ówczesnej europejskiej kultury, ale również członkami zachodnioeuropejskich rodów szlacheckich. Psikusem historii jest fakt, że założone przez nich miasto chce być obecnie bastionem cywilizacji rosyjskiej.
Ówczesna Noworosja była eksperymentem czerpiącym z bogactwa kultur Europy i świata. Symbol regionu stanowiła wieloetniczna i kosmopolityczna Odessa, prawdziwa wieża Babel, w której portowym esperanto stała się lokalna, uproszczona wersja języka włoskiego. Dziewiętnastowieczny pisarz i podróżnik Edmund Spencer pisał o tym mieście: "Ściśle mówiąc, Odessy nie można nazwać miastem rosyjskim w odniesieniu do jej ludności, która składa się głównie z Niemców, Włochów, Greków, Żydów, Ormian oraz nielicznych Francuzów i Anglików; jako że jest portem wolnocłowym, można tam spotkać kupców ze wszystkich stron świata, kroczących po ulicach w wielobarwnych strojach europejskich i azjatyckich [...]"9.
Ta wielokulturowość była widoczna również na prowincji. Nikołaj Babiłunga nie przesadzał tu mocno. Charles King, opisując region i epokę, przywołuje zdziwienie obcokrajowców, którzy podróżując przez Noworosję, "natrafiali na przeszczepiony na wietrzne równiny fragment Niemiec"10. Caryca Katarzyna zaprosiła tu bowiem niemieckich osadników, by wykorzystywali swoją bogatą wiedzę rolniczą do zagospodarowywania żyznego stepu. Z zaproszenia tego skorzystali dość chętnie. W ten sposób powstawały w Noworosji liczne niemieckie osady, wyróżniające się zarówno językiem, jak i wyjątkowym ładem przestrzennym.
Takie kolonie pojawiły się również nad Dniestrem. Pierwszą z nich założono w 1805 roku. Siedemdziesiąt niemieckich rodzin z Wirtembergii osiedlono najpierw w ormiańskim miasteczku Grigoriopol. Wkrótce zaczęli dołączać kolejni przybysze, między innymi z Bawarii, Prus, ze Śląska i z Węgier. Na naddniestrzańskie perspektywy osadnicy patrzyli chyba dość optymistycznie, gdyż pierwszą założoną przez siebie miejscowość nazwali Glückstal, czyli Dolina Szczęścia. Mogło to być oczywiście zaklinanie rzeczywistości, ale trudno nie zauważyć, że warunki do życia i gospodarzenia były niczego sobie: klimat przyjazny, słoneczny, ziemi żyznej w bród, a do tego liczne przywileje, takie jak zwolnienie z podatków czy ze służby wojskowej. Wkrótce nad Dniestrem powstały więc następne niemieckie kolonie: Neudorff, Bergdorff i Kassel, które w kolejnych dziesięcioleciach jeszcze się rozrosły.
Trwało to kilka dekad, aż Niemcy zaczęli powoli opuszczać swoje naddniestrzańskie doliny szczęścia w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX wieku, gdy ograniczono ich przywileje. Płacenie podatków, a przede wszystkim wizja służby w carskim wojsku nie były w smak większości osadników. Wielu z nich ponownie wybrało emigrację, tym razem do Stanów Zjednoczonych. Nie wszyscy jednak opuścili Naddniestrze już wtedy. Prawdziwy kres niemieckiej obecności na tych ziemiach przyniosła II wojna światowa. Niejeden Naddniestrzanin przyznaje się do niemieckich korzeni również dzisiaj.
Obecność w Naddniestrzu szczególnie mocno zaznaczył jeden członek tego ambitnego narodu, wojskowy dowódca w służbie carskiej i swoisty wizjoner. Nie chodzi tu w żadnym wypadku o barona Münchhausena, lecz o grafa Ludwiga Adolfa Piotra zu Sayn-Wittgensteina, czy też Piotra Christianowicza Witgiensztiejna. Ten pochodzący z Niemiec rosyjski oficer zdobył w karierze najwyższy możliwy tytuł generała-feldmarszałka. Wsławił się zwłaszcza w wojnach z Napoleonem, a szczególnie w wojnie ojczyźnianej 1812 roku, kiedy to jego działania miały skutecznie uniemożliwić Francuzom pochód na Petersburg. Gdy rok później zmarł głównodowodzący rosyjską armią Michaił Kutuzow, to właśnie Wittgenstein zastąpił go na tym stanowisku. Kilkanaście lat później, w 1828 roku, stanął na czele rosyjskich wojsk w kolejnej wojnie z Turcją. Po kilku miesiącach Wittgenstein poprosił jednak o zwolnienie ze służby, powołując się na zły stan zdrowia. Dożył 1843 roku, a na siedem lat przed śmiercią, decyzją cara Mikołaja I, uzyskał tytuł książęcy dla siebie i swoich potomnych. Księcia Wittgensteina pochowano we wsi Kamionka, leżącej w podolskiej guberni, nad samym Dniestrem.
Wieś ta, obecnie miasteczko znajdujące się na północy współczesnego Naddniestrza, stała się własnością księcia na długo przed emeryturą. Książę chciał przekształcić ją w coś w rodzaju wzorcowo funkcjonującego gospodarstwa, doskonale zorganizowanego i wykorzystującego maksimum swoich możliwości. By wizję tę zrealizować, sprowadził tu rodaków, którzy zajęli się przede wszystkim uprawą winorośli i produkcją wina. Wkrótce Kamionka stała się popularnym i cenionym kurortem winiarsko-leczniczym. Przybywano tu w celach wypoczynku i rekonwalescencji, by wśród łagodnych naddniestrzańskich wzniesień raczyć się przyjaznym klimatem i doskonałym winem.
Wizję księcia rozwinął jego wnuk Fiodor Lwowicz Witgiensztiejn, który w końcu XIX wieku zbudował w Kamionce ośrodek wypoczynkowy i piękny park. Winorośl uprawiano wtedy i uprawia się do tej pory na tarasach zbudowanych jeszcze przez pomysłodawcę i założyciela kurortu. W czasach radzieckich na miejscu wystawionego przez Fiodora ośrodka wypoczynkowego powstało ogromne sanatorium Dniestr, funkcjonujące z powodzeniem do tej pory. Odwiedzają je kuracjusze z Rosji, ale również z Niemiec czy Izraela (w większości rosyjscy emigranci lub ich potomkowie).
Niemcy wnieśli duży wkład w cywilizacyjny rozwój naddniestrzańskich ziem w XIX wieku, stanowili oni jednak tylko fragment regionalnej mozaiki narodowościowej. Kolejne fale migracji, zarówno przyjazdów, jak i wyjazdów całych grup ludności, zmieniały jej odcienie. Największą grupę stanowili tu Ukraińcy i Mołdawianie, których można uznać za ówczesnych autochtonów. Z biegiem czasu nad Dniestr przybywało coraz więcej Rosjan, znaczącymi grupami narodowościowymi byli również Bułgarzy, Żydzi, Ormianie i Polacy[7].
Dla prawosławnych Bułgarów żyjących pod rządami sułtana przyjście Rosji nad czarnomorskie stepy oznaczało szansę na wolność religijną. Dlatego zaraz po tym, jak car przyłączył naddniestrzańskie ziemie do swojego państwa, pojawili się tu bułgarscy uciekinierzy z muzułmańskiego imperium. Władze nowo powstałej guberni wyznaczyły im jako miejsce osiedlenia wieś Parkany, leżącą w bezpośrednim sąsiedztwie budowanego od podstaw Tyraspolu, tuż nad brzegiem Dniestru. Patrząc na drugą stronę rzeki, osadnicy mogli obserwować opuszczoną przez siebie krainę. Początkowo wymyślono również, że Bułgarzy zajmą się produkcją jedwabiu. Pomysł nie wypalił, dzięki czemu ludność ta mogła zająć się tym, na czym znała się naprawdę dobrze, czyli uprawą warzyw i owoców. To już musiało się udać, a Bułgarzy stanowią większość mieszkańców Parkan także obecnie.
Podobną drogę, również motywowaną prześladowaniami religijnymi, przebyli Ormianie, dla których z rozkazu Katarzyny zbudowano miasto Grigoriopol (na cześć Grigorija Potiomkina). Dla przywykłych do zajmowania się raczej handlem niż rolnictwem Ormian miasto było znacznie lepszym miejscem zamieszkania niż wiejskie osady. Lecz zbyt długo nie zagrzali tu miejsca. Ograniczenie przywilejów handlowych w drugiej połowie XIX wieku skłoniło Ormian do dalszej tułaczki. W obecnym Grigoriopolu stanowią oni około dwóch procent mieszkańców.
Historia Noworosji to jednak w dużej mierze historia Żydów, którzy w wielu tamtejszych miastach stanowili mniej więcej jedną trzecią mieszkańców. Pod koniec XIX wieku, gdy władze Imperium Rosyjskiego przeprowadziły spis powszechny, w Tyraspolu mieszkało ponad osiem i pół tysiąca Żydów, czyli dwadzieścia siedem procent populacji miasta11. Zaraz na początku XX wieku w pobliskich Benderach Żydzi byli największą grupą narodowościową (trzydzieści cztery procent populacji, co pokazuje, jak wieloetniczne było to miasto).
Symbolem żydowskiej kultury Noworosji jest przede wszystkim Odessa, tak barwnie pokazana choćby przez Izaaka Babla, opisującego świat dziewiętnastowiecznej żydowskiej gangsterki, której bastionem była najbiedniejsza dzielnica miasta - Mołdawanka. Świat rządzony przez Benia Krzyka i innych "królów Mołdawanki" był brutalny i brudny, lecz honorowy. Tyraspol, Bendery czy Kiszyniów nie doczekały się twórcy pokroju Izaaka Babla ani tylu innych opisów co Odessa, możemy więc tylko wyobrażać sobie, że żydowska rzeczywistość wyglądała w tych miastach podobnie. Żydzi przyjeżdżali tu z Europy Zachodniej, szukając wolności od prześladowań. Noworosja wchodziła w skład strefy osiedlenia, a więc obszaru Imperium Rosyjskiego, na którym zezwolono Żydom zamieszkiwać. Nowy rosyjski świat potrzebował rzemieślników i handlarzy, tych, którzy będą gospodarczo spajać społeczeństwo, umożliwiać relacje między producentami a nabywcami. Stereotypowy obraz bogatego kupca żydowskiego nie ma jednak wiele wspólnego z noworosyjską rzeczywistością. Znakomita większość tej populacji zajmowała się drobnymi biznesami, z czasem coraz liczniej zasilając szeregi miejskiej biedoty.
Żydzi z Noworosji, a więc również ci z Tyraspolu, różnili się od swoich rodaków zamieszkujących wschodnioeuropejskie miasta na ziemiach polskich czy litewskich. Nie byli tak przywiązani do tradycji, znacznie szybciej się asymilowali, co w tym wypadku oznaczało kulturową i językową rusyfikację. Zajęci przyziemnymi sprawami, biznesem lub trudną walką o byt, nie doczekali się wybitnych rabinów i myślicieli pokroju Baala Szem Towa czy Gaona z Wilna.
Na jakiś czas, dwóch, może trzech pokoleń, Noworosja stała się jednak przystanią dla Żydów. Radzili sobie lepiej lub gorzej, żyli przyzwoicie lub biednie (często to drugie), ale mieli spokój. Zmieniło się to w końcu XIX wieku. Wtedy w Odessie zaczęło coraz częściej dochodzić do pogromów, w których ginęły dziesiątki Żydów, a ich mienie było niszczone (takie zbrodnie zdarzały się w tym mieście już wcześniej, ale nie były tak liczne i miały mniejszą skalę).
Do niezwykle tragicznych wydarzeń doszło w 1903 roku w nieodległym Kiszyniowie. W rezultacie pogromu zginęło czterdzieści siedem osób, kilkaset zostało rannych, przy czym zniszczono również kilkaset żydowskich domów i sklepów. Pogrom ten był skutkiem narastającej antysemickiej retoryki w lokalnej prasie, a za jego bezpośrednią przyczynę posłużyło zabójstwo ukraińskiego chłopca w Dubosarach, miasteczku na lewym brzegu Dniestru. Kiszyniowska prasa połączyła tę śmierć z samobójstwem młodej dziewczyny, sugerując, że oboje zostali zamordowani przez Żydów, którzy wykorzystali ich krew do produkcji macy.
Wydarzenia te były zapowiedzią jeszcze makabryczniejszych zbrodni, do których doszło w 1905 roku w Odessie. Tu w kolejnym pogromie zginęło ponad czterysta osób. Żydowska społeczność padła ofiarą oskarżeń o sprowokowanie zamieszek sprzed kilku miesięcy. Rzeczywistymi ich sprawcami byli odesyjczycy wszelkiej narodowości, sfrustrowani fatalną sytuacją gospodarczą w mieście i państwie. Wsparli ich żołnierze oczekujący wyjazdu na daleką i przegrywaną wojnę z Japonią. Ukierunkowanie frustracji w stronę społeczności żydowskiej było na rękę władzy, która znalazła kozła ofiarnego i zapewniła sobie tym samym rozładowanie buntowniczych nastrojów mieście.
W samym Tyraspolu czy w Benderach takich sytuacji nie było. Tutaj koniec żydowskiej obecności przyniósł Holokaust, który przyszedł na te ziemie wraz z rumuńską okupacją.
Czy Dniestr jest granicą światów i kręgów cywilizacyjnych? Tej teorii nie można traktować dosłownie. Koczownicze ludy żyjące na nadczarnomorskich stepach w czasach starożytnych często zapuszczały się znacznie dalej. Dniestr nie był też granicą dla ich turkijskojęzycznych następców, którzy penetrowali także Półwysep Bałkański. Również świat Rusi Kijowskiej nie zamykał się na tej rzece. Wręcz przeciwnie - kulturowo i politycznie Ruś orientowała się przecież na Konstantynopol, a znajdująca się po drodze Bułgaria bywała partnerem, rywalem i źródłem kulturowych inspiracji. Także Mongołowie sięgnęli dalej. Dniestr oddzielał co prawda Księstwo Mołdawskie od chanatu krymskiego, choć w istocie oba podlegały przecież Turkom.
Faktycznie był to jednak region konfliktogenny i niespokojny, co doskonale obrazuje historia rywalizacji rosyjsko-tureckiej. Ale przede wszystkim to zawsze były peryferie. Daleko od Rzymu czy Paryża, daleko też od Stambułu czy Petersburga. W czasach I Rzeczypospolitej, jadąc w te strony, jechało się "aż do samego Jahorlika".
Jako pogranicze był to też region, gdzie spotykały się kultury, języki i obyczaje. Imperium Rosyjskie przyniosło tu spokój i rozwój, jakiego nigdy wcześniej ta ziemia nie widziała. W XIX wieku Noworosja była rosyjskim Dzikim Zachodem - tu także przybywali najróżniejsi osadnicy, licząc na lepsze życie. Wzbogaciło to jeszcze wielokulturowość, bo wśród Mołdawian, Ukraińców i Tatarów pojawili się Ormianie, Niemcy czy Żydzi. Powstały nowe miasta i kurort winiarsko-leczniczy. Nie zmieniło to jednak peryferyjnego i pogranicznego charakteru tego miejsca. Wielkie procesy historyczne, takie jak spadek znaczenia osmańskiej Turcji i wzrost potęgi Rosji, zależne od mnóstwa różnych czynników, właśnie tutaj stawały się widoczne wraz z wybuchem licznych wojen. Decyzje podejmowane w odległych stolicach właśnie tutaj były odczuwane w pierwszej kolejności. Dlatego najtrwalszą formą bycia na tych ziemiach są bastiony. Bendery - potężna twierdza turecka, Jahorłyk - ostatnia cytadela Rzeczypospolitej, a teraz Naddniestrze, które tak bardzo chce być zachodnim bastionem rosyjskiej cywilizacji. Tak jakby jedyną alternatywą dla bastionu było Dzikie Pole.