Rozdział 3
Następnego ranka obudziły mnie hałasy w kuchni. Wszystko było zamglone, miałem wrażenie, że głowę obtłuczono mi młotem. Rozejrzałem się po pokoju, próbując przypomnieć sobie, jak, do cholery, wróciłem w nocy do domu. Ostatnią rzeczą, jaką pamiętałem, był policzek od Ashlyn. Zerknąłem na drugą stronę łóżka i zauważyłem, że kołdra jest pomięta. Widocznie byłem z kimś w nocy. Wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Znalazłem czarne spodnie od piżamy, włożyłem je i zszedłem na dół sprawdzić, kto, do licha, tak hałasuje bladym świtem.
Dotarłem do kuchennego progu i stanąłem z rękami założonymi na piersiach. Przyglądałem się, jak jakaś dziewczyna robi coś w mojej kuchni. Stałem tak przez chwilę i przypatrywałem jej się od tyłu. Blond włosy miała długie i faliste. Nie mogłem uwierzyć, że miała tyle tupetu, żeby zostać do rana. Złamała moją zasadę numer jeden. Nikt nigdy wcześniej jej nie złamał, żadnej innej też nie, jeżeli chodzi o ścisłość. Odkaszlnąłem, żeby dać jej znać, że jestem tu i patrzę. Nie chciałem jej przestraszyć.
Powoli odwróciła się i spojrzała na mnie. Przełknąłem ślinę, a serce zaczęło mi bić trochę szybciej. To przez jej oczy. Miała najładniejsze jasnobłękitne oczy, jakie w życiu widziałem. Była w nich jasność, która przywoływała na myśl piękny kamień akwamarynu. Lśniły w świetle wpadającym z kuchennych okien. Lśniły, ale były też pełne strachu, kiedy patrzyła na mnie.
- Nie przedstawiłem ci zasad wczoraj wieczorem? - spytałem, przekrzywiając głowę na bok.
- Hę? - Zmarszczyła czoło.
- U mnie nie ma nocowania. Miałaś wyjść po tym, jak cię przelecę, więc może byłabyś tak miła i wyjaśniła mi, co jeszcze robisz w mojej kuchni?
Ton miałem ostry, ale za kogo się uważa ta dziewczyna? Postawiła na blacie szklankę i pchnęła ją w moją stronę. Chwyciłem ją, zanim zdążyłaby się zsunąć z blatu i rozbić na podłodze. Ona stała i patrzyła na mnie, nie odpowiadając na pytanie.
- Zadałem ci pytanie i czekam na odpowiedź.
Jej piękne oczy koloru lodowego błękitu nagle pocieniały, a ona się odezwała.
- Słuchaj, kolego, nie wiem, co według ciebie wydarzyło się zeszłej nocy, ale nie przeleciałeś mnie!
Przyglądałem jej się badawczo, a ona trajkotała dalej.
- Upiłeś się w klubie do nieprzytomności i wywalili cię. Spacerowałam na zewnątrz, kiedy to się stało, a ponieważ jestem dobrym człowiekiem, zadzwoniłam po taksówkę, żebyś bezpiecznie dotarł do domu. Wtedy zacząłeś wymiotować na siebie, więc musiałam zaprowadzić cię do łazienki i zdjąć ci ubranie, bo, szczerze mówiąc, śmierdziałeś. Szłam już do drzwi, ale postanowiłam zajrzeć do ciebie jeszcze raz przed wyjściem. Wróciłam do twojej sypialni, leżałeś na plecach, więc odwróciłam cię znów na bok, na wypadek gdybyś wymiotował. Nie chciałam, żebyś udławił się na śmierć. Zasnęłam z wyczerpania po tym użeraniu się z tobą, a kiedy się obudziłam, postanowiłam, że zaparzę ci kawę i zrobię napój na kaca. Za parę minut miałam zamiar wyjść i nie spodziewałam się, że się obudzisz wcześniej niż za parę godzin.
Przestąpiłem z nogi na nogę, założyłem ręce na piersiach i zrobiłem parę kroków w jej stronę.
- Więc chcesz powiedzieć, że między nami do niczego nie doszło? - spytałem.
- Nie, do niczego między nami nie doszło. Chciałam się tylko upewnić, że nic ci się nie stanie. Byłeś nieprzyzwoicie pijany - powiedziała, wbiając wzrok w podłogę.
Głos jej złagodniał, był zbolały. Kim jest ta dziewczyna i dlaczego, do cholery, mi pomogła? Zaintrygowała mnie nie tylko swoją urodą, ale też dobrocią. Wyczuwałem w niej łagodność i niewinność, jakich nigdy wcześniej nie dostrzegłem w żadnej kobiecie.
Wziąłem szklankę i spojrzałem na nią.
- Co to jest?
- Wypij, za jakieś piętnaście minut powinieneś poczuć się lepiej - powiedziała z uśmiechem.
Był to lekki uśmiech, ale przykuł mój wzrok. Powiedziała, że przed wyjściem naleje mi kawy. Nie mam pojęcia, dlaczego zawracała sobie mną głowę po tym, w jaki sposób się do niej odezwałem. Sięgnęła do szafki, żeby wyjąć kubek, ale wyślizgnął jej się z rąk i upadł na podłogę. Zaklęła, pochyliła się, żeby pozbierać skorupy. Podszedłem do niej, bo nie chciałem, żeby zrobiła sobie krzywdę.
- Skaleczysz się - powiedziałem.
Nie słuchała, nie chciała przestać zbierać okruchów porcelany.
- Przestań! - rozkazałem szorstkim tonem.
Nadal nie słuchała, więc nie miałem wyboru, musiałem chwycić ją za nadgarstki i zmusić, żeby przestała. Odwróciłem jej dłonie, żeby wyjąć z nich skorupy. Wziąłem głęboki oddech, kiedy zobaczyłem blizny na jej nadgarstkach. Nasze oczy się spotkały, ona szybko odwróciła wzrok. Wstała, a ja dalej zbierałem odłamki szkła. Ona chwyciła torebkę.
- Przepraszam za kubek, odkupię ci go. Mam nadzieję, że czujesz się lepiej - powiedziała i ruszyła do wyjścia.
- Zaczekaj - powiedziałem. - Pozwól przynajmniej, żebym ci zapłacił za twój wczorajszy trud.
Odwróciła się i spojrzała na mnie błękitnymi oczami.
- Nie wezmę od ciebie pieniędzy.
Cholera, musiałem szybko myśleć. Nie mogłem pozwolić, żeby tak po prostu odeszła.
- No to przynajmniej napij się kawy, zanim pójdziesz - powiedziałem.
Ulżyło mi, kiedy się zgodziła i usiadła przy wyspie. Nalałem jej kawy i postawiłem przed nią kubek. Uniosłem szklankę tego, co nazwała koktajlem na kaca, i wmusiłem go w siebie. Był obrzydliwy i byłem pewien, że musiała się powstrzymywać, żeby się nie roześmiać, kiedy go piłem. Pochyliłem się nad blatem i spojrzałem na tę piękną kobietę siedzącą naprzeciwko mnie.
- Dlaczego, do licha, tak mi pomogłaś? A gdybym był gwałcicielem albo mordercą? - spytałem poważnie.
Odchyliła głowę i się roześmiała.
- Nie byłbyś w stanie mnie zgwałcić ani zamordować, nawet gdybyś chciał. Wczoraj w nocy byłeś taki sfilcowany, że ledwie dałam radę zaciągnąć cię do domu.
Przeczesałem włosy jedną ręką, bo nie traktowała poważnie tego, co mówiłem, a mogła znaleźć się w niebezpieczeństwie, gdyby trafiła na kogoś innego niż ja.
- Nie powinnaś robić takich rzeczy, to niebezpieczne, żeby dziewczyna robiła takie głupoty - powiedziałem zdenerwowany.
Oparła łokieć na blacie, podparła dłonią twarz i bacznie się mi przyglądała z uśmieszkiem na twarzy. Odnosiłem wrażenie, że wydaje jej się, że żartuję, więc zmrużyłem oczy i spojrzałem na nią.
- Słuchasz mnie? - spytałem.
Nie odpowiedziała na pytanie, roześmiała się lekko i wstała ze stołka.
- Dzięki za kawę, ale muszę wracać do domu. Miłego dnia, panie Black, i następnym razem niech pan tyle nie pije - powiedziała z uśmiechem.
Cholerny uśmiech. Poszedłem za nią do windy i spytałem, jak jej na imię.
- Mogłabyś mi powiedzieć, jak ci na imię?
- Ellery Lane!
Stałem i patrzyłem, jak drzwi windy się zamykają i piękna kobieta, która przedstawiła się jako Ellery Lane, znika mi z oczu. Przełknąłem z trudem ślinę i przeczesałem włosy. Wbiegłem na górę do sypialni. Włożyłem na siebie dżinsy i wyjąłem z szuflady koszulkę. Chwyciłem buty i zbiegłem do mojego range rovera. Wskoczyłem do środka, włożyłem buty i wyjechałem z garażu. Wtedy zobaczyłem, jak wsiada do taksówki za rogiem. Dyskretnie pojechałem za nią do jej mieszkania. Zaparkowałem po drugiej stronie ulicy i obserwowałem, jak wysiada i macha na pożegnanie taksówkarzowi. Szybko wpisałem sobie jej adres do telefonu. Siedziałem i patrzyłem, jak wchodzi do mieszkania i zamyka za sobą drzwi. Czułem się jak prześladowca. Co ja, do cholery, wyprawiam? - spytałem sam siebie, ruszając.
Nie chciałem myśleć o Ellery Lane. Była miłą dziewczyną, która zatroszczyła się o to, żebym bezpiecznie wrócił do domu. Nadal jestem oszołomiony, jakim cudem pomyślała, że pomoc nieznajomemu jest dobrym pomysłem. Czyżby nie zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństw tego świata?
Miałem trochę zaległej papierkowej roboty w biurze, więc zamiast wracać do mieszkania, poszedłem do pracy. Była sobota, więc w biurowcu powinien panować spokój, i miałem nadzieję, że uda mi się popracować w skupieniu. Wszedłem do Black Enterprises i wcisnąłem przycisk w windzie. Usłyszałem dzwonek telefonu, a kiedy wyjąłem go z kieszeni, zobaczyłem wiadomość od Ashlyn.
"Connor, przepraszam za wczorajszy wieczór, uważam, że powinniśmy poważnie porozmawiać".
Westchnąłem, schowałem telefon z powrotem do kieszeni i wjechałem windą do biura. Nie mogłem w tej chwili myśleć o Ashlyn. Nie chciałem mieć z nią nic wspólnego, ale wiedziałem, że w końcu do tego dojdzie. Podszedłem do biurka i włączyłem komputer. Wsadziłem ręce do kieszeni, odwróciłem się i wpatrywałem się w panoramę Nowego Jorku przez wielkie okno biurowca. Moje myśli szalały. Miałem mnóstwo papierkowej pracy i musiałem wykonać parę telefonów w związku ze sprzedażą firmy, której kupnem byłem zainteresowany, jednak nie wokół tego kręciły się moje myśli. Po głowie chodziły mi myśli o Ellery Lane, jej pięknych oczach i grzesznie seksownym uśmiechu. Usiadłem przy biurku i zabrałem się do papierów. Telefon znów się odezwał, sygnalizując kolejną wiadomość od Ashlyn.
"Nie waż się mnie ignorować, Connor. Chcę przeprosić i może uda nam się rozwiązać ten problem w inny sposób".
Wiedziałem, że jeżeli jej nie odpiszę, będzie mnie bombardować wiadomościami przez cały dzień. Westchnąłem i wybrałem jej numer.
- Cześć, Connor, dzięki, że zadzwoniłeś.
- Ashlyn, jestem bardzo zajęty, naprawdę nie mam czasu na rozmowy ani pisanie do ciebie. Powiedz, co masz do powiedzenia, i po temacie.
- Chciałam cię przeprosić za wczorajszy wieczór, rozumiem, że nie jesteś jeszcze gotowy poświęcić się jednej kobiecie. Na razie godzę się na ten układ, ale mam jeden warunek.
Westchnąłem i oparłem się w fotelu.
- Jaki warunek, Ashlyn?
- Chcę podwójnej stawki miesięcznie i zapomnę o naszej wczorajszej rozmowie.
- Nie ma mowy, żebym płacił ci dwa razy tyle co teraz. Gdyby nie ja, dalej byłabyś na ulicy. Nie zapominaj, że pomagam ci tylko przez wzgląd na Amandę.
Usłyszałem w słuchawce, że bierze głęboki oddech.
- Przykro mi, Connor, ale nie jestem szczęśliwa, czuję się naprawdę zdołowana. Poczucie własnej wartości mam zachwiane najmocniej w życiu, a tymi okrutnymi rzeczami, które wczoraj powiedziałeś, jeszcze pogorszyłeś sprawę. Nie wiem, czy jest sens, żebym to dłużej ciągnęła. Co mi zostało, Connor?
Wstałem i zacząłem spacerować po pokoju.
- Ashlyn, nie mów tak. Masz mnóstwo rzeczy. Masz pracę w mojej firmie. Płacę ci miesięczną pensję poza tą, którą wypłaca ci Black Enterprises, spotykasz się ze mną trzy razy w tygodniu. Znasz mnie, Ashlyn, znasz moje zasady.
- Wiem, Connor, ale czuję, że nie mogę już sobie znaleźć miejsca na tym świecie.
Nie mogłem uwierzyć, że to mówi. Przypomniała mi się Amanda, nie miałem pewności, czy Ashlyn nie zrobi tego samego. Więc niechętnie zgodziłem się na jej żądania.
- W porządku, Ashlyn, podwoję ci miesięczną pensję, ale musisz mi obiecać, że mając te pieniądze, zrobisz coś ze swoim życiem. Zapisz się na jakiś kurs czy coś takiego.
- Wiedziałem, że mnie zrozumiesz, Connor. Dziękuję ci za wszystko, przemyślę to, co powiedziałeś.
- Muszę iść, Ashlyn, jestem zajęty, mam dużo roboty.
Rozłączyłem się i potarłem twarz. Do cholery, w co ja się wpakowałem? - spytałem siebie, siedząc i wpatrując się nieruchomym wzrokiem w jeden punkt. Wziąłem stos papierów leżących przede mną i zacząłem je przeglądać. Po chwili jednak rzuciłam długopis na biurko, oparłem się na krześle i zacząłem rozmyślać o Ellery. Nie mogłem zapomnieć o tej kobiecie, i to doprowadzało mnie do szaleństwa. Czułem szczerą potrzebę, żeby jej się odwdzięczyć za to, że pomogła mi wczoraj w nocy. Nie chciała ode mnie pieniędzy, co było dziwne, bo żadna kobieta nimi nie gardziła. Sprawiała wrażenie, jakby nie chciała być ze mną dłużej niż to konieczne, i była wyraźnie speszona. Nagle mnie olśniło. Zaproszę ją na dobrą kolację. Każda kobieta lubi się wybrać do eleganckiej restauracji na dobry posiłek. Carson Williams, właściciel Le Sur, jest moim przyjacielem. Zadzwoniłem do niego i poprosiłem go o rezerwację stolika dla dwóch osób na wpół do ósmej wieczorem. Nie chciałem stwarzać jej możliwości odmowy, gdybym zadzwonił i zaprosił ją przez telefon, więc postanowiłem wysłać zaproszenie.
Napisałem szybko list na komputerze.
Panno Lane, mam zamiar odpowiednio podziękować pani za pani wczorajszą troskę. Będę czekał na panią w Le Sur Restaurant. Mój kierowca przyjedzie po panią punktualnie o siódmej. Connor Black
Wyjąłem kartkę z drukarki, złożyłem ją starannie i schowałem do koperty. Napisałem na niej jej imię i nazwisko i wyszedłem z biura. Zadzwoniłem do Justina i poprosiłem, żeby spotkał się ze mną w Starbucks. Justin jest stażystą w mojej firmie, czasem proszę go o załatwienie prywatnych spraw, kiedy sekretarka nie pracuje.
- Dzień dobry, panie Black - powiedział, siadając przy stoliku.
- Witaj, Justinie, muszę cię poprosić o przysługę - powiedziałem, siadając naprzeciw niego. Pchnąłem kopertę w jego stronę. - Chcę, żebyś doręczył ten list pani Ellery Lane. Tu masz adres.
- Nie ma sprawy, panie Black. - Justin z uśmiechem wziął kopertę. - Zaraz to załatwię.
Wyjąłem portfel i dałem mu pięćdziesięciodolarowy banknot.
- Dziękuję, Justinie, to bardzo ważne.
- Dziękuję, panie Black - uśmiechnął się i wstał od stołu. - Już ją doręczam.
Siedziałem i zastanawiałem się, czy to dobry pomysł. A jeżeli się nie zjawi? Westchnąłem i wróciłem do mieszkania.