Na szafot. Krótka historia kary śmierci - A.J. van Loon

Reflow text when sidebars are open.
W naszym domu rodzinnym stała prawdziwa ludzka czaszka. Mój dziadek ze strony matki musiał ją nabyć tuż po wojnie, potrzebował jej do studiów stomatologicznych. To były inne czasy. Po tym, jak dziadek uzyskał dyplom - zdobył go po części właśnie dzięki studiowaniu tego makabrycznego przedmiotu - czaszka została w domu, gdzie się urodziłem i wychowałem. Znalazła w końcu swoje miejsce na biurku w małym pokoju do majsterkowania i nauki, który oddzielał sypialnię dziecięcą od sypialni rodziców. Nazywaliśmy go pokojem przechodnim. Za każdym razem, gdy w nocy - jak to lubią robić sześciolatki - chciałem pójść do pokoju rodziców, czekała na mnie w półmroku niczym przerażający dozorca. Lśniła w świetle księżyca i wpatrywała się w pustkę. Patrzyła na mnie. Drżący, stawałem w drzwiach naprzeciwko uśmiechniętej czaszki i opadałem na kolana, by przejść przez pokój na czworakach. Myślałem, że mnie wtedy nie zobaczy - naprawdę śmiertelnie się jej bałem. Co dziwne, jednocześnie czułem do niej pociąg. Fascynowała mnie. Jak to możliwe, że coś tak przerażającego może być nam jednocześnie tak bliskie?
Prawdopodobnie właśnie wtedy narodziło się moje chorobliwe zainteresowanie śmiercią. Od tamtej pory intrygowało mnie przemijanie i namiętnie zgłębiałem stosunek ludzkości do śmierci w kontekście żałoby, religii, sztuki, kary i przestępczości. Później, podczas studiów nad starożytnością, specjalizowałem się w pogańskich religiach tego czasu i kształtowaniu się wczesnego chrześcijaństwa, czyli w obszarach, gdzie temat śmierci pojawia się często. Pracę magisterską poświęciłem podobnemu zagadnieniu: prawu karnemu w starożytnym Egipcie pod rządami kolejnych faraonów, Greków i Rzymian. Podczas tych badań, dzięki którym dowiedziałem się wiele o karze śmierci nie tylko w Egipcie, lecz także w innych starożytnych cywilizacjach, po raz pierwszy przyszła mi do głowy myśl, by poświęcić więcej uwagi tematowi egzekucji - i być może napisać o tym książkę. W ciągu tysiącleci opracowano bowiem wyjątkowo okrutne metody pozbawiania nas życia. Co więcej, praktycznie od samego początku istnienia ludzkości wymyślano je z szokującą regularnością: coraz to nowe, przerażające sposoby uśmiercania.
Pierwsze teksty prawne sporządzono około czterech tysięcy lat temu w Mezopotamii. Ostateczny wymiar kary od razu zajął w nich centralne miejsce. Prawa Ur-Nammy, spisane na glinianej tabliczce pochodzącej z XXI wieku p.n.e., zawierają najstarsze zachowane prawo na świecie. Zostały wydane przez króla Ur-Nammę z sumeryjskiego miasta-państwa Uruk. Rozpoczynają się dwoma następującymi zasadami:
1. Jeśli ktoś zamorduje (kogoś), ten człowiek ma być zabity.
2. Jeśli ktoś postępuje jak zbójca, on (tj. pokrzywdzony) go zabije1.
Nie ma tu jeszcze wzmianki o sposobie wykonywania kary, ale miało się to szybko zmienić. Kara śmierci stała się nieodłącznym elementem rzeczywistości. Egzekucje odbywały się w każdym miejscu i czasie, a ich szczegóły często uznawano za warte odnotowania. Rzecz jasna istnieje między nimi mnóstwo podobieństw, ale rzuca się w oczy również fakt, że kara śmierci w różnych regionach na świecie i w ciągu długich wieków historii rzadko wyglądała dokładnie w ten sam sposób. Wiele cywilizacji - słowo, które w tym kontekście można by wziąć w cudzysłów - stworzyło jej własne makabryczne warianty.
Z ogromnej i zróżnicowanej kolekcji okrutnych, bestialskich i czasami wręcz dziwacznych technik egzekucji wybrałem do kolejnych trzynastu rozdziałów po kilka przykładów. Krwawe detale zostaną dokładnie przedstawione w formie opowieści, opisów i cytatów, niemniej poszedłem o krok dalej i za każdym razem zagłębiłem się też w kontekst historyczny i społeczny. Z jakiego powodu w niektórych kulturach stosowano określone formy egzekucji? Czy wybrana metoda, oprócz oczywistego celu, czyli zabicia danej osoby, miała jeszcze inne, głębsze znaczenie? A jeśli chodzi o indywidualne przypadki: jakie wydarzenia poprzedzały wykonanie wyroku? Historie związane z egzekucjami są często równie interesujące jak same egzekucje, jeśli nie bardziej. Poza tym w obszernych omówieniach różnorodnych metod egzekucji próbuję znaleźć odpowiedź na podstawowe pytanie: czy można wyjaśnić krwiożerczą potrzebę innowacji, która wydaje się napędzać człowieka do poszukiwania coraz to nowych sposobów zabijania? Czy pierwsza skuteczna metoda, wymyślona w odległej, prehistorycznej przeszłości, nie mogła po prostu pozostać jedyną stosowaną metodą?
Podczas badania tego złożonego zagadnienia chętnie uwzględniłbym każdy możliwy sposób wykonywania kary śmierci, lecz jest to praktycznie niemożliwe. Kara śmierci była zjawiskiem tak powszechnym w dziejach, że tematu nie da się wyczerpać w ramach jednej książki. Nie należy więc oczekiwać ode mnie encyklopedii zawierającej wszystkie formy egzekucji, które kiedykolwiek istniały i nadal istnieją. Trzynaście poniższych rozdziałów tworzy coś w rodzaju antologii około czterdziestu wieków historii kary śmierci. Skupiam się nie tylko na prezentowaniu metod karania i ich pochodzenia, lecz przede wszystkim na wspomnianym już szerszym kontekście historycznym, w którym należy rozpatrywać te techniki. Książkę można zatem traktować nie jako próbę rekonstrukcji historii kary śmierci, ale jako opis historii świata pokazanej przez pryzmat historii kary śmierci. Metody egzekucji - główny temat każdego rozdziału - stanowią punkt wyjścia do przybliżenia danego okresu historii lub cywilizacji, w której stosowano określoną karę śmierci; czasem w ten sposób zwracam też uwagę na wydarzenia historyczne wiążące się w jakiś sposób z tymi metodami. Ze względu na decyzję, by przedstawić tę książkę jako "historię świata", starałem się nakreślić różnorodny obraz, obejmujący wszystkie kontynenty. Mimo to treść jest nieco eurocentryczna, co wynika z faktu, że jako Holender i historyk starożytnej Europy najlepiej znam historię, źródła i języki kontynentu europejskiego.
Ostatnią kwestią merytoryczną, którą chciałbym tutaj poruszyć, jest pytanie, kiedy egzekucja może zostać uznana za karę śmierci, a kiedy nie. Przy pisaniu tej książki postanowiłem ograniczyć się do luźnej definicji, zgodnie z którą kara śmierci to egzekucja wykonywana w ramach systemu prawnego przez państwo lub inną uznaną władzę. Chciałem wykluczyć egzekucje pozaprawne w kontekście wojny, ludobójstwa, terroryzmu i przestępczości. W praktyce rozróżnienie to nie zawsze jest oczywiste, zwłaszcza w przypadku wydarzeń z odległej przeszłości. Poza tym takie ścisłe rozgraniczenie nie zawsze ma sens.
Celem niniejszej książki nie jest przedstawienie moralno-filozoficznej refleksji na temat etycznej zasadności kary śmierci w XXI wieku. Czuję się jednak zobowiązany do wyrażenia opinii na ten temat, choćby po to, by moje opisy nie zostały odebrane jako pochwała tego procederu. Jestem głęboko przekonany, że kara śmierci jest rozwiązaniem absolutnie niemającym racji bytu, jeśli istnieje choćby jedna tysięczna procenta prawdopodobieństwa, że skazany i stracony zostanie zupełnie niewinny człowiek. Dopóki orzekanie o czyjejś winie zależy od innych ludzi, nie można wykluczyć, że sędziowie popełnią błąd. Jednocześnie rozumiem pragnienie zemsty tych, którzy w brutalny sposób stracili ukochaną osobę, i zgadzam się z poglądem, że w pewnych skrajnych przypadkach, kiedy mamy do czynienia z odrażającą zbrodnią, trudno jest bronić niezbywalnego prawa człowieka do życia. Ostatecznie zaliczam się więc do zdecydowanych przeciwników kary śmierci, co nie powstrzymuje mnie jednak od śledzenia z chorobliwą ciekawością szczegółów dotyczących tego zjawiska. Mam nadzieję, że nie jestem w tym osamotniony, więc z przyjemnością dzielę się tymi intrygującymi opowieściami o makabrycznych egzekucjach na przestrzeni wieków, którym towarzyszy odpowiednie tło historyczne.
Poniższe rozdziały nie składają się na spójną całość. Poza wątkiem kary śmierci niewiele je łączy. Postanowiłem wprowadzić podział bazujący na czterech żywiołach: wodzie, ogniu, ziemi i powietrzu. Zauważyłem bowiem, że każda metoda opisana w tej książce może być powiązana z jednym z nich. Nie należy przypisywać temu podziałowi zbyt dużego znaczenia; jego celem jest jedynie nadanie pewnej struktury zbiorowi tekstów, który w przeciwnym razie byłby bardzo luźną kompilacją.
Nie stosuję rozbudowanego aparatu naukowego. Przypisy w większości mają charakter wyjaśniający. W kilku przypadkach, w których opieram się na bardzo konkretnych informacjach - zazwyczaj danych statystycznych - podałem ich źródło właśnie w przypisie. Tłumaczenia zaczerpnięte od innych również zostały odnotowane w przypisach. Jeśli w tłumaczeniu cytatu nie podano źródła, oznacza to, że jest ono mojego autorstwa. Bibliografia nie jest pełną listą wszystkich książek i artykułów, z których korzystałem w trakcie badań. Tytuły w wykazie należy traktować jako punkt wyjścia do samodzielnego pogłębienia wiedzy na dany temat.
Na koniec chciałbym podziękować kilku osobom, które odegrały znaczącą rolę w powstaniu tej publikacji - przede wszystkim Willemowi Bisselingowi, mojemu dobremu przyjacielowi, a obecnie także agentowi literackiemu. Bez niego ta książka nie tylko nigdy by się nie ukazała, ale najprawdopodobniej nawet nie wpadłbym na pomysł, by zacząć ją pisać. Jestem niezmiernie wdzięczny za jego niezachwianą wiarę w ten projekt, niepohamowany entuzjazm i zachęty w dobrych i złych chwilach. Dziękuję również Nielsowi Cornelissenowi i Jannie Willems z wydawnictwa Omniboek za to, że dostrzegli potencjał we wtedy jeszcze nieukończonym rękopisie i dali mi szansę opublikowania tej pracy. Jannie dziękuję w szczególności za kreatywne pomysły i trafne uwagi - znacznie poprawiły jakość tej książki. Chciałbym podziękować moim rodzicom, którzy - oprócz tego, że przez ponad cztery dekady obdarzali mnie miłością i wykazywali się cierpliwością - okazali mi wsparcie podczas pisania, każde z nich na swój sposób. Na koniec chciałbym podziękować wszystkim niewymienionym tutaj z nazwiska - każdemu, kto w jakikolwiek sposób mi pomógł, nawet jeśli były to tylko słowa otuchy. Teraz, gdy wszystkie sprawy właściwe wstępom zostały już omówione, możemy zacząć - od początku.
1 T. Mikołajczak, Prawa Ur-Nammy, "Czasopismo Prawno-Historyczne" 2021, z. 2, s. 18.
Kara śmierci w starożytnej Mezopotamii
Między wodami Eufratu i Tygrysu, dwóch rzek otaczających żyzne ziemie, na których wiele tysięcy lat temu wykiełkowała najwcześniejsza ludzka cywilizacja, postawimy pierwsze, ostrożne kroki naszej długiej i ponurej podróży przez czterdzieści wieków przemocy związanej z karą śmierci.
W tej krainie międzyrzecza, znanej od starożytności jako Mezopotamia, zaczęto po raz pierwszy w historii ludzkości wcielać w życie różne rewolucyjne pomysły, które stały się podstawą nieprzerwanego sukcesu homo sapiens w kolejnych tysiącleciach. Nasi odlegli przodkowie coraz częściej szukali schronienia w społecznościach większych niż garstka łowców-zbieraczy; gromadzono pierwsze plony z własnoręcznie zasianych roślin, pojawiło się też zrozumienie, że ze zwierzętami zamieszkującymi okoliczne tereny można nawiązać długotrwałą - choć stosunkowo jednostronną - współpracę. Około początku trzeciego tysiąclecia p.n.e. z istniejącego już wtedy od wieków piktograficznego systemu księgowego powstało pismo klinowe, najstarsze pismo na świecie. Otworzyło to nieznaną dotąd możliwość komunikowania się poza granicami konkretnego czasu i miejsca. Wszystko, co zostało zapisane trzciną na glinianej tabliczce, można było zachować dla potomności. Prawdziwa rewolucja, która odbija się echem do dziś.
Częścią tej fali innowacji było również stopniowe wprowadzanie ograniczeń związanych z przestępczością, prawem i karami. Spory rozwiązywane wcześniej (ku powszechnemu zadowoleniu) w atmosferze całkowitej anarchii powodowanej przez narastający gniew ludu z czasem zaczęto rozstrzygać na podstawie ustalonych praw i zasad. Znany nam monopol państwa na stosowanie przemocy ma więc swoje źródło właśnie w starożytnej Mezopotamii. Zmiana ta nie przebiegała jednak bezkonfliktowo. Głęboko zakorzenioną potrzebę brania spraw w swoje ręce, zwłaszcza gdy chodziło o zemstę za działania naruszające integralność społeczności, można nazywać pierwotnym instynktem ludzkim. Bezlitosne linczowanie nie jest przecież obce nawet szympansom, naszym dalekim kuzynom.
Kraj dwóch rzek był również krajem dwóch języków i dwóch ściśle powiązanych ze sobą cywilizacji: sumeryjskiej i akadyjskiej. Starsza jest sumeryjska; jej korzenie sięgają prawdopodobnie już VI tysiąclecia p.n.e., gdy na wybrzeżu obecnej Zatoki Perskiej, u ujścia Eufratu, protoplaści Sumerów zaczęli uprawiać ziemię i prowadzić handel z okolicznymi plemionami. Z tych skromnych początków wyłonił się zbiór miast-państw, które prosperowały przez ponad dwa tysiące lat, a ich terytoria obejmowały cały obszar między Eufratem a Tygrysem, od wybrzeża do miejsca położonego nieco na południe od obecnego Bagdadu. Na północnym krańcu tego obszaru leżało miasto-państwo Akad. Jego wczesna historia pozostaje niemal całkowicie nieznana, ale wiadomo, że w ciągu trzeciego tysiąclecia doszło tam do ścisłego współistnienia języków i kultur Sumerów i Akadyjczyków.
Potęga Akadu rosła przez wieki. W XXIV stuleciu p.n.e. miasto pod wodzą Sargona Wielkiego podjęło walkę z południowymi sąsiadami, wskutek której niemal definitywnie położyli kres istnieniu jednej z pierwszych cywilizacji ludzkich. Akadyjczycy wkrótce skierowali uwagę na północ i rozszerzyli swoje państwo aż do granic dzisiejszej Turcji. W porównaniu z sumeryjskimi poprzednikami imperium akadyjskie nie przetrwało długo, ponieważ zaledwie sto osiemdziesiąt lat później barbarzyńcy ze wschodnich gór Zagros zniszczyli jego stolicę. Na północy rozkwitła następnie cywilizacja asyryjska, a na południu nastąpił dość krótkotrwały renesans kultury sumeryjskiej pod rządami trzeciej dynastii z Ur. Na początku drugiego tysiąclecia p.n.e. cywilizacja sumeryjska ostatecznie upadła. Spowodował to najazd ludu z zachodu zwanego Amorytami, który osiadł w mało znaczącym niegdyś miasteczku o nazwie Babilon. Jeden z członków tego dawnego semickiego ludu koczowniczego wyniósł nową stolicę na niespotykany dotąd poziom - był to Hammurabi, szósty król z dynastii babilońskiej. To w Babilonie w pierwszych wiekach drugiego tysiąclecia toczyła się mezopotamska dyskusja na temat kary śmierci, gdyż to w tym okresie pojawiły się najwcześniejsze zasady systemu prawnego, który przetrwał do nowożytności.
Był to czas budowania nowych struktur politycznych i zmieniających się stosunków społeczno-gospodarczych, w którym prawo karne i cywilne - nie było wtedy jeszcze takiego rozróżnienia1 - stawało się coraz ważniejszym instrumentem zapewniania ładu w starożytnych cywilizacjach. W ciągu trzeciego tysiąclecia p.n.e. władcy Mezopotamii zaczęli przywłaszczać sobie prawo wymierzania sprawiedliwości i używania przemocy. Ci lugale, dosłownie "wielcy ludzie", odgrywali rolę patronów sumeryjskich miast-państw i twierdzili, że są bezpośrednimi przedstawicielami bogów, dlatego że to właśnie istotom boskim przypisywano ostateczną władzę w zakresie prawa. Król był nie tylko najwyższym sędzią, lecz także ustanawiał prawo dla poddanych. Lugal po objęciu tronu często wydawał edykt, w którym regulował wszelkiego rodzaju kwestie prawne. Dwa znane przykłady takich praw to Kodeks Ur-Nammy - najstarszy zachowany tekst prawny na świecie, powstały w XXI wieku p.n.e. - oraz Kodeks Hammurabiego, stworzony trzy wieki później. Oba zapisano pismem klinowym.
Edykty te, które ściśle rzecz biorąc, nie były kompleksowymi zbiorami praw, ale raczej teoretycznymi traktatami prawniczymi i adaptacjami panujących norm prawa zwyczajowego, poruszały bardzo szeroki zakres tematów: od rabunków i morderstw po zagadnienia spadkowe czy nielegalne zalewanie pól sąsiadów. Wiele spraw można było załatwić dość prosto - wystarczyło zapłacić w srebrze lub zbożu. W wybranych przypadkach stosowano jednak surowsze sankcje. Kara śmierci od samego początku należała do arsenału możliwych zadośćuczynień za wyrządzoną krzywdę. Król sumeryjski Ur-Namma ogłosił w edykcie obejmującym trzydzieści dwa przestępstwa, że mordercy, rabusie, cudzołożnice i ci, którzy pozbawiali dziewictwa czyjąś narzeczoną, powinni zapłacić za to życiem, natomiast odcięcie komuś stopy było traktowane z większą łagodnością - można było wykupić się od kary przez zapłacenie 10 szekli, co było dość znaczną kwotą, jeśli weźmie się pod uwagę, że robotnik zarabiał średnio zaledwie szekla miesięcznie. Choćby ze względów budżetowych tego rodzaju spontaniczne amputacje lepiej było więc zachować na specjalne okazje. W każdym razie wybór wykroczeń karanych śmiercią w tamtym okresie wydaje się ograniczony; sposobu wykonywania tej kary nie określono.
Kilka wieków później, za czasów Babilończyków, sytuacja uległa znacznej zmianie. Kodeks Hammurabiego - odkryty w stolicy Elamu, Susie, a obecnie znajdujący się w Luwrze - zawiera zestaw 282 przepisów wyrytych na steli z błyszczącego, czarnego diorytu. Co najmniej trzydzieści pięć z tych paragrafów dotyczy przypadków, w których osoba oskarżona o złamanie prawa miała zostać skazana na śmierć - a sądząc po ich treści, wyrok można było wykonać na wiele sposobów. Kodeks stanowi ponadto najwcześniejszy znany przykład lex talionis, czyli prawa zemsty, które nakazuje odpłacić tym samym za spowodowanie obrażeń ciała innej osoby - oko za oko, ząb za ząb. W późniejszych czasach owa zasada stała się synonimem starotestamentowego okrucieństwa i stosowania bezlitosnych kar cielesnych. Pierwotnie ta nowo ustanowiona norma służyła jednak zupełnie odwrotnemu celowi - miała zapobiegać nadużywaniu zemsty: jeśli ktoś wyłupił komuś oko, nie należało od razu ścinać sprawcy głowy. Znana i opisowa nazwa tej zasady nie wzięła się znikąd - w paragrafach 196 i 200 król Hammurabi nakazuje bowiem, co następuje:
§ 196. Jeśli obywatel oko obywatelowi wybił, oko wybiją mu.
§ 200. Jeśli obywatel ząb obywatelowi równemu sobie wybił, ząb wybiją mu2.
W przypadku przestępstw zagrożonych karą śmierci prawo Hammurabiego nie zawsze określa metodę egzekucji. Niemniej jednak wydaje się, że istnieje tu pewna spójność tematyczna, a równowaga między oczami i zębami była zawsze starannie ustalana. Prawo stanowi na przykład:
§ 21. Jeśli obywatel (w ścianie) domu wyłom uczynił, przed wyłomem tym zabije się go i powiesi (go).
§ 25. Jeśli w domu obywatela pożar wybuchł, (a inny) obywatel, który go ugasić przyszedł, na dobytek pana domu podniósł swój wzrok i dobytek pana domu wziął, człowiek ów w ogień ten zostanie wrzucony.
Dalej znajduje się seria paragrafów poświęconych przemocy wobec kobiet w ciąży, z których wynika nie tylko, że niczego niepodejrzewające córki mogły się nagle spotkać z bardzo nieprzyjemnymi niespodziankami, lecz także, że sprawiedliwość klasowa i nierówność kobiet są tak stare jak sama ludzkość.
209. Jeśli obywatel córkę obywatela uderzył i sprawił, że płód swój poroniła, 10 szekli srebra za płód jej zapłaci.
210. Jeśli kobieta ta zmarła, córkę jego zabiją.
211. Jeśli sprawił, że córka muśkena3 w (wyniku) uderzenia płód swój poroniła, 5 szekli srebra zapłaci.
212. Jeśli kobieta ta zmarła, 1/2 miny srebra zapłaci.
213. Jeśli niewolnicę obywatela uderzył i sprawił, że płód swój poroniła, 2 szekle srebra zapłaci.
214. Jeżeli niewolnica ta zmarła 1/3 miny4 srebra zapłaci.
Pozostańmy przy kwestii "kobiety mają gorzej" - życie barmanki też nie zawsze było usłane różami. Jak się zdaje, babilońska gastronomia była ściśle regulowana:
108. Jeśli oberżystka jako zapłatę za piwo zboża nie przyjęła, (lecz) według odważnika (zbyt) dużego srebro przyjęła, bądź równowartość piwa względem wartości zboża obniżyła (i) oberżystce tej udowodni się to, do wody wrzuci się ją.
109. Jeśli oberżystka, w domu której przestępcy zebrali się, przestępców tych nie pojmała oraz do pałacu nie doprowadziła, oberżystka ta zostanie zabita.
110. Jeśli (kapłanka) naditum5 (lub) (arcykapłanka) entum, która w klasztorze nie mieszka, oberżę otworzyła, bądź po piwo do oberży weszła, obywatelka ta zostanie spalona.
W wielu metodach egzekucji opisanych w Kodeksie Hammurabiego szczególne miejsce zajmuje woda, przy czym jej rola nie ograniczała się wyłącznie do fazy wykonywania kary. Woda z Eufratu i Tygrysu stanowiła siłę napędową starożytnych cywilizacji Mezopotamii. Dzięki złożonemu systemowi tam i kanałów docierała daleko w głąb lądu, by nawadniać pola uprawne i gasić pragnienie. Nie dziwi więc, że z uwagi na tę istotną funkcję rzekom - a zwłaszcza Eufratowi - przypisywano boskie cechy. Jak wspomniałem wcześniej, bogów uważano za najwyższych sędziów i to oni czuwali nad sprawiedliwym wykonywaniem prawa. Poza instrumentami opartymi na ludzkim doświadczeniu, postrzeganiu świata i rozumie - takimi jak zeznania i dowody fizyczne - regularnie odwoływano się do sił nadprzyrodzonych. Mogło to mieć formę składania przysięgi, wróżenia lub innych czynności magicznych, a także "próby rzeki" - boskiego wyroku, w którym zarówno rozstrzygnięcie sprawy, jak i życie oskarżonego były całkowicie zależne od świętej wody.
Kodeks wprowadzał wyraźne rozróżnienie: gdy mowa jest o "wrzuceniu do wody", możemy założyć, że chodzi o egzekucję. Ofiarę mocno wiązano, by wyniku nie pozostawić przypadkowi. Wspomina się również o "udaniu się nad rzekę" lub "wskoczeniu do rzeki" - w takich przypadkach pełniła ona funkcję nie tylko kata, ale też sędziego. Jeśli podejrzany nie został złapany na gorącym uczynku, a środki ludzkie okazały się niewystarczające do wydania sprawiedliwego wyroku, uciekano się do osądu Rzeki (Id), boskiej personifikacji Eufratu.
§ 2. Jeśli obywatel czary obywatelowi zarzucił i nie udowodnił (mu) tego, ten któremu czary zarzucono do Rzeki wejdzie, w Rzece się zanurzy, jeśli Rzeka dosięgnie go, oskarżyciel domostwo jego zabierze. Jeżeli człowieka tego Rzeka oczyści i zostanie zdrowy, ten który czary (mu) zarzucił zostanie zabity, ten zaś, którego Rzeka oczyściła domostwo oskarżyciela swego zabierze.
Jest to niezwykły mechanizm prawny i religijny, który natychmiast przywodzi na myśl polowania na czarownice, które wiele wieków później pochłonęły życie rzeszy niewinnych kobiet w innych częściach świata. Istotna różnica polega na tym, że mezopotamska wersja próby wody wprawnemu pływakowi dawała przynajmniej pewną szansę na pomyślny wynik. Tej iskierki nadziei nie miały niestety biedne kobiety niesłusznie oskarżone o latanie na miotłach i tańczenie nago wokół ognisk podczas przywoływania diabła. Warto dodać, że czary w starożytnej Mezopotamii, w przeciwieństwie do wielu innych przestępstw podlegających sankcjom, nie były uważane za niepożądane lub za czyn podlegający karze. W tamtych czasach, na długo przed pojawieniem się dogmatycznych, monoteistycznych religii, należało spróbować zmusić bogów do działania za pomocą różnych rytuałów. Powyższy paragraf kodeksu dotyczy zatem niewłaściwego użycia magii, takiego jak "czarowanie" cudzych upraw.
Próba rzeki była powszechnie stosowaną praktyką przez cały okres trwania cywilizacji babilońskiej i asyryjskiej, a nawet przetrwała w pewnej formie znacznie dłużej, jak pokazują przypadki ofiar śmiertelnych prześladowań czarownic. Była stałym elementem procesu sądowego na starożytnym Bliskim Wschodzie, jednak z biegiem czasu stała się łagodniejsza. W końcu została z niej jedynie formalna ceremonia, podczas której podejrzaną osobę po prostu sadzano na krześle w rzece i nie wyrządzano jej żadnej krzywdy - kończyło się tylko na całkowitym przemoczeniu. Z relacji z procesu sądowego dotyczącego zniknięcia osła w królestwie Hurytów - ludu, który na początku trzeciego tysiąclecia przybył, prawdopodobnie z Kaukazu, do Górnej Mezopotamii, Syrii, Anatolii i Kanaanu - wynika, że próba rzeki polegała na tym, iż obie strony wskakiwały do wody, a ten, kto pierwszy zanurzył się całkowicie, przegrywał. Tak czy inaczej, osła to nie zwróciło. Woda jako pierwsza sięgnęła ponad głowę pozwanego w tej sprawie Teššuya, którego skazano na zapłatę równowartości całego osła stratnemu Šartešupowi w ramach pełnego odszkodowania za utratę zwierzęcia jucznego.
Próba rzeki była przez długi czas stałym elementem mezopotamskiego wymiaru sprawiedliwości, ale opisaniu jej przebiegu nigdy nie poświęcono więcej niż kilka słów. Kiedy mówiono o "udaniu się nad rzekę", wszyscy najwyraźniej dokładnie wiedzieli, co to oznacza. Poddanie się próbie było obowiązkowe; jej wynik mógł być śmiertelny, ale poza tym niewiele wiemy o tym zwyczaju. Jeśli chodzi o czas, w którym stosowano ją jako zarówno formę rozstrzygania spraw, jak i wykonywania wyroków, mamy tylko jedno źródło, które uchyla rąbka tajemnicy. Z listu napisanego około 1765 roku p.n.e. przez Yatara-Ami z Karkemisz - miasta warownego położonego na zachodnim brzegu Eufratu w dzisiejszej Turcji - do jego amoryckiego pana feudalnego Zimri-L?ma z Mari wynika, że próba rzeki nie mogła być stosowana wszędzie. Przypuszczalnie panowało przekonanie, że Id, boski Eufrat, był obecny fizycznie tylko w kilku wybranych miejscach i jedynie tam można było uzyskać wyrok boga. Prawdopodobnie dlatego dwóch podejrzanych o spisek przeciwko miejscowości Irrid, położonej w pobliżu Karkemisz, wyprawiono pod eskortą w długą podróż na wschód obecnej Syrii, by tam wykonali potencjalnie śmiertelny skok.
Powiedz Zimri-L?mowi: tak mówi Yatar-Ami, twój syn. Jeśli chodzi o dwóch wspomnianych wcześniej mężczyzn, których wysłałem wraz z Napsuna-Addu. Ci mężczyźni zostali wymienieni w raporcie dotyczącym miasta Irrid, w którym napisano: "Rozmawiali z Mebisą, niewolnikiem Bunumy-Addu, więc wiedzą o sprawie". Wysłałem ich teraz do Id, ale ich oskarżyciel jest więziony tutaj. Niech jeden z twoich zaufanych niewolników, w towarzystwie Napsuna-Addu, zabierze tych mężczyzn do Id. Jeśli ci ludzie się uratują, spalę ich oskarżyciela w ogniu. Jeśli umrą, oddam ich majątek i rodzinę oskarżycielowi. Niech mój ojciec doniesie mi o tej sprawie.
List nie tylko zawiera informację o przyczynie poddania podejrzanych próbie wody - chodzi o sprawę, w której zarzut opiera się wyłącznie na pogłoskach - lecz także opisuje los, jaki czeka oskarżyciela w przypadku, gdy obaj mężczyźni bezpiecznie dotrą do brzegu. Niestety, mamy tu do czynienia z bardzo skrótowym opisem, co wydaje się symptomatyczne dla całego tego okresu. Pomimo stosunkowo dużej dostępności źródeł prawnych, w których wspomina się o różnych rodzajach kary śmierci - oprócz utopienia i spalenia żywcem Kodeks Hammurabiego mówi też o wbiciu na pal dwojga kochanków, gdy kobieta na polecenie ukochanego zabija małżonków obojga - niewiele jest tekstów, które rzucają światło na konkretne szczegóły egzekucji. Opisy próby wody nie są tu wyjątkiem zarówno ze względu na fakt, że skrybowie z Mezopotamii nie podają nam żadnych detali, jak i dlatego, że nie były to egzekucje w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Wykonanie kary śmierci, nawet jeśli określono metodę, nie zostało nigdzie dokładnie przedstawione. To dość niefortunne dla osób zainteresowanych tym tematem, jednak nie jest niczym dziwnym. W owych czasach tradycja pisarska pozostawała w powijakach - minie jeszcze mniej więcej tysiąc dwieście lat, zanim urodzi się Herodot, zwyczajowo uważany za "ojca historiografii". Poza tym w tamtej epoce nie istniał znacznie nowocześniejszy koncept, jakim jest dziennikarstwo. Materiały zapisane pismem klinowym, które przetrwały ostatnie pięć tysięcy lat, obejmują - oprócz edyktów prawnych - przede wszystkim liczne protokoły sądowe i umowy, a także listy na wiele różnych tematów. Mamy też obszerne przekazy mitologiczne - teksty, w których bogowie mezopotamskiego panteonu pojawiają się ze wszystkimi niebiańskimi i ziemskimi troskami. Co ciekawe, właśnie tutaj możemy znaleźć cząstkową odpowiedź na pytanie, jak w tamtych czasach przebiegały egzekucje.
Mitologia stanowiła fundament religijny i światopoglądowy, na którym opierała się każda starożytna cywilizacja. Kosmogonie i teogonie wyjaśniały, jak w zamierzchłych czasach powstał wszechświat - a wraz z nim zjawiska nadprzyrodzone; ponadto przybliżały prehistorię ludzkości i opowiadały, jak boskie istoty stały się panami niebios, ziemi i zaświatów. Poza tym bogactwo innych mitów i legend dostarczało pobożnym obywatelom obszernych informacji o życiu bogów oraz o ich wzajemnych relacjach. W każdej chwili można było sięgnąć po te epickie opowieści, by znaleźć odpowiedzi na fundamentalne pytania dotyczące życia w starożytnej Mezopotamii: jak należy odnosić się do boskich bohaterów i władców? Jaki był najlepszy sposób na zdobycie ich łask? Jak powinno się odprawiać określone rytuały? Pomimo przeważnie fikcyjnego charakteru mity mają pewne znaczenie historyczne, są bowiem częścią wielowiekowej tradycji ustnej, w której opowieści były przekazywane z pokolenia na pokolenie i rozprzestrzeniały się po starożytnym świecie wzdłuż prehistorycznych szlaków handlowych. Stanowią zatem niezwykłą mieszankę historii i ludzkiej wyobraźni. Można założyć, że dają dość wiarygodny obraz panujących zwyczajów ludowych i warunków społecznych we wczesnych cywilizacjach. Mogą również zdradzić coś na temat sposobu, w jaki rozliczano niepożądane zachowania najcięższej wagi.
W bogatym zbiorze mitów mezopotamskich znajduje się tylko jeden tekst poświęcony tej konkretnej tematyce, a mianowicie mit o winnej niewolnicy. W tej opowieści Inanna (Isztar), jedna z najważniejszych bogiń panteonu sumeryjsko-akadyjskiego, królowa nieba, córka boga księżyca, siostra boga słońca, patronka miłości i wojny, dowiaduje się od posłańca o nieczystych czynach dziewczyny o imieniu Ama-Namtagga - co dosłownie oznacza "matka grzechu". Inanna udaje się ze swoją świtą do miasta Uruk, by wyładować gniew na dziewczynie.
Dziewica, Ama-Namtagga, dopuściła się zakazanego!
Ama-Namtagga zna gorzki los,
Zna gorzki los, jej oczy zachodzą łzami.
To ona zasiadła na czystym tronie;
To ona leżała w czystym łóżku.
Ona też doświadczyła męskiego penisa,
A nawet nauczyła się całować.
Chodźcie! Chodźmy! Chodźmy!
Chodźmy do miasta!
Do miasta wartego zobaczenia, chodźmy!
Chodźmy do Kullab!
Chodźmy do murów Uruk!
Chodźmy do murów Hallab!
Chodźmy do Harsagkalamma!
Chodźmy do Eturkalamma!
Do miasta, do miasta, chodźmy do murów Babilonu!
Słysząc słowa wypowiedziane przez władczynię nieba,
młoda kobieta, Ama-Namtagga, rzuciła się na ziemię.
Bogini spojrzała na nią śmiercionośnym wzrokiem.
Wydała okrzyk, okrzyk karcący jej grzech, i chwyciła ją za włosy.
Młoda kobieta, Ama-Namtagga, została rzucona u stóp murów miasta.
Niech pasterz zabije ją pasterskim kijem!
Niech psalmista zabije ją instrumentem manz?!
Niech garncarz zabije ją swym dzbanem!
Niech kapłan kurgarra zabije ją mieczem i maczugą!6
Jeśli wierzyć temu mitologicznemu tekstowi, przeciętna egzekucja w starożytnej Mezopotamii mogła odbywać się we wspomnianej wcześniej atmosferze całkowitego chaosu, ludowego szaleństwa. Być może więc powinniśmy wyobrazić sobie tego rodzaju sceny we wszystkich przypadkach, w których konsekwencje zbrodni zagrożonej karą śmierci nie są wyraźnie określone. Nie wydaje się to zbyt zaskakujące. W tamtym czasie niewątpliwie nastąpił postęp w zakresie procedur, niemniej prawo we wszystkich aspektach nadal znajdowało się w najwcześniejszej fazie rozwoju. Władcy, którzy teoretycznie byli odpowiedzialni za wymiar sprawiedliwości, w rzeczywistości często delegowali władzę sądową lokalnym organom, tworzonym przez rady ludowe. Nie mogło być inaczej, ponieważ Babilon liczył w szczytowym okresie rozwoju ponad dwieście tysięcy mieszkańców, a całe królestwo - prawdopodobnie ponad milion. Lugal - bez względu na to, jak był potężny - nie mógł samodzielnie sprostać takiemu wyzwaniu. Poza tym z powodu braku skodyfikowanego prawa - różne edykty królewskie nie stanowiły tu wyjątku - dominowało przede wszystkim wielowiekowe prawo zwyczajowe. Innymi słowy, to społeczność decydowała, co należy uznawać za zachowanie przekraczające granice i jak na nie reagować. Można zatem przypuszczać, że metody egzekucji były w tym okresie dość prymitywne. Być może były to tylko barbarzyńskie lincze, dokonywane przez miejscową ludność. Oczywiście, słuszne okaże się teraz pytanie, czy kara śmierci kiedykolwiek przestała być prymitywna i barbarzyńska, ale na razie pozostawimy tę kwestię na boku. Tak czy owak, gdy przeniesiemy się w czasie o ponad tysiąc lat w przyszłość, zobaczymy, że egzekucje w Mezopotamii nie stały się mniej okrutne.
Dalsza część w wersji pełnej
1 Przez większość okresu przedśredniowiecznego nie istniało wyraźne rozróżnienie między prawem cywilnym a karnym. Procesy - zarówno za proste naruszenia umów, jak i za poważne przestępstwa, takie jak napaść czy morderstwo - toczyły się zazwyczaj wyłącznie między obywatelami. Dopiero na krótko przed początkiem ery nowożytnej, w wyniku rozwijania prawa rzymskiego, powszechną praktyką stało się rozdzielanie prawa prywatnego od publicznego, a przestępstwa stopniowo uznawano za kwestię publiczną. To właśnie dzięki ponownemu odkryciu prawa rzymskiego pod koniec XI wieku rozróżnienie to przetrwało we współczesnych systemach prawnych.
2 Kodeks Hammurabiego, tłum. M. Stępień, efaidnbmnnnibpcajpcglclefindmkaj/http://biblioteka.kijowski.pl/antyk%20azjatycki/01.%20hammurabi%20-%20kodeks.pdf [dostęp: 5.05.2026].
3 Muśken - w starożytnym Babilonie przedstawiciel klasy muszkenum, czyli pośredniej między obywatelami pełnoprawnymi a niewolnikami. Muśken miał status osoby wolnej, ale nie przysługiwała mu pełnia praw (przyp. red.).
4 W systemie walutowym Mezopotamii funkcjonowały trzy nominały - talenty, miny i szekle - z których każdy miał stałą wartość w srebrze. Talent był wart około 30 kilogramów srebra i dzielił się na 60 min o wadze około 500 gramów, z których każda zawierała 60 szekli. Za morderstwo kobiet nieurodzonych w stanie wolnym trzeba było więc zapłacić mniej więcej od dwóch do trzech średnich rocznych pensji. Fakt, że była to z pewnością cena wyższa niż cena odciętej stopy, jest marnym pocieszeniem.
5 Siostry boga, zwane w języku akadyjskim naditum, były świętymi dziewicami, które stanowiły specjalną klasę cieszącą się dużym szacunkiem w starożytnym społeczeństwie mezopotamskim. Żyły we wspólnotach klasztornych i pełniły ważną funkcję ekonomiczną dla pobliskich świątyń.
6 Jeśli nie wskazano inaczej, autorką przekładu jest tłumaczka (przyp. red.).