Rozdział 2
Cristina
Na balu z księciem czułam się jak Kopciuszek. Co prawda obyło się bez pomocy dobrej wróżki, gdyż sama znalazłam sukienkę i ją włożyłam, a także bez karety z dyni i koni. Za to mogłam liczyć na rządowe pojazdy. Kiedy jednak znalazłam się w środku, czułam się zupełnie jak w bajce.
Elegancki wystrój, wszystko niemal ociekające bogactwem i prestiżem. Muzyka, dania, przekąski, dekoracje, a zwłaszcza on... W każdej bajce potrzebny był książę. Sebastian zdecydowanie był jak ten z Kopciuszka. Młody, przystojny, czarujący. Na jego widok aż miękły mi kolana i na pewno nie byłam jedyna.
Skoro już sam jego widok zrobił na mnie wrażenie, jak miałam określić ten stan, w którym byłam, kiedy się ze mną przywitał i zatańczyliśmy? Czułam się jak bohaterka telenoweli unosząca się kilka metrów nad ziemią. Uwielbiałam przyjęcia, tańce, zabawy, a jeszcze w takim towarzystwie? Marzenie. Najlepsze jednak było to, że stanowiło to część mojej pracy. Nigdy dotąd nie pracowało mi się tak przyjemnie.
I kiedy myślałam, że już lepiej być nie może, książę Sebastian porwał mnie na chwilę. Chciał porozmawiać, a ja czułam się zarówno zaszczycona, jak i zawstydzona. Był bardzo przystojny i w moim typie, a to, że chciał spędzić ze mną chwilę, schlebiało mi. Ale nie mogłam też zapomnieć, że to książę, Ktoś zupełnie nie z mojego świata, nie z mojej ligi. Próbowałam trzymać się tej pochodzącej z rozsądku myśli, aby nie dać się za bardzo omamić pierwszemu wrażeniu, ale łatwo nie było.
Nawet chłodne powietrze, kiedy wyszliśmy na chwilę na zewnątrz, nie pomogło mi ostudzić ani zapału, ani emocji, ani nadmiaru myśli kłębiących się w mojej głowie.
- Piękna noc - odezwałam się, patrząc w gwiazdy.
Zawsze lubiłam takie widoki. Jak na mój gust było w tym coś niesamowitego. Ta cisza i spokój. To piękno. I te miliony gwiazd, które były tak daleko, a jednak dało się je zobaczyć gołym okiem.
- Powiedziałbym, że ty wyglądasz piękniej, ale chyba już to dzisiaj mówiłem - odezwał się Sebastian. - Musisz być romantyczką, skoro lubisz wpatrywać się w gwiazdy.
Tak dziwnie było mi rozmawiać z nim w swobodny sposób, jak równy z równym, bez tytułowania się i oficjalności. Przecież był księciem. I choć moja twarz też była znana, nie dorównywałam jego rozpoznawalności. Przy nim byłam szarą myszką.
A jednak dostrzegł mnie w tłumie.
- Trochę tak - przyznałam. - Lubię takie chwile. I miło mi, że zechciałeś spędzić je ze mną.
- Takie imprezy potrafią być męczące, zwłaszcza gdy bywa się na nich regularnie.
- Rozumiem.
- Potrzebowałem odetchnąć, a coś mi mówi, że z tobą mogę miło spędzić czas, porozmawiać bez presji, bez sztuczności czy udawania.
- Tu się nie mylisz. - Uśmiechnęłam się lekko.
- Nie wiem dlaczego, ale od razu poczułem z tobą więź.
Moje naiwne, romantyczne serce zabiło szybciej. A przecież ledwo się znaliśmy. Przecież był księciem.
- Miałam tak samo podczas naszego tańca - przyznałam. - Pewnie nie powinnam tego mówić, ale nie mogłam oderwać od ciebie wzroku.
- Możesz mówić wszystko, co chcesz.
- Nie wiem, czy tak wypada, jesteś księciem, a ja...
- Piękną dziewczyną. Ja jestem Sebastian. Tylko tyle. Zachowuj się, jakbym był zwyczajnym chłopakiem, którego poznałaś na imprezie.
- Tego raczej nie mogę zrobić. - Zaśmiałam się.
- Dlaczego?
Zerknęłam na niego, nasze spojrzenia się spotkały, a ja zastanawiałam się, czy szczera odpowiedź będzie właściwa.
- Cristino?
- Gdybyś był zwyczajnym chłopakiem, którego poznałam w klubie, i gdybyśmy byli całkiem sami, z pewnością zrobiłabym coś niespodziewanego.
- Na przykład?
Zrobił krok w moją stronę. Nie byłam pewna, czy nie wie, co miałam na myśli, czy mnie testuje, żeby zaraz krzyczeć, czy flirtuje ze mną. Zwykle nie miałam problemów z rozszyfrowaniem intencji, ale nigdy też nie miałam do czynienia z księciem.
- Na przykład... - Oblizałam wargi.
Nagle czułam się jak nastolatka, która wstydzi się zagadać do chłopaka. To było śmieszne.
- Pokaż mi, co byś zrobiła.
Zacisnęłam pięści i rozluźniłam dłonie. Pomyślałam sobie, że raz się żyje. Jak na mój gust mnie zachęcał, a nawet jeśli nie, to trudno. Wiedziałam, że skandalu z tego nie będzie - byliśmy sami, a jemu jeszcze bardziej zależało na dyskrecji niż mnie. I tak pewnie nigdy więcej się nie spotkamy, a więc mogłam zaryzykować.
I zrobiłam to.
Pokonałam dzielącą nas odległość i pocałowałam go.