Rozdział 1
ELLERY
Connor przyglądał mi się, jakby nie docierało do niego, co mówię.
- Słucham? - rzucił.
- Odeszły mi wody, Connor. Poród się zaczął. Musimy jechać do szpitala - oznajmiłam powoli i wyraźnie.
Poderwał się z miejsca, pomógł mi wstać i spojrzał na Henry'ego i Peyton.
- Odeszły jej wody. Poród się zaczął! - krzyknął. Peyton też się zerwała i podbiegła do mnie, jedynie Henry zachował spokój.
- O Boże! Ona rodzi! Henry, co mamy robić? - pytała Peyton w panice.
- Spokojnie, spokojnie - mruczał Henry. - Ellery, masz skurcze?
- Nie, jeszcze nie.
- Okej, to dobrze. Chodźmy do mojego samochodu, zawieziemy cię do szpitala. - Henry się uśmiechnął.
Connor otoczył mnie ramieniem i wyprowadził z restauracji. Nagle, zanim dotarliśmy do samochodu, przystanęłam i z bólu zgięłam się wpół.
- O cholera! - wrzasnęłam.
Connor też się zatrzymał i położył mi rękę na brzuchu.
- Wszystko w porządku, kochanie. Oddychaj głęboko, tak jak się uczyliśmy na zajęciach.
Kiwnęłam głową i wzięłam głęboki oddech, czując, że ból słabnie. Henry i Peyton kazali nam zaczekać i poszli po samochód. Kiedy Henry podjechał, Connor otworzył przede mną drzwiczki, a ja wśliznęłam się na tylne siedzenie. Connor zatrzasnął drzwi i obszedł samochód. Usiadł obok mnie i wyciągnął telefon, żeby zadzwonić do Denny'ego. Gdy się rozłączył, objął mnie i przyciągnął do siebie.
- Nie mogę uwierzyć, że nasza córeczka przychodzi na świat - rzucił i pocałował mnie w głowę.
Wtuliłam się w jego szyję, bo zaczął się kolejny skurcz. Ból był nie do zniesienia; bolało bardziej niż terapia, gdy chorowałam na raka, a nie sądziłam, że to możliwe. Connor trzymał mnie za rękę i powtarzał, żebym oddychała. Czułam, że zaraz wybuchnę, jeśli jeszcze raz to powie. Peyton na przednim siedzeniu ciągle oglądała się do tyłu, żeby na mnie spojrzeć.
- Dobrze się czujesz, Elle?
- A wyglądam, jakbym się dobrze czuła, Peyton? - warknęłam przez zaciśnięte zęby.
Droga do szpitala trwała wieczność. Gdy wreszcie tam dotarliśmy, Henry poszedł po wózek, a Connor pomógł mi wysiąść. Potem wwiózł mnie na wózku do środka; Henry zaprowadził nas na porodówkę. W recepcji podał moje dane, potem recepcjonistka zaprowadziła nas do mojego pokoju. Dała mi koszulę i poinformowała, że pielęgniarka zaraz przyjdzie.
Przebrałam się w koszulę, tak mi znajomą. Pomagał mi Connor, w tym czasie Peyton i Henry wyszli. Czułam, że zbliża się kolejny skurcz, więc przygryzłam dolną wargę, a do oczu napłynęły mi łzy. Do pokoju weszła pielęgniarka. To była siostra Bailey. Na mój widok uśmiechnęła się, podeszła i poklepała mnie po ręce.
- Miło cię znowu widzieć, słonko - powiedziała, a potem odwróciła się do Connora i zapytała: - Wciąż przyjaciel?
Connor wyszczerzył zęby i rzekł:
- Nie, już mąż.
Siostra Bailey znowu się uśmiechnęła i pokiwała głową.
- To wspaniale. Cieszę się, że wam się ułożyło. Wiedziałam, że tak będzie.
Potem podeszła do mnie i podłączając do detektora tętna płodu, z uśmiechem rzuciła:
- Wyobrażasz to sobie! Zaraz urodzisz dzidziusia.
Też się chciałam uśmiechnąć, ale zaczął się kolejny skurcz. Przygryzłam dolną wargę, a Connor ściskał mnie za rękę. Do pokoju wrócili Peyton i Henry; Peyton szybko do mnie podeszła.
- Wysłałem wiadomość twojemu lekarzowi na pager, Ellery, ale jeszcze nie otrzymałem odpowiedzi - poinformował Henry.
- Kto cię prowadzi, słonko? - zapytała siostra Bailey.
- Doktor Keller! - wrzasnęłam z bólu.
- Doktor Keller dowiedział się wczoraj o jakiejś ważnej rodzinnej sprawie i musiał wyjechać na kilka dni. Jego pacjentów przejął jego kolega, doktor Reed. Pójdę do niego zadzwonić - oznajmiła siostra Bailey, klepiąc mnie po ręce, po czym wyszła.
Skurcz się skończył, a ja poczułam, że znowu mogę oddychać. Connor przysiadł na brzegu łóżka i czule pocałował mnie w usta.
- Kocham cię - powiedział szeptem.
- Ja też cię kocham - odszepnęłam.
Podszedł Henry i wyjaśnił, jak działa detektor tętna płodu. Pokazał, w którym momencie jest początek skurczu, kiedy osiąga apogeum i kiedy się kończy. Connor był zaintrygowany. Peyton i Henry wyszli po kawę i po lód dla mnie.
- To niesamowite, że moją położną jest siostra Bailey, nie uważasz?
- Tak, to nie do uwierzenia, ale bardzo się z tego cieszę.
- Ja też. - Uśmiechnęłam się.
- Popatrz, jak bije serce twojej córeczki - rzucił, wskazując na cyferki na monitorze.
Popatrzyłam na monitor z uśmiechem, ale wtedy znowu rozpoczął się skurcz. Złapałam Connora za rękę i wbiłam mu paznokcie w skórę. Czy miałam wyrzuty sumienia? Nie, ból wbijających się paznokci to nic w porównaniu z bólami porodowymi.
- Oddychaj, maleńka. - Connor, uśmiechając się, głaskał mnie po czole.
Do pokoju weszli Peyton i Henry z kulkami lodu w papierowym kubku. Peyton wyjęła jedną i zaczęła mi nią nacierać usta.
- Może to przyniesie ci ulgę - rzuciła.
- Ulży mi, kiedy to dziecko wreszcie ze mnie wyjdzie!
Wróciła siostra Bailey z informacją, że musi mnie zbadać. Henry i Peyton znowu wyszli, a Connor usiadł na brzegu łóżka i złapał mnie za rękę. Siostra Bailey wyjaśniła, że musi sprawdzić rozwarcie. Po skończonym badaniu spojrzała na mnie i wydęła usta.
- Hm, rozwarcie masz tylko na centymetr. Mówiłaś, że wody ci odeszły w restauracji, tak?
- Tak, siedziałam w restauracji przy stole, kiedy to się stało - potwierdziłam.
Siostra Bailey przeniosła wzrok na Connora.
- Ale przypadkiem nie uprawialiście dzisiaj seksu, co?
Popatrzyłam na Connora, a on na mnie.
- To twoja wina! - mruknęłam.
- Moja? To ty mnie namówiłaś, żebym wziął z tobą prysznic przed wyjściem.
- No już dobrze, dobrze, Ellery. Wszystko będzie, jak należy. Nie chcę, żebyś się stresowała - rzekła siostra Bailey i wyszła.
Minęło kilka godzin, a ja znajdowałam się w tym samym punkcie. Skurcze były coraz boleśniejsze, dlatego siostra Bailey poszła zadzwonić do doktora Reeda. Henry nie odrywał oczu od monitora tętna, podobnie Connor.
Leżałam na boku, Connor ocierał mi czoło zwilżoną szmatką. Skurcz się właśnie skończył. Odetchnęłam przeciągle i zamknęłam oczy. Connor odsunął mi włosy z czoła i złożył na nim delikatny pocałunek.
- Przyszykuj się, Elle. Zaczyna się kolejny skurcz - przestrzegł mnie, zapatrzony w monitor.
- Po co mi to mówisz, Connor?! - wrzasnęłam.
- Bo chce, żebyś była przygotowana, żebyś zaczęła głęboko oddychać. Żeby skurcz cię nie zaskoczył.
W tym momencie każda cząstka mojego ciała miała ochotę go zamordować. Ból z każdym skurczem coraz bardziej się wzmagał i miałam wrażenie, jakby coś mnie rozrywało na pół. Jak zwykle Connor miał rację i rzeczywiście dostałam kolejnych skurczów.
- Oddychaj, Elle. No, kochanie, bierz głębokie oddechy.
- Connor, lepiej daj spokój, bo chyba ją tym wkurzasz - zauważyła Peyton.
Z bólu zaczęłam krzyczeć. Obiecywałam sobie, że nie będę jak inne kobiety, ale w tej chwili miałam wszystko gdzieś. Nie obchodziło mnie, kto mnie słyszy ani co sobie o mnie pomyślą. Connor znowu zaczął mówić, żebym oddychała, i to przeważyło szalę.
- Powtórz to jeszcze raz, a przysięgam, że cię wykastruję, Connorze Black! - wrzasnęłam.
Usłyszałam, że Peyton parska śmiechem; Connor obrzucił mnie zdziwionym spojrzeniem.
- No, no, Elle, nieładnie - mruknął.
- Nieładne to jest to, że przez ciebie czuję się jeszcze gorzej, niż powinnam. Nie chcę wiedzieć, kiedy skurcz się zbliża! Nie chcę, żebyś mi mówił, że mam oddychać! Wiem, że starasz się mi pomóc, ale wszystko, czego od ciebie potrzebuję, kochanie, to to, żebyś się zamknął.
Connor przez chwilę mi się przyglądał, potem ujął moją twarz w obie dłonie.
- Przepraszam, maleńka. Nie zamierzałem...
- Wiem, że nie, Connor, ale ten ból jest taki straszny. Chciałabym, żeby już było po wszystkim - rzuciłam, przerywając mu.
- Wiem, że tego chcesz, i sam już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę naszą córeczkę. Będzie piękna, tak jak jej matka. - Uśmiechnął się.
Z kącika oka popłynęła mi łza i stoczyła się w dół po policzku. Zarazem rozpoczął się kolejny skurcz, jak dotąd najboleśniejszy. Spojrzałam na Henry'ego.
- Błagam, Henry, zrób mi znieczulenie. Błagam, błagam.
- Ellery, nie mogę. Rozwarcie jest jeszcze za małe. Przykro mi. - Henry pokręcił głową.
Miałam ochotę umrzeć. Dziecko rozdzierało mnie od środka; coś było nie tak. Przyszła siostra Bailey i poinformowała, że doktor Reed polecił, żeby go wezwać, gdy rozwarcie osiągnie pięć centymetrów. Connor westchnął, wstał z łóżka i podszedł do Henry'ego.
- Jak długo to jeszcze potrwa? Ile jeszcze będzie się tak męczyła? - pytał.
- Każda kobieta jest inna, Connor. Trudno powiedzieć. Rozwarcie nie ma nawet trzech centymetrów. To się może przeciągnąć nawet o dobę.
- Co?! - wrzasnęłam.
Peyton wzięła mnie za rękę i zaczęła ją delikatnie głaskać.
- Nie martw się, Elle. Pomożemy ci przez to przejść.
Connor odwrócił się i spojrzał na mnie. Przechylił głowę i posłał mi słaby uśmieszek. Potem podszedł i znowu usiadł przy mnie na brzegu łóżka.
- Gdybym mógł za ciebie urodzić, chętnie bym to zrobił. Nie mogę patrzeć, jak cierpisz - rzekł i chwyciwszy mnie za rękę, uniósł ją do ust.
- Kocham cię, Connor - szepnęłam i zamknęłam oczy, szykując się na kolejny skurcz.
- Ja też cię kocham, Ellery.