5
Sara właśnie miała wyjść z domu, gdy usłyszała telefon. Właściwie tego przedpołudnia cały czas ktoś do niej dzwonił. W momencie kiedy zamykała drzwi, usłyszała dźwięk swojej komórki.
- Cześć, tu Marit St?hl.
- Cześć.
- Masz chwilę?
- Tak, jasne. Czy zapadł już wyrok?
- Tak, decyzją centralnej komisji dyscyplinarnej policji Peter Matsson zostanie zwolniony, a wyrokiem sądu skazano go na rok i cztery miesiące więzienia. Ty natomiast otrzymasz odszkodowanie w wysokości dwudziestu pięciu tysięcy koron.
Komisarz parsknęła z niedowierzaniem.
- Rok i cztery miesiące? Czy taka jest cena za wieloletnie znęcanie się nad żoną i pobicie policjantki? To nie brzmi zbyt optymistycznie.
- Masz rację, ale z drugiej strony to wcale niemało, biorąc pod uwagę, że nie wszystkie akty przemocy udało się udowodnić i dokładnie przedstawić. Ponadto straci pracę i nie dostanie w przyszłości żadnej innej, w której miałby jakikolwiek kontakt z ludźmi.
Sara ponownie parsknęła.
- Jasne, ale to słabe pocieszenie. Czy on w ogóle ma odłożone jakieś pieniądze? Jakie odszkodowanie dostanie Linda Matsson?
- Siedemdziesiąt tysięcy.
Vallén usłyszała, że Marit bardzo nie podoba się ta decyzja.
- Siedemdziesiąt tysięcy, to jest chore. Za tyle lat cierpienia.
- Wiem. - Sara zdała sobie sprawę, że za bardzo się irytuje. - Na szczęście to wszystko już się skończyło. Choć zawsze jeszcze może się odwołać od wyroku.
- Tak, zobaczymy. Nie zdziwiłabym się, gdyby to zrobił.
- Ja też nie. Jeśli jednak się na to zdecyduje, jestem przekonana, że wyrok będzie jeszcze surowszy.
- Masz rację, Do usłyszenia.
- Wszystkiego dobrego, Saro. Po tych słowach Marit St?hl rozłączyła się.
W międzyczasie Sara doszła do restauracji La Cucina na Hantverksgatan, weszła do środka i zajęła miejsce przy oknie.
Po chwili podszedł kelner i podał jej menu.
- Dzień dobry. Witamy. Czy podać pastę arrabbiata? - zapytał z uprzejmym uśmiechem.
- Tak, poproszę to, co zwykle - odpowiedziała komisarz. - I jeszcze wodę gazowaną.
Po obiedzie Vallén wróciła do biura, by kontynuować pracę. Sprawa, nad którą obecnie pracowali, wydawała się nie mieć końca, choć cały czas poruszali się naprzód.
O wpół do piątej komisarz zdecydowała się pójść do domu, ale gdy zakładała kurtkę, znów zadzwonił telefon.
- Typowe - wymamrotała, wściekła, że musi odebrać. - Sara Vallén, właśnie wychodzę z pracy.
- Dzień dobry, z tej strony oficer dyżurny. Przykro mi, że muszę przeszkodzić, ale na ogródkach działkowych Västra Sommarstaden para staruszków znalazła zwłoki mężczyzny. Musi pani zająć się tą sprawą. Mundurowi już są w drodze. Zadzwoniłem też po techników. Proszę się odezwać, jak będzie pani na miejscu.
- Przyjęłam - westchnęła Sara, kończąc rozmowę i wychodząc na korytarz, by zawołać kolegów. Rita wyjrzała ze swojego biura.
- Martwy facet na ogródkach działkowych - powiedziała krótko komisarz.
Kilka radiowozów było zaparkowanych wzdłuż Maskinvägen i w małej alejce przy Palettskolan. Główna brama ogródków działkowych był otwarta, a za nią stała karetka i samochód policyjny. Niebieskie światła były z daleka widoczne na tle ciemniejącego nieba, a przed taśmą zabezpieczającą zebrali się ciekawscy gapie. Sara i Rita dostały się w końcu na odgrodzony teren i weszły do ogrodu pełnego jabłonek, uginających się pod ciężarem jesiennych owoców. Para starszych ludzi stała na żwirowej ścieżce w pewnej odległości od altanki. Personel karetki zaopatrzył ich w jasnoniebieskie koce.
- Dzień dobry - przywitała się Sara, wyciągając dłoń. - Nazywam się Vallén, jestem komisarzem policji i będę prowadzić śledztwo w tej sprawie. To jest inspektor Rita Anker. Komisarz wskazała na swoją wysoką blond koleżankę, która stała tuż za nią.
- Roland Bruhn - powiedział mężczyzna nieco beznamiętnym głosem.
- Anja Bruhn - przedstawiła się kobieta, a jej głos wyraźnie
się łamał. - Nic z tego z mężem nie rozumiemy. Kto mógł dokonać takiej zbrodni?
- Tego jeszcze nie wiemy - odparła Sara, poprawiając koc, którym owinięta była kobieta. - Myślę, że powinni państwo pojechać do szpitala. Tam na pewno dojdziecie do siebie. Później możemy porozmawiać o wszystkim, co tu zaszło. - Komisarz wskazała na karetkę.
- Nie chcemy jechać tym samym pojazdem co nieboszczyk - wyszeptała Anja Bruhn. Jej podbródek drżał, a szczęki zaciskały się nerwowo.
- Oczywiście, że nie - odpowiedziała Sara. - Denat zostanie przewieziony do prosektorium dopiero następnym kursem. Mogą być państwo spokojni.
Mężczyzna skrzywił się i złapał za serce, komisarz przez chwilę myślała, że dostał zawału.
- Zawołajcie kogoś - krzyknęła w stronę karetki.
W ciągu kilku sekund pojawił się ratownik medyczny. Vallén wskazała na Rolanda Bruhna. Mężczyznę, wbrew jego protestom, zaprowadzono do ambulansu. Anja Bruhn nadal stała w miejscu, błądząc wokół niewidzącym wzrokiem.
- To na pewno nic poważnego, ale teraz musimy przejść do karetki, która zawiezie państwa do szpitala. To jedyne wyjście. Idziemy!
Rita, mówiąc to, była jednocześnie bardzo zdecydowana, ale i uprzejma. W międzyczasie Sara podeszła do niewielkiego domku, gdzie spotkała wychodzącego z niego lekarza sądowego.
- Coś okropnego. - Medyk zrobił grymas obrzydzenia. - Bardzo dużo śladów dźgania nożem na całym ciele. Moim zdaniem to niesłychanie brutalna napaść. Powyrywane paznokcie, widać, że ofiara była torturowana. Technicy już są i zabierają ciało do prosektorium.
Patolog ponownie skrzywił się, kiwnął głową i odszedł. Komisarz zobaczyła jeszcze, jak mężczyzna wita się z Ritą, i uśmiechnęła się na widok jego wyprostowanej sylwetki. W końcu mógł porozmawiać z osobą o takim samym wzroście jak jego.
Anker wytarła buty o wycieraczkę i położyła dłoń na ramieniu Sary, wchodząc do domku letniskowego.
Ofiara nadal leżała na podłodze. Vallén aż odrzuciło na ten widok. Kurwa - pomyślała. - Lekarz miał rację. Tu miały miejsce prawdziwe tortury.
- O cholera! A niech mnie! Co tu się stało? - wykrzyknęła z varmlandzkim akcentem Rita.
Szef techników Ove Ovesson odwrócił się w ich stronę. Wcześniej stał schylony nad zwłokami, grzebiąc w czymś, co przypominało paznokcie.
- Podcięto mu gardło. Wcześniej był torturowany, ma ślady przypalania na twarzy i wyrwane paznokcie. Zobaczymy, co patolog powie na temat genitaliów. Wyraźnie widać krew na spodniach.