Nowi przyjaciele
W sobotę koło południa wyładowany bagażami samochód komisarza Uszkiera zatrzymał się pod jednym z pawilonów ośrodka wypoczynkowego położonego niedaleko Olsztynka. Komisarz, jego żona i dwaj synowie mieli spędzić tu najbliższe trzy tygodnie.
- Wypakujcie bagaże, my pójdziemy się zameldować - polecił synom Barnaba Uszkier.
Marek i Janek błyskawicznie wyjęli wszystko z samochodu. Woleli, żeby rodzice nie widzieli niektórych przywiezionych przez nich rzeczy. Bardzo starannie dobrali to, co mogło im się przydać na wakacjach, a niektóre z tych przedmiotów mogły obudzić pytania rodziców. Poza tym śpieszyło im się, chcieli obejrzeć ośrodek, najlepiej bez nadzoru rodziców. Gdy wrócili rodzice z kluczami do pokojów, młodzi Uszkierowie szybko wnieśli swoje walizki do środka, rozejrzeli się i byli gotowi do zwiedzania ośrodka. Janek wahał się, czy zabrać deskorolkę, chciał sprawdzić, czy jest gdzie pojeździć.
- Nie liczę na to, że mają skatepark czy skateplazę, ale może jest chociaż coś, co da się wykorzystać jako rampę.
- Zawsze zostaje ci jeszcze parking przed szlabanem, tam prawie nie było samochodów.
- Nuuudy - orzekł Janek, zapalony skater. - Nie biorę dechy.
Weszli do pokoju rodziców i uprzedzili, że idą zwiedzić ośrodek. Nie chcieli niczego pominąć, więc zwiedzanie terenu rozpoczęli od bramy, którą wjechali. Stanęli przed szlabanem i popatrzyli na drogę dojazdową.
- Myślisz, że uda się jeszcze dzisiaj zobaczyć, co jest dalej?
- A co ma być? Wyjazd na szosę, przecież jechaliśmy tędy - wzruszył ramionami Janek.
- Nie o to mi chodzi. Trzeba się zorientować, jak wygląda las naokoło ośrodka i czy są inne wyjścia. Możemy po obiadokolacji pójść tam razem ze starymi, niech mają spacer rodzinny. A teraz ośrodek, chodź!
- A ten las przy ośrodku?
- Rano się tam rozejrzymy. Byle nie o świcie, są wakacje, a ja zamierzam wieczorem pograć - w Marku odezwał się namiętny gracz. - Zobacz, dobrze, że mieszkamy pod lasem, łatwiej będzie wymknąć się w nocy po cichu. Okna są od drugiej strony, tylko od łazienek koło drzwi.
- A gdzie ty chcesz iść?
Janka niepokoiły niektóre pomysły brata, był zdecydowanie ostrożniejszy.
- Już pękasz? Dzieciak!
- Odczep się! Dorosły się znalazł! - Janek szybko szukał argumentów. - Chodzi mi o to, że najlepiej od razu wymyślić, co powiemy starym, gdyby nas nakryli. Bo inaczej będzie awantura.
- Wyluzuj, ja tylko sprawdzam możliwości. Ale wieczorem, gdy jest już ciemno, można trafić na różne ciekawe rzeczy, Dobrze wiedzieć, jak się wymknąć z pokoju.
- Teraz pomost? Ścigamy się? - zaproponował Janek.
Wystartowali jak do biegu na setkę i popędzili w dół wzniesienia, na którym stały budynki. Nogi ich same niosły, tym bardziej że ostatni odcinek był najbardziej stromy. Wypadli zza zakrętu, minęli wypożyczalnię i... zderzyli się z kimś stojącym na samym brzegu. Wszyscy wylądowali w jeziorze, dobrze, że na płyciźnie. Po chwili prychając, ocierając z twarzy wodę i wyplątując w włosów wodorosty, stali i przyglądali się sobie. Marek i Janek zepchnęli do wody swoich rówieśników.
- Kretyni! - syknęła blondynka w miniówce i trampkach do kolan. - Ślepi jesteście?
- Sorry - bąknął speszony Janek. - To nienaumyślnie.
- No uf, bo już się bałam, że macie taki zwyczaj - nie darowała sobie wściekła dziewczynka.
- Kurde, no głupio wyszło. Ścigaliśmy się i nie zdążyliśmy wyhamować - tłumaczył Marek.
- To może chociaż wyjdźmy na brzeg? - zasugerował milczący do tej pory chłopak.
Nie była to głupia propozycja, bo cała czwórka ociekała wodą. Chłopcy ściągnęli koszulki i wykręcili je, gorzej było z resztą ubrań.
- Będę musiała teraz przez trzy dni suszyć buty!
- Nie przesadzaj, ciepło jest, trampki wyschną ci w jeden dzień! - pocieszył blondynkę Janek.
Skoro już się poznaliśmy, to może... - zaczął Marek.
- Fajny sposób zawierania znajomości!
- Siostra, wyluzuj, wszyscy ucierpieli, nie ty jedna.
- Przebierzmy się i za kwadrans spotkajmy przed hotelem, OK? - dokończył starszy z Uszkierów.
- Dwadzieścia minut.
- Co będziesz robiła tak długo? - spytał zaskoczony Janek.
- A co cię to obchodzi?
- Nie, no właściwie...
- Zośka, nie bądź taka tajemnicza - wzruszył ramionami nowy znajomy Uszkierów i od razu wyjaśnił: - Włosy musi wysuszyć.
Rozmowę kończyli, wspinając się już po skarpie. Po pierwsze, mokre ubranie to nic przyjemnego i im szybciej się przebiorą, tym lepiej, a po drugie ich spektakularne lądowanie w wodzie wzbudziło śmiech stojących na pomoście. A nikt nie lubi, gdy ktoś się z niego śmieje.
Pod hotelem pojawili się równocześnie. Uszkierowie w ramach przeprosin zaprosili nowych znajomych na lody, a ci mimo tak niefortunnego początku znajomości nie chowali urazy. Okazało się, że są niewiele starsi od Marka i Janka, bo Zosia miała jedenaście, a Paweł trzynaście lat. Wkrótce okazało się, że Myczkowscy też pochodzą z Gdańska, a do Mierek przyjechali na trzy tygodnie.
- Jesteście przyrośnięci do kompów czy od czasu do czasu robicie coś innego? - spytał Janek. - By my, mimo że Marek namiętnie gra, w co się tylko da, mamy w planach zwiedzanie okolicy na własną rękę.
- Nie mam laptopa, a komputer został w domu - powiedziała z lekkim żalem Zosia. - Jak wyjeżdżamy, to muszę żebrać, żeby Paweł dał mi swój choć na chwilę.
- Bo komputer jest osobisty, a nie żeby każdy miał do niego dostęp, raz mi namieszałaś, to pół dnia porządki robiłem.
- To było dawno!
- No więc jak? Dacie się namówić na łażenie po okolicy? - Marek przerwał sprzeczkę rodzeństwa.
- Damy. Ale nie wiem, co starzy na to. Wy możecie sami chodzić, gdzie chcecie?
- Tak. Mamy taki układ, że do pięciu kilometrów możemy, ale musimy być pod telefonami i nie wymyślać nic niebezpiecznego - wyjaśnił Marek.
- Fajnie macie. Nas bardziej pilnują. Pewnie ze względu na Zośkę, bo dziewczyna.
- Albo na ciebie, bo chłopacy mają głupsze pomysły - odcięła się Zosia.
- Jakby wam nie pozwolili, to zawsze można pogadać z naszymi starymi, żeby przekonali waszych - zaproponował Janek.
- Spróbujemy - zapewnił Paweł i zmienił temat. - Obejrzeliście już ośrodek?
- Nie, właśnie chcieliśmy zacząć o tego pomostu z żaglówkami, ale...
- Ale wtrąciliście nas do jeziora - roześmiała się Zosia. - Właściwie możemy zacząć od miejsca, gdzie się poznaliśmy.
Porozmawiali z panem Olkiem, który opiekował się sprzętem wodnym i rowerami, dowiedzieli się w jaki sposób można wypożyczyć kajak lub rower i obejrzeli żaglówki. A potem poszli dalej oglądając pawilony i budynki hotelowe. Zwiedzili hotel, basen i nawet zajrzeli do SPA, a potem ruszyli w stronę stojącego w pewnym oddaleniu budynku.
- Fajnie byłoby mieszkać w takim apartamentowcu - stwierdził Janek. - I zobaczcie, jaki ekstra pomost z grillem.
- Zwariowałeś? Nie mielibyśmy pokoju z osobnym wejściem, a starzy cały czas mieliby na nas oko - zaprotestował Marek
Wracali skrajem ośrodkowego lasu położonego na skarpie za budynkami. Chwilę obserwowali hotel i nowych wczasowiczów, a gdy dochodzili już do bramy prowadzącej na teren ośrodka zapikały komórki Uszkierów.
- Rodzice - wyjaśnił Janek. - Mamy wracać, bo niedługo obiadokolacja.
- A potem idziemy ze starymi na spacer, ale możemy spotkać się, jak wrócimy.
- No to jesteśmy umówieni.
Wymienili się numerami telefonów i rozeszli w różne strony.
Na spacer z rodzicami wyszli od razu po posiłku. Najpierw szli szosą w stronę Mierek, a po chwili odbili w prawo. Leśnymi drogami, asfaltowymi i bitymi, idąc na azymut, przeszli około czterech kilometrów. Być może była jakaś krótsza trasa, ale przecież dopiero rozpoznawali teren i nigdzie się nie śpieszyli. Marek przypomniał o znajdującej się niedaleko prywatnej wsi, której byli ciekawi, a Janek zasugerował, żeby pojechać do Szwaderek, bo tam podobno są dobre wędzone ryby i miód. Rodzice popatrzyli na nich zaskoczeni, zawsze zdumiewało ich, jak szybko dzieci zdobywają przeróżne informacje. Gdy wracali spotkali dwie kobiety z psami: owczarkiem niemieckim i golden retrieverem. Okazało się, że psy i ich właściciele też mieszkają w ośrodku, a teraz idą na wieczorny spacer. Janek i Marek przeprowadzili szybki wywiad na temat owczarka Nikodema i goldenki Eski. Dowiedzieli się, co lubią jeść, w jakim są wieku i jakie mają zwyczaje, a potem dwie razem z rodzicami wrócili do ośrodka.
- To my teraz jeszcze trochę rozejrzymy się po ośrodku, a potem skoczymy popatrzeć, jak grają w bilard - ni to oznajmił, ni spytał Marek.
- Macie dać znać, że już jesteście i ma to być przed północą - zastrzegł komisarz Uszkier. - Śniadanie o dziewiątej, więc za pięć macie wyjść z pokoju.
- Jasne. Tato, a ty umiesz grać w bilard?
- Trochę.
- Nauczysz nas? Możemy zarezerwować na jutro? Po kolacji?
- Dobrze.
Rodzice weszli do pokoju, a bracia popatrzyli na siebie porozumiewawczo. Zosia i Paweł już na nich czekali, wieczór, a i cały pobyt, zapowiadał się ciekawie