Rozdział 3
CONNOR
Wyszedłem z biura wcześniej i zmierzałem do domu, do żony i wnuka. Był światełkiem w moim życiu i nie mogłem się doczekać, kiedy będziemy się bawić. Wyszedłem z windy i odstawiłem teczkę. Kiedy wchodziłem do kuchni, zamurowało mnie, bo zobaczyłem kwiaty stojące w wazonie na ladzie.
- Co to jest? - spytałem.
Ellery obróciła się do mnie i uśmiechnęła.
- To róże, które mi przysłałeś. Postarasz się wytłumaczyć, Connor?
Złość wzrastała we mnie, kiedy wpatrywałem się w tuzin czarnych róż przede mną.
- Nie mogę uwierzyć, że Cara wysłała czarne róże. Co się z nią, kurwa, dzieje?
Ellery zaczęła się śmiać.
- Wydaje mi się, że się wyróżniają.
- To nie jest zabawne, Ellery. - Wyjąłem je z wazonu i wyrzuciłem do śmieci. - Gdzie Brayden?
- Drzemie. - Podeszła do mnie i zaplotła mi swoje ręce na szyi. - Nie denerwuj się kwiatami. Nic się nie stało. - Wspięła się i pocałowała mnie w usta.
- Czyżby? Kto, do cholery, wysyła czarne róże? Zwalniam ją. Nie zniosę już tego dłużej. Musiałem jej zwrócić dzisiaj dokumenty do poprawki, bo były usiane błędami.
- Znowu?
- Tak. Niemożliwe, żeby skończyła liceum. Czarne róże przepełniły czarę. - Wszedłem do salonu i nalałem sobie szklankę whisky przy barze.
- Słyszę przez elektroniczną nianię, że nasz wnuk gaworzy. Może pójdziesz na górę i go przyniesiesz? Uspokoisz się.
Westchnąłem, odkładając kieliszek, i poszedłem po Braydena.
COLLIN
Kiedy przyszedłem do domu, Amelia przebierała się w sypialni. Poluzowałem krawat, wchodząc, i pocałowałem ją.
- Cześć, kochanie. Jak było w klinice?
- W porządku. A jak tobie minął dzień?
- Nieźle. - Ściągnąłem garnitur i włożyłem spodnie khaki. Patrzyłem na moją piękną żonę, jak stała przede mną w biustonoszu i majtkach, przeglądając ubrania. Pochyliłem się i otarłem usta o jej miękką szyję.
- Ładnie pachniesz. Staje mi.
Zachichotała, kiedy przesunąłem językiem po brzegu jej ucha.
- Uspokój się, chłopcze. Mamy dokładnie piętnaście minut, żeby być na górze u twoich rodziców.
- Cóż, nadchodzi najtrudniejsze - westchnąłem.
Amelia zaśmiała się i odwróciła, kładąc rękę na mojej piersi.
- Boisz się?
- Szczerze? Tak.
- A co z rozmową ostatniej nocy, że będą musieli się z tego jakoś otrząsnąć? - powiedziała, zakładając czarne spodnie.
- To było ostatniej nocy. A teraz stanie się to za piętnaście minut.
- Dziesięć. Lepiej się pospiesz. - Włożyła białą bawełnianą bluzkę z krótkim rękawem.
Chwyciłem koszulę z wieszaka.
- Bądźmy tam za pięć minut. Jeśli przyjdziemy wcześniej, mama się ucieszy. Uszczęśliwmy ją przynajmniej na chwilę.
- Okej, dobry pomysł.
Włożyliśmy buty i wjechaliśmy windą do apartamentu. Kiedy otworzyły się drzwi, mój ojciec spacerował w przedpokoju, trzymając Braydena.
- O, patrzcie. Jesteście wcześniej - uśmiechnął się.
- Cześć, tato.
Podszedł do Amelii i pocałował ją w policzek.
- Dobrze cię widzieć, skarbie.
- Czy to mój kochany chłopiec? - Mama wyszła z kuchni. Przytuliła mnie i pocałowała w policzek, a potem zrobiła to samo z Amelią. - Jak było w Vegas? Dobrze się bawiliście? - spytała z ekscytacją.
- Było wspaniale. Spędziliśmy fantastyczny czas.
Drzwi od windy otworzyły się i do holu weszła Julia.
- Cześć, Amelia - uśmiechnęła się i delikatnie ją przytuliła. - Cześć, braciszku. O, tu jest moje maleństwo. Mamusia tęskniła za tobą dzisiaj. - Julia podeszła i chciała wziąć Braydena od taty. - Tatusiu, oddaj mi mojego skarba.
- Księżniczko, mieliśmy mało czasu dla siebie. Ty będziesz go mieć przez całą noc. Daj mi go potrzymać jeszcze chwilkę.
Julia się skrzywiła, a ja zachichotałem.
- Wszyscy do jadalni. Kolacja gotowa - oznajmiła mama.
Chwyciłem Amelię za rękę i weszliśmy do jadalni, zajmując nasze miejsca. Julia nie przestawała się do mnie szyderczo uśmiechać z drugiego końca stołu. Postanowiłem, że zaczekam z wiadomością o małżeństwie do końca obiadu. Nie chciałem, żeby jedzenie, przy którym mama spędziła cały dzień, się zmarnowało. Kiedy skończyliśmy jeść, Julia, Amelia i moja mama posprzątały ze stołu, a my z tatą zabraliśmy Braydena do salonu.
- Muszę z tobą o czymś porozmawiać, synu. Whisky? - spytał.
- Pewnie, tato. Coś nie tak?
- Chcę, żebyś zwolnił jutro Carę.
Posadziłem Braydena w jego kojcu, a ojciec podał mi drinka.
- Co? Dlaczego?
- Delikatnie mówiąc, jest idiotką. Nie robi nic oprócz błędów. Wisi na telefonie cały dzień, przegląda Facebooka albo Twittera i wysłała twojej matce czarne róże.
Nie mogłem się powstrzymać i wybuchnąłem śmiechem.
- Co? Poważnie?
- Tak. Poprosiłem ją, żeby zadzwoniła do kwiaciarni i wysłała tuzin róż do domu. No i przysłała czarne.
- Określiłeś ich kolor? - spytałem z pewnością siebie.
- Każdy, kto ma mózg, wie, że nie wysyła się czarnych róż i nie uważam tego za śmieszne.
- A ja tak. Ale dlaczego to ja muszę ją zwalniać? To twoja sekretarka.
- Bo to ty nakłoniłeś mnie do zatrudnienia jej. Więc teraz możesz ją zwolnić i chcę, żebyś zrobił to z samego rana. Nie chcę, żeby dotykała się czegokolwiek w biurze.
Cholera. Nie mogłem uwierzyć, że zmusza mnie do zwolnienia jego sekretarki. Nie był w humorze z jej powodu. Przez wszystkie cholerne dni. Kobiety weszły do pokoju. Julia wyciągnęła Braydena z kojca.
- Więc opowiadajcie, co robiliście w Vegas poza hazardem - powiedziała mama, siadając na kanapie. - Widzieliście jakieś przedstawienia, byliście na zakupach?
Serce waliło mi w zabójczym tempie i zacząłem się pocić. Czułem kropelki potu na swoim czole. Ciężko przełknąłem ślinę i wziąłem Amelię za rękę.
- Właściwie to zrobiliśmy coś fantastycznego. - Próbowałem uśmiechać się zwyczajnie, ale w rzeczywistości był to nerwowy uśmieszek. Spojrzałem na Julię, która mocno trzymała Braydena i kiwnęła mi głową. - Amelia i ja pobraliśmy się.
- Bardzo zabawne, Collin. - Mama się uśmiechnęła.
- To nawet nie jest śmieszne, synu. - Tata skierował palec we mnie.
Spojrzałem w dół.
- Mówię poważnie. Pobraliśmy się.
- Co?! - Mama krzyknęła, wstając z kanapy, a Brayden zaczął płakać.
- Lepiej, żeby to był żart, Collin - powiedział z powagą ojciec.
- Ja nie żartuję. Przykro mi, że nie powiedziałem wam wcześniej.
Mama zatkała ręką usta i popatrzyła na mojego ojca. Stała i patrzyła na mnie spojrzeniem, jakiego nigdy jeszcze u niej nie widziałem. To było spojrzenie pełne bólu, oszustwa i zdrady.
- Jak, do cholery, mogliście zrobić coś takiego bez rodziny? - krzyknęła.
- Mamo, uspokój się - powiedziała Julia.
- Wiedziałaś o tym? - spytała ją ostro.
Oczy Julii rozszerzyły się, kiedy spojrzała na mnie. Potrząsnąłem delikatnie głową.
- Nie, mamo, nie wiedziałam. Jestem tak samo zszokowana, ale wściekanie się nic nie zmieni.
- Collin, nigdy się tak tobą nie rozczarowałam jak teraz.
Ojciec odwrócił się ode mnie.
- Nie mogę uwierzyć, że pojechaliście i zrobiliście coś tak głupiego. - Trzasnął drinkiem o barek.
Mimo że bardzo kochałem rodziców, nie mogłem sobie pozwolić na to, żeby tam stać i słuchać, jak mówią do mnie w ten sposób.
- Głupiego? Uważasz, że żenienie się z kobietą, którą kocham nad życie, jest głupie?
- Nie to miałem na myśli - krzyknął ojciec.
- Jak mogliście nam to zrobić? - Mojej mamie pociekła łza.
- Co wam zrobić, mamo? Porzuć marzenia o planowaniu nam perfekcyjnego wesela. Nie chciałem czekać z poślubieniem Amelii. Kocham ją i chciałem, żeby została moją żoną. Przykro mi, ale ty i tata powinniście wiedzieć o tym najlepiej ze wszystkich ludzi. Wiecie, jak to jest być zakochanym w kimś tak, że nie możesz znieść sekundy bez tej osoby.
- Rozumiemy, synu, ale powinniście poczekać - odpowiedział ojciec.
- Dlaczego? Dlaczego powinniśmy zaczekać?
- Ponieważ jestem twoją matką i chciałam widzieć mojego syna, kiedy się żeni! - wrzasnęła mama.
- Mamo, tato, przykro mi. Ale to moje życie i zrobiłem to, co uważałem za dobre dla nas. Amelia jest moją żoną, a ja jej mężem, i stało się. Jeśli chcecie urządzić nam przyjęcie weselne, to wspaniale. Ale nie przeproszę za poślubienie kobiety, którą kocham najbardziej na świecie. Ona jest moim życiem. Przykro mi, że was zraniliśmy. Nigdy tego nie chcieliśmy. Jesteśmy szczęśliwi niezależnie, czy nas wspieracie, czy nie. A teraz, jeśli można, muszę wyjść na zewnątrz i zaczerpnąć świeżego powietrza.
Pociągnąłem Amelię ze sobą, a kiedy doszliśmy do drzwi, zatrzymałem się i obróciłem do moich rodziców.
- Jeśli mama nie byłaby chora, kiedy jej się oświadczyłeś, prawdopodobnie zrobilibyście to samo. Jedynym powodem, dla którego zaczekaliście, było to, że mama nie chciała niczego deklarować, dopóki nie wiedziała, czy będzie zdrowa.
Wyszliśmy z apartamentu. Wiedziałem cholernie dobrze, że właśnie tak zareagują, ale nadal byłem zły i smutny. Zawiedli się na mnie, ale ja też byłem nimi rozczarowany.